Kaleidoscope of Death

Rozdział 22 – Jajka zabarwione krwią27 min. lektury

Od chwili przybycia tutaj zjedli już kilka posiłków przygotowanych przez matkę trojaczków.

Chociaż każdy z nich miał swój własny, odrębny smak, jedno było pewne: wszystkie składniki użyte w każdym daniu były niezwykle przyjazne dla wegan. Innymi słowy, żadne z tych dań nie zawierało ani śladu mięsa. Gdyby mieli szczęście mieć jajko na talerzu, dałoby się to uznać za idealnie zbilansowaną dietę na odchudzanie. W rzeczywistości nawet jedno jajko byłoby lepsze niż którykolwiek z tych bezmięsnych posiłków — Xu Xiaocheng narzekała na to niezliczoną ilość razy, całkowicie niezadowolona z braku białka zwierzęcego w ich jedzeniu.

Jednak dzisiejszy posiłek był wyraźnie inny, ponieważ w przejrzystym, parującym bulionie pływały jaskrawoczerwone klopsiki. Ich kolor był niezwykle atrakcyjny, od czasu do czasu ukazując kuszący głęboki odcień karmazynu. Bogaty aromat uderzył w nozdrza wszystkich, pobudzając ich zmysły. Gdyby nie byli świadkami przerażająco makabrycznej sceny morderstwa, wszyscy z pewnością ulegliby pokusie i zajadali się posiłkiem.

Jedzcie – zachęcała kobieta. – Dlaczego nikt z was nie je? Ugotowałam to specjalnie dla was. – Jej włosy były potargane, a na twarzy malował się złowieszczy uśmiech. Stała przy stole i naciskała: – No dalej, jedzcie. Jest bardzo pyszne.

Nikt nie podniósł pałeczek. Zamiast tego zamarli jak posągi.

Chociaż klopsiki wyglądały niewątpliwie kusząco, wszyscy najwyraźniej myśleli to samo — jakiego rodzaju mięsa użyto do ich zrobienia?

Jakież to dziwne! Czemu nikt z was nie je? – Całkowicie zdezorientowana kobieta kontynuowała nękanie ich pytaniami. Ostrożnie zakładając włosy za ucho i pochylając plecy do przodu, wykazała inicjatywę, by wziąć do ręki pałeczki i wkrótce sięgnęła po klopsik. – To jest bardzo pyszne.

Podniosła pałeczki do ust i pochłonęła klopsika w całości. Kawałki soczystego, krwistoczerwonego mięsa tkwiły między jej śnieżnobiałymi zębami. Sposób, w jaki głośno żuła, gdy tłuszcz spływał jej po ustach, sprawiał, że danie wydawało się niewyobrażalnie wykwintne.

Oglądanie tej obrzydliwej sceny zemdliło Xu Xiaocheng, przez co po raz kolejny musiała dłońmi zasłonić usta, by powstrzymać wymioty. Pozostali również pobledli jak duchy, ale gospodyni najwyraźniej tego nie zauważyła. Złapała pałeczkami kolejnego klopsika, a jej twarz zabarwiła się czystą satysfakcją, gdy żarłocznie go połknęła.

Z każdym pochłoniętym klopsikiem mina kobiety stawała się coraz bardziej zadowolona. Z głębi jej ust wydobywał się chrupiący dźwięk podobny do tego, jaki wydają kruche kości, które się żuje. Xu Xiaocheng w końcu nie mogła tego znieść – odsunęła krzesło, zerwała się na nogi i pobiegła do toalety.

Jedno po drugim pozostali również odchodzili od stołu, chcąc trzymać się jak najdalej od tej pani i jej parującego garnka z pulpecikami.

W końcu dostrzegając ich niechęć, ale najwyraźniej nie mogąc zrozumieć, co ją wywołało, kobieta mruknęła do siebie:

Czy jedzenie, które ugotowałam, nie jest smaczne? Zwykle wszyscy je lubią, wszyscy lubią je jeść!

W pokoju zapadła przejmująca cisza. Nikt nie wydusił z siebie ani słowa. W tej chwili wszyscy tęsknili za mdłym, suchym chlebem z poprzedniego posiłku. Przynajmniej coś tak prostego nie powinno sprawiać żadnych problemów, a na pewno nie czuliby aż takiej niechęci do jego zjedzenia.

Gdy niektórzy siedzieli jeszcze przy stole jadalnym, pojawiły się dwie pozostałe siostry. Trzymając się za ręce, stały nieruchomo w drzwiach, w milczeniu obserwując, jak ich matka się objada.

Będąc najbliżej nich, Lin Qiushi ukradkiem przyglądał się im kątem oka. Po chwili obserwacji odkrył, że było dokładnie tak, jak powiedział mu Ruan Nanzhu – jedna z sióstr miała błyszczący puder na ramieniu, a druga na włosach. Ta pierwsza to Xiao Shi, a ta druga to Xiao Tu, co oznaczało, że młoda dziewczyna, która została zamordowana, nie mogła być nikim innym, jak najstarszą z trojaczków, Xiao Yi.

Tak jak poprzednio, dwie identyczne siostry zniknęły tak nieprzewidywalnie, jak się pojawiły. Po chwili stania w drzwiach rozpłynęły się w powietrzu.

Lunch był tak nieprzyjemny, że wszyscy uważali, że kolacja nie może być gorsza. Jednak kto mógłby sobie wyobrazić, że gospodyni przyniesie na kolację duży, parujący garnek bulionu z kości?

Zupa pełna była kości, mięsa i duszonych rzodkiewek, a jej bogaty aromat ponownie uderzył wszystkich w nosy.

Nie jedli prawie cały dzień, a widok tego garnka z wywarem z kości sprawił, że ich miny stały się jeszcze bardziej ponure, a cera jeszcze bledsza, niż gdy zobaczyli poprzednie danie.

Zhang Xinghuo nie mógł powstrzymać się od przeklęcia pod nosem:

Do tej pory nie było ani kawałka pieprzonego mięsa, co tylko narobiło mi na nie ogromnej ochoty. A teraz jest go cholernie dużo. Spójrzcie tylko, ile pieprzonego mięsa dostaliśmy dzisiaj!

Naprawdę masz jaja, żeby to zjeść? – Tang Yaoyao również czuła się nieswojo. – Bóg jeden wie, z czego to jest zrobione.

Kobieta zauważyła, że nikt nie wziął pałeczek, ale nie próbowała już namawiać ich do jedzenia. Zamiast tego, jakby nikogo innego nie było w pobliżu, po prostu wzięła chochlę, nabrała sporą ilość i wciągnęła bulion. Chociaż nikt nawet nie miał okazji spróbować zupy, dziwnie czuli, że była pyszna.

Ach, wspaniała! – Kobieta westchnęła z zadowoleniem, po czym pokręciła głową z żalem. – Szkoda, że nikt z was nie chce jeść.

I tak głodujący ludzie, którzy nie jedli przez cały dzień, patrzyli, jak kobieta pochłania cały garnek zupy wypełnionej mięsem i kośćmi.

Poczekali, aż skończy posiłek, po czym bez słowa zaczęli żuć suchy, niesmaczny chleb.

Wiecie co, ta zupa wygląda naprawdę smacznie. – Jeśli chodzi o Zeng Ruguo, posiłek wydawał mu się całkiem apetyczny. Nieco niechętnie rozstawał się z jedzeniem, które zostało dla nich na stole. – Naprawdę nie możemy tego zjeść? Nawet odrobiny?

Nikt nie wie, z czego do cholery jest zrobiona ta zupa – warknęła Tang Yaoyao, kompletnie zirytowana. – Czy tak trudno ci się zebrać w sobie i wytrzymać przez kilka dni? Nie możesz być cierpliwy? Poczekaj, aż wrócimy do naszego świata, wtedy będziesz mógł robić, co tylko zechcesz. Chcesz jeść, aż ci brzuch pęknie, chcesz pić do woli, chcesz wskoczyć do wanny pełnej gulaszu z klopsikami? Nikt cię wtedy nie powstrzyma.

A co z ciałem tej małej dziewczynki? Gdzie jej matka zabrała zwłoki? – zapytała Xu Xiaocheng cichym głosem. Zmarszczyła nos i udawała, że nie jest zainteresowana zupą, choć cały czas się na nią patrzyła. – Myślicie, że będziemy mogli to zjeść, jeśli znajdziemy ciało?

Twarz Lin Qiushiego wyrażała mieszankę bezradności i podziwu. Pomyślał sobie, że ta dziewczyna naprawdę ma serce lwa. Nawet gdyby sam znalazł ciało, z pewnością nie chciałby spróbować ani kropli tej zupy. Bez względu na to, jak aromatyczna była lub ile razy ktoś wdychał jej zapach, nikt nie wiedział na pewno, jakie składniki zostały w niej użyte.

Jeśli zostanie znalezione? – zastanawiała się Tang Yaoyao. – Na początku myślałam, że problem leży w trojaczkach, ale teraz czuję, że to matka jest problemem.

A może najpierw poszukamy zwłok? – zaproponował nagle Ruan Nanzhu. – To miejsce nie jest takie duże.

Nikt nie wiedział, co się stało z poćwiartowanym ciałem dziecka, gdy zostało sprzątnięte z podłogi. Budynek nie był zbyt rozległy, więc znalezienie go powinno być dość łatwe.

Dobra, poszukajmy go – zgodziła się Tang Yaoyao. – Skoro już tu jesteśmy i jeszcze nie obejrzeliśmy tego pokoju, szybko to zróbmy i spróbujmy znaleźć jakieś wskazówki.

Następnie grupa zaczęła wywracać wszystko do góry nogami, przeszukując cały obszar w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów zwłok.

Miejsce nie było wystarczająco duże, aby się zgubić. Mieszkanie miało trzy pokoje i dwa korytarze. Kuchnia była głównym celem ich śledztwa. Zamierzając przetrząsnąć wszystko w poszukiwaniu kolejnych wskazówek, Lin Qiushi wszedł do niej i wkrótce dostrzegł kilka produktów spożywczych. Prawie wszystkie były zwyczajne, organiczne i najwyraźniej okropnie nieświeże i zgniłe. Nic dziwnego, że nie byli w stanie cieszyć się, a tym bardziej przełknąć ani kęsa, a wszystko, co im podano, smakowało okropnie.

Zaraz obok kuchni znajdowała się łazienka. Nie było w niej nic szczególnego, poza ogromną, rzucającą się w oczy wanną.

Nierozpoznawalne czarne plamy pokrywały jej dno. Wyglądała, jakby nie była używana od wieków. Lin Qiushi podszedł, żeby przyjrzeć się bliżej. Po dokładnym zbadaniu śladów nie mógł oprzeć się wrażeniu, że te czarne plamy przypominają krew. Niemniej jednak nie mógł być w stu procentach pewien, czy jego przeczucie było słuszne.

Skrupulatnie przeszukali wszystkie kąty, zaglądając wysoko i nisko, przeszukując każdy zakamarek, praktycznie wszystko wywracając do góry nogami. Nie ominęli ani jednego miejsca, a mimo to wciąż nie mogli znaleźć torby, do której wepchnięto ciało dziewczynki.

Gdzie ona jest? – prychnęła Tang Yaoyao, wyraźnie sfrustrowana. – Czy są jakieś inne miejsca, do których możemy zajrzeć?

Ruan Nanzhu pogrążył się w myślach. Nagle wyprostował plecy i skierował się do kuchni.

Po co znowu idziesz do kuchni? – zapytała Tang Yaoyao. – Już wszystko tam przeszukaliśmy…

Kto by pomyślał, że od jego wejścia do pomieszczenia minie zaledwie sekunda, gdy Ruan Nanzhu wszystkim ogłosi:

Znalazłem.

Bez zwłoki Lin Qiushi poszedł do kuchni i zobaczył Ruan Nanzhu stojącego przy lodówce. W tym momencie jej drzwi były szeroko otwarte, odsłaniając coś w środku.

Ciężką, czarną torbę.

To był ten sam worek, którego kobieta użyła wczoraj do przechowania ciała swojej córki. A teraz znaleźli go wepchniętego do lodówki.

Pomyśleć, że to było w lodówce… – Tang Yaoyao poczuła mdłości. – Już nawet nie chcę jeść tego, co ona ugotuje.

Ruan Nanzhu natychmiast wyciągnął worek na podłogę.

Widząc jego zachowanie, Lin Qiushi zapytał:

Co robisz?

Sprawdzam. – Niezrażony Ruan Nanzhu opuścił głowę. – Czy nie chcielibyście wszyscy zjeść trochę mięsa?

Zeng Ruguo, który wcześniej stwierdził, że chce jeść mięso, zaśmiał się zawstydzony.

To nie tak, że naprawdę muszę je zjeść…

Ruan Nanzhu całkowicie go zignorował i rozwiązał worek, odsłaniając wnętrze, aby wszyscy mogli je zobaczyć. W środku znajdowały się ułożone jeden na drugim, kawałki zmasakrowanego ciała, które nigdy nie mogło być znów całe, okaleczone do tego stopnia, że praktycznie nie dało się zidentyfikować żadnej części. Bez wątpienia były to zwłoki małej dziewczynki

Mimo że Ruan Nanzhu zobaczył coś tak makabrycznego, nawet nie mrugnął okiem. Jego wyraz twarzy zdradzał, jak bardzo był opanowany. Dokładnie obejrzał torbę, a następnie spojrzał na pozostałych.

Wygląda na to, że niczego ważnego tu nie brakuje, co oznacza, że nie użyła swojej córki jako składnika na zupę.

Pozostali zdębieli.

Tang Yaoyao spojrzał na Ruan Nanzhu i uśmiechnął się krzywo, rzucając złośliwy komentarz:

Zhu Meng jest trochę zbyt spokojna, nie uważasz?

Cóż, gdybym nie była taka spokojna, to już bym wąchała kwiatki od spodu – rzucił chłodno Ruan Nanzhu, po czym szybko zamilkł, zastanawiając się nad czymś przez chwilę. – Załóżmy, że matka naprawdę zamordowała własną córkę. Pytanie jednak brzmi, dlaczego właściwie ją zabiła?

Kto wie, może ona po prostu jest szalona? – odpowiedziała Tang Yaoyao ze złością. – Trzymajmy się od niej z daleka.

Mhm – mruknął potwierdzająco Ruan Nanzhu.

Nikt nic dzisiaj nie jadł, poza kilkoma kęsami mdłego chleba. Kiedy nadeszła noc, wszyscy byli wygłodniali i apatyczni, całkowicie pozbawieni energii i bezsilni. A najgorsze było to, że garnek zupy wciąż stał na stole, nieustannie wabiąc ich swoim apetycznym aromatem.

Wszyscy mogli tylko myśleć o tym, jak zachwycona była kobieta, popijając ten bulion. Nie mogąc tego znieść ani chwili dłużej, pozostali wkrótce oznajmili, że są zmęczeni i że pójdą już spać. I tak, jedno po drugim, wszyscy udali się do swoich sypialni.

Żołądek Lin Qiushiego również nie przestawał burczeć z głodu. Po skończeniu bochenka bezsmakowego chleba chłopak bez słowa wrócił do swojego pokoju, poszedł prosto do łóżka i położył się na plecach, planując iść spać.

Ruan Nanzhu delikatnie położył się obok niego i nagle zapytał:

Czy wiesz, dlaczego w przeszłości każda rodzina miała tak wiele dzieci?

W obliczu tak przypadkowego pytania Lin Qiushi odpowiedział leniwie:

Nie wiem…

Ruan Nanzhu powoli się zbliżył, aż dzielił ich jedynie oddech. Następnie pochylił głowę jeszcze bliżej i przystawiając usta do ucha Lin Qiushiego, delikatnie wypuścił trochę powietrza i zalotnie zamruczał:

Ponieważ w tamtych czasach nie było elektroniki i nie mieli nic innego do roboty w nocy. I cóż za zbieg okoliczności, spójrz na nas dwoje teraz…

Lin Qiushi nonszalancko wyjął telefon komórkowy z kieszeni i obojętnie stwierdził, że wciąż ma przy sobie urządzenie elektroniczne. Ruan Nanzhu odmówił poddania się bez walki.

Masz jeszcze baterię?

Wyraz twarzy Lin Qiushiego nie mógł być bardziej beznamiętny.

Przyniosłem ładowarkę…

Ruan Nanzhu zamilkł. Po chwili zrobił naburmuszoną minę, zachowując się, jakby został bardzo skrzywdzony.

Ciągle bawisz się telefonem, już w ogóle ze mną nie rozmawiasz!

Powalony komentarzem Ruan Nanzhu, Lin Qiushi po prostu gapił się na niego. Nagle się rozmarzył, wyobrażając sobie fantazję, w której miał śliczną dziewczynę do rozpieszczania. I w tym momencie ta urocza dziewczyna miała napad złości. Obrażała się z powodu braku uwagi, jaką poświęcał jej partner, jęcząc, że chciałaby, aby obdarzał ją większą ilością uczuć.

Dobrze. Więc o czym chcesz porozmawiać? – Lin Qiushi odłożył telefon komórkowy.

Ruan Nanzhu promieniał.

Chcesz się założyć, czy ktoś wkrótce umrze?

Zaskoczony Lin Qiushi musiał kilka razy mrugnąć, przetwarzając to. Z pewnością nie spodziewał się, że Ruan Nanzhu, który przed chwilą tak kokietował, zapyta o coś tak szokującego.

Założę się, że ktoś na pewno umrze. – Ruan Nanzhu wyciągnął ramiona i mocno owinął nimi talię Lin Qiushiego, przyciągając go bliżej. Następnie zniżył głos do cichego szeptu: – Ponieważ jaja zostały już poplamione krwią.

Lin Qiushi nie odpowiedział, tylko rozmyślał nad sugestią towarzysza.

Ruan Nanzhu nie zadał sobie trudu, by mu to wyjaśnić. Uśmiechnął się jedynie słabo i powiedział ciepło:

Śpij. Porozmawiamy jutro. – Po tych słowach zamknął oczy i zapadł w głęboki sen.

Ruan Nanzhu był już martwy dla świata, ale Lin Qiushi nie czuł się ani trochę senny.

To wąskie, zamknięte pomieszczenie można było pomylić z ciasną trumną. Do tego było niezwykle duszne. Ci, którzy cierpieli na klaustrofobię, z pewnością czuliby się osaczeni, będąc w tym pomieszczeniu.

Na szczęście Lin Qiushi nie miał z tym problemu, jednak nadal czuł się raczej przytłoczony. Ciemność już spowiła niebo, a mgła stawała się coraz gęstsza, otulając okolicę i uniemożliwiając wyraźne widzenie krajobrazu. I jak zwykle, w tej mglistej czerni istniał tylko ten jeden odległy budynek, stojący wysoko i całkowicie odizolowany od reszty świata.

Noc była dziwnie cicha, ale ta spokojna cisza dawała ludziom poczucie bezpieczeństwa. Lin Qiushi modlił się, aby taki spokój utrzymał się do świtu.

Oczywiście, były to tylko pobożne nadzieje, ponieważ słowa Ruan Nanzhu zdawały się spełniać.

Około trzeciej nad ranem Lin Qiushi obudził się ze snu. Jego wyostrzony zmysł słuchu wychwycił okropnie nieprzyjemny dźwięk, który sprawił, że serce podskoczyło mu do gardła.

Brzmiało to tak, jakby coś ostrego wbijało się w ścianę, wydając głuchy, ale przenikliwy dźwięk. Jedna sekunda, dwie sekundy, z każdą mijającą chwilą, odgłos stawał się coraz głośniejszy, bliższy. Był prawie w zasięgu jego ręki. Wydawało się, że od źródła tego dźwięku dzieliła go obecnie tylko cienka ściana.

Oczy Lin Qiushiego otworzyły się gwałtownie. Powoli się rozejrzał i w końcu zdał sobie sprawę, że nie śni.

Ruan Nanzhu wciąż spał obok niego. Lin Qiushi czuł się nieco skonfliktowany. Nie wiedział, czy powinien go obudzić, czy zostawić w spokoju. Jednak gdy się wahał, odgłos skrobania stał się szybszy i bardziej nieregularny, jakby osoba po drugiej stronie straciła cierpliwość i postanowiła przyspieszyć.

Chrup, chrup, chrup. Ten przenikliwy dźwięk nie ustawał. W końcu Lin Qiushi wyciągnął rękę i delikatnie potrząsnął Ruan Nanzhu.

Nanzhu, obudź się.

Mężczyzna powoli otworzył oczy – nie było w nich widać ani śladu senności, tak jakby wcale przed chwilą nie spał jak kłoda.

O co chodzi?

Słychać dziwny hałas z drugiej strony – odpowiedział Lin Qiushi. – To brzmi, jakby ktoś wkuwał się w ścianę.

Ruan Nanzhu spojrzał we wspomnianą stronę. Budynek był dość stary, a zniszczone ściany nie były zbyt grube, więc słychać było przez nie nawet słabe dźwięki, co sprawiało wrażenie, że ich źródło było blisko. Wyciągnął ramię i delikatnie położył dłoń płasko na ścianie. Nie minęło dużo czasu, zanim jego wyraz twarzy nieznacznie się zmienił.

Odejdź. Odsuń się trochę od tej ściany – rozkazał.

Lin Qiushi skinął głową i zrobił, jak mu polecono.

Co się stało?

Coś na pewno jest po drugiej stronie – oświadczył Ruan Nanzhu. – Po prostu nie wiem, co to jest.

Zapalili światło. Gdy jasny blask oświetlił pokój, skupili całą uwagę na ścianie, która nie przestawała wydawać tego dziwnego dźwięku. Gdyby to było tylko irytujące, nieustanne drapanie, to nie byłoby to poważnym problemem. Jednak Lin Qiushi wkrótce zrozumiał, dlaczego Ruan Nanzhu kazał mu się odsunąć.

Cienki tynk odprysnął, odsłaniając prawie niezauważalną dziurę. Wkrótce przez maleńki otwór przecisnęło się cienkie, spiczaste szydło, powoli wysuwając się do przodu…

Ponieważ pokój był mały i ciasny, strona łóżka Lin Qiushiego była przysunięta bezpośrednio do ściany. Szydło było ostre jak brzytwa i nadzwyczaj długie, znacznie dłuższe od ludzkiego ramienia. Zostało bezwzględnie wycelowane w miejsce, na którym zaledwie chwilę wcześniej leżała głowa Lin Qiushiego. Widząc to, mężczyzna pobladł. Gdyby nadal leżał na łóżku, zupełnie nieświadomy tego, co się dzieje wokół niego, z pewnością byłoby po nim.

Gdy szydło sięgnęło celu, dyskretnie wycofało się z powrotem. Jednak najwyraźniej ktoś zauważył brak krwi na końcu, gdyż ostrze natychmiast wyskoczyło z dziury i bezlitośnie dźgnęło ten sam obszar kilka razy. Po zauważeniu, że na szydle nadal nie było krwi, osoba siedząca po drugiej stronie w końcu zrezygnowała.

Napięta cisza zapanowała w pokoju, gdy ostrze zostało wciągnięte na drugą stronę. Po krótkiej chwili Lin Qiushi zapytał:

Czy to zniknęło?

Ruan Nanzhu zmarszczył brwi.

Poczekaj chwilę.

Spojrzę. – Pochylił się i zajrzał przez mały otwór, który powstał w ścianie. To szybkie spojrzenie niemal sprawiło, że jego dusza wyleciała z ciała. Myślał, że zobaczy pokój znajdujący się po drugiej stronie, ale w rzeczywistości spotkał się ze spoglądającą na niego przekrwioną gałką oczną. Czyste szaleństwo przenikało to złowrogie oko, wywołując przerażenie w sercach tych, którzy przypadkiem je dostrzegli.

Nieznana mu osoba wpatrywała się w niego przez wieki. Zdając sobie sprawę, że nie może go zabić, nagle zniknęła, sprawiając wrażenie, że ta nieruchoma gałka oczna była tylko wytworem jego wyobraźni.

Lin Qiushi był na skraju zsikania się w spodnie po zobaczeniu tego. Zimny pot spływał mu po plecach, a ręce trzęsły się jak szalone. Jego głos drżał ze strachu, gdy wypluwał ciąg przekleństw:

O, cholera. Cholera jasna. O cholera. Cholera. Co to, do cholery, było? Duch? Człowiek?

Nie wiem. W każdym razie nie wychodź przed świtem.

Lin Qiushi podniósł drżącą dłoń i otarł warstwę zimnego potu pokrywającą mu czoło. Ta sytuacja była dokładnie jak z horroru. Absolutnie nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie miał miejsce w pierwszym rzędzie, aby zobaczyć coś takiego. I nie wystarczyło, że to oko go zauważyło. Pomyśleć, że nawet patrzyli na siebie przez długi czas!

Pomijając to, jak to możliwe, że masz tak lekki sen? – zapytał Ruan Nanzhu. – Zawsze budzisz się tak łatwo, choć ten dźwięk nie był wcale aż tak głośny.

Mam bardzo dobry słuch – oznajmił Lin Qiushi.

Na to wygląda – wymruczał Ruan Nanzhu. – Za każdym razem budzisz się pierwszy.

Lin Qiushi westchnął i rzucił ostatnie spojrzenie na dziurę w ścianie.

Całe szczęście, że się obudziłem.

W przeciwnym razie prawdopodobnie miałby teraz dziurę w głowie.

Jednak gdy tylko odetchnął z ulgą, usłyszał ten sam drapiący dźwięk ponownie. Tym razem jednak wydawał się być nieco dalej od nich, tak jakby sprawca wiercił dziurę w innej ścianie.

Do cholery, ten skurwiel wciąż się nie poddał – zaklął cicho Lin Qiushi. – Co powinniśmy zrobić? Jakoś ich ostrzec?

Ruan Nanzhu spojrzał na niego.

Poczekaj. Wyjdę na zewnątrz i to sprawdzę.

Lin Qiushi natychmiast odrzucił jego pomysł.

Nie, pójdziemy razem. We dwóch jesteśmy silniejsi. Jeśli wydarzy się coś złego, to jakoś sobie pomożemy.

Ruan Nanzhu uniósł brew z rozbawieniem i się uśmiechnął.

Nie boisz się?

Czego tu się bać? Jesteś ze mną, prawda?

Usłyszawszy to, Ruan Nanzhu jeszcze mocniej się uśmiechnął. Pochylił się do przodu i chrapliwie wymamrotał:

Czy wiesz, jak ciężko ci się oprzeć, kiedy tak całym sercem ufasz innym? Jeśli będziesz mnie dalej kusić, nie będę w stanie się powstrzymać.

Co?! – krzyknął osłupiały Lin Qiushi.

Ruan Nanzhu wzruszył ramionami.

Nic. Nieważne.

Podeszli do drzwi i powoli je otworzyli. Niespodziewanie ze starych zawiasów rozległo się ogłuszające skrzypnięcie, które odbiło się echem w czarnym jak smoła korytarzu. Dźwięki drapania natychmiast ustały. Ruan Nanzhu wyszedł pierwszy, a drugi mężczyzna natychmiast podążył za nim. Korytarz był całkowicie pogrążony w ciemnościach. Aby oświetlić im drogę, Lin Qiushi wyciągnął telefon i włączył wbudowaną latarkę, po czym objął prowadzenie i oświetlił drogę. Na szczęście korytarz nie był zbyt długi, więc bez problemu widzieli każdy kąt i nic nie mogło uciec przed ich wzrokiem.

Lin Qiushi przypomniał sobie, że dźwięk dobiegał z prawej strony, dlatego zaczął iść w tym kierunku.

Poczekaj chwilę. – Ruan Nanzhu nagle złapał go za ramię i odciągnął. – Ktoś tam jest.

Lin Qiushi spojrzał w kierunku wskazanym przez Ruan Nanzhu i rzeczywiście dostrzegł kucającą w kącie postać. Zmrużył oczy, przyglądając się jej, zanim wciągnął długi oddech. Zaskoczenie malowało się na jego twarzy.

Czy to nie jedna z trojaczków?

Bez wątpienia. – Ruan Nanzhu był ostrożny. – Kochanie, co tam robisz?

Postać kurcząca się w kącie podniosła się bardzo powoli. Piękna spódnica, którą miała na sobie, opinała się poniżej jej ud, a jej włosy były idealnie związane w dwa urocze warkocze. Jednak twarz dziewczyny była niewzruszona, a oczy tak martwe jak zawsze. Delikatnie do nich podskoczyła i stanęła bezpośrednio przed nimi.

Nie mogę spać. – W słodkim głosie dziewczynki pobrzmiewała nuta dziecinności i młodości. Podeszła do Lin Qiushiego i podniosła głowę, patrząc mu prosto w oczy. – Nie mogę spać.

Wróć do swojego pokoju – powiedział Lin Qiushi. – Jest bardzo późno i na zewnątrz nie jest bezpiecznie.

Słysząc jego słowa, dziewczynka spojrzała na ich drzwi. Ostatecznie nic więcej nie powiedziała i po prostu odwróciła się na pięcie, ruszając w kierunku swojego pokoju.

Lin Qiushi i Ruan Nanzhu patrzyli, jak znika w ciemnościach.

Czy to była ona? – Lin Qiushi był pełen sceptycyzmu. – Dlaczego miałaby to zrobić…

Ruan Nanzhu zacisnął usta.

Nie miała na sobie błyszczącego pudru.

Znaczenie jego słów było jasne jak słońce. Dziewczynką, którą właśnie spotkali, nie była ani Xiao Shi, ani Xiao Tu, a Xiao Yi, którą dopiero co znaleźli poszatkowaną w kostkę.

– …Może któraś z nich wzięła kąpiel i się przebrała?

Ruan Nanzhu zaśmiał się ponuro.

Och, mam taką nadzieję.

Ten incydent tak mocno wrył się w myśli Lin Qiushiego, że tej nocy już nie zasnął. Z drugiej strony, Ruan Nanzhu miał niezłe jaja. Przytulił się do niego słodko i zasnął jak kamień. Absolutnie nic nie byłoby w stanie go wybudzić. Nawet gdy nadszedł poranek i pora wstania, on pozostał na swoim miejscu, niechętny do rozstania się z wygodą łóżka.

Nie wstanę. Potrzebuję słodkiego pocałunku od mojego drogiego Qiushiego, żeby móc wstać – jęknął Ruan Nanzhu, turlając się po łóżku.

Lin Qiushi spojrzał na Ruan Nanzhu i przybrał zbolały wyraz twarzy. Nie mógł znieść tak małostkowego zachowania i próśb o rozpieszczanie. Przeżywając wielkie wewnętrzne turbulencje, zapytał:

Starszy bracie, czy mógłbyś przestać prosić, by cię rozpieszczano, gdy tak wyglądasz?

Dlaczego, ach? Nie podoba ci się twoja słodka MengMeng? – Jego delikatny uśmiech bez problemu potrafił przyspieszyć bicie serc innych, a na pięknym obliczu widać było lekkie nieszczęście, wzbudzające głębokie współczucie. Jednak to nie wszystko, gdyż wciąż miał asa w rękawie. Jego duże, sarnie oczy zaczęły wypełniać się błyszczącymi łzami – to był cios ostateczny, który powalał wszystkich na kolana. Szczerze mówiąc, trzeba było go pochwalić, ponieważ ten poziom aktorstwa naprawdę zasługiwał na Oscara!

Mengmeng. Wstawaj.

Ruan Nanzhu zamilkł.

Po długim leniuchowaniu w łóżku poszli do łazienki i poświęcili czas na szczotkowanie i mycie. Ruan Nanzhu najwyraźniej nagle uznał, że nie bawi się wystarczająco dobrze, więc postanowił dalej drażnić Lin Qiushiego. Po raz kolejny wystawiając na próbę swoje godne podziwu umiejętności aktorskie, prowokacyjnie oparł się całym ciałem o towarzysza i nieśmiało zamruczał:

Starszy bracie Linlin, wczoraj byłeś taką bestią.

Zanim Lin Qiushi zdążył wymówić słowo, Zeng Ruguo, który mył zęby obok nich, przypadkiem usłyszał ich niezbyt subtelną rozmowę. W jednej chwili szczęka mu opadła, a wzrok szybko przesunął się między nimi. Kaszlnął niezręcznie i sugestywnie zauważył:

Młodzi ludzie są naprawdę bardzo zdrowi i energiczni.

Wkurzony Lin Qiushi wykrztusił przez zaciśnięte zęby:

A w jaki sposób właściwie byłem bestią?

Ruan Nanzhu żartobliwie uderzył go w ramię i zakrył twarz w udawanym zażenowaniu.

Och, jakie to okropne! Jak możesz nalegać, żeby powiedzieć ci to głośno i wyraźnie? Nie mów mi, że chcesz, żeby cały świat o nas wiedział?

Lin Qiushi zgrzytał zębami tak mocno, że niemal złamał na pół szczoteczkę do zębów, którą miał w ustach.

W przeciwieństwie do dnia poprzedniego, kiedy podano im gulasz z klopsików, dziś na śniadanie dostali znowu pozbawiony smaku i woni chleb. Jednak po wczorajszych niepokojących wydarzeniach wszyscy myśleli, że ten zwykły, suchy chleb był dziwnie sycący… przynajmniej na pewno nie będzie w nim nic dziwnego.

Mam wam coś do powiedzenia – zaczęła mówić podczas posiłku Tang Yaoyao. – Przed śniadaniem poszłam zajrzeć do lodówki i… ciało zniknęło.

Zniknęło? – Oczy Xu Xiaocheng zrobiły się wielkie jak spodki. – Co masz na myśli, mówiąc, że zniknęło? Nie mów mi, że znowu będziemy jeść mięso na lunch…

Gdy wspomniano temat mięsa, wszystkim zaczęło się przewracać w żołądku.

Nie mogę powiedzieć na pewno. To może być po prostu pomyłka z mojej strony. – Tang Yaoyao próbowała uspokoić resztę grupy. – Poza tym, czy nie obejrzeliśmy go wczoraj? Nie brakowało ani kawałka, prawda?

Kto wie – odpowiedział Ruan Nanzhu. – Chyba nie uważasz, że można było coś takiego ustalić, gdy została z niej kupa poszatkowanego mięsa?

W trakcie ich dyskusji dwie siostry wyszły z sypialni.

Przypomniawszy sobie coś w tym momencie, Lin Qiushi wstał i przeszedł obok nich, udając, że chce wziąć pilot do telewizora. Wykorzystał okazję, by dokładnie się im przyjrzeć.

Jednak nie dowierzał własnym oczom. Te dwie dziewczyny… jedna miała jasny puder na ramieniu, a druga we włosach. Więc kim była ta, na którą wpadli na korytarzu? Czy to zmarła Xiao Yi wierciła dziurę w ścianie?

Myśląc o zawiniętym w worek stosie mięsa i flaków okaleczonego ciała, który wcześniej leżał w lodówce, Lin Qiushi poczuł zimną gulę w żołądku. Jego jabłko Adama podskoczyło w górę i w dół, gdy z trudem przełykał ślinę.

Ruan Nanzhu spojrzał na niego pytająco, lecz Lin Qiushi tylko lekko pokręcił głową, milcząco potwierdzając ich straszne podejrzenia. Jednak drugi mężczyzna nie wyglądał na zaskoczonego. Uśmiechnął się tylko spokojnie i oznajmił:

Dzisiejszy suchy chleb smakuje całkiem nieźle.

Przecież smakuje tak samo jak zawsze. – mruknęła złośliwie Tang Yaoyao.

Oczywiście, że nie. – Ruan Nanzhu nie zgodził się z tym, kiwając palcem. – Ostatnia wieczerza przed śmiercią jest zawsze o wiele smaczniejsza niż jakikolwiek zwykły posiłek.

Tłumaczenie: Ashi

Tom I Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32

Tom II
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38
Rozdział 39
Rozdział 40
Rozdział 41
Rozdział 42
Rozdział 43
Rozdział 44
Rozdział 45
Rozdział 46
Rozdział 47
Rozdział 48
Rozdział 49
Rozdział 50
Rozdział 51
Rozdział 52
Rozdział 53

Tom III
Rozdział 54
Rozdział 55
Rozdział 56
Rozdział 57
Rozdział 58
Rozdział 59
Rozdział 60
Rozdział 61
Rozdział 62
Rozdział 63
Rozdział 64
Rozdział 65
Rozdział 66
Rozdział 67
Rozdział 68
Rozdział 69
Rozdział 70
Rozdział 71
Rozdział 72
Rozdział 73
Rozdział 74
Rozdział 75
Rozdział 76
Rozdział 77

Tom IV
Rozdział 78
Rozdział 79
Rozdział 80
Rozdział 81
Rozdział 82
Rozdział 83
Rozdział 84
Rozdział 85
Rozdział 86
Rozdział 87
Rozdział 88
Rozdział 89
Rozdział 90
Rozdział 91
Rozdział 92
Rozdział 93
Rozdział 94
Rozdział 95

Tom V
Rozdział 96
Rozdział 97
Rozdział 98
Rozdział 99
Rozdział 100
Rozdział 101
Rozdział 102
Rozdział 103
Rozdział 104
Rozdział 105
Rozdział 106
Rozdział 107
Rozdział 108
Rozdział 109
Rozdział 110
Rozdział 111
Rozdział 112
Rozdział 113
Rozdział 114
Rozdział 115
Rozdział 116
Rozdział 117
Rozdział 118
Rozdział 119
Rozdział 120
Rozdział 121
Rozdział 122
Rozdział 123
Rozdział 124
Rozdział 126
Rozdział 126

Tom VI
Rozdział 127
Rozdział 128
Rozdział 129
Rozdział 130
Rozdział 131
Rozdział 132
Rozdział 133
Rozdział 134
Rozdział 135
Rozdział 136
Rozdział 137
Rozdział 138
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Ekstra 7
Ekstra 8
Ekstra 9
Ekstra 10

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: