Gdyby ktoś znalazł się w takiej sytuacji w prawdziwym świecie, prawdopodobnie zignorowałby to, myśląc, że jest przewrażliwiony i martwi się o nic. Niestety, to nie była rzeczywistość, ale zdradliwy świat za drzwiami. W rezultacie Lin Qiushi nie mógł powstrzymać burzy myśli, nawet jeśli okazałoby się, że wszystko było jedynie jego własnym urojeniem.
Dokładnie przyjrzał się widokowi za oknem, upewniając się, że ciemna postać naprawdę zniknęła, zanim wrócił do łóżka. Tym razem nie odważył się zgasić światła i w jasności pokoju próbował zasnąć.
Lin Qiushiego przez jakiś czas wciąż dręczył niepokój, ale gdy przypomniał sobie to spokojne uczucie, które rozprzestrzeniało się po jego ciele za każdym razem, gdy spał obok Ruan Nanzhu, powoli zaczął zasypiać, a jego powieki lekko drgały. Ten człowiek naprawdę był jedynym lekiem, który mógł wyleczyć go z bezsenności.
Następnego ranka Lin Qiushi obudził się przy dźwiękach zegara. Teraz, gdy było jasno, planował umyć się i znaleźć Ruan Nanzhu.
Oczywiste było, że Lin Qiushi nie spał dobrze ostatniej nocy, a ogromne cienie pod jego oczami były tego dowodem. Spojrzał w lustro, gapiąc się na nieznanego mężczyznę przed sobą. Chociaż miał inną twarz, to wciąż otaczała go ta sama aura. Im bardziej się przyglądał, tym więcej podobieństw dostrzegał między swoim obecnym wyglądem a pierwotnym. Gdy skończył się przebierać, wyszedł ze swojego pokoju i zapukał do drzwi Ruan Nanzhu.
Drzwi powoli otworzyły się ze skrzypieniem, ale wbrew oczekiwaniom, otworzyła mu Tan Zaozao. Jej twarz była jeszcze paskudniejsza od jego własnej – wyglądała, jakby nie zmrużyła oka ostatniej nocy. Widząc Lin Qiushiego, zrzędliwie przywitała go monotonnym „dzień dobry”.
Ruan Nanzhu również wstał z łóżka, żeby się umyć, i właśnie wyszedł z łazienki, kiedy usłyszał głos towarzysza. Z błyszczącymi kroplami wody wciąż przylegającymi do wilgotnych włosów i leniwie spływającymi po jego ostrej linii szczęki, odwrócił się i miło go przywitał.
Tan Zaozao, patrząc na niego z nienawiścią, parsknęła z wściekłością i ruszyła w stronę pustej łazienki.
Lin Qiushi był raczej zdziwiony jej gniewnym zachowaniem, ale wkrótce odkrył powód – dziewczyna przespała całą noc na podłodze. Jej żałośnie wyglądające posłanie było umoszczone tuż obok dużego, niesamowicie wygodnego łóżka Ruan Nanzhu.
– Kazałeś jej spać na podłodze? – Lin Qiushi przez kilka minut niedowierzająco wpatrywał się w podłogę.
– Gdzie indziej niby miała spać? – Ruan Nanzhu nonszalancko wzruszył ramionami. – Nie lubię spać z innymi.
Lin Qiushi przypomniał sobie niezliczone noce, które spędził z nim w łóżku, mocno się do niego tuląc… Być może źle usłyszał, ponieważ wypowiedź Ruan Nanzhu nie miała żadnego sensu.
– Jesteś jedynym wyjątkiem – dodał mężczyzna, dalej wygadując bzdury.
W odpowiedzi na niezwykle sugestywne i bezczelne stwierdzenie Ruan Nanzhu, Lin Qiushi niezręcznie zmienił temat.
– Eee, czy dobrze spałeś ostatniej nocy?
– Bardzo dobrze – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Łóżko było całkiem wygodne.
Ogromne łóżko było naprawdę zbyt komfortowe. Ktokolwiek choć raz doświadczył jego miękkiej przytulności, nigdy nie chciałby z niego wyjść. Jednak bez względu na to, jak wygodny był ten materac, Lin Qiushi wątpił, czy ktokolwiek w tej sytuacji miałby serce, aby naprawdę docenić go tak jak Ruan Nanzhu.
Po tym szybkiej kąpieli Tan Zanzao wyszła z łazienki i zaczęła narzekać. Uznała, że Ruan Nanzhu jest tak okrutny, że nie można go nawet uznać za człowieka. Pomyśleć, że kazał takiej wątłej kobiecie jak ona spać na podłodze! Przez niego wszystko ją teraz bolało.
Początkowo Ruan Nanzhu zupełnie ją ignorował, ale widząc, że nie przestanie narzekać, powiedział:
– Czy chciałabyś spać dziś w łóżku?
– Naprawdę? Naprawdę mogę? – odparła zaskoczona dziewczyna.
– Po prostu pójdę spać do Linlina.
Wy bezwstydna, parszywa paro! Oczywiście, kiedy przyszło co do czego, nawet jeśli nienawidziła spania na podłodze, nie odważyła się przyjąć jego oferty. Wczoraj poczuła, że coś jest strasznie nie tak, więc ze strachu natychmiast pobiegła do pokoju Ruan Nanzhu, decydując się zostać na noc bez względu na wszystko. Gdyby odważyła się spać sama, to dlaczego w ogóle miałaby biec do pokoju tego drania i cierpieć, śpiąc na podłodze?
Śniadanie odbyło się na górze. Lin Qiushi początkowo zakładał, że pani i jej steward byli jedynymi mieszkańcami tego zamku, więc nie spodziewał się, że będą tam również inni służący. Po przyniesieniu posiłków służący wycofali się bardzo szybko i cicho. Przez cały czas nie wykazywali nawet śladu mimiki. Z beznamiętnymi minami na twarzach przypominali puste marionetki, które nie były w stanie poruszać się z własnej woli. Zwykłe pozbawione emocji kukiełki, których działania były pobudzane i manipulowane rękami innych.
Pani zamku, którą poznali poprzedniego wieczoru, również pojawiła się na czas na śniadanie. Nadal ubrana w elegancką czarną suknię i równie czarny kapelusz, siedziała cicho przy oknie, leniwie delektując się wykwintnym posiłkiem, a jej szare, powykręcane dłonie z gracją unosiły jedzenie do zaróżowionych ust.
Dusząca cisza zapadła w jadalni, nastrój był przerażająco uroczysty. Ani jedna osoba nie odważyła się odezwać choćby słowem, a tym bardziej rozpocząć rozmowy z powściągliwą madame.
Na szczęście, gdy posiłek się skończył, pani bezszelestnie odpłynęła jak poprzednio, ponownie znikając im z oczu. Według stewarda odeszła do atelier na szczycie zamku. Mężczyzna poinformował ich następnie o kilku miejscach, do których nie wolno im było wchodzić. Pierwszym miejscem, do którego nie mieli wstępu, było studio, dokładnie to, do którego odeszła kobieta. Drugim zakazanym miejscem był składzik na szóstym piętrze, gdzie przechowywano wszystkie niedokończone obrazy. Poza tymi dwoma miejscami mogli swobodnie zapuszczać się, gdziekolwiek chcieli. Powinni jednak zawsze pamiętać, że pani nienawidziła, gdy inni dotykali jej drogocennych obrazów…
Wszyscy starannie zapamiętali słowa stewarda, a niektórzy nawet dokładnie zapisali jego uwagi w swoich notatnikach, aby nie pominąć ani jednego słowa i nie popełnić poważnego błędu.
Po udzieleniu gościom rad mężczyzna pożegnał się i zostawił dziesięć milczących osób w cichej sali jadalnej.
– Idę się rozejrzeć. Ktoś chce pójść ze mną? – zaproponował w końcu jeden z obecnych, chcąc jak najszybciej znaleźć wszelkie możliwe wskazówki na temat klucza.
Wszyscy natychmiast zaczęli szukać pary, tworząc grupy dwuosobowe.
Lin Qiushi już miał zapytać Ruan Nanzhu, czy chce iść z nim, ale zobaczył, jak płacząca nowicjuszka nieśmiało do niego podchodzi i szepcze:
– Bracie, masz partnera? Czy możesz zabrać mnie ze sobą? Tak się boję…
Ta młoda dama wyglądała całkiem nieźle. Jej delikatne i piękne rysy twarzy sprawiały, że serca gapiów ściskały się ze współczucia, utrudniając im odmówienie jej.
Ale kim właściwie był Ruan Nanzhu? Profesjonalnym transwestytą, mężczyzną z krwi i kości, który był bardziej kobiecy niż jakakolwiek kobieta. Mężczyzną, który o wiele bardziej wolałby grać rolę dramatycznej królowej niż rycerskiego księcia. Mówiąc prościej, był kimś, kto grał rolę tragicznej bohaterki o wiele lepiej niż ta płaczliwa dziewczyna stojąca przed nim.
Nawet Lin Qiushi wyraźnie widział, że serce Ruan Nanzhu pozostało niewzruszone. Wyglądał wręcz na obrzydzonego, jakby właśnie połknął coś wyjątkowo niesmacznego.
– Nie – odparł bez wahania Ruan Nanzhu.
Kobieta znów zaczęła płakać, a łzy leciały jej jak wodospad.
– Ale ja się tak boję. Postaram się ci nie przeszkadzać.
Ruan Nanzhu uniósł brew, po czym ukradkiem rzucił znaczące spojrzenie Tan Zaozao.
Oczy celebrytki błysnęły zrozumieniem. Natychmiast wstała, podeszła do dziewczyny i powiedziała:
– Przepraszam, ale już go wczoraj o to prosiłam. Powinnaś poszukać kogoś innego.
W oczach nieznajomej błysnął cień urazy, gdy zobaczyła Tan Zaozao. Wydawało się, że chce powiedzieć coś więcej, ale Ruan Nanzhu nagle wstał i skinął głową do Tan Zaozao, dając znak, że nadszedł czas, by ruszyli.
Tan Zaozao bez wahania podążyła za nim do drzwi.
Lin Qiushi, który cały czas siedział z boku, wkrótce również opuścił pomieszczenie, pod pretekstem, że ma coś do zrobienia. Wydawało się, że przebieranie się Ruana Nanzhu miało wiele zalet. Przynajmniej nie musiał się martwić, że zaczepi go jakaś żałosna dziewczyna, która chciałaby się z nim związać.
– Coś jest nie tak z tą nowicjuszką – stwierdził Ruan Nanzhu po wyjściu.
– Czemu tak sądzisz? – Tan Zaozao z kolei uważała, że dziewczyna jest całkiem normalna. – Wczoraj tak żałośnie płakała…
Ruan Nanzhu spojrzał na Tan Zaozao.
– Więc uważasz, że to nic dziwnego, że ktoś, kto kuli się ze strachu i płacze przy każdej drobnostce, ma odwagę podejść do mnie i zaproponować, żebyśmy połączyli siły?
Tan Zaozao uniosła brwi.
– Masz rację.
Ruan Nanzhu był piękny jak jakieś bóstwo, ale diaboliczna aura, która go otaczała, była daleka od świątobliwej. Był praktycznie żywym uosobieniem despotyzmu i antagonizmu. Jak czarujący kwiat ukryty w głębi dżungli, był wspaniałym bytem, który ostrzegał innych, aby nie podchodzili zbyt blisko, chyba że chcieli zostać ukłuci jego trującymi cierniami. Mógł wykazywać oznaki słabości, gdy był przebrany za kobietę, jednak w prawdziwej postaci nic takiego nie było po nim widać.
Ludzie cofali się, nie śmiejąc do niego podejść, nawet kiedy po prostu siedział z uniesionymi w pogardzie brwiami. Nawet Lin Qiushi nie mógł sobie wyobrazić, że miałby odwagę zaprosić tak dominującego mężczyznę do współpracy.
– Może pożądanie było silniejsze od strachu. – Gdy Tan Zaozao i pozostali szli przez mroczny korytarz, obserwowali wiszące na ścianach obrazy. – Ale tak tylko gdybam.
– Nie więcej niż dziesięć osób kiedykolwiek podjęło inicjatywę, aby poprosić mnie o współpracę z nimi, i ani jedna z nich nie była nowicjuszem. Ona na pewno nie jest wyjątkiem – odparł Ruan Nanzhu.
Udawanie kompletnego nowicjusza miało swoje zalety i wady. Z jednej strony, inni ludzie byli bardziej skłonni do obniżania gardy w ich obecności. Z drugiej strony, gdyby ich kłamstwa kiedykolwiek zostały dostrzeżone, bez wątpienia staliby się wyrzutkami odrzuconymi przez cały zespół i ciągle byliby o coś podejrzewani. W końcu inni nie wiedzieliby, dlaczego ta osoba podaje się za nowicjusza ani jakie są jej prawdziwe intencje.
Zamek był tak gigantyczny, że łatwo było się w nim zgubić. Samo drugie piętro miało niezliczone pokoje rozsiane po ciemnych korytarzach. Gdy przechodzili z drugiego piętra na trzecie, cicho wchłaniając melancholijny splendor i artystyczną atmosferę, zauważyli, że jedyną rzeczą, która łączyła wszystkie korytarze, były różne abstrakcyjne obrazy zdobiące każdą ścianę – jeden był nawet w toalecie.
Lin Qiushi nie był miłośnikiem sztuki. Niewiele o niej wiedział, ani nie miał pojęcia, jak i dlaczego artyści tworzą swoje dzieła. Niemniej jednak, jeśli czegoś był pewny, to tego, że te zniekształcone obrazy wywoływały w nim poczucie strachu i niepokoju. Gdyby mógł, wolałby przykryć te niepokojące płótna białą płachtą, całkowicie je chowając, aby nie były widoczne.
– Nie wolno nam dotykać tych obrazów, prawda? – Tan Zaozao wspomniała słowa stewarda.
– Niezupełnie – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Czy zwróciliście uwagę na to, co powiedział?
Lin Qiushi powtórzył dokładnie słowa stewarda.
– Pani tego nienawidzi?
– To prawda, ale to, że ta pani nie lubi, gdy inni dotykają jej obrazów, nie oznacza, że nie wolno nam ich dotykać w ogóle. – Ruan Nanzhu zrobił krok do przodu, zatrzymując się tuż przed obrazem. Nagle jego brwi zmarszczyły się w głębokim zamyśleniu.
Widząc jego nienaturalną reakcję, Tan Zaozao zapytała:
– Co się stało?
– Nic – odparł Ruan Nanzhu. – Czy masz wiedzę na temat sztuki?
Tan Zaozao pokręciła głową z żalem.
– Niestety nie. Nie znam się na tym zbyt dobrze.
Ruan Nanzhu westchnął ciężko.
– Ja też. Wygląda na to, że nikt z nas nie będzie w stanie zinterpretować ani wyciągnąć niczego przydatnego z tych obrazów. Chodźmy na górę i się rozejrzyjmy.
Lin Qiushi mruknął na znak zgody. Następnie zaczęli wspinać się po schodach na wyższe piętro.
Schody wykonano z ciemnego drewna mahoniowego, które wzmacniało dźwięk ich kroków – każdy z nich wydawał ostry klekot, który odbijał się echem po ponurym terenie zamku. Na szczyt prowadziła więcej niż jedna droga, a po przeciwnych stronach tego ponurego zamku znajdowały się nawet dwie stare, butwiejące kamienne klatki schodowe, prowadzące z pierwszego piętra aż na dach.
Większość pomieszczeń była zamknięta, a tylko kilka było dostępnych dla osób z zewnątrz. Prawie wszystkie otwarte pomieszczenia przypominały małe galerie sztuki, gdzie szeroka gama szalonych i surrealistycznych malowideł była chaotycznie rozrzucona lub ułożona w abstrakcyjny sposób. Podobnie jak poprzednie, te dzieła sztuki też pozostawiały widzów w całkowitym oszołomieniu ich niejednoznaczną naturą. Można było długo się zastanawiać, czy przedstawiają niejasną postać człowieka, czy jedynie mglisty krajobraz.
Rozmawiali właśnie o tym, czy pójść na najwyższe piętro zamku i sprawdzić pracownię, gdy nagle z dołu dobiegł ich przeraźliwy krzyk.
Głos należał do kobiety. Ucichł równie szybko. Kiedy pozostali dotarli na miejsce zdarzenia, nie było tam nikogo, tylko pusta klatka schodowa.
– Kto przed chwilą krzyczał? – zapytał zdezorientowany mężczyzna w średnim wieku.
– Nie wiemy. Właśnie tu przyszliśmy – odparł Lin Qiushi. – Z którego piętra przyszedłeś?
– Z trzeciego.
– Byliśmy na szóstym piętrze. To znaczy, że krzyk rozległ się gdzieś między trzecim a szóstym…
Pozostali stopniowo zaczęli się zbierać wokół nich z powodu zamieszania. Wkrótce zidentyfikowali, które z nich krzyczało.
– To była Xiao Su. Wcześniej dobraliśmy się w parę. – Mężczyzna opowiedział swoją historię, jego wyraz twarzy był przepełniony przerażeniem. – Powiedziała tylko, że idzie do łazienki, ale nagle zniknęła.
– Na którym piętrze byliście? – zapytał Lin Qiushi.
– Na najwyższym. – Mężczyzna przełknął ślinę. – Nie było tam żadnych łazienek, więc postanowiła zejść na dół… – Wyglądało na to, że wylądowała gdzieś pomiędzy trzecim a szóstym piętrem, po czym zniknęła z krzykiem. Nie było nadziei, że to przeżyła. W tych koszmarnych światach za drzwiami nagłe zniknięcie równało się śmierci. Po prostu nikt nie wiedział, jak dokładnie do tego doszło.
– Rozejrzyjmy się jeszcze raz – stwierdził Ruan Nanzhu. – Mogliśmy coś przeoczyć.
To było jedyne prawdopodobne wytłumaczenie. Mężczyzna, który stracił partnera w ciągu kilku minut, stracił również opanowanie, ponieważ sprawa poważnie go dotknęła. Nadal będąc w szoku, dołączył do innego duetu.
Ruan Nanzhu spojrzał na Lin Qiushiego i powiedział:
– Czy możemy sprawdzić ostatnie piętro?
Lin Qiushi natychmiast się zgodził.
– Pewnie.
Obok Tan Zaozao mruknęła pod nosem:
– Wy dwaj naprawdę rzucacie się na głęboką wodę, nie przejmując się losem świata. Pomyśleć, że wy, goście, nawet nie martwicie się ryzykiem ani nie boicie się, że coś pójdzie nie tak…
Ruan Nanzhu, która usłyszał jej słowa, obojętnie stwierdził:
– Ryzyko i niebezpieczeństwa są czymś naturalnym, a tragiczne wypadki mogą zdarzyć się zawsze i wszędzie. W takich czasach zdobycie klucza jak najszybciej jest naszym największym priorytetem. Z drugiej strony twój sposób myślenia jest jak rozumowanie nowicjusza i to właśnie on wpędzi cię w jeszcze większe kłopoty. Ważne jest, aby pamiętać, że są rzeczy, których po prostu nie da się uniknąć. To, co ma się wydarzyć, na pewno się wydarzy.
Tan Zaozao prychnęła i nie odezwała się więcej. Łatwo mówić. Było jej niezwykle trudno zachować spokój i opanowanie jak Ruan Nanzhu w obliczu śmierci i tragedii. Kto wiedział, ile niebezpiecznych i złowrogich doświadczeń będzie musiała znieść w tych światach drzwi, aby zyskać choć połowę jego „zimnej krwi”?
Zaczęli wspinać się po schodach i wkrótce dotarli na ósme piętro, najwyższą kondygnację zamku.
Na samym szczycie znajdowało się dość osobliwe poddasze, co nie powinno nikogo dziwić, usiane niezliczoną ilością obrazów. Jednak te konkretne dzieła sztuki wydawały się nieco inne od wystawionych na dole. Lin Qiushi przyglądał im się przez chwilę, zanim doszedł do oczywistego wniosku:
– Czy one zostały niedawno namalowane?
Ruan Nanzhu powąchał powietrze.
– Wygląda na to, że tak. Pachnie świeżą farbą.
Tan Zaozao powoli zbliżyła się do jednego z obrazów, zatrzymując się tuż przed nim. Lekkie zwątpienie pojawiało się na jej twarzy, im dłużej się w niego wpatrywała. Po chwili wahania niepewnie ich zawołała.
– Chodźcie i spójrzcie na ten obraz. Czy nie jest trochę dziwny?
Lin Qiushi podszedł do Tan Zaozao i obejrzała obraz, który według niej był dziwny.
Rzeczywiście był bardzo dziwny. Matowe kolory zlewały się ze sobą, tworząc zniekształcony widok na plecy kobiety. Jej poskręcana postać rozciągała się bezgranicznie, mieszając się z ponurym tłem i wyginając w ciemny, nieunikniony wir schodów.
– Co myślisz? – zapytała Tan Zaozao.
– Kobieta… a raczej jej plecy? – Wszystkie prace tutaj były nieco pozbawione formy i ciężko było rozpoznać ich temat. Było to fragmentaryczne dzieło o niejasnej treści i tajemniczej dwuznaczności, które wzbudzało u widzów wiele interpretacji. A jednak ten jeden obraz był oczywisty na pierwszy rzut oka. Bez potrzeby myślenia, zarówno Lin Qiushi, jak i Tan Zaozao natychmiast zidentyfikowali jego znaczenie.
Rozmazany obraz uchwycił przerażoną kobietę próbującą uciec z niekończących się schodów. Wydawało się, że jest ścigana przez coś lub przez kogoś, ponieważ jej uciekająca postać odzwierciedlała niewypowiedziany strach i rozpaczliwą grozę, które ją ogarnęły.
– Świeżo namalowane. – Głos Ruan Nanzhu rozległ się za nimi. – Farba jeszcze nie wyschła.
Tan Zaozao i Lin Qiushi wymienili spojrzenia, najwyraźniej ta sama myśl przeszła im przez głowy. Tan Zaozao pocierała gwałtownie ramiona, próbując stłumić narastającą gęsią skórkę i się skrzywiła.
– T-to… to nie może być…
– Prawdopodobnie tak – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Może zawołamy partnera tej dziewczyny i poprosimy, żeby spojrzał. – Nadal wpatrując się nieruchomo w obraz, powoli dodał: – Zobaczy, czy to jego zaginiona koleżanka.
***
Xiao Su chciała tylko pójść do łazienki.
Właśnie zeszła z siódmego piętra i pośpiesznie zaczęła szukać toalety na szóstym. Na szczęście w tym starożytnym zamku było wiele łazienek – szybko znalazła to, czego szukała, na końcu korytarza.
W końcu weszła do środka, otworzyła klapę sedesu i odwróciła się, by usiąść, gdy dostrzegła dziwny portret wiszący na ścianie przed nią.
Była to chudziutka kobieta w czarnym kapeluszu i ciemnej sukni. Jej cera była matowa i wręcz trupioblada. Spoglądała w ziemię wzrokiem pełnym melancholii. Drobne krople deszczu spływały po jej policzkach i z ronda kapelusza. Jej wychudzona twarz, kredowo blada w odcieniu i nienormalnie długa, wzbudzała u innych niewytłumaczalne poczucie niepokoju i paniki.
Większość obrazów w tym ciemnym zamku była niejasna i abstrakcyjna, praktycznie niemożliwa do zinterpretowania. Jednak wręcz nie pozostawiało wątpliwości, co było tematem tego obrazu. Był tak rozpoznawalny i realistyczny, że Xiao Su nawet wątpiła, czy to rzeczywiście jedynie autoportret pani zamku, a nie ona we własnej osobie.
Ten obraz mógł zawierać pewne ważne wskazówki… Xiao Su wyprostowała plecy i podeszła do portretu, chcąc lepiej go zobaczyć. Jednak gdy tylko podeszła, wydarzyło się coś dziwnego.
Było tak, jakby coś chwyciło ją za duszę, siłą zmuszając ją do wyciągnięcia ręki i dotknięcia obrazu. Dopiero gdy odzyskała przytomność, zdała sobie sprawę z tego, co robi – niestety, było już za późno, ponieważ jej dłoń była już przyklejona do portretu przed nią.
– Ach! – Zszokowana Xiao Su gorączkowo cofnęła rękę. Jej dłoń była wilgotna od świeżego, pachnącego ziemią deszczu. Podniosła głowę, tylko po to, by zobaczyć, że obraz się zmienił. Wpatrywała się w niego, a jej oczy rozszerzały się z przerażenia.
Wciąż był taki sam jak poprzednio, ponury i dołujący, ale nigdzie nie było widać postaci kobiety.
Xiao Su nie odważyła się zostać tu dłużej. Szybko odwróciła się na pięcie i wybiegła. Chcąc znaleźć swojego towarzysza, pobiegła na górę, a jej stopy mocno uderzały o drewniane deski. Wszystko, co można było usłyszeć na ciemnych schodach, to jej głośne kroki i głośny oddech.
Tup. Tup. Tup. Tup. W uszach dudnił jej wyraźny dźwięk jej własnych kroków, rozbrzmiewający na terenie zamku. Xiao Su biegła po schodach i biegła, i biegła… przez bardzo długi czas…
Schody zdawały się nie mieć końca. Było tak, jakby po prostu biegała w kółko, uwięziona w tym koszmarnym, wiecznym cyklu. Wszystko wokół niej trwało nieruchomo, jak statyczny obraz. Tylko schody rozciągały się daleko w niekończącą się ciemność.
Haa, haa, haa. Xiao Su gwałtownie łapała powietrze, biorąc głębokie, urywane oddechy. Jej ciało intensywnie się pociło, a energia ją opuściła. Nogi miała jak z waty, aż w końcu ugięły się pod nią i nie mogła już biec.
Ale pomimo tego, odgłos kroków wciąż rozbrzmiewał wokół niej, odtwarzając się jak zepsuta płyta. Niebawem Xiao Su wyczuła słaby odór deszczu unoszący się w powietrzu. Po jej ciele natychmiast przeszedł dreszcz grozy. Sparaliżowana, drżąco odwróciła głowę, tylko po to, by zobaczyć ciemny cień, cicho stojący u stóp schodów.
Nie, raczej nie był to ciemny cień. To była kobieta odziana w czerń. Całe jej ciało było przemoczone deszczem, a twarz wyprana z koloru i emocji. Trzymała w prawej ręce ogromną ramę obrazu i swoimi dużymi, czarnymi jak węgiel oczami wpatrywała się martwo w drżącą dziewczynę. Jej puste spojrzenie przypominało atramentową otchłań.
Xiao Su gwałtownie się wzdrygnęła. Otworzyła usta, ale głos ugrzązł jej w gardle. Bez względu na to, jak bardzo chciała krzyczeć i błagać o życie, po prostu nie mogła, nie była w stanie. Zbierając niespokojnie resztki sił, wydała z siebie zduszony okrzyk i z trudem czołgała się do przodu, podpierając się rękami i nogami.
Tup. Tup. Tup. Gwałtowny odgłos energicznych kroków ponownie rozbrzmiał na schodach. Tyle że tym razem były niespieszne, przerażająco spokojne, wręcz boleśnie powoli zbliżające się do Xiao Su.
Jakby wylano na nią wiadro lodowatej wody, ciało Xiao Su było przesiąknięte zimnym potem. Straciła resztki sił, które całkowicie zgasły jak słaby płomień. Mogła tylko bezradnie opaść na ziemię i leżeć tam jak błotnista kałuża.
Kobieta niewzruszenie szła w jej kierunku, w końcu zatrzymując się tuż przed nią i patrząc na nią bez wyrazu. Choć w środku było sucho, woda nieustannie spływała po jej chudej sylwetce, od czasu do czasu kapiąc na ciało Xiao Su.
Osłabiona dziewczyna spojrzała w górę i zobaczyła, jak potworzyca powoli podnosi ramę obrazu. Krzywy uśmiech wkrótce wpełzł na bladą, pozbawioną emocji twarz kobiety, a jej szkarłatne usta złowieszczo wygięły się w górę, wkrótce rozdzielając się na jej białych policzkach niepokojąco szerokim łukiem. Podkasając rękawy, zamachnęła się ramą, bezlitośnie uderzając nią o bezsilną dziewczynę.
– Aaaaach! – Żałosny wrzask wyrwał się z gardła Xiao Su. Złowroga ciemność groźnie wisiała nad nią, topiąc ją w mroku. Jej ciało zaczęło stawać się zimne, jej świadomość zaczęła się rozmywać, a wszystko wokół poczęło rozpływać się w cieniu… A potem świat stał się czarny.
***
Partner, który znajdował się na dole, szybko pobiegł na najwyższe piętro zamku i wkrótce potwierdził podejrzenia Lin Qiushiego.
– To ona! To ona! – Po zobaczeniu obrazu mężczyzna zaczął histerycznie krzyczeć, a jego rysy twarzy zabarwił czysty strach. – Była tak ubrana!
– A co jeśli ten obraz został namalowany wczoraj? – Drżący głos rozległ się z tłumu. – Skąd możesz być tak pewien?
– To nie mogło być wczoraj! – Mężczyzna był kompletnie załamany. Jego wyraz twarzy spochmurniał i wyglądał, jakby za kilka sekund miał zemdleć. Chciał dotknąć obrazu, ale nie odważył się wyciągnąć ręki. – Nie miała na sobie tych ubrań wczoraj! Przebrała się w nie dzisiaj!
Zamek rzeczywiście zapewnił im nowe ubrania do przebrania się, a każdy strój był absolutnie oszałamiający. Lin Qiushi również zobaczył świeże, elegancką odzież w swojej szufladzie, ale podobnie jak inni członkowie drużyny, nie odważył się w nią przebrać – w końcu to był świat koszmarów. Kto wie, co mogłoby się stać, gdyby się w nie ubrali. Nie potrafili zrozumieć, dlaczego dziewczyna o imieniu Xiao Su się do tego posunęła.
– Została zamieniona w obraz… – Mężczyzna zaczął mruczeć do siebie, niezrozumiale powtarzając to samo zdanie. – Została zamieniona w obraz…
– Co robiliście, zanim poszła do łazienki? – Pomimo uświadomienia sobie powagi sytuacji, Ruan Nanzhu nadal był chłodny i opanowany. Spokojnie nalegał: – Opowiedz to szczegółowo.
Mężczyzna zadrżał.
– Nic nie zrobiliśmy. Nic nie zrobiliśmy. Przyszliśmy tu tylko popatrzeć na obrazy, a potem ona poszła do łazienki…
– Czy któryś obraz szczególnie zwrócił waszą uwagę?
Mężczyzna pokręcił głową.
– Chodźmy obejrzeć łazienkę na szóstym piętrze – powiedział w końcu Ruan Nanzhu, widząc, że niczego się od niego nie dowie.
Wszyscy udali się do damskiej toalety na szóstym piętrze.
Ich inspekcja wykazała, że w łazience nie było niczego szczególnie godnego uwagi. Jednak Lin Qiushi cały czas miał niepokojące poczucie niespójności. Brwi Ruan Nanzhu również były zmarszczone, co wyraźnie wskazywało, że też czuł, iż coś jest nie tak.
– Chwila. – Lin Qiushi nagle coś sobie uświadomił. Jeszcze raz dokładnie się rozejrzał i w końcu zlokalizował źródło osobliwości. – Dlaczego w tym pomieszczeniu nie ma obrazów?
Gdy tylko to powiedział, wszyscy zauważyli, że coś jest nie tak.
Obrazy były wywieszone wszędzie. Czy to w łazienkach, sypialniach, studiach, korytarzu, praktycznie w każdym możliwym zakamarku był co najmniej jeden oprawiony obraz.
Jednak w łazience, w której się znajdowali, nie było ani jednego.
– Masz rację – powiedział Ruan Nanzhu. – A może to nie tak, że nigdy tu nie było żadnego obrazu, ale po prostu został stąd zabrany?
Nikt nie miał odpowiedzi na to pytanie. A jedyna osoba, która znała prawdę, stała się nieruchomym malunkiem.
W tłumie zapadła martwa cisza, niczym duszący koc.
Wkrótce głuche dźwięki dzwonów zamkowych przerwały ciszę, sygnalizując porę lunchu. Wszyscy posłusznie skierowali się na drugie piętro. Chociaż atmosfera była wyjątkowo nieprzyjemna i przygnębiająca, musieli napełnić żołądki i dać odpocząć ciału i umysłowi.
Dzisiejszym posiłkiem był, jak zwykle, stek.
Oprócz Ruan Nanzhu nikt nie miał nastroju na jedzenie. Ruchy mężczyzny były bardzo eleganckie i schludne. Pełen wdzięku sposób, w jaki kroił stek, był po prostu dziełem sztuki, niczym wspaniały obraz przedstawiający króla.
Być może dlatego, że był jedyną osobą w pokoju, która jadła z takim smakiem, oczy wszystkich zwróciły się na niego. Niemniej jednak Ruan Nanzhu był już przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi, więc spojrzenia, które przyciągał, nie przeszkadzały mu w najmniejszym stopniu. Spokojnie dokończył ostatni kęs steka i otarł usta, zanim zapytał:
– Co się stało? Nie smakuje ci?
– To nie tak… Po prostu nie mam teraz apetytu – odparł Lin Qiushi.
– To jest pyszne. – Ruan Nanzhu rozejrzał się dookoła i zaśmiał się przyjemnie. – To może być nasza ostatnia kolacja.
Lin Qiushi bezradnie westchnął.
– Te słowa mogą przynieść pecha.
– Więc mówisz mi, że kilka pogodnych słów powstrzyma kogoś przed śmiercią? – powiedział Ruan Nanzhu. – Może powinienem był powiedzieć coś innego. Niech ten rok będzie dla ciebie pomyślny? Mam nadzieję, że przeżyjesz długie, błogosławione życie? Wznoszę toast za ciebie i twoje wspaniałe zdrowie?
Lin Qiushi nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Mimo wszystko słowa Ruan Nazhu miały sens. Śmierć nigdy nie wybierała faworytów – ci, którzy mieli umrzeć, nieuchronnie umierali. Lepiej było po prostu to zaakceptować i cieszyć się każdą sekundą życia, ale niestety, łatwiej było to powiedzieć niż zrobić.
Widząc dobre intencje Ruan Nanzhu, Lin Qiushi nie miał innego wyjścia, jak tylko zjeść kilka kęsów posiłku.
Pani tym razem do nich nie dołączyła. Dopiero gdy wszyscy wstali ze swoich miejsc, niespiesznie weszła do sali, szybko ich mijając. Chociaż Lin Qiushi dostrzegł tylko jej profil, zauważył, że jej blada twarz stała się nieco jaśniejsza i pełniejsza, jakby właśnie skończyła jeść niezwykle sycący posiłek. Jej brwi były uniesione, a kąciki oczu zmarszczyły się w czystej rozkoszy. Ta głęboka przyjemność kłóciła się z jej upiorną twarzą, czyniąc ten widok tym bardziej przerażającym.
– Zdrzemnijmy się – zasugerował po obiedzie Ruan Nanzhu.
– Okej. – Tan Zaozao nie wyspała się poprzedniej nocy, więc dziś obudziła się całkowicie apatyczna. Nie spodziewała się jednak, że mężczyzna rzuci jej przelotne spojrzenie i powie:
– Ale ty nadal śpisz na podłodze.
– Nie możesz mi odpuścić i pozwolić spać w łóżku?
– Możesz spać w łóżku w swoim pokoju. A co do mojego łóżka… – Ton Ruan Nanzhu był chłodny i niesympatyczny. – Nie masz odpowiednich kwalifikacji.
Tan Zaozao zatkało. Ruan Nanzhu, ty parszywy sukinsynu.
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10
hahahahah kocham te dwojke, nie spodziewalam sie takiej swietnej novelki znalezc