Kaleidoscope of Death

Rozdział 37 – Starsza siostra Xu Jin25 min. lektury

Gdyby to był prawdziwy świat, pełnia księżyca pojawiałaby się tylko raz w miesiącu. Jednak to był świat za drzwiami, tajemnicze miejsce, w którym rozum i racjonalność nie istniały. Według tego, czego doświadczyli w ciągu ostatnich kilku dni, codziennie przeżywali te same chwile. Każdego dnia jedli te same posiłki, odwiedzali te same miejsca i słuchali przewodniczki, która mówiła te same kwestie.

Następnego ranka podłoga w ich pokoju nie była usiana krwawymi odciskami dłoni, a podejrzenia Lin Qiushiego potwierdziły się – Xu Jin zrywała z siebie skórę tylko po odwiedzinach terenu otoczonego pagodami, do którego wybierali się właśnie dzisiaj.

Ruan Nanzhu postanowił, że tym razem zabierze ze sobą bęben. Chociaż było to dość ryzykowne, nie miał wyboru, ponieważ nie mieli innego tropu. Mając to na uwadze, musiał podjąć odpowiednie działania i mieć nadzieję na najlepsze efekty.

Po kilku godzinach marszu dotarli w końcu na miejsce.

Wieża, która wcześniej przekształciła się w kościaną pagodę, powróciła do swojego pierwotnego wyglądu. Jej iglica sięgała wysoko, wznosząc się ponad chmury. Dodatkowo prawie połowa z niej była spowita gęstą mgłą na szczycie tej górskiej dziczy.

Zanim skierowali się prosto na szczyt pagody, przekazali Xu Jin Li Dongyuanowi, tłumacząc się, że wieża jest zbyt niebezpieczna dla dziewczyny takiej jak ona. Kobieta często się bała, więc powiedzieli, że najlepiej będzie, jeśli na razie pozostanie na dole pod czyjąś ochroną.

Xu Jin otworzyła usta w odpowiedzi, najwyraźniej chcąc iść z nimi, ale Li Dongyuan nie dał jej dojść do głosu. Uśmiechając się delikatnie, wyciągnął rękę i położył ją na jej ramieniu, uspokajając:

Nie martw się. Po prostu cierpliwie czekaj na nich tutaj ze mną. Będzie dobrze.

Xu Jin niepewnie skinęła głową.

Po załatwieniu tej sprawy ruszyli w stronę dachu.

Pamiętasz mural, który widzieliśmy przed tym incydentem wczoraj? – zapytał Ruan Nanzhu podczas wspinaczki.

Masz na myśli ten w małym pokoju, prawda? – Lin Qiushi nie mógł zapomnieć, nawet gdyby chciał.

Tak – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Wczoraj wieczorem dużo myślałem o przesłaniu, które za nim się kryje i myślę, że w końcu je zrozumiałem.

Co dokładnie?

Podczas gdy dyskutowali między sobą, w końcu dotarli na szczyt pagody. Skręcili za ostatni róg, gdy Cheng Qianli, który szedł przed nimi, nagle się zatrzymał. Chociaż nie wydał ani jednego dźwięku, Lin Qiushi wyraźnie widział przytłaczający strach wypełniający jego szeroko otwarte oczy.

Zaskoczony Lin Qiushi poczuł, jak jego serce zaczyna bić szybciej.

Co się stało? – szepnął.

Tam… ktoś tam jest… – Cheng Qianli sztywno odwrócił głowę, a w jego głosie słychać było przerażenie. – Na bębnie… ktoś siedzi…

Lin Qiushi zrobił krok do przodu, aby lepiej widzieć i wkrótce zobaczył ten sam widok, który sparaliżował Cheng Qianliego. Była to kobieta siedząca na małym czerwonym bębnie. Chociaż siedziała do nich tyłem, to już po samym ubraniu zdołali ją bez problemu rozpoznać.

To był Xu Jin, która miała być na dole z Li Dongyuanem!

Kobieta klęczała obecnie na bębnie, a jej postawa wydawała się niepokojąco zdeformowana, wręcz nienormalnie wykrzywiona. Powoli podniosła rękę.

Widząc, że zaraz uderzy w bęben, Ruan Nanzhu krzyknął:

Xu Jin, twoja starsza siostra cię szuka…!

Kobieta zatrzymała się, a jej ręka zawisła w powietrzu.

Zastanawia się, kiedy zamierzasz zwrócić jej skórę.

Xu Jin powoli obróciła głowę. Gdy tylko stanęła z nimi twarzą w twarz, wszystkim zaparło dech w piersiach – to, co było przed nimi, nie było znaną im Xu Jin, ale krwawą, wydrążoną maską z ludzkiej skóry.

Świeżo zdarta skóra zachowała kształt człowieka, jakby była podtrzymywana przez szkielet, co pozwoliło jej stać na powierzchni bębna bez zapadania się na podłogę. Byli w stanie nawet zobaczyć krwawe tkanki i organy ukrywające się pod tą cienką warstwą ciała. Cheng Qianli niemal wrzasnął, ale na szczęście w porę szczelnie zasłonił usta dłońmi, tłumiąc swoje krzyki przerażenia.

Xu…Jin? – Oddech Lin Qiushiego był lekko niespokojny, a zimny pot spływał mu po kręgosłupie. W tej chwili zaczął wątpić w siebie. Nie wiedział, czy żywa ludzka skóra przed nim to Xu Jin czy jej starsza siostra.

Ruan Nanzhu był najbardziej opanowany spośród całej trójki. Pomimo konfrontacji z tak makabrycznym widokiem, jego wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę. Wyjął flet z kości i spokojnie przyłożył go do ust, grając łagodną melodię.

Aaaaaaaaaaaaaa! – Z rozwartej dziury na twarzy bez końca wylewały się przenikliwe krzyki.

Słuch Lin Qiushiego był tak samo czuły jak zawsze. Nagłe i ogłuszające wrzaski prawie go sparaliżowały. Jego oczy przewróciły się w tył głowy i upadł na ziemię, bliski omdlenia. Zanim stracił przytomność, jak przez mgłę ledwo dostrzegł zakrwawioną ludzką skórę szaleńczo pędzącą w ich stronę.

Ktoś krzyczał. Kłótliwy głos stawał się coraz głośniejszy, coraz bardziej spięty. Ostre dźwięki dzwoniły mu w uszach, powodując ból głowy.

Walcząc z własnym ciałem, udało mu się lekko rozchylić powieki, tylko po to, by zobaczyć Ruan Nanzhu i Li Dongyuana. Wyglądało na to, że się o coś kłócą. Nie wyglądało to zbyt dobrze.

Zhu Meng, naprawdę przepraszam – mówił Li Dongyuan, próbując uspokoić rozmówcę. – Szczerze mówiąc, nie przewidziałem tego. To z pewnością przekroczyło moje oczekiwania.

Słysząc łagodne przeprosiny Li Dongyuana, Ruan Nanzhu pogardliwie syknął:

Gdyby przeprosiny miały jakikolwiek sens, nie byłoby potrzeby, aby ktokolwiek umierał.

Zawsze jest sposób, żeby to naprawić.

Ruan Nanzhu zaczął się wyraźnie uspokajać, gdy zobaczył, że Lin Qiushi się obudził. Niemal natychmiast jego nastawienie całkowicie się zmieniło. Jego oczy rozbłysły, a on sam z miejsca wczuł się w swoją nową rolę. Rzucił się na Lin Qiushiego i zapłakał tragicznie:

Och, mój najdroższy mężu, w końcu się obudziłeś! To było takie okropne! Byłam strasznie prześladowana, gdy cię nie było, ach! Inni nas lekceważyli i nękali, nazywając wdowami i sierotami! Po prostu nie pozwalali nam żyć w spokoju, aaach…

– …Wdowa i sierota?

Okej, załóżmy, że grasz wdowę, ale skąd do cholery wzięła się ta „sierota”?

Ruan Nanzhu wyciągnął rękę i mocno uderzył w głowę Cheng Qianliego, który zajmował się swoimi sprawami, żując suchy chleb z boku.

Głupi synu, twój ojciec cię woła!

Cheng Qianli spokojnie odłożył swoje mdłe jedzenie i, aż nazbyt zaangażowany w swoją rolę, przesadnie zawył:

Łaaa! Łaaaaa! Tato, najdroższa matka była prześladowana! Łaaa!

Cheng Qianli, otrząśnij się! Nie musisz wkładać tyle wysiłku w swoją rolę! Proszę, przestań podążać za scenariuszem Ruan Nanzhu, ach!

Próbując jak najlepiej kontrolować swój wyraz twarzy, Li Dongyuan obserwował występ tej dwójki z zaciśniętymi ustami. Wziął długi, głęboki oddech, pozornie tłumiąc emocje, i powiedział:

Kiedy stąd wyjdziemy, obiecuję, że spotkamy się ponownie.

Ruan Nanzhu prychnął pogardliwie, nie chcąc nic więcej do niego powiedzieć, ani nawet na niego spojrzeć.

Lin Qiushi pokręcił głową ze współczuciem. Naprawdę powinieneś odpuścić, póki masz szansę. Obawiam się, że kiedy stąd wyjdziesz i znów zobaczysz Ruan Nanzhu, przeżyjesz jeszcze większy szok.

Podniósł się z ziemi i energicznie potarł uszy. Wciąż czuł to nieprzyjemne uczucie brzęczenia.

Tak naprawdę… to co się stało?

Pędziła w naszym kierunku – stwierdził krótko Ruan Nanzhu.

A potem?

Potem przez jakieś dziesięć minut próbowałem przemówić jej do rozsądku.

Lin Qiushiego zatkało.

Wydawało się, że moje argumenty ją przekonały, więc odeszła.

– …Dobrze się bawisz?

Wyśmienicie.

– …Rozumiem. To dobrze.

Cóż, to w porządku, jeśli naprawdę dobrze się bawisz.

W końcu Ruan Nanzhu dokładnie wyjaśnił Lin Qiushiemu, co się przed chwilą wydarzyło. Kiedy upadł po usłyszeniu krzyków skórzanego potwora, Ruan Nanzhu wpadł w szał. Wykorzystując moment, w którym istota rzuciła się, by ich zaatakować, natychmiast rzucił się w stronę szkarłatnego bębna. Następnie uniósł wysoko kościany flet i wycelował nim w powierzchnię bębna, grożąc, że go zniszczy, jeśli ta bestia będzie dalej wywoływać zamieszanie i znowu go rozgniewa. Potwór najwyraźniej zachował część swojej inteligencji, ponieważ faktycznie się zatrzymał, po czym udał się do pobliskiej ściany i połączył z nią, ostatecznie znikając na ich oczach.

Po tym wszystkim Ruan Nanzhu i Cheng Qianli z wielkim trudem ciągnęli nieprzytomnego Lin Qiushiego na dół budynku, tylko po to, by dostrzec Li Dongyuana stojącego samotnie na pierwszym piętrze.

Ruan Nanzhu natychmiast zapytał o Xu Jin. Li Dongyuan po prostu wskazał na zewnątrz i powiedział, że wyszedł na szybkiego papierosa, a gdy się odwrócił, Xu Jin zniknęła mu z oczu i nie wiedział, dokąd pobiegła.

Ruan Nanzhu był niesamowicie wściekły, gdy to usłyszał i warknął na niego:

Zostawiłem ją pod twoją opieką, a ty tak ją pilnujesz? Przypuszczam, że to wszystko, co potraficie, co? Czy cały Biały Jeleń jest tak samo niewiarygodny? Pomyśleć, że przywódca nie potrafił nawet wykonać tak łatwego zadania i pozwolił, aby ważna wskazówka wymknęła mu się spod nosa.

Li Dongyuan był kompletnie zagubiony i nic nie rozumiał. Na szczęście w tym momencie obudził się Lin Qiushi, odciągając uwagę Ruan Nanzhu od tego człowieka. Ostatecznie „Zhu Meng” całkowicie zignorowała Li Dongyuana, nie zawracając sobie nim głowy.

Li Dongyuan gorzko się zaśmiał w sercu. Teraz był jeszcze ciekawszy prawdziwej tożsamości Ruan Nanzhu – naprawdę, trudno było znaleźć tak interesującą kobietę.

Gdy Lin Qiushi się obudził, odkrył, że Xu Jin zniknęła.

Zabierzemy ze sobą bęben, kiedy jutro wyjdziemy. – Xu Jin zaginęła i nikt nie wiedział, czy znowu się pojawi. Na widok Li Dongyuana nastrój Ruana Nanzhu stał się paskudny, a jego wyraz twarzy stwardniał. Lodowato dodał: – Powinniśmy byli zrobić to sami od początku.

Li Dongyuan zawstydzony stuknął się w nos i uśmiechnął się gorzko, a Lin Qiushi ze współczuciem poklepał go po ramieniu.

Siedząc na uboczu Cheng Qianli wciąż napychał się jedzeniem. Jego apetyt robił wrażenie i był naprawdę imponujący. Bez względu na to, ile obrzydliwych scen był świadkiem, po wszystkim wciąż mógł się najeść jak prosię.

Pod koniec dnia mina Ruana Nanzhu była niezwykle marsowa. Jak się spodziewali, Xu Jin nie pojawiła się nawet wtedy, gdy wróciła przewodniczka.

Gdy inni zauważyli, że w ich grupie brakuje jednej osoby, zaczęli ich zasypywać pytaniami. Ruan Nanzhu odpowiedziała wprost, że nagle zniknęła i nie wiedzą, dokąd poszła.

Dopóki nie dotarli do swoich rezydencji, Li Dongyuan nie odważył się podejść do Ruan Nanzhu, bojąc się, że jeszcze bardziej go sprowokuje. Po jedzeniu taktownie pochlebił Lin Qiushiemu, subtelnie prosząc go, aby po powrocie do pokoju uspokoił Ruan Nanzhu. Wyjaśnił, że nie chce, aby furia „kobiety” narastała, tylko po to, aby nagle wybuchnąć.

Lin Qiushi nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Ruan Nanzhu prawdopodobnie miał ważny powód, by być tak wściekłym, więc nie odważył się nawet spróbować go uspokoić. Poza tym wciąż było kwestią sporną, czy ten Li Dongyuan był przyjacielem, czy wrogiem. Lin Qiushi z pewnością nie chciał się z nim zbytnio zaznajomić.

Dzięki zniknięciu Xu Jin, tej nocy w końcu mogli spać spokojnie.

Ruan Nanzhu przyniósł bęben ze sobą. Nie był zbyt duży – miał mniej więcej rozpiętość dwóch dłoni. Jego drewniany korpus pomalowano na głęboki odcień czerwieni, a powierzchnia bębna była zrobiona z miękkiej ludzkiej skóry, naciągniętej na sztywno. Lekkie uderzenie dawało najpiękniejszy i najbogatszy tembr. Siedząc na łóżku i głaszcząc powierzchnię bębna, Ruan Nanzhu powiedział:

Kiedy przyniesiemy to ze sobą jutro, w końcu będę mógł potwierdzić swoje podejrzenia.

A tak w ogóle, co chciałeś wtedy powiedzieć? – Lin Qiushi przypomniał sobie, jak Ruan Nanzhu coś wyjaśniał, gdy wspinali się na pagodę, ale nie dane było mu dokończyć.

Siostry są siostrami, bez względu na wszystko. Jednak czy naprawdę się kochają, to zupełnie inna sprawa. Jeśli ona i jej starsza siostra rzekomo mają tak wspaniałą, pełną miłości relację, dlaczego Xu Jin tak stanowczo odmawia spotkania się z nią?

Wyciągnął rękę i delikatnie przesunął palcem po powierzchni bębna. Z perspektywy osoby z zewnątrz wyglądało to tak, jakby uśmiechał się bardzo czule. Jego obecny wyraz twarzy był łagodny, jakby fala delikatności przepłynęła przez jego rysy.

Po kolacji wszyscy poszli spać, aby wypocząć.

Dziś odwiedzili pagody, ale Xu Jin nagle zniknęła. Nikt jednak nie wiedział, czy pojawi się ponownie.

Kiedy leżał w łóżku, próbując zasnąć, Lin Qiushi stawał się dość niespokojny i nerwowy, ciągle się wiercił i przewracał.

Leżący na łóżku obok Ruan Nanzhu cicho zapytał, czy nie może zasnąć.

Tak… – wymamrotał mężczyzna.

Ruan Nanzhu wstał z łóżka i położył się obok niego. Wyciągnął ramiona i owinął je wokół talii towarzysza, przyciągając go bliżej do swojej klatki piersiowej. Jego ruchy były całkowicie naturalne, ponieważ robił to już wiele razy wcześniej. W ciągu kilku sekund ciało Lin Qiushiego dziwnie się rozluźniło. Niewyraźnie wymruczał:

Dlaczego zawsze tak dobrze śpię, kiedy mnie obejmujesz?

Może dlatego, że jestem najlepszym narkotykiem, jaki kiedykolwiek brałeś?

Może…

Chociaż nie wiedział, dlaczego zawsze spał tak spokojnie, gdy Ruan Nanzhu był przy nim, dzisiaj również szybko zasnął.

Myślał, że prześpi całą noc aż do świtu, nie budząc się, ale coś go w środku nocy wyrwało ze snu. Gdy odzyskał przytomność, poczuł dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Miał niepokojące uczucie, że ktoś go obserwuje. Lin Qiushi powoli otworzył oczy, widząc przed sobą twarz śpiącego Ruan Nanzhu. Ospale usiadł i rozejrzał się po pokoju, ale nie zobaczył niczego niezwykłego. Jednak gdy tylko pomyślał, że to wszystko mu się wydawało, coś zimnego uderzyło go w czubek głowy. Niespodziewanie kropla jakiegoś płynu spłynęła mu z czoła aż po podbródek.

Lin Qiushi natychmiast zamarł w miejscu. Ostrożnie uniósł głowę, zauważając kucające na suficie mokre od lepkiej krwi stworzenie w kształcie człowieka. Przekrzywiło głowę na bok i obdarzyło go złowieszczym uśmiechem.

O, kurwa! – Mimo że był psychicznie przygotowany na coś takiego, i tak ogarnęło go śmiertelne przerażenie. Jego serce biło jak szalone, a ciało gwałtownie drżało, ale zmusił się do zachowania spokoju.

Przez chwilę Lin Qiushi i ta rzecz patrzyli na siebie beznamiętnie, nawet na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego. Jej długie, chude palce wkrótce wyciągnęły się w stronę mężczyzny. Jej cel był jasny jak słońce – celowała w jego skalp.

Lin Qiushi szybko opuścił głowę, by uniknąć jej ataku. Był cały spocony od stóp do głów. W tej chwili paznokcie stworzenia zmieniły się w ostre ostrza i wiedział, że jeśli go choć trochę zadrasną, jego skóra z pewnością zostanie rozszarpana.

Skóra… skóra… – To było tak, jakby to były jedyne słowa, jakie to złowrogie stworzenie mogło wypowiedzieć. Jego szalone czarne oczy wpatrywały się fanatycznie w delikatną, białą skórę Lin Qiushiego, wyraz na jego twarzy był podobny do potrzeby i pragnienia, wręcz nienasyconego głodu.

Próbując uciec przed potworem, Lin Qiushi stoczył się z łóżka. Ruan Nanzhu wciąż spał głęboko i wydawał się zupełnie nieświadomy tego, co się teraz dzieje. Na szczęście stworzenie nie wydawało się być zainteresowane nikim innym. Nagle rzuciło się na Lin Qiushiego.

Mężczyzna obrócił się na pięcie i ruszył prosto w stronę drzwi, ale ku swemu wielkiemu nieszczęściu odkrył, że są zamknięte.

Skóra… Skóra… – Stworzenie uśmiechnęło się złośliwie na ten widok. Dziwne bulgotanie wydobywało się z głębi jego gardła. – Skóra… Chcę twojej skóry…

Lin Qiushi przez chwilę był w rozsypce. Uważnie rozejrzał się po otoczeniu, zauważając worek leżący obok poduszki Ruan Nanzhu. W środku znajdował się szkarłatny bęben, który zabrali z pagody.

Szybko rzucił się w jego stronę, wyciągnął bęben i uderzył dwukrotnie w jego powierzchnię.

Bam, bam. Melodyjny ton instrumentu rozbrzmiał w całym pomieszczeniu, a potwór natychmiast zamarł. Wyraz twarzy stworzenia wkrótce zmienił się w coś nienaturalnego, wyglądało wręcz, jakby bardzo się czegoś bało. Jego oczy biegały po całym pomieszczeniu, tak jakby czegoś szukało. Niebawem istota uciekła przez okno w szaleńczym popłochu.

Lin Qiushi obserwował tę ucieczkę, zanim wypuścił powietrze, wzdychając głęboko z ulgą. Teraz gdy niebezpieczeństwo ustało, pochylił głowę i zdrętwiał ze zdziwienia.

Możliwe, że użył zbyt dużej siły, gdyż delikatna powierzchnia bębna została rozdarta, odsłaniając jego puste wnętrze. Ale tym, co go absolutnie zaszokowało, był kryjący się w środku przedmiot.

To był piękny brązowy klucz.

Na pierwszy rzut oka wydawał się raczej niepozorny, prawdopodobnie niewarty uwagi. Jednak Lin Qiushi był dobrze zaznajomiony z tym kluczem i znał jego znaczenie, ponieważ wcześniej używał identycznego do otwierania ciężkich żelaznych drzwi.

Kurwa, kurwa. – Lin Qiushi w końcu zrozumiał, co się stało. W głębi duszy rzucał niekończące się przekleństwa na tego sukinsyna, Li Dongyuana. Nigdy by się nie spodziewał, że facet da im zupełnie bezużyteczną replikę!

Ach, co mam zrobić z tym bębnem? – Po tym, jak Lin Qiushi wyłowił klucz, zbadał leżący przed nim rozerwany bęben z ludzkiej skóry i zaczęła go boleć głowa. – Zastanawiam się, czy da się go naprawić.

Przez chwilę obracał instrument w dłoniach, po czym postanowił się poddać. Jutro zapyta Ruan Nanzhu, czy ma jakiś pomysł.

Z tą myślą oszołomiony mężczyzna wrócił do łóżka i w końcu zasnął. Następnego ranka Lin Qiushi obudził głos Ruana Nanzhu. Gdy tylko otworzył oczy, zobaczył, jak ten surowo strofuje Cheng Qianliego.

Cheng Qianli, czy potajemnie grałeś na bębnie wczoraj wieczorem?!

Nie zrobiłem tego! Przysięgam, że tego nie zrobiłem! To bęben z ludzkiej skóry, na litość boską! Jaką frajdę sprawia dotykanie czegoś takiego? A co dopiero zabawa nim! – zaprzeczał niewinny chłopak.

Ruan Nanzhu podejrzliwie zmrużył oczy, patrząc na niego.

Naprawdę tego nie zrobiłeś?

Cheng Qianli jęknął żałośnie.

Arghhhhh, dlaczego mi nie wierzysz…

Och, no ciekawe dlaczego. Naprawdę chciałabym ci uwierzyć, ale czy muszę ci przypominać, kto rozbił kostkę rubika w poprzednich drzwiach? Kto zniszczył jedyny trop, jaki udało nam się odnaleźć?

To dlatego, że się nudziłem…

A teraz się nie nudzisz?

Na granicy płaczu i wyrywania sobie włosów, Cheng Qianli krzyczał w duchu. Z powodu jego przeszłych wykroczeń i błędów, jego słowa nie miały żadnej wiarygodności. Co do cholery mógł zrobić, żeby udowodnić Ruan Nanzhu, że nie zepsuł tej cholernej rzeczy?!

Podczas gdy sfrustrowany Cheng Qianli pogrążał się w żalu, Lin Qiushi, który z poczuciem winy siedział na łóżku, słabo podniósł rękę i przyznał:

Ja to zrobiłem…

Ruan Nanzhu odwrócił się, spoglądając na Lin Qiushiego.

Ach, więc to byłeś ty.

Prostując plecy, Cheng Qianli uniósł brodę i napiął pierś, szczęśliwy, że sprawiedliwość szybko nadeszła. Uśmiechnął się promiennie od ucha do ucha, nie mogąc się doczekać, aż ten starszy brat surowo skarci Lin Qiushiego. Niecierpliwie czekał, aż kara spadnie na niego, jednak nieoczekiwanie się rozczarował.

Gdyż następne słowa, które wyszły z ust brata Ruana, brzmiały:

To nic wielkiego. Po prostu uważaj następnym razem, okej?

Cheng Qianli zdębiał. Czy ty sobie ze mnie, kurwa, żartujesz? Uważaj następnym razem?! To było całkowicie niesprawiedliwe! Czy ja jestem jakimś znienawidzonym dzieckiem macochy?! A może nic niewartym głupcem, którego znaleziono na śmietniku?!

Lin Qiushi był trochę zawstydzony, więc szybko opowiedział, co się stało. Po wysłuchaniu jego relacji Ruan Nanzhu zapytał go, czy został ranny podczas tego całego zamieszania. Lin Qiushi pokręcił głową, zanim wyjął z kieszeni brązowy klucz, mówiąc:

Nie, ale znalazłem klucz w bębnie…

Ruan Nanzhu wpatrywał się w klucz w milczeniu przez trzy sekundy, po czym wyrzucił z siebie serię wulgaryzmów.

Najwyraźniej ten facet, Li Dongyuan, nie był tak niewinny ani nieszkodliwy, jak się wydawał. Nigdy nie powiedział im, co zobaczył, gdy wszedł do pagody z kości, ale pomyśleć, że wręczył im fałszywy klucz jako zapłatę za współpracę! Gdyby Lin Qiushi nie spotkał tego potwora wczoraj wieczorem, nie uderzył w bęben, by uniknąć śmierci z jego ręki, nieumyślnie go nie rozerwał i nie znalazł klucza w środku, nadal o niczym by nie wiedzieli.

Powinienem był się domyślić, że coś jest na rzeczy, kiedy tak łatwo oddał mi klucz. Powiedział, że w zamian chce po prostu wskazówki, jak dostać się do następnych drzwi, jasne. – Usta Ruan Nanzhu wygięły się w pogardzie, a on zacisnął mocniej dłoń na kluczu. – Jak się okazało, miał coś takiego w zanadrzu.

Lin Qiushi mimo wszystko czuł wobec niego lekki podziw. To było wręcz niewiarygodne, że wpadł na pomysł przygotowania podrobionego klucza.

Xu Jin boi się tego bębna. Ponieważ bęben zniknął, nie mamy wiele czasu. Obawiam się, że będzie nam o wiele trudniej uciec, kiedy następnym razem na nią wpadniemy – powiedział Ruan Nanzhu, chowając prawdziwy klucz do kieszeni.

Lin Qiushi skinął głową, całkowicie zgadzając się z towarzyszem. Chociaż powód był nieznany, było jasne, że Xu Jin szczególnie polubiła właśnie jego. Pozostali zawsze spali jak zabici, więc to on musiał budzić się każdej nocy, aby zapewnić im bezpieczeństwo.

Dziś przyniesiemy bęben do świątyni. Wkrótce powinniśmy wrócić do domu.

Naturalnie, lepiej byłoby, gdyby stało się to wcześniej niż później. Lin Qiushi szczerze nie chciał ponownie spotkać się z Xu Jin w nocy.

Li Dongyuan najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, że jego plan został ujawniony. Wciąż miał czelność swobodnie do nich podejść i poufale przywitać się z Ruan Nanzhu. Mówiąc szczerze, jego atrakcyjny wygląd i wzorowe zachowanie były naprawdę mylące. Chociaż Lin Qiushi doskonale zdawał sobie sprawę, że mężczyzna przed nim był kompletnym draniem, jakoś zatrzymywał się za każdym razem, gdy dostrzegał jego delikatny uśmiech.

Jak zwykle, stosunek Ruan Nanzhu wobec niego był daleki od życzliwości. Dziś również potraktował go bez litości, odganiając go kilkoma chłodnymi słowami.

Heh. – Patrząc na wycofującą się postać Li Dongyuana, Ruan Nanzhu prychnął złośliwie. – Czyż nie byłoby ciekawie zobaczyć, jak wspaniałe zlecenie, które podjął Biały Jeleń, kończy się fiaskiem? Zastanawiam się, jak Li Dongyuan wziąłby odpowiedzialność za reperkusje wynikające z nieudanego zadania.

Po śniadaniu grupa udała się do świątyni. Nadal nie natrafili na ślad Xu Jin, ale skoro pojawiła się w ich pokoju wczoraj wieczorem, mogli tylko założyć, że najprawdopodobniej podążała za przewodniczką. Mając to na uwadze, podejrzewali, że ukrywała się gdzieś w otaczającej ich dziczy.

Ponownie kierując się ku świątyni, Lin Qiushi miał spokojne serce i umysł. Zamierzając ponownie wspiąć się na szczyt świątyni, szybko znaleźli drabinę, której wcześniej użyli. Tym razem chcieli ofiarować bęben stworzeniu na dachu.

Obecne zadanie było niezwykle ryzykowne. Lin Qiushi wielokrotnie podkreślał, jak niebezpieczna będzie to misja, ale Ruan Nanzhu nalegał, by pójść z nim, zostawiając na dole niecierpliwego Cheng Qianliego z niepokojem wpatrującego się w drabinę.

Ruszyli dalej, ostrożnie wspinając się na górę. Lin Qiushi jako pierwszy wszedł na drewnianą platformę. Gdy dotarł na szczyt, odkrył, że kałuże gęstej krwi i rozrzucone kawałki surowego mięsa podwoiły się od jego ostatniej wizyty. Krwawe szczątki wydawały się należeć do dwóch osób, które dwa dni temu żywcem obdarto ze skóry.

Ruan Nanzhu wdrapał się na platformę za nim. To był jego pierwszy raz na dachu. Po obejrzeniu otoczenia, jego wzrok powędrował w stronę gęstej dżungli w pobliżu.

Co się dzieje? – Lin Qiushi zauważył subtelną zmianę w jego wyrazie twarzy.

Wygląda na to, że coś nas śledzi – stwierdził Ruan Nanzhu. – I to odkąd wyszliśmy.

Czy to może być Xu Jin?

Możliwe. Dajmy jej najpierw bęben.

Lin Qiushi skinął głową.

Podążając krawędzią platformy, miarowo zmierzali w kierunku środka dachu świątyni. Z każdym stawianym przez nich krokiem bęben z ludzkiej skóry pod nimi wydawał solidny dźwięk.

Wokół było strasznie cicho. Gęsta mgła, która wcześniej przesłaniała wzrok Lin Qiushiego, całkowicie się rozwiała. Wszystko było dziwnie spokojne, dziwnie niesamowite.

Ruan Nanzhu nie zapuszczał się zbyt daleko. Wybrał odpowiednie miejsce i położył bęben na ziemi, zanim powiedział na głos:

Twoja młodsza siostra odmówiła przyjścia, więc przynieśliśmy jej bęben.

Gdy tylko to powiedział, cały świat jakby zamarł, a przenikliwa cisza ogarnęła okolicę. Wszystko zdawało się zamrożone w miejscu, nawet wiatr w końcu ustał.

Stały rytm bębna rozbrzmiewał z daleka, nabierając intensywności. Kłęby gęstej mgły nagle rozlały się po ziemi, zmierzając w ich kierunku i wkrótce ich otaczając.

Bam, bam, bam, bam. Coś w głębi tej zasłaniającej wszystko mgły wściekle uderzało w powierzchnię bębna. Każde potężne uderzenie zdawał się przepełniać oburzeniem i gniewem. Było tak, jakby grający w końcu dawał upust wszystkim przytłaczającym emocjom, których nie mógł już dłużej tłumić w swoim sercu.

Gdzie ona jest? – Głos dziewczyny rozbrzmiał wokół nich. – Gdzie ona jest?! To takie bolesne! Ach, to takie bolesne…!

Lin Qiushi zobaczył dziewczynę wyłaniającą się z mgły. Widząc bęben, który przyniósł Ruan Nanzhu, przyciągnęła do niego swoje ciało rękoma, a następnie delikatnie położyła dłonie na jego poszarpanej powierzchni.

Nie moje! Nie moje…! – krzyknęła histerycznie. – Przyprowadźcie ją tutaj! Przyprowadźcie ją tutaj!

Gwałtownie chwyciła instrument i zaczęła go szarpać ze wszystkich sił.

Lin Qiushi nie wiedział, czy to tylko wytwór jego wyobraźni, ale mógłby przysiąc, że usłyszał żałosne krzyki dochodzące z oddali w chwili, gdy rozerwała bęben.

Dziewczyna zdawała się również to słyszeć. Jej krwawe usta natychmiast szeroko się otworzyły, a ich końce wygięły się w czystej ekstazie.

Jesteś… Jesteś… – Gorąco uderzyła dłońmi o powierzchnię pod ich stopami. Niemal natychmiast groteskowe potwory bez skóry z ostrymi nożami wyskoczyły ze świątyni i rzuciły się w stronę pobliskiej dżungli.

Lin Qiushiemu zabrakło słów. Ruan Nanzhu zaś widocznie poczuł ulgę i uśmiechnął się ironicznie.

Relacja tych sióstr rzeczywiście nie jest tak pełna miłości, jak nam się wydawało. – Następnie podniósł głowę i spojrzał na dzicz w oddali.

Czy to już koniec? – zastanawiał się Lin Qiushi.

Ruan Nanzhu opuścił błyszczące spojrzenie.

Być może.

W końcu, kto nie chciałby, aby ten piekielny świat szybciej dobiegł końca?

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: