Według Ruan Nanzhu kobieta nie mogła zaatakować ich bezpośrednio, nawet jeśli zostali już wciągnięci w świat obrazu.
Biorąc pod uwagę, że rama została ukryta pod lustrem, to każdy, kto przyszedł do łazienki, w pewnym momencie został w niej ujęty. Lin Qiushi nie mógł zrozumieć, dlaczego zdecydowała się schwytać właśnie jego.
– Spójrz na niego – rzucił jakby od niechcenia Ruan Nanzhu. – To dlatego, że jest po prostu zbyt słodki.
Tan Zaozao uniosła brwi, słysząc to stwierdzenie.
– To dlaczego mnie też nie wciągnięto?
– Myślisz, że jesteś słodka?
Tan Zaozao zamilkła ze złości. Ruan Nanzhu, rzucam ci wyzwanie, żebyś powiedział coś takiego w prawdziwym świecie! Zginiesz, zanim się obejrzysz!
Ogólnie rzecz biorąc, w tym starym zamku zostało ukrytych całkiem sporo ram. Ruan Nanzhu odkrył nawet kilka po powrocie do sypialni. Jedna była po prawej stronie lustra. Inna była w szafce nocnej. Mężczyzna znalazł nawet jedną ukrytą w cieniach wysokiego sufitu. Nie było więc najmniejszym zaskoczeniem, że Lin Qiushi również został wciągnięty do obrazu. Wszystkie sprytne wyczyny Yang Meishu zostały przez to przyćmione. Wyglądało na to, że potwór z tych drzwi był niesamowicie inteligentny, z przebiegłością dorównującą człowiekowi.
Gdy wszystkie ramy w pokoju zostały znalezione, Ruan Nanzhu brutalnie roztrzaskał je na kawałki bez chwili wahania. Po fakcie poinformował o sprawie pozostałych członków zespołu, namawiając ich do przeszukania kwater i zniszczenia wszystkich ram.
Następnego dnia Lin Qiushi nie był pewny, czy jego oczy po prostu płatają mu figle, ale wydawało się, że pani groźnie patrzyła na Ruan Nanzhu, gdy szli na lunch. Jej spojrzenie było pełne żalu i goryczy, jakby nie mogła się doczekać, by brutalnie rozerwać jego ciało na strzępy i poobgryzać kości.
Z drugiej strony Ruan Nanzhu zdawał się nie być świadomy jej miażdżącego spojrzenia – albo może po prostu w ogóle go to nie obchodziło. Jak zwykle siedział przy stole, spokojny i zrelaksowany, z rozkoszą delektując się wyśmienitym stekiem.
Nawet gdyby wszyscy zaczęli teraz przeszukiwać zamek, to i tak nie udałoby im się przed zmierzchem znaleźć wszystkich ram. Następnego ranka znaleziono kolejną zaginioną osobę, zamienioną w przepiękny portret.
Ruan Nanzhu podszedł, żeby obejrzeć obraz, po czym trochę poszperał w pokoju, zanim wyłowił spod dywanu płaską ramę. Lin Qiushi wziął ją od niego i westchnął.
– Nawet tutaj? – Pokręcił głową, odłożywszy ramkę na bok. – Nie da się przed czymś takim ochronić.
– Rzeczywiście, to raczej daremne. Lepiej znajdźmy klucz, żeby jak najszybciej stąd wyjść – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Mam wrażenie, że z każdą minutą staje się coraz bardziej nieskrępowana.
Lin Qiushi skinął głową, zgadzając się.
Jak zwykle intuicja Ruan Nanzhu była trafna. Tej nocy kobieta znów pojawiła się za ich oknem.
W niesamowitej ciszy mżawki nocnej kobieta stała pośród opustoszałego ogrodu. Srebrne płaty deszczu spadały kaskadami z ponurego nieba, bezlitośnie uderzając w jej sylwetkę. Lekko uniosła głowę i uśmiechnęła się złośliwie w stronę balkonu, na którym stał Ruan Nanzhu.
Ruan Nanzhu palił na zewnątrz. Nic nie powiedział, a jedynie spojrzał kobiecie w oczy i po prostu wypuścił kłęby dymu. Jego wyraz twarzy był znudzony i obojętny.
– Ona jest na zewnątrz – powiedział po długiej chwili ciszy.
Lin Qiushi podszedł do niego i spojrzał na nocny krajobraz.
Byli tacy, którzy kulili się ze strachu na widok tej kobiety i inni, którzy uciekali jak szaleni, gdy tylko na nią spojrzeli. Był też Ruan Nanzhu, mężczyzna tak uparty i nieustraszony, że po prostu spoglądał na nią obojętnie, aż w końcu zniknęła.
– Nie boisz się? – zapytał Lin Qiushi, odwracając się.
Smugi dymu uniosły się, gdy Ruan Nanzhu głęboko wypuścił powietrze.
– To wszystko jedno, czy ktoś się boi, czy nie. – Następnie zaproponował papierosa Lin Qiushiemu.
Prawdopodobnie nie zaszkodziłoby mu, gdyby zapalił jednego – w końcu był w świecie drzwi. Przyjął go, po czym zwrócił wzrok na bezgwiezdne, nocne niebo.
– Co robimy dalej?
– Czekamy.
Dlaczego powinniśmy czekać? Na co powinniśmy czekać? Ruan Nanzhu nie zadał sobie trudu wyjaśnienia, a Lin Qiushi nie zadał sobie trudu pytania. Po zgaszeniu papierosów odwrócili się i wrócili do pokoju.
Tan Zaozao spała na podłodze, a jej tyłek sterczał wysoko w powietrzu. Trudno było uwierzyć, że ta dziewczyna była w rzeczywistości zimną gwiazdą filmową. Osoba przed nimi mogła szczerze uchodzić za przeciętną postać z tłumu – nie było nic wyjątkowego w jej wyglądzie, a jej charakterystyczna, sceniczna osobowość nie była ani trochę widoczna. Jeśli już, to jedyną godną uwagi rzeczą było to, że uwielbiała podciągać tyłek do góry, gdy spała na brzuchu. Szczerze mówiąc, jej robakowata pozycja podczas snu była nieestetyczna – nie, wręcz wyjątkowo brzydka. Kto wie, ilu jej fanów byłoby w żałobie, gdyby zobaczyli swoją boginię w takiej postaci? Bez wątpienia królewski wizerunek, który starała się stworzyć dla siebie przez lata, rozpadłby się w ciągu kilku sekund.
Lin Qiushi przykrył ją kocem, po czym wszedł do łóżka i położył się obok Ruan Nanzhu.
– „Stoisz na moście i podziwiasz krajobraz, a ktoś podziwiający krajobraz z góry patrzy na ciebie. Jasny księżyc ozdabia twoje okno blaskiem, a ty ozdabiasz czyjeś marzenie”. Co myślisz o tym wierszu?
Lin Qiushi zastanowił się przez chwilę.
– Jesteśmy w zamku, oglądamy obrazy. Jakaś osoba patrzy zarówno na nas, jak i na obrazy z innej perspektywy. Ramy obrazów otaczają nasze okna. A my zdobimy czyjeś marzenie… – Wskazówka na tej kartce papieru była łatwa do zrozumienia. Nie musieli się nad nią zbyt długo zastanawiać, zanim doszli do odpowiedniego wniosku. Niemniej jednak nadal nie był pewien znaczenia ostatniego zdania wiersza, części odnoszącej się do zdobienia czyjegoś marzenia. Nie wiedział, czy „marzenie” w tym wersie odnosiło się do obrazu, na którym kobieta ich uchwyciła, czy do czegoś innego.
– Myślę, że „marzenie” odnosi się do obrazu na górze. – Ruan Nanzhu odwrócił się na bok i pochylił do przodu, patrząc na Lin Qiushiego, który również leżał na boku.
Byli tak blisko, że wyraźnie czuli pieszczotę swoich ciepłych oddechów na twarzach.
Gdyby ktoś inny podszedł tak blisko, że ich nosy prawie by się stykały, Lin Qiushi poczułby się okropnie nieswojo. Ale być może dlatego, że dzielił łóżko z Ruan Nanzhu niezliczoną ilość razy wcześniej, nie uważał tego za ani trochę dziwne.
– Mówisz o obrazie przedstawiającym bankiet? – zastanawiał się Lin Qiushi.
– Tak.
Lin Qiushi mrugnął niewinnie.
– Czy powinniśmy spalić ten obraz?
Ruan Nanzhu zamilkł na około trzy sekundy. Po uświadomieniu sobie, że Lin Qiushi był całkowicie poważny, odpowiedział pytaniem:
– Nie boisz się?
– Jestem tu z tobą. Poza tym, jeśli marzeniem madame naprawdę jest ukończenie tego obrazu, nie powinniśmy po prostu czekać, aż to się wydarzy.
– Ona nigdy nie dokończy tego obrazu.
Lin Qiushi początkowo oniemiał po jego słowach, ale wkrótce zrozumiał, co Ruan Nanzhu sugerował. Rzeczywiście, nigdy nie będzie w stanie dokończyć tego obrazu. W tym dziele sztuki było w sumie dziesięć osób, co oznaczało, że będzie musiała wciągnąć ich wszystkich do ramy i zamienić w malowidło. Jednak zgodnie z prawami świata drzwi, cały zespół nie zostanie unicestwiony, ponieważ zawsze musi być jeden ocalały. Biorąc to pod uwagę, obraz również nigdy nie zostanie ukończony, ponieważ jedna twarz na zawsze pozostanie pusta na płótnie.
– Przyjrzymy się temu jutro – wyszeptał Ruan Nanzhu. – Nie możemy dłużej pozostać w tym świecie. Sytuacja stanie się jeszcze bardziej niebezpieczna.
Lin Qiushi skinął głową.
Było tak, jak podejrzewał Ruan Nanzhu. Kolejna osoba z ich zespołu zaginęła następnego ranka. Pozostali tym razem nie zareagowali zbyt przesadnie, bo już przyzwyczaili się do tej sytuacji.
Ostatecznie portret mężczyzny został zabrany przez stewarda. Lin Qiushi obserwował, jak mężczyzna wchodził po schodach zamku z płótnem w ręku.
– Dokąd on go zabiera? – Lin Qiushi był ciekawy.
– Kto wie. Pójdźmy za nim i sprawdźmy – odparł Ruan Nanzhu.
Obaj milcząco odłożyli sztućce i poszli na górę. Zupełnie nieświadoma tego, co się dzieje, Tan Zaozao pośpiesznie pobiegła za nimi, wciąż trzymając bułkę w ustach.
Steward dotarł na szóste piętro, otworzył magazyn niedokończonych obrazów i wszedł do środka. Chwilę później wyszedł z powrotem na zewnątrz.
Lin Qiushi i pozostali cicho ukryli się za rogiem. Gdy tylko zobaczyli, że steward znika z ich pola widzenia, ruszyli do akcji.
– Powinniśmy wejść i rzucić okiem? – zapytał Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu w odpowiedzi energicznie skinął głową. Ponownie wystawiając swoje umiejętności otwierania zamków na próbę, mężczyzna fachowo otworzył drzwi do sali. Po wejściu szybko dokonali nowego odkrycia.
– …Czy wszystkie są świeżo malowane? – Tan Zaozao z przerażeniem wpatrywała się w obrazy przed sobą. Tak jak poprzednio, pokój ten był ozdobiony niezliczoną ilością płócien, ale teraz na większości z nich coś zostało namalowane, choć wcześniej były puste. Oprawione obrazy przedstawiały ponurą kobietę w czerni, Kobietę Deszczu. Złowieszczo stała przy oknach, na korytarzach, schodach i dziedzińcach. Jej złowroga postać mieszkała w każdej części tego zamku. Pojawiła się nawet na portrecie Xiao Su.
Jej odrażający widok wywołał w Lin Qiushim niewypowiedziane poczucie nieczystości i niegodziwości. Było tak, jakby jej istota plamiła wszystkie obrazy.
Ruan Nanzhu przejrzał setki obrazów w pokoju i pogrążył się w myślach. Następnie lekko machnął ręką i powiedział:
– Poszukajmy tego.
Tan Zaozao, która wciąż tępo żuła bułkę, nie mogąc jeszcze przetworzyć całej sytuacji, zapytała ze zdumieniem:
– Czego szukamy?
– Drzwi – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Powinny być na jednym z tych obrazów.
– Mówisz poważnie? – Chociaż Tan Zaozao była odrobinę sceptyczna, to i tak posłuchała Ruan Nanzhu i zaczęła przeglądać niezliczone płótna.
Minęło prawie pół godziny, gdy Lin Qiushi, który mozolnie przekopywał się przez stosy porozrzucanych malunków, natknął się na to, czego szukali i cicho oznajmił:
– Mam.
Na pierwszy rzut oka obraz był całkiem zwyczajny, pozornie był to kolejny kawałek zamku. Jednak po bliższym przyjrzeniu się można było dostrzec coś bardzo szczególnego – istnienie czarnych, żelaznych drzwi.
Zlewały się z zacienionym narożnikiem, przez co łatwo je było przeoczyć, jeśli nie zwracało się na nie szczególnej uwagi.
Ruan Nanzhu wziął od niego obraz.
– To jest przy klatce schodowej na drugim piętrze. Chodźmy to sprawdzić.
Zabierając ze sobą płótno, udali się na drugie piętro i szybko znaleźli przedstawiony obszar – z tym wyjątkiem, że wyglądał całkiem inaczej. Zamiast żelaznych drzwi była nieskazitelnie biała ściana, na której wisiał zwykły pejzaż.
Ruan Nanzhu zdjął obraz, odsłaniając przełącznik. Widząc go, powoli wyciągnął rękę i nacisnął. Z cichym grzmotem ściana pękła. Wąska szczelina przed ich oczami stopniowo rozszczepiła się w ogromną szparę, wkrótce odsłaniając czarne drzwi.
– Znaleźliśmy drzwi! – Tan Zaozao była zachwycona. – Teraz pozostał tylko klucz…
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu wymienili spojrzenia.
– Robimy to? – zapytał Ruan Nanzhu.
– Chodźmy.
Zupełnie nieświadoma, Tan Zaozao ze zdziwieniem na nich spojrzała, zastanawiając się, o czym rozmawiają. A przynajmniej aż do momentu, gdy zobaczyła, jak Ruan Nanzhu wyjmuje z kieszeni zapalniczkę. W jednej chwili jej oczy wyszły na wierzch z czystego szoku.
– Żartujesz! Nie mów mi, że naprawdę zamierzacie to zrobić…
– Poczekaj tutaj, jeśli się boisz.
Tan Zaozao pokręciła głową z westchnieniem.
– No coś ty. Wolę trzymać się was. Przynajmniej będziemy się nawzajem wspierać, gdyby coś się stało. Kogo obchodzi, co się stanie, dopóki jesteśmy razem, prawda?
Nawet jeśli będziemy razem w jednym grobie? – pomyślał Lin Qiushi.
Ruan Nanzhu nigdy nie wahał się, gdy już coś postanowił. I tak udali się do atelier na siódmym piętrze. Po dotarciu na miejsce nie zapomnieli zapukać do drzwi przed wejściem do studia – w końcu z pewnością nie chcieli znaleźć się w żenująco niezręcznej sytuacji, w której przypadkowo wtargnęliby do środka, gdy obecna była właścicielka zamku.
Jednak najwyraźniej pani nie malowała w ciągu dnia. Robiła to tylko w nocy, co dawało im znaczną przewagę. Wykorzystując tę okazję, Ruan Nanzhu podszedł do pobliskiego płótna, zapalił zapalniczkę i podpalił je. Jego ruchy były tak naturalne, jakby robił to już niezliczoną ilość razy.
Nerwowa Tan Zaozao była świadkiem podpalenia. Obawiając się zbliżającej się katastrofy, nieustannie przestępowała z nogi na nogę i wściekle pocierała gęsią skórkę na ramionach.
Płomień delikatnie musnął róg płótna, zanim gwałtownie pochłonął cały obraz. Jednak gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać, słaby dźwięk, podobny do stłumionych krzyków człowieka lub trzasków podpalonego wilgotnego drewna, wyraźnie rozbrzmiał w uszach Lin Qiushiego.
– Słyszeliście to? – zapytał, a strach powoli zaczął sączyć się z jego głosu.
Oczywiście Ruan Nanzhu i Tan Zaozao pokręcili głowami, dając do zrozumienia, że nic nie słyszeli.
W ciągu kilku sekund obraz przed ich oczami rozpadł się na dogasający czarny popiół. Kiedy ostatni róg został w końcu pochłonięty przez dzikie płomienie, w pokoju rozległ się lekki brzęk. Coś metalowego spadło na ziemię.
Lin Qiushi pochylił głowę i jego oczom ukazał się długo oczekiwany brązowy klucz.
– Aaachhhhhhh! – Właśnie wtedy z dołu dobiegły ich wściekłe ryki kobiety, wstrząsając całym zamkiem. Głośne wrzaski niemal powaliły Lin Qiushiego na kolana. Nie musiał się nawet dwa razy zastanawiać, by wiedzieć, że to głos madame.
– Uciekajcie! – krzyknął Ruan Nanzhu, chwycił klucz i zerwał się do biegu.
Tuż za nim podążali Lin Qiushi i Tan Zaozao.
Pędzili w dół schodów, ale gdy dotarli na czwarte piętro, wpadli na szaloną panią. W tej właśnie chwili jej górująca postać była pochylona do przodu pod przerażającym kątem, twarz była rozcięta na pół, a szczęka zwisała niewyobrażalnie nisko, odsłaniając jej szkarłatne usta, z których wyrywały się wściekłe krzyki. Jej czarne jak smoła oczy pełne były gniewu i manii. Jednak najbardziej uderzającym aspektem była masywna rama obrazu, którą ściskała w prawej ręce. Naturalnie, nikt tutaj nie chciał zostać zaatakowany tym śmiercionośnym przedmiotem.
– Boczne drzwi przy schodach! – Ruan Nanzhu znał teren zamku jak własną kieszeń, więc natychmiast zmienił kierunek, gdy tylko dostrzegł kobietę.
Wariatka rzuciła się na nich jak szalona, z wykrzywionymi kończynami, chaotycznie kołyszącymi się niczym gigantyczny pająk, którego nogi nie chciały współpracować z umysłem. Nawet wtedy była wręcz przerażająco szybka – w jednej chwili udało jej się ich dogonić.
Lin Qiushi nie odważył się zatrzymać nawet na milisekundę, gdyż wiedział, że gdy tylko to zrobi, rama roztrzaska mu czaszkę.
Pospieszyli w dół, mijając czwarte i trzecie piętro. Ruan Nanzhu nawet nie odwrócił głowy, gdy do niego krzyknął:
– Lin Qiushi, zaprowadź ją gdzieś indziej na chwilę! Potrzebuję tylko trochę czasu, żeby otworzyć drzwi…!
Lin Qiushi zacisnął zęby.
– Jasne! – Obrócił się i spojrzał na potworną kobietę. Nie tracąc ani chwili, złapał obraz wiszący na ścianie obok niego i rzucił nim w nią z całej siły.
Zaskoczona atakiem kobieta wydała z siebie przeraźliwy wrzask i ze złością rzuciła się na niego.
Lin Qiushi ledwo uniknął jej ciosu, szybko się pochylając. Następnie rzucił okiem na Ruan Nanzhu, po czym popędził na pierwsze piętro zamku.
Zgodnie z planem pani pobiegła za nim. Lin Qiushi nigdy nie czuł się tak spokojny i trzeźwo myślący jak w tej chwili. Będąc już pewnym, że kobieta pójdzie tylko za nim, szybko się odwrócił i pobiegł w stronę schodów na drugim końcu korytarza. Teraz to był wyścig z czasem. Bez względu na wszystko, musiał dać Ruan Nanzhu wystarczająco dużo czasu na otwarcie drzwi!
Wszystko poszło zgodnie z planem – gdy Lin Qiushi wrócił na drugie piętro, zobaczył, że drzwi są otwarte.
Łagodna aureola światła rozbłysła ze świetlistych głębin, zapraszając ich do środka i prowadząc jasną nową ścieżką do życia. Lin Qiushi ciężko dyszał, chrapliwie wciągając powietrze i rozpaczliwie rzucił się w stronę drzwi, jakby od tego zależało jego życie. Ale gdy tylko wszedł do środka, para groteskowych rąk mocno owinęła się wokół jego kostki, gwałtownie wyciągając go z powrotem na korytarz zamku.
Kobieta górowała nad nim ze złowrogim wyrazem twarzy, a jej szalone oczy patrzyły na niego z wyższością, pełne żalu i bezlitosne. Stopy Lin Qiushiego zostały zatrzaśnięte w uporczywym uścisku. Powoli podniosła prawą rękę, a rama, którą trzymała, dramatycznie opadła.
Lin Qiushi zaczerpnął oddech, a jego serce niemal stanęło. Miał wrażenie, jakby wszystko całkowicie stanęło w miejscu. Scena przed nim zaczęła poruszać się w zwolnionym tempie, tak jak ludzkie życie powoli przelatywało im przed oczami w ich ostatnich chwilach. Absolutna jasność i wyrazistość przytłoczyły jego wzrok – mógł nawet zobaczyć cienkie pasma potarganych włosów kobiety wdzięcznie tańczące w powietrzu…
Rama runęła, a Lin Qiushi mocno zacisnął oczy, przygotowując się na uderzenie.
– Aaaaaaaa! – Jednak zimna ciemność, która powinna go ogarnąć, nigdy nie nadeszła. Szeroko otworzył oczy, kiedy usłyszał przerażający krzyk kobiety. Wkrótce odkrył, że jego ciało jest przesiąknięte krwią. Wyglądało na to, że źródłem tej mazi była kieszeń jego spodni, o czym świadczyły wylewające się z niej strumienie krwi. Ożywiona ciecz była w ofensywie, pozornie grożąc kobiecie i ostrzegając ją, aby nie podchodziła bliżej. W odpowiedzi madame faktycznie opuściła dłonie w geście poddania się i zaczęła się wycofywać.
Lin Qiushi nie odważył się dłużej zwlekać, by zrozumieć sytuację. Nie chcąc marnować kolejnej minuty swojego życia w tym okropnym koszmarze, odwrócił się i rzucił w stronę drzwi. Po przejściu przez tunel białego blasku, w końcu powrócił do długo oczekiwanego świata, z którego zniknął na wieki – a przynajmniej takie odnosił wrażenie.
Haa, haa, haa. Zlany zimnym potem i niezwykle zmęczony usiadł na chwilę na łóżku. Podniósł rękę, by otrzeć pot z czoła, po czym wstał i poszedł do pokoju Ruan Nanzhu.
Drzwi skrzypnęły, otwierając się i ukazując stojącego za nimi przyjaciela. Jego wyraz twarzy lekko się rozluźnił na widok Lin Qiushiego.
– Udało ci się.
Lin Qiushi skinął głową. To, czego właśnie doświadczył, było wystarczająco przerażające, by pozbawić go kilku lat życia. Siły opuściły go dawno temu i ledwo był w stanie utrzymać się na nogach.
– Złapała mnie ta kobieta tuż przed wejściem przez drzwi.
Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.
– Nic ci się nie stało, prawda?
Lin Qiushi pokręcił głową.
– Nie. – Mimo to, nadal nie mógł pojąć, co się tam wydarzyło. – Zdecydowanie mnie złapała, ale wygląda na to, że coś mnie uratowało. – Przeszukał kieszeń spodni, ale nie znalazł w niej nic dziwnego. – Krew strumieniem ciekła mi z kieszeni… wiesz coś o tym?
Ruan Nanzhu oparł się o framugę i pokręcił głową, wskazując, że nie ma pojęcia.
– Postaraj się nie przejmować takimi błahymi szczegółami. Ważne jest tylko to, że jesteś cały i zdrowy, i że teraz wszystko jest w porządku.
Lin Qiushi mruknął w odpowiedzi. Miał przeczucie, że Ruan Nanzhu coś przed nim ukrywa, ale mimo to nie powiedział tego głośno. Po lekkim skinieniu głową odwrócił się, by odejść.
Ruan Nanzhu spojrzał na jego oddalające się plecy i poinformował:
– Tan Zaozao zaprosiła nas dziś wieczorem na kolację.
– Okej – odpowiedział Lin Qiushi. – Wezmę tylko kąpiel, żeby się uspokoić.
Wkrótce zapadł zmrok.
Lin Qiushi i Ruan Nanzhu przybyli do restauracji, w której Tan Zaozao zarezerwowała stolik. Lin Qiushi początkowo myślał, że celebrytka zaprosi ich na pierwszorzędny stek lub inny luksusowy posiłek tego typu, ale z pewnością nie spodziewał się, że będzie to restauracja oferująca hotpot.
Gdy tylko Lin Qiushi wszedł do środka, zobaczył niedbale ubraną Tan Zaozao z podwiniętymi rękawami, chciwie popijającą piwo i wciągającą kęsy gorącego mięsa. Nawet nie podniosła głowy, gdy przybyli. Podekscytowana gestem przywołała ich do siebie, nie chcąc przerywać swojej uczty.
– Chodźcie szybko! Pospieszcie się i usiądźcie! Cholera, kurwa, mogę teraz umrzeć ze szczęścia. Jedliśmy ten cholerny stek dzień w dzień, a ja cały czas miałam ochotę na zwykłe żarełko!
Lin Qiushiego zatkało. Naprawdę, ta różnica jest dla mnie zbyt duża, by sobie z nią poradzić.
Ruan Nanzhu wydawał się przyzwyczajony do takiego widoku. Usiadł swobodnie obok Tan Zaozao i powiedział:
– Nie zapomnij o reszcie pieniędzy.
– Jakbym miała zapomnieć – warknęła zirytowana. – Nie wpadaj w panikę. Serio, po co ten pośpiech? Dopiero co stamtąd wyszłam. Daj mi trochę luzu i pozwól mi cieszyć się życiem przez przynajmniej dwa dni. – Wypiła schłodzone piwo i głośno beknęła. – Kurwa, tak. To jest to.
Lin Qiushi był nieco roztargniony, gdy patrzył na tak zwaną arogancką królową, która porzuciła przed nim wszelkie pozory. Nadal oszołomiony, cicho usiadł obok przyjaciół i zaczął jeść.
Tan Zaozao i Ruan Nanzhu zaczęli rozmawiać o interesach. Większość ich rozmowy dotyczyła targowania się o cenę czwartych drzwi. Po wysłuchaniu ich rozmów Lin Qiushi zdał sobie sprawę, że cena usług Ruan Nanzhu wcale nie była niska. Pierwsze cztery drzwi kosztowały nie mniej niż milion każde, a począwszy od piątych drzwi, pobierano wyższe opłaty. Jeśli chodzi o podanie konkretnej kwoty, wszystko zależało od nastroju Ruan Nanzhu.
– Czy nie mogę dostać małego rabatu, skoro mamy ze sobą tak świetne relacje? Jesteśmy praktycznie rodziną, wiesz? – Tan Zaozao próbowała się targować. – Nie wspominając o tym, że jestem też klientem VIP.
– No cóż, droga siostro, płać – odparł chłodno mężczyzna.
– Ty skąpcze. – Dzięki temu nędznemu skąpcowi, który zawsze siedział na swoim wysokim piedestale, stawiając się ponad zwykłymi śmiertelnikami i zachowując się tak, jakby nie miał ziemskich pragnień, naiwnie założyła, że był oświeconym wielkim mistrzem, którego zupełnie nie interesowały przyziemne sprawy świata.
– Zapłacisz czy nie?
Tan Zaozao ze smutkiem wyciągnęła telefon komórkowy i przygotowała się do przelania pieniędzy.
Ding. Telefon Lin Qiushi zadzwonił, gdy skończyła przesyłać fundusze. Wyjął telefon, tylko po to, by odkryć, że dodatkowe dwieście tysięcy juanów zasiliło jego konto. Jego brwi lekko się zmarszczyły, ujawniając jego wahanie.
– Bracie Ruan…
Ruan Nanzhu machnął ręką lekceważąco.
– Skoro ci to dała, to powinieneś to przyjąć bez pytania. To cena jej życia. Odrzucenie płatności jest tym samym, co patrzenie na nią z góry.
Tan Zaozao milczała. Nie, proszę. Wolałabym być lekceważona…
Każda branża miała swoje własne zasady i etykietę, których przestrzegali zarówno operatorzy, jak i klienci. Jako nowicjusz nie powinien kwestionować tych transakcji i po prostu płynąć z prądem. Myśląc o tym, Lin Qiushi wdzięcznie przyjął pieniądze, zupełnie nieświadomy cichych łez Tan Zaozao.
Właśnie opuścili świat drzwi, wszyscy troje byli wyczerpani, a już szczególnie Lin Qiushi, który został złapany przez tamtą kobietę. Chociaż nie odniósł żadnych obrażeń, ten przerażający moment i tak wystarczył, by go pozbawić sił i straumatyzować.
Pierwsza, która zjadła, była również pierwszą, która odeszła. Po najedzeniu się do syta Tan Zaozao pożegnała się z Ruan Nanzhu i Lin Qiushim, zostawiając ich samych przy stole.
– Zmęczony? – zapytał go Ruan Nanzhu.
– Trochę – odpowiedział Lin Qiushi.
– Wracajmy zatem do domu. Robi się późno.
Lin Qiushi skinął głową.
I tak oto wyszli z restauracji. Pomimo faktu, że słońce już zaszło, powietrze nadal było zbyt gorące i wilgotne. Otaczały ich nieustanne cykanie cykad, ryczące klaksony i świst przejeżdżających samochodów. Kakofonia dźwięków była irytująco głośna, ale mimo to niewytłumaczalnie uspokajająca. Nie wypowiedzieli ani słowa, gdy wracali, ale mimo to ich milczenie było pełne harmonii. Dopiero gdy dotarli do willi, Ruan Nanzhu w końcu otworzył usta i powiedział do Lin Qiushiego:
– Odpocznij spokojnie.
– Ty też. – Lin Qiushi się uśmiechnął.
Po tym Ruan Nanzhu poszedł na górę, a on został przez chwilę w salonie. Cheng Qianli, który właśnie wrócił do domu po spacerze z Tostem, radośnie się przywitał:
– O, witamy ponownie!
– Wróciłem.
– Tym razem bez wypadków, co? – zaciekawił się Cheng Qianli, głaszcząc puszysty tyłek Tosta.
– Tak, nic wielkiego się nie wydarzyło – odpowiedział Lin Qiushi, niezwykle spokojnie.
Widząc, że przyjaciel nie jest w najlepszym humorze, Cheng Qianli przechylił głowę i zapytał:
– Czy wszystko w porządku?
– W porządku? – Lin Qiushi pokręcił głową. – Niezupełnie. Może po prostu jestem zmęczony.
Cheng Qianli wydusił z siebie ciche „och” i nie rozwodził się już nad tą sprawą. Po prostu wielokrotnie powtórzył, żeby dobrze wypoczął, a na pewno poczuje się lepiej.
– Widziałeś Kasztana?
– Nie i nie wiem, dokąd mógł pójść. Może do pokoju Ruan Nanzhu? – odparł Cheng Qianli. – Pójdziesz sprawdzić?
Lin Qiushi pomyślał o tym przez chwilę, po czym postanowił zostawić sprawę w spokoju.
Po powrocie do pokoju i wślizgnięciu się pod kołdrę długo leżał w łóżku, nie mogąc zasnąć. Niespokojny i zamyślony, wpatrywał się w sufit nad głową. W końcu nie mógł się powstrzymać przed wysłaniem wiadomości do Ruan Nanzhu:
– Śpisz?
Minęła chwila, zanim Ruan Nanzhu odpowiedział:
– Nie, a co?
– Mam pytanie.
– O co chodzi?
Lin Qiushi wpatrywał się w ekran telefonu, po czym zapytał o to, co nie dawało mu spokoju.
– Czy włożyłeś coś do mojej kieszeni?
Ruan Nanzhu nie odpowiedział.
– Co to jest? Czy to coś, czego nie możesz mi powiedzieć?
– Przyjdź do mojego pokoju. – Napisał po prostu Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi był bardzo szczęśliwy. Odrzucił telefon na bok i pobiegł do pokoju Ruan Nanzhu. Gdy tylko otworzył drzwi, ujrzał świeżo umytego przyjaciela z ręcznikiem luźno opinającym jego wąską talię. Jego wilgotne włosy przylegały do karku, a lśniące krople wody powoli kapały z końcówek, kusząco spływając po idealnie wyrzeźbionych krzywiznach jego torsu, od wydatnego obojczyka, przez silne mięśnie jego wyrzeźbionej klatki piersiowej, aż do pięknie uformowanej linii podbrzusza, ostatecznie wsiąkając w ręcznik.
– Usiądź.
Lin Qiushi usiadł na sofie obok Ruan Nanzhu, który pierwotnie chciał zapalić papierosa, ale ostatecznie go odłożył. Wziął kolejny ręcznik i zaczął wycierać włosy.
– Tak, włożyłem ci coś do kieszeni.
– To dlaczego mnie okłamałeś? – zapytał szczerze Lin Qiushi.
– Wolałbyś, żeby wszystko odbywało się otwarcie?
Lin Qiushi był co najmniej zdezorientowany.
– Dlaczego nie zrobiłeś tego otwarcie? Czy było w tym coś wstydliwego lub podejrzanego, że musiałeś to zrobić potajemnie?
Ruan Nanzhu spojrzał na Lin Qiushiego, a na jego twarzy pojawił się dziwny wyraz.
– Czy naprawdę nigdy nie pomyślałeś, że chciałbym ci zrobić krzywdę?
Lin Qiushi niewinnie pokręcił głową.
– Nie, nigdy o tym nie pomyślałem.
Ruan Nanzhu zamarł. Lin Qiushi, dlaczego jesteś taki uroczy?!
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10
nie no nie moge kocham te parke