W porównaniu z dorosłymi dzieci często były bardziej okrutne, ponieważ nie zdawały sobie sprawy z konsekwencji własnych czynów. Potrafiły jedynie wyrażać swoją pogardę wobec osób lub rzeczy, których nie lubiły, i to za pomocą ekstremalnych metod.
W tym przypadku Sachiko była osobą, której nie tolerowali.
– Kiedy była w naszej klasie, była prześladowana – powiedział Ko Shinobu. – Wszyscy jej nienawidzili i zachowywali się, jakby nie istniała.
– Uczniowie z twojej klasy nawet jej nie uwzględnili, gdy robiono zdjęcie klasowe? – Lin Qiushi przypomniał sobie brakującą osobę na zdjęciu, które wcześniej widział w archiwum.
– Tak… – Chociaż Ko Shinobu początkowo wahał się, czy potwierdzić te podejrzenia, ostatecznie odpowiedział na pytanie Lin Qiushiego. – Chociaż na liście znajdują się trzydzieści cztery imiona, nasza klasa wszystkim powtarzała, że są w niej tylko trzydzieści trzy osoby.
Uczniowie tej klasy całkowicie i gruntownie wymazali Sachiko ze swojego życia. Nie rozmawiali z nią i nie chcieli zrobić sobie z nią grupowego zdjęcia. Traktowali ją jak powietrze.
– Co wydarzyło się później? – Li Dongyuan nalegał na dotarcie do sedna sprawy.
– Potem wydarzył się wypadek… – Głos Ko Shinobu stawał się coraz bardziej napięty i słychać w nim było trudny do przełknięcia strach. – A ona umarła.
Czekali w ciszy, aż opowie, co było później.
– Zdarzył się jej wypadek i zmarła. Kiedy teraz o tym myślę, to trochę przesadzili. Po jej śmierci moi koledzy i koleżanki nie okazali żadnego żalu. Właściwie, to nawet…
– Napisali nawet piosenkę. – Li Dongyuan dokończył w imieniu Ko Shinobu.
– Skąd wiedziałeś? – Dzieciak był zaskoczony. Nie spodziewał się, że będą znać tak wiele szczegółów.
– Mówiłem przecież, że wiele wiemy. – Li Dongyuan spojrzał na niego i lekko się uśmiechnął. – Mów dalej.
– Macie już ogólne pojęcie o tym, co wydarzyło się później. – Ko Shinobu gorzko się zaśmiał. – Ta piosenka jest przeklęta. Każdy, kto ją zaśpiewa, umrze.
W końcu dotarli do tematu, który go interesował, więc Lin Qiushi zapytał:
– Czyli ty jej nie śpiewałeś?
– Nie. – ton Ko Shinobu był poważny i stanowczy. – Uznałem, że to, co zrobili, przekroczyło pewną granicę, więc nie śpiewałem…
– Ten uczeń, z którym przed chwilą rozmawiałeś, też tego nie robił? – zapytał Li Dongyuan.
– Nie. Jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi, więc powiedziałem mu, żeby tego nie robił.
– Jesteś takim dobrym przyjacielem. – Li Dongyuan uśmiechnął się półgębkiem.
Nieco zastraszony wyrazem twarzy Li Dongyuana, Ko Shinobu gorączkowo wyjaśnił:
– Wiem tylko tyle. Pozwól mi iść do domu. Niedługo zrobi się ciemno, muszę wracać.
Lin Qiushi spojrzał na Li Dongyuana, a ten skinął głową, dając do zrozumienia, że mogą mu już odpuścić.
Ko Shinobu odetchnął z ulgą. Złapał torbę i rzucił się ku wolności. Uważnie go obserwowali.
– Co o tym myślisz? – zapytał Li Dongyuan.
– Nic szczególnego. – Chociaż wyznanie Ko Shinobu pozornie brzmiało wiarygodnie, jego instynkt podpowiadał mu, że ta osoba kłamie.
– Och, jak to? – zapytał Li Dongyuan.
– Powinieneś wiedzieć to lepiej ode mnie. – Po spędzeniu kilku dni razem Lin Qiushi wiedział, że Li Dongyuan jest błyskotliwą osobą. Gdyby wydarzyło się coś niezwykłego, wiedziałby, jak to przeanalizować lepiej niż on sam. Jak się spodziewał, jego towarzysz uśmiechnął się, a jego spojrzenie mówiło więcej niż tysiąc słów.
– Czy wszyscy w Obsydianie są tacy interesujący?
– Nie, ja jestem najmniej interesujący.
– Ko Shinobu z pewnością kłamie z nieznanych nam powodów. Nie wiemy jednak, na czym to kłamstwo polega. Czy pamiętasz, co nam powiedział, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy?
Oczywiście, że Lin Qiushi pamiętał. Zmarszczył brwi.
– Sachiko to ktoś, kto nie powinien istnieć?
– Dokładnie.
Trybiki w umyśle Lin Qiushiego zakliknęły.
– Rozumiem.
– Sprytny jesteś. Zawsze lubiłem pracować z mądrymi ludźmi. Chodźmy i spotkajmy się ponownie z dziewczynami.
Słowa Li Dongyuana nie miały jakiegoś ukrytego znaczenia – Sachiko to ktoś, kto nie powinien istnieć. Gdyby Ko Shinobu naprawdę rozumiał swoje błędy, nie wypowiedziałby tych słów. Sachiko, która była ewidentnie ofiarą, stała się kimś, kto według niego nie powinien istnieć. Nawet jeśli minęło kilka lat, nawet jeśli doszło do tak wielu śmierci, chłopak niczego nie żałował. Że też był w stanie powiedzieć coś tak okropnego. Choć się bał, to przez ten strach przezierała ogromna nienawiść.
Oczywiście, to były tylko ich teorie i nadal musieli szukać dowodów. Jedna rzecz była dość trudna do zrozumienia – skoro Ko Shinobu nienawidził Sachiko, to dlaczego nie zaśpiewał piosenki, która z niej kpiła? Czy to możliwe, że w końcu poczuł wyrzuty sumienia?
Rozmyślając nad tymi kwestiami, Lin Qiushi wrócił do Ruan Nanzhu.
Nikt nie wiedział, co wydarzyło się między Ruan Nanzhu i Xia Rubei, gdy byli sami. Oczy Xia Rubei były pełne łez, gdy przysunęła się do Li Dongyuana.
– Starszy bracie Meng – powiedziała głosem pełnym żalu.
– Co się stało?
Xia Rubei nienawistnie spojrzała na Ruan Nanzhu, który stał obok z niewinną miną.
– Ona mnie wystraszyła…
– Zrozum to w końcu! Też jestem przerażona i bardzo nieśmiała, jak mogłabym cię przestraszyć? – odparł płaczliwie Ruan Nanzhu.
– Przecież przed chwilą opowiadałaś historie o duchach!
– Dowód?
– …Jaki dowód jest na to potrzebny?
– Starszy bracie Linlin, ona chce mnie oskarżyć bez dowodów…
Lin Qiushiego i Li Dongyuana rozbolały głowy. W końcu Li Dongyuan nie mógł już tego znieść. Machnął ręką i powiedział:
– Mengmeng, czy możemy nie nękać młodych dam?
– Co masz na myśli? Niby ja nie jestem młodą damą?
Wola życia Li Dongyuana była nadal bardzo silna.
– Nie, nie, nie, oczywiście, że nie. Ty jesteś piękną boginią! – poprawił się natychmiast.
– Tsk.
Lin Qiushi natychmiast zmienił temat i opowiedział Ruan Nanzhu o wszystkim, czego dowiedzieli się od Ko Shinobu. Po wysłuchaniu jego słów Ruan Nanzhu doszedł do tego samego wniosku co oni i pomyślał, że z tym uczniem zdecydowanie jest coś bardzo nie tak, chociaż chwilowo nie był w stanie powiedzieć, co dokładnie.
– Chodźmy, robi się późno. Porozmawiamy, jak wrócimy.
Lekcje już dawno się skończyły, a kolor nieba powoli ciemniał. Rozmawiali, idąc pospiesznie, aby jak najszybciej wrócić do swojej kwatery, zanim nadejdzie noc.
Kiedy dotarli do dormitorium, na zewnątrz było już ciemno. Cichy teren szkoły spowiła warstwa mroku.
Lin Qiushi stanął na korytarzu, by zapalić papierosa. Nagle ktoś położył rękę na jego ramieniu – odwrócił się gwałtownie, ale za nim na szczęście stał tylko Li Dongyuan.
– Odpal mi – powiedział mężczyzna.
Lin Qiushi skinął głową i obserwował, jak Li Dongyuan pochylił się bliżej i podpalił swojego papierosa od jego.
– O czym myślisz? – zapytał mężczyzna.
Lin Qiushi pokręcił głową, wyrażając, że nie myśli o niczym. Był dziś trochę zmęczony, więc nie miał ochoty mówić zbyt wiele.
– Kiedy dołączyłeś do Obsydianu? – Li Dongyuan miał melodyjny głos, delikatny i urzekający, jakby kołysał dziecko do snu. – Jak długo tam jesteś?
– Niezbyt długo. Kilka miesięcy. – Lin Qiushi wypuścił trochę dymu.
– Kto cię wprowadził? – kontynuował Li Dongyuan.
– Ruan Nanzhu. – Lin Qiushi poczuł, jak jego umysł nagle klika. To był bardzo intrygujący stan. Czuł się, jakby stał na pieszczotliwej miękkości unoszących się chmur, tak ciepłych i przytulnych, sprawiających, że czuł się swobodnie.
– A co z Zhu Meng? Znasz ją? – drążył Li Dongyuan.
– Tak. – Lin Qiushi czuł, że coś jest nie tak. Chciał się uwolnić z tego stanu.
Jego towarzysz również był w stanie wyczuć zmagania Lin Qiushiego. Wyciągnął rękę, aby położyć ją lekko na jego ramieniu.
– Nie denerwuj się, nie będę zadawał pytań, które przekroczą granicę. – Nachylił się blisko ucha Lin Qiushiego i zapytał szeptem: – Kim do cholery jest Zhu Meng?
Lin Qiushi rozchylił usta wbrew swojej woli i gdy poczuł, że traci całkowitą kontrolę i nieuchronnie zdradzi sekret przyjaciela, nagle usłyszał zimny i obojętny głos Ruan Nanzhu:
– Li Dongyuan, czy tak traktujesz jednego z moich ludzi?
Li Dongyuan cofnął rękę i się uśmiechnął.
Lin Qiushi obudził się nagle i zdał sobie sprawę z dziwnego stanu, w jakim się znajdował do tej pory. Odrzucił papierosa i po raz pierwszy od jakiegoś czasu był naprawdę wściekły.
– Li Dongyuan, co to niby miało być?!
Mężczyzna wzruszył niewinnie ramionami, wciąż trzymając papierosa w ustach.
Ruan Nanzhu zaczął klaskać.
– Jakież to niesamowite! Jesteś godny bycia przywódcą Białego Jelenia. Gdybyś te umiejętności zastosował do szukania klucza i drzwi, to już dawno byśmy się stąd wydostali.
– Och, Mengmeng, nie złość się tak.
– Chodźmy, Linlin. – Ruan Nanzhu był niesamowicie niezadowolony. Obrócił się na pięcie, by odejść. – W przyszłości trzymaj się od niego z daleka.
Lin Qiushi skinął głową, odwrócił się i odszedł za przyjacielem.
Ruan Nanzhu wyciągnął rękę i poklepał Lin Qiushiego po ramieniu, jakby było na nim coś brudnego – to było dokładnie to samo miejsce, którego przed chwilą dotknął Li Dongyuan.
Li Dongyuan nie był z tego powodu zły. Wręcz przeciwnie, uśmiechał się.
Po „odkażeniu go” wrócili do swojego pokoju. Przez cały czas nie odezwali się ani słowem do Li Dongyuana.
Niebo było ciemne, światła zgasły, w pomieszczeniu zapadła cisza, słychać było jedynie miarowe oddechy i ciche chrapanie śpiących ludzi.
Lin Qiushi był trochę zmęczony. Myślał, że szybko zapadnie w sen, ale nie mógł zasnąć nawet po długim kręceniu się i wierceniu.
Kiedy mu się to udało, to w połowie nocy obudził go głos.
Po przebudzeniu szybko zaczął szukać jego źródła – dobiegał z górnego łóżka.
Skrzyp, skrzyp. Było tak, jakby Ruan Nanzhu wiercił się na górze i również nie mógł zasnąć. Lin Qiushi już chciał zawołać go szeptem, ale nagle te skrzypiące dźwięki ustały.
Z miejsca nad Lin Qiushi, oddzielonego tylko materacem, ktoś zaśpiewał piosenkę:
– Satchan tak naprawdę nazywa się Sachiko, ale odkąd była mała, mówiła na siebie Satchan. Och, jakie to zabawne! Satchan naprawdę kocha banany, ale może zjeść tylko połowę swoich ulubionych bananów. Och, jakie to żałosne! Satchan odeszła w dalekie miejsce i wkrótce o mnie zapomni. Och, jaki jestem samotny, Satchan!.
To był głos dość młodej kobiety, a jednak słowa piosenki sprawiły, że całe jego ciało stało się lodowate.
Lin Qiushi bał się poruszyć. Zamknął oczy i powoli odwrócił się w stronę ściany.
Miał wrażenie, że głos powoli zstępował z góry, stając się coraz głośniejszy, jakby śpiewająca osoba schodziła z łóżka.
– Satchan tak naprawdę nazywa się Sachiko, ale odkąd była mała, mówiła na siebie Satchan. Och, jakie to zabawne…! – Piosenka teraz dochodziła zza jego pleców. Poczuł, jak jego ciało robi się zimne, jakby nagle zerwano z niego koc.
Łup… Łup… Łup… Istota zaczęła podskakiwać na ziemi, stopniowo zbliżając się do niego.
W końcu Lin Qiushi nie mógł już tego znieść. Otworzył oczy, usiadł, odwrócił się i oparł o ścianę. Zdał sobie jednak sprawę, że coś jest nie tak. W świetle księżyca zobaczył, że ściana została pokryta nabazgranymi przekleństwami, a tym, co najbardziej rzucało się w oczy, było imię „Sachiko” napisane czerwonym atramentem.
Lin Qiushi w końcu dostrzegł osobę stojącą przed jego łóżkiem.
Nie, chyba w ogóle nie można było tego nazwać osobą.
To była młoda dziewczyna z potarganymi włosami, ubrana w szkolny mundurek. Jej ciało było wygięte pod dziwnym kątem. Miała tylko jedną nogę, a tam, gdzie powinna być druga, nie było nic. W tej chwili podskakiwała na jednej nodze, śpiewając tę piosenkę.
Początkowo stała tyłem do Lin Qiushiego, ale gdy usłyszała, że mężczyzna siada, obróciła głowę o 180 stopni, żeby na niego spojrzeć.
– Słyszysz to? – zapytała.
Lin Qiushi poczuł, że jego ciało robi się jeszcze zimniejsze. Nie wiedział, czy powinien jej odpowiedzieć.
– Słyszysz to? – powtórzyła.
– Co słyszę? Twoją piosenkę? – Lin Qiushi zmusił się do spokoju. Pozostali wciąż spali. Był jedynym, którego obudził głos.
– Jej płacz. Ona płakała. Płakała tak żałośnie, więc dlaczego nikt jej nie słyszał?
– Kim ona jest? Czy mówisz o sobie?
Istota nie odpowiedziała na pytanie.
– Ona nie zrobiła nic złego. Dlaczego tak ją potraktowali?
Gdy skończyła, odgłos czyjegoś płaczu rzeczywiście wypełnił uszy Lin Qiushiego. Szloch dochodził zza okna i stawał się coraz głośniejszy. Ktoś wył boleśnie, jakby został ciężko ranny.
– Boli! Boli! Błagam cię, ratuj mnie, błagam cię… – Do płaczu dołączyło żałosne błaganie. – Nie idź. Nie odchodź, proszę!
Oczy Lin Qiushiego rozszerzyły się, gdy usłyszał te słowa. W końcu wszystko zrozumiał.
Rzeczywiście, w tej samej chwili usłyszał dość znajomy głos.
– Chodźmy, chodźmy szybko! Nie zwracaj na nią uwagi. Jest już po niej, nie ma dla niej ratunku!
– Ale… – Inna osoba się wahała.
– Uratuj mnie, rratuj mnie… – Dziewczyna usłyszała ich rozmowę i błagała z jeszcze większą desperacją. – Nie odchodź. Nie chcę umierać. Nie chcę umierać!
– Idziemy! Zostalibyśmy aresztowani, gdyby ktoś się dowiedział. Chcesz spędzić resztę życia w więzieniu? – Właściciel głosu stawał się coraz bardziej niespokojny. – Jeśli tak, możesz zostać tutaj sam, ja spadam!
– Dobra, idziemy. – Jego towarzysz w końcu się zgodził. Słychać było odgłosy pośpiesznych kroków, jakby obaj już wyszli.
– Łaaaaaa! – Dziewczyna, która została porzucona, płakała głośno, a ból i śmierć trzymały ją w uścisku. Jej krzyki stawały się coraz głośniejsze z rozpaczy, aż w końcu zaczęły słabnąć i całkiem ucichły.
Kiedy skończył słuchać całego dialogu, plecy Lin Qiushiego były mokre od zimnego potu. Głosy, które wypowiedziały te słowa, należały do Ko Shinobu i jego przyjaciela, którego spotkali rano.
– Boli – powiedziała stojąca przed nim Satchan. – To naprawdę boli… Czy słyszysz…?
Lin Qiushi nie wiedział, czy powinien odpowiedzieć. Jeśli odpowie źle, czy od razu zostanie zabrany do grobu?
– Boli, słyszysz? – Wciąż powtarzała to jedno stwierdzenie i wyciągnęła rękę w jego stronę. Już miała go dotknąć, ale coś ją zatrzymało. Wydała z siebie przenikliwy krzyk i zniknęła.
Serce biło mu w piersi jak dudniący bęben. Po wyjściu dziewczyny znalazł zdjęcie klasy 2-3, jednak tym razem Satchan stała na samym środku, zwrócona twarzą do aparatu z promiennym uśmiechem. Kiedy przyglądał się fotografii, Lin Qiushi poczuł w powietrzu zapach dymu. Opuścił głowę, by zajrzeć pod łóżko i zdał sobie sprawę, że papierowe talizmany pod materacem stanęły w płomieniach. Wyglądało na to, że te niechlujne kawałki papieru powstrzymały Satchan, która chciała go zaatakować.
Swąd spalenizny obudził pozostałych.
– Linlin, co się stało? – zapytał Ruan Nanzhu, który ocknął się jako pierwszy.
Zimny pot spływał po twarzy Lin Qiushiego, ale na szczęście nic mu się nie stało.
– Nic. Satchan właśnie złożyła mi wizytę – odparł spokojnie.
Xia Rubei również się obudziła.
– C-co złożyło wizytę? – wyjąkała niespokojnie po usłyszeniu jego słów.
– Satchan. Już po wszystkim, więc możesz dalej spać.
Xia Rubei zatkało. Niby jak mogłaby teraz znowu zasnąć?!
Zanim dziewczyna zdążyła przemówić, Ruan Nanzhu ukradł jej kwestię i delikatnym, kruchym głosem wyszeptał:
– Linlin, tak się boję, chodź ze mną spać…
Lin Qiushi milczał.
– Linlin, dlaczego nic nie mówisz? Nie kochasz mnie?
Obok nich Li Dongyuan cieszył się tym pokazem.
– Mengmeng, ach, powinnaś wiedzieć, że ja cię kocham.
– Słyszałeś to?! W pokoju jest jakiś gadający potwór! Szybko, wchodź na górę!
Li Dongyuana zatkało.
Twarz Lin Qiushiego ujawniła, jak bezradny się obecnie czuje. Niemniej jednak naprawdę miał coś do powiedzenia Ruan Nanzhu i potrzebował do tego prywatności. Nie było takiej okazji w ciągu dnia, więc to mogła być jedyna szansa.
Po chwili zastanowienia Lin Qiushi wdrapał się na łóżko Ruan Nanzhu.
Było trochę wąskie, więc musieli się ścisnąć. Ruan Nanzhu bardzo naturalnie wtulił się w ramiona towarzysza, wciskając się mocno w jego klatkę piersiową i nieustannie ocierając twarz o policzek Lin Qiushiego.
– Przestań.
– Nie. Zmuś mnie.
Lin Qiushi zamilkł. Czy bycie niegrzecznym sprawia ci aż tyle radości? Ech, na pewno jesteś przeszczęśliwy.
Kiedy splatali swoje kończyny, Lin Qiushi nachylił się bliżej ucha Ruan Nanzhu, by szepnąć mu wszystko, co się przed chwilą wydarzyło, po czym podał mu zdjęcie.
Ruan Nanzhu zamilkł po wysłuchaniu jego opowieści. Schował zdjęcie i powiedział:
– W porządku, rozumiem. Idź spać. Jutro omówimy to szczegółowo.
– Mhm.
Było trochę gorąco przez ostatnie kilka dni. Biorąc pod uwagę, że dwóch dużych mężczyzn ściskało się w jednym małym łóżku, powinno być im duszno i potliwie. Jednak Ruan Nanzhu wydzielał słaby, słodki zapach. Nie był w najmniejszym stopniu kobiecy, był raczej całkiem świeży i chłodny. Lin Qiushi po raz pierwszy poczuł coś takiego.
Nie mógł powstrzymać się od powiedzenia:
– Mengmeng, pachniesz tak dobrze.
– To może być…
– Hm?
– Słodki zapach dziewicy.
Lin Qiushi zamilkł, jak to często miał w zwyczaju przy tym człowieku. Gdyby nie fakt, że potrafisz wyciągnąć ze spodni coś jeszcze większego ode mnie, naprawdę bym w to uwierzył. Słodki zapach dziewicy, ja pikolę.
Ostatecznie Lin Qiushi nie dowiedział się, jaki zapach unosił się na ciele Ruan Nanzhu. W końcu narkotyk to narkotyk – dopóki leżał obok przyjaciela, Lin Qiushi mógł spać spokojnie. Nie otworzył oczu ani razu, aż do świtu.
Z powodu wczorajszego incydentu nikt się nie wyspał, a Xia Rubei miała najgorzej. Ta pani miała dwa cienie pod oczami, wyglądając jak panda.
Ruan Nanzhu chciał ją podrażnić i rozwścieczyć.
– O, co to jest? Wygląda na to, że ktoś nie spał dobrze, co? Czyżbyś całą noc myślała o kochanku?
– Jaki kochanek? Skąd miałbym wziąć kochanka?! – syknęła ze złością Xia Rubei.
– Nie podkochujesz się w Li Dongyuanie?
Twarz Xia Rubei natychmiast zrobiła się czerwona. Nigdy by nie pomyślała, że Ruan Nanzhu powie te słowa tak wprost. Łzy prawie wypłynęły jej z oczu.
– Nie gadaj głupot! To nie to. Ja nie… Jak śmiesz tak o mnie mówić. Nie lubisz Yu Linlina?!
Początkowo myślała, że może odbić atak i zwrócić go Ruan Nanzhu, ale kto mógł przypuszczać, że ten bezwstydnik po prostu kiwnie głową i przyzna:
– To prawda. Lubię Linlina. Spójrz, jaki słodki jest Linlin! Kto by go nie lubił?
Xia Rubei zatkało.
– Tylko nawet nie waż się zakochać w Linlinie.
Kobieta w końcu musiała przyznać, że ona i Ruan Nanzhu niestety nie są w tej samej lidze. Spuściła więc głowę i nie ośmieliła się powiedzieć nic więcej.
Ruan Nanzhu rzucił jej spojrzenie, które mówiło: “Och, jakie nudne jest tak łatwe zwycięstwo!”.
Liu Qiushi wiedział o jego miłości do dramatyzmu, więc nie zwracał na niego uwagi. Li Dongyuan również potrafił dostrzec intencje Ruan Nanzhu, więc obaj spokojnie zjedli śniadanie. Z powodu tego, co Li Dongyuan zrobił wczoraj Lin Qiushiemu, ten nawet się do niego nie odzywał. Li Dongyuan jednak bezczelnie powiedział:
– Linlin, nadal jesteś zły?
– Panie Li, chyba nie jesteśmy sobie aż tak bliscy?
– Ojej, przeproszę za moje wczorajsze zachowanie, okej? Czy to nie dlatego, że Mengmeng nie zwraca na mnie uwagi? Po prostu chciałem dowiedzieć się o niej więcej…
– Li Dongyuan, przecież siedzę obok ciebie. Możesz mnie po prostu zapytać, o co chcesz – wtrącił się z boku Ruan Nanzhu.
– Obawiam się, że mi nie powiesz.
– Jeśli nie zapytasz, skąd będziesz wiedział, że ci nie powiem?
– A jak brzmi twoje prawdziwe imię?
– Nie powiem ci.
Lin Qiushi niemal wybuchnął śmiechem.
Jednak w duchu przyznał, że Li Dongyuan nie jest jego rywalem. Ruan Nanzhu był absolutnym ekspertem w zabawianiu się z ludźmi takimi jak Li Dongyuan, którzy byli wilkami w owczej skórze. Za każdym razem udawało mu się sprawić, że drugiemu brakowało słów.
– No dobrze, wczoraj odwiedziła nas Satchan. Czy jest coś nowego? – zapytał Li Dongyuan po skończonym posiłku. Był bardzo zainteresowany tym, co wydarzyło się zeszłej nocy.
– Jest. – Ruan Nanzhu natychmiast wyciągnął zdjęcie, które Satchan zostawiła Lin Qiushiemu. – Upuściła to.
Li Dongyuan przyjrzał się zdjęciu, a Ruan Nanzhu oparł podbródek na dłoni.
– Zauważyłeś coś?
– Tak.
Xie Rubei spojrzała na zdjęcie z boku, czując się trochę zagubiona w ich rozmowie.
– Co macie na myśli… Czy coś jest nie tak z tym zdjęciem? – Podniosła fotografię i nie znalazła na niej nic niepokojącego.
Nie można jej było winić. Jeśli ktoś nie pamiętał, jak wyglądało oryginalne zdjęcie klasowe, bardzo trudno było znaleźć różnice. Lin Qiushi zdał sobie sprawę, że jego pamięć drastycznie się poprawiła. Nie było potrzeby porównywania, gdyż i tak wyraźnie pamiętał, jak wyglądało oryginalne zdjęcie z akt.
Ruan Nanzhu natychmiast wyjął zdjęcie, które ukradł z archiwum i położył je obok. Xia Rubei wydała z siebie cichy okrzyk.
– Jest jeszcze jedna osoba…
– To prawda – powiedział Ruan Nanzhu. – A oprócz tego zniknęły dwie inne.
– Zniknęły dwie inne…? Rzeczywiście. – Po drobiazgowych poszukiwaniach jej oczy rozszerzyły się ze zrozumieniem. – Ko Shinobu i jego przyjaciel?
Ruan Nanzhu spojrzał na nią z politowaniem.
– Jesteś taka mądra.
Dlaczego Xia Rubei miała wrażenie, że ta osoba z niej kpi?!
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10