Little Mushroom

Rozdział 449 min. lektury

Milczenie często wiąże się z podjęciem jakiejś kluczowej decyzji. Ratować czy nie.

Czy nadal możemy nawiązać kontakt z Podziemną Bazą Miejską? – Czyjś głos przerwał ciszę.

Nie odpowiadają.

Pierwsze zebranie w sali konferencyjnej jest zakończone. Przy istniejących zasobach możemy zagwarantować przetrwanie miasta od trzech do dziesięciu dni.

A jeśli nie planujemy przetrwania miasta?

Jeśli uwzględnimy jedynie Dwie Wieże i Eden, to zasoby wystarczą na piętnaście do trzydziestu dni, nie biorąc pod uwagę czynników klimatycznych.

W ekstremalnej sytuacji, jeśli główny personel zostanie przeniesiony do podziemnego schronu w Edenie, można rozważyć długoterminowe przetrwanie.

Więc wciąż pozostaje cień nadziei.

Znowu zapanowało milczenie. Wreszcie ktoś zapytał:

Nie możemy ich uratować?

Generał porucznik rozejrzał się po pokoju. An Zhe słyszał komunikaty wzywające na spotkanie i wiedział, że sala była pełna najwyższych rangą oficerów z biura dowodzenia, członków sztabu i centrum operacyjnego. W przeciwieństwie do logistyków i personelu miejskiej stacji obronnej, którzy spotkali się w pierwszej sali konferencyjnej, tutaj zgromadzili się ludzie z pierwszej linii frontu.

Nawet An Zhe wiedział, jak niebezpieczna walka toczyła się w tej chwili. Co mogło sprawić, że najlepiej wyposażona ludzka baza znalazła się na skraju upadku, nie będąc nawet w stanie utrzymać sztucznego bieguna magnetycznego?

Być może miasto będzie już martwe, zanim przybędzie pomoc. Być może, zanim posiłki dotrą do celu, zostaną zniszczone przez burzę na lądzie albo przez sztorm na morzu. Może się też okazać, że Baza Północna, pomagając Podziemnej Bazie Miejskiej, zużyje własne zapasy uzbrojenia, a kiedy nastąpi kolejny atak istot heterogenicznych, ta nie będzie w stanie go odeprzeć.

W przedłużającej się ciszy rozległ się głos Lu Fenga:

Pójdę.

Generał porucznik wpatrywał się w niego przez długi czas.

Jesteś najlepszym kandydatem – powiedział w końcu.

An Zhe spojrzał na Lu Fenga. Wiedział, dlaczego przywódca uznał go za najlepszego kandydata.

Nawet w różnych częściach tego samego kontynentu potwory znacznie różniły się między sobą. Bazę Północną od Podziemnej Bazy Miejskiej dzielił cały Ocean Spokojny, a zwyczaje i metody walki z potworami mogły być tam kompletnie inne.

Kto mógł najlepiej zaadaptować się do nieznanych warunków? Ludzie, którzy często bywali w Otchłani. Tamtejsze potwory były nieprzewidywalne i szalone. Odkryto wśród nich niemal wszystkie wzorce zmienności.

Odezwał się inny oficer:

Jestem dobry w dowodzeniu dużymi operacjami. Zgłaszam swoją kandydaturę.

Kapitan drużyny AR137 – zasugerował Lu Feng. – Skontaktujcie się z nim i zapytajcie, czy pójdzie na ochotnika.

Pan Hubbard zgodził się iść.

Zebranie zostało odroczone. Generał porucznik zatrzymał wychodzącego Lu Fenga.

Kto przejmie odpowiedzialność za pracę Sądu Procesowego?

Mój zastępca.

Poradzi sobie?

Tak.

Jakiś czas później pojawił się Seraing, gdyż Sąd Procesowy mieścił się w tym samym budynku.

Pułkowniku – szepnął.

Lu Feng odpowiedział krótko. W przyćmionym świetle oczy Serainga były czerwone. Sędzia się oddalił, ponieważ miał mnóstwo rzeczy do przygotowania.

Seraing poprosił An Zhe, aby odpoczął w biurze Sądu Procesowego, jednak chłopak na chwilę opuścił ich pod jakimś pretekstem. Udał się na trzynaste piętro i ujrzał, że laboratorium D1344 wciąż było oświetlone. Usłyszał głosy badaczy oznajmiających, że czasu jest coraz mniej, w związku z czym badania muszą być zakończone możliwie szybko. An Zhe spuścił głowę. Jego ciało było zbyt delikatne i miękkie, by mógł siłą wtargnąć do środka. Wrócił do holu na parterze, gdzie tłoczyli się ludzie.

Podszedł do niego Seraing, lecz młodzieniec się nie odezwał. Obserwował wszystko w milczeniu. Nerwowe ruchy tłumu, nieustanny dźwięk radia, jasne światła i przerwy w dostawie prądu. To wszystko wydarzyło się tak szybko. Los ludzkości był kapryśny jak zorza na niebie.

O jedenastej wieczorem centrum wyposażenia wysłało wiadomość, że zadanie zostało wykonane.

O północy biuro zaopatrzenia logistycznego wysłało wiadomość, że zadanie zostało wykonane.

O pierwszej w nocy obsługa techniczna zakończyła serwis samolotów PL1109 i formacja myśliwców była gotowa do lotu.

Z daleka dobiegł głuchy ryk. Dowódca naziemny potrzebował szerokiego pola widzenia. Uniosła się kurtyna ochronna, a do środka wtargnęły gorące promienie i silny wiatr. Wszyscy wycofali się do bezpiecznej strefy w głębi holu. W oddali zapalił się rząd świateł i An Zhe spojrzał w tamtą stronę. Światła obrysowały kontur skrzydeł i dziobu ogromnego myśliwca. Młodzieniec wiedział, że PL1109 był szczytowym osiągnięciem ludzkiej nauki i techniki. Miał całkowicie odporny na promieniowanie pancerz i niezależny system nawigacyjny, nieoparty na polu magnetycznym. Ludzie od dawna przewidywali nadchodzącą katastrofę i przygotowywali się do niej, lecz nikt dokładnie nie wiedział, na co należy być gotowym.

Poza tym chłopak w końcu odkrył, dlaczego tutejsze drogi były tak gładkie, solidne i szerokie, a także powód, dla którego baza wojskowa była połączona z centrum miasta ogromną strefą buforową, z wszechobecnym asfaltem i pasami startowymi. Ludzie zbudowali to sto lat temu nie ze względu na piękno czy porządek. Wszystko w głównej bazie miało służyć przygotowaniom do ewentualnej wojny.

Otworzyła się kolejna brama i wyszło z niej kilku oficerów w czarnych mundurach bojowych.

Pośród tej grupy młodzieniec natychmiast dostrzegł postać Lu Fenga. Jego sylwetka była wyprostowana, a jej kontur wyraźny i czysty. Pułkownika nie spowijała aura elegancji i chłodu, jaką roztaczał w mundurze Sędziego. Ten strój wydawał się bardziej swobodny i uwidaczniał jego złą naturę. Jednak An Zhe nie uważał go dziś za złego człowieka. Lu Feng był bardzo dobrą istotą ludzką.

Pułkownik podszedł do nich ze swoim dawnym mundurem przewieszonym przez ramię, a Seraing przyjął od niego płaszcz.

Trzymaj się Serainga i nigdzie się nie szwendaj – powiedział Sędzia do chłopaka, zaś w stronę swojego zastępcy rzucił: – Opiekuj się nim.

Były to zwykłe, proste słowa, lecz młodzieniec wyczuł ukrytą w nich groźbę, jakby miał zostać ukarany, gdyby się oddalił. Zmarszczył brwi i spojrzał na mężczyznę.

Lu Feng wyciągnął rękę i zmierzwił mu włosy. Jego oczy nie były tak zimne i złe jak zazwyczaj. An Zhe wyczuł w tym spojrzeniu pewną łagodność. Ten człowiek podjął decyzję, by udać się do Podziemnej Bazy Miejskiej po drugiej stronie planety. Chłopak czuł, że powinien coś powiedzieć, na przykład poprosić pułkownika, aby uważał na siebie…

Otworzył usta, lecz dotarło do niego, że mężczyzna prawdopodobnie był przyzwyczajony do takiego życia. Wyglądał na kogoś, kto był w stanie poradzić sobie ze wszystkim bez jego rad. Wreszcie powiedział tylko:

Dzisiaj ugotowałem zupę grzybową.

Bez względu na to, jak dobry był termos, zupa nie była tak smaczna jak wtedy, gdy była gorąca.

Lu Feng uśmiechnął się lekko.

Dziękuję. Kiedy wrócę, ugotuj ją jeszcze raz.

Jego oczy, połyskujące jak najgłębsze zakątki dżungli w letnie noce, wpatrywały się w An Zhe. Wydawał się lekko pochylić. Młodzieniec przez moment miał wrażenie, że pułkownik chciał się do niego zbliżyć, lecz to uczucie szybko się ulotniło.

Może już nie wrócę. – Głos Lu Fenga był lekko ochrypły. – Dbaj o siebie.

Mhm – mruknął tylko chłopak.

Patrzył, jak plecy mężczyzny oddalają się w stronę prowizorycznego wejścia na pokład.

To był pierwszy raz, kiedy obserwował odchodzącego Sędziego i nie potrafił zebrać myśli. Nie wiedział, jak ten człowiek jest w stanie zawsze podążać przed siebie, w jaki sposób umie bez wahania strzelać do kolegów i jak w każdej chwili może poświęcić własne życie.

Na zewnątrz wraz z wiatrem przyszła burza piaskowa, a noc wchłonęła ją, sprawiając, że unoszący się kurz i żwir wyglądały jak bezkresna mgła. W nocnej ciemności dało się słyszeć buczenie silników i myśliwce PL1109 wystartowały płynnie.

Rozpostarły skrzydła, przypominając ogromne ptaki i wznosiły się coraz dalej i wyżej w polu widzenia An Zhe. Stawały się coraz mniejsze i mniejsze, aż zamieniły się w ledwo widoczny czarny punkcik. W końcu zniknęły na tle roziskrzonej Drogi Mlecznej. Rozległ się odległy ryk, kiedy myśliwce ponownie przyspieszyły.

Młodzieniec nie potrafił ich dostrzec. Wszyscy wpatrywali się w bezkresne nocne niebo. W holu zapanowała uroczysta cisza i minęło sporo czasu, zanim ludzie się rozeszli. Chłopak wciąż tam stał, gdy za jego plecami rozległy się delikatne kroki. To był Seraing.

Czasami się zastanawiałem, dlaczego pułkownik wybrał mnie na swojego zastępcę – powiedział. – Jakie cechy i predyspozycje powinien posiadać sędzia? Teraz myślę, że jest odwrotnie, niż wydaje się ludziom. Nie chodzi o chłód, tylko o życzliwość. Ludzkie dobro ponad wszystko inne. Nie życzliwość wobec jednej osoby, tylko wobec całej ludzkości. To jest źródło jego niezachwianej wiary. – Głos Serainga był miękki i ochrypły. – Mam nadzieję, że za sto lat ludzie nie będą musieli zmagać się z tym wszystkim, z czym my się zmagamy, jeśli do tego czasu będą jeszcze jacyś ludzie.

An Zhe milczał. Po prostu wpatrywał się w rozgwieżdżone nocne niebo, bezmierny ocean nieskończonej chwały.

Seraing narzucił na niego płaszcz.

Kiedy zorza znów się pojawi, pułkownik wróci.

Tłumaczenie: Dianthus

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: