Little Mushroom

Rozdział 3214 min. lektury

Początkowy etap infekcji, zaawansowanie procesu na poziomie 20 punktów, 13 prawdopodobnych odzwierzęcych źródeł zakażenia, mutacja wskazuje na stawonogi. – Lekarz podszedł z grubą stertą raportów i położył je przed Lu Fengiem. – Gdzie byłeś i dlaczego przyprowadziłeś tu gatunek heterogeniczny?

Pułkownik odebrał raport, a doktor skrzyżował ręce na piersi.

Nie zastrzeliłeś go na miejscu.

Nie znam się na cechach infekcji u dzieci – odparł Sędzia.

Więc go nie zabijaj, tylko zostaw mi go do badań.

Proszę bardzo.

To mutacja w stawonoga, nie ma żadnych wątpliwości. – Lekarz zerknął na plik papierów w dłoni rozmówcy. – Przygotuj się na spotkanie. W Głównym Mieście naprawdę pojawiła się osoba zarażona, a do tego jest nią dziecko z Ogrodu Edenu. Zgłosiłem to, gdyż to nie jest błaha kwestia.

Stawonogi – zastanawiał się Lu Feng. – Czy to ma związek z poprzednimi wydarzeniami w Mieście Zewnętrznym?

Dzisiaj zostały opublikowane ostateczne wyniki badań nad atakiem owadów. Scharakteryzowano go jako zbiorowe zachowanie zmutowanych insektów pod presją sezonu lęgowego. – Lekarz mówił cicho z poważnym wyrazem twarzy. – Nie wiemy jednak, czy te wydarzenia miały ze sobą związek, ani czy ktoś nimi dowodził. – Doktor odetchnął głęboko. – Mimo wszystko… – kontynuował, myśląc na głos z zamkniętymi oczami. – Główne Miasto jest solidną twierdzą, nic z zewnątrz nie ma prawa się tu przedostać. Nawet jeśli coś by się wydarzyło, to powinno dotyczyć jakiejś heterogenicznej próbki, która się wydostała z Latarni. Czemu to jest dziecko z Edenu?

Lu Feng przeczytał ponownie raport, po czym spojrzał na An Zhe. Jako nauczyciel Sinana, chłopak miał obowiązek towarzyszyć mu w drodze do Latarni.

Gdzie on przebywał? – zapytał Sędzia.

Zawsze jest razem z pozostałymi dziećmi – odrzekł An Zhe. – Kiedy wczoraj wychodziłem z pracy, oglądali wiadomości przed snem. Dzisiaj rano w klasie odbył się egzamin, a po południu udaliśmy się do bazy wojskowej.

Skontaktuj się z jego nauczycielem i wychowawcą – rozkazał pułkownik.

Młodzieniec się zgodził. Po wezwaniu Lin Zuo w celu wyjaśnienia sytuacji chłopak wpadł na pewien pomysł.

Mógłbym z nim porozmawiać… jest bardzo mądry.

Lu Feng mruknął potakująco w odpowiedzi. An Zhe podszedł do oszklonych drzwi. Sinan jako osoba zarażona został odizolowany i przebywał teraz w srebrno-białym laboratorium.

Chłopak zajrzał przez szybę i ujrzał niewielką postać w środku. Sinan siedział samotnie na stole sekcyjnym. Jego głowa była lekko opuszczona. Wciąż zachowywał ten sam wyraz twarzy, jakby wszystko, co wydarzyło się na zewnątrz, nie miało z nim nic wspólnego.

Za plecami An Zhe rozległ się hałas. To komunikator Lu Fenga wściekle się rozdzwonił, co oznaczało, że sytuacja była poważna. W ciągu zaledwie kilku minut podeszły do niego trzy grupy ludzi. Pułkownik powiedział coś do lekarza i wyszedł na korytarz.

Po obu stronach drzwi laboratorium znajdowało się urządzenie do transmisji dźwięku. Młodzieniec wziął mikrofon.

Sinan.

Chłopiec spojrzał na niego.

Czy wiesz, co się z tobą dzieje? – zapytał An Zhe.

Dzieciak kiwnął głową.

W takim razie czy wiesz dlaczego? Spotkało cię coś dziwnego w Ogrodzie Edenu?

Czarne oczy Sinana wpatrywały się prosto w niego, a jego wzrok zdawał się go przenikać na wylot. W tym momencie młodzieniec nagle zrozumiał, dlaczego dało się gołym okiem odróżnić gatunki heterogeniczne od ludzi. To było spojrzenie… czegoś innego niż człowiek. Nie byłby zaskoczony, gdyby w ten sam sposób spoglądał jakiś potwór w Otchłani.

Nie – odpowiedział chłopiec po minucie milczenia.

Zastanów się. – An Zhe próbował go pokierować. – Co robiłeś wczoraj? Byłeś z kolegami z klasy?

Dzieciak tylko się na niego gapił z ponurym wyrazem twarzy. Nie odezwał się więcej, nieważne, o co został zapytany. Kiedy rozmowa utknęła w martwym punkcie, zadzwonił komunikator doktora i chłopak spojrzał w tamtą stronę.

Lekarz przełączył urządzenie na tryb głośnomówiący i dało się słyszeć głos Lin Zuo. Jego ton był opanowany, ale mówił niezwykle szybko. An Zhe wiedział, że mężczyzna próbuje zmusić się do zachowania spokoju.

Odtworzyliśmy wszystkie nagrania z ostatnich trzech dni. Przebywał z innymi osobami i opuszczał obszar monitorowany na czas wizyty w toalecie lub okazjonalnie w czasie wolnym. To jest normalne. Czas, kiedy nie był pod obserwacją, wynosił maksymalnie trzy minuty i mógł wtedy się poruszać jedynie po korytarzu na naszym piętrze – raportował Lin Zuo. – W Ogrodzie Edenu nie ma nic nienormalnego. Może to się zdarzyło w bazie treningowej albo w drodze do niej? Słyszałem, że rozwój infekcji u dzieci przebiega znacznie szybciej niż u dorosłych.

Przykro mi, panie Lin. Może i rozwój infekcji u dzieci przebiega szybciej niż u dorosłych, ale biorąc pod uwagę zmiany morfologiczne w komórkach jego tkanek, minęło co najmniej 15 do 20 godzin od momentu zarażenia.

Po stronie Lin Zuo zapanowała chwila ciszy.

W takim razie rzeczywiście został zarażony w Ogrodzie Edenu. Niemniej jednak pozostałe dzieci i nauczyciele są normalni i nie wykazują żadnych oznak infekcji.

Proszę nie panikować – uspokoił go lekarz. – Czekamy na dalsze rozkazy przełożonych. Najpóźniej do godziny piętnastej Latarnia wspólnie z Sądem Procesowym sprawdzi dzieci, które w tamtym czasie przebywały na szóstym piętrze. Proszę być gotowym do współpracy.

Dobrze.

Dziękuję za zrozumienie. Jeśli to już wszystko, to…

Chwileczkę – zawołał Lin Zuo.

Ma pan jeszcze jakieś sugestie?

Może nie sugestie, ale mam nadzieję, że to coś, co wam pomoże – wyjaśnił nauczyciel. – Sinan od początku był dziwnym dzieckiem. Ma bardzo wysokie IQ, ale jego stan psychiczny zawsze był bardzo… swobodny. Obserwowałem jego rozwój, więc jestem pewien, że jego funkcje poznawcze i zmysły są inne niż u reszty dzieci.

Dziękuję, że mi pan o tym powiedział. Przyjrzę się temu – odpowiedział doktor. – Sędzia wrócił i musimy już wyjść. Po spotkaniu porozmawiamy osobiście.

Dobrze.

Lu Feng wkroczył do pokoju.

I jak? – zapytał lekarz.

W Ogrodzie Edenu i bazie treningowej wprowadzono stan wojenny. W grę wchodzi ogromna liczba ludzi. Za dziesięć minut wychodzimy.

W porządku.

Sędzia spojrzał na Sinana w laboratorium.

Co z nim?

Doktor wzruszył ramionami.

Pułkownik podszedł bliżej i stanął obok An Zhe. Wzrok dzieciaka przeniósł się na Lu Fenga. W tym momencie młodzieniec odkrył, że początkowo czarne oczy chłopca pokrywał słaby promienisty wzór jak rozpostarte pajęcze nici.

Dziesięć godzin – stwierdził Sędzia.

Chłopak był oszołomiony, gdyż wiedział, co mężczyzna miał na myśli. W ciągu dziesięciu godzin Sinan przekształci się z ludzkiego dziecka w bezrozumnego potwora. Wzmógł wysiłki, aby z nim się porozumieć i wykrzykiwał jego imię. Jednak wzrok chłopca ani drgnął, skupiony na Lu Fengu. Mężczyzna odwzajemnił spojrzenie.

Sinan otworzył usta. Miał delikatny dziecinny głosik, ale jego ton był lodowaty.

Wszyscy umrzecie.

Sędzia się uśmiechnął. Wziął słuchawkę od An Zhe.

Nikt nie umrze. Ludzkość przeżyje – oświadczył.

Powiedziawszy to, rozłączył się i odwrócił. Młodzieniec zrobił porównanie. Jeśli wziąć pod uwagę chłód w wyrazie twarzy i głosie, pułkownik wypadał lepiej.

Kilku badaczy przejęło opiekę nad Sinanem i drzwi śluzy się uniosły.

Ten dzieciak jest dziwny – stwierdził lekarz.

Przyślę kogoś, żeby go przesłuchał – zasugerował Lu Feng.

Dziękuję.

W tym momencie w uszach An Zhe ponownie rozległ się dźwięk wiatru. Chłopak zaczął się rozglądać i odkrył podobny do poprzednich otwór ukryty na styku sufitu i ściany. Pociągnął delikatnie za rękaw pułkownika.

Lu Feng. Co to jest?

Mężczyzna podążył za jego spojrzeniem na sufit.

Wentylacja – odrzekł krótko.

Nie widziałeś ich wcześniej? – zdziwił się doktor. – Miasto Zewnętrzne już ich nie ma, bo zostało zbudowane później.

Lekarz zawsze był chętny do wyjaśniania ludziom różnych rzeczy.

Do czego to służy? – zapytał młodzieniec.

Do wymiany powietrza – odpowiedział rzeczowo doktor. – Kiedy zbudowano Główne Miasto, pole magnetyczne jeszcze nie zanikło całkowicie, a ludzki przemysł wciąż był u szczytu możliwości. Baza miała wytrzymać możliwie najsilniejsze promieniowanie kosmiczne i wiatr słoneczny, więc ściany wszystkich budynków są tu cztery lub pięć razy grubsze niż normalnie, a do ich budowy zastosowano specjalne materiały. Jest to całkowicie zamknięty system, a wentylacja zapewnia czyste powietrze. – Mężczyzna się uśmiechnął. – Główne Miasto może wiele przetrwać, a system wentylacyjny jest najwyższej klasy. Po zbudowaniu sztucznych biegunów magnetycznych zaczęły się szerzyć przeróżne mutacje. Zanim wynaleziono rozpraszacze, owady były dosłownie wszędzie. W Głównym Mieście na wlotach i wylotach wentylacyjnych zainstalowano trójwarstwowe filtry, aby mieć pewność, że żadne insekty nie zanieczyszczą powietrza. Więc bez względu na wszystko, dopóki kontrolujemy bramy, miasto jest całkowicie bezpieczne. – Pisząc e-mail na komputerze, mówił sam do siebie: – Jak mogło dojść do tej infekcji? To nie ma żadnego sensu. W dodatku pozostałe dzieci w Ogrodzie Edenu czują się dobrze.

Jego wzrok przeniósł się na Lu Fenga.

Słyszałem, że jedna dziewczynka uciekła wczoraj z Edenu.

Pytałem o nią. Wszystko jest w normie.

Lekarz zmarszczył brwi, stukając w klawiaturę. Pułkownik zerknął na ekran komputera.

Masz jakiś kontakt z Podziemną Bazą Miejską?

Ostatnio wydarzyło się kilka rzeczy i trochę się… boję. – Doktor wziął głęboki oddech i kontynuował: – Chciałbym wiedzieć, do jakiego stopnia wyewoluowały potwory w Ameryce Północnej. Jednak awaryjny kanał łączności pomiędzy naszymi bazami zawsze działał losowo i raczej nie spodziewam się odpowiedzi.

Kliknął „Wyślij”. An Zhe zobaczył, że wysłał ten sam plik do kolejnego odbiorcy z dopiskiem „Instytut badawczy”.

W porządku. – Lekarz wyłączył interfejs. – Zamierzam zsynchronizować przyrządy.

Najpierw pójdę do Ogrodu Edenu – oznajmił Lu Feng.

Korytarz w Latarni był biały i długi, oświetlony zimnym światłem. Był tam pokój socjalny i kiedy pchnęli drzwi, zobaczyli w środku całującą się dwójkę naukowców w białych fartuchach. Po usłyszeniu ich kroków obejmujące się postacie odwróciły się i zniknęły w głębi pomieszczenia.

Pułkownik wydawał się być zniesmaczony tą sceną.

Gdzie się podziała ich dyscyplina?

Nawet o niej nie wspominaj – rzucił doktor. – Im więcej się uczymy, tym bardziej jesteśmy rozczarowani. Całą Latarnię od góry do dołu ogarnął nastrój spontanicznej zabawy. Nie ma co liczyć na to, że będziemy utrzymywać wojskową dyscyplinę. Czasami sam czuję się zdesperowany.

Sędzia nic nie odpowiedział. Zgarnął po prostu swoich towarzyszy i poprowadził ich w innym kierunku.

Następnego popołudnia An Zhe ślepo podążał za Lu Fengiem, ponieważ nie wiedział, w którą stronę powinien się udać. Był tylko tymczasowym pracownikiem Ogrodu Edenu i nie otrzymał żadnych rozkazów ani instrukcji. Niemniej jednak mężczyzna nie wydawał się zirytowany faktem, że chłopak wszędzie za nim chodził. Nawet kiedy jedno po drugim sprawdzał dzieci z Edenu, pozwolił mu odpocząć w holu.

W tej sytuacji młodzieniec usiadł na sofie, czytając książkę. Na ścianie na wprost niego widniało wypisane krwistoczerwonymi literami hasło: Ludzkie dobro ma pierwszeństwo przed wszystkim innym. O czwartej po południu lekarz również zabrał kilka osób do Ogrodu Edenu. Nieco przygnębiony rozstawiał w holu sprzęt do wykrywania.

Seraing został oddelegowany przez Lu Fenga do pomocy. Młody sędzia zobaczył urządzenie na środku sali i zmarszczył brwi.

Tylko jedno?

A co mieliśmy zrobić? – zapytał lekarz. – Drugie jest przy głównym wejściu do miasta, aby kontrolować powracających najemników.

To znaczy, że w całej bazie są tylko dwa urządzenia? – zdziwił się Seraing.

Dziecino, miałeś jakieś wątpliwości co do naszych możliwości produkcyjnych w przemyśle? W przypadku tak precyzyjnego sprzętu jak wykrywacz, to już i tak nasz limit.

Przepraszam.

W porządku. Przećwicz to najpierw, a potem zaczniemy powolutku skanować – rzekł doktor.

W Sądzie Procesowym nie było specjalnego szkolenia dotyczącego dzieci – oznajmił Seraing.

Wierzę, że wzrok sędziego będzie w stanie z miejsca odróżnić osoby zarażone.

Zaraz po jego słowach rozległ się odgłos kroków Lu Fenga.

Badanie piątego, szóstego i siódmego piętra zostało zakończone – powiedział do swojego komunikatora. – Nie stwierdzono podejrzenia infekcji.

An Zhe widział, jak drżały ręce lekarza, który dostrajał urządzenie wykrywające.

Pułkownik podszedł do niego.

Resztę zostawiam w waszych rękach.

Twarz doktora była dziwnie blada.

W porządku. – Po chwili dodał: – W Latarni jest mnóstwo obcych próbek, a Ogród Edenu został zainfekowany. Boję się, że w Latarni też się coś wydarzy. Czy mógłbym złożyć wniosek do Centrum Zjednoczonego Frontu o tymczasowe przeniesienie do Sądu Procesowego?

Czy to jest mój poziom kompetencji? – zastanowił się Lu Feng.

Nasze kompetencje są na równym poziomie.

Okej.

Sędzia podszedł do drzwi windy.

An Zhe obserwował go w milczeniu. Zobaczył, że mężczyzna też na niego patrzył. Chodź tutaj, mówiło jego spojrzenie. Chłopak odłożył książkę i posłusznie podążył za nim. Wtedy to się stało.

Lu Feng! – zawołał nagle lekarz.

Pułkownik nawet się nie obejrzał.

O co chodzi?

Młodzieniec odwrócił się i zobaczył, że doktor spogląda w ich stronę. Jego niebieskie oczy lekko poczerwieniały i przybrały pusty wyraz.

Sto lat temu ryzyko infekcji u ludzi wynosiło tylko 30%. Drobne zadrapania lub rany kłute nie powodowały żadnych zmian. Jednakże z upływem lat sytuacja się pogarszała. Szczególnie w tym roku wskaźnik zakażeń dramatycznie wzrósł. Nawet rana tak mała jak ukłucie igły może wywołać infekcję. Ciągle myślę, czy przyjdzie taki dzień, w którym nic nie zrobimy, a nasze geny i tak zmutują i staniemy się gatunkiem heterogenicznym.

Sędzia nie poruszył się ani nie odpowiedział. Rozległ się dźwięk dzwonka, gdy podjechała winda, a srebrzyste drzwi płynnie się rozsunęły.

Głos lekarza lekko drżał.

W Edenie nie ma potworów ani gatunków heterogenicznych. Infekcja u tego dziecka wystąpiła bez powodu. Nie wiemy, czym została spowodowana ani jak się rozprzestrzenia. Latarnia nie potrafi powstrzymać tego wirusa, nie wie też, jak się przed nim bronić. Jeśli to nas dosięgnie jak epidemia… wtedy najbardziej bezbronne dziecko zostanie zakażone jako pierwsze z powodu swojej kondycji fizycznej. – Gwałtownie zaczerpnął tchu. – Co my teraz zrobimy?

Doktorze Ji. – Głos Lu Fenga był zimny. – Trzęsiesz się.

Sędzia położył prawą dłoń na ramieniu An Zhe i poprowadził go do windy, nie oglądając się za siebie.

Tłumaczenie: Dianthus

One Comment

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: