Little Mushroom

Rozdział 338 min. lektury

Dziękuję – powiedział An Zhe, wysiadając z samochodu Lu Fenga.

Nie trzeba. Jadłeś?

Nie, coś ugotuję.

Kartoflankę?

Tak.

Lubisz ją? – zaciekawił się pułkownik.

An Zhe zastanowił się przez chwilę.

Tak, ale też nie mam pieniędzy na nic droższego.

Rozumiem. Kupię nam dzisiaj coś innego.

Dlaczego? – zapytał chłopak.

W ramach podziękowań za przyprowadzenie mi heterogenicznego.

Brzmiało sensownie. W końcu bez niego nie zauważyłby Sinana.

To oznaczało, że An Zhe miał szansę wybrać produkty z marketu. Ostatecznie zdecydował się na pomidory, ziemniaki i mrożoną wołowinę. Mięso było bardzo drogie i obok niego widniała nawet specjalna tabliczka informująca, że więcej dostaw nie będzie. Początkowo się zawahał, czy na pewno ją wziąć, ale Lu Feng szybko przyłożył swoją kartę. Stan karty wyświetlony na czytniku sprawił, że chłopak poczuł przepaść między nimi.

Pokroił wszystkie składniki, ale nie miał żadnych przepisów, więc i tak postanowił ugotować zupę.

Po chwili gotowania An Zhe odkrył jedną rzecz. Stał w miejscu, milcząco obserwując, jak woda w garnku lekko wrzała. Zupa była gęsta, ziemniaki całkiem zmiękły, a słodko-kwaśny zapach pomidorów mieszał się z aromatem wołowiny. Smak tej potrawy różnił się od kartoflanki i była bardzo pyszna, ale…

O co chodzi? – zapytał Lu Feng.

Ja… – An Zhe zerknął na pułkownika.

Zielone oczy mężczyzny napotkały jego spojrzenie. Przez białą parę nie wyglądały tak srogo jak zawsze.

To… – wyjąkał An Zhe. – Ugotowałem zbyt wiele.

Zbyt wiele? – Lu Feng podszedł bliżej i zajrzał do garnka.

An Zhe wiedział, że naprawdę zrobił za dużo. Kupili sporo składników, więc musiał dolać więcej wody. Gdy robił kartoflankę, to lubił dawać dużo wody i potem powoli ją wygotowywać, by powstała mała, gęsta porcja z mięciutkimi ziemniakami.

Jednak ta zupa zdawała się działać inaczej niż kartoflanka. Gdyby potrzymał ją dłużej na ogniu, to wszystkie składniki by się rozgotowały i miałby gar wymieszanych resztek. Tak na oko miał wrażenie, że wystarczyłoby jej na minimum trzy osoby.

Rzeczywiście jest jej dużo – odparł Lu Feng.

An Zhe zaczął myśleć i w końcu wpadł na rozwiązanie.

Mogę zaprosić Colina, by z nami zjadł.

Lu Feng spojrzał na niego przeciągle. W tym lekkim spojrzeniu An Zhe wyraźnie zauważył przebłysk emocji pułkownika. Najwyraźniej ugotowanie zbyt wielkiej ilości zupy było poważnym błędem.

Seraing mieszka pod 3202, zanieś mu porcję.

Młody sędzia szybko otworzył, gdy tylko chłopak zadzwonił do drzwi.

To ty? – Seraing wydawał się być lekko zdziwiony.

An Zhe podał mu termos.

Ugotowałem zupę i przyszedłem przynieść ci porcję.

Łał, dzięki. Właśnie miałem iść na obiad.

Nie ma za co.

Ale… dlaczego dajesz ją akurat mnie? Może pułkownik będzie miał ochotę.

Chłopak milczał przez chwilę, bo nie wiedział, co powiedzieć. W końcu odparł:

Pułkownik też trochę zje.

Tak myślałem – zaśmiał się Seraing. – Czyli to on ci powiedział, że tutaj mieszkam?

An Zhe przytaknął. Mężczyzna zaprosił go do środka, postawił termos na stole i z szuflady wyjął coś zapakowanego w różowy papier. Wyglądało jak ludzka przekąska. Wcisnął to chłopakowi w dłoń.

Proszę, trochę cukru dla ciebie.

Dziękuję.

Przyzwyczaiłeś się już do mieszkania w Głównym Mieście? – zapytał Seraing. – Jaki jest twój numer pokoju?

3702.

Mój boże. – Mężczyzna się uśmiechnął. – Cóż za zbieg okoliczności.

W tej chwili na zewnątrz zawiał silny wiatr, a rura w pokoju zawyła. An Zhe rozejrzał się za źródłem tego dźwięku.

Rury wentylacyjne są przeważnie zamknięte, ale otwiera się je czasami w lecie, gdy wieje silny wiatr, by nie zapanowała w nich zbyt wielka wilgoć. Wtedy strasznie hałasują, niekiedy nawet nie da się spać, ale się nie bój – powiedział łagodnie Seraing, znowu się uśmiechając. – Pułkownik na pewno już cię uspokoił.

An Zhe był zdezorientowany. Po pierwsze, wcale się nie bał, więc nie trzeba było go uspokajać. Po drugie, Lu Feng nic nie zrobił.

Nie uspokoił mnie – oznajmił po chwili.

…Może zapomniał.

Chłopak odnosił wrażenie, że Seraing miał aż zbyt dobre zdanie o Lu Fengu i uważał, że ich relacje są znakomite. Wrócił do apartamentu 3702 i odkrył, że pułkownik sam nakrył do stołu. Niestety, choć oddali trochę zupy, to wciąż było jej zbyt wiele.

Sędzia obserwował go chłodnymi, zielonymi oczami.

Dasz radę.

Nie dam.

Nie można marnować zasobów bazy.

An Zhe nałożył mały kawałek wołowiny na łyżkę i próbował go przełknąć. Po zjedzeniu swojej porcji Lu Feng zmusił go do skończenia reszty. Udało mu się dobrnąć do połowy garnka.

No dalej. – Ton mężczyzny był beznamiętny.

Chłopak zjadł kawałek ziemniaka i łyżkę zupy. Nie sądził, by to było możliwe. Ludzkie żołądki nie były bez granic, nawet jeśli jakieś danie smakowało przepysznie. Zaraz pęknie.

Odwrócił głowę, by spojrzeć na Lu Fenga. Zobaczył, że ten mężczyzna spoglądał na niego z lekko uniesionymi brwiami, a na jego twarzy dało się ujrzeć oznakę przyjemności.

– …

Powinien był się domyślić! Celem pułkownika nie była ochrona zasobów bazy. Po prostu czerpał przyjemność z droczenia się z An Zhe. Chłopak ze złością uniósł brwi i tym razem był asertywny.

Więcej nie zjem.

Zbrodnia marnowania jedzenia.

W takim razie również ją popełniłeś – odparł An Zhe.

Lu Feng skrzyżował ramiona na piersi i zdawał się lustrować chłopaka wzrokiem.

Sprytne.

An Zhe zrozumiał, co miał przez to na myśli. Przysiągł sobie, że następnym razem, gdy pułkownik przyjdzie na obiad, to otruje go własną grzybnią. Nie miał zamiaru dłużej się z nim użerać i odłożył łyżkę.

Lu Feng po prostu się uśmiechnął i postawił resztę zupy przed sobą. Wyglądało na to, że Sędzia sam się nią zajmie. Obserwując przez chwilę jego poczynania, An Zhe zdecydował o połowę zmniejszyć ilość grzybni, którą go struje.

Po posiłku pożegnał się z Lu Fengiem, gdyż pułkownik najwyraźniej miał mieć wieczorem ważny telefon. Idąc w stronę drzwi, Sędzia nagle sobie o czymś przypomniał. Wyjął z kieszeni przezroczyste pudełko i rzucił je An Zhe.

Użyj tego, jeśli nie będziesz w stanie usnąć.

Chłopak otworzył opakowanie, w którym znalazł parę białych, gumowych zatyczek do uszu. Zastanawiał się nad tym przez chwilę, wciąż wahając się, czy Lu Feng był dobrym, czy złym człowiekiem. W końcu tymczasowo zdefiniował go jako osobę zmienną.

Wiatr na zewnątrz się wzmógł, a dźwięk dochodzący z dziury się wyostrzył. Rzeczywiście ciężko by było człowiekowi przy tym zasnąć. Jednak An Zhe nie miał w planach użycia zatyczek, a przynajmniej nie teraz.

Stanął naprzeciwko swojego łóżka. Przez całe popołudnie myślał o jednej rzeczy – jeśli nie będzie mógł przemieszczać się po Latarni bez nadzoru, to kiedy uda mu się znaleźć zarodnik?

Początkowo uważał to za problem nie do rozwiązania, ale teraz miał pomysł. Wszystkie budynki w mieście połączone były przewodami wentylacyjnymi. Odwrócił się, by spojrzeć na okno.

Było małe, zaledwie wielkości dwóch podręczników, a po bokach znajdowały się przesuwane, metalowe okiennice. Podszedł bliżej i zasunął je z kliknięciem. Dzięki temu nikt z zewnątrz nie był w stanie zobaczyć, co działo się w środku.

Grzybnia.

Ciało An Zhe zamieniło się w grzybnię. Jego ubrania zsunęły się na ziemię razem z łuską naboju, którą miał przywiązaną u szyi. W tym samym czasie spod materiału wysunęła się biała grzybnia, wsuwając się pod łóżko i spoglądając milcząco na czarną dziurę.

Jako grzyb An Zhe miał tylko mgliste pojęcie na temat świata zewnętrznego. Wzrok i słuch były połączone, a zapachu i dotyku nie był w stanie rozróżnić. To już nie był tylko obraz lub dźwięk. Tych zmian nie dało się opisać za pomocą ludzkiego języka.

Dziurę zakrywały trzy warstwy cienkiej siatki, co wystarczało do powstrzymania wszystkich insektów. Jednak nie było żadną przeszkodą dla miękkiego grzyba.

Tłumaczenie: Ashi

2 Comments

  1. Yaoistka^^

    O jezu ale się wkręciłam! Dotarłam aż tutaj i nagle… koniec czytania xD haha

    W każdym razie życzę weny i czekam na kolejny rozdział :)

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: