Little Mushroom

Rozdział 2912 min. lektury

An Zhe stał w bezruchu, a wieczorny wiatr targał mu włosy. Obserwował, jak srebrny samochód z logo Edenu zatrzymał się tuż przed nimi. Mężczyzna w białych ubraniach roboczych wysiadł i szybko zabrał dziewczynkę Lu Fengowi.

Dziękujemy za pańską pomoc.

Bądźcie ostrożniejsi – odparł lekko Sędzia.

To był zwykły wypadek.

Mężczyzna wrócił do samochodu i odjechał w stronę Ogrodu Edenu. An Zhe był trochę zły. Lu Feng odwrócił się, spoglądając na niego.

Czy jestem dobrym człowiekiem?

Chłopak w końcu zrozumiał, jak opisać swój nastrój. Czuł się, jakby Lu Feng zakpił z jego uczuć, o ile grzyb takowe posiada. Nie chciał już więcej się nim przejmować. Odwrócił się i zaczął iść wzdłuż drogi, jednak nie zrobił nawet kilku kroków, kiedy czyjaś dłoń chwyciła za jego ramię.

Prowadź – oznajmił Lu Feng. – Nie wiem, jak wrócić do dzielnicy mieszkalnej.

Nie rozpoznajesz drogi?

Nie byłem tu od wielu lat.

An Ze pomyślał, że to dość sensowne. Pułkownik spędzał czas albo w Otchłani, albo przy bramach miasta. Możliwe, że od przynajmniej siedmiu lat nie gościł w Głównym Mieście. Tymczasem An Zhe spędził tu już miesiąc, więc był dobrze obeznany z drogą powrotną.

Gdzie mieszkasz? – zapytał.

Mężczyzna zastanowił się przez chwilę, po czym wyjął niebieską kartę identyfikacyjną z kieszeni i mu ją podał. Karta pułkownika różniła się od jego własnej. Spojrzał na nią, szukając z tyłu szeregu brązowych cyfr.

3124043701.

– … – Przypomniał sobie swój nowy numer ID i beznamiętnie odparł: – Zabiorę cię tam.

Nie chcesz? – zapytał pułkownik, zauważając jego minę.

Chcę.

I tak zabrał Lu Fenga na autobus wahadłowy. Po obu stronach pojazdu znajdowały się podwójne siedzenia. Usiadł przy oknie, a Lu Feng zajął miejsce obok niego. Mężczyzna był niezwykle przystojny, a do tego miał na sobie mundur Sądu Procesowego, bardzo wyróżniając się z tłumu. Wszyscy na nich spojrzeli, gdy wsiedli do autobusu.

Musimy wysiąść na stacji – powiedział mu An Zhe.

Dziękuję – odparł Lu Feng. – A ty gdzie mieszkasz?

Niedaleko ciebie.

Okej.

Dzielnica mieszkalna Edenu znajdowała się nieopodal, lecz An Zhe dołączył później, więc zamieszkał w dzielnicy wojskowej. Autobus zatrzymywał się co chwila na przystanku, a dotarcie do celu miało nastąpić za około 40 minut.

Jego podopieczni wydawali się być grzeczni, ale rzeczywistość była inna, szczególnie gdy zadawali pytania. Przez cały dzień An Zhe miewał napady zmęczenia – takie jak teraz. W przeszłości decydował się na chwilę drzemki w pojeździe, ale teraz Lu Feng był obok niego, więc pomyślał, że lepiej nie zasypiać.

Postanowił przyglądać się mijanemu krajobrazowi. Widać było Dwie Wieże, Eden, a także różne budynki i struktury. Mieszkał w ludzkim mieście od dwóch miesięcy, lecz wciąż czuł się, jakby śnił.

Powieki chłopaka powoli opadły, po czym zasnął.

Wkrótce rozległ się miękki, mechaniczny głos:

Dotarliśmy do stacji. Prosimy pasażerów o opuszczenie pojazdu w uporządkowany sposób. Do zobaczenia.

Lu Feng spojrzał na An Zhe, który opierał się o jego ramię.

Zachodzące słońce wpadało przez okno, spowijając rzęsy chłopaka złotym blaskiem. Twarz śpiącego An Zhe była bardzo spokojna, poruszając się tylko lekko w rytm jego oddechu. Nie wyglądał agresywnie ani nie zachował żadnej czujności, jak dziecko, które jeszcze nie dorosło. Lu Feng pomyślał, że to dobrze, że może spać tak spokojnie.

Autobus zwolnił, aż w końcu się zatrzymał. Wszyscy pasażerowie wstali, a ich kroki rozległy się po pojeździe.

An Zhe otworzył oczy. Miał wrażenie, że wyspał się o wiele lepiej niż podczas wcześniejszych podróży. Powoli przesunął wzrok w bok, widząc czarne ubranie ze srebrną odznaką. Natychmiast oprzytomniał, siadając prosto. Zauważył, że Lu Feng na niego patrzy. Jego wzrok nie był obojętny, lecz jednocześnie nie wydawał się zły.

Chodźmy – powiedział mężczyzna.

Chłopak potarł oczy. Szybko zasnął i równie szybko musiał się rozbudzić, wysiadając z autobusu. Wieczorny wiatr przyniósł ze sobą odrobinę chłodu. Wskazał budynek stojący naprzeciwko.

To jest blok 24.

Dziękuję – powiedział zwięźle Lu Feng, idąc w tamtą stronę. An Zhe poszedł za nim. W połowie drogi pułkownik dodał: – Nie musisz mnie dalej odprowadzać.

An Zhe nic nie powiedział, dalej idąc za nim. W segmencie 4 Sędzia w windzie wybrał przycisk piętra 37, a chłopak podążył za nim. Oczywiście do wskazania odpowiedniego mieszkania, kiedy na piętrze znajdowały się tylko dwa, nie była potrzebna pomoc osób trzecich.

Chłopak spojrzał na pozostałości plomby, która została zerwana miesiąc temu i pomyślał, że pułkownik wciąż nie wiedział, że jego zagrywki zostały przejrzane. Oczywiste było, że Lu Feng spędził tu przynajmniej jedną noc i niemożliwe było, że nie znał drogi.

Jednak i tak postanowił skłamać, prosząc An Zhe o pomoc. To oznaczało, że mężczyzna płatał mu figla, zmuszając do bezsensownej pracy. Niestety jego kłamstwa zostały przejrzane, gdy tylko pokazał swój identyfikator.

Jesteś bardzo odpowiedzialny – odezwał się Lu Feng.

Pułkownik naprawdę uważał, że chłopak spełniał swój obowiązek i pokazywał mu drogę. Twarz An Zhe przybrała bezwzględny wyraz, kiedy spojrzał na towarzysza, który także na niego patrzył. An Zhe uczył się od Lu Fenga, więc odwrócił się obojętnie, podszedł do drzwi z numerem 2 i przeciągnął po czytniku swoją niebieską kartę identyfikacyjną.

Czujnik zapipczał i błysnął na zielono. Następnie rozległo się kliknięcie, a zamek automatycznie się otworzył. An Zhe znowu się odwrócił, spoglądając na Lu Fenga.

Ten zamarł na chwilę, po czym powiedział:

To zbieg okoliczności.

An Zhe dalej spoglądał na niego bez wyrazu.

O co chodzi? – W oczach mężczyzny widać było zapytanie. Chwilę później najwyraźniej sam zrozumiał, o co chodzi. Kącik jego ust uniósł się w lekkim uśmiechu. – Nie skłamałem. Miesiąc temu wziąłem udział w całonocnej naradzie, po czym wróciłem do Miasta Zewnętrznego.

Plomba.

Wojsko wiedziało, że wrócę do Głównego Miasta, więc wysłali kogoś, żeby posprzątał.

Och… – wymamrotał An Zhe.

Mimo wszystko nie miał zamiaru mu już więcej ufać. Odwrócił się, by wejść do mieszkania. W tej chwili drzwi Lu Fenga zapipczały przeciągle.

Spojrzał w tamtą stronę i zobaczył, jak mężczyzna przeciąga kartę przez czytnik. Robił to poprawnie, lecz dioda i tak migała na czerwono. Lu Feng zmarszczył brwi, a An Zhe patrzył na niego podejrzliwie. Po chwili pułkownik wystukał numer na komunikatorze i w skrócie opisał zaistniałą sytuację. Szybko dostał wyjaśnienie, rozłączył się i spojrzał na An Zhe.

Trzy lata temu wymieniano wszystkie identyfikatory w Głównym Mieście. Mój pominięto.

An Zhe pomyślał, że bezpodstawnie się na niego złościł. Jednak…

Ulice Głównego Miasta wcale nie były skomplikowane, a wszystkie budynki oznaczono wyraźnymi numerami. Wystarczyło wsiąść do autobusu. Nawet on, pomimo bycia grzybem, wiedział, gdzie wysiąść. Zawahał się przez chwilę, lecz ostatecznie pomyślał o swoim zarodniku i zasugerował:

No to… Chcesz wejść na razie do mnie?

Lu Feng chętnie za nim poszedł. Chłopak zaprowadził go do kanapy, włączył telewizor i wszedł do kuchni, pytając:

Jadłeś coś?

Sędzia odpowiedział przecząco.

Pytanie było jednocześnie sugestią, by Lu Feng zszedł do stołówki, jeśli jest głodny, ale odpowiedź mężczyzny miała drugie dno. Oznaczała, że An Zhe musiał dzisiaj gotować dla dwóch osób.

Obrał dwa kartofle. W stołówce serwowali nie tylko gotowe jedzenie, ale także składniki. W ciągu ostatniego miesiąca An Zhe stopniowo przyzwyczaił się do gotowania zupy samemu. Jej smak był bogatszy i pyszniejszy od tej podawanej w stołówce. Do garnka włożył pokrojone ziemniaki i kawałki boczku, po czym wlał wodę, dodał odrobinę mleka i postawił na małym ogniu, przykrywając pokrywką, a następnie wrócił do salonu.

W wiadomościach mówiono o płynnym przebiegu prac nad odzyskaniem centrum rozpraszania. Lu Feng czytał podręcznik An Zhe, najwyraźniej będąc w dobrym nastroju. Ten mężczyzna znęcał się nad innymi, gdy był w dobrym nastroju i miał innych gdzieś, gdy humor mu nie dopisywał. Na przykład miesiąc temu w pociągu nie wydawał się wcale chętny do rozmowy z An Zhe.

Gdy ustąpiły impulsywne emocje wywołane oszustwem pułkownika, An Zhe był spokojny. Krojąc ziemniaki w kuchni poważnie zastanowił się na temat swojej więzi z Lu Fengiem.

Kluczem do znalezienia zarodnika było nawiązanie z nim dobrych relacji. Poznanie preferencji Sędziego to dobry początek do świetnych kontaktów międzyludzkich. Dlatego An Zhe usiadł obok niego i zobaczył, że czyta krótki wiersz o jesieni.

Uczysz tego? – zastanawiał się Lu Feng.

Dopiero sam się uczę jak uczyć.

Dzięki inicjatywie Lu Fenga w zadawaniu pytań An Zhe miał potwierdzenie, że mężczyzna jest w dobrym humorze. Dlatego zagadał:

Pułkowniku.

O co chodzi? – odparł Lu Feng, odkładając podręcznik.

Wcześniej w pociągu. – An Zhe opuścił wzrok i wyszeptał: – Nie chciałeś ze mną rozmawiać. Co zrobiłem nie tak?

Mężczyzna uważnie mu się przyglądał.

Nic – odparł. – To był problem ze mną.

Rozumiem.

Przejąłeś się tym?

…Tak.

Po chwili ciszy Lu Feng wyciągnął rękę. Jego palce na chwilę spoczęły na szyi chłopaka, po czym zsunęły się niżej, by chwycić łuskę wiszącą na rzemyku. An Zhe spojrzał na niego spanikowany. Nie wiedział, kiedy mężczyzna odkrył jej istnienie.

Zabiłem szefową czarnego rynku, gdy koło niej stałeś. Pracowałeś dla niej?

An Zhe potrząsnął przecząco głową.

Pracowałem tylko dla szefa Shaw.

3260563209 przy bramie. To członek twojej drużyny czy chłopak?

Przyjaciel.

Mężczyzna uniósł łuskę.

A to kto?

An Zhe nie odpowiedział. Nie mógł. Jednak milczenie także było odpowiedzią. Lu Feng nie zapytał ponownie, wypuszczając przedmiot z dłoni.

Zabiłem wielu ludzi, a ty widziałeś kilka ostatnich zabójstw – przerwał ciszę mężczyzna. – Zaskakuje mnie, że dalej uważasz mnie za kogoś dobrego.

Rzeczywiście było to prawdą.

Podczas pierwszego spotkania Lu Feng zabił Vance’a. Następnym razem padło na Du Sai, a także 73 inne osoby. Miesiąc później stał przy bramie podczas Dnia Sądu, gdzie wystrzelił niezliczoną ilość razy. W końcu, gdy opuszczali pociągiem Miasto Zewnętrzne, Lu Feng stał u jego boku, wydając rozkaz zbombardowania Dzielnicy Szóstej. Zabił wielu ludzi, z którymi An Zhe coś łączyło.

Jednak to nie powstrzymało go przed myśleniem, że pułkownik jest dobrym człowiekiem. Po pierwsze, wiedział, że jest bardzo dokładny, gdy chodzi o wykrywanie gatunków heterogenicznych. Po drugie, nawet gdyby wykrył, że An Zhe nie jest człowiekiem i go zabił, to teraz chłopak był jednym z nich. Wejście do ludzkiej bazy równało się z zaakceptowaniem ludzkich zasad.

Lu Feng był tym, który wykonywał wyrok śmierci.

Czy to dlatego… byłeś smutny? – zastanawiał się An Zhe.

Nie. – Lu Feng uważnie na niego patrzył. – Wiem, co robię.

To… – Chłopak wymówił tylko jedno słowo. Co było powodem jego rozterek emocjonalnych?

Pułkownik zdawał się zrozumieć, o czym myślał.

Nie złamałem swoich zasad – oznajmił. – Nikt nie może osądzać, czy moje czyny są dobre, czy złe.

An Zhe przypomniał sobie słowa młodego sędziego, Serainga i zapytał:

Nie jesteś pewny, czy ludzie, których zabiłeś, byli dobrzy czy źli?

Nie, jestem pewny. – Lu Feng wyjrzał przez okno. Jego zielone oczy były jak zamarznięte jezioro, puste i wypełnione odległą ciszą. – Po prostu czasami myślę… O podjętych przeze mnie decyzjach. Co osądzam i kto mnie osądzi na koniec?

An Zhe nie rozumiał w pełni tych słów. Ludzie w chwili obłędu potrafili powiedzieć coś, co dla innych wydawałoby się brednią. Jednak chłopak miał wrażenie, że wie, o co chodzi.

Nie nienawidzę cię za te rzeczy – zadeklarował, obserwując mężczyznę. Po chwili dodał: – Nie zrobiłeś nic złego.

Sędzia patrzył na niego bez słowa. Trwało to tak długo, aż chłopak uległ złudzeniu, że oczy Lu Fenga nie były zamarzniętym jeziorem, a delikatną wodą. Zmierzch powoli rozgościł się w pokoju, gdy mężczyzna w końcu wyciągnął prawą dłoń i pogłaskał An Zhe po głowie.

Tłumaczenie: Ashi

3 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: