Little Mushroom

Rozdział 5111 min. lektury

To my jesteśmy najmocniej połączone z losami ludzkości.

Pani Lu usłyszała te słowa od swojej matki, gdy była jeszcze mała. Brzuch kobiety był wyraźnie powiększony, gdyż nowe życie rozwijało się w jej łonie.

To my jesteśmy najmocniej połączone z losami ludzkości.

Gdy dorosła, powtarzała to zdanie kolejnym pokoleniom. Zaczęła rodzić dzieci dla bazy, jednocześnie biorąc udział w badaniach nad embrionami. Były one niezwykle cenne, więc jako jedyna kobieta mogła opuszczać Ogród Edenu i Latarnię. Pewnego dnia na korytarzu Dwóch Wież spotkała przystojnego żołnierza o zielonych oczach.

Później urodziła dziecko, którego narodziny nie miały nic wspólnego z jej obowiązkami. Ze względu na pracę nie widywała się zbyt często z jego ojcem. Mogli tylko okazjonalnie rozmawiać przez komunikator.

Czasami mam wrażenie… że zdradziłam Deklarację Róży.

Dlaczego tak uważasz? – Głos wydobywający się z komunikatora był pewny. – Czy nie pomagasz przyjść na świat nowemu życiu?

Urodzenie dziecka kochanka było przywilejem kobiet sprzed złożenia deklaracji. – Dotknęła dłonią swój brzuch. – Mogę wykorzystać swoją macicę bez łamania prawa i utraty cennych zasobów bazy. Bardzo się cieszę… Lecz ten pomysł jest też niebezpieczny.

Wspomnienia, które przejął An Zhe, były przerywane i zawierały tylko kilka kluczowych momentów.

Planuje wstąpić do wojska – powiedziała pani Lu. – Zasugerowałam, by ubiegał się o stanowisko w Zjednoczonym Froncie. Spotkacie się, gdy wrócisz do bazy.

Czy jest do mnie podobny?

Tak. Różnicie się jedynie osobowością. Baza nie zezwala na spotkanie rodziny, lecz od razu go rozpoznasz.

Nie mogę się doczekać.

Zobaczysz go – odparła pewnie pani Lu. – Uważaj na siebie w dziczy.

Będę. Tym razem zdobyliśmy bardzo ważne materiały badawcze, niektóre są nawet powiązane z twoją dziedziną naukową.

Pani Lu się zaśmiała.

Dobra robota. Moje badania ostatnio dobrze idą.

Tęsknię za tobą. – Jego głos nagle przycichł. – Zeszłej nocy śniłem o dniu, w którym ludzkość wybrnęła z tego kataklizmu. Mieszkaliśmy razem z naszymi dziećmi. Byliśmy szczęśliwi jako normalni ludzie.

Wróć szybko. – Głos kobiety był delikatny.

Wszystko było pełne nadziei, lecz szczęśliwe wspomnienia nagle się skończyły.

Dziesięć dni później nie mogła dodzwonić się do ukochanego, ani uzyskać na jego temat żadnych informacji. Przygotowała się na najgorsze.

Pewnego razu, gdy zdecydowała się udać do Centrum Zjednoczonego Frontu, by wypytać o swojego partnera, spotkała swojego syna. Nie widywała go zbyt często. Miała wrażenie, że dziecko, które uciekało z piętra szóstego na dwudzieste drugie, by ją zobaczyć, w mgnieniu oka dorosło, stając się przystojnym wojskowym. Jej serce pełne było zmartwień, lecz jego widok niezmiernie ją pocieszył.

Jesteś tutaj.

Matko. – Głos Lu Fenga był niski.

Nagle zobaczyła wzór na jego czarnym mundurze i odznakę przyczepioną do piersi.

Czy baza nie przydzieliła cię do Zjednoczonego Frontu? – Kobieta była lekko zdezorientowana.

Jestem w Sądzie Procesowym – odparł.

Dlaczego tam poszedłeś? – zapytała go nerwowo. Niewielu chciało dołączyć do Sądu Procesowego, chyba że nie mieli innej opcji.

Zgłosiłem się. – W oczach młodego oficera widać było mieszane uczucia, lecz pomimo tego był bardzo spokojny. – Bardziej się przydam w Sądzie Procesowym niż w Zjednoczonym Froncie.

Ostatecznie tylko bezradnie potrząsnęła głową, ignorując cisnące się na usta słowa. Wszyscy wiedzieli, że sędziowie z Sądu Procesowego szybko popadali w szaleństwo. Nikt nie powinien tam trafić.

Już mieli się rozejść, gdy Lu Feng ją zawołał:

Matko.

Pani Lu odwróciła się i spojrzała na niego. Mężczyzna odwzajemnił jej spojrzenie, ochryple pytając:

Co planujesz zrobić?

Nic – odparła. Nie miała zamiaru informować syna o swoich problemach, więc tylko się uśmiechnęła. – Dbaj o siebie.

Udała się do biura informacyjnego i zapukała.

Witamy w biurze zarządzania informacjami. O co chciała pani zapytać?

O pierwszego dowódcę jednostki bojowej w Centrum Zjednoczonego Frontu, generała porucznika Gao Tanga. Czy wciąż jest w dziczy?

Pracownik postukał przez chwilę w klawiaturę.

Przepraszam. Generał porucznik nie żyje.

Jej dłonie były lodowate, lecz zachowała spokój. Śmierć dla dobra bazy była losem każdego żołnierza.

Zmarł… zmarł w dziczy?

Przy wejściu do miasta – odparł pracownik. – W aktach Sądu Procesowego zapisano, że u generała porucznika Gao Tanga potwierdzono infekcję.

Czuła się jak w letargu, ledwo co mogąc ustać.

Proszę pani?

Sąd Procesowy… – wymamrotała. – Jak pewny jest ich osąd?

Bardzo pewny. Wskaźnik dokładności każdego sędziego utrzymuje się na poziomie 80%. W tym roku średni wskaźnik dokładności mężczyzny, który właśnie dołączył, wynosi 90%… Proszę pani, czy potrzebuje pani pomocy? Proszę pani?

Stała w bezruchu, przypominając sobie, jak Lu Feng zawołał ją ochrypłym głosem. Zadrżała.

Możliwe, że jej zachowanie przestraszyło pracownika, bo szybko powiedział:

Ma pani bardzo wysoki poziom dostępów. Jeśli pani tego chce, to mogę aplikować o dokładne dane, ID sędziego i wskaźnik dokładności z tego dnia… Proszę pani?

Nie. – Jej oczy rozszerzyły się, jakby usłyszała coś przerażającego. – Nie sprawdzaj… Nie sprawdzaj.

Jej pamięć była jak pusta karta. Straciła kochanka i od tego dnia jej relacje z Lu Fengiem zaczęły ulegać stopniowemu pogorszeniu. Jego też straciła. W rzeczywistości codziennie traciła dzieci.

Gdy wysadzono Miasto Zewnętrzne, Lily wtuliła się w jej ramiona po usłyszeniu potężnego huku.

Dlaczego wysadzili miasto?

By ludzkość była bezpieczniejsza.

Ale przecież tamci ludzie też byli dziećmi Edenu – zastanawiała się dziewczynka. – Skoro dzieci nie są takie ważne, to dlaczego nas tu więżą?

Mają swoje powody. By osiągnąć szczytny cel, czasami trzeba coś poświęcić. – Przytuliła Lily, delikatnie tłumacząc: – Główne Miasto i Zewnętrzne są naszymi dziećmi. Czasami dzieci są nieposłuszne, raniąc matkę i rodzinę. Dopiero jak je zrozumiemy, to cierpienie się skończy.

Gdy to mówiła, przed oczami ujrzała kałużę krwi przepływającą pod drzwiami i odznakę Sądu Procesowego Lu Fenga nakładające się na powybuchową chmurę w kształcie grzyba formującą się w oddali.

A ty ich rozumiesz? – zapytała Lily.

Nie odpowiedziała. Przyłożyła czoło do czoła dziewczynki i zamknęła oczy.

Chciałabym, byś nigdy nie musiała znowu czuć tego bólu.

An Zhe powoli otworzył oczy.

Leżał obok rabaty róż. Spojrzał w górę, widząc falujące liście i błyszczące kawałki szkła. Ciemny cień przemknął tuż nad nim.

Dziura w kopule została znacznie powiększona, by zmieściła się przez nią królowa pszczół. Jej połamane krawędzie błyszczały w świetle, a pszczoła wielkości ludzkiego ramienia właśnie przez nią przelatywała.

Fluktuacje ustały, a w środku nie było ani śladu królowej pszczół. Na niebie wystrzały z armat wybuchały jak piękne fajerwerki. Zastanawiał się, czy ludzkiej armii udało się zabić królową, lecz zapewne ciężko było nocą trafić w owada. An Zhe zauważył małą pszczółkę wbijającą się wysoko i znikającą w świetle srebrzystego księżyca.

Na posadzce pojawiło się kilka ciemnych cieni, gdy niezliczona gromada pszczół nadleciała ze wszystkich stron w akompaniamencie szelestu skrzydeł. Niektóre wciąż miały na sobie kawałki białego materiału. An Zhe spojrzał w stronę, z której się pojawiły. Dwudzieste drugie piętro zdawało się być puste. Najwyraźniej wszyscy zamienili się w pszczoły.

Pszczoły…

Kolejne wspomnienie pojawiło się w głowie An Zhe.

Zobaczył pszczołę, normalną pszczołę zapylającą kwiaty, która nie zjadała żywych istot.

Było lato, sezon reprodukcyjny tych owadów, lecz ta przypadkowo wleciała do ludzkiego miasta. Okna i drzwi do mieszkań były pozamykane, a ona chciała znaleźć jadalny pyłek, co najwyraźniej było niemożliwe.

Wtedy to zobaczyła. Za szkłem znajdowała się szkarłatna róża w pełnym rozkwicie.

Kobieta opiekowała się tym kwiatem. Stała obok okna, spoglądając na roślinę z uśmiechem. Następnie przez długą chwilę wpatrywała się w niebo. Wyglądała, jakby chciała otworzyć okno i dotknąć błękitu.

Pszczoła czekała i czekała, czekała aż kobieta odeszła i wróciła, czekała aż spojrzała za okno i uroniła łzę. W końcu zdawała się podjąć decyzję i otworzyła okno. Wiatr wdarł się do środka, a ona zamknęła oczy, upajając się nim.

Owad od dawna był głodny. Szybko przyczepił się do pręcików róży, a pyłek obtoczył jego włochate tylne odnóża. Wsunął aparat gębowy w środek rośliny, lecz szybko został odkryty.

Kobieta sięgnęła w jego stronę drżącą ręką, a w jej oczach błyszczało delikatne szaleństwo. Zachowywała się, jakby po raz pierwszy w życiu zobaczyła żywą istotę. Była powolna i nie wyglądało na to, by miała zaatakować, lecz instynkt pszczoły był nie do powstrzymania.

Gdy palec kobiety był zaledwie kilka milimetrów od owada, ten odruchowo ją użądlił.

Pszczoła umarła, gdyż część jej narządów zostało wyrwane razem z żądłem i przyczepione do palca kobiety. W końcu te insekty mogły zrobić to tylko raz w życiu.

Jednak nie umarła do końca. Ciało owada wpadło między kwiaty róży, lecz jego świadomość połączyła się z ludzkim umysłem. Pozostała w spoczynku tak długo, że nikt nie wiedział o jej istnieniu. Nawet kobieta pomyślała, że została tylko użądlona, lecz nie doszło do skażenia.

A przynajmniej dopóki część tej świadomości nie została stopniowo aktywowana przez dziwne fluktuacje z oddali.

Wspomnienie pszczoły było proste, a po całym doświadczeniu wręcz pozbawione wyrazu. Gdy An Zhe otworzył oczy, wszystko powoli zniknęło z jego głowy. Znajdujące się przed nim róże wciąż były wyraziste. Zastanawiał się, kto podarował pani Lu tamten kwiat.

Tylko dwie osoby sprawiały jej takie prezenty – jej były partner i Lu Feng. Obaj chcieli ją uszczęśliwić, dlatego gdy tylko róża zakwitła, kobieta zapragnęła zaczerpnąć świeżego powietrza i poczuć muśnięcia słońca na skórze. I tak spotkała pszczołę, która przyszła do jej kwiatu.

Chłodne powietrze dostało się do środka, pomagając An Zhe w pełni się wybudzić. Tylko on pozostał w pomieszczeniu. Ziemię zaśmiecały podarte ubrania, komunikatory i inne przedmioty, które nosili ze sobą ludzie. Domyślał się, że gdy on pod wpływem silnej fali fluktuacji zagłębił się we wspomnieniach pani Lu i pszczoły, pozostali zostali nią zainfekowani. Tysiące ludzi zamieniło się w pasiaste owady i wyleciało przez dziurę w szklanej kopule.

Był wyjątkiem. Zachował ludzką postać, tak jak tamtym razem, gdy ugryzł go insekt. Nie zmutował.

Nagle An Zhe poczuł się zagrożony. Spojrzał w górę i zobaczył nad kopułą trzy helikoptery wojskowe. To z nich przed chwilą ostrzeliwano chmarę. Piloci zauważyli dziurę w szkle, zwracając się w jej stronę.

Jednocześnie od strony drzwi nadszedł dźwięk kroków. Rozległ się alarm, a czerwone światła awaryjne zaczęły migać. Podłoga się zatrzęsła, gdy uzbrojeni żołnierze z oddziału reagowania kryzysowego wbiegli do pomieszczenia, szybko otaczając An Zhe. Każdy z nich trzymał ciężki karabin wycelowany prosto w niego.

Tłumaczenie: Ashi

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: