Kiedy coś się rozpocznie, to nie można tego cofnąć i wrócić do początku.
Śmierć Xiao Yi wydawała się jedynie sygnalizować preludium końca, złowieszczo podnosząc kurtynę, aby pokazać makabryczną grę śmierci. Zeng Ruguo i Zhong Chengjian zginęli tragicznie w ciągu zaledwie dwóch krótkich dni, jednak sierp śmierci jeszcze się nie zatrzymał. Następnego dnia tuż po zmartwychwstaniu gospodyni pojawiła się czwarta ofiara.
To nie jedno z nich umarło, a młoda dziewczyna, Xiao Shi.
Tym razem Xu Xiaocheng jako pierwsza odkryła ciało. Gdy tylko weszła do łazienki, wrzasnęła wniebogłosy i natychmiast wybiegła, histerycznie krzycząc:
– Kolejna osoba umarła! Kolejna osoba umarła!
– Kto umarł? – zapytała Tang Yaoyao.
– Nie wiem. Wyglądało na to, że to jedna z tamtych dziewczynek. – Oczy Xu Xiaocheng zrobiły się okrągłe ze strachu. Chociaż dostrzegła zwłoki, jej reakcja była znacznie spokojniejsza niż wcześniej. Przynajmniej nie zaczęła wymiotować. – Nie miałam odwagi, żeby się na nią dłużej gapić. Po prostu rzuciłam bardzo szybkie spojrzenie, a potem natychmiast stamtąd wybiegłam.
Usłyszawszy to, grupa udała się w stronę łazienki. W chwili, gdy weszli do środka, natknęli się na szczątki.
Trup Xiao Shi nie wyglądał lepiej niż Xiao Yi, którą zamordowano nożem. Wszystkie kończyny i organy były chaotycznie rozrzucone po podłodze, tworząc okropny bałagan. Można było sobie niemal wyobrazić brutalność, jaka miała miejsce, jak bardzo ciało zostało pokrojone i zmiażdżone.
Jednak tym razem wszyscy zachowali względny spokój. Lin Qiushi rzucił okiem na krwawą scenę i potwierdził, że Xiao Shi była tak martwa, jak to tylko możliwe — wręcz bardziej martwa być nie mogła.
Ruan Nanzhu przez cały czas nie wypowiedział ani słowa. Stał w bezruchu. Lin Qiushi szeptem zapytał go, o czym myśli.
– Nic ważnego – odpowiedział beztrosko Ruan Nanzhu. – Jestem po prostu ciekawa, jak zareaguje matka, gdy zobaczy tę scenę.
Na myśl o tej kobiecie wszystkim zrobiło się słabo.
A jednak było tak, jak głosi przysłowie – gdy o wilku mowa, on się pojawia. Ruan Nanzhu ledwie wspomniał o gospodyni, gdy ta niespodziewanie pojawiła się tuż przy drzwiach łazienki. Tym razem się nie rozpłakała. Z zadziwiająco spokojną postawą i wyrazem twarzy, który nie mógł być bardziej beznamiętny, chwyciła mopa w jedną rękę i plastikowy worek w drugą. Następnie opuściła głowę i w milczeniu zaczęła zbierać szczątki córki, robiąc to bardzo powoli.
Ani jedno wypowiedziane słowo nie przerwało tej pantomimy. Słychać było tylko lepkie, chlupoczące dźwięki mokrego mopa ciągniętego po gęstej krwi. Kobieta umiejętnie zapakowała części ciała, a następnie w milczeniu odciągnęła pełny worek.
– Mam naprawdę złe przeczucie. – Cera Tang Yaoyao zbladła. – A wy?
– Ja tak samo. – Zhang Xinghuo przełknął ślinę. – Czy naprawdę wszyscy możemy dożyć przyjęcia urodzinowego?
Do przyjęcia urodzinowego pozostały tylko dwa dni, ale ten moment wydawał się niezwykle odległy. Czas wlókł się niemiłosiernie powoli, gdy człowiek czuł się fatalnie.
Nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie Zhang Xinghuo. W takim świecie niczyje życie nie było zagwarantowane i sam fakt, że wciąż żyli, był już błogosławieństwem. W tym momencie polegali wyłącznie na szczęściu, aby przetrwać.
Tego popołudnia Tang Yaoyao zachorowała i wróciła wcześnie do swojego pokoju, aby trochę odpocząć.
Lin Qiushi przypomniał sobie, co wydarzyło się poprzedniego dnia i taktownie przypomniał jej, aby była ostrożna i uważała na siebie.
Tang Yaoyao nie wzięła sobie jego słów do serca. Skinęła tylko głową, odwróciła się na pięcie i odeszła. Xu Xiaocheng spojrzała na jej oddalające się plecy i niepewnie rozchyliła usta, by coś powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnowała i postanowiła pozostać cicho.
– Co się stało? – Lin Qiushi zapytał Xu Xiaocheng, widząc jej zrozpaczoną minę.
–Nic. – Xu Xiaocheng pokręciła głową. – Myślę po prostu, że byłoby trochę bezpieczniej dla wszystkich trzymać się razem.
– Nie ma znaczenia, czy jest bezpiecznie, czy nie – powiedział Zhang Xinghuo. – Nawet jeśli wszyscy trzymają się teraz razem, będziemy musieli się rozdzielić, gdy nadejdzie noc.
To była, rzeczywiście, smutna prawda. Lin Qiushi westchnął w duchu.
Ponura atmosfera zepsuła wszystkim humory i nikt nie miał serca na pogawędki.
Po zjedzeniu prostej kolacji Ruan Nanzhu oznajmił, że jest zmęczony. Następnie wstał ze swojego miejsca i pociągnął Lin Qiushiego ze sobą z powrotem do przypominającego trumnę pokoju.
– Co się stało? – zastanawiał się Lin Qiushi. – Dlaczego tak się dzisiaj spieszysz?
Ruan Nanzhu się nadąsał.
– Po prostu chcę z tobą pobyć przez chwilę… Nie mogę?
– …Mów. Co się dzieje?
– Myślę, że wiem, gdzie są drzwi.
Lin Qiushi uniósł brwi ze zdumienia.
– Wiesz, gdzie są drzwi?
– To tylko przypuszczenie. Najpierw muszę to zweryfikować. To będzie bardzo niebezpieczne, więc powinieneś po prostu…
– Idę z tobą. – Lin Qiushi już wiedział, co zamierza powiedzieć Ruan Nanzhu, więc natychmiast mu przerwał. – Chociaż prawdopodobnie nie będę mógł ci pomóc, przynajmniej będziesz miał kogoś u boku. Dwie osoby, które się o siebie troszczą, są lepsze niż jedna. – Zacisnął usta, a jego głos stał się o oktawę niższy, znacznie poważniejszy. – Wiem, że teraz jestem słaby, ale jeśli coś ci się stanie…
Na ustach Ruan Nanzhu pojawił się słaby uśmiech.
– Ach, racja, jeśli coś złego mi się stanie, to zostaniesz wdowcem.
Lin Qiushi zamilkł.
– I nie jestem na tyle miły, żeby pozwolić ci znaleźć inną kobietę. Nie, nie pozwolę na to.
Lin Qiushi westchnął głęboko.
– Okej, szefie, czy możemy przestać się wygłupiać i już iść?
Ruan Nanzhu wyciągnął rękę i poklepał Lin Qiushi po pośladkach, po czym powiedział:
– Dobrze, chodźmy.
Lin Qiushiego zatkało. Naprawdę nie potrafisz trzymać swoich niegrzecznych rąk przy sobie?!
Kilka minut później pojawili się na klatce schodowej. Jak poprzednio, z drzwi prowadzących na dach zwisał masywny, zardzewiały zamek, pokryty nierozpoznawalnymi plamami, który prawdopodobnie nie był używany od dłuższego czasu. Jednak Lin Qiushi zauważył, że na zamku pojawiły się nowe ślady, których wcześniej tam nie było. Wyglądało to tak, jakby ktoś go niedawno otworzył. Szczególnie w pobliżu dziurki od klucza widać było ślady otarć.
– Czy ktoś wszedł na dach? – Lin Qiushi natychmiast przypomniał sobie zakazane drzwi, których nie powinno się otwierać w bajce i głośno się zastanawiał: – Czy to są te drzwi?
– Być może – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Nie jestem jednak pewien, więc planuję pójść na górę i to sprawdzić. Ty zostań tutaj i bądź czujny.
Lin Qiushi skinął głową.
Ruan Nanzhu zdjął spinkę do włosów i zaczął grzebać w kłódce. Jeśli chodzi o tę dziedzinę, był wyjątkowo zręczny. Szybko i bez wysiłku sprawnie otworzył zamek.
Z głośnym kliknięciem kłódka wkrótce upadła na ziemię. Żelazne drzwi wydały lekkie skrzypnięcie, gdy Ruan Nanzhu stopniowo je uchylał.
Gdy zostały całkowicie otwarte, cały dach był wyraźnie widoczny. Chociaż na zewnątrz panowała całkowita ciemność, Lin Qiushi mógł całkiem dobrze dostrzec, co przed sobą widzi. Na dachu leżały niezliczone wypchane czarne worki, które wydawały się strasznie znajome. Tak naprawdę widział podobny worek zaledwie tego popołudnia — identyczny został użyty przez tę kobietę do spakowania zmasakrowanego ciała jej córki.
Jednak w tej właśnie chwili miał przed oczami setki tych worków.
– Tsk. – Ruan Nanzhu cicho cmoknął językiem, po czym odwrócił głowę, by spojrzeć na Lin Qiushiego. – Wygląda na to, że mamy kłopoty.
– Co?
– A co, jeśli te drzwi nie dotyczyły trzech sióstr, lecz jajek?
Zanim Lin Qiushi zdążył odpowiedzieć, Ruan Nanzhu wszedł na dach.
– Ale skoro już przeszliśmy taki kawał drogi…
Lin Qiushi zamilkł. Przyjacielu, myślisz, że jesteś na wakacjach czy coś? Przyjechaliśmy do tego pieprzonego miejsca tylko po to, żebyś mógł przywieźć ze sobą jakieś pamiątki?
Ruan Nanzhu wyszedł na dach, rozglądając się na lewo i prawo, jakby czegoś szukał.
Lin Qiushi obserwował, jak krąży po dachu, przeszukując teren, aż w końcu zatrzymał się na rogu. Czarne torby leżały jedna na drugiej, odpychając ciekawskie spojrzenia.
Lin Qiushi uważnie patrzył, jak jego towarzysz pochyla się i zaczyna przeszukiwać worki, próbując coś znaleźć. Ale właśnie wtedy usłyszał odgłos lekkich kroków, których źródło wydawało się zmierzać prosto w ich kierunku.
– Nanzhu! Ktoś idzie!– krzyknął cicho Lin Qiushi. – Wyjdź stamtąd natychmiast…!
Ruan Nanzhu mruknął w odpowiedzi, ale nie wykazywał żadnych oznak, że zamierza się ruszyć ze swojego miejsca.
Kroki były coraz bliższe. Zimny pot spływał po czole i plecach Lin Qiushiego. Chociaż nie wiedział, kto się zbliża, miał poważne przeczucie, że najlepiej będzie, jeśli ta osoba nie dowie się, że byli na dachu.
– No dobra. – Ruan Nanzhu najwyraźniej w końcu znalazł to, czego szukał, i wstał. Na szczęście ruszał się dość szybko. Natychmiast pobiegł z powrotem do drzwi, zamknął je i zawiesił kłódkę — jego ruchy były bezbłędne i błyskawiczne.
Nieznana osoba była już tuż-tuż.
Lin Qiushi natychmiast przejął inicjatywę. Poruszając się szybciej niż błyskawica, pośpiesznie złapał dłoń Ruan Nanzhu, pchnął go na ścianę i przycisnął swoje ciało do jego. Ich oddechy mieszały się ze sobą, ciała były splecione, a klatki piersiowe się stykały, pozwalając im poczuć bicie ich serc. Wyglądali jak para pochłonięta swoimi namiętnościami i intymnością.
– Kto idzie? – Gdy odgłos kroków się zbliżył, Lin Qiushi lekko przekręcił głowę. Uczucia przerażenia i niepokoju, które próbował ukryć, były całkowicie widoczne na jego twarzy. – Kto tam?
Nie było żadnej odpowiedzi.
Ruan Nanzhu rzucił Lin Qiushiemu znaczące spojrzenie. Obaj rozdzielili się i zeszli na dół, jednak nie dostrzegli ani żywej duszy. Było tak, jakby kroki, które właśnie usłyszeli, stanowiły jedynie wytwór ich wyobraźni.
– Nikogo tu nie ma? – Lin Qiushi był sceptyczny.
Ruan Nanzhu pokręcił głową i wskazał róg.
Lin Qiushi podążył za palcem i spojrzał we wskazanym kierunku, by odkryć ślady krwi – wyglądały, jakby ktoś wlókł coś po ziemi. Patrząc na tę scenę, pierwszą rzeczą, o której pomyślał Lin Qiushi, były te czarne worki wypełnione ludzkimi szczątkami.
– Nieźle – zauważył Ruan Nanzhu. – Linlin, twój refleksi jest nienaganny.
– Na szczęście – odruchowo odparł Lin Qiushi. Jego dłonie były mokre od potu, więc przez chwilę wycierał je o spodnie. – Więc co znalazłeś?
– Powiem ci, kiedy wrócimy do pokoju.
Ponieważ pokój miał słabą izolację akustyczną, nie mogli rozmawiać zbyt głośno. Ruan Nanzhu pochylił się w stronę Lin Qiushiego tak blisko, jak tylko mógł, i najcichszym głosem, jaki udało mu się wydobyć, wyjawił:
– Znalazłem drzwi.
– Naprawdę? – Lin Qiushi nie spodziewał się, że znalezienie drzwi pójdzie tak gładko. – Na dachu?
– Tak, na podłodze dachu. Były przykryte tymi torbami pełnymi zwłok – odparł Ruan Nanzhu. – Podejrzewam, że klucz pojawi się w dniu przyjęcia urodzinowego. Musimy wykorzystać tę okazję, gdy nadejdzie czas.
– Jasne. – Nie wiedział dlaczego, ale zawsze czuł się wyjątkowo swobodnie w towarzystwie Ruan Nanzhu. Teraz, gdy tamten już znalazł sposób na wydostanie się z tego okropnego miejsca, mógł w końcu rozluźnić napięte ramiona i odetchnąć z ulgą.
– Teraz śpij – powiedział Ruan Nanzhu. – Musimy jeszcze trochę wytrzymać, a potem będziemy wolni.
Następnego ranka wszyscy zebrali się w salonie.
Ponieważ ciało Tang Yaoyao było poplamione krwią, Lin Qiushi poświęcił jej szczególną uwagę, ale gdy ją zobaczył, okazało się, że nic złego jej się nie przydarzyło. Całkowicie bez szwanku przybyła na czas i zjadła z nimi śniadanie.
– Chcę dziś zejść na dół i sprawdzić sytuację – oznajmił nagle Ruan Nanzhu. – Te dwie osoby, które też tu mieszkają, powinny mieć jakieś informacje.
– Pójdę z tobą – powiedział Lin Qiushi.
Tang Yaoyao oświadczyła, że nie chce nigdzie iść. Przez ostatnie dwa dni biegała na dół po schodach, ale całkowicie daremnie, bo nie mogła uzyskać żadnych informacji. Albo zatrzaskiwano jej drzwi przed nosem, albo komunikacja była niezwykle utrudniona. Co więcej, najgorsze było to, że winda przestała działać, więc musieli pokonywać ponad dwanaście pięter schodów. Za każdym razem, gdy z nich korzystali, nie mogli pozbyć się wrażenia, że są postaciami z horroru walczącymi o życie.
– W takim razie możesz zostać tutaj. Pójdę na dół z Yu Linlinem – stwierdził Ruan Nanzhu.
– Chcę do was dołączyć – powiedziała szybko Xu Xiaocheng. Nieśmiało spojrzała na Ruan Nanzhu, zanim opuściła wzrok na ziemię. – Czy mogę, starsza siostro Zhu Meng?
– To zależy od ciebie. – Obojętny wyraz twarzy Ruan Nanzhu pokazał, że zupełnie go to nie obchodzi.
I tak poszli we troje. Lin Qiushi po drodze zauważył, że drzwi do sypialni były uchylone, a niewielka szpara między framugą a drzwiami odsłaniała parę wścibskich oczu. Wyglądało na to, że ostatnia z trojaczków, Xiao Tu, potajemnie ich obserwowała.
Jednak w chwili, gdy jej linia wzroku skrzyżowała się ze spojrzeniem Lin Qiushiego, natychmiast się odwróciła. Niedługo po tym uchylone drzwi zamknęły się ponownie.
Widząc to, Lin Qiushi zmarszczył brwi.
Zejście z czternastego piętra na czwarte bez użycia windy było prawdziwą udręką. Klatka schodowa była ciemna i wąska, ze stęchłym zapachem typowym dla starych budynków.
– Kiedy będę mogła opuścić to miejsce? – zapytała Xu Xiaocheng, gdy schodzili na dół. – Starsza siostro Zhu Meng, bardzo się boję. Każdego dnia żyję w strachu.
– Wkrótce – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Po prostu wytrzymaj jeszcze dwa dni.
Wychudzona i blada Xu Xiaocheng słabo skinęła głową.
Lin Qiushi studiował jej niespokojny wygląd. Jednak, co zaskakujące, zamiast czuć się o nią zatroskanym, czuł się raczej zaintrygowany i ciekawy. Ruan Nanzhu wspomniał wcześniej, że była nie tylko zwykłą klientką i kimś, kogo poznał w swojej pracy, ale również znaną gwiazdą w prawdziwym świecie. Właściwie to Lin Qiushi nie wiedział, czym dokładnie zajmuje się Ruan Nanzhu, jak jego praca wiązała się z Xu Xiaocheng, ani jak w ogóle udało mu się nawiązać z nią kontakt.
– Jesteśmy. – Podczas gdy Lin Qiushi wciąż rozmyślał nad tą sprawą, dotarli na czwarte piętro. Jednak gdy tylko wyszli z klatki schodowej, ostry odór krwi przeniknął powietrze, kłując ich nozdrza. Ten krwawy zapach był niewiarygodnie silny, do tego stopnia, że nawet ci, którzy nie mieli wrażliwych nosów, byli w stanie wyraźnie go wyczuć.
– Co to za okropny zapach? Jest tak wstrętny. – Całkowicie obrzydzona, Xu Xiaocheng ścisnęła nos jedną ręką i wachlowała powietrze drugą.
– Zapach krwi. – Lin Qiushi był dość zaznajomiony z tym odorem. Podszedł naprzód, po czym rzucił okiem na mieszkanie znajdujące się na samym końcu korytarza.
– O cholera. – Lin Qiushi pozwolił, by przekleństwo wymknęło mu się z ust.
Drzwi do rezydencji były szeroko otwarte, a jasna, szkarłatna krew rozprysnęła się po całym pomieszczeniu, chaotycznie plamiąc drzwi i ściany na czerwono. Trysnęła dosłownie wszędzie i już zakrzepła.
Nikt nie wydał ani jednego dźwięku. Ostrożnie przeszli przez próg, wchodząc do środka.
– Jest tu ktoś?! – krzyknął Lin Qiushi, mimo że stracił już wszelką nadzieję na zobaczenie żywej osoby.
Tak jak się spodziewał, nie było żadnej reakcji. Ostrożnie przeszedł nad zakrzepłą krwią, po czym rozejrzał się po pokoju, tylko po to, by zdać sobie sprawę, że całe miejsce pogrążyło się w ciemności. Wyciągnął telefon komórkowy, włączył latarkę i oświetlił nią wnętrze.
Chociaż przygotował się psychicznie, Lin Qiushi instynktownie cofnął się o krok, gdy światło jego latarki padło na zakrwawione, makabryczne zwłoki.
– Nie żyje. – Ruan Nanzhu podszedł bliżej.
Wszystkie okna w pokoju były zabite deskami. Nawet odrobina światła nie mogła przedostać się do środka. Mieszkanie było schludne, wszystko zostało starannie poukładane. Właścicielem tego domu był młody mężczyzna, który kilka dni temu otworzył im drzwi.
Jednak w tej właśnie chwili stracił wszelkie oznaki życia. Jego ciało leżało zwinięte na sofie, głowę miał zwróconą ku sufitowi, a na jego twarzy zastygł wyraz czystego przerażenia.
– Wydłubano mu oczy – zauważył Ruan Nanzhu.
Lin Qiushi w końcu podszedł bliżej, spoglądając na zwłoki. Odkrył, że oczy mężczyzny zniknęły, pozostawiając po sobie dwa otwory, z których sączyła się gęsta, lepka krew. Ta scena przypomniała mu, jak roztrzaskano czaszkę Zeng Ruguo i jak wydrążono ciało Zhong Chengjiana.
– Dlaczego umarł w ten sposób? – zapytał Lin Qiushi. – Czy coś się nagle zmieniło?
Ruan Nanzhu się nie odezwał. Podszedł do najbliższej ściany, aby znaleźć włącznik światła. Wcisnął go, a światła sufitowe zamigotały i rozjaśniły pokój.
– Na oknie też jest krew. – Teraz, gdy w pomieszczeniu było dużo światła, łatwiej było wszystko obejrzeć. Lin Qiushi wykrył też pewne nieścisłości. Zabite deskami okna były umazane krwią, ale krew nie mogła pochodzić od zwłok, ponieważ ciało znajdowało się co najmniej dwa do trzech metrów od nich.
– Czy nadal pamiętasz krew, która została przelana przy drzwiach? – zapytał Ruan Nanzhu. – Początkowo myślałem, że służy do odpędzania zła i jest czymś w rodzaju ochrony, ale teraz…
– Mówisz, że ktoś chciał ich śmierci? – Lin Qiushi nagle wszystko zrozumiał. – Ktoś celowo ochlapał progi krwią?
– Mhm. – Ruan Nanzhu krótko skinął głową.
– Czy to możliwe, że ten człowiek umarł zamiast Tang Yaoyao? – dumał Lin Qiushi. Skóra Tang Yaoyao została ochlapana krwią, a mimo to udało jej się przeżyć noc spokojnie. Początkowo myślał, że uciekła przed śmiercią, ale z pewnością nie spodziewał się znaleźć kolejnego zmarłego na jednym z niższych pięter budynku.
Ruan Nanzhu zmrużył oczy.
– Na to wygląda.
– Zejdźmy na dół i sprawdźmy pierwsze piętro. – Lin Qiushi pomyślał o starszej babci na dole i chciał sprawdzić sytuację.
– Chodźmy. – Ruan Nanzhu się zgodził.
Opuścili czwarte piętro, udając się na pierwsze. Dotarli do celu, tylko po to, by zobaczyć, że wszystkie drzwi tej kondygnacji były zamknięte. I rzeczywiście, było tak, jak przypuszczał Ruan Nanzhu. Chociaż zamknięte drzwi nie były niczym nowym, szybko zauważyli coś innego — świeża krew została rozmazana na jednej z framug, a krew jeszcze nie stężała, co sugerowało, że została rozlana całkiem niedawno.
Ruan Nanzhu wyciągnął rękę i mocno zapukał.
Szczerze mówiąc, nie spodziewali się, że osoba w środku odpowie, ale niespodziewanie po minucie starsza pani otworzyła im drzwi. Z ponurą miną zmrużyła zamglone oczy i oceniła wzrokiem stojące przed sobą trzy osoby, mamrocząc coś cały czas pod nosem.
Lin Qiushi nawet nie potrzebował się wsłuchać, by wiedzieć, że powtarzała to samo monotonne zdanie: „Już jadłam”.
Wcześniej nie przejmował się tym mechanicznym powtarzaniem, ale teraz, gdy o tym pomyślał, to jedno zdanie wydawało mu się niewytłumaczalnie niepokojące i przerażające, wręcz mrożące krew w żyłach.
Dlaczego powtarzała to zdanie bez końca? Kto dał jej coś do jedzenia? Co dokładnie już zjadła? Chociaż ta babcia była stara i niedołężna, wciąż miała wystarczająco dużo świadomości, by wyrazić swój opór.
– Babciu, co dokładnie jadłaś? – zapytał ostrożnie Lin Qiushi.
Gdy to pytanie zostało do niej skierowane, starsza kobieta zamarła, milcząc przez chwilę. Następnie rozchyliła usta i chrapliwie odpowiedziała:
– Już jadłam… Zjadłam ciasto. Nie jedz. Nie jedz. – Podkreślając to, starsza kobieta wkrótce zaczęła paplać te same słowa. Podniosła rękę, aby zamknąć drzwi, ale Ruan Nanzhu szybko przytrzymał je w miejscu. Z ciepłym uśmiechem i łagodnym tonem zapytał:
– Babciu, czy planujesz wziąć udział w tegorocznym przyjęciu urodzinowym?
Słysząc słowa „przyjęcie urodzinowe”, ciało starszej kobiety zaczęło niekontrolowanie drżeć. W jej zamglonych oczach pojawił się dziwny, mrożący krew w żyłach wyraz, a po chwili odpowiedziała:
– Nie. Nie pójdę.
– Dlaczego nie pójdziesz?
– Ci, którzy poszli, jeszcze nie wrócili. Muszę na nich tutaj czekać. – Po tym stwierdzeniu znowu zaczęła powtarzać „już jadłam”, jak zdarta płyta. Bez względu na to, o co pytał Ruan Nanzhu, nie odpowiadała już na żadne pytania. W stanie, w jakim się znajdowała, nie można było uzyskać żadnych dalszych informacji.
Czując się bezradnym i sfrustrowanym, Ruan Nanzhu puścił drzwi, pozwalając starszej pani w końcu je zamknąć.
Niemniej jednak, chociaż wymienili ze starą kobietą tylko kilka słów, ich podejrzenia się potwierdziły. Był powód, dla którego ten budynek był pusty i najwyraźniej miało to coś wspólnego z przyjęciem urodzinowym trojaczków, które mieszkały na czternastym piętrze.
– Więc każdy, kto bierze udział w przyjęciu urodzinowym, umiera? – Lin Qiushi zmarszczył brwi w konsternacji. – Ale naszym zadaniem w tym świecie jest odczekać siedem dni, a następnie świętować urodziny trojaczków. Czy to nie jest ze sobą sprzeczne?
– Jest bardzo mało prawdopodobne, aby świat za drzwiami stworzył całkowicie beznadziejną sytuację lub impas. Samo uczestnictwo w przyjęciu urodzinowym niekoniecznie musi być warunkiem śmierci.
– O co więc chodzi? – Lin Qiushi zmarszczył brwi.
– Jeszcze nie wiem – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Możemy tylko czekać.
Rozmawiając ze sobą, udali się z powrotem na czternaste piętro.
Kiedy Lin Qiushi wszedł przez drzwi, natknął się na Tang Yaoyao i Zhang Xinghuo siedzącego tuż obok niej z kwaśnym wyrazem twarzy. Choć zauważyli ich powrót, nawet ich nie przywitali. W rzeczywistości ledwie zwrócili na nich uwagę.
– Co się stało? – zapytała nieśmiało Xu Xiaocheng.
– Nic – odparła Tang Yaoyao z machnięciem ręki. – Przed chwilą ten mały bachor przyszedł do nas, żeby narobić trochę kłopotów.
– Znalazła was, żeby narobić kłopotów?– powtórzył Ruan Nanzhu z powątpiewaniem. – Co powiedziała?
– Nie przestawała mnie nękać, żebym powiedziała jej imię – warknęła Tang Yaoyao przez zaciśnięte zęby. – Skąd, kurwa, mam wiedzieć, jak się nazywa? Wszystkie trzy wyglądają dokładnie tak samo! Kto do cholery wie, która z nich umarła! To jest okropne – mówiąc to, cmoknęła językiem kilka razy z irytacji. – Zhang Xinghuo powiedział nawet, żeby nie złościć się na dziecko. Co? Czy to w ogóle dziecko? Ja mówię, że to tylko mały diabeł!
Zhang Xinghuo prychnął z frustracji.
– Czy możesz przestać z tym nastawieniem? Okej, powiedzmy, że jest małym diabłem. Myślisz, że pozwoli ci żyć, jeśli będziesz kontynuowała swoje negatywne podejście?! Szczerze mówiąc, takie zachowanie doprowadzi tylko do tego, że umrzesz szybciej!
– Nikt nie wie na pewno, kto umrze następny! – ryknęła wściekle Tang Yaoyao. – Naprawdę nie mogę pojąć, co myśli twój zasrany mózg. Nie mów mi, że naprawdę potrafisz je rozróżnić?
Wściekły Zhang Xinghuo zamilkł.
Wydawało się, że odkąd Tang Yaoyao została poplamiona krwią, jej nastrój był zmienny, bardzo niestabilny, zwłaszcza w tej chwili. Nawet najmniejszy bodziec mógł spowodować wybuch.
– Została Xiao Tu – odparł spokojnie Ruan Nanzhu. – Nie popełnij tego samego błędu następnym razem. To może być warunek śmierci. Skoro o tym mowa, to przed chwilą byliśmy na dole i odkryliśmy, że mężczyzna mieszkający na czwartym piętrze nie żyje.
Opierając się na tym, co ogłosił Ruan Nanzhu, Lin Qiushi opowiedział pozostałym, co znaleźli na czwartym piętrze, a także podzielił się informacją, którą uzyskali od starszej kobiety.
Kto by pomyślał, że po wysłuchaniu tych informacji nastrój Tang Yaoyao stał się jeszcze gorszy. Wstała z sofy i porywczo chodziła po pokoju jak uwięzione zwierzę. Jej wyraz twarzy był niezwykle dziki.
– Co się z tobą dzieje, Tang Yaoyao? – zapytała Xu Xiaocheng, widząc jej nieprzewidywalne zachowanie.
– Nie ma potrzeby się o mnie martwić – warknęła Tang Yaoyao. – Czuję się niezwykle… wspaniale! – Mówiąc to, zaczęła gwałtownie pocierać ramiona.
W środku nie było wcale chłodno. Wszyscy nosili krótkie rękawy i lekkie bluzy, łącznie z Tang Yaoyao. Miała na sobie prosty T-shirt i cienką kurtkę na wierzchu. A mimo to jej ruchy były bardzo ekstremalne, jakby robiła wszystko, co w jej mocy, aby się rozgrzać.
Ani jedna osoba się nie odezwała. Wszyscy czuli, że z Tang Yaoyao jest coś dziwnego.
W końcu Xu Xiaocheng nie mogła się powstrzymać, otworzyła usta i cicho zapytała:
– Tang Yaoyao, co się dzieje z twoją ręką…
Czując się coraz bardziej zirytowana, Tang Yaoyao wybuchła:
– Co się ze mną dzieje?! Co masz na myśli? Nic mi nie jest! Wszystko w porządku! Wszystko w porządku! – Po zapewnieniu, że wszystko w porządku, podwinęła rękawy i kontynuowała gwałtowne pocieranie ramion.
Gdy tylko to zrobiła, Lin Qiushi dostrzegł ślady na jej ramieniu.
Czerwone plamy pokrywały jej ramiona, przypominając do złudzenia krew. Tang Yaoyao zaczęła drapać to miejsce ostrymi paznokciami. Zachowywała się, jakby dręczył ją świąd nie do zniesienia.
Chwilę później Lin Qiushi zobaczył, jak szkarłatne ślady zaczynają się rozprzestrzeniać, stopniowo przenosząc się na kolejne partie ciała. Oczy wszystkich rozszerzyły się z przerażenia na ten alarmujący widok. Tang Yaoyao, która była zbyt pochłonięta drapaniem, nie była świadoma otoczenia i dlatego nie zauważyła ich zszokowanych min. Nie przestawała drapać się po ramionach, dopóki nie zdała sobie sprawy, że wszyscy dziwnie się na nią gapią.
Twarz Tang Yaoyao pokryła się głębokim szkarłatem. Dziewczyna spojrzała na nich gniewnie i ostrożnie zapytała:
– Dlaczego tak na mnie patrzycie?
Tłumaczenie: Ashi
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53
Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77
Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95
Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126
Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10