Kaleidoscope of Death

Rozdział 23 – Załamanie26 min. lektury

Napięta cisza zapadła w całym pokoju po słowach Ruan Nanzhu. Chociaż jego żartobliwy ton sprawiał wrażenie, jakby próbował rozluźnić atmosferę, nikt w tej sytuacji nie był w stanie się zaśmiać. Mając już za sobą tyle ciężkich przeżyć, nie mogli powstrzymać się od pewności, że ten komentarz na pewno się spełni. W końcu nawet ich najśmielsze wyobrażenia mogły się ziścić w tym koszmarze pełnym tortur.

Ciało Xiao Yi zniknęło w niewytłumaczalny sposób. Byli tu od trzech dni, a do przyjęcia urodzinowego zostało tylko cztery doby. Niedawno Xiao Yi zmarła tragicznie, a w tym czasie jej matka płakała tak strasznie, że nawet inni uznali jej reakcję za nieco przesadzoną. Jednak nie minął nawet cały dzień i już otrząsnęła się ze swojego głębokiego żalu. Wielokrotnie mamrotała, że nadszedł czas na przygotowanie tortu urodzinowego i pobiegła z powrotem do kuchni. Nikt nie wiedział, co dokładnie robiła. Słyszeli tylko głośne trzaski, przenikliwe dźwięki i szybkie kroki odbijające się echem od ścian.

Atmosfera była mroczna i nieoczywista. Ich nastroje były ponure, a złe przeczucie wciąż ich zadręczało, ale w tej chwili nikt nie potrafił określić, dlaczego tak się czuli. Po prostu podświadomie wiedzieli, że zbliża się coś przerażająco złowieszczego.

Tang Yaoyao uważała, że stara babcia i młodzieniec mieszkający na dole byli szczególnie ważni dla rozwiązania tej zagadki, więc razem z Zhang Xinghuo zeszli na dół, aby dyskretnie zebrać od nich więcej informacji. Ruan Nanzhu jednak nie zawracał sobie tym głowy. Zamiast tego zaczął z Lin Qiushim omawiać pewne sprawy w pokoju. Towarzyszyli im bladzi i wychudzeni Xu Xiaocheng i Zeng Ruguo. Nie mogąc znieść więcej tego przerażającego koszmaru, po prostu siedzieli skuleni i całkowicie przerażeni do szpiku kości.

Wśród wszystkich hałasów dochodzących z kuchni był jeden wyraźny dźwięk, na który nie mogli pozostać głusi – matka nucąca sobie melodię. Jej niesamowity głos przeszył ich uszy, powodując, że krew w nich zamarzła.

Drzwi sypialni były szczelnie zamknięte, a dwie ocalałe, identyczne siostrzyczki, ukrywały się gdzieś w swoim pokoju i nie wiadomo co robiły.

Zeng Ruguo, który wypił za dużo wody ze zdenerwowania, oznajmił, że chce iść do łazienki. Mówiąc to, powoli rzucił żałosne spojrzenie na Lin Qiushiego, a błaganie błyszczące w jego szeroko otwartych oczach nie mogło być bardziej oczywiste.

Co tam? – Widząc dorosłego udającego smutnego szczeniaka, Lin Qiushi poczuł, że włosy stają dęba. Czując się strasznie zaniepokojonym tym, że ktoś tak na niego patrzy, ostrożnie się wycofał, a następnie zapytał: – Czemu tak na mnie patrzysz? Co próbujesz powiedzieć?

Starszy bracie Yu… Ummm, to… – Zeng Ruguo wydawał się raczej zawstydzony. Ale wkrótce zacisnął zęby i, odrzucając dumę, błagał: – Czy możesz pójść ze mną? Jestem trochę zbyt przerażony, żeby iść sam.

Na piętrze była tylko jedna toaleta, i to była ta sama, w której Lin Qiushi zauważył zdeformowane zwłoki dziecka. Widząc strach i zmartwienie na twarzy Zeng Ruguo, skinął głową i odpowiedział:

Jasne. Szczerze mówiąc, ja też miałem ochotę pójść do toalety, więc co powiesz na to, żebyśmy poszli razem?

Niesamowicie uradowany Zeng Ruguo energicznie skinął głową na znak zgody.

Chociaż było dopiero około trzeciej, równie dobrze mogło być już ciemno, ponieważ czarne jak smoła cienie już spowijały niebo na zewnątrz. Obok toalety znajdowało się okno, przez które można było oglądać krajobraz. Zanim Lin Qiushi wszedł do toalety, spojrzał przez szybę, tylko po to, by stanąć twarzą w twarz ze skrywającą świat zasłoną z gęstej mgły. Nic nie dało się przez nią zobaczyć. W rzeczywistości równie dobrze mógłby spoglądać z zamkniętymi oczami.

Lin Qiushi szybko skończył swoje sprawy. Zauważywszy, że Zeng Ruguo siedzi w ostatniej kabinie, powiedział do niego:

Poczekam na ciebie na zewnątrz.

Okej. – Zeng Ruguo wydał z siebie niezręczny chichot.

Lin Qiushi podszedł do drzwi i zaczął czekać. Wyciągnął telefon komórkowy i spojrzał na niego, odkrywając, że jest sygnał. Po chwili namysłu nie odważył się wykonać żadnego połączenia – bał się, że jakieś dziwaczne istoty zamieszkujące to miejsce mogą odezwać się po drugiej stronie.

Początkowo myślał, że Zeng Ruguo wkrótce skończy, ale nawet po czterech czy pięciu minutach czekania nie było żadnych oznak, by wychodził z łazienki. W rzeczywistości nie było żadnych oznak ruchu w środku, nie dało się usłyszeć ani jednego dźwięku. Nagle Lin Qiushi poczuł nieprzyjemne uczucie strachu. To złe przeczucie zebrało mu się w żołądku, przez co cały się spiął. Nie minęło dużo czasu, nim słaby zapach żelaza zaatakował jego nozdrza. Był dobrze zaznajomiony z tym metalicznym zapachem, ponieważ wąchał go niezliczoną ilość razy. Od razu wiedział, co to było – zapach krwi.

Zeng Ruguo! – Lin Qiushi nie wbiegł od razu do środka. Zamiast tego głośno krzyknął imię towarzysza.

Z łazienki nie dobiegła żadna odpowiedź. Zapadła tylko niepokojąca cisza, która nie była ani trochę uspokajająca.

Lin Qiushi zawahał się na moment, następnie podniósł stopę i ponownie wszedł do środka. Ale w chwili, gdy wszedł do łazienki, usłyszał odgłos, który trudno było opisać słowami.

Nigdy wcześniej nie słyszał takiego dźwięku. Gdyby miał go opisać w prosty sposób, brzmiało to tak, jakby ktoś roztrzaskiwał niezwykle twardy przedmiot z całej siły. Raz za razem, raz za razem… Jednak prawdopodobnie ten twardy przedmiot nie był szczególnie wytrzymały, ponieważ wyraźnie usłyszał donośny trzask, jakby coś po prostu roztrzaskało się na liczne kawałki.

W tej chwili plecy Lin Qiushiego pokryły się cienką warstwą zimnego potu, a jego głos lekko drżał, gdy niepewnie zawołał:

Zeng Ruguo, jesteś tam jeszcze?

Jednak nadal nie było żadnej odpowiedzi. Serce Lin Qiushiego natychmiast zamarło. Wiedział, że Zeng Ruguo z pewnością spotkało nieszczęście. Przez małą szparę w kabinie Lin Qiushi spojrzał w miejsce, w którym powinien znajdować się mężczyzna, tylko po to, by zobaczyć szkarłatną ciecz malującą podłogę i płynącą bez końca. Jego wzrok podążył za śladem krwi, która powoli spływała wzdłuż pęknięcia w ceramicznej płytce. Widząc, że krew miała dotknąć jego stóp, Lin Qiushi szybko odskoczył, ledwo jej unikając.

Zeng Ruguo, jesteś tam jeszcze? – zawołał ponownie. Ale wkrótce zauważył, że krew na podłodze wydawała się ożywać. Jakby była powykręcanymi rękami próbującymi złapać jego cień, wiła się w jego stronę. Początkowo dość powoli płynęła w jego kierunku, ale stopniowo przyspieszyła, przez co coraz trudniej było jej uniknąć.

Widząc to, Lin Qiushi nie odważył się zostać w łazience ani chwili dłużej. Wybiegł z niej jak szalony i pobiegł z powrotem do pokoju.

Złe wieści. Coś strasznego stało się Zeng Ruguo.

Ruan Nanzhu i Xu Xiaocheng natychmiast przestali rozmawiać. Oboje odwrócili głowy i spojrzeli na niego.

Co się dzieje?

Czekałem na niego na zewnątrz, ale nagle zrobiło się cicho, więc postanowiłem wrócić i sprawdzić. Kiedy wszedłem do łazienki, zobaczyłem tylko krew na podłodze – wykrztusił mężczyzna i zmarszczył brwi, a kąciki jego ust wygięły się w dół. – Krew po prostu płynęła w moim kierunku, zdawała się mnie gonić, jakby chciała mnie złapać. Nie odważyłem się tam zostać dłużej. Po prostu wyszedłem tak szybko, jak mogłem.

Krew? Ochlapała cię? Nie dotknęła cię, prawda? – zapytał Ruan Nanzhu.

Lin Qiushi pokręcił przecząco głową.

Och, to w porządku. Chodźmy to teraz razem obejrzeć. W końcu nie możemy uniknąć chodzenia do toalety przez następne kilka dni.

Mina Xu Xiaocheng zrzedła, a jej cera stawała się coraz bledsza, im dłużej słuchała opowieści Lin Qiushiego. Według Ruan Nanzhu dziewczyna była w rzeczywistości bardzo popularną gwiazdą, a to nie był pierwszy raz, kiedy weszła do świata drzwi. Z tego powodu Lin Qiushi nie potrafił rozgryźć, czy była naprawdę przerażona, czy tylko udawała. Stał zagubiony w myślach, próbując zgadnąć, czy jej reakcja była szczera, czy nie.

O czym myślisz? – zapytał Ruan Nanzhu, widząc jego roztargnienie.

Lin Qiushi się otrząsnął.

O niczym ważnym.

Przyzwyczajasz się do tego – skomentował Ruan Nanzhu. – Twoja zdolność adaptacji jest niezwykła.

Ruan Nanzhu szedł przodem. Jego twarz nie wyrażała najmniejszego śladu strachu czy szoku. Wyglądało to tak, jakby spodziewał się śmierci Zeng Ruguo. Ale jeśli miał być szczery, Lin Qiushi również był tego pewny, chociaż nie wiedział dokładnie, dlaczego miał przeczucie, że akurat ten człowiek umrze jako pierwszy.

Ruan Nanzhu skierował się do łazienki i wszedł do środka. Spojrzał na ziemię i ostrzegł pozostałych:

Nie stąpajcie po krwi.

Jednak w ciągu kilku minut jasnoczerwona krew na ich oczach zamieniła się w gęstą, czarną ciecz, jakby dawno wyschła.

Ruan Nanzhu przeszedł nad plamą i dostrzegł ciało Zeng Ruguo. Cicho cmoknął językiem i oznajmił:

Martwy.

Na jego słowa Lin Qiushi przesunął się do przodu, by przyjrzeć się sytuacji w kabinie. Zeng Ruguo rzeczywiście nie żył. Ba, w rzeczywistości nie mógł być bardziej martwy.

Jego ciało leżało na zimnych kafelkach, a głowa wydawała się być roztrzaskana jakimś narzędziem. Cuchnąca krew otaczała kawałki kości i zmasakrowanego mięsa, które zlepiały się ze sobą, tworząc pełną grozy groteskową scenę.

Xu Xiaocheng zasłoniła usta, bo znów poczuła odruch wymiotny.

Lin Qiushi z kolei był zbyt zajęty innymi myślami, by myśleć o wymiotowaniu. Przypomniał sobie dziwny dźwięk, który usłyszał przy wejściu do łazienki. W tej właśnie chwili w końcu zdał sobie sprawę, co to był za hałas — ten dźwięk najwyraźniej nie mógł być niczym innym, jak tylko uderzeniem młotkiem w czaszkę.

Hmm… – Ruan Nanzhu przechylił głowę, zastanawiając się nad czymś. – Nie uważacie, że czegoś brakuje?

Czego? – zapytał Lin Qiushi. Jednak po dokładnych oględzinach w końcu odkrył, o czym mowa. – Jego… jego mózgu?

Mhm, nie ma go.

Lin Qiushi zamilkł.

Czaszka Zeng Ruguo była pęknięta jak jajko. Nie był w stanie rozpoznać jej pierwotnego kształtu, a mózgu, który powinien być papką okraszającą kafelki jak kawałki kości i krwiste mięso, nigdzie nie można było go znaleźć.

Kurwa mać. – Kiedy w końcu to do niego dotarło, Lin Qiushi, który rzadko przeklinał, wyrzucił z siebie serię nieprzyjemnych wulgaryzmów. – Nie mów, że to my jesteśmy jajkami?

Najprawdopodobniej.

Dlaczego zabrali mu mózg? – Lin Qiushi wzdrygnął się na myśl o kimś kucającym przy zwłokach Zeng Ruguo, skrupulatnie rozłupującym mu czaszkę i wycinającym mózg. Prawdopodobnie po uzyskaniu tego, czego poszukiwał, ponownie przywalił mężczyźnie młotkiem. Całkowicie przerażony, wymamrotał: – Po prostu tego nie rozumiem.

Cóż, musi mieć jakieś zastosowanie – odpowiedział Ruan Nanzhu i westchnął. – Jednak to wciąż nie zostało określone. Tak czy inaczej, wracajmy.

A co z ciałem? – zapytał Lin Qiushi.

Nie dotykaj, po prostu zostawmy je tutaj. – Uśmiechnął się spokojnie. – Być może zniknie, zanim się obejrzymy.

Ostatecznie było tak, jak przewidział. Kiedy wrócili ci, którzy zeszli porozmawiać z pozostałymi mieszkańcami, ciało Zeng Ruguo zniknęło. Tylko pozostawione na ziemi zakrzepłe plamy krwi były dowodem, że to, co właśnie widzieli, nie było wytworem ich wyobraźni.

Zeng Ruguo nie żyje? – Tang Yaoyao była raczej zszokowana, słysząc tę wiadomość. – Jak umarł?

Lin Qiushi opowiedział pokrótce, co się wydarzyło.

Cóż, nie możemy nic z tym zrobić. Skoro nie żyje, to nie żyje. – Ku zaskoczeniu wszystkich reakcja Tang Yaoyao była dość oschła. Było oczywiste, że była doświadczoną osobą, która dawno przyzwyczaiła się do śmierci. Zaśmiała się szyderczo: – Jeśli spojrzeć na to z innej perspektywy, to był niezłym szczęściarzem. Każdy inny człowiek, który wbiegłby w tę gęstą mgłę, byłby już sześć stóp pod ziemią, ale on mógł się jeszcze przez kilka dni dobrze bawić.

Lin Qiushiego zatkało.

Gdzie jest ciało? – zapytała Tang Yaoyao. – Chcę je zobaczyć.

W łazience.

Jednak weszli do łazienki, okazało się, że ciało zniknęło. Poza kilkoma plamami krwi kabina była całkowicie czysta.

Zniknęło? – zastanawiała się głośno Tang Yaoyao. – Kto je zabrał?

Nie wiem. – Lin Qiushi pokręcił głową. – Przez cały czas byliśmy w pokoju i nie zwracaliśmy uwagi na to, co działo się w łazience. Ale w każdym razie na pewno nie zginął z rąk człowieka, więc temu, co go zabiło, łatwo byłoby zabrać również jego ciało.

Ruan Nanzhu rzucił okiem na muszlę klozetową i powiedział:

Jego ciało prawdopodobnie zostało przeciągnięte przez toaletę.

Co ty właśnie powiedziałaś? – Tang Yaoyao nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała.

W środku jest trochę krwi – zauważył Ruan Nanzhu. – I włosy.

Po dokładnym obejrzeniu miejsca wskazanego przez Ruan Nanzhu, wszyscy odkryli, że było dokładnie tak, jak powiedział. Do wąskiego otworu rury wewnątrz toalety przyklejone były kawałki poszarpanej ludzkiej tkanki, zaplątane w pasma czarnych włosów. Gdyby to był prawdziwy świat, nie dałoby się wciągnąć ludzkiego ciała do muszli klozetowej, jednak to był świat drzwi. Żadnych dziwnych zdarzeń w tych niekonwencjonalnych, niewyobrażalnych światach nie dało się wyjaśnić zdrowym rozsądkiem. Wszystko było tutaj możliwe.

Po kilku dniach znajomości z Ruan Nanzhu Lin Qiushi zdał sobie sprawę, jak zadziwiająco imponujące były jego umiejętności obserwacyjne. Wiele łatwych do przeoczenia szczegółów zostało przez niego bez wysiłku wykrytych i wskazanych. Gdyby nie Ruan Nanzhu, ich mała „wycieczka” do tego świata drzwi byłaby niewątpliwie jeszcze bardziej niebezpieczna.

A co u was? Odkryliście coś nowego? – Ruan Nanzhu odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z Tang Yaoyao.

Nie. – Tang Yaoyao wydawała się nieco zirytowana. – Kiedy ten młody mężczyzna otworzył drzwi i zobaczył, że tam stoję, natychmiast je zatrzasnął i krzyknął, żebyśmy sobie poszli. Obie jesteśmy kobietami, więc dlaczego tobie otworzył?

Słysząc to, Lin Qiushi po cichu pomyślał, że to tylko ze względu na wygląd Ruan Nanzhu… Właściwie wszyscy obecni mężczyźni pomyśleli dokładnie to samo, ale nikt nie odważył się tego powiedzieć na głos. Na ich twarzach malowało się podobne zdezorientowanie, jakby również szczerze nie rozumieli, skąd taka różnica w traktowaniu.

Prawdopodobnie dlatego, że jestem wyższa. – Ruan Nanzhu również nie ujawnił prawdy i po prostu użył pierwszej lepszej wymówki, aby udobruchać towarzyszkę.

Ta zniedołężniała staruszka nie mogła być bardziej dziecinna – syknęła z irytacją Tang Yaoyao. – Odkryłam, że mieszka sama. Zapytaliśmy ją, co próbuje powiedzieć, ponieważ nie mogliśmy jej w ogóle zrozumieć, ale ona po prostu powtarzała „już jadłam”. Jakby kogokolwiek tutaj obchodziło, czy ona zjadła, czy nie!

Gdy Ruan Nanzhu to usłyszał, jego wyraz twarzy nieznacznie się zmienił, lecz ostatecznie milczał.

Co powinniśmy zrobić? Nie sądzę, żeby można było znaleźć więcej wskazówek. Czy to oznacza, że możemy tylko czekać do ich urodzin? – zapytała Tang Yaoyao.

Największym problemem jest to, czy do tego dnia dożyjemy. Czuję, że incydent z Zeng Ruguo to dopiero początek – mruknął ponuro Zhang Xinghuo. – To jak efekt domina. Jedna iskra co inicjuje pożar.

Wszyscy wstrzymali oddech na jego słowa. Nie minęło dużo czasu, zanim niekontrolowane szlochy Xu Xiaocheng przerwały ciszę.

Tang Yaoyao była całkowicie zirytowana jej płaczem. Skrytykowała ją, zirytowana pytając, czy może w końcu przestać, skoro i tak nic dobrego z tego nie wyniknie. W końcu, gdyby płacz był choć trochę przydatny, to nikt by nie umarł.

Przepraszam, przepraszam – jęknęła żałośnie Xu Xiaocheng przez łzy.

W porządku – przerwał im Ruan Nanzhu. – Nie ma sensu atakować innych ani sprawiać im przykrości. Jeśli tak ma być, to tak ma być, cokolwiek się stanie, to się stanie.

Możemy zrobić tylko tyle… – westchnęła Tang Yaoyao.

Z powodu śmierci Zeng Ruguo atmosfera w pomieszczeniu stała się ciężka i ponura, za to matka trojaczków wydawała się być w doskonałym nastroju. Wieczorem ugotowała im kolejne danie mięsne, a oni, jak poprzednio, po prostu wpatrywali się w posiłek, nie sięgając po pałeczki.

Ale kobiecie to nie przeszkadzało. Głośno żując i wzdychając z wielką przyjemnością przy każdym kęsie, z zapałem zjadła go sama. Xu Xiaocheng nie była w stanie znieść tego widoku. Wzięła tylko dwa kęsy tego mdłego chleba, zanim odeszła od stołu.

Zhong Chengjian, jeden z nowoprzybyłych, który był raczej wycofany i niewiele mówił, również postanowił wrócić do swojego pokoju, ale gdy chciał wyjść, wpadł na dwie identyczne siostry w drzwiach. Jak zwykle pojawiły się nagle i nieprzewidywalnie.

Jedna z małych dziewczynek nagle otworzyła usta i zapytała Zhong Chengjiana:

Czy wiesz, kim jestem?

Zhong Chengjian był już na skraju wytrzymałości, a słysząc to pytanie, niemal dostał szału.

Odejdźcie stąd. Próbuję wyjść, a wy mi przeszkadzacie – warknął niecierpliwie. To był pierwszy raz, kiedy wszedł do świata drzwi, który tylko przywoływał jego najgłębsze obawy i myśli o rychłej śmierci, wżerające się w jego umysł, przez co był na skraju załamania. Więc kiedy zobaczył te dziewczynki w ich ślicznych spódniczkach, chciał po prostu trzymać się od nich z daleka tak bardzo, jak to możliwe. Z pewnością nie miał serca ani energii, aby odpowiedzieć na ich pytanie.

Jednak mała nie chciała go oszczędzić. Uparcie powtarzała pytanie, wciąż czekając na odpowiedź.

Czy wiesz, kim jestem?

Lin Qiushi właśnie zrobił krok do przodu, chcąc mu pomóc, gdy Zhong Chengjian nagle wyciągnął rękę i brutalnie popchnął dziewczynkę. Z jego ust wylały się obrzydliwe przekleństwa i pośpiesznie wyszedł z pokoju.

Dziewczynka uderzyła mocno o ścianę. Następnie powoli podniosła się z ziemi, a swoimi głębokimi, czarnymi oczami patrzyła w kierunku, w którym odszedł mężczyzna.

Tuż obok niej stała jej siostra, chłodno obserwując rozwój sytuacji. Jej usta drgnęły, lekko się poruszając. Nikt nie wiedział, co powiedziała siostrze, ale nie minęło dużo czasu, nim na twarzy dziewczynki pojawił się złowieszczy uśmiech.

Lin Qiushi zatrzymał się w miejscu i spojrzał na Ruan Nanzhu, który tylko pokręcił głową.

Ten facet może nie jest zbyt rozmowny, ale na pewno ma niezły temperament. – Tang Yaoyao nie doceniła postawy Zhong Chengjiana. – I ma nawet jaja, żeby sprowokować jedną z trojaczków… – Ugryzła chleb, żując i połykając, zanim westchnęła. – Kiedy wyjdę z tego miejsca, pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie porządny obiad.

Kto nie chciał opuścić tego okropnego miejsca? Kto nie chciał powrócić do rzeczywistości, wygrzewać się w blasku słońca prawdziwego świata, który był pełen witalności? Niestety, zimna, twarda prawda była taka, że rzeczywistość nigdy nie uginała się pod wolą ludzi i musieli spędzić jeszcze kilka dni w tej dziurze.

Ciemność nocy budziła poczucie niepokoju i grozy.

Lin Qiushi przypomniał sobie, co kiedyś powiedział Ruan Nanzhu. Konflikt między Zhong Chengjianem a dziewczynkami na pewno doprowadzi do jakiejś katastrofy w nocy.

Może się pomyliłem. Być może źle odgadłem warunek śmierci – pocieszał Ruan Nanzhu, który leżał tuż obok Lin Qiushiego i wiedział dobrze, o czym myśli. – Twoje serce jest zbyt miękkie. W tym świecie konieczne jest bycie twardzielem.

Lin Qiushi milczał przez chwilę, po czym westchnął cicho.

Mogłem coś zrobić, mogłem temu zapobiec…

Nie musisz odpowiadać za życie innych ludzi.

Lin Qiushi uśmiechnął się krzywo, słysząc to.

Kto niby bierze odpowiedzialność? Po prostu nie chcę, żeby więcej ludzi umierało. – Jego własne życie było chronione przez Ruan Nanzhu, więc naturalnie nie byłby na tyle arogancki, by uwierzyć, że może bohatersko chronić i ratować życie każdego.

Cóż. Ostatecznie, życie i śmierć są rządzone przez los i nie możemy nic z tym zrobić. Przeznaczeni na śmierć odejdą, a przeznaczeni do życia będą żyć dalej, dopóki śmierć ich nie spotka. – Jednakże, jeśli Lin Qiushi nie dbałby o życie innych i był po prostu tchórzliwym i samolubnym nicponiem, Ruan Nanzhu również nie traktowałby go tak, jak to robił teraz. W rzeczywistości nie poświęciłby mu nawet jednego spojrzenia. Niektóre rzeczy były po prostu sprzeczne.

Słabe światło ledwo rozjaśniało wąski pokój. Lin Qiushi nacisnął przełącznik i pogrążyli się w ciemności.

Ze względu na to, co wydarzyło się poprzedniej nocy, zmienili miejsce spania i nie odważyli się położyć głów przy ścianie korytarza.

Będę na ciebie liczył dziś wieczorem – powiedział wprost Ruan Nanzhu przed pójściem spać. – Jestem jak świnia, kiedy zasypiam. Nie słyszę nic, chyba że ktoś mnie obudzi.

Lin Qiushi po raz pierwszy poczuł, że jego wyostrzony zmysł słuchu jest kłopotem. Byłoby miło być jak Ruan Nanzhu, nic nie słyszeć i móc spokojnie przespać całą noc aż do świtu.

Obaj myśleli, że Zhong Chengjian umrze tej nocy, ale nie doszło do żadnych incydentów. Dlatego też, gdy mężczyzna przybył do stołu, aby zjeść śniadanie następnego ranka, wszyscy odwrócili głowy w jego kierunku, skupiając na nim uwagę i dziwnie na niego spoglądając.

Dlaczego tak na mnie patrzycie? – zapytał zdziwiony Zhong Chengjiang.

Nikt nie odpowiedział na jego pytanie. Po prostu pochylili głowy i kontynuowali jedzenie posiłku.

Dzisiejsze śniadanie składało się z mdłej owsianki i suchego chleba. Po kilku dniach jedzenia tego samego Lin Qiushi naprawdę nie miał apetytu.

Zhong Chengjian usiadł, przystawił miskę owsianki do ust i zaczął ją siorbać. Jednak ledwie wziął dwa łyki, gdy jego ciało zesztywniało i nagle zamarł. Wyraz jego twarzy bardzo się zmienił. Po chwili zakrył usta dłonią i zaczął gwałtownie kaszleć, jakby gęsta flegma utkwiła mu w gardle, dusząc go. Najwyraźniej nie mógł tego czegoś usunąć pomimo ostrego świszczącego oddechu i odruchów wymiotnych.

Co się stało? – Tang Yaoyao, która siedział tuż obok niego, była zaskoczona jego nagłym atakiem kaszlu.

Ekhe, ekhe! Co to, do cholery, jest?! – Zhong Chengjian odkrztusił to, co właśnie zjadł. Wypluta na podłogę owsianka była zabarwiona na czerwono jego krwią. Wsunął rękę do ust i pogrzebał chwilę palcami, aż w końcu wyciągnął cienki przedmiot.

Każdy, kto to zobaczył, wciągnął przestraszony oddech, całkowicie zszokowany widokiem. Przedmiot ten okazał się igłą wielkości kciuka, zaostrzoną z obu końców i poplamioną krwią. Na szczęście Zhong Chengjian nie połknął jej bezpośrednio, w przeciwnym razie z pewnością umarłby, gdyby rozcięła mu przełyk. Niemniej jednak, mimo że odkrył igłę na czas, i tak został ranny, a gęsta krew nieustannie spływająca po kąciku jego ust była tego dowodem.

Kurwa! – Zhong Chengjiana ogarnął szał i wściekle rzucił igłę na ziemię. – Kto, kurwa, włożył to do mojej miski!

Nikt nawet nie pisnął. Zapadła napięta cisza, nadwyrężając nerwy wszystkich.

Ta kobieta zrobiła owsiankę – odezwała się w końcu Tang Yaoyao. – Była już gotowa, zanim dotarliśmy do stołu. Wszyscy po prostu przypadkowo zajęliśmy miejsca.

Nie. – Ruan Nanzhu się nie zgodził. – Zhong Chengjian zwykle przychodzi najpóźniej. To on był celem.

Zwykle siadał przy stole jako ostatni, więc wszyscy zwyczajowo zostawiali mu najdalsze miejsce.

Sugerujesz, że to kobieta włożyła igłę do jego miski? – zapytała Tang Yaoyao z niedowierzaniem.

Ruan Nanzhu spojrzał na plamy krwi na ziemi.

Może.

Trzęsąc się z wściekłości, Zhong Chengjian pobiegł do kuchni, aby odnaleźć kobietę i zażądać od niej wyjaśnień.

Jednak ona nawet nie mrugnęła okiem, gdy stanęła twarzą w twarz ze wściekłym mężczyzną. Jej twarz była pozbawiona wyrazu. Zakładając fartuch i trzymając w dłoni łyżkę do gotowania, powiedziała mu:

Nie rozumiem, co mówisz.

Włożyłaś mi cholerną igłę do miski? – zażądał wyjaśnień Zhong Chengjian, jednocześnie wskazując na swoje zakrwawione usta. – Próbujesz mnie zabić?

Kobieta spojrzała na niego obojętnie, bez współczucia, jakby widziała jedynie zwłoki.

Jedno za drugim wszyscy pobiegli za nim do kuchni i nalegali, żeby nie działał zbyt pochopnie. Zhang Xinghuo delikatnie pociągnął go z powrotem i otwarcie poradził mu, żeby nie zaczynał walki z gospodynią.

Wszyscy jesteście tchórzami! – Zhong Chengjian całkowicie stracił zimną krew. Toksyczny strach i gniew, które tłumił w sercu, odkąd przybył na ten świat, w końcu wybuchły. Nikt nie mógł sobie wyobrazić, że jego następnym działaniem będzie pobiegnięcie do deski do krojenia i podniesienie noża, którego kobieta często używała podczas przygotowywania posiłków. – Do diabła! Jakie duchy?! Czy to bóg, czy demon, po prostu ich zabij, a wszystko się skończy. Wszyscy znikną! – Machnięciem ręki wycelował w kobietę stojącą bezpośrednio przed nim.

Wszyscy byli sparaliżowani. Ruan Nanzhu zareagował jako pierwszy. W ułamku sekundy złapał Lin Qiushiego i Xu Xiaocheng, którzy stali przed nim, i szybko się wycofał, ciągnąc ich z powrotem. Tang Yaoyao, która wciąż była w szoku, nie zareagowała, a całe jej ciało zostało zachlapane ciepłą krwią.

Aaaa! – Zaatakowana nożem kobieta wydawała straszliwe piski. W końcu jej ciało bezwładnie opadło na ziemię i w tym samym momencie wydała ostatnie tchnienie.

Zgiń! Zabiję cię! Zabiję cię! – Czyste szaleństwo i zło zamgliły krwistoczerwone oczy Zhong Chengjiana. Jakby opętany, dźgał kobietę raz po raz, bezlitośnie ją rozcinając, nawet gdy nie przypominała już człowieka a krwistą pulpę mięsną.

Dopiero gdy wyczerpanie go pokonało i usiadł na ziemi, ciężko dysząc, szaleństwo w jego oczach stopniowo zanikło, pozostawiając dziwne poczucie pustki i druzgocącą panikę. Drżenie jego słabego głosu ujawniło, jaki był niestabilny.

J-ja… zabiłem człowieka?

Zhong Chengjian, czy ty oszalałeś?! Jesteś pieprzonym psychopatą! – Piskliwy głos Tang Yaoyao rozbrzmiewał ze wszystkich stron pokoju. – Czy masz pojęcie, co zrobiłeś…!

Zabiłem kogoś? – Zhong Chengjian brzmiał, jakby miał się rozpłakać. Jego głos się łamał, słowa więzły mu w gardle, a żałosne krzyki zdawały się wybuchać z jego wnętrza.

Nie chodzi o to, że kogoś zabiłeś, ale czy ta konkretna osoba, którą zabiłeś, była w ogóle człowiekiem. – Chociaż Tang Yaoyao wkrótce się cofnęła, jej ciało wciąż było poplamione krwią. Wściekła, spojrzała gniewnie na Zhong Chengjiana i syknęła: – Czy możesz być pewien, że nie wróci po ciebie dziś wieczorem?

Zhong Chengjian powoli podniósł się z ziemi. Wyglądał, jakby postradał zmysły. Apatycznie skandował: „zabiłem kogoś, zabiłem kogoś”, po czym puścił nóż, który trzymał w dłoni, pozwalając mu spaść na podłogę.

I właśnie dlatego nienawidzę nowicjuszy. – Ruan Nanzhu oparł brodę o ramię Lin Qiushiego, wtulając się w zagłębienie jego szyi. Mruknął: – Ich nerwy są cienkie jak włos. Osoba, która nie potrafi utrzymać się w ryzach, która nie kroczy ostrożnie i sensownie, prawie zawsze będzie niebezpieczna.

Co się stanie, jeśli ktoś zabije NPC? – zapytał Lin Qiushi.

Cóż, można założyć, że nic dobrego z tego nie wyniknie, oczywiście – szepnął w odpowiedzi mężczyzna. Po chwili dodał: – W każdym razie, na wszystkich w końcu czeka śmierć. Jedyną różnicą jest to, że sposób, w jaki umierają, może być nieco bardziej lub mniej tragiczny, ale poza tym nie ma w tym nic więcej.

Lin Qiushi zamilkł.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: