Little Mushroom

Rozdział 779 min. lektury

Zorza nagle rozbłysnęła.

Trzask.

Dźwięk pękającego szkła przeciął ciszę nocy. An Zhe i Polly spojrzeli w stronę laboratorium.

Rum?

Mgła przesłoniła okna, przez co nie było widać nic, co działo się w środku. Można było zauważyć tylko cień człowieka.

Proszę pana! – Głos Ruma rzadko był aż tak podekscytowany. Z impetem otworzył drzwi, a żaluzje z łoskotem uderzyły o szybę. Jego głos był czysty, choć lekko drżał. – Ekran, ekran…

Polly zerknął w głąb pomieszczenia. Na ogromnym ekranie wyświetlały się te same chaotyczne linie, co wcześniej.

Przed chwilą… – zaczął Rum.

An Zhe zakaszlał kilka razy, skupiając na sobie zaniepokojone spojrzenia mężczyzn.

Nic mi nie jest.

Polly wszedł do laboratorium, gdy potwierdził, że chłopak odzyskał trochę sił. An Zhe skrycie przełknął krew i poszedł za nim. Jego ciało było w dziwnym stanie – osiągnęło swój limit, będąc okropnie osłabione i bolesne, lecz jednocześnie zdawało się puste.

Wyglądało na to, że Rum wcześniej upuścił szklaną buteleczkę z antybiotykiem. Odłamki szkła rozrzucone były po całej podłodze, lecz nikt w tej chwili nie zwracał na nie uwagi.

Polly podszedł do monitora, na którym linie wiły się jak robaki.

Co się stało?

Przed chwilą… – Usta Ruma drgnęły. – Przed chwilą ekran był pusty.

An Zhe nie był w stanie opisać miny Polly’ego. Wyrażała tak wiele intensywnych emocji jednocześnie, że aż wydawała się obojętna. Dłoń mężczyzny zadrżała, gdy położył ją na drążku sterującym.

Jesteś pewny?

Rum wyglądał, jakby się wahał lub próbował sobie przypomnieć. Wpatrywali się w niego uważnie.

Jestem pewny – odparł po kilku sekundach.

Polly Joan obserwował ekran, a An Zhe stał tuż za nim. W złotej erze rozwoju nauki i technologii ta eksperymentalna instytucja była wykorzystywana do prowadzenia badań nad sztucznymi biegunami magnetycznymi. Wiele urządzeń zostało zniszczonych na przestrzeni lat, lecz wciąż można było ją nazwać laboratorium zajmującym się fizyką. W milczeniu obserwowali jak Polly za pomocą drążka cofa zapis czasowy.

Kiedy to było? – zapytał staruszek.

Przed chwilą. – Rum przez chwilę się zawahał, po czym dodał: – Tylko mignęło.

Polly wziął głęboki oddech i cofnął nagranie o trzy minuty, następnie odtwarzając je klatka po klatce.

Wijące się linie bardzo się od siebie różniły. Niektóre wyginały się jak węże, a inne były kropkowane jak konstelacja gwiazd. Wszystkie splatały się ze sobą, co klatkę zmieniając swój kształt, lecz nie było to regularne. Po spędzeniu prawie pół miesiąca w laboratorium An Zhe wiedział już, że klatka Simpsona analizuje częstotliwość interakcji cząstek elementarnych. A przynajmniej tak nazywał to Polly.

Jednak skomplikowanie i chaos występujące w tych interakcjach są poza ludzkimi możliwościami poznawczymi. Polly starał się odkryć sposób, by je oczyścić, tak jak osoba próbująca zapisać nuty utworu i ciągle kręcąca gałką radia, by uzyskać czysty dźwięk. Niestety od dekad nie było ani odrobiny postępu w pracach. Polly raz powiedział, że w obliczu tych chaotycznych linii czuł się jak śmiertelnik pragnący usłyszeć wolę boga, jak mrówka starająca się zinterpretować ludzki język.

An Zhe obserwował ciągle zmieniający się obraz, czasami zwracając zmartwiony wzrok na staruszka. Zauważył, że Rum robił tak samo. Podczas tego eksperymentu doświadczyli już zbyt wielu niepowodzeń. Jeśli nie będzie się dało odtworzyć tego momentu, to wolałby, by Polly nigdy nie usłyszał tych wieści.

Mijała jedna klatka po drugiej. Ogień płonął w kominku, a co chwila rozlegało się trzaskanie drew – dźwięk ten był szczególnie wyraźny w cichym laboratorium.

Nagle obraz się zmienił. An Zhe wstrzymał oddech.

Na szaro-czarnym tle wszystkie linie zniknęły, po czym zastąpiły je niezliczone, gęste, półprzezroczyste białe kropki. Ciężko było określić za pomocą ludzkiego języka ich dokładny kształt i z jaką częstotliwością się pokazywały. W niektórych miejscach zbierały się razem, a w innych rozpraszały. Na samym środku nie było żadnych kropek, lecz punkty wyraźnie go otaczały, tworząc dziwny krater. Jego nieregularne, czarno-szare wnętrze wyglądało jak złowieszcze oko. Tak jakby ludzie u szczytu cywilizacji sfotografowali niezwykle wspaniałą mgławicę z użyciem monochromatycznego filtra.

To właśnie to – oznajmił Rum. – Czy urządzenie się zepsuło?

Nie… – Polly potrząsnął powoli głową. Był trochę spięty, a jego źrenice rozszerzone. – To nieprzetworzony oryginalny obraz. Poprzednie linie zostały usunięte.

An Zhe zastanowił się przez chwilę nad znaczeniem tych słów, powtarzając ostatecznie słowa Ruma:

– …Albo urządzenie się zepsuło.

Nie. – Polly znowu potrząsnął głową i czerwoną gwiazdką oznaczył na linii czasu miejsce, w którym po raz pierwszy pojawiła się ta klatka. Mówił szybciej niż zwykle, tak jakby ciężko było mu powstrzymać ekscytację. – Gdy nagle zmienia się częstotliwość cząsteczek, to analizator nie jest w stanie w tak krótkim czasie odczytać wyników, więc pokazuje ten pierwotny obraz, udowadniając, że mamy rację. Zawołajcie Tang Lana.

Chwilę później Tang Lan wszedł do laboratorium. Był siny na twarzy i wyraźnie nie czuł się najlepiej.

Czy mogę w czymś pomóc?

Spałeś? Przepraszam, że cię obudziłem.

Nie spałem, gdy przyszedł Rum. – Tang Lan potrząsnął głową.

Nie mogłeś zasnąć?

Po prostu chciałem tutaj przyjść. Fluktuacje nagle się wzmocniły i przez chwilę słyszałem piskliwy dźwięk. Obudziło mnie to.

A teraz?

Teraz są normalne.

Polly nic nie mówił przez dłuższą chwilę, dopóki Tang Lan nie zapytał:

Co się stało?

Nasze podejście jest prawidłowe. Gdy fluktuacje się wzmocniły, ta anomalia pokazała się na ekranie w czasie rzeczywistym. Ten rodzaj fali może zostać wychwycony przez klatkę Simpsona w sposób podobny do pola magnetycznego. – Polly wyglądał poważnie.

Tang Lan uniósł brew.

Czy to dobre wieści?

Nie, ale zastanawiam się nad pytaniem. – Wszyscy zamilkli i rozbrzmiewał tylko głos Polly’ego. Staruszek przesunął wzrok z małego ekranu, na którym pokazany był obraz z anomalią na większy monitor wypełniony skomplikowanymi liniami. – Chcemy przechwycić częstotliwość fluktuacji i przeanalizować powód zniekształcenia. Jednak co jeśli obecnie widzimy tylko sztuczne pole magnetyczne walczące z nieznaną fluktuacją z kosmosu?

Rozumiem, co masz na myśli. – Tang Lan spojrzał w górę. – Pole magnetyczne powstrzymuje fluktuacje, jednak klatka Simpsona przechwytuje oba jednocześnie. Wzajemnie się zakłócają.

Tak. Ostatnio się zastanawiałem… Skoro pole magnetyczne jest w stanie w pełni powstrzymać fluktuacje, to dlaczego na Ziemi wciąż dochodzi do infekcji genetycznych? To ma sens, jeśli są w impasie. Fluktuacje zawsze miały wpływ na planetę, lecz pole magnetyczne stawiało im opór, więc materia nie została całkiem zniekształcona. Ich częstotliwości są ze sobą splątane.

W takim razie… – Tang Lan zmarszczył brwi. – By użyć klatki Simpsona do przeanalizowania fluktuacji, musimy poczekać, aż staną się silniejsze od sztucznego pola magnetycznego lub przestanie ono całkiem działać.

Dokładnie – odparł powoli Polly.

Jednak gdy to się stanie, materia zostanie zniekształcona, co wpłynie na działanie klatki Simpsona.

Nie, jest inny sposób.

Wszyscy w milczeniu spojrzeli na staruszka, czekając, aż dokończy.

Górski Instytut Badawczy ma swój własny, przenośny i niezależny generator pola magnetycznego działający na niewielkiej przestrzeni. To wynik przeszłych badań i to dzięki niemu udało nam się przeżyć, gdy parę miesięcy doszło do awarii na skalę światową. Gdy zniknie pole otaczające Ziemię… Możemy zmienić pozycję naszego generatora, by ochraniał główną część klatki Simpsona, jednocześnie wystawiając obszar odbioru na działanie fluktuacji. – Polly przymrużył swoje szaroniebieskie oczy, spoglądając na płonące morze ognia.

Wtedy będziemy mogli odczytać czystą częstotliwość fluktuacji.

Tak, to prawda… – Staruszek wziął głęboki oddech, a nadzieja zgasła w jego oczach. – Ale…

Nie dokończył, nagle milknąc. W pokoju zapadła cisza, którą ostatecznie przerwał Tang Lan.

Fluktuacje mogą być zauważone jedynie… gdy zawiedzie pole magnetyczne? – Zapytał ochryple, spoglądając na nocne niebo.

Polly usiadł powoli przed komputerem, wpatrując się w otwarty kanał komunikacyjny z bazą.

Poznamy prawdę dopiero w obliczu śmierci – wymamrotał.

An Zhe był tylko milczącym obserwatorem, stojącym bez ruchu w kącie.

Domniemania Polly’ego nie były bezpodstawne. Gdy na świecie zostanie tylko ta dziwna fluktuacja, to możliwe, że zobaczą jej pełny obraz.

Właściwie to było dość prawdopodobne. Staruszek siedział naprzeciwko kanału komunikacyjnego, wyraźnie zastanawiając się, jak sformułować wiadomość. Wystarczy, by jedna ze wciąż istniejących baz obiecała wyłączyć tymczasowo generator pola magnetycznego, a prawda zostanie ujawniona. Lecz co później? Co stanie się z ludźmi, po utraceniu pola? Kataklizm sprzed miesiąca uszczuplił pozostałą populację bazy do 8000.

An Zhe nawet nie potrafił sobie wyobrazić wewnętrznej walki, jaką staczał teraz Polly. Dobroduszny naukowiec, który opuścił bazę, gdyż nie mógł zdzierżyć kilku osób poświęconych dla dobra ogółu. Jednak właśnie taki był świat. Zabijał żywych i dobrych, doprowadzając poszukujących prawdy do rozpaczy.

Polly powoli zamknął oczy.

Ja to zrobię – wtrącił się Tang Lan.

Tłumaczenie: Ashi

One Comment

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: