Little Mushroom

Rozdział 910 min. lektury

– Ani jedno, ani drugie. – An Zhe się cofnął, a jego plecy dotknęły plastikowego przepierzenia. – Poszedłem w złą stronę.

– W złą stronę? – zastanawiała się kobieta. – Na drugim podziemnym piętrze jest kasyno. Gdzie niby chciałeś pójść?

W prawej dłoni trzymała papierosa. Zaciągnęła się, wydymając czerwone usta, które wygięły się w uśmiechu.

– Uważaj, by się nie zagubić.

Chłopak rozejrzał się, ale zapędziła go w kąt i nie miał jak się wydostać. Ta piękna kobieta była sprytniejsza od potworów Otchłani.

– Nie bój się. – Wydmuchnęła chmurę dymu. – Nie zjem cię.

– To możesz mnie przepuścić?

Kobieta znowu się uśmiechnęła.

– Przepuścić? – zapytała, unosząc brwi. – Tylko ci, którzy nie mają dokąd pójść, przychodzą na trzecie piętro. Gdzie pójdziesz, jak cię puszczę? – Złapała go za ramię i przyciągnęła do siebie. – Boisz się tu być? Nie musisz. Mogę przydzielić ci duży pokój.

– Dziękuję. – An Zhe spuścił głowę. – Naprawdę poszedłem w złą stronę.

– Ech?

– Szukałem normalnej pracy – wytłumaczył. – Ktoś mi powiedział, żebym przyszedł na trzeci poziom podziemny.

– Można spotkać ludzi jedynie na parterze czarnego rynku. – Kobieta zamrugała, słysząc jego słowa, a jej oczy przyćmił dym. – Nawet tego nie wiesz?

– Teraz wiem. – Przeczytał o wolnym rynku w Podstawach życia w bazie i wiedział, że jest znany także jako czarny rynek.

– Czarny rynek nie podlega pod prawo bazy. – Kobieta oparła się o ścianę, dopalając papierosa. Nie wciskała już An Zhe mocno w kąt, zostawiając szparę. Chłopak uznał to za znak, że zamierza go puścić. Wymknął się bokiem, kiedy zobaczył stojących za nią dwóch wysokich, ciemnoskórych mężczyzn. Jeden stał po lewej, a drugi po prawej, blokując mu drogę ucieczki.

– Z trzeciego piętra nie ma wyjścia. – Głos kobiety nie był już słodki i czarujący, zamiast tego nabierając chłodu. – Jednak możesz uważać się za szczęściarza.

An Zhe na nią spojrzał.

– Dam ci szansę – powiedziała. – W pracowni szefa Shaw brakuje ludzi. Jeśli cię zechce, to możesz z nim pracować. Lecz jeśli nie…

Urwała nagle, odwracając się.

– Chodź.

An Zhe zastanowił się przez chwilę, po czym za nią poszedł. Poszczególne komórki zostały gęsto usytuowane, więc czuł się, jakby był w labiryncie zbudowanym w ulu. Światła robiły się coraz ciemniejsze, aż w końcu przed nimi pojawiła się szara ściana z drzwiami.

Kobieta uniosła dłoń i zapukała.

– Szefie Shaw, chciałabym porozmawiać o interesach.

Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Po drugiej stronie stał staruszek z siwymi włosami. Ubrany był na czarno, a na szyi miał zawiązaną muszkę. Zerknął na kobietę.

– Du Sai, rzadko mnie odwiedzasz.

Kobieta uśmiechnęła się, gasząc peta o ścianę.

– Potrzebuję cię do czegoś.

– Jak duże jest zlecenie? – Mężczyzna nazwany szefem Shaw zerknął na nią, po czym odwrócił wzrok na An Zhe.

Kobieta – Du Sai położyła dłoń na ramieniu chłopaka.

– Nieduże i niezbyt ciężkie. Po prostu obawiam się, że się nie zgodzisz, więc specjalnie znalazłam dla ciebie prezent z okazji tego spotkania. Słyszałam, że twój poprzedni uczeń zapił się na śmierć i teraz szukasz nowego. Uważasz, że kobiety są brzydkie i lubisz głupich mężczyzn. Spójrz na to dziecko, które zawitało w moje progi.

Niebieskie oczy szefa Shaw skierowały się na An Zhe.

– Wygląda na posłusznego.

– Jest posłuszny. – Du Sai zaczęła bawić się swoimi włosami. – Zobaczyłam go i od razu pomyślałam, że ci się spodoba.

– Pokaż dłonie – powiedział szef Shaw do An Zhe, uśmiechając się.

Chłopak wyciągnął ręce. Jego palce były białe z lekką domieszką różu.

– Du Sai, skąd go wytrzasnęłaś? – zastanawiał się mężczyzna. – Jak takie dziecko mogłoby chcieć przyjść na trzecie piętro?

– Został wrobiony.

An Zhe spochmurniał.

– Zaciśnij pięść. Powoli – rozkazał mu szef Shaw.

Chłopak powoli wykonał polecenie.

– Jeszcze raz, tylko wolniej.

An Zhe zwolnił.

– Wolniej.

Ostatecznie musiał zrobić to tak powoli, że ciężko było wykryć ruch gołym okiem. Nie wiedział, dlaczego szef Shaw go o to prosił, ale nie było to ciężkie do wykonania. W oryginalnej postaci musiał jednocześnie kontrolować tysiące cienkich strzępek grzybni jednocześnie, a teraz miał tylko pięć ludzkich palców.

Nawet Du Sai podeszła się przyjrzeć.

– Szefie Shaw, odkryłeś prawdziwy skarb. – Zapaliła kolejnego papierosa i dodała: – Jego dłonie są stabilniejsze od rąk twojego poprzedniego ucznia.

Szef Shaw spojrzał na dłonie An Zhe i się uśmiechnął.

– Pożycz mi go na kilka dni. Jeśli będzie łatwy w użyciu, to przyjmę twój prezent.

– Musisz mu płacić – oznajmiła kobieta.

– W porządku.

An Zhe był zmartwiony. Naprawdę potrzebował pieniędzy, ale poczuł się zagrożony, słysząc słowa „łatwy w użyciu”.

– Nie bój się. – Du Sai najwyraźniej zauważyła jego obawy, bo poklepała go po ramieniu. – Szef Shaw może i nie jest dobrym człowiekiem, ale jego rzemiosło jest kosztowne.

– Nie jestem dobrym człowiekiem? Jestem najlepszym człowiekiem w tej bazie – parsknął mężczyzna, po czym odwrócił się do An Zhe. – Rozejrzyj się na razie po zakładzie. Muszę coś powiedzieć tej szalonej damie.

An Zhe był posłuszny. Odwrócił się, by spojrzeć na najbliższą półkę, gdzie stało kilka fiolek o dziwnych kształtach wypełnionych płynami i materią stałą. Na ich etykietach nadrukowane zostały nagie ludzkie ciała. Trochę dalej leżały książki z okładkami w podobnym klimacie. Nie dziwiło go to. Wiedział, że jednym z powodów zamknięcia wydziału, w którym pracował An Ze, był fakt, że ich książki ignorowano na rzecz rozpowszechnianych przez czarny rynek popularnych materiałów pornograficznych. Pod półką znajdowały się szuflady zrobione z przezroczystego szkła. W jednej leżały papierosy, a w drugiej wiele dysków twardych na USB.

Jednocześnie słyszał rozmowę między szefem Shaw i Du Sai.

– To dobre dziecko. Zawsze byłaś sknerą, pani Du. Tak wspaniały prezent musi oznaczać, że chcesz zlecić mi dość niecodzienną robotę.

Rozległ się dźwięk zapalniczki, a natężenie dymu papierosowego w pokoju się podwoiło.

– Przygarnęłam to dziecko. – Du Sai zachichotała kilka razy. – Naprawdę ciężko cię o coś poprosić, szefie Shaw.

– Wszystko jest wykonalne, o ile zapłata będzie wystarczająco sowita – oznajmił zrelaksowanym tonem mężczyzna.

– Możesz nie odważyć się tego zrobić – powiedziała powoli Du Sai.

– Odważę się, o ile dorzucisz grosza.

– Sędzia. Wciąż ośmielisz się to zrobić? – zaszydziła kobieta.

An Zhe nie wiedział, co Sędzia mógł mieć wspólnego z tymi dwoma osobami na czarnym rynku. Szef Shaw zamilkł na chwilę, aż w końcu powiedział:

– Robię tylko martwych, nie żywych ludzi, bo nie chcę wpaść w tarapaty. A ty planujesz narobić mi ogromnych kłopotów.

– Prawdę mówiąc, mam przyjaciółkę, która kocha pułkownika, wręcz szaleje na jego punkcie. Muszę go zdobyć – wyjaśniła Du Sai. – Wiesz, że nikt z żywych nie śmie podejść do niego bliżej niż na trzy metry. Jedynym sposobem jest zamówienie u ciebie podróbki. Moja koleżanka zabawi się z nim w domu i nie sprawi nigdy żadnych problemów. Ile to będzie kosztowało? Wystarczy, że podasz cenę, szefie Shaw.

Mężczyzna zaśmiał się i nic nie powiedział.

An Zhe wszedł w głąb pomieszczenia, gdzie coś kopnął. Spuścił wzrok, widząc na podłodze białą, samotną rękę, która leżała na betonowej podłodze. Została oderwana, ale miejsce złamania było gładkie i czyste. Nie widać było ani odrobiny krwi czy mięsa.

Chłopak przykucnął i dźgnął ją palcem. Jej skóra była miękka jak u człowieka, ale okazała się sztuczna. Przestał się nią interesować i wstał. Jak tylko się wyprostował, zobaczył mężczyznę stojącego za szklaną taflą. Para ciemnych oczu patrzyła na niego, a połowę ciała skrywała ciemność. Wyglądało to trochę przerażająco. An Zhe obserwował go przed chwilę. Trzy minuty później wciąż nie zauważył, by oddychał. Może to lalka, tak samo sztuczna jak tamta dłoń.

– Boisz się? – Nagle zza jego pleców rozległ się głos szefa Shaw.

– Nie.

– Podobny do prawdziwego człowieka?

– Bardzo.

Szef Shaw zaśmiał się chrapliwie, po czym wcisnął przycisk i zrobiło się jaśniej.

An Zhe w końcu zobaczył całego mężczyznę skrytego w szklanej gablocie. Miał na sobie czarne ubrania, był wysoki i szczupły, a jego rysy przystojne. Kiedy jego twarz została oświetlona, oblekła ją warstwa białego blasku, dodając z jakiegoś powodu odrobinę zagadkowości.

– Hubbard, lider drużyny najemników AR137. Słyszałeś o nim? – zapytał szef Shaw. Chłopak nie odpowiedział, więc głos mężczyzny znowu rozległ się w pomieszczeniu. – Jeden z najsilniejszych najemników, który zabrał swoją drużynę do miejsca z pięcioma gwiazdkami w skali niebezpieczeństwa, tak jakby szedł na spacer. Musi być bogaty, co nie?

– Tak – odpowiedział An Zhe. Wiedział, że zasoby przywiezione z zewnątrz mogły być wymieniane na pieniądze w wojskowej stacji zaopatrzenia, więc potężni najemnicy nie narzekali na biedę.

Szef Shaw wskazał na mężczyznę w gablocie.

– Ta osoba była jego zastępcą. Wychowali się razem i zostali najemnikami, przyjaźniąc się ponad 20 lat. Zmarł podczas ostatniej wyprawy do dziczy. Nie znaleziono ciała. – Szef Shaw się zaśmiał i kontynuował: – Trzy miesiące po jego śmierci Hubbard do mnie przyszedł. Utracił sens życia i wydał ponad połowę majątku, by kupić tę osobę. Nie mogę popełnić nawet najmniejszego błędu.

Mężczyzna westchnął.

– No i nawet nie śmiem żadnego popełnić. Wszystko jest takie samo, poza faktem, że nie żyje. Tamta osoba będzie przez drugą połowę swojego życia patrzyła na tę lalkę. Robiłem takie rzeczy, by uszczęśliwić ludzi, ale kiedyś te lalki były tylko pompowane. Później wszyscy poczuli, że są jak żywi ludzie. Założyłem ten warsztat i okazał się niezwykle dochodowy. – Szef Shaw poklepał go po ramieniu. – Ucz się ode mnie, a po 10 latach będziesz bogatszy od każdego najemnika.

An Zhe spojrzał na niego, przypominając sobie jego rozmowę z Du Sai.

– Zrobisz Sędziego?

– Dlaczego by nie? – Mężczyzna się zaśmiał. – Jest zbyt zajęty zabijaniem ludzi, więc nie przejmie się takim problemem.

Tłumaczenie: Ashi

2 Comments

  1. Avatar YueDream

    An Zhe, w coś ty się wpakował? Ogólnie ciekawie wygląda interesik szefa Shaw, czy to jest to, o czym myślę? :zonk:
    I jakoś wydaje mi się, że ta koleżanka Du Sai to tylko wymówka, po coś innego jej Sędzia. A może jednak mówiła prawdę?
    Zapowiada się dobrze, ciekawi mnie, jak poradzi sobie w tym zakładzie grzybek ;)

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: