Kaleidoscope of Death

Rozdział 42 – Czarna rama26 min. lektury

Nigdy nie będę mogła spać w tym łóżku. Zdecydowanie nigdy nie będę mogła spać w tym słodkim, przytulnym łóżku w tym życiu. Chociaż to nie ma znaczenia, ponieważ podłoga tutaj jest prosta i twarda. Bardzo mi się podoba. Tak, kocham tę supertwardą podłogę… – Bezradnie leżąc na zimnej, niewygodnej podłodze, Tan Zaozao uciekła się do hipnozy.

Po bezlitosnej odmowie Ruan Nanzhu drobna kobiecina została zmuszona do spania na podłodze raz jeszcze, podczas gdy dwaj dorośli mężczyźni wcisnęli się do jednego miękkiego łóżka. Oczywiście, nie przestawała przeklinać szaleńczo w sercu, gdy układała swoje własne żałośnie wyglądające posłanie. Miała głęboką nadzieję, że jej modlitwy w jakiś sposób dotrą do Lin Qiushiego i że zamieni życie tej parszywej gnidy Ruan Nanzhu w absolutne piekło.

Po południowym odpoczynku na zewnątrz zaczął padać deszcz.

Ciemne, ciężkie chmury gromadziły się na ponurym niebie. Krystaliczne krople deszczu spadały na ziemię w nieregularnych odstępach czasu, wydając wyraźne odgłosy, gdy rozbijały się o zimną ziemię. Obudziwszy się po drzemce, Lin Qiushi stał przy parapecie, cicho wpatrując się w krajobraz za oknem.

Obserwował bujne krzewy zdobiące teren zamku. Kwitnące jeżyny wydawały się być gatunkiem róż krzaczastych. Niestety, wiosna jeszcze nie nadeszła, a gałęzie krzewów również nie zostały przycięte, tworząc ponury widok przerośniętego gąszczu pozbawionego wspaniałych kwiatów.

Powietrze stało się gęste i wilgotne od deszczu, a charakterystyczny odór wody zaczął przenikać ich otoczenie. Jednak zapach nie był tak intensywny jak poprzedniej nocy – po prostu unosił się w powietrzu, słaby, ale zawsze obecny.

Co oni robią na zewnątrz? – Tan Zaozao podeszła, żeby też spojrzeć i zobaczyła trzy osoby przechadzające się z parasolami.

Byli ludźmi, którzy przyszli do tego świata razem z nimi. W tym momencie wydawało się, że czegoś wypatrują.

Prawdopodobnie szukają jakichś wskazówek. – Lin Qiushi przyjrzał im się z ciekawością. – Może my też powinniśmy się rozejrzeć?

Idziemy?

Lin Qiushi odwrócił się, by spojrzeć na Ruan Nanzhu, który wciąż relaksował się w łóżku, nie przejmując się niczym.

Nie – odparł leniwie mężczyzna, widząc jego pytający wzrok. Jego ton był znudzony, a twarz pozbawiona wyrazu. – Nienawidzę deszczu.

W takim razie nie idziemy.

Ludzie na zewnątrz jeszcze głębiej zapuścili się w krzaki, aż w końcu zniknęli z pola widzenia Lin Qiushiego.

Nie lubię moknąć. – Ruan Nanzhu, który w końcu wstał z łóżka, założył płaszcz i buty. – Zresztą nie skończyliśmy jeszcze zwiedzać reszty tego zamku. Chodźmy.

Zamek był tak duży i przestronny, że dokładne obejrzenie go w jeden poranek było praktycznie niemożliwe.

Zanim doszło do incydentu z Xiao Su, nastrój grupy był jedynie napięty i niespokojny. Teraz można było powiedzieć, że był pozbawiony ducha, wręcz rozpaczliwie bez życia. Większość z nich po prostu siedziała w ponurej jadalni, nie śmiąc ruszyć się ze swoich miejsc.

I tak oto minął cały dzień.

Po zakończeniu kolejnej wystawnej kolacji powlekli się z powrotem do swoich kwater mieszkalnych. Ruan Nanzhu zapytał Lin Qiushiego, czy boi się zostać sam.

Lin Qiushi pokręcił przecząco głową.

Będzie dobrze. Ale jeśli coś się stanie, natychmiast przyjdę do ciebie.

Ruan Nanzhu skinął głową i obserwował, jak mężczyzna wszedł do pokoju, po czym odwrócił się i poszedł do swojej sypialni.

Mimo że było dopiero około szóstej wieczorem, bezgwiezdne niebo na zewnątrz było ciemne jak noc z powodu całunu chmur i deszczu. Przed umyciem się Lin Qiushi na chwilę zerknął przez okno. Skąpe światła w jego pokoju słabo oświetlały gęste krzewy zaczepiające się o szorstkie ściany niczym dzikie pazury.

Tam, gdzie wczoraj wieczorem dostrzegł ten dziwny, ciemny cień, teraz była pusta przestrzeń. Nie było widać nic niezwykłego.

Po chwili dokładnych oględzin Lin Qiushi w końcu odwrócił się i poszedł wziąć kąpiel.

Skończył prysznic i wytarł włosy puszystym ręcznikiem. Wychodząc z łazienki, powoli skierował się do łóżka, gdy nagle zatrzymał się w pół kroku… Za jego oknem stała jakaś postać.

Niewyraźna, ciemna sylwetka odwrócona do niego plecami.

Była ubrana w najczarniejszą czerń, a na głowie miała kapelusz z szerokim rondem. Stała tam nieruchomo, cicho trwając na zimnym deszczu, odwrócona do niego plecami.

Przenikliwy dreszcz przeszedł po kręgosłupie Lin Qiushiego. Mężczyzna szybko stłumił okrzyk przerażenia uciekający z jego gardła. Zatoczył się do tyłu i nerwowo oblizał suche usta, próbując uspokoić swoje dziko bijące serce.

Chociaż postać była dość niewyraźna, bez wątpienia była to pani tego zamku. Teraz był pewien, że to, czego świadkiem stał się poprzedniej nocy, nie było halucynacją.

Co właściwie robiła gospodyni zamku w pobliżu krzaków o tak późnej porze?

Niestety, na to pytanie na razie nie było odpowiedzi.

Nie wykazywała żadnych oznak ruchu – stała wysoka i zupełnie nieruchoma, niczym marmurowy posąg.

Lin Qiushi czujnie wpatrywał się w nią przez ponad dziesięć minut, ale postać nawet nie drgnęła. W końcu ogarnęła go senność i po sprawdzeniu godziny, skierował się do łóżka i opadł na duży materac, zatapiając się głęboko w miękkiej kołdrze.

Jednak gdy czuł się już komfortowo, coś dziwnego przykuło jego uwagę. Na pierwotnie pustej ścianie przed jego oczami wisiał oprawiony obraz, który nie powinien się tam znajdować.

Przedstawiał ponurą kobietę, pozbawioną jakiegokolwiek koloru czy emocji. Jej powłóczysta suknia była czarniejsza od węgla, podobnie jak kapelusz na jej głowie. Deszcz białego aksamitu spływał po płótnie, bezkształtnie mieszając się z ponurym tłem i stale skapując z szerokiego ronda jej obsydianowego kapelusza. Zamglone oczy postaci były lekko spuszczone, a cera bielsza od prześcieradła – to była Kobieta deszczu.

Krew zastygła w żyłach Lin Qiushiego, a włosy na jego ciele natychmiast stanęły dęba. Wyszedł z łóżka bardzo powoli i ostrożnie, rozpaczliwie pragnąc jak najszybciej opuścić to miejsce.

Im bliżej był drzwi, tym silniejszy stawał się zapach deszczu, aż niemal całkowicie wypełnił mu nozdrza. Powietrze było wręcz nie do zniesienia duszące i już samo wdychanie tego gęstego, wilgotnego smrodu sprawiało, że czuł się, jakby tonął w najgłębszych odmętach brudnego jeziora. Niebawem Lin Qiushi zobaczył ciemne, widoczne plamy zaczynające pojawiać się na ścianie pod obrazem.

Podobnie jak wcześniej błotniste kałuże na suficie połączyły się pod wpływem nagromadzonej wody, tak wilgotne plamy połączyły się i wypaczyły na ścianie, stopniowo tworząc zarys osoby.

Lin Qiushi przekręcił klamkę i otworzył drzwi na oścież, po czym wybiegł z pokoju i nerwowo zapukał do drzwi Ruan Nanzhu.

Kilka sekund później drzwi skrzypnęły, a za nimi pojawiła się Tan Zaozao. Widząc zrozpaczoną minę na twarzy Lin Qiushiego, natychmiast zdała sobie sprawę, że coś musiało się stać.

Co się stało? Bo coś się stało, prawda?

Tak. – Lin Qiushi dyszał chrapliwie. – Coś jest nie tak z moim pokojem. Sytuacja nie wygląda najlepiej.

Wejdź. – Tan Zaozao odsunęła się na bok, robiąc mu miejsce.

Lin Qiushi głęboko wciągnął powietrze i już miał wejść do pokoju, gdy zauważył coś strasznie nie tak… drzwi otworzyły w lewą stronę.

Jednak wszystkie drzwi w tym zamku otwierały się na prawo.

Lin Qiushi zamarł, a jego stopa zatrzymała się w powietrzu. Nie śmiał ruszyć się dalej. Sztywno zrobił krok do tyłu, wycofując się bardzo powoli.

Co się stało? – zastanawiała się Tan Zaozao, przechylając głowę na bok w całkowitym oszołomieniu. Wyglądała zupełnie normalnie, jakby była tą samą Tan Zaozao, która przyklejała się do nich w ciągu dnia jak rzep.

Jak się nazywasz? – zapytał pozbawiony tchu Lin Qiushi. – Jak się nazywasz? Zapomniałem…

Jestem Xu Xiaocheng. – Tan Zaozao rzuciła mu dziwne spojrzenie, jakby patrzyła na osobliwego potwora. – Czy wszystko w porządku? Uderzyłeś się w głowę czy coś? Czego się tak boisz?

Lin Qiushi nie mógł się zaśmiać, nawet gdyby chciał. Kiedy nikogo nie było w pobliżu, on, Ruan Nanzhu i Tan Zaozao używali swoich prawdziwych imion. Teraz wokół też nie było ani żywej duszy. Nie marnując ani sekundy na rozmowę z dziewczyną, odwrócił się na pięcie i natychmiast pobiegł z powrotem do swojego pokoju.

Tan Zaozao była zaskoczona jego zachowaniem. Dopiero gdy Lin Qiushi zatrzasnął drzwi, była w stanie zareagować. Otrząsnąwszy się z szoku, podeszła do jego pokoju i zapukała kilka razy. Zaniepokojona zawołała:

Yu Linlin, czy wszystko w porządku? Yu Linlin? Co się z tobą dzieje? Co się dzieje?

Lin Qiushi stał czujnie za zamkniętymi drzwiami, nie chcąc wypowiedzieć ani jednego słowa.

Naglący głos Tan Zaozao nadal rozbrzmiewał w ciemnym korytarzu:

Yu Linlin, pospiesz się i wyjdź! Czy nie mówiłeś, że coś jest nie tak z twoim pokojem?! Yu Linlin…!

Lin Qiushi spojrzał na dywan przy drzwiach.

Kolor na krawędziach dywanu stopniowo zaczął ciemnieć, a wilgotny cień powoli rozprzestrzeniał się po jego powierzchni. Był to widok, do którego był już dobrze przyzwyczajony – dywan był wyraźnie mokry i z każdą sekundą woda coraz bardziej się rozlewała.

Chociaż głos osoby stojącej za drzwiami był mu aż za dobrze znany, Lin Qiushi nie miał pojęcia, co to za okropna istota. Odwrócił głowę i spojrzał na ścianę obok siebie, tylko po to, by zobaczyć krople wody, zaczynające przesiąkać z Kobiety deszczu. Kropla po kropli srebrne koraliki spływały po ramie, podobnie jak zsuwały się po szerokim rondzie kapelusza damy.

Linlin. Linlin… – Z każdą mijającą sekundą głos Tan Zaozao stawał się coraz bardziej niesamowity i bełkotliwy, jakby mówiła z dna jeziora. Bezlitośnie waliła w drzwi, najwyraźniej chcąc je roztrzaskać na kawałki, chrapliwie krzycząc. – Linlin, wyjdź, ach. Wyjdź…!

Lin Qiushi nie odpowiedział. Po prostu spokojnie przyciągnął stołek i oparł go o drzwi.

Podłoga przy drzwiach stała się mokra. Wyglądało to tak, jakby stojąca na zewnątrz „Tan Zaozao” ciągle ociekała wodą. Właściwie to ledwo był w stanie wystać w miejscu z ciekawości. Szczerze mówiąc, Lin Qiushi naprawdę chciał zobaczyć, co dzieje się na zewnątrz, ale jednocześnie nie był na tyle odważny, aby kucnąć na ziemi i zajrzeć przez szparę między drzwiami a podłogą. Bóg wiedział, jakie makabryczne, zapierające dech w piersiach strachy czyhały po drugiej stronie. Równie dobrze mógł nawet zobaczyć parę złowrogich gałek ocznych wpatrujących się w niego przez szparę.

Słuchając uporczywego pukania do drzwi, Lin Qiushi nagle pożałował, że nie wziął od Ruan Nanzhu papierosa. W tej chwili nie miał nic innego do roboty i wydawało się, że jedyną rzeczą, która mogła uspokoić jego nerwy, był zapach palonego tytoniu.

Ostry odór wody zaatakował jego nozdrza, dusząc go. Lin Qiushi po prostu stał przy mokrych drzwiach, znużony słuchając przenikliwego głosu Tan Zaozao, który stopniowo zniekształcił się tak bardzo, że nie dało się go rozpoznać.

W końcu „dziewczyna” zaczęła żałośnie zawodzić, niczym sowa o północy, a jej nieprzyjemne krzyki sprawiały, że mrowiła go skóra na głowie.

Wyjdź! Wyjdź! – Istota wyła żałośnie, histerycznie drapiąc szczelinę między drzwiami a podłogą.

Lin Qiushi cofnął się o krok i zobaczył, jak kilka bladych jak trup palców wysuwa się przez szparę.

Wiatr nagle otworzył okno, które gwałtownie uderzyło o ścianę z donośnym trzaskiem. Poruszone burzliwymi podmuchami wiatru, gładkie zasłony wydymały się w powietrzu niczym ogromne skrzydła, okrywając pokój Lin Qiushiego. Chociaż odległość między nim a obiektem jego uwagi była dość znaczna, Lin Qiushi mógł wyraźnie dostrzec sylwetkę za oknem. W pewnym momencie ciemna postać stojąca w pobliżu krzaków odwróciła się twarzą do niego. Tak jak podejrzewał, była to rzeczywiście pani zamku.

Bezlitosny deszcz spływał po bladej twarzy madame niczym płytkie rzeki, ona w milczeniu patrzyła w stronę pokoju Lin Qiushiego, a w głębi jej szerokich, nieruchomych, czarnych oczu kotłowała się straszliwa mania.

Nie śmiąc już na nią patrzeć, mężczyzna odwrócił wzrok. W sercu rozpaczliwie modlił się, aby poranek nadszedł wyjątkowo szybko. Nie miał pojęcia, ile minęło czasu, nim otumaniony usłyszał gwałtowne pukanie do drzwi.

Kiedy przecierał oczy, zdał sobie sprawę, że w jakiś sposób zasnął – leżał skulony na podłodze, opierając ciało o pobliską ścianę. Gdy tylko dźwignął się z twardej ziemi, z drugiej strony drzwi rozległ się znajomy głos.

Linlin, wszystko w porządku?! Otwórz drzwi! Rozwalę je, jeśli ich szybko nie otworzysz! – krzyczała Tan Zaozao.

Słysząc to, Lin Qiushi odruchowo spojrzał za okno, tylko po to, by zobaczyć, że opady deszczu już dawno ustały. W tej chwili ciężkie chmury lekko się rozstąpiły na niebie, odsłaniając migoczące plamki słońca. Chociaż były to tylko słabe smugi światła, to i tak wystarczyły, by stłumić strach ściskający ludzkie serca i dać im spokój ducha.

Jak masz na imię? – zapytał Lin Qiushi.

Co? Co z tobą nie tak? Od spania obumarły ci szare komórki? – Tan Zaozao była zdziwiona jego pytaniem.

Mężczyzna milczał przez chwilę, po czym nacisnął klamkę. Drzwi się otworzyły i prawdziwa Tan Zaozao stała tuż przed nimi. Niezręcznie podrapała się po głowie i bez ogródek powiedziała:

Wyglądasz okropnie. Co ci się stało wczoraj wieczorem?

Lin Qiushi nie odpowiedział, tylko zadał własne pytanie:

Gdzie on jest?

Tan Zaozao od razu wiedziała, że Lin Qiushi pytał o Ruan Nanzhu.

Kąpie się.

Och…

Co się stało?

Wczoraj prawie umarłem.

Tan Zaozao zatkało. Jak możesz mówić coś tak strasznego tak spokojnym głosem?!

Kilka minut później Lin Qiushi opowiedział towarzyszom, co wydarzyło się poprzedniej nocy. Chociaż mówił bardzo spokojnie i tylko krótko opowiedział o swoich przeżyciach, nie poruszając każdego trywialnego szczegółu, Tan Zaozao i tak drżała po wysłuchaniu jego historii. Przełknęła gęstą ślinę i cicho wyjąkała:

W-więc nie spałeś wczoraj w nocy?

Nie bardzo. – Lin Qiushi ziewnął. – Zdrzemnąłem się chwilę przed świtem.

Ruan Nanzhu nie odezwał się ani słowem po wysłuchaniu jego relacji. Milczał przez długi czas, pozornie pogrążony w myślach.

Poczucie bezpieczeństwa i ulgi zalało serce Lin Qiushiego na widok zamyślonego Ruan Nanzhu. Nie chcąc go niepokoić ani poganiać, postanowił cicho opuścić pokój, aby dać mu trochę czasu na przemyślenia.

Ale kto by się spodziewał, że Ruan Nanzhu nagle machnie ręką?

Najpierw zjedzmy śniadanie. Mam za niski cukier i zero sił na tak głębokie przemyślenia – powiedział jakby od niechcenia.

Następnie udali się do jadalni na drugim piętrze. Gdy przybyli pozostali, szybko policzyli, ile osób było obecnych i potwierdzili, że nikt inny nie umarł zeszłego dnia.

Podobnie jak poprzednio, ponura pani siedziała przy stole. Jednak jej nastrój był daleki od przyjemnego, w przeciwieństwie do wczorajszego. Jej twarz była jeszcze bledsza i bardziej posępna niż zwykle, co sprawiało, że nikt nie chciał się do niej ani zbliżyć, ani nawet na nią spojrzeć.

Po wczorajszych wydarzeniach Lin Qiushi stał się bardziej wyczulony na spojrzenia innych. Od chwili, gdy wszedł do jadalni, miał wrażenie, że madame wrogo na niego patrzy.

Śniadanie było zaskakująco pyszne, szczególnie świeżo upieczony chleb, który był nieodparcie pachnący i puszysty. Lin Qiushi pochłonął kilka kromek posmarowanych słodkim dżemem.

Podziwiając żarłoczny apetyt towarzysza, Tan Zaozao szczerze wyraziła swój podziw, dodając, że nie byłaby w stanie nic zjeść przez cały dzień, gdyby coś tak strasznego przydarzyło jej się zeszłej nocy.

To może być nasz ostatni posiłek. – Lin Qiushi powtórzył to, co wczoraj powiedział Ruan Nanzhu, dodając mimochodem: – Wolę umrzeć, mając pełny żołądek.

Tan Zaozao zamilkła. Ach, cholera, znowu to. Kolejny ma nierówno pod sufitem.

Ruan Nanzhu rozmyślał nad czymś, jedząc śniadanie – przez cały czas nie powiedział ani słowa. Dopiero po skończeniu posiłku zawołał ich w odosobnione miejsce i powiedział, co uważa.

Ona chciała cię wczoraj zabić – zaczął Ruan Nanzhu. – Jednak nie spełniłeś warunków śmierci, więc nie udało jej się tego zrobić.

Próbowała zwabić mnie do pokoju. Gdybym wszedł, na pewno by mnie już tu nie było. Na szczęście tak się nie stało… – wspominał Lin Qiushi.

To był prawdopodobnie iluzoryczny świat obrazów. To jedyne logiczne wytłumaczenie, dlaczego drzwi otworzyły się na odwrót – spekulował Ruan Nanzhu, pocierając podbródek. Spojrzał na dzieło sztuki, które wisiało na ścianie obok niego. – Zdjąłeś obraz ze ściany, prawda?

Mhm. – Lin Qiushi mruknął potwierdzająco. – Czułem się bardzo niekomfortowo, gdy tylko go widziałem, więc natychmiast go zdjąłem i schowałem w szufladzie.

To może być w pewnym sensie czynnik – przypuszczał Ruan Nanzhu – ale na pewno nie jest to czynnik decydujący o śmierci.

Bezduszne stworzenia w światach za drzwiami nie były w żadnym wypadku miłe i miłosierne dla ludzi, którzy wtargnęli do ich nieziemskich kryjówek. W chwili, gdy któreś z nich wywołało warunek śmierci, byli skazani na śmierć. Gdyby Lin Qiushi nie zorientował się, że Xu Xiaocheng z poprzedniej nocy była oszustem, pozostali mogliby dziś nie znaleźć po nim ani śladu.

Chcę jeszcze raz obejrzeć tamten wczorajszy obraz. – Miał na myśli dziewczynę, Xiao Su, która została zamknięta w płótnie. To był ich jedyny trop w tym momencie.

I tak poszli na górę, aby dokładnie obejrzeć oprawiony obraz. Jednak bez względu na to, jak dokładnie mu się przyglądali, nie było niczego szczególnego, co by im się rzucało w oczy.

Poczekajmy i zobaczmy. – Ruan Nanzhu westchnął. – Z pewnością trafią się inne wskazówki, z którymi można będzie pracować.

Nikczemne istoty czyhające na tym świecie nieustannie polują, nie potrzebując ani chwili odpoczynku. Prędzej czy później musiały dostarczyć im kolejnych wskazówek.

Następnie poszli szukać grupy, która poprzedniego dnia eksplorowała krzaki. Zapytali ich, czy udało im się coś odkryć.

Nawet jeśli coś znaleźliśmy, dlaczego mielibyśmy wam o tym powiedzieć? – Liderem grupy był trzydziestoletni mężczyzna o imieniu Zhang Tao, który nawiązał współpracę z nowicjuszką i jakimś młodzieńcem. Podczas pytań Ruan Nanzhu przyjął agresywnie wrogą postawę, wykazując się uporem i cynizmem.

Możemy wymienić się wskazówkami – zaproponował Ruan Nanzhu. – Odkryliśmy jeden z warunków śmierci.

Zhang Tao podejrzliwie zmrużył oczy.

Na pewno mówisz prawdę?

Oczywiście, zawsze mówię tylko prawdę – zapewnił Ruan Nanzhu. – Prawdę mówiąc, nasz kolega prawie umarł z tego powodu.

No to powiedz – odparł ostrożnie Zhang Tao.

Słysząc to, Ruan Nanzhu uniósł brew.

Nawet nie powiedzieliście nam, czy faktycznie znaleźliście wskazówkę w krzakach, a mimo to oczekujecie, że my wszystko wam zdradzimy? W każdym razie, kto wie, czy ta wasza wskazówka, jeśli w ogóle jakąś znaleźliście, jest w ogóle przydatna.

Zhang Tao lekko się zawahał.

Co więc sugerujesz?

Najlepiej będzie, jeśli zapiszemy nasze wskazówki na kartce papieru, a potem się nimi wymienimy.

Po chwili wahania Zhang Tao w końcu skinął głową, zgadzając się na taki układ.

Ci, którzy weszli do świata drzwi, technicznie rzecz biorąc, powinni być po tej samej stronie, pomagać sobie nawzajem i się wspierać. Jednak istnienie notatek zawierających ważne wskazówki sprawiło, że wszyscy zaczęli wątpić w siebie nawzajem, walczyć między sobą i działać w swoim własnym interesie. Kto nie chciał być pierwszym, który opuści ten piekielny świat i otrzyma kluczową wskazówkę dotyczącą następnego „poziomu”? Co więcej, całkiem sporo z tych samolubnych jednostek było niezorganizowanych i krótkowzrocznych, nie zadając sobie nawet trudu zrozumienia lub nauczenia się podstawowych praw świata drzwi. To było naturalne, że doświadczone osoby były raczej niechętne do dzielenia się własnymi odkryciami z tak głupimi nowicjuszami.

Po wymianie notatek z Zhang Tao Ruan Nanzhu odszedł z Lin Qiushim i Tan Zaozao.

Celebrytka szeptem zapytała, co Ruan Nanzhu napisał na notatce, którą dał Zhang Tao. Nie trzeba było chyba wyjaśniać, że cokolwiek napisał, było to kompletną bzdurą. W końcu nikt z nich nie wiedział, jakie są warunki śmierci.

Coś losowego – odpowiedział Ruan Nanzhu. – To tylko moja własna spekulacja, nic więcej. Chcę, żeby to dla nas sprawdzili.

Niby jak? – zastanawiała się Tan Zaozao.

Cóż, jeśli któreś z nich umrze, to znaczy, że coś jest nie tak i musimy na to uważać.

Tan Zaozao zamilkła. Nieźle to rozegrałeś.

Nie było najmniejszym zaskoczeniem, że Ruan Nanzhu miał w zanadrzu tak podstępne plany.Wskazówka, którą dał im Zhang Tao, była dość pobieżna i nie wydawała się ważna. Wspomniał tylko, że w krzakach leży czarna rama.

Czarna rama… – Lin Qiushi przypomniał sobie ciemny cień, który widział za oknem ostatniej nocy. – Czy postać, którą widziałem wczoraj, może mieć z tym coś wspólnego?

Musimy ją zobaczyć, żeby się dowiedzieć więcej – odparł po prostu Ruan Nanzhu.

Zanim znów zaczął padać deszcz, pośpieszyli więc tam, gdzie wcześniej widzieli Zhang Tao i jego towarzyszy. Rzeczywiście tuż przy krzakach znaleźli czarną ramę. Została wbita w ziemię po skosie, a jej gładka powierzchnia była usiana mieniącymi się kroplami deszczu.

Ruan Nanzhu przykucnął i zaczął obserwować otoczenie, najwyraźniej czegoś szukając. Wkrótce ostro cmoknął językiem i skinął na Lin Qiushiego.

Chodź, spójrz.

Co? – Lin Qiushi podszedł do miejsca, w którym znajdował się jego towarzysz i przykucnął obok.

Widzisz to? – Ruan Nanzhu wskazał na ramę.

Lin Qiushi przyglądał się przez chwilę, zanim zdał sobie sprawę, do czego odnosi się Ruan Nanzhu. Pod tym kątem jego pokój był idealnie uchwycony w ramie. Ustawiono ją dość skrupulatnie i sprytnie. Gdyby spojrzeli na nią pod innym kątem, zobaczyliby tylko gęste krzaki, ale kiedy patrzyli przez nią, jego pokój był widoczny jak na dłoni. Chociaż nie mógł zobaczyć jej ze swojego pokoju, to czarna rama wyraźnie widziała jego.

To musi być z tego powodu – podsumował Ruan Nanzhu. – Podejrzewam, że ktoś prawdopodobnie przesunął ramę.

Doszedłeś do tego wniosku po plamach błota?

Tak – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Została tu przez kogoś umieszczona… Nie, może nie przez kogoś, ale przez coś.

Najpierw się jej pozbądźmy. – Skoro o tym mowa, to postać, którą wczoraj widział przez okno, wydawała się stać dokładnie tam, gdzie znaleźli tę czarną ramę. Czy właściciel tej ramy postanowił potraktować go jak zwykły obraz? Gdyby udałoby mu się zamknąć Lin Qiushiego w kreatywnym dziele… czy to samo, co stało się tamtej dziewczynie, przydarzyłoby się również jemu?

Ruan Nanzhu skinął głową.

Ponieważ nie wiedział, jakie inne efekty może wywołać czarna rama, Lin Qiushi nie odważył się jej przenieść. Zamiast tego wybrał widoczne miejsce i głęboko ją zakopał. Po tym wrócili do zamku.

Niedługo po ich powrocie z ponurego nieba zaczęły spadać duże krople deszczu. Od kiedy tu przybyli, padało praktycznie cały czas, a ulewy trwały nawet siedem do ośmiu godzin bez przerwy. Deszcz ustawał na krótko rano, ale po południu i wieczorem padał na nowo, wywołując mrowiące poczucie niepokoju i rozpaczy.

W tej chwili Lin Qiushi nienawidził ziemistego smrodu deszczu. Za każdym razem, gdy poczuł ten zapach, natychmiast przypominał sobie okropną gehennę, którą przeszedł ostatniej nocy. W rezultacie podczas lunchu był raczej roztargniony, a jego wzrok ciągle zatrzymywał się na oknie.

Co się stało? – zapytał Ruan Nanzhu.

Ciekawe, co przydarzy mi się dziś wieczorem. – Lin Qiushi prychnął zirytowany. – Heh, jakie to kłopotliwe.

Prześpisz się ze mną? – zaproponował delikatnie jego towarzysz.

– …pomyślę o tym.

Tak zrób. – Ruan Nanzhu wydawał się raczej niezadowolony i zdenerwowany niezdecydowaniem Lin Qiushiego. Odłożył sztućce i przestał jeść.

Obok niego, Tan Zaozao ucieszyła się z jego nieszczęścia. Uśmiechnęła się do siebie w duchu, radośnie myśląc: Wygląda na to, że tobie też jest ciężko, co? Dobrze ci tak, Ruan Nanzhu. Karma to suka.

Ruan Nanzhu zdawał się dostrzegać myśli Tan Zaozao. Spojrzał na nią z niezadowoleniem, a jego oczy błysnęły gorzkim, lodowatym światłem i chłodno powiedział:

Wygląda na to, że zapomniałaś o swojej pozycji. Myślisz, że nadal będziesz szczęśliwa i bezpieczna, co?

– …Nie, szefie! Szefie! Potrzebuję cię! Linlin, czemu się wahasz?! Oczywiście, że jest bezpieczniej, gdy jesteśmy wszyscy razem! Jeśli wpadniesz na coś niebezpiecznego, nasz starszy brat cię ochroni! Lepiej trafić nie można, wiesz?! Twój komfort i spokój są w stu procentach zagwarantowane przez jego osobę!

Mhm – potwierdził Ruan Nanzhu.

Tan Zaozao bardzo cierpiała, że musiała podlizywać się takiemu draniowi.

Po chwili namysłu Lin Qiushi uznał, że jej słowa mają jakiś sens, więc skinął głową.

W porządku. Trzymajmy się razem.

Ruan Nanzhu mruknął z zadowolenia, a pochmurna Tan Zaozao westchnęła.

Lin Qiushi był zdezorientowany i zupełnie nie znał powodu ciężkiego wzdychania Tan Zaozao.

Podczas lunchu wszyscy wymienili się znalezionymi wskazówkami. Oczywiście większość z nich nadal miała zastrzeżenia, więc zataili pewne informacje.

Lin Qiushi opowiedział, co przeżył poprzedniej nocy. Mieszanka strachu, szacunku i ulgi wypełniła oczy pozostałych, gdy tylko usłyszeli jego opowieść. Byli nawet tacy, którzy poklepali go po ramieniu i przyznali:

Bracie, ale miałeś farta.

Lin Qiushi mógł na to tylko krzywo się uśmiechnąć.

Nie mógł powiedzieć, że miał szczęście, ponieważ był jedną z pierwszych osób, które stały się celem ataku. Jednak nie mógł też powiedzieć, że miał pecha, ponieważ mimo to udało mu się przeżyć i ujrzeć światło następnego dnia. Gdyby naprawdę nie miał szczęścia, nie siedziałby tutaj i nie rozmawiał z pozostałymi. W każdym razie trudno było powiedzieć, czy to szczęście było czymś dobrym, czy czymś złym.

Ruan Nanzhu zapytał, czy ktoś był w atelier na szczycie zamku lub w magazynie, w którym przechowywano niedokończone obrazy. Wszyscy pokręcili głowami, wskazując, że nie odwiedzili żadnego z tych miejsc. Jedno z nich nawet skomentowało:

Czy lokaj nie powiedział, że nie wolno nam wchodzić do tych dwóch miejsc? Po jaką cholerę mielibyśmy tam iść? Po to, żeby szukać śmierci?

Chcesz powiedzieć, że nie umrzesz, dopóki tam nie pójdziesz? – odparł sarkastycznie Ruan Nanzhu.

Słysząc to, wszyscy zamilkli.

Chodźmy. Nie ma tu nic przydatnego. – Gdy Ruan Nanzhu wyprowadził Lin Qiushiego i Tan Zaozao z pokoju, zaśmiał się szyderczo. – Ludzie, którzy tym razem weszli przez drzwi, są niewiarygodnie głupi i niekompetentni. Wygląda na to, że nie możemy oczekiwać niczego od tak beznadziejnych osobników.

Niekompetentni? Jak to? – zapytała z ciekawością Tan Zaozao.

Czy kiedykolwiek ślepo podążałabyś za słowami NPC i słuchała go bez zadawania pytań?

Tan Zaozao pokręciła głową.

Nigdy.

Ruan Nanzhu wskazał za siebie i powiedział:

Oni tak robią.

Po namyśle Tan Zaozao ostatecznie zgodziła się ze stwierdzeniem Ruan Nanzhu. Wyłączając nowicjuszy, pozostali byli szczególnie tchórzliwi i potulni. Od czasu tragedii z Xiao Su większość z nich była przerażona na śmierć i byli o włos od załamania nerwowego. Tylko dwie czy trzy osoby szukały dalszych wskazówek. Jeśli chodzi o resztę, albo ukrywali się w swoich pokojach, albo kulili się w jadalni, czekając na bóg wie co.

Idę odwiedzić pracownię artystyczną – powiedział Ruan Nanzhu. – Będzie niebezpiecznie, ale musimy sprawdzić to miejsce. – Delikatnie podwinął rękawy, odsłaniając swoje silne, pięknie umięśnione przedramiona. – W końcu, choć to tylko NPC, to każdy z nich chce zobaczyć naszą śmierć w tym świecie.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: