Kaleidoscope of Death

Rozdział 31 – Nagła ulewa26 min. lektury

Ruan Nanzhu zamarł na chwilę, słysząc te słowa, a w następnej chwili powstrzymał Lin Qiushiego przed dalszym przyjrzeniem się tej sprawie.

Po prostu zignoruj to na razie. Najpierw znajdźmy Cheng Qianliego – wyszeptał.

Lin Qiushi w końcu przypomniał sobie, że mają ze sobą jeszcze jednego towarzysza. Nie widział nawet cienia chłopaka od poranka i nie miał pojęcia, dokąd później poszedł, więc ostatecznie odsunął od siebie te myśli i o nim zapomniał.

Widząc, jak wchodzą głębiej do świątyni, Xu Jin zadrżała i przerażona wyjąkała:

Gdzie idziecie? Nie mówcie, że chcecie iść dalej? To miejsce jest takie straszne!

Lin Qiushi westchnął.

Tak, wchodzimy, ale tylko żeby szybko rzucić okiem.

Nawet się nie zatrzymał, obserwując otoczenie.

Sama świątynia była dość duża, a pusta i przestronna główna sala znajdowała się w jej najgłębszej części. Przed nią wzniesiono posąg Buddy i kilka ołtarzy kadzidlanych. Wyglądało to tak, jakby mieszkańcy wioski często odwiedzali to miejsce, aby złożyć hołd i się pomodlić.

Dalej było wiele mniejszych, oddzielnych pomieszczeń, z których większość była zamknięta. Przez okno Lin Qiushi dostrzegł coś, co przypominało posąg, ale nie mógł tego wyraźnie zobaczyć, ponieważ było zasłonięte czerwoną zasłoną.

Naprawdę chcę wejść i to sprawdzić – mruknął niewyraźnie Ruan Nanzhu.

Tam coś jest. – Xu Jin gwałtownie pocierała ramiona, by stłumić gęsią skórkę. – Aach, to takie straszne…

Gdy Ruan Nanzhu ją usłyszał, odwrócił się przodem Lin Qiushiego i lekko oparł się o jego ciało. Z oczami błyszczącymi od nieuronionych łez, spojrzał na niego i słabo zawołał:

Bracie Linlin, tak się boję.

Zaczynamy od nowa, pomyślał Lin Qiushi. Nie musiał nawet patrzeć na Ruan Nanzhu, by wiedzieć, że tamten znowu pogrąża się w swojej roli wątłej damy w opałach. Nie wiedząc, czy ma płakać, czy się śmiać, Lin Qiushi po prostu chwycił jego dłoń i postanowił grać razem z nim, delikatnie pocieszając:

Nie bój się. Jestem tu dla ciebie.

Widząc to, Xu Jin zazgrzytała zębami z nienawiści. Bez wątpienia bezlitośnie pluła wulgaryzmami w duchu, przeklinając tę parę psów całym sercem.

Ruszyli dalej. Po przejściu długiego korytarza w końcu dostrzegli Cheng Qianliego.

W tym momencie chłopak stał w kącie, zwrócony twarzą do ściany i wpatrywał się w nie wiadomo co.

Słysząc odgłos kroków zbliżających się z tyłu, Cheng Qianli odwrócił głowę, zauważając Lin Qiushiego i pozostałych. Przywołał ich gestem.

Chodźcie, wy też na to spójrzcie. Tu jest jakiś mural.

Malowidło ścienne? Jestem Yu Linlin. Jak masz na imię?

Mów mi Mu Yu. A te dwie piękne kobiety to…?

Xu Jin i Ruan Nanzhu się przedstawili.

Och, wy biedactwa. Naprawdę macie pecha. – Cheng Qianli pokręcił głową z litości. – Pomyśleć, że tak piękne dziewczyny wkraczają w tak upiorny świat…

Prawda? Jestem taka przerażona – zapiszczała Xu Jin. W końcu znalazła towarzysza, przed którym mogła wyładować wszystkie swoje żale. Zrobiła się tak emocjonalna, że aż prawie się zakrztusiła. – To całe miejsce jest takie dziwne i straszne. Już nawet nie wiem, co się dzieje. – Otarła kąciki wilgotnych oczu i pociągnęła nosem. Jej żałosny wygląd wzbudził litość w sercach gapiów.

To wygląda na lokalny zwyczaj. – Głos Ruan Nanzhu odciągnął uwagę Cheng Qianliego od obecnego tematu. Wyciągnął rękę i lekko dotknął ściany. – Ten mural został niedawno namalowany lub ktoś często go konserwuje, aby utrzymać w dobrym stanie. Kolory są dość świeże.

Tak myślisz? Ale co ten rysunek ma przedstawiać? Naprawdę tego nie rozumiem… – Cheng Qianli całkowicie zignorował Xu Jin, która stała u jego boku.

Świętują narodziny dziecka – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Widzimy dwa noworodki, jeden symbolizuje księżyc, a drugi słońce… Noworodek symbolizujący księżyc lubi bić w bębny, podczas gdy ten symbolizujący słońce się ukrywa. – Wyraz wątpliwości i konsternacji przemknął przez jego rysy, po czym powtórzył: – Ukrywa się?

Co to ma znaczyć? – Lin Qiushi nie mógł zrozumieć przesłania stojącego za muralem.

Nie wiem – powiedział Ruan Nanzhu. – Po prostu opisałam, co widzę. Nie jestem też do końca pewna, co ma oznaczać ukrywanie noworodka.

Xu Jin, która po raz kolejny została pozbawiona uwagi otoczenia, bo pewna osoba ukradła jej światło reflektorów, cierpko zauważyła:

Wygląda na to, że sporo wiesz, co, wielka damo?

Ruan Nanzhu lekko się uśmiechnął.

Nie zapytałaś mnie o wiek, więc dlaczego tak mnie nazywasz? Mam wrażenie, że jestem młodsza od ciebie. Mam zaledwie dwadzieścia lat, a ty?

– …mam dwadzieścia trzy lata.

Aha, więc technicznie rzecz biorąc, to ty jesteś wielką damą.

Xu Jin wściekała się z powodu Ruan Nanzhu. Jej usta były zaciśnięte w grymasie, a spojrzenie przypominało sztylety.

Lin Qiushi obserwował tę scenę z boku i uznał ją za bardzo zabawną. Ten facet był naprawdę uzależniony od drażnienia i prowokowania innych kobiet.

Czy znaleźliście jakieś schody prowadzące na drugie piętro? – zapytał Cheng Qianli. – Słyszałem muzykę dochodzącą ze szczytu świątyni. Czy możliwe, że jest tutaj jakiś mnich?

Mówiąc o muzyce, Lin Qiushi przypomniał sobie hałas, który słyszał w głównej sali. W tym momencie jego zmysł słuchu był niesamowicie wyostrzony, więc mógł łatwo wykryć źródło dźwięku. I to głównie dzięki temu był pewien, że dźwięk dochodzi z sufitu. Im dalej byli od tego miejsca, tym mocniej hałas cichł.

Nic takiego nie znaleźliśmy – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Kontynuujmy poszukiwania.

Pierwotna grupa szesnastu osób była obecnie podzielona. Wszyscy rozproszyli się po tej ogromnej, pustej świątyni, całkowicie zagubieni i nieświadomi lokalizacji swoich towarzyszy. Grupa Lin Qiushiego szła korytarzem, tylko po to, by spotkać w połowie drogi trzy lub cztery kolejne osoby. Nie wiedzieli, dokąd zawędrowali pozostali.

Niemniej jednak w tej chwili Lin Qiushi nie miał ani cierpliwości, ani siły, by przejmować się innymi. Bardziej martwiło go, które obszary świątyni przeszukać i gdzie znaleźć więcej wskazówek, które mogłyby wskazać lokalizację klucza.

Maszerowali dalej, aż w końcu dotarli do celu.

Okazało się, że korytarz prowadził na otwarte pustkowie wypełnione skałami i kamieniami. Oprócz nich znajdowały się tam także wysokie, wyniosłe platformy zbudowane z drewna. Nie wydawały się mieć żadnego szczególnego zastosowania. Wznosiły się tak wysoko, że żadne z nich nie było w stanie zobaczyć, co się na nich znajdowało.

Może pójdę to sprawdzić? – zasugerował Lin Qiushi.

Jasne, ale zrobimy to razem – odparł Ruan Nanzhu.

Nie. Nie ma potrzeby, żebyś też szła. – Lin Qiushi nie czułby się najlepiej, gdyby chorowity Ruan Nanzhu musiał się wspinać, więc nalegał: – Pójdę sam.

Dołączę do ciebie – wtrącił się Cheng Qianli. – Pójdziemy razem, a reszta może zostać tutaj i pilnować. Jeśli coś się stanie, ostrzeżcie nas.

No dobrze, sprawdźcie to, ale jeśli coś będzie nie tak, natychmiast zejdźcie.

Obok znajdowała się drewniana drabina, ale była niezwykle wąska i strasznie wysoka. Wspinaczka po niej na pewno zajęłaby im wieki, jednak głównym celem Lin Qiushiego było zobaczenie, co znajduje się na platformie. Co ważniejsze, tak wysoka platforma praktycznie dałaby im pełny widok na otoczenie. Po wejściu na górę powinni mniej więcej być w stanie ocenić swoje obecne położenie.

Cheng Qianli powoli podążył za Lin Qiushim i zaniepokojony szepnął:

Co się dzieje z bratem Ruanem? Dlaczego jest taki blady? Dlaczego wygląda na tak chorego?

Nie czuje się najlepiej – wyjaśnił Lin Qiushi – Prawdopodobnie jego ciało i stan psychiczny nie powróciły jeszcze do normy po ostatnich drzwiach.

Och. A co z tą dziewczyną Xu Jin?

Kolejna nowicjuszka. Nie chciałem wzbudzać podejrzeń, więc zgodziłem się, by nam towarzyszyła.

Rozmawiali, powoli wspinając się po drabinie, aż dotarli na szczyt. Lin Qiushi, który objął prowadzenie, ostatecznie stanął na ostatnim szczeblu i wszedł na platformę. Szybko pożałował, że w ogóle zaproponował wejście tutaj. Na całej powierzchni leżały kawałki zmielonego mięsa, kości i pasma czarnych włosów. Były wciąż świeże, bez śladów rozkładu ani gnicia – wyglądało to tak, jakby zostały tu wyrzucone całkiem niedawno.

Nie wchodź. – Lin Qiushi powstrzymał towarzysza. – Tutaj są tylko trupy.

Cheng Qianli zatrzymał się w pół kroku i rzucił wulgarnym przekleństwem.

O, kurwa!

Chociaż Lin Qiushi naprawdę chciał łudzić się, że grudki mięsa i krwawe kości pochodzą od innych stworzeń, wyraźnie dostrzegł w tym groteskowym stosie przedmioty przypominające ludzkie czaszki. Czarne, głębokie otwory patrzyły na niego martwo, wywołując u niego straszne uczucie, jakby czaszki były żywe i czekały na jego śmierć.

Schodzimy, szybko. – Lin Qiushiego wkrótce ogarnęło złowieszcze przeczucie. Czując, że coś jest strasznie nie tak, błyskawicznie się wycofał.

Nie marnując ani sekundy, Cheng Qianli natychmiast odpowiedział. Wydał z siebie energiczne chrząknięcie i zaczął schodzić po drabinie. Lin Qiushi miał się właśnie odwrócić i pójść za nim, gdy usłyszał, jak Ruan Nanzhu krzyczy z dołu:

Nie odwracaj się…!

Ostrzeżenie przyszło trochę za późno. Lin Qiushi odwrócił się tyłem do platformy i natychmiast poczuł parę rąk na plecach. W mgnieniu oka gwałtowna siła uderzyła w jego ciało, pchając je do przodu.

Platforma miała cztery metry wysokości, a ostre skały i twarde kamienie pokrywały ziemię pod nią. Nie było wątpliwości, że upadek z tej wysokości oznaczałby śmierć lub poważne obrażenia.

Na szczęście Cheng Qianli był wystarczająco szybki, by go złapać. Obaj stoczyli się po drewnianych stopniach wysokiej drabiny, ale na szczęście nic się nie stało i żaden z nich nie został ranny.

Z wielkim trudem Lin Qiushi zebrał siły, by podnieść się z ziemi. Nie odważył się już dłużej pozostać przy platformie. Cheng Qianli również zeskoczył gorączkowo z ostatniego szczebla i odskoczył daleko od drabiny.

Kurczę! Kurwa! Kurwa, kurwa! To mnie śmiertelnie przestraszyło! – wypluł na bezdechu Cheng Qianli. Chłopak był przerażony na śmierć. Zimny pot spływał mu po całym ciele i nie mógł przestać się trząść. – Co się stało, Yu Linlin? Poślizgnąłeś się czy coś?

Nie – zaprzeczył Lin Qiushi. – Zostałem popchnięty.

Naprawdę nie było tam nikogo? Kiedy schodziliście, nagle na skraju platformy zobaczyliśmy dwie ręce… – Xu Jin ze strachem opowiadała, czego była świadkiem. – I pchnęły Yu Linlina.

Linlin – zaczął Ruan Nanzhu. – Na plecach twojej koszuli są dwa odciski dłoni.

Lin Qiushi zaniemówił. Natychmiast wykręcił ciało i nerwowo pociągnął za koszulę, próbując zobaczyć jej tył. Rzeczywiście, znajdowały się tam dwa krwawe odciski dłoni. Nie były ani małe, ani duże, coś pomiędzy rozmiarem dłoni małego dziecka a dorosłego. Niemniej jednak nie powinno ich być na jego plecach.

To chyba nie jest platforma przeznaczona do niebiańskich pochówków1, prawda? – To była pierwsza myśl Lin Qiushiego po zobaczeniu szczątków na szczycie. No po prostu nie dało się połączyć ze sobą tych dwóch faktów.

Ale normalnie nie znajdziesz dużych ptaków ani padlinożerców, jedzących zgniłe mięso w tak gęstej dżungli – stwierdził Cheng Qianli. – Więc co właściwie zjadło te zwłoki?

Co innego mogłoby to być? Zapewne istota, która pchnęła Yu Linlina w dół. – Ruan Nanzhu zamknął oczy i wziął głęboki oddech. – Byłam nieostrożna. Nie powinnam była pozwolić ci iść na górę. – Na jego twarzy malował się cień zmęczenia. Wydawał się wyniszczony, jakby wyczerpał wszystkie swoje zdolności umysłowe i był na skraju załamania.

Źle się czujesz? Jesteś zmęczona? – zapytał pospiesznie Lin Qiushi. – Najpierw wróćmy i odpocznijmy.

Ruan Nanzhu mruknął na zgodę. I tak powoli zaczęli wracać.

Xu Jin również widziała to, co Ruan Nanzhu, więc naturalne było, że ich opisy tego incydentu były podobne. W chwili, gdy Lin Qiushi się odwrócił, para poplamionych krwią rąk, należących do małego dziecka, wysunęła się w jego stronę. Składały się z samego mięsa i kości. Nie było skóry, tylko różowa, zwisająca tkanka i szkarłatne mięśnie chroniące kruche kości. W ciągu kilku chwil te dziwaczne ręce przyczepiły się do pleców Lin Qiushiego, ostatecznie spychając go z platformy. To był pierwszy raz, kiedy Xu Jin miała jakąkolwiek styczność z istotami nadprzyrodzonymi, więc była co najmniej zszokowana i mocno zaniepokojona.

Jednak Lin Qiushi nie miał ani serca, ani energii, aby się o nią martwić, ponieważ zdał sobie sprawę, że stan Ruan Nanzhu był krytyczny. Widząc, że jego cera była bardziej niż blada, natychmiast zaproponował, że go poniesie. Ruan Nanzhu nie odmówił i po prostu w milczeniu oparł się na plecach Lin Qiushiego, po czym szybko zasnął.

Jak mogła tak po prostu zasnąć? – Xu Jin nie była w stanie pojąć, jak ktokolwiek mógłby spokojnie spać w takiej sytuacji. Chwilę wcześniej była przerażona na śmierć, przesuwała oczami jak przestraszony kurczak i trzęsła się od stóp do głów. Nawet wczoraj wieczorem nie mogła zasnąć we własnym łóżku ze strachu, ale spójrzcie na nią teraz! Odpoczywa na czyichś plecach, a wręcz śpi jak dziecko, nie przejmując się niczym! Ta dziewczyna na pewno musiała udawać!

Może ta pani po prostu źle się czuje – odparł Cheng Qianli.

Nie dotarli jeszcze do głównej sali, gdy usłyszeli głośny hałas. Wyglądało na to, że coś się tam wydarzyło.

Po prostu zniknął w holu! – Kobieta jęczała i bełkotała. – Poszłam tylko obejrzeć posąg Buddy, a kiedy się odwróciłam, już go nie było!

Znajdowaliśmy się cały czas w pobliżu i nie widzieliśmy nikogo wychodzącego głównym wejściem – powiedziała inna osoba. – Czy to możliwe, że poszedł na korytarz?

Niemożliwe! Jak on mógł tak szybko tam dotrzeć?! Jestem pewna, że tam nie poszedł…!

Z Ruan Nanzhu na plecach, Lin Qiushi wkroczył na scenę. Cheng Qianli szybko podążył za nim z tyłu, wystąpił na front grupy i zapytał, co się dzieje.

Najwyraźniej dwie osoby spotkały się w tym miejscu, czekając na dołączenie trzeciej, gdy nagle jedna z nich rozpłynęła się w powietrzu. Oboje znajdowali się w sali, gdy to się stało. Od samego początku nikt nie znalazł niczego dziwnego ani niezwykłego, nie było żadnych oznak przestępstwa ani innych osobliwości.

W tych przerażających światach zaginięcie było synonimem śmierci. Jednak najgorsze, że nikt z nich nie wiedział, w jaki sposób doszło do tej sytuacji.

O czym rozmawialiście, czekając w świątyni? – zapytał Meng Yu. – Czy może któreś z was powiedziało, gdzie teraz zamierzacie pójść?

Kobieta ukazała oszołomiony wyraz twarzy. Po chwili namysłu wydawało się, że coś sobie przypomniała. Jej oczy rozszerzyły się i zamarła.

Co się stało? – Meng Yu zauważył dziwne zmiany, jakie zaszły w kobiecie.

Zanim zniknął, rozmawialiśmy o tym, że coś było na suficie… – wyszeptała, powoli spoglądając w górę.

Wszyscy zamilkli na jej słowa.

Muzyka nie ustawała, odkąd weszli do świątyni. Na początku myśleli, że dochodzi z drugiego piętra, ale po dokładnych oględzinach odkryli, że nie ma żadnych schodów. Atramentowa ciemność przesłoniła wzrok wszystkich, zasłaniając większość widoku przed nimi, więc nie mogli zobaczyć, co było na suficie. Niektórzy uważali, że było to niedogodnością, ale nigdy by się nie domyślili, że tak naprawdę było to błogosławieństwo, służące dla ich ochrony.

Ci, którzy zobaczyli, co znajdowało się na suficie, byli skazani na śmierć.

Po wysłuchaniu tego, co kobieta miała do powiedzenia, pierwszą reakcją wszystkich było spuszczenie głów i unikanie patrzenia w górę.

Meng Yu z kolei nie wydawał się być ani trochę przestraszony. Spojrzał w na sufit i zauważył:

Ten budynek ma co najmniej sześć metrów wysokości. Bez źródła światła praktycznie nie da się zobaczyć, co jest nad nami. Skoro tak, to jak doświetlili szczyt?

Telefonem? – zasugerował Lin Qiushi.

Meng Yu odwrócił się, by na niego spojrzeć.

Dokładnie.

Tak naprawdę większość ludzi nie zabiera ze sobą telefonu do świata drzwi. Lin Qiushi pytał o to Ruan Nanzhu, na co ten po prostu odpowiedział, że zabieranie go ze sobą może być niebezpieczne, ale z drugiej strony nie ma w tym nic złego. Poza tym nie było tak, że nie wolno było go mieć. Po prostu trzeba było go pilnować, bo w tak szalonym świecie łatwo było o zgubienie praktycznie wszystkiego. Mimo tego Lin Qiushi wyrobił sobie nawyk zabierania telefonu ze sobą do świata drzwi i kiedykolwiek miał wolny czas w nocy, grał na nim w gry.

Wynośmy się stąd – syknął cicho jeden z członków grupy, który nie mógł już znieść tej ponurej atmosfery. – I tak nie możemy znaleźć żadnych wskazówek.

Meng Yu spojrzał na zegarek.

Jeśli chcesz wyjść, to wyjdź. Została jeszcze ponad godzina, zanim wróci nasz przewodnik.

Ale na zewnątrz pada deszcz. – Xu Jin była tak przerażona, że po prostu chciałaby się zwinąć w małą kulkę w tym ogromnym tłumie.

Pada deszcz? – powtórzył Lin Qiushi. – Kiedy zaczął padać deszcz?

Właśnie teraz, w trakcie waszej rozmowy.

Można było rozsądnie stwierdzić, że nawet najlżejsza mżawka będzie generować miękkie odgłosy kropli uderzających o różne powierzchnie, a jednak trwająca ulewa była całkowicie bezdźwięczna jak niemy film. Nawet ze swoim wyostrzonym zmysłem słuchu Lin Qiushi nie mógł wychwycić najmniejszego dźwięku.

Ulewa była wyjątkowo dziwna i ci, którzy wcześniej chcieli odejść, nie odważyli się już ruszyć ze swojego miejsca.

Podczas patrzyli, jak cichy deszcz spadał z nieba, niepokojąca muzyka nadal grała. Nagle jednak ucichła, a złowroga cisza dusiła całą świątynię.

Ale cisza… – powiedział Xu Jin. – To takie przerażające…

Lin Qiushi zmarszczył brwi.

Nie słyszysz tego?

Xu Jin przechyliła głowę ze zdziwieniem.

O czym mówisz?

Dźwięk bębna… Ktoś wali w bęben.

Początkowo na twarzach wszystkich gości malowało się zdziwienie, ale wkrótce bębnienie stało się głośniejsze. Kiedy wszyscy byli w stanie je usłyszeć, pojawiły się inne dźwięki, najwyraźniej towarzyszące stałemu rytmowi bębna.

Brzmiało to tak, jakby ktoś wyważył drewniane drzwi, co wywołało niskie skrzypnięcie. Lin Qiushi natychmiast wyczuł, że coś jest strasznie nie tak. Delikatnie potrząsnął Ruan Nanzhu, aby się obudził i nalegał:

Zhu Meng, nie powinnaś już spać. Coś jest nie w porządku.

Ruan Nanzhu powoli otworzył oczy.

Zasnęłam?

Tak. I coś jest nie tak.

Co się dzieje?

Dźwięk bębnów…

Gdyby to był tylko odgłos bębna, nie byłoby powodu do obaw. Jednak Lin Qiushi wyraźnie słyszał dźwięki czegoś zbliżającego się do nich, z głębi korytarza, przez który właśnie przeszli.

Ruan Nanzhu pozostał przez chwilę w bezruchu, jakby wciąż próbował obudzić się z mglistego snu. Następnie uspokoił towarzysza:

Nie bój się. Nie mogą nas wszystkich zabić naraz.

Szmer, szmer. Wkrótce pozostali również zaczęli słyszeć odgłosy dochodzące z korytarza. Dźwięk był coraz bliżej i bliżej, coraz głośniejszy. Chociaż światło świecące w tej świątyni było raczej słabe, wszyscy mogli wyraźnie dostrzec, co zbliżało się do nich z wnętrza korytarza.

To była grupa obdartych ze skóry ludzi. Przykucnięci przy ziemi i ciągnący za sobą długi, ostry nóż, rzucili się w stronę głównej sali. Wyraz czystego przerażenia i paniki malował się na twarzach tych, którzy ich zobaczyli. A niektórzy, którzy mieli niską tolerancję na takie przerażające doświadczenia, zaczęli wrzeszczeć na cały głos.

Uspokójcie się wszyscy! – Meng Yu próbował uspokoić panikujący tłum. – Oni niekoniecznie nas zabiją!

Ty pieprzony skurwysynu! Jak możesz tak mówić?! Spójrz na nich! – Żółtowłosy nowicjusz w końcu się złamał. Gorączkowo wymachując ramionami, młodzieniec przeklinał i krzyczał, zanim wybiegł przez drzwi. – Wy pieprzeni idioci tylko czekacie tutaj na swoją śmierć! Wychodzę!

Mrożący krew w żyłach wyraz przemknął przez twarz Meng Yu. Wyglądało to tak, jakby czuły uśmiech, który zwykle gościł na jego twarzy, był jedynie iluzją. Jednak ta zmiana w jego wyrazie twarzy trwała zaledwie ułamek sekundy.

Nie martwcie się. Światy drzwi nigdy nie zostawiłyby nas bez wyjścia z tej sytuacji. Jest nas zbyt wielu, by wszystkich nas zabili . Nie wolno wam jednak wybiegać tak bezmyślnie!

Jakby na potwierdzenie jego słów, młody blondyn, który właśnie wyskoczył przez drzwi, wydał przerażający wrzask, po czym z jego ciała trysnęła czerwona krew.

Ruan Nanzhu, który leżał na plecach Lin Qiushi, otworzył usta i oświadczył:

To nie jest deszcz.

Hę? – Lin Qiushi osłupiał.

To są ostrza.

Lin Qiushi w końcu wydawał się rozumieć, co się dzieje.

Histeryczny młodzieniec, który wybiegł ze świątyni, ostatecznie zapłacił wysoką cenę. W mgnieniu oka jego skóra została rozdarta przez ulewny deszcz ostrzy. Z każdą mijającą sekundą coraz bardziej rozcinały jego ciało, zrywając więcej skóry i mięsa, a gęsta krew tryskała na wszystkie strony. Przypominało to trochę dawną karę tysiąca cięć. Przerażeni patrzyli, jak całe istnienie młodzieńca powoli zamieniało się w rozdrobnione mięso i płynącą krew. Nieustanne, rozdzierające krzyki nowicjusza ich ogłuszały.

Młodzieniec próbował wrócić do świątyni, ale bezskutecznie. Potykał się i zataczał niezliczoną ilość razy, przez rany zaczęła przezierać biel kości, a jego żałosne krzyki nie ustawały. Było tak, jakby ostrza celowo unikały uderzenia w jakiekolwiek newralgiczne miejsca, powoli go torturując i obierając żywcem ze skóry.

Xu Jin poczuła mrowienie na plecach na ten okropny widok. Nie mogła powstrzymać torsji.

Pozbawione skóry potwory, które wybiegły z korytarza, pohukiwały z podniecenia.

W końcu okropne krzyki młodzieńca ustały i upadł na ziemię. Wszystko, co po nim pozostało, to szkielet, na którym nie było prawie żadnych skrawków mięsa.

Potwory rzuciły w jego stronę i zaczęły obżerać. Starannie pochłonęły każdy kawałek mięsa i organ, który został zdarty z kości nowicjusza. Nie pozostał nawet ślad po krwi, gdy skończyły ucztować. Po nasyceniu nie zwracały uwagi na żywe istoty w świątyni i wkrótce się rozproszyły, jakby nigdy ich tam nie było.

Nastrój wewnątrz świątyni był nie do opisania – jednocześnie straszny i uroczysty. Ani jedna osoba nie przemówiła, ani jedna się nie poruszyła.

Co się właśnie stało? – zapytał ktoś z tłumu. – Co to cholera było…

Kto wie.

Czy wciąż możemy stąd wyjść? – Xu Jin trzęsła się ze strachu. Piskliwym głosem, pełnym przerażenia, zapytała: – Czy skończymy martwi, jeśli spróbujemy wyjść na zewnątrz?

Prawdopodobnie nie – mruknął Lin Qiushi. – Wszyscy zgodziliśmy się spotkać z przewodnikiem na zewnątrz, nie wspominając o tym, że już prawie nadeszła pora naszego spotkania.

Będziemy musieli wyjść na zewnątrz? A co jeśli znowu zacznie padać? – Serce Xu Jin nie chciało się uspokoić. Ten masakryczny widok sprzed chwili spowodował, że wszystkim ze strachu krew zamarła w żyłach.

Mówiłem już, że drzwi nie pozostawią nas w sytuacji bez wyjścia, w której wszyscy będziemy skazani jednocześnie na śmierć. – Meng Yu nie był poruszony. Spokojnie analizował sytuację, jakby była ona czymś naturalnym. – Jeśli wszyscy zrobią to samo, mogę zapewnić cię w stu procentach, że nikt nie spotka się z żadnym wypadkiem.

Słysząc, co zostało powiedziane, Ruan Nanzhu lekko się zaśmiał. Lin Qiushi zapytał go, dlaczego się śmieje, ale mężczyzna tylko się uśmiechnął i pokręcił głową.

Ten Meng Yu jest całkiem interesującym facetem.

Lin Qiushi nie zrozumiał znaczenia słów Ruan Nanzhu i tym bardziej nie mógł pojąć, dlaczego nazwał go „interesującym”.

Co twoim zdaniem się stanie, jeśli wszyscy popełnią ten sam błąd? – zapytał cicho Ruan Nanzhu.

Wszyscy byśmy umarli? – powiedział Lin Qiushi. – Ale czy on nie powiedział, że takie coś jest niemożliwe?

Z jednej strony to prawda, ale potwór może po prostu zabić kogokolwiek zechce. Dopóki choć jedna osoba pozostaje przy życiu, pozostali są celami.

Lin Qiushi szybko zrozumiał.

Teraz pytanie brzmi, dlaczego Meng Yu celowo wprowadza wszystkich w błąd?

Lin Qiushi pogrążył się w kontemplacyjnym milczeniu.

Gdy rozmawiali między sobą, z zewnątrz rozległ się wyraźny głos przewodnika. Radośnie krzyknęła:

Zbierzcie się, zbierzcie się! Wychodźcie szybko, wszyscy! Poczekam na was tylko pięć minut.

Usłyszawszy ten głos, wszyscy odetchnęli z ulgą. Wierząc, że teraz można wyjść na zewnątrz, tłum powoli opuścił świątynię.


Komentarz autorki

Romans i krew to coś, o czym postanowiłam napisać przypadkowo. Autorka spokojnie zapala cygaro na cześć perypetii swojego życia. Przyjaciele, postarajmy się nie brać sobie do serca każdego szczegółu tej powieści, ponieważ nie powinna być traktowana zbyt poważnie.

Teraz wyjaśnię szczegółowo niektóre zasady dotyczące drzwi.

Drzwi są podobne do egzaminu wstępnego, który jest podzielony na dwanaście poziomów, przy czym z każdym kolejnym poziomem trudność wzrasta – poziom pierwszy jest najłatwiejszy, a poziom dwunasty jest najtrudniejszy. Ruan Nanzhu zdał swój dziesiąty „egzamin”, więc gdy wraca, aby zdać piąty „egzamin” (czyli drzwi Cheng Qianliego) on mu się w ogóle nie liczy. Ludzie mogą ominąć drzwi tylko wtedy, gdy spełnione są pewne warunki. Mogą być w stanie przeskoczyć kilka drzwi, tak jak zrobił to Lin Qiushi, korzystając z drzwi Cheng Qianliego. Dzięki temu bezpośrednio ominął dwa poziomy (trzecie i czwarte drzwi), przeskakując z drugich drzwi prosto do piątych.

Jednak pierwsze drzwi dla wszystkich nowicjuszy są wyjątkowe. Można je uznać za „test predyspozycji” lub coś w tym rodzaju. Im bliżej śmierci, tym trudniejsze będą pierwsze drzwi. Na przykład, jeśli ktoś umrze w ciągu kilku najbliższych minut, jego pierwsze drzwi mogą być piątymi drzwiami innej osoby, w przeciwieństwie do kogoś, kto może umrzeć za kilka miesięcy, którego pierwsze drzwi mogą być trzecimi drzwiami kogoś innego. Kiedy przeżyje swoje pierwsze drzwi, zostaną one również przeliczone od początku, ponieważ ta osoba nie będzie już na skraju śmierci (przejście przez pierwsze drzwi wydłuży jej życie). Innymi słowy, drugie drzwi są technicznie najłatwiejszymi drzwiami. Niemniej jednak, gdy przechodzi przez więcej drzwi, trudność będzie wzrastać, niezależnie od tego, czy jej życie zostało wydłużone.

Tak więc ludzie, którzy naturalnie weszli do swoich drzwi, przeszli już mniej więcej tyle samo poziomów, co inni w tym samym świecie. Oznacza to, że większość osób w piątych drzwiach będzie mniej więcej na swoich piątych drzwiach. Niektórzy z nich mogą być jak Lin Qiushi, przeskakujący do swoich piątych drzwi, niektórzy mogą być na swoich czwartych drzwiach, a może nawet szóstych. Jednak jest bardzo mało prawdopodobne, aby zobaczyć kogoś, kto jest na swoich dziesiątych drzwiach, wchodzącego do drzwi o drugim poziomie trudności.

Oczywiście, jest więcej wyjątków i zasad, a to, czy ktoś inny może wejść przez drzwi z własnymi przedmiotami i wskazówkami, będzie spojlerem, więc będziecie musieli czytać dalej, aby zobaczyć, co się stanie. Do tego czasu nie będę już więcej wyjaśniać.

Na koniec warto wspomnieć, że rak wątroby Lin Qiushiego był w zaawansowanym stadium, ale przeszedł w fazę wczesną po przekroczeniu pierwszych drzwi.


1. Niebiański pochówek – buddyjska i zaratustriańska forma pochówku, spotykana w Azji, podczas której zwłoki stają się żerem dla ptaków drapieżnych.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: