Little Mushroom

Rozdział 817 min. lektury

Powiedziawszy to, An Zhe minął go i ruszył przed siebie. Nie słyszał żadnych kroków za plecami, dopóki nie otworzył drzwi swoją kartą identyfikacyjną. Dopiero wtedy Josey dogonił go i złapał za ramię.

Naprawdę jesteś An Ze? Ale ty…

Chłopak przesunął w jego stronę piętrzący się na stole stosik raportów z testów genetycznych.

A to co… – mruknął Josey.

An Zhe spuścił głowę i odkrył, że na ostatniej kartce widniało wezwanie do stawiania oporu sędziom. Powoli wysunął papier, a jego towarzysz spojrzał na wydruk raportu z testu genetycznego.

Ty… – Przerzucił pospiesznie arkusze, zanim znów popatrzył na chłopaka. – Ty naprawdę wydostałeś się z Otchłani?

Zostałem uratowany – odrzekł An Zhe. – Nic więcej nie pamiętam.

Ręce mężczyzny drżały, trzymając wydruki. Kąciki jego ust uniosły się, kiedy spojrzał z uśmiechem w górę.

Ja… jestem taki poruszony. Nie spodziewałem się, że wrócisz.

Odłożył raport na stół. Jego brwi drgnęły, gdy pochylił się w stronę chłopaka. Wyglądał na podekscytowanego.

Jak… jak dużo zapomniałeś?

An Zhe cofnął się o krok.

Wszystko – powiedział. – Proszę, nie zaburzaj mojego życia.

Nie pamiętasz, kim jestem? – Głos Josey’a lekko się obniżył. – Dorastaliśmy razem.

Dziękuję. Możesz teraz wyjść?

Ja… – Mężczyzna najwyraźniej nie spodziewał się takiego przyjęcia. – Kiedyś taki nie byłeś.

Po chwili jego nastawienie znów złagodniało.

Nie będę ci przeszkadzać – rzekł. – Wypocznij teraz dobrze, a ja przyjdę do ciebie jutro. Jestem taki szczęśliwy. An Ze, jesteśmy najbliższymi ludźmi na świecie.

An Zhe nie odezwał się ani słowem, dopóki Josey się nie odwrócił. Potem delikatnie zamknął drzwi. Nie mógł uwierzyć, że mężczyzna z taką łatwością dał się zbyć i wyszedł, ale może jego ucieczka spowodowana była poczuciem winy.

W pokoju znów zapanowała cisza. An Zhe powoli ułożył się na łóżku, przytulając poduszkę, gdy nagle jak dym spłynęło na niego mgliste uczucie dyskomfortu. Ten ból nie pochodził od niego, lecz od An Ze. Układy między ludźmi musiały być widocznie bardzo kruche. To nie Josey będzie najbliższą osobą dla An Ze. Gdy An Zhe odzyska swój zarodnik, wróci do Otchłani, odnajdzie cichą jaskinię i zapuści korzenie obok białych kości An Ze, aby spędzić resztę swego życia jako grzyb.

Jego zarodnik.

Za oknem była już noc, a zorza jak zwykle falowała na ciemnym niebie. Chłopak usiadł przy stole i zapalił lampę.

Najpierw musiał znaleźć pracę, aby nie umrzeć z głodu. Jednocześnie powinien szukać informacji o zarodniku. Jedyną wskazówkę stanowiła mosiężna łuska od naboju.

Myśląc o niej, An Zhe niespokojnie dotknął swojej kieszeni. Zawsze się bał, że ta rzecz mu zginie – okej, wciąż tam była. Jako grzyb mógłby ją ukryć w swoim ciele, ale w postaci człowieka nie było to możliwe. Przedmiot był mały i w każdej chwili mógł wyśliznąć się z kieszeni. W końcu otworzył szufladę w swoim pokoju i znalazł czarny skórzany rzemyk, na którym zawiesił łuskę pocisku.

W szufladzie leżało też jakieś niewielkie czarne urządzenie. Spróbował przeanalizować szczegóły jego budowy i w końcu znalazł parę informacji w swoich wspomnieniach. To było urządzenie komunikacyjne. Numer identyfikacyjny każdej osoby był jednocześnie jego numerem komunikacyjnym. Ludzie mogli się dzięki temu porozumiewać na duże odległości. Jednak tylko na terenie bazy, ponieważ na zewnątrz nie było sygnału.

Naładował komunikator. Nie użył go, ale sam widok ładowania najwidoczniej sprawiał ludziom przyjemność. Skończywszy, w końcu usiadł i zaczął wpatrywać się w biurko.

Znajdujący się na nim notatnik wypełniało piękne odręczne pismo An Ze. Z boku koło ściany leżały ponad dwa tuziny książek. Prawdopodobnie ich poprzedni właściciel uwielbiał czytać. An Zhe przeglądał tytuły na ich grzbietach, zanim sięgnął po prosty szary tomik zatytułowany Podstawy życia w bazie.

Przewrócił kartkę i ujrzał tylko jedno zdanie:

Ludzkie dobro ma pierwszeństwo przed wszystkim innym.

Podświadomie zacisnął usta i przeszedł do następnej strony. Znalazł na niej spis treści. Cały podręcznik podzielono na cztery części: prawo bazy, zasady życia w bazie, wprowadzenie do stref użytkowych oraz mapę.

Pominął część dotyczącą prawa. Wiedział, że był grzybem, który się starannie pilnował i jako ktoś taki nie naruszyłby praw żadnego gatunku. Rozdział o zasadach życia objaśniał szczegółowo harmonogram pracy i wypoczynku w dzielnicy mieszkalnej. Każdego dnia o 6:00 przez godzinę udostępniano energię elektryczną, wodę i jedzenie. Podobnie było w południe. Pora obiadowa zaczynała się o 18:00. Zasilanie włączano wtedy na trochę dłużej, lecz po trzech godzinach, o 21:00, odcinano je ponownie. Każda strefa mieszkalna wyposażona była w wysoką wieżę alarmową. Istniały trzy typy alarmu, oznaczone jako: „zbiórka”, „ewakuacja” oraz „schronienie tymczasowe”. Alarm na zbiórkę składał się z krótkich dźwięków o wysokiej częstotliwości, zaś do ewakuacji wzywał modulowany dźwięk ciągły. Ton alarmu schronienia tymczasowego brzmiał ostro i przeciągle. Wszyscy mieszkańcy bazy musieli przestrzegać zasad życia w niej oraz postępować zgodnie ze wskazówkami wieży alarmowej. Poza tym mogli sobie żyć po swojemu.

An Zhe w pierwszej chwili był tym nieco zaskoczony. Uznał, że zgodnie z tymi wytycznymi mógłby po prostu leżeć w swoim pokoju i regularnie jeść i pić. Jednak szybko zrozumiał zasady funkcjonowania bazy.

Chociaż każdy mógł żyć swobodnie, samo mieszkanie tam wymagało poniesienia pewnych kosztów. Aby pozyskać pieniądze, należało poszukać sobie pracy. Można też było zostać najemnikiem, który zbierał cenne materiały na zewnątrz i dostarczał je bazie w zamian za wynagrodzenie.

Aczkolwiek… gdyby każdy udał się w najmniej niebezpieczne miejsce i po prostu coś przyniósł, to wystarczyłoby na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych.

Chłopak w dalszym ciągu kartkował książkę. Kolejną częścią było wprowadzenie do stref użytkowych.

Pierwszą wymienioną w nim strefą była stacja zaopatrzenia. Podzielono ją na sektory 1, 2 i 3, z których dwa pierwsze należały do wojska i były zlokalizowane przy wejściu i wyjściu z bazy. Odpowiadały za środki płatnicze, gotowość bojową oraz wymianę towarów. Za każdym razem, kiedy drużyna najemników wracała z wyprawy, personel stacji zaopatrzenia wyceniał wartość zebranych materiałów, podczas gdy broń i opancerzone pojazdy były konfiskowane. Poruszanie się nimi po mieście nie było dozwolone. Najemnicy mogli je odzyskać dopiero wtedy, gdy zgłosili chęć udania się na kolejną wyprawę. Zespoły najemników miały również możliwość wymienić walutę na broń, amunicję, opancerzenie, paliwo, a nawet kupić różne modele opancerzonych pojazdów.

W odróżnieniu od dwóch pierwszych stacji trzecia zlokalizowana była w mieście. Odpowiadała za wymianę dóbr cywilnych. Cywile mogli w niej za miejscową walutę nabyć artykuły pierwszej potrzeby, żywność i składniki spożywcze, alkohol, elektronikę oraz wiele innych towarów. Można w niej było również zawierać transakcje mieszkaniowe.

Naprzeciwko stacji zaopatrzenia nr 3 znajdował się „wolny rynek”. Czasami materiały zebrane przez najemników w ruinach ludzkich siedzib okazywały się niepotrzebne wojsku. Wtedy mogli wnieść do miasta zatwierdzone bezpieczne dobra i swobodnie nimi handlować.

W tym momencie An Zhe ujrzał poniżej adnotację napisaną małym drukiem:

Uwaga: wolny rynek nie jest oficjalną placówką bazy.

Uwaga: zatrudnienie i umowy handlowe nawiązane na wolnym rynku nie podlegają ochronie prawnej bazy. Konsekwencje ponosisz na własne ryzyko.

Chłopak widział tylko wyraz „zatrudnienie” i nic poza tym. Innymi słowy, wolny rynek był miejscem oferującym pracę.

Czytał dalej. Broszura krótko omówiła każdą dzielnicę mieszkalną. Obszary gęsto zaludnione to Dzielnice Szósta i Siódma. Pozostałe obszary zamieszkiwało niewielu ludzi, a budynki tam stały puste, natomiast Dzielnica Ósma była publicznym, w pełni wyposażonym na wypadek zagrożenia schronem.

Po tym nastąpiły informacje na temat Sądu Procesowego. Chłopak przypomniał sobie pułkownika o zimnych, zielonych oczach i czytał powoli, słowo po słowie.

Zadaniem sądu nie było jedynie rozpoznawanie osób heterogenicznych przy bramie miasta, ale również codzienne patrole w obszarach gęsto zaludnionych, przeprowadzanie powtórnych kontroli i eliminowanie ukrytych zagrożeń. Główny szlak patrolowy wiódł wokół stacji zaopatrzenia, ale od czasu do czasu kontrolowano również budynki mieszkalne, zwłaszcza jeśli zostało zgłoszone czyjeś nietypowe zachowanie.

Z niewyjaśnionych przyczyn An Zhe przypomniał sobie zdanie: „Lepiej bądź”.

Miał nadzieję, że Lu Feng pozostanie przy bramie na zawsze i nie będzie musiał się zniżać do odwiedzin w dzielnicy mieszkaniowej.

Przeglądał broszurę dalej, lecz pozostałe obszary nie miały z nim za wiele wspólnego. Na przykład urząd miejski, urząd obrony miasta, główne miasto itd. Jak wspomniano wcześniej, baza składała się z Miasta Zewnętrznego, czyli Akropolu, oraz Głównego Miasta. Główne Miasto było ważnym ośrodkiem badań naukowych. Znajdowały się tu obiekty wojskowe oraz te związane z dostawą energii. Miejsce to stanowiło również centrum polityczne bazy. Wstęp tutaj był zabroniony, chyba że posiadało się specjalne zezwolenie lub pozwolenie na pobyt.

Na sam koniec An Zhe przestudiował jeszcze mapę bazy, po czym ostatecznie zamknął broszurkę. Po raz kolejny zdał sobie sprawę, że istoty ludzkie różniły się od grzybów.

Drugą książką, jaką otworzył, były Zasady oceniania w stacji zaopatrzenia. Gdy tylko zobaczył okładkę, w jego pamięci odżyły związane z nią wspomnienia znacznie wyraźniejsze od innych. Uznał, że może to oznaczało, iż otrzymanie pracy w stacji zaopatrzenia było bardzo ważne dla An Ze.

W takim razie po co obiecywał Josey’owi, że pójdzie z nim do dziczy? Rozmyślał nad tym przez dłuższy czas, zanim w końcu doszedł do wniosku, że po prostu był takim typem człowieka.

An Ze nie zdał egzaminu. Tegoroczny test rekrutacyjny odbył się 15 dni temu, kiedy z chłopaka zostały już tylko białe kości. Jednak to nie miało znaczenia. Rok później, kiedy stacja ponownie będzie werbowała ludzi, An Zhe mógłby spróbować zamiast niego, gdyby wciąż przebywał w bazie. Wtedy po powrocie do jaskini mógłby mu opowiedzieć, jak było.

Czytanie przez tak długi czas pochłonęło mnóstwo jego energii. Po próbie przeczytania dwóch stron Zasad oceniania w stacji zaopatrzenia zrobił się senny i w końcu poszedł do łóżka. Następnego ranka, aby uniknąć spotkania z Josey’em, opuścił swój pokój o czwartej nad ranem. Zszedł na dół i wsiadł do pociągu jadącego do stacji zaopatrzenia. Wybierał się na wolny rynek naprzeciwko stacji, aby znaleźć pracę.

Kiedy wysiadł, była siódma rano, a w powietrzu nadal unosiła się delikatna biała mgiełka. Wolny rynek był dużym okrągłym budynkiem z czterema wejściami i wyjściami. Wszedł do najbliższego z nich.

Zapach mocnego alkoholu wypełnił jego nozdrza. Przy wejściu ustawiono cztery długie stoły. Siedzieli przy nich ludzie w strojach najemników, przekrzykując się wzajemnie i waląc pięściami w stół. Przed nimi stał alkohol. Czasami ktoś prosił o więcej. Wtedy kelner napełniał mu kieliszek, a następnie wyjmował niewielkie urządzenie, do którego zbliżał kartę identyfikacyjną klienta, aby pobrać opłatę.

Krzepki ciemnoskóry najemnik pił samotnie. Zobaczył An Zhe i z uśmiechem uniósł brwi, potrząsając trzymaną w dłoni szklanką.

Czego tu szukasz, dziecko? Chodź i naucz się pić!

Siedząca obok niego krótkowłosa kobieta od razu uderzyła go łokciem w klatkę piersiową.

Artykuł 32: nieletnim nie wolno pić. – Jej głos był ochrypły, ale przepełniony radością.

Niech pije, póki może. A co, jeśli złapie go sędzia? – odrzekł mężczyzna.

Kobieta wybuchnęła śmiechem.

Nieletnie dziecko nie zna zagrożenia ze strony sędziów.

Wkrótce je pozna.

An Zhe stał obok, próbując wyjaśnić, że nie jest nieletni. Jednakże, kiedy wreszcie ubrał to w słowa i chciał się odezwać, okazało się, że tamci dwoje już spletli się w ciasnym uścisku, łącząc swoje usta ze sobą. Zdał sobie sprawę, że tak naprawdę jego osoba nikogo nie obchodziła.

Odwrócił się więc i zaczął się rozglądać gdzie indziej.

Od wejścia z prawej strony nadpływał zapach zupy ziemniaczanej. Był znacznie bogatszy niż aromat zupy serwowanej w holu na parterze budynku mieszkalnego. Zawierał domieszkę mięsnej woni, która uszczęśliwiała ludzi. Jakiś najemnik siedział z nosem w białej, plastikowej misce i pochłaniał śniadanie. Zapach sprawił, że An Zhe, który jeszcze nie jadł śniadania, poczuł się nieco głodny.

Dalej rozgrywały się podobne sceny. W sali panowała ożywiona atmosfera, a oprócz długich stołów, przy których serwowano jedzenie i alkohol, stało też sporo straganów, gdzie sprzedawano odzież, plecaki i rękawiczki. Im dalej chłopak szedł, tym mniej było stoisk, na których oferowano konkretne artykuły. Zamiast tego widział coraz więcej dziwacznych drobiazgów, których nawet nie potrafił rozpoznać.

To jest niedawno zdobyty smartfon z Porzuconego Miasta 511, który można ładować prądem! – Na drodze An Zhe niczym małpa wyskoczył ubrany na czarno młody mężczyzna z plecakiem. Był bardzo chudy i miał zmrużone, rozbiegane oczka. Gdy tylko chłopak się zatrzymał, mężczyzna wyciągnął z plecaka czarny prostopadłościan i potrząsnął mu nim przed nosem. – Spójrz na to! Dam ci 10% zniżki i dorzucę kabel do ładowania. Możesz na nim grać w gry.

Dziękuję, nie ma potrzeby – odpowiedział An Zhe.

Młody człowiek pospiesznie wydobył z torby coś białego.

No to inny model. Ten kolor bardziej do ciebie pasuje. To najnowszy, ostatni sprzed katastrofy automat do gier. Kiedyś był warty 10000, ale teraz oddam go za 100.

Dziękuję, nie potrzebuję tego.

Mężczyzna wyciągnął kolejny przedmiot.

Nie potrzebujesz? Jeśli masz telefon, to może przyda ci się power bank? Może służyć do ładowania telefonu w przypadku awarii zasilania w bazie. Pojemność tego już się wyczerpała i można go naładować jeszcze tylko dwa razy. Dam ci zniżkę. To będzie tylko 30 R.

Nie mam w ogóle pieniędzy – odpowiedział szczerze An Zhe.

Wyraz twarzy człowieka w czerni natychmiast stwardniał, a rzeczy zostały spakowane z powrotem do plecaka. Uniósł nogę, gotowy do odejścia.

Po co przychodzisz na czarny rynek, skoro nie masz pieniędzy? – wyszeptał.

Poczekaj chwilę – zatrzymał go chłopak.

Handlarz odwrócił się do niego, ale jego nastawienie było skrajnie niechętne.

O co chodzi?

Ja… szukam pracy – rzekł An Zhe. – Wiesz może, gdzie powinienem iść?

Młody człowiek zmarszczył brwi. Odwrócił się i zmierzył chłopaka wzrokiem od stóp do głów.

Więc okazuje się, że szukasz pracy.

Tak – powiedział młodzieniec zgodnie z prawdą.

Masz niezłe predyspozycje – odparł mężczyzna. – Kiedy już zdobędziesz pieniądze, pamiętaj, żeby kupić ode mnie telefon komórkowy. W tym miesiącu będę na czarnym rynku.

– …Więc dokąd mam iść? – zapytał chłopak.

O, tam. – Człowiek w czerni wskazał jeden z narożników sali. – Zejdź na trzeci poziom podziemny i poszukaj szefa.

An Zhe był nad wyraz wdzięczny i wyraził to uśmiechem.

Dziękuję.

Dobrze wyglądasz – stwierdził jego rozmówca. – Znajdź kogoś godnego zaufania. Jak już staniesz na nogi, to pamiętaj, żeby kupić ode mnie telefon!

– …Dobrze.

Trzeci poziom pod ziemią.

Wilgotno – takie było pierwsze wrażenie, jakie An Zhe odebrał w tym miejscu. Grzybowi powinno się podobać takie parne powietrze, ale gryzący zapach towarzyszący wilgoci sprawił, że zmarszczył brwi.

Rozejrzał się. W słabym świetle miejsce, w którym się znalazł, wyglądało jak wnętrze ula. Korytarz wił się i zakręcał, a jego ściany były złożone z niezliczonych ciasnych komórek zakrytych zwykłą folią. Powietrze stało w miejscu, a para wodna osiadała na plastikowych arkuszach w postaci drobnych, gęstych kropelek. Cała przestrzeń rozbrzmiewała delikatnym brzęczeniem. Wsłuchując się uważniej, można było odkryć, że było ono efektem nakładających się na siebie, zwielokrotnionych przez echo szeptów wielu ludzi. Od czasu do czasu wdzierał się pomiędzy nie piskliwy śmiech.

An Zhe zawahał się, zanim postąpił kilka kroków naprzód.

Popatrzył na komórki po obu stronach. Lewa była pusta, zaś prawą zajmowała długowłosa kobieta z opuszczoną głową. Gdy usłyszała jego kroki, podniosła głowę, a następnie znowu spojrzała w dół.

Chłopak szedł dalej. Usłyszał kobiecy głos.

Jaki jest klimat w Drugim Dorzeczu?

W porządku. – Tym razem był to niski i miękki męski głos, jakby trochę lepki. Przeciągnął ostatnią sylabę, sprawiając wrażenie, że jego właściciel ma zatkany nos. – Pogoda była bardzo dobra, ale za często tam występują trzęsienia ziemi. Naliczyliśmy trzy w ciągu miesiąca. Najgorsze było wtedy, kiedy wszyscy wyszli na zewnątrz. Zostałem sam w samochodzie i prawie myślałem, że nie uda im się wrócić.

Gdyby nie wrócili, to ty i tak mógłbyś odjechać – zaśmiała się kobieta.

Kiedy ostatni raz byłem z drużyną, kapitan powiedział mi, że chce mnie nauczyć prowadzić. Okazało się, że tylko chciał mnie namówić. Obiecał, że zabierze mnie następnym razem i dałem się przekonać. Zostałem z nimi przez miesiąc i zarobiłem tylko 300. Czy tu jest dalej tak drogo?

Posłuchajcie tylko tego najemnika – powiedziała kobieta. – Jeszcze się nie przyzwyczaiłeś do bycia oszukiwanym?

Kroki An Zhe ustały.

Przypomniał sobie twarz Horsena i jego chciwe oczy i nagle zrozumiał, jaką pracą parano się na trzecim poziomie pod ziemią. W dodatku w broszurce była zawarta uwaga: zatrudnienie i umowy handlowe nawiązane na wolnym rynku nie podlegają ochronie prawnej bazy. Konsekwencje ponosisz na własne ryzyko.

Nie chciał ponosić konsekwencji.

Zamierzał cicho się oddalić. Zdążył się odwrócić, kiedy wpadł na czyjeś miękkie ciało.

Hej – usłyszał wysoki kobiecy głos. – Dziecino, czy to twój pierwszy raz?

Słowo „dziecino” wprowadziło go w konsternację i An Zhe odruchowo się cofnął. Przed nim stała wysoka kobieta o miodowej skórze i niebieskich oczach. Jej długie brązowe włosy były podkręcone na końcach, a kąciki jej migdałowych oczu unosiły się do góry, kiedy się do niego uśmiechała.

Chcesz kogoś kupić? Czy chcesz sprzedać siebie? – Kobieta westchnęła mu do ucha z uśmiechem.

Tłumaczenie: Dianthus

2 Comments

  1. YueDream

    Coś nie ufam temu Josey’owi, jest podejrzany. Niby sie cieszy, niby gada, jacy to oni są nliscy, a jak potraktował An Ze? Grzybek prawidłowo z nim postąpił, wynoś się gościu :muahaha:
    Rozdział trochę bardziej przybliżył nam funkcjonowanie bazy. Jednak to, do jakiej pracy zawędrował An Zhe… Chociaż po tekstach tego gościa z komórkami można się było domyśleć :facepalm: Co zrobisz grzybku?

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: