Little Mushroom

Rozdział 3413 min. lektury

Śnieżnobiała grzybnia wypuściła macki, które lekko oparły się o powierzchnię metalowej siatki, a potem wwierciły się w maleńkie oczka. Tu było bezpiecznie. Przynajmniej nie było tutaj śmiercionośnej broni, a jedynie siatkowa bariera.

Po tym, jak pierwsze strzępki grzybni przeniknęły przez trójwarstwowe sito i znalazły się wewnątrz rury, reszta również przesunęła się naprzód i zebrała razem. W swojej nowej postaci była tak miękka i elastyczna, że przeszła niemal w stan płynny. Śnieżnobiała fala pokonała wszystkie trzy warstwy siatki i połączyła się za nią w jedną całość. W polu widzenia An Zhe pojawiła się ciągnąca się naprzód rura. Jej ściana była w zasadzie gładka, ale gdzieniegdzie trafiały się plamy rdzy. Wiejący z końca rury wiatr przynosił jej zapach przypominający woń krwi.

An Zhe podążał przed siebie. Jego strzępki jak macki dotykały ściany, kiedy płynnie przesuwał się naprzód. Rurociąg był prosty, raz tylko skręcił pod kątem 90 stopni. Wreszcie pojawiło się skrzyżowanie. Drogę przecięła prostopadła rura, grubsza od tej, którą podróżował obecnie.

Wiatr przybierała na sile, a kierunek podmuchów zmieniał się co chwilę, co wskazywało na to, że system rurociągów tworzył skomplikowany labirynt.

An Zhe zawahał się przez chwilę przed wyciągnięciem długiej strzępki grzybni, która pozostała w rurze. Ostatecznie zostawił ją i ruszył przed siebie. Może i Lu Feng nie uważał go za mądrego, ale on sam sądził, że nie jest wcale głupi. Postanowił oznaczyć swoją trasę grzybnią, aby bez względu dokąd trafi, móc wrócić tą samą drogą.

Po podjęciu tej decyzji poczuł ulgę. Minął skrzyżowanie, poruszając się dalej w tym samym kierunku. Przed nim pojawiło się blade światło. An Zhe skierował się w jego stronę. Był to kolejny otwór wentylacyjny. Dobiegał z niego znajomy głos prezentera wiadomości. Prawdopodobnie chłopak wszedł do mieszkania jakiejś innej osoby.

W ponad miesiąc Główne Miasto powołało do służby ponad 12000 najemników i oficjalnie weszło w okres regeneracji. W przewidywanym czasie regeneracji trwającym 10 lat główny zespół naukowo-badawczy miasta zajmie się badaniem źródła infekcji…

Rozległo się pukanie do drzwi. An Zhe pierwotnie wszedł tutaj przez pomyłkę. Nie chciał naruszać prywatności innych ludzi i zamierzał odejść, lecz w następnej chwili zmienił zdanie.

Drzwi się otworzyły.

Pułkowniku Lu. – Dał się słyszeć silny kobiecy głos.

Pułkownik Lu. To było mieszkanie Lu Fenga. An Zhe cicho wychylił się z otworu wentylacyjnego, aby lepiej słyszeć. Był naprawdę ciekawy życia Sędziego. Rozległ się znajomy zimny głos:

Witam.

Dzień dobry pułkowniku Lu, jestem członkiem personelu 21 piętra Ogrodu Edenu.

Ogród Edenu. An Zhe nadstawił uszu, o ile w ogóle miał obecnie coś, co można nazwać uszami.

O co chodzi? – zapytał mężczyzna.

O nic. – Kobieta się uśmiechnęła. – Przede wszystkim proszę przyjąć gratulacje z okazji powrotu z Miasta Zewnętrznego. Po drugie w imieniu swoich przełożonych chciałam zapytać, czy byłby pan skłonny oddać nasienie Edenowi.

Odpowiedź Lu Fenga była zwięzła i wyprana z uczuć.

Nie.

Jaka szkoda. Gdyby w przyszłości był pan zainteresowany, proszę koniecznie się z nami skontaktować. Pańskie geny są doskonałe i gdyby nie zostały efektywnie wykorzystane, byłaby to strata dla całej bazy.

Dziękuję. – Pochwała nie złagodziła tonu Lu Fenga. – Czy jest coś jeszcze?

Zakwitły kwiaty zasadzone przez panią Lu – powiedziała kobieta. – Prosiła mnie, abym przekazała panu bukiet. Praca w Głównym Mieście bywa bardzo intensywna i pani prosi, aby pan odpoczywał i dbał o siebie.

Czy z jej zdrowiem wszystko w porządku? – zapytał mężczyzna po krótkiej chwili ciszy.

Tak, wszystko jest dobrze.

Dziękuję. – Głos Lu Fenga był cichy. – Proszę ją ode mnie pozdrowić.

Na tym rozmowa się urwała. Drzwi zostały ponownie zamknięte i w pokoju nie było już żadnego ruchu. Zaczęła się prognoza pogody. Zapowiedziano wiatr i spadek temperatury.

Dźwięk raptownie się urwał. Prawdopodobnie pułkownik wyłączył telewizor. Potem dźwięk kroków stopniowo się przybliżył, kiedy Lu Feng wrócił do sypialni i usiadł przy biurku. Rozległ się szelest papieru, a następnie w pokoju zapadła cisza i słychać było jedynie oddech mężczyzny.

An Zhe miał ochotę wysunąć kilka nitek grzybni spod łóżka, aby zobaczyć, co robi pułkownik, jednak się nie odważył. W końcu cofnął się do otworu wentylacyjnego.

Na rozwidleniu wybrał kierunek z wiatrem, zostawiając kilka cieniutkich strzępek, aby nie zgubić drogi.

Zimny powiew o zapachu krwi zdmuchnął pasemka grzybni. Jedne rury łączyły się z innymi. Każdy wylot prowadził do kolejnego, tworząc rurociąg o skomplikowanej strukturze. Przed An Zhe pojawiło się rozwidlenie. Przeszedł tak krótką trasę, ale już zdążył sobie uświadomić całą złożoność tego systemu. Nie posiadał mapy i znał jedynie przybliżony kierunek drogi do Latarni. Mógł sobie wyobrazić, jak trudno będzie tam dotrzeć, podróżując rurami.

Mógł jednak dalej szukać. Nie był niecierpliwym grzybem.

Po kilku zakrętach całkowicie stracił poczucie kierunku i nie wiedział, ile czasu upłynęło. Zauważył tylko, że kiedy poruszał się zgodnie z kierunkiem wiatru, jego siła się wzmagała, a otwory rur stawały się coraz szersze. Domyślił się, że trafił do głównego szybu wentylacyjnego. Chwilami martwił się, że uszkodzi swoją grzybnię, lecz nie znał sposobu, by ją wzmocnić lub zostawiać inne ślady. Grzybnia była dla grzybów tym, czym krew dla ludzi. Nadmierna utrata krwi doprowadzała do śmierci i powinno się starać, by do niej nie dopuścić.

Czasami napotykał na swojej drodze metalową siatkę lub ostre turbiny, które mogłyby przeciąć mięso i kości. Wtedy musiał ostrożnie przemieszczać się wzdłuż ostrza, aby uniknąć rozczłonkowania.

Nie miał pojęcia, jak długo już tu przebywał. Towarzyszył mu tylko wiatr i zardzewiałe ściany rur.

Przed nim i za nim ciągnął się nieskończony czarny korytarz. To sprawiło, że wrócił do niego czas, kiedy utracił zarodnik i błąkał się bez celu po Otchłani. Może odzyska go jutro, a może nie znajdzie go nigdy.

Gdy średnica rurociągu osiągnęła rozmiar wzrostu dwóch ludzi, An Zhe ujrzał przed sobą rozproszone czerwone światło. Ruszył naprzód, ostrożnie mijając ogromną turbinę, po czym wypadł z rury.

Upadł na twardą i chropowatą metalową podłogę, oświetloną przez słabe światło padające z prawej strony. Rozejrzał się wokół i stwierdził, że nie znajduje się już we wnętrzu rurociągu. Był w pustej i przestronnej cylindrycznej przestrzeni wielkości holu w Ogrodzie Edenu. W tym miejscu wiatr łączył się z czerwonym światłem padającym z góry z tak wysoka, że An Zhe nie mógł wyczuć jego źródła.

Jego grzybnia zebrała się na ziemi, tworząc ludzkie ciało i skórę. Było bardzo zimno, więc grzybnia rozprzestrzeniła się na nim w gęstych splotach, formując luźną białą szatę chroniącą go przed niską temperaturą.

An Zhe stanął boso na metalowej podłodze i zadarł głowę.

W górnej części pomieszczenia znajdowała się ogromna turbina, przesłaniająca całe pole widzenia. Wokół niej rozpostarta była ciemnoczerwona laserowa kurtyna świetlna, podobna do zewnętrznych murów miejskich. Młodzieniec domyślił się, że był to jeden z ludzkich systemów obronnych. Gdyby jakieś stworzenie chciało się przedrzeć tamtędy siłą, uruchomiłby się alarm.

Spojrzał poprzez żelazne zęby turbiny i zobaczył niebo, na którym wciąż świeciła zorza polarna. To miejsce było połączone ze światem zewnętrznym. An Zhe zdał sobie sprawę, że był to wlot powietrza systemu wentylacyjnego. Po uruchomieniu turbiny powietrze będzie nieustannie zasysane i transportowane przez rury we wszystkich kierunkach.

Chłopak odwrócił wzrok i spojrzał przed siebie. W centrum cylindrycznej przestrzeni stał prostokątny, metalowy stół warsztatowy. Był to prawdopodobnie panel sterowniczy całego tego systemu. Podszedł do niego, lecz stwierdził, że nie miał racji.

Na stole leżały trzy prostokątne pudełka, wyglądające na platerowane, pokryte przerywanym odręcznym pismem. An Zhe pochylił się lekko i wytarł kurz i rdzę, aby przeczytać napis.

To był list.

Do tych, którzy przyjdą później.

Nazywam się Kang Jinglan. Jestem szefem zespołu inżynieryjnego systemu wentylacji podziemnej w Bazie Północnej. Projektowanie systemu trwało rok, a jego budowa dziewięć lat. Koszt wyniósł 110 milionów juanów za kilometr.

Przeciwnicy sugerowali przesunięcie terminu rozpoczęcia budowy ze względu na jej stopień trudności oraz ogromną ilość zużywanych materiałów i siły roboczej. Jednak po przedyskutowaniu tematu doszliśmy do wniosku, że jeżeli pole magnetyczne dalej będzie słabło, ludzka gospodarka nieuchronnie upadnie za dziesięć lat. W ciągu 50 lat ocaleni ludzie utracą zdolności badawczo-rozwojowe w dziedzinie przemysłu ciężkiego, a badania naukowe skupią się na medycynie. Nie mamy czasu.

Na szczęście w tym roku udało nam się ukończyć system podziemnej wentylacji wraz z bazą naziemną. Nasi bliźni mogą teraz egzystować pod ścisłą ochroną bazy. To jest jedyna rzecz, z której się cieszę. Z powodu promieniowania kosmicznego pomimo protekcji bazy i tak cierpię na rozmaite nowotwory i choroby układu odpornościowego. Poprosiłem, aby przechowywano moje prochy w rdzeniu systemu wentylacyjnego, abym widząc kolejne pokolenia inżynierów schodzących tu w celu konserwacji, wiedział, że baza jest bezpieczna, a wspaniały gatunek ludzki wciąż żyje.

Obyście mieli świetlaną przyszłość.

Z pozdrowieniami.

Czołem.

Czerwiec 2030.

To były prochy. Więc szczątki w tym pudełku były kiedyś ludzkim ciałem. Znajdował się przed nim grób, a ten napis był dziedzictwem, które ten człowiek pozostawił przyszłym pokoleniom. Być może bardziej stosowne byłoby nazwanie go epitafium.

An Zhe spojrzał w prawo i ujrzał niemal identyczną metalową tabliczkę. Jej dno było przyspawane do urny na stole. Widniał na niej list utrzymany w tym samym tonie.

Do pana Kang Jinglana i tych, którzy przyjdą później.

Nazywam się Liao Pingan i jestem szefową zespołu konserwacyjnego systemu podziemnej wentylacji w Bazie Północnej. System podlega przeglądowi co sześć miesięcy, a ogólnej konserwacji – co dwa lata. Obecnie działa bez zarzutu i jest w idealnym stanie.

Zgodnie z przewidywaniami pana Kang osłabienie pola magnetycznego nie ustało i całkowicie zanikło w grudniu 2030 roku. Na szczęście projekt wybudowania sztucznych biegunów magnetycznych wkrótce zakończył się sukcesem i Ziemia znowu jest chroniona przez pole magnetyczne. Ludzie nie cierpią już na choroby wywołane narażeniem na promieniowanie, lecz niestety spowodowało ono powstanie zakaźnych mutacji grzybów, bakterii i wirusów. Ludzkość stanęła na skraju bezprecedensowej katastrofy. Byłam świadkiem kurczenia się populacji, upadku gospodarki i stopniowej utraty zdolności przemysłowych. Cały pozostały potencjał ludzki zainwestowano w produkcję dla wojska, budowę jednostki wojskowej i rozbudowę bazy. Nieustannie wytwarza się broń, amunicję, arsenał jądrowy, samoloty, opancerzenie i czołgi. Nie wiem, jakie są intencje bazy ani czy te decyzje przyspieszyły wyczerpywanie się zasobów ludzkich. Mam tylko nadzieję, że baza ma dalekosiężne plany.

Podczas tej katastrofy zostałam niestety zakażona zabójczymi bakteriami. Pod koniec mojego życia odczuwam niewyobrażalną panikę co do przyszłości bazy, więc zdecydowałam się na pochówek w tym miejscu wraz z panem Kang, oczekując, aż następne pokolenie inżynierów zda raport o jej bezpieczeństwie.

Obyście mieli świetlaną przyszłość.

Z pozdrowieniami.

Czołem.

Wrzesień 2052.

Następna była trzecia urna z epitafium.

Do pana Kang Jinglana, pani Liao Pingan i tych, którzy przyjdą później.

Nazywam się Yang Ye i jestem szefową zespołu konserwacyjnego systemu podziemnej wentylacji w Bazie Północnej. System podlega przeglądowi co sześć miesięcy, a ogólnej konserwacji – co dwa lata. Obecnie działa bez zarzutu i jest w idealnym stanie.

Muszę powiedzieć moim poprzednikom, że w tej epoce system wentylacyjny nie funkcjonuje już jako jedna z wielu infrastruktur bazy, ale odegrał nieocenioną rolę w ochronie ludzkości. Rok 2053 był początkiem globalnej zmienności biologicznej. Podczas wielkiej wojny obronnej główną siłę bazy stanowiło wojsko, a pomocniczą – cywilni najemnicy. Wobec braku zasobów i zdolności przemysłowych solidna siła militarna i broń pozostawiona nam przez poprzednie pokolenia odegrały niewyobrażalną rolę, zapewniając bezpieczeństwo pozostałym ludziom. System wentylacyjny został przekształcony w jedną z fortyfikacji Głównego Miasta, aby chronić ludzkość przed inwazją potworów.

Obecnie Baza Północna jest wciąż bezpieczna, a zespoły żołnierzy i najemników nieustannie dostarczają próbek potworów ze świata zewnętrznego. Odzyskują również sprzęt naukowo-badawczy, różne wytwory cywilizacji i inne niezbędne materiały z porzuconych ludzkich miast. Badania naukowe koncentrują się na przyczynach infekcji i reprodukcji rasy ludzkiej. Na razie nie odkryliśmy tych pierwszych, natomiast mamy początkowe postępy w temacie drugim. Narodziło się wiele nowych istnień, a populacja zaczęła rosnąć. Chociaż warunki są wciąż nieprzyjazne, wierzę, że sytuacja się poprawi.

Umarłam szczęśliwie ze starości pod patronatem bazy.

Obyście mieli świetlaną przyszłość.

Z pozdrowieniami.

Czołem.

Styczeń 2104.

An Zhe uważnie wszystko przeczytał, po czym rozejrzał się pustym wzrokiem. Nie było innych urn. Rok 2104 był bardzo dawno temu i być może wkrótce będzie tu leżało kolejne pokolenie inżynierów, opowiadając historię upadku Miasta Zewnętrznego lub czegoś w tym rodzaju.

W tym momencie ze wszystkich kierunków dobiegł donośny dźwięk, gdy silny nocny wiatr powiał z wlotu powietrza. An Zhe się wzdrygnął. Wiatr był jak niepowstrzymany potok, który nie pozwolił mu otworzyć oczu. Uniósł łokcie przed sobą, opierając się silnym podmuchom i jednocześnie lekko opuszczając głowę.

Wtedy poczuł ból. Niewielki śnieżnobiały obiekt uniósł się na wietrze. Potem błysnął i natychmiast zniknął.

An Zhe się odwrócił. Biała grzybnia, którą celowo zostawił, by oznaczyć trasę, była tylko małym przedmiotem na ziemi, drżącym w podmuchach wiatru. Potem został zdmuchnięty i nie wiadomo, dokąd poleciał.

Źrenice chłopaka skurczyły się, gdy spojrzał w kierunku rur. Ujrzał tam sześć ciemnych dziur, które wyglądały dokładnie tak samo.

Tłumaczenie: Dianthus

2 Comments

  1. Yaoistka^^

    Nie wytrzymałam i znalazłam novelke po angielsku.
    Przeczytałam resztę w 2 dni. Popłakałam się na końcu. :płaku: :złamaneserce:
    Bardzo z całego serducha dziękuję za tłumaczenie, zamierzam czytać jeszcze raz Grzybka przetłumaczonego przez was. :)
    Pozdrawiam serdecznie! :zachwyt:

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: