Little Mushroom

Rozdział 466 min. lektury

Strzelanina ustała i kilka osób ukazało się u podnóża schodów. Był wśród nich Seraing.

Ci tutaj nie są zarażeni?

Nie – potwierdził sędzia.

Doktor wypytał ocalałych, gdzie przebywali tego dnia. Nie chodziło o jedzenie, wodę ani powietrze. To wszystko pochodziło z Latarni, nawet powietrze dostarczała wentylacja. Gdyby któryś z tych trzech czynników był problemem, cała Latarnia by upadła. Jednak wszystkich ocalałych łączyło jedno. W czasie, gdy pole magnetyczne zanikło, nie mieli kontaktu z próbkami eksperymentalnymi. Niektórzy z nich porządkowali dane w biurze, inni poszli na spotkania na innych piętrach i dopiero wrócili, tak jak doktor Ji.

Zakażony personel miał jedną wspólną cechę. Jego członkowie przebywali w pobliżu gatunków heterogenicznych. Nie był to bezpośredni kontakt, jedynie pozostawanie blisko nich. Na przykład jeden z asystentów, który spędził całe popołudnie na pisaniu kodu w małym biurze i dopasowywaniu modelu danych, został dotknięty infekcją genetyczną. Jedyną podejrzaną okolicznością był fakt, że naprzeciwko znajdowało się laboratorium, w którym trzymano dwa gadopodobne potwory.

Seraing skonsultował się z wojskiem, w wyniku czego ośrodek badań istot heterogenicznych wraz z okalającymi go piętrami zamknięto w celu przeprowadzenia inspekcji. Cały personel dostał zakaz wstępu.

Woda, żywność lub powietrze mogą być źródłem infekcji. – An Zhe i doktor Ji siedzieli we wspólnym pokoju należącym do Sądu Procesowego, a lekarz mówił do białej ściany. – Jednak w tym przypadku tak nie jest. Czy to promieniowanie? – odezwał się ponownie. – Jeśli każdy potwór jest źródłem promieniowania, na początku może ono być słabe i tylko poważne rany powodują infekcję. Potem nawet drobne obrażenia doprowadzają do zakażenia. Kiedy intensywność promieniowania stopniowo rośnie… twoje geny będą się zmieniać, jeśli tylko znajdziesz się w pobliżu potwora.

An Zhe uznał, że to miało sens, lecz w następnej chwili ujrzał, jak mężczyzna schował twarz w dłoniach. Wziął głęboki oddech i wyglądał, jakby był bliski omdlenia.

Tylko że instrumenty niczego nie wykryły.

Młodzieniec pomyślał, że doktor popadał w szaleństwo. W obecnej sytuacji potrafił zrozumieć źródło tego obłędu.

Te badania – obserwacje potworów – jakże były bolesne, skomplikowane i niebezpieczne, ileż środków wymagały! Mimo to ludzie do tej pory nie wiedzieli, z czym mają do czynienia. To było jak błądzenie w ciemności bez żadnego oparcia. Wiedzieli, że są blisko klifu, ale nie wiadomo kiedy spadną.

An Zhe ujrzał, jak doktor powoli uniósł głowę. Jego błękitne oczy były oszołomione, a mięśnie twarzy drżały. Był to rodzaj rozpaczliwego strachu i przerażenia, jakby stawiał czoła ogromnej, nieopisanej egzystencji. Przed nim tkwił biały mur nicości. Najbardziej przerażającą rzeczą na świecie było nieznane.

Chłopak podał mu szklankę wody. Lekarz wypił i niechętnie się uśmiechnął.

Dziękuję. Nie wiem, na ile dni wystarczy wody w bazie.

Mężczyzna miał rację. Od nocy, kiedy zniknęła zorza, cała baza przeszła w stan zagrożenia. Na zewnątrz panowały wiatr słoneczny i promieniowanie, więc nikt nie mógł opuszczać budynków, ale ciepło przenikało przez grube ściany. Temperatura w pomieszczeniu sięgała trzydziestu stopni Celsjusza, lecz klimatyzacja nie działała, więc powietrze było piekielnie suche. Funkcjonowało tylko podstawowe wyposażenie i codziennie o ósmej rano i wieczorem baza rozdawała prasowane herbatniki lub paczkę granulek odżywczych i butelkę pitnej wody.

Trzy dni później o poranku rozdano już tylko po jednej butelce wody.

Miało to miejsce w Dwóch Wieżach, gdzie znajdowało się wojskowe centrum dowodzenia i przebywali naukowcy. An Zhe czasami myślał, że skoro zapasy w Dwóch Wieżach stopniały już do takiego poziomu, to co się działo w zwykłych budynkach mieszkalnych na zewnątrz?

Przelot myśliwców PL1109 z Bazy Północnej do Podziemnej Bazy Miejskiej zajmuje dwanaście godzin i tyle samo trwa lot powrotny. Minęło już 120 godzin, a my wciąż nic nie wiemy. – Doktor nakreślił ołówkiem na papierze kilka skomplikowanych wzorów. – Wierzę w Lu Fenga z całego serca, ale musimy być przygotowani na najgorsze.

Pięć dni później skończyła się żywność.

Windy stanęły i An Zhe po cichu wymknął się z biura Sądu Procesowego. Wspiął się po schodach i ujrzał co najmniej trzy pary całujące się po kątach. Może nie byli zakochani, ale w tym momencie nie dałoby się ich rozdzielić.

Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś ze mną. twój kij i twoja laska są tym, co mnie pociesza. Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu pańskim po najdłuższe czasy1.

Minął salę konferencyjną na trzynastym piętrze, gdzie kilkunastu oficerów i naukowców zebrało się, aby recytować Biblię. Co najmniej połowa z nich miała wepchnięte w nozdrza chusteczki, ponieważ wysoka temperatura i suchość powodowały krwawienie z nosa.

Właściwie stanowiło to również bardzo złe warunki dla przetrwania grzyba. An Zhe kiepsko spał przez ostatnie kilka dni i czasami miał wrażenie, że dryfuje w górę i w dół na falach przeznaczenia. Chwilami czuł się, jakby leżał w słońcu spieczony na wiór. Wreszcie obudził się głodny.

Jednak nie było tak źle, mógł poczekać. Nie dalej jak dzisiaj rano doktor powiedział mu:

Mimo że robi się coraz gorzej, ty wydajesz się być coraz spokojniejszy.

Młodzieniec naprawdę się nie bał. Był spokojnym grzybem. Przez ostatnie kilka dni pozostawał cichutko w Dwóch Wieżach wraz z lekarzem i Seraingiem. Poznał wiele osób. Obserwował rubinowe światełko ukazujące stan pracy kamery monitoringu i nadstawiał uszu, słuchając każdej audycji.

Właśnie wczoraj światło zgasło. Dopiero tego ranka doktor został poinformowany, że wszelkie prace badawcze przerwano z powodu braku prądu.

An Zhe odetchnął głęboko, stojąc przed wejściem do laboratorium D1344. Panowała za nimi cisza i nie było słychać nawet odgłosów maszyn. Badacze zniknęli. Drzwi były szczelnie zamknięte, a dioda czujnika mrugała miarowo.

W następnej sekundzie chłopak wyjął identyfikator Lu Fenga.


1. Psalm 23 na podstawie Biblii Tysiąclecia.

Tłumaczenie: Dianthus

One Comment

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: