Rozległe tereny i budynki szkolne stanowiły jedynie część większej infrastruktury akademii. Oprócz nich istniały różne obiekty publiczne, w tym biblioteki i kawiarnie.
Po skończonym posiłku udali się w kierunku podupadłego budynku, tylko po to, by natknąć się na trzech innych członków grupy. Wydawało się, że właśnie utworzyli drużynę. Gdy ich dostrzegli, powitali ich z uśmiechem.
Mężczyzna, który najwyraźniej był przywódcą grupy, zapytał:
– Czy wy wszyscy też idziecie do starego budynku szkoły?
– Tak. – Lin Qiushi skinął głową. – Wy również?
– Planujemy go sprawdzić. Skoro wszyscy zmierzamy w tym samym kierunku, to równie dobrze możemy trzymać się razem. Jak to mówią, im więcej, tym weselej. – Mężczyzna się przedstawił: – Jestem Liu Zhuangxiang.
– Yu Linlin.
Następnie teraz już siedmioosobowa grupa ruszyła w stronę starego budynku szkoły, cały czas rozmawiając.
Na pierwszy rzut oka wszyscy wydawali się być mili i otwarci, ale w rzeczywistości byli niezwykle ostrożni w stosunku do tych, których uważali za obcych i uważnie analizowali ich słowa, bardziej niż niechętnie ujawniając nawet najmniejsze informacje. W końcu drzwi miały tylko jedną wskazówkę, a wskazówka ta ostatecznie należała jedynie do pierwszej osoby, która opuściła ten świat.
Biorąc to pod uwagę, nawet jeśli połączyli siły na jakiś czas, wszyscy byli potencjalnymi konkurentami. Jeśli nie zostali doprowadzeni do rozpaczliwej sytuacji, w której wszyscy musieliby współpracować ze sobą, aby przetrwać, zawsze byliby tacy, którzy mieli inne pomysły.
Liu Zhuangxiang wydawał się być raczej zainteresowany Ruan Nanzhu. Chociaż udawał obojętność, jego spojrzenie wciąż błądziło w jego stronę, zatrzymując się na ciele „kobiety”.
Początkowo zamierzali rozejść się po dotarciu do celu. Jednak pomimo dotarcia do budynku szkoły, obie drużyny wydawały się do tego raczej niechętne.
Lin Qiushi początkowo myślał, że ich nowy towarzysz coś odkrył, ale wkrótce zdał sobie sprawę, że Liu Zhuangxiang tak naprawdę niczego nie znalazł i chciał po prostu pozostać przy pięknym Ruan Nanzhu.
Szczerze mówiąc, nie było najmniejszym zaskoczeniem, że mężczyźni zakochiwali się w Ruan Nanzhu, biorąc pod uwagę to, jak wyglądał i jak się zachowywał, kiedy przebierał się za kobietę.
Na starym budynku szkoły naklejono pieczęć zakazującą uczniom wstępu. Przed odejściem dyrektor, który ich przyjął, dał im kilka kluczy, wspominając, że otwierają również wejście do tego miejsca. Lin Qiushi wyłowił klucze, aby otworzyć drzwi.
Szkoła chciała, aby odnowili cały budynek, od ścian i podłóg, po krzesła i biurka. Biorąc pod uwagę zakres i złożoność tego zadania, można by to uznać za projekt na dużą skalę.
– Ten budynek nie jest stary – podsumował Ruan Nanzhu po dłuższej obserwacji. – Wygląda na to, że został zbudowany sześć do siedmiu lat temu.
– Z pewnością nie jest stary. – Kiedy Lin Qiushi po raz pierwszy usłyszał opis budynku, założył, że obiekt będzie w okropnym stanie, ponieważ był zaniedbywany przez dziesięciolecia. Dopiero po przybyciu zdał sobie sprawę, że wcale nie jest tak stary, jak sobie wyobrażał. W rzeczywistości był to po prostu zwykły budynek szkolny. Ta placówka edukacyjna miała sześć pięter, a jej kolorystyka składała się głównie z czerwieni i bieli. Kiedy się na nią patrzyło z placu zabaw, przypominała duży kawałek świeżego boczku wieprzowego.
– Chodźmy i zobaczmy – powiedział Ruan Nanzhu.
Po wejściu do budynku trzyosobowa grupa nie pozostała z nimi długo, gdyż stwierdzili, że najpierw chcą rozejrzeć się na górze. Lin Qiushi i pozostali zaś zaczęli przeszukiwać pierwsze piętro.
W tej chwili budynek szkoły był całkowicie pozbawiony życia, opuszczony zarówno przez nauczycieli, jak i uczniów. Na korytarzach nie słychać było ani jednego dźwięku. W każdej klasie ustawiono w równych rzędach niezliczone krzesła i biurka, a czarne zasłony zakrywały okna.
Obok sal wykładowych znajdowało się biuro wydziału. Poza kilkoma rozrzuconymi meblami całe pomieszczenie zostało opróżnione.
Wydawało się, że w żadnym z tych identycznie wyglądających pokoi nie było niczego szczególnego ani przyciągającego wzrok. Ponadto budynek ten miał sześć pięter. Skrupulatne przeszukiwanie każdego pokoju bez wcześniejszego ustalenia czegokolwiek było żmudne i czasochłonne.
Wkrótce dotarli na trzecie piętro. Gdy przygotowywali się do oględzin, z góry nagle rozległ się głośny łomot, który ich przestraszył.
– Co oni, u licha, tam wyprawiają? – zastanawiała się zdziwiona Xia Rubei.
Nikt się nie odezwał – wszyscy po prostu podnieśli głowy i spojrzeli na sufit.
Osoby, z którymi się wcześniej spotkali, powinny być na górze. Bóg jednak wiedział, co ta grupa wyprawiała. Głośne, nieregularne odgłosy nadal rozbrzmiewały z piętra wyżej. Odgłosy stukania i pukania nieustannie przemieszczały się z jednego końca korytarza na drugi. Im dłużej słuchali tych nieustannych hałasów, tym bardziej byli zaniepokojeni.
– Irytujące. – Xia Rubei prychnęła zirytowana i wyraźnie sfrustrowana zamieszaniem. – Oszaleli, czy co?
Już mieli iść na górę, żeby zobaczyć, co robią Liu Zhuangxiang i pozostali, gdy Ruan Nanzhu nagle wyciągnął rękę w geście „stop” i powiedział:
– Nie idźmy tam. Coś jest nie tak.
– Co? – Xia Rubei była w konflikcie z Ruan Nanzhu od samego początku. Nie trzeba dodawać, że nie była ani trochę zadowolona z tego, że Ruan Nanzhu ją zatrzymał. – Nie mów mi, że się boisz?
Nie mówiąc ani słowa, Ruan Nanzhu wskazał na dół.
Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku, tylko po to, by zobaczyć Liu Zhuangxianga i pozostałych, stojących na otwartej przestrzeni na dole i rozmawiających między sobą. Zauważywszy, że na nich patrzą, trójka przyjaciół pomachała im przyjacielsko – było oczywiste, że te osoby nie były przyczyną zamieszania na górze.
Dreszcz przebiegł po kręgosłupie Xiao Rubei na ten widok. Następnie powoli przeniosła wzrok na piętro wyżej, a jej oczy rozszerzyły się w czystej grozie. Jej głos był drżący, gdy wyjąkała:
– C-co to jest?
– Co o tym myślisz? – Ruan Nanzhu nie odpowiedział na jej pytanie, ale zamiast tego zwrócił wzrok w stronę Lin Qiushiego.
Ten milczał przez dłuższą chwilę, zanim odpowiedział Ruan Nanzhu:
– To brzmi, jakby próbowała się poruszać osoba o jednej nodze.
Gdy tylko wypowiedział te słowa, Xia Rubei omal nie padła na podłogę i się nie rozpłakała.
Szczerze mówiąc, w chwili, gdy Lin Qiushi usłyszał te dźwięki, dręczyło go dziwne podejrzenie, ostrzegając, że coś jest strasznie nie tak. Chociaż były tylko odgłosami stukania, jakoś włosy natychmiast stanęły dęba, a każdy nerw w jego ciele krzyczał, aby za wszelką cenę unikał wchodzenia na górę.
– Och. – Ruan Nanzhu nie był ani trochę zaniepokojony. – Bez wątpienia to Satchan, o której była mowa we wskazówce.
Widząc spokojny wygląd Ruan Nanzhu, Li Dongyuan się uśmiechnął.
– Nie boisz się?
Ruan Nanzhu już kilka razy zadawano to pytanie, więc Lin Qiushi pomyślał, że odpowie równie chłodno jak poprzednio. Jednak królowa dramatu szybko przytuliła ramię Lin Qiushiego i odpowiedziała:
– Oczywiście, że się boję. Starszy bracie Linlin, jestem taka przerażona!
Lin Qiushi milczał. Czy nie jest za późno, żebyś zaczął coś udawać?
– Jestem tak przerażona, że nie mogę się ruszyć. Potrzebuję pocałunku od starszego brata Linlina, żeby móc iść dalej – jęknął Ruan Nanzhu.
Mina Xiao Rubei stała się wyjątkowo brzydka po jego słowach. Lin Qiushi miał przeczucie, że gdyby miała teraz broń w ręku, dawno zaciekle rzuciłaby się na Ruan Nanzhu. Niestety, nie miała, więc jedyne, co mogła zrobić, to skrzywić się z nienawiści i jakoś to znieść.
– Przecież tylko żartuję. – Być może dlatego, że twarz Xia Rubei była wykrzywiona do granic możliwości, Ruan Nanzhu postanowił nie przedłużać swojego występu. Rozłożył szeroko dłonie w geście poddania się i wzruszył ramionami. – Najlepiej będzie, jeśli nie pójdziemy na górę, dopóki nie rozpoznamy, z czym mamy do czynienia. Najpierw pójdźmy do biblioteki i przejrzyjmy stare numery gazet, aby dowiedzieć się, co wydarzyło się w tej szkole.
– A nie jesteś ciekawa? – Li Dongyuan uniósł brwi w pytającym geście.
– Ciekawość zabiła kota. Nie zauważyłeś, że wszystkie te postacie, które umierały na początku horrorów, były trochę zbyt ciekawe na swoją własną zgubę?
Li Dongyuan nie odpowiedział. Chociaż się uśmiechał, najwyraźniej nie był przekonany tym stwierdzeniem. Nie zadał sobie jednak trudu, by obalić te słowa i po prostu zgodził się na sugestię Ruan Nanzhu.
I tak nie przejmując się już tymi niepokojącymi dźwiękami, opuścili stary budynek szkoły.
Był dość oddalony od innych zabudowań. Duży plac zabaw został umieszczony na środku terenu akademii, co jeszcze bardziej pogłębiło podział między obiektami. Kto wiedział, co myślał wydział edukacji, kiedy po raz pierwszy zdecydował się na budowę w tym miejscu? Bez względu na to, jak na to patrzeć, szkoła zaprojektowana w ten sposób była całkowitą niedogodnością dla wszystkich, którzy przychodzili i wychodzili z terenu akademii.
Biblioteka znajdowała się na wschód od starego budynku szkoły. Ponieważ zajęcia były w toku, nie widzieli żadnych uczniów kręcących się po pomieszczeniu.
Lin Qiushi początkowo spodziewał się, że biblioteka będzie dość duża, ale z pewnością nie wyobrażał sobie, że będzie miała tylko jedno piętro. Wyglądało na to, że różnica między bibliotekami szkolnymi a bibliotekami akademickimi była dość duża. Z drugiej strony wielu uczniów szkół średnich spędzało większość czasu na nauce i zdawaniu egzaminów – było więc rzeczą naturalną, że nie byliby w nastroju, aby czytać jeszcze więcej książek w wolnym czasie.
Bibliotekarka była starszą osobą. W chwili, gdy weszli do biblioteki, wyjęła księgę i poprosiła ich o wpisanie swoich nazwisk, po czym pozwoliła im odejść, nie marnując na nich więcej czasu.
Wkrótce znaleźli kolekcję gazet. Stosy były ułożone dość starannie i posortowane chronologicznie.
– Poszukajmy tego – powiedział Ruan Nanzhu. – Biorąc pod uwagę, że dopiero co nas tu przywieziono, to musiało się wydarzyć bardzo niedawno. Sprawdźmy uważnie wcześniejsze zapisy.
Lin Qiushi skinął głową i zaczął przeglądać gazety.
Rzeczywiście było tak, jak podejrzewał Ruan Nanzhu. Całkiem niedawno miał miejsce wypadek w starym budynku szkoły.
Według oświadczeń, trzech uczniów klasy 2-3 zmarło. Wszyscy trzej zginęli tragicznie w sali lekcyjnej, ale przyczyna ich śmierci nie jest znana. Jedynym uderzającym podobieństwem było to, że jedna z ich nóg została całkowicie odcięta od ciała i do dziś nie odzyskano żadnej z brakujących kończyn.
– Klasa 2-3. To nie jest czwarte piętro, tylko piąte – zauważył Ruan Nanzhu. – Możliwe, że dźwięki, które słyszeliśmy, pochodziły stamtąd.
Czytając dalej artykuły w gazetach, Lin Qiushi odkrył, że w tym okresie szkołę nawiedzały wielkie nieszczęścia. Wypadki zdarzały się dość często, a niemal wszystkie z tych tragedii miały miejsce w starym budynku szkoły. Nic dziwnego, że chciano odnowić cały obiekt. W końcu, mimo że budynek szkoły był uważany za stary, w rzeczywistości nie minęła nawet dekada od jego wybudowania, a był już opuszczony i zaniedbany. Powiedzenie, że było to wielkie marnotrawstwo i strata dla szkoły, byłoby ogromnym niedopowiedzeniem.
– W którym roku oficjalnie zbudowano ten obiekt? – Ruan Nanzhu przeszukiwał strony gazet, aby znaleźć odpowiedź na własne pytanie. – Siedem lat temu… ale wygląda na to, że te wypadki zaczęły się dopiero niedawno.
– Czy znaleźliście jakieś artykuły dotyczące wypadków samochodowych? – zapytał Li Donggyuan.
Lin Qiushi pokręcił głową, myśląc, że to nie jest szczególnie wykonalne.
– Zakres jest zbyt szeroki.
– Pójdę zapytać. – Ruan Nanzhu wstał i wyszedł, najwyraźniej chcąc zagadnąć o to bibliotekarkę. Gdy tylko wyszedł, Xia Rubei ze strachem wyszeptała do Li Dongyuana: – Starszy bracie Li, tak się boję. Czym, do cholery, jest Satchan? Czy to możliwe, że nadal jest w tym starym budynku?
– Biorąc pod uwagę wszystkie poprzednie okoliczności, tak ważne miejsce będzie albo kluczem, albo jedynym sposobem na wydostanie się stąd. Ostatecznie będziesz musiała tam pójść, czy ci się to podoba, czy nie. – Li Dongyuan nie okazywał litości słabej, zapłakanej Xia Rubei. – Jednak jeśli się tak boisz, możesz zostać w dormitorium.
Myśląc o zniszczonym akademiku, Xia Rubei zamilkła. Od tej chwili nie wypowiedziała już ani jednego słowa.
W końcu Ruan Nanzhu powrócił z kilkoma ważnymi wskazówkami.
– Trzy lata temu w tej szkole rzeczywiście wydarzył się wypadek samochodowy – ujawnił pozostałym. – Do wypadku doszło zimą, a w jego wyniku zginął uczeń szkoły średniej. Chociaż nie znam imienia tego ucznia, wiem, że była to dziewczyna.
– Z której klasy?
– Biorąc pod uwagę, że wszyscy zmarli uczniowie byli uczniami klasy 2-3, możemy założyć, że ma to z nią coś wspólnego. Ponadto, czy wszyscy uczniowie trzeciego roku nie rozpoczęli nauki trzy lata temu? – Stuknął palcem w stół. – Byłoby miło, gdybyśmy mogli uzyskać listę uczniów tej klasy.
– Lista klas powinna znajdować się w archiwach szkoły – powiedział Li Dongyuan. – Jednak problemem jest jej zdobycie.
Biorąc pod uwagę charakter Ruan Nanzhu, Lin Qiushi spodziewał się, że zaproponuje kradzież listy w nocy. Ale pomyśleć, że ten po prostu odwrócił głowę i spojrzał przez okno, mówiąc: – Robi się późno. Mając to na uwadze, wróćmy do naszych pokoi, żeby odpocząć po kolacji.
Li Dongyuan niespodziewanie wyraził zgodę.
Następnie czteroosobowa drużyna ponownie udała się na stołówkę. Po napełnieniu żołądków jedzeniem wrócili do swojego dormitorium.
Całą przestrzeń okrywała zasłona ciemności i nie było widać ani jednego zewnętrznego źródła światła. Jedynymi jasnymi punktami, które istniały w złowieszczej tej złowieszczej czerni nocy, były światła z trzech pokoi, które obecnie zajmowali – wszystkie inne miejsca pochłaniały cienie.
Lin Qiushi wyciągnął swój telefon komórkowy, aby użyć go jako latarki.
Po szybkiej kąpieli wszyscy wpełzli na swoje posłania. Lin Qiushi zajął dolne łóżko, a Ruan Nanzhu górne. Jeśli chodzi o pozostałe dwie osoby, Xia Rubei spała na górze, a Li Dongyuan na dole.
– Myślicie, że dziś w nocy ktoś umrze? – Ruan Nanzhu wydawał się raczej znudzony.
– Tak. – Li Dongyuan nie wahał się ani chwili.
– Też tak myślę. Ilu twoim zdaniem zginie?
– Dwoje.
– Co o tym myślisz, Linlin?
W tej chwili Lin Qiushi cicho grał w grę na swoim telefonie i był tak pochłonięty rozgrywką, że nie zwrócił uwagi na to, co mówił Ruan Nanzhu. Zaskoczony, wydusił z siebie
– Hę?
Ruan Nanzhu wystawił głowę z górnego łóżka, żeby spojrzeć na niego i kwaśno rzucił:
– Wiesz, ciągle grasz w te swoje gry. Naprawdę wcale cię nie obchodzę.
– …Nie gram. Nie grałem. To wcale nie tak.
– O czym więc rozmawialiśmy?
Lin Qiushi milczał.
– Ha, faceci.
Lin Qiushi nie wiedział w tamtej chwili, czy ma płakać, czy się śmiać.
Oczywiście, Ruan Nanzhu po prostu żartował i nie miał zamiaru atakować ani obwiniać Lin Qiushiego. Rozmawiali jeszcze przez chwilę, zanim zgasili światło i poszli spać.
Zanim zasnął, Lin Qiushi w duchu modlił się, żeby nie obudzić się w środku nocy z powodu dziwnych dźwięków. Naprawdę nie chciał otwierać oczu i oglądać strasznych widoków.
***
Wu Xuelin leżał w łóżku, całkowicie rozbudzony i nieco niezadowolony. Za każdym razem, gdy myślał o tym, co wydarzyło się wcześniej tego dnia, jego krew zaczynała wrzeć.
Stworzył zespół z dwoma innymi osobami i planował dzielić z nimi pokój w akademiku na jakiś czas. Jednak po kilku chwilach odkrył niezliczone czerwone talizmany ukryte w całym pokoju. Były przyczepione do najgłębszych części szafek, a nawet do powierzchni pod materacami. Niepokojący widok tych papierów wystarczył, aby dostali gęsiej skórki.
Pierwszą reakcją Wu Xuelina na ten widok było rozerwanie talizmanów na strzępy i niepozostawienie żadnego w całości. Jednak jego działania spotkały się z jawną dezaprobatą i sprzeciwem ze strony kolegów z drużyny.
– A co jeśli te talizmany mają odstraszać duchy? – zaprotestował jeden z mężczyzn. – Czy nie umrzemy, jeśli je wszystkie podrzesz?
Wyrażając całkowitą pogardę dla drugiego, Wu Xuelin prychnął złośliwie:
– A co jeśli przywołają duchy?
Z tymi słowami zaciekle zerwał wszystkie papiery z desek łóżka i wrzucił resztki do kosza na śmieci. Jednakże drugi mężczyzna pozostał uparty i niechętny. Bez względu na wszystko, uparcie odmawiał zerwania talizmanów.
Wu Xuelin wpadł we wściekłość, gdy zobaczył jego bunt. Następnie powiedział drżącej kobiecie, którą przestraszyły ich krzyki, aby udała się z nim do pokoju obok. Był pewien, że te talizmany przyniosą im tylko krzywdę i że z pewnością przyciągną duchy. Dlatego pierwszą rzeczą, jaką zrobił po wejściu do ich nowego lokum, było zebranie wszystkich karteczek rozłożonych po pokoju i wyrzucenie ich do kosza.
Dziewczyna, która z nim została, nazywała się Xiao Qin. W tej chwili leżała na górnym łóżku. Nie był do końca pewien, czy już zasnęła.
Wu Xuelin był raczej pobudzony i niespokojny. Noc już dawno zapadła, a on był tutaj, nieustannie się wiercąc i przewracając, nie mogąc zasnąć. Co więcej, niewytłumaczalne dreszcze nagle zaczęły atakować jego ciało.
– Xiao Qin, śpisz? – zapytał cicho Wu Xuelin.
Osoba leżąca na górnym łóżku nie odpowiedziała. Wyglądało na to, że spała.
Odwracając się, Wu Xuelin położył się twarzą do ściany. Wcale nie było zimno na dworze, a koc okrywający jego ciało był dość gruby, ale mimo to czuł, że powietrze wokół niego robi się coraz bardziej lodowate z każdą sekundą, jakby doświadczał surowości mroźnej zimowej nocy. Owinął się kocem jeszcze ciaśniej i w oszołomieniu wpatrywał się w ścianę, mając nadzieję, że w końcu zaśnie, ale wszystko było daremne. Niepokój nie przestawał go dręczyć z jakiegoś powodu.
Wu Xuelin stawał się coraz bardziej niespokojny, gdy nagle zauważył przedmiot zaklinowany w szczelinie między ścianą a łóżkiem. Wyciągnął rękę i ostrożnie pociągnął. Okazało się, że była to mała notatka z kilkoma linijkami napisanymi czarnym atramentem.
Wu Xuelin wyjął telefon i oświetlił kartkę papieru, żeby zobaczyć, co jest napisane. Następnie cicho przeczytał treść notatki:
– „Satchan tak naprawdę nazywa się Sachiko, ale odkąd była mała, mówiła na siebie Satchan. Och, jakie to zabawne! Satchan naprawdę kocha banany, ale może zjeść tylko połowę swoich ulubionych bananów. Och, jakie to żałosne! Satchan odeszła w dalekie miejsce i wkrótce o mnie zapomni. Och, jaki jestem samotny, Satchan!” Co to, do cholery, jest? – Wu Xuelin był więcej niż zaniepokojony po przeczytaniu tej notatki. Czuł, że wersy napisane na kartce przypominają wiersz, a może nawet słowa piosenki. Na moment go zmroziło. Kilka sekund później z obrzydzeniem zgniótł notatkę w kulkę i odrzucił ją na bok.
– Jest zimno. – Po chwili Wu Xuelin nie mógł już tego znieść. Natychmiast usiadł na łóżku i zapytał: – Xiao Qin, nie jest ci zimno?
Nie było żadnej odpowiedzi.
Wu Xuelin spojrzał w stronę górnego łóżka. Dzielił ich tylko materac, więc wyraźnie słyszał, co działo się nad nim. Xiao Qin nie odpowiedziała na jego pytanie, ale usłyszał dość dziwny dźwięk. To było tak, jakby… ktoś skakał po łóżku.
– Xiao Qin? – Wu Xuelin był już naprawdę przestraszony. Przełknął gęstą ślinę, zanim niepewnie zawołał po raz drugi: – Xiao Qin?
– Jaka jest ostatnia linijka? – Głos Xiao Qin nagle odbił się echem w zimnym, ciemnym pokoju.
Wu Xuelin był lekko zaskoczony.
– Ostatnia linijka?
– Jaki jest ostatni wers?
– …Co?
– Tekst, który właśnie przeczytałeś.
Wu Xuelin przez chwilę nie wiedział, jak zareagować, aż do momentu, gdy zorientował się, o czym mówi Xiao Qin. Następnie pochylił się, by podnieść zgniecioną notatkę.
– Ostatnia linijka? – Przez chwilę obracał kartkę papieru w dłoniach, zanim znalazł pojedyncze zdanie napisane na odwrocie. – „Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich”?
Dopiero po przeczytaniu ostatniego wersu Wu Xuelin zdał sobie sprawę, że coś jest strasznie nie tak. Skąd dokładnie Xiao Qin wiedziała, że to tam jest? Nie powiedział na głos o swoim znalezisku, co więcej, czytał te zdania bardzo cicho. Jak ona mogła go usłyszeć – chyba że to nie Xiao Qin zadała mu to pytanie, ale coś innego…
Wyraz twarzy Wu Xuelina zamarł. Odgłosy skakania stawały się coraz głośniejsze, a łóżko wydawało się być na skraju złamania od wstrząsów.
Mężczyznę ogarnął nieopisany strach. W szaleńczej panice zwlókł się z łóżka, ale gdy tylko to zrobił, natknął się na przerażający widok na podłodze. Xiao Qin, która powinna leżeć na górnym łóżku, była rozciągnięta na podłodze i zupełnie bezwładna. Chociaż już nie oddychała, jej szeroko otwarte oczy i przepełniony strachem sparaliżowany wyraz twarzy były wystarczającym dowodem na koszmar, który przeżyła. Najbardziej przerażające ze wszystkiego było to, co pozostało z jej lewej nogi – a raczej to, co pozostało z kończyny, która została starannie odcięta.
Dźwięki dochodzące z łóżka nad Wu Xuelinem stały się ogłuszające. Stworzenie zachichotało złowrogo, gdy usłyszało jego głos, a jego przenikliwe trele drażniły jego uszy. Jak zepsuta płyta, zaczęło intonować ostatni wers piosenki:
– Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich. Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich. Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich…
– Aaaaaach! – Wu Xuelin wydał z siebie głośny ryk, przepełniony przerażeniem i udręką, zanim rozpaczliwie pobiegł w stronę drzwi. Ale gdy tylko do nich dotarł, odkrył, ku swojemu największemu przerażeniu, że nie może ich otworzyć. Nie może uciec.
– Pomocy! Pomóżcie mi! – Wu Xuelin zadrżał gwałtownie. Odgłosy uderzeń stopniowo zbliżały się do niego, stając się coraz głośniejsze i bliższe. Para lodowatych rąk nagle chwyciła go za ramiona, a potworny ból przeszył jego lewą nogę. Mężczyzna padł na ziemię i spojrzał na ciemną podłogę, tylko po to, by zobaczyć krwawą nogę stojącą prosto, odciętą od jego ciała.
Ciemność zaczęła tańczyć na krawędziach jego rozmytego pola widzenia. Drwiący ostatni wers piosenki odtwarzał się w jego umyśle, raz po raz: „Straciłam nogi, więc czy nie dasz mi swoich”.
Wszystko wkrótce stanęło w miejscu, a Wu Xuelin poddał się martwej ciemności.
***
Noc była zupełnie spokojna.
Lin Qiushi spał spokojnie aż do świtu. Ziewając, otworzył oczy, tylko po to, by zobaczyć Ruan Nanzhu, który najwyraźniej obudził się przed nim, a teraz siedział przy jego łóżku i patrzył na niego błyszczącymi oczami pełnymi czułości.
– Dzień dobry. – Ruan Nanzhu obdarzył go pięknym uśmiechem.
– Dzień dobry. – Chociaż Lin Qiushi nie mógł być bardziej świadomy prawdziwej płci Ruan Nanzhu, i tak nie mógł powstrzymać się od rumieńca. Musiał przyznać, że budzenie się w towarzystwie oszałamiającej piękności witającej go ciepłym, zapierającym dech w piersiach uśmiechem było cudownym błogosławieństwem.
Li Dongyuan natychmiast podszedł do nich i powiedział radośnie:
– Mengmeng, jeszcze nie powiedziałaś mi „dzień dobry”.
Ruan Nanzhu rzucił mu obojętne spojrzenie.
– Dobry.
Li Dongyuan zamilkł. Czy naprawdę tak trudno jest powiedzieć to w całości?
– Dzień dobry, starszy bracie Li – powiedziała Xia Rubei.
– Dobry.
Szczerze mówiąc, Lin Qiushi nigdy nie chciał wybuchnąć śmiechem bardziej niż teraz. No po prostu nie mógł się powstrzymać. Ta trójka była dosłownie najlepszym przykładem hierarchii, uosobieniem zasady, że pies zjada psa.
Jednak właśnie wtedy przenikliwy krzyk rozbrzmiał na korytarzu.
– Aaaaaach! Ktoś umarł!
Kilka osób wybiegło, żeby zobaczyć, co było powodem zamieszania. Grupa osób tłoczyła się już przy wejściu do sąsiedniego pokoju. Niektórzy próbowali otworzyć drzwi, podczas gdy inni byli w gotowości, szepcząc do siebie.
Lin Qiushi spojrzał w tamtą stronę, tylko po to, by zobaczyć gęstą, szkarłatną krew wyciekającą ze szczeliny między zamkniętymi drzwiami a ziemią, spływającą po podłogach korytarza i tworzącą kałuże. Sądząc po ogromnej ilości płynu wypływającego z pokoju, było oczywiste, że ludzie w środku spotkali się z tragedią.
Ta, która krzyczała, była nowicjuszką. Na widok krwawych kałuż jej twarz zbladła ze strachu. Pobiegła na tył tłumu, skuliła się i nie śmiała spojrzeć ponownie na tę makabryczną scenę.
Li Dongyuan i kilku innych mężczyzn znalazło narzędzie do rozwalenia drzwi. Na szczęście drzwi w tym dormitorium były dość stare i zużyte, więc nie trzeba było dużo siły ani czasu, aby je zniszczyć. Po kilku uderzeniach ustąpiły, odsłaniając wnętrze.
W pokoju znajdowali się mężczyzna i kobieta, leżący bez życia w krzepnącej kałuży własnej krwi. Jednak tym, co szczególnie wyróżniało się w tej sytuacji, były brakujące kończyny ofiar – oboje stracili lewą nogę.
– Czy to nie ta osoba, która wczoraj postanowiła zerwać te talizmany? – Ktoś w tłumie rozpoznał jedną z ofiar. – Czy to możliwe, że talizmany naprawdę chronią przed duchami?
– Wygląda na to, że tak. – Pomruki przebiegły przez tłum. – Dlaczego inaczej mieliby umrzeć?
– Łaaaa, chcę iść do domu. Chcę iść do domu. – Jakiś tchórzliwy nowicjusz zaczął płakać. Zamieszanie na miejscu zdarzenia stało się jeszcze bardziej chaotyczne, z dodatkiem histerycznego szlochu i żałobnych krzyków.
Ruan Nanzhu uniknął ogarniętego paniką tłumu i ostrożnie wszedł do pokoju. Zaczął rozglądać się wokół, próbując znaleźć jakiekolwiek tropy i wskazówki. Lin Qiushi podążył za nim i podszedł do zwłok.
Obie ofiary musiały być świadkami czegoś absolutnie przerażającego, zanim umarły, ponieważ ich oczy nadal były szeroko otwarte, a na ich twarzach, nawet po śmierci, widniał nieopisany strach i przerażenie.
Z ich odciętych nóg bez przerwy sączyła się gęsta krew, rozpryskując się na podłodze i tworząc kałuże wokół zwłok.
Ruan Nanzhu najwyraźniej coś zauważył. Pochylił się w pół i podniósł z kąta pokoju małą karteczkę. Notatka była zgnieciona i poplamiona krwią. Ledwo mógł odczytać jakiekolwiek zapisane na niej słowa.
Zauważywszy, że coś znalazł, pozostali podeszli, żeby rzucić okiem.
– Co tu jest napisane?
Ruan Nanzhu podał kartkę pozostałym i odpowiedział:
– Nie wiem.
– Banany… Samotny… Co do cholery jest w tym bałaganie? – Mężczyzna nie mógł zrozumieć, co te niespójne słowa mogą oznaczać. – Czy ktoś rozumie lub ma pomysł?
Nikt nie miał pojęcia. Z drugiej strony, może niektórzy faktycznie rozumieli tę treść, ale po prostu nie chcieli jej ujawniać.
Lin Qiushi i reszta jego grupy byli teraz pewni przyczyny śmierci tych dwojga po obejrzeniu sceny śmierci. Bez wątpienia oboje padli ofiarą Satchan. Po prostu wciąż się wahali, czy zerwanie talizmanów było warunkiem śmierci, czy też była nim ta notatka… a może i jedno, i drugie?
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10