Kaleidoscope of Death

Rozdział 60 – Drugi slenderman21 min. lektury

Lin Qiushi parę dni temu obserwował slendermana, gdy ten stał za oknem. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było podniesienie cylindra, który spadł z gałęzi drzewa.

Wyglądało na to, że ten cylinder był dla niego niezbędnym przedmiotem. Tak naprawdę Lin Qiushi widział go tylko trzymającego to nakrycie głowy w rękach, ale nigdy nie widział, jak go zakłada.

To była prawdopodobnie największa różnica między tymi dwoma slendermanami. Jedynym zmartwieniem było to, że nie wiedzieli, jakie są rzeczywiste różnice między nimi.

Kolejne pytanie dotyczyło warunków, które trzeba było spełnić, by doszło do przekazania cylindra. Lin Qiushi uważał, że raczej nie było to czymś łatwym do zrobienia. Muszą istnieć jakieś ograniczenia, w przeciwnym razie bez problemu zostaliby unicestwieni. Analizując aktualne wskazówki, które mieli w posiadaniu, zakładał, że warunki te były prawdopodobnie związane z zaginięciem dzieci w mieście.

Ruan Nanzhu najwyraźniej doszedł do tego samego wniosku co Lin Qiushi, ale ogólnie rzecz biorąc, miał lepsze zrozumienie sytuacji.

– Jeśli dziecko zostanie uprowadzone z miasta, ktoś zostanie również zabrany z naszej grupy. Zgodnie z plakatami, które przyniosłeś wcześniej, zaginięcia dzieci zdarzają się równolegle z zaginięciami osób z naszej grupy. Możemy bezpiecznie wysunąć teorię, że…

– Że musimy najpierw odnaleźć dziecko i je porwać z miasta?

Ruan Nanzhu skinął głową.

Lin Qiushi wpadł w głęboką zadumę, opierając podbródek na dłoni. Ich pierwotne założenia były takie, że w ogóle nie było dzieci w mieście, ale teraz nowa teoria przeczyła poprzedniej – jeśli tu naprawdę były dzieci, to mogły już stać się potworami… Czy potwory wyglądające jak dzieci nadal można… uważać za dzieci?

To było naprawdę trudne pytanie.

Tym bardziej, że na placu pojawił się nowy plakat. Jeśli ich założenia były słuszne, to następny ofiarny baranek pojawi się całkiem niedługo.

– Poczekajmy – powiedział Ruan Nanzhu. – Po dzisiejszej nocy będziemy wiedzieć.

Lin Qiushi skinął głową.

Wpadli na Dong Tianwen, która wcześniej przekazała Lin Qiushiemu pewne pożyteczne informacje. Zawahał się przez chwilę, ale ostatecznie postanowił do niej podejść. Wpisał coś na swoim telefonie, zanim podał go dziewczynie.

Ruan Nanzhu nie zatrzymywał go, stojąc tylko obok.

– Co się stało? – zapytał, gdy wrócili już do swojego pokoju.

– Zaoferowała mi odrobinę pomocy, zanim… Życzyłem jej spokojnej nocy.

Ruan Nanzhu nie skomentował, czy to był dobry, czy zły ruch. Spojrzał na niego, po czym odwrócił się, by wziąć kąpiel.

Lin Qiushi padł na łóżko. Spojrzał na swój telefon, oszołomiony, zastanawiając się, kto będzie tym nieszczęśnikiem tej nocy.

***

Noc była trochę chłodna.

W gospodzie zapadła martwa cisza. Jej mieszkańcy byli na nogach od wczesnego poranka i chcieli szybko zapaść w słodki sen, zanim nadejdzie złowieszcza noc. Tak samo było z Wang Tianxinem.

Nie mógł jednak zasnąć i podejrzewał, że to dlatego, że przez cały dzień drzemał. Zazwyczaj nie miał problemów ze snem, ale teraz jakoś nie nadchodził, niezależnie od tego, czy kręcił się i przewracał w łóżku, czy spokojnie leżał.

Wang Tianxin spoczywał na boku. Spojrzał na puste łóżko po lewej stronie i poczuł nagły strach. Jego towarzyszka, Liu Ya, wciąż radośnie rozmawiała i uśmiechała się do niego na tym samym łóżku dość niedawno. W ciągu tak krótkiej chwili kobieta zniknęła. W tym momencie nie było jej już od ponad dnia i wydawało się, że spotkało ją już nieszczęście.

Chociaż Wang Tianxian chciał o tym zapomnieć, puste łóżko obok niego wciąż mu o niej przypominało.

Poczuł się trochę zaniepokojony. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie odwrócić się od łóżka i nie spojrzeć w okno.

Kolor nocy wdzierał się przez szybę. Wang Tianxin widział blade światło księżyca i złowrogi, odległy las przez szklane panele okien. Czuł się trochę niepewnie i robiło mu się coraz zimniej. Po chwili namysłu wstał z łóżka, chcąc wziąć ciepłą kąpiel w łazience, aby móc się zagrzać i jak najszybciej pójść spać.

Włączając grzejnik, Wang Tianxian zanurzył się w parującej wodzie.

Podkręcił grzejnik dość mocno, żeby zmyć cały chłód ze swojego ciała. Miało to być relaksujące zajęcie, ale Wang Tianxin nagle poczuł pod stopami, że coś powstrzymuje wodę przed spłynięciem rurami w dół.

Co… Co się działo? Wang Tianxin mruknął w duchu. Pochylił się, żeby obejrzeć odpływ i zobaczył, że jest zatkany przez kępkę czarnych włosów.

– Obrzydliwe. To muszą być włosy Liu Ya… – Wang Tianxin mruknął do siebie i spróbował ręką pociągnąć za włosy, ale poczuł, że coś jest nie tak. Wydawały się być dłuższe, niż się spodziewał, ciągnąc się w nieskończoność. Wang Tianxin ciągnął i ciągnął, ale nadal nie mógł wyrwać ich całkowicie z odpływu. Poczuł, że coś jest zdecydowanie nie tak. Warstwa zimnego potu rozlała się na jego plecach. Liu Ya… Liu Ya nie miała aż tak długich włosów.

Po odkryciu tej osobliwości Wang Tianxin puścił kłaki i pośpiesznie chciał opuścić łazienkę. Jednak gdy sięgnął po klamkę, zdał sobie sprawę, że ktoś zatrzasnął drzwi od zewnątrz. Ogarnęło go przerażenie i zaczął głośno wołać o pomoc. Jednak kto mógł go usłyszeć w środku nocy, gdy wszyscy spali?

Wang Tianxian stawał się coraz bardziej przerażony i zaczął używać całej swojej siły, aby otworzyć drzwi. Odwrócił się i spojrzał na odpływ, tylko po to, aby zdać sobie sprawę, że płyn zaczął bulgotać… jakby coś próbowało wydostać się z kanalizacji.

– Pomocy! Niech mi ktoś pomoże! Ktokolwiek! – wrzasnął Wang Tianxin. Woda przelała się w wannie, aż w końcu podłoga i jego stopy zostały przemoczone. Był tak przestraszony, że cały się trząsł. Niestety w takim świecie nie było żadnego zbawiciela.

Z odpływu wystawało kilka palców.

Otwór był dość mały, ale te długie i cienkie palce siłą się wycisnęły. Po palcach nadeszła cała dłoń, potem ramię, długie i smukłe…

Naprawdę było niezwykle długie. Po wysunięciu się zaczęło macać dookoła, próbując znaleźć przebywającą w pomieszczeniu osobę. Wang Tianxin był tak przerażony, że zaczął płakać, a całe jego ciało trzęsło się jak osika.

Ukrywał się w kącie, modląc się żarliwie w sercu, żeby to stworzenie go nie znalazło. Niestety łazienka nie była zbyt duża. Mógł się ukryć na chwilę, ale nie na zawsze. Bardzo szybko ramię znalazło jego nogę.

Wang Tianxin chciał się uwolnić, ale nie miał szans w starciu z tą twardą jak stal ręką. Został przeciągnięty po śliskiej podłodze w kierunku odpływu.

Dorosły człowiek nigdy nie zmieściłby się w odpływie wielkości pięści, ale ta niezwykle groteskowa scena rozgrywała się właśnie w tym momencie.

Najpierw była to jego stopa, potem noga, potem udo i brzuch. Kawałek po kawałku, centymetr po centymetrze, jak pająk pożerający swoją ofiarę. Bolesne krzyki Wang Tianxina ustały, a jego oczy stały się puste, jakby zapadł w dziwny stan świadomości. Nie walczył o swoje życie, a jego ciało było sztywne, gdy w końcu został wciągnięty w ciemność kanałów.

Bardzo szybko wszystko wróciło do dawnego spokoju nocy. Nikt nie będzie wiedział, co dokładnie się tu kiedyś wydarzyło.

***

Lin Qiushi przez sen usłyszał jakieś zamieszanie. Jednak obok niego była wróżka reprezentująca pigułki nasenne, więc się nie obudził. Odwrócił się tylko niespokojnie.

Ruan Nanzhu przytulił go od tyłu. Ciepło spłynęło z jego solidnej klatki piersiowej na plecy Lin Qiushiego i sprawiło, że poczuł się bezpieczniej.

Niepewność trwała tylko chwilę. Lin Qiushi przyjął pozycję, w której czuł się komfortowo, po czym znów zasnął.

Drugiego dnia rano wszyscy szybko zauważyli brak kolejnej osoby podczas śniadania. Nigdzie nie było Wang Tianxina, który zwykle pojawiał się wcześnie.

Wang Tianxin został porwany? Idziemy sprawdzić? – Lin Qiushi pokazał Ruan Nanzhu wiadomość na telefonie.

– Jasne, spójrzmy.

Lin Qiushi skinął głową.

Wszyscy zastanawiali się, gdzie poszedł Wang Tianxin i ostatecznie dołączyło do nich kilka osób. Wśród nich były Dong Tianwen i jej towarzyszka.

Lin Qiushi domyślił się, że one również znały się za drzwiami. W przeciwnym razie nie byłyby ze sobą tak kompatybilne. Jednak każdy tutaj miał swoje sekrety i nie było potrzeby, aby celowo je ujawniać.

Po dotarciu do pokoju Wang Tianxina Ruan Nanzhu z łatwością otworzył drzwi, ale wnętrze było puste.

– Nikogo tu nie ma – powiedział Ruan Nanzhu. – Wczoraj nie opuszczał gospody przez cały dzień. A nawet jeśli się wymknął, to powinien wrócić, gdy zapadła noc.

Lin Qiushi podszedł do łazienki, chwycił klamkę i lekko ją nacisnął. Po otwarciu nos wypełnił mu silny i dziwny zapach. Do złudzenia przypominał odór z kanałów. To wystarczyło, aby zaczęło zbierać się na wymioty każdemu, kto go poczuł.

W łazience nie było niczego szczególnego, ani nawet śladów sugerujących, że ktoś tu przed chwilą był. Jednak Lin Qiushi znalazł w środku ubrania należące do Wang Tianxina… wyglądało na to, że brał prysznic.

– A potem zniknął – powiedział Ruan Nanzhu, wychodząc zza Lin Qiushiego. – Drzwi łazienki zostały zamknięte od zewnątrz przez kogoś, być może nie przez człowieka.

Lin Qiushi milczał.

– Musiał brać prysznic, kiedy coś się stało. – Ruan Nanzhu się rozejrzał. Jego zdolności obserwacyjne zawsze były szokujące i tym razem nie było wyjątku. Szybko odkrył, co poszło nie tak. – Coś jest nie tak z odpływem.

– Coś jest nie tak? – Dong Tianwen uważała to za zbyt absurdalne. – Jak tak duża osoba mogła wydostać się przez odpływ?

Ruan Nanzhu spojrzał na nią, a jego głos był pozbawiony emocji, gdy mówił:

– Naprawdę tak myślisz?

Dong Tianwen nie miała nic do powiedzenia.

Rzeczywiście, byłoby to niemożliwe, gdyby byli w prawdziwym świecie. Ale teraz byli w świecie drzwi i takie słowo tutaj nawet nie istniało.

Światy wewnątrz drzwi były ekscentryczne. Było tam wszystko. Z tego punktu widzenia nie było niczym dziwnym, że cała istota ludzka została wciągnięta do odpływu.

Lin Qiushi przypomniał sobie plakat nowej osoby, który pojawił się na placu zaledwie wczoraj. Wyglądało na to, że pusta biała karta za nim wkrótce zamieni się w zdjęcie Wang Tianxina.

Ruan Nanzhu wstał i powiedział:

– Chcę wam wszystkim coś powiedzieć.

– Co? – zapytała Dong Tianwen.

Ruan Nanzhu spojrzała na nią.

– Zbierzcie się wszyscy.

Z pierwotnej czternastki zostało tylko dziewięć osób. Spośród nich dwie były nowicjuszami. Wszyscy mieli dziwne miny – niektórzy wyglądali na spokojnych, niektórzy na przestraszonych, a niektórzy nawet na ciekawych.

Lin Qiushi kontynuował grę w niemą panienkę i pozwolił Ruan Nanzhu na wyjaśnienie. Ten był bardzo szczery i opowiedział im o swojej teorii, a także o lokalizacji klucza.

Teraz, gdy pojawiła się nowa ofiara, o ile uda im się odnaleźć kolejne zaginione dziecko, proces transmisji będzie przebiegał zgodnie z ich teorią.

Kiedy Lin Qiushi zastanawiał się, gdzie można znaleźć zaginione dziecko, Dong Tianwen cicho wtrąciła:

– Znalazłam ciało dziecka.

– Co? – Lin Qiushi był oszołomiony.

– To tuż za rogiem – powiedziała Dong Tianwen. – Kiedy się obudziłam, zobaczyłam ciało na zewnątrz… Czy to oznacza, że niedługo do tego dojdzie?

Muszą wykorzystać tę szansę, aby zabrać klucz, który znajdował się w ciele slendermana. W przeciwnym razie cykl się powtórzy i kto wie, czy następną ofiarą nie będą oni sami?

– Co masz na myśli, mówiąc, że musimy zabić tego slendermana? – Ktoś natychmiast zaprotestował. – Myślisz, że jesteśmy godnymi przeciwnikami?

– Nawet jeśli nie jesteśmy, musimy być – powiedział Ruan Nanzhu. – Albo możesz zostać tutaj i czekać na swój los.

– Dlaczego ja miałbym umrzeć? A co jeśli będę ostatni…

– Nie ma żadnego „co by było, gdyby”. – Ruan Nanzhu uniósł wysoko brodę, jego ton był powolny i chłodny. – Mogę zagwarantować, że moja partnerka i ja bylibyśmy ostatnimi, którzy zostaliby przy życiu. Masz zaledwie jedną dziewiątą szans na przeżycie.

Gdy wypowiedział te słowa, wszyscy ucichli.

Prawdę mówiąc, gdyby osobą, która przemówiła, był ktoś inny, podejrzewaliby, że blefuje. Jednak tym razem wszyscy mogli stwierdzić, że nie było to tylko na pokaz. Musiał mieć jakąś ukrytą kartę atutową.

– Zgadzam się z jego sugestią. – Rozległ się głos Dong Tianwen. Nie wydawała się być typem kobiety, która narzucała innym swoje opinie. Nawet jej głos był łagodny, gdy powiedziała: – Rzecz jasna, każdy ma swoje prawo do odmowy, ale oczywiście jest cena do zapłacenia. Już znalazłam lokalizację drzwi, więc jeśli uda nam się zdobyć klucz, stworzenie z pewnością będzie wściekłe… wy możecie tutaj zostać i na nie poczekać. – Uśmiechnęła się, a jej spojrzenie przypominało wzrok Ruan Nanzhu, gdy patrzyła z pogardą na tych, którzy chcieli się wycofać. – Zobaczmy, czy uda wam się przed nim uciec i dotrzeć do drzwi.

Lin Qiushi spojrzał na nią i pierwszą rzeczą, o której pomyślał, było to, że zdolni ludzie często dzielili kilka podobnych cech. Na przykład Li Dongyuan, a potem Dong Tianwen, która była tuż przed jego oczami… Nikt nie wiedział, jak znalazła drzwi.

Grupa ludzi szeptała między sobą i szybko znalazła odpowiedź. Część z nich zdecydowała się spróbować zdobyć klucz, a część postanowiła zostać w gospodzie. Lin Qiushiego zaskoczyło to, że obaj nowicjusze byli odważniejsi od niektórych starych wyg, ponieważ postanowili walczyć o klucz.

– Czy mógłbyś mniej więcej określić, kiedy nastąpi transmisja? – zapytała Dong Tianwen.

– Nie potrafię tego określić. Według naszej ostatniej analizy powinno to nastąpić jutro, ale powinniśmy stać na straży, żeby nie ryzykować.

– To ma sens – powiedziała Dong Tianwen. – Chodźmy do kuchni i zobaczmy, czy są tam jakieś przydatne przedmioty do obrony.

Grupa udała się do kuchni i znalazła kilka narzędzi.

Lin Qiushi zdołał znaleźć bagnet i gdy tylko pochylił głowę, by mu się przyjrzeć, Dong Tianwen podeszła do niego od tyłu i lekko położyła mu dłoń na ramieniu. Uśmiechnęła się.

– Niema panienko, ten przedmiot ci nie pasuje.

Lin Qiushi spojrzał na nią zdezorientowany.

– Bardziej pasują ci piękne suknie i stanie na uboczu. Chociaż to trochę żałosne, że nie możesz nawet krzyknąć.

Jej słowa brzmiały dziwnie. Mówiąc to, kobieta delikatnie pieściła ramiona Lin Qiushiego. Jej zachowanie było zbyt zmysłowe, by Lin Qiushi mógł się nad nim nie zastanawiać. Już miał się cofnąć, gdy Ruan Nanzhu stanął przed nim w defensywie i chłodno powiedział:

– Nie dotykaj mojej partnerki.

Dong Tianwen łatwo odpuściła. Na jej twarzy malował się żal.

– Jaka szkoda – powiedziała, odwróciła się i odeszła.

Lin Qiushi chciał zapytać Ruan Nanzhu, co miała na myśli Dong Tianwen, ale jego plany zostały zniweczone, gdy mężczyzna ścisnął jego szczękę i wyszeptał ostrzeżenie:

– Nie uwodź wszystkich. Jesteś moja.

Lin Qiushi: …Wielki szefie, czy granie w brazylijskim melodramacie naprawdę daje ci aż tyle szczęścia?

– Słyszałaś mnie czy nie?

Co mógł zrobić Lin Qiushi? Jedynie skinąć głową, choć jego mina była dość nietęga.

Ten facet, Ruan Nanzhu, faktycznie patrzył na niego, jakby się śmiał, choć swoje kwestie wypowiadał z bardzo surowym i profesjonalnym nastawieniem. Ruan Nanzhu musiał naprawdę lubić Dong Tianwen. W końcu liczba ludzi w drzwiach, którzy dawali mu możliwość odegrania swojej roli w dzisiejszych czasach, nie była duża.

Wszyscy skończyli przygotowywać swoją broń. Aby uniknąć jakiegoś wypadku, Lin Qiushi znalazł nawet trochę taśmy, aby przykleić bagnet do dłoni. W końcu w wielu filmach, które oglądał, broń głównego bohatera często była wyrzucana w powietrze, zanim zdążył zabić złoczyńcę.

Spośród dziewięciu osób, dwie zdecydowały się czekać na śmierć w gospodzie. Teraz rzucały im skrajnie sprzeczne spojrzenia, gdy patrzyły, jak odchodzą. Jedna z nich najwyraźniej chciała coś powiedzieć, ale wszyscy zignorowali ich chłodno, odmawiając zawracania sobie nimi głowy.

Za chwilę niebo zacznie się rozjaśniać i nadejdzie pora, w której mgła będzie najgęstsza. Opierając się wyłącznie na swojej niemal doskonałej pamięci, Ruan Nanzhu poprowadził wszystkich wąską ścieżką, którą wczoraj podążyli, i skierował się w stronę ruin. Na szczęście była tu tylko jedna droga, więc ciężko było się zgubić.

Lin Qiushi szedł obok Ruan Nanzhu i uważnie obserwował otoczenie. Teraz był o wiele bardziej zaniepokojony slendermanem, który nie nosił cylindra. Kto wie, jaki był jego cel?

Po przejściu sporego dystansu, ruiny, o których wspominał Ruan Nanzhu, ukazały się przed nimi. Spojrzenie wszystkich zamarło. Wiedzieli, że najprawdopodobniej nie kłamał.

Ruan Nanzhu spojrzał na zegarek i powiedział:

– Poczekajmy tutaj. Nawet ja nie jestem pewien, o której godzinie przybędzie.

I tak wszyscy czekali w ciszy.

W takich ponurych ruinach ciężko było mieć pozytywne myśli. Jedynym powodem do radości była ich liczebność – w kupie siła, więc nie bali się za bardzo.

Lin Qiushi, bawiąc się telefonem, siedział obok Ruana Nanzhu, który spoglądał w mgłę, najwyraźniej nad czymś się zastanawiając.

Z upływem czasu wszyscy zapadli w całkowite milczenie.

Gdy poranek zamienił się w popołudnie, a niebo miało się już ku zmrokowi i ich cierpliwość była na skraju wyczerpania, we mgle pojawiła się sylwetka człowieka… To był zaginiony Wang Tianxin.

Wyglądał, jakby właśnie wyszedł z miasteczka. Był pozbawiony wyrazu i zupełnie inny niż zwykle. Szedł, aż dotarł do ruin i zatrzymał się, jakby czekał na coś lub kogoś.

Na ten widok wszyscy wstrzymali oddech i kontynuowali obserwację.

Szybko pojawił się slenderman, którego Lin Qiushi i Ruan Nanzhu widzieli wcześniej. Miał na sobie swój zwykły formalny garnitur i cylinder. Jego długie i smukłe kończyny powoli poruszały się do przodu, zanim w końcu zatrzymał się przed Wang Tianxianem.

– Przygotujcie się – zaczął Ruan Nanzhu.

Wszyscy zebrali się w sobie. Lin Qiushi mocno chwycił ostry przedmiot w dłoni.

Slenderman podniósł rękę i tak jak Ruan Nanzhu się spodziewał, sięgnął po cylinder, który miał na głowie, a następnie pociągnął go mocno, zamierzając zdjąć go ze swojej głowy.

Chociaż był to niezwykle przerażający widok, Ruan Nanzhu wcześniej ich ostrzegł, więc twarze wszystkich po prostu zbladły. Nie zareagowali zbyt przesadnie.

Slenderman używał coraz więcej siły i w końcu zerwał cylinder z czubka głowy. Gdy był gotowy przekazać go Wang Tianxinowi, Ruan Nanzhu wydał rozkaz i pobiegł w jego kierunku.

Slenderman był wstrząśnięty pojawieniem się tłumu ludzi. Cofnął się o kilka kroków i wydał z siebie wściekły ryk. Jego długa i szczupła ręka wyciągnęła się, by złapać dwie osoby i mocno odepchnęła je na bok.

Lin Qiushi odwrócił rękę slendermana i wycelował w cylinder. Wang Tianxin zachowywał się tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje wokół niego. Jego wzrok był utkwiony w cylindrze. Lin Qiushi rzucił się na niego i złapał nakrycie głowy.

– Daj mi to! – krzyknął ze złością Wang Tianxin.

Lin Qiushi biegł z cylindrem w ręku. Wang Tianxin podążał tuż za nim, wyglądając jakby chciał rozerwać Lin Qiushiego na strzępy.

W tym momencie inni już rozpoczęli walkę ze slendermanem. Potwór miał nadludzką siłę i normalni ludzie na pewno nie byli dla niego godnymi przeciwnikami. Jednak na szczęście, po stracie cylindra, jego siła zaczęła słabnąć.

Jego ciało zaczęło się kurczyć, jakby cała tkanka mięśniowa wyparowała, pozostawiając jedynie pomarszczoną warstwę skóry.

Ruan Nanzhu powstrzymał ludzi, którzy wciąż chcieli rzucić się do przodu i powiedział:

– To wystarczy. Odejdźcie jeszcze trochę. Qiuqiu, chodź do mnie!

Trzymając cylinder, Lin Qiushi prześlizgnął się obok Wang Tianxina i odetchnął z ulgą, gdy usłyszał Ruan Nanzhu, po czym pośpieszył do jego boku. Zawdzięczał to codziennym treningom – gdyby nie one, to już dawno byłoby po nim.

Wang Tianxin całkowicie zignorował wszystkich wokół. Jego jedynym celem był cylinder. Tym razem Ruan Nanzhu się nie powstrzymywał. Jego nóż trafił w nogę Wang Tianxina.

Mężczyzna ryknął z całych sił. Lin Qiushi zauważył, że z jego ran nie wypływała krew – świadczyło to o tym, że z pewnością nie był już człowiekiem.

Ruan Nanzhu również zobaczył ranę i podjął decyzję w swoim sercu. Ruchy Wang Tianxina nie zwolniły nawet po tym, jak został ugodzony. Wręcz przeciwnie, wydawał się być jeszcze bardziej agresywny niż wcześniej, gdy rzucił się na Lin Qiushiego.

Ruan Nanzhu parsknął chłodno, po czym ponownie sięgnął po sztylet, błyskawicznie odcinając mu głowę. Ta opadła na ziemię, ale ciało Wang Tianxina nadal się poruszało. Jego gałki oczne wpatrywały się w Ruan Nanzhu wzrokiem żądnym zemsty.

– Znalazłam klucz! – rozległ się głos Dong Tianwen. – Szybko, wracajmy do miasta!

– Gdzie są drzwi?

– Pod tablicą ogłoszeń na placu!

Grupa ludzi radośnie piszczała po zdobyciu klucza. Pobiegli w stronę miasteczka. Lin Qiushi i Ruan Nanzhu nie zawracali sobie już głowy Wang Tianxinem, szybko udając się za pozostałymi.

Wszyscy biegli w kierunku miasta z uśmiechami, które szybko zbladły, gdy dotarli na plac. Teraz wręcz byli przerażeni widokiem, który mieli przed sobą.

Przed szyldem pojawiła się ogromna sylwetka. Ta osoba była ubrana w czarny garnitur, a jej kończyny były przerażająco długie. Jedyną różnicą było to, że nie nosiła czarnego cylindra. W tym momencie otworzyła usta, odsłaniając rzędy ostrych zębów i obdarzając ich bardzo niepokojącym i złowrogim uśmiechem…

Serce Dong Tianwen zamarło na widok tego stworzenia.

– Jak to możliwe, że jest jeszcze jeden…

Gdy to mówiła, smukły mężczyzna wyciągnął rękę, złapał jedno z nich, a następnie wyrzucił wysoko do góry.

Rozległ się ciężki dźwięk, gdy ciało tej osoby upadło na ziemię. Miała ogromnego pecha i zmarła na miejscu po uderzeniu w tył głowy.

– Oddaj mi to… – Slenderman z trudem wypowiedział te słowa i utkwił wzrok w Lin Qiushim.

Lin Qiushi opuścił głowę i zdał sobie sprawę, że czarny cylinder, który wcześniej rzucił na ziemię, znów znalazł się w jego dłoni.

Nagle Ruan Nanzhu wyrwał mu kapelusz z ręki.

– Idź, otwórz drzwi. Spróbuję go odciągnąć! – krzyknął do Dong Tianwen, która skinęła głową, zaciskając mocno zęby.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: