Little Mushroom

Rozdział 610 min. lektury

Rozdział 6

Dopiero po dłuższym czasie kobieta przestała szlochać. Jej oczy poczerwieniały, a uczesanie było w nieładzie. Oparła się o ścianę i w milczeniu patrzyła na niebo w oddali. Była jak kropla wody na listku, który złamałby się od byle dotknięcia.

Nie idziesz? – zapytał ostrożnie An Zhe.

Potrząsnęła głową.

Kim był dla ciebie ten zabity człowiek? – spytała ochrypłym głosem.

Chłopak długo szukał właściwych słów w swoich wspomnieniach.

To… mój przyjaciel. Uratował mi życie.

Mój mężczyzna też mnie ocalił. – W chwili, kiedy to powiedziała, zwiesiła głowę. Jej plecy i ramiona drżały, gdy znów się rozpłakała. Nie odezwała się już więcej.

An Zhe mocno ściskał kartę identyfikacyjną należącą do Vance’a. W jego sercu, będącym ludzkim sercem, pojawiło się tępe uczucie. To było coś, czego nigdy wcześniej nie doświadczył, kiedy był po prostu grzybem.

To uczucie w końcu nieco zelżało i znalazł siłę, aby podążyć wraz z oddalającym się tłumem, unosząc nogi, żeby przejść przez tunel bramy miejskiej. Na jego końcu rozmieszczone były w szeregu automatyczne bramki. Chłopak wybrał pierwszą z lewej. Kiedy przechodził, usłyszał delikatny mechaniczny żeński głos:

Proszę okazać swoją kartę identyfikacyjną i spojrzeć w kamerę.

Karta identyfikacyjna należąca do An Ze została umieszczona na białej podświetlanej platformie z prawej strony bramki, a on sam spojrzał w czarną kamerę przed sobą.

ID3261170514. Nazwisko: An Ze. Pochodzenie: Szósta Dzielnica Miasta Zewnętrznego. Czas opuszczenia miasta: 27 dni temu.

Aparat wydał cichy dźwięk i białe światło zmieniło się na zielone.

Rozpoznanie twarzy zakończone pomyślnie. Witamy w domu.

Zabrzęczało i śluza się uniosła. Chłopak wszedł do środka. Blask porannego słońca zmusił go do zmrużenia oczu. Po trzydziestu sekundach rozmyty widok się wyostrzył i przed jego oczami pojawiło się ogromne szare miasto.

Znajdował się na dużej otwartej przestrzeni. Wyrazy: „Strefa buforowa” były napisane na ziemi zieloną odblaskową farbą. Przed jego oczami wyrastały z ziemi wytwory ludzkich rąk. Betonowe budynki były wyższe od największych roślin, jakie An Zhe kiedykolwiek oglądał. Stały tak, stłoczone i ustawione w rzędach, przesłaniając mu widok. Spojrzał w górę i zobaczył pomarańczowe słońce ukryte za najwyższym budynkiem. Pozostała widoczna połowa przypominała kroplę rozcieńczonej krwi, która w następnej chwili spłynęła po ścianie.

Chłopak się obejrzał. Ludzie, którzy przeszli przez automatyczne bramki rozproszyli się, aby następnie spontanicznie zebrać się w grupki podążające w tym samym kierunku. An Zhe ruszył naprzód i poszedł za nimi. Po stu krokach skręcił za róg i ujrzał napis: „Tranzyt kolejowy”. Pociąg zatrzymał się na torach i rozległ się komunikat:

Wejście. Dzielnica pierwsza. Stacja zaopatrzeniowa numer trzy. Dzielnica piąta. Dzielnica szósta. Urząd do spraw urbanistyki. Wyjście.

Wsiadł za tłumem do pociągu i znalazł miejsce w kącie pustawego wagonu. Z przodu siedziało dwóch silnych mężczyzn, rozmawiających szeptem.

Wróciłeś z Trzeciego Dorzecza? Tym razem naprawdę ryzykowałeś życiem.

Zginęło sześć osób.

Okej, ale ty jednak wróciłeś?

Wojsko nadal to wycenia i podejmuje decyzję, ale nie sądzę, żebym musiał iść do dziczy jeszcze w tym życiu.

Och.

Poszliśmy do szkoły w opuszczonym mieście numer 411. Była pełna zmutowanych roślin i nikt nie ośmielał się tam wchodzić. – Mężczyzna się uśmiechnął. – My weszliśmy do środka i wywęszyliśmy trzy twarde dyski w pomieszczeniu biblioteki. Są bezcenne. Zobacz tylko, jakie wartościowe rzeczy na nich były.

An Zhe słuchał w milczeniu. Nie wszystko rozumiał, ale widział, że mężczyzna przed nim był szczęśliwy, więc i jemu się to szczęście po trosze udzieliło. Wiedział, że szczęśliwi ludzie nie odmawiają pomocy innym, więc zawołał:

Proszę pana!

Mężczyzna nie odwrócił głowy, ale zapytał:

O co chodzi?

Jak się dostać do Szóstej Dzielnicy?

Wysiądź na stacji zaopatrzenia i przesiądź się do pociągu numer 2.

Dziękuję.

Pięć minut później pociąg ruszył. Rozległ się mechaniczny głos informujący o nazwie peronu. Wszystko było obce dla An Zhe. Po jakimś czasie błądzenia i pytania o drogę, w końcu wsiadł do pociągu numer 2 na stacji zaopatrzenia. Potem poprawnie z niego wysiadł i dotarł do Szóstej Dzielnicy.

Numer identyfikacyjny An Ze to 3261170514. Był to nie tylko dowód jego ludzkiej tożsamości, ale też reprezentował jego adres. Była to Szósta Dzielnica Miasta Zewnętrznego, budynek 117, numer mieszkania 0514.

Jednak wkrótce po tym, jak wysiadł z pociągu, kiedy rozglądał się za kimś, kto mógłby wskazać mu drogę, znienacka zaczepił go młody chłopiec.

Hej, przyjacielu. Witaj, czy zechciałbyś na to spojrzeć?

Zanim An Zhe zdążył przemówić, podsunięto mu białą kartkę zapisaną wielkimi krwawymi literami. Napis głosił: „Precz z tyranią sędziów”. Nic nie rozumiał, ale nie zadawał pytań. Powiedział tylko:

Czy może wiesz, jak trafić do budynku numer 117?

To po drodze, więc nie masz nic przeciwko temu, żeby iść z nami, prawda? – zapytał chłopiec.

– …Nie mam nic przeciwko.

W takim razie jesteśmy towarzyszami broni.

Chłopiec uniósł kartkę trzymaną w dłoni. Ta z kolei miała napis: „Uchylić ustawę o sędziach”.

Nie byli jedynymi, którzy nieśli transparenty. Wkrótce wchłonęła ich grupa ludzi. Było ich około czterdziestu, a każdy ściskał podobny biały papier lub długi transparent. Przesłania na nich brzmiały bardzo podobnie:

Dobrowolnie poniesiemy koszty testów genetycznych”.

Sędziowie są grzesznikami ludzkości”.

Rozwiąż sąd i szukaj sprawiedliwości dla niewinnych”.

W tym momencie tłum powoli ruszył do przodu, zaś An Zhe mógł tylko podążyć wraz z nim.

Miejskie drogi były bardzo wąskie. Słońce oświetlało budynki i rzucało na ziemię pofałdowane cienie. Poza nimi na ulicy było też wielu dorosłych, idących ze spuszczonymi głowami. Paru z nich zerknęło w ich stronę, lecz szybko odwrócili wzrok.

Co robimy? – zapytał An Zhe.

To cicha demonstracja – odrzekł chłopiec. – Nie przestaniemy, dopóki Sąd Procesowy nie zostanie rozwiązany.

Och.

Po półgodzinnym spacerze An Zhe ponownie zwrócił się do swojego towarzysza.

Gdzie jest budynek numer 117?

Przed nami, jesteśmy prawie na miejscu.

Minęło kolejne półtorej godziny i An Zhe ponowił pytanie.

Przepraszam! – Chłopiec podrapał się w głowę. – Zapomniałem o tobie. Już go minęliśmy. Jest za nami.

Mówiąc, obrócił się we właściwym kierunku.

W tę stronę. To nie jest daleko. Numer budynku jest napisany z boku i będziesz go widział.

Dziękuję – odpowiedział An Zhe.

Nie ma za co.

Oddał chłopcu transparent.

Zwrócę ci to.

Nie ma potrzeby! – Chłopiec nie przyjął kartki z powrotem. – Pamiętaj, żeby przyjść znowu w przyszłym tygodniu. Spotykamy się w budynku numer 1!

W tej sytuacji An Zhe dołączył krwawy transparent do wydruku raportu genetycznego, który wcisnął mu sędzia. Trzymając kartki, opuścił dziwnych młodych ludzi i podążył we wskazanym kierunku.

W miarę jak szedł, poczuł, że otoczenie zaczyna wyglądać jakoś znajomo. W jego umyśle przebudziły się wspomnienia, należące niegdyś do An Ze. Podążając za głosem swojej intuicji, skręcił kilka razy, bezbłędnie trafiając do budynku oznaczonego numerem 117. Był to szeroki, prostokątny, dziesięciopiętrowy blok. Chłopak wszedł do klatki numer 0 i wspiął się po stromych schodach na piąte piętro. Znalazł się w ciemnym korytarzu i odszukał drzwi numer 14.

Na drzwiach naklejono białą pieczęć. An Zhe rozerwał ją i znalazł pod nią okienko czytnika dostępu. Zbliżył do niego kartę identyfikacyjną, otwierając drzwi i wszedł do środka.

Pokój był bardzo mały. Mniejszy niż jaskinia, w której kiedyś mieszkał, ale jaśniejszy i bardziej przestronny niż strefa wypoczynkowa w ciężarówce. Przy ścianie stało drewniane biurko, na którym leżało kilkanaście starych książek. Z jednej strony ułożono stosik kartek i zeszytów. Naprzeciwko znajdowało się pojedyncze łóżko z szafką u wezgłowia. W pokoju była jeszcze szklanka wody, lustro i parę drobiazgów. W nogach łóżka stała wysoka szafa na ubrania.

Okno znajdowało się po drugiej stronie łóżka, a szare zasłony były do połowy uchylone. Pomieszczenie było rozświetlone słońcem, którego blask padał też na kołdrę. W pokoju unosił się suchy zapach, który przypominał mu woń An Ze.

Podszedł do łóżka i sięgnął po lusterko wielkości dłoni, w którym widać było jego odbicie. Wyglądał jak An Ze. Miał miękkie czarne włosy i oczy w tym samym kolorze. Było wiele podobieństw, ale różniły ich pewne detale. Co więcej, on nie miał spokojnego i łagodnego spojrzenia An Ze.

W tamtym czasie An Ze powiedział mu:

Czuję się, jakbym miał jeszcze jednego brata. Nadam ci imię, mały grzybku.

Czy było coś, co wywarło na tobie głębokie wrażenie, grzybku?

W jego ograniczonej pamięci były tylko dwa ważne wspomnienia. Jedno dotyczyło utraty zarodnika. Druga sytuacja miała miejsce, kiedy był bardzo młody, prawdopodobnie miał długość ludzkiego małego palca.

Podczas pory deszczowej, kiedy rosną grzyby, fala wody chlusnęła na jego wątłą nóżkę i złamała ją. Po tym, jak każde zranione stworzenie próbował odrosnąć i żyć dalej. Stopniowo uzyskał niejasną świadomość i wyzdrowiał.

Od tamtej pory różnił się od pozostałych osobników własnego gatunku. Potrafił kontrolować swoją grzybnię, mógł się przemieszczać pomiędzy dżunglą a dziczą, a także zaczął rejestrować dźwięki i ruch w swoim otoczeniu. Był wolnym grzybem.

Biedne maleństwo. – An Ze dotknął wtedy jego włosów. – Czy to bolało, kiedy się złamałeś?

Nie pamiętam.

Nazwiemy cię An Zhe – rzekł człowiek.

Dobrze – odpowiedział.

Myśląc o tym, An Zhe uśmiechnął się do lustra. Kiedy mężczyzna w lustrze odwzajemnił uśmiech, miał wrażenie, jakby znów zobaczył cień An Ze.

Dziękuję – powiedział do tafli.

Odłożył lusterko i usiadł przy biurku. Co teraz?

Zastanawiając się nad tym, chłopak wyciągnął przed siebie lewą rękę i spojrzał na oświetlony czubek swojego palca. Zaczęła z niego wyrastać śnieżnobiała grzybnia, przybierając stałą konsystencję. Wziął sztylet i uciął mały kawałeczek. Wziął go w prawą rękę, delikatnie włożył do ust i ugryzł. Postanowił sprawdzić, czy jest trujący, czy nie.

Miękkie, słodkie i pyszne – takie było jego pierwsze wrażenie. W następnej sekundzie cały świat przed nim się zatrząsł.

Tłumaczenie: Dianthus

3 Comments

  1. Avatar YueDream

    Jak na zagubionego grzybka, An Zhe całkiem dobrze radzi sobie w ludzkim świecie :)
    Podejrzewałam, że mały grzybek przejął wygląd An Ze, bo skoro ma też jego wspomnienia :zachwyt2:
    I wydaje mi się, że nie jest trujący, a halucynogenny :D

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: