Little Mushroom

Rozdział 1812 min. lektury

W tym momencie pojawiła się przed nim ręka. Jej palce były bardzo długie, a skóra biała i chłodna. An Zhe doskonale znał ten kształt. Kiedy szef Shaw skończył swoją część pracy, ta ręka została umieszczona w pojemniku przy jego łóżku i patrzył na nią codziennie przed pójściem spać. Należała do Lu Fenga.

Ręka złapała początek jego bandaża, podczas gdy druga chwyciła za koniec, owijając go wokół ramienia chłopaka delikatnie, lecz ciasno. An Zhe patrzył, jak dziesięć palców zawiązuje bandaż na supeł. Lu Feng pomógł mu opatrzyć ramię, mimo że jeszcze przed chwilą się z niego śmiał.

Chłopak ściągnął w dół rękawy koszuli.

Dziękuję – powiedział przygnębiony.

Mężczyzna milczał.

Z dołu dobiegł potężny dźwięk. Brzmiał głucho, jakby wydobywał się z głębi ziemi. An Zhe spojrzał w dół. Miejską stację obronną stanowiły cztery budynki otaczające obszerne atrium. Ten, w którym osadzono ich na noc w areszcie, był najniższy. Obecnie panował w nim kompletny chaos. Z jego wnętrza ewakuowano ludzi, a zamiast nich weszli żołnierze uzbrojeni w ciężką broń. Nieustannie rozlegały się odgłosy eksplozji, budynek trzeszczał, szyby pękały, a niektóre pokoje się zawaliły. Solidny blok, który jeszcze pół godziny temu był w doskonałym stanie, powoli obracał się w ruinę. Pył i dym z bomb uranowych spowijały go jak biała mgła. Uzbrojeni żołnierze ze stacji obronnej wznieśli wokół siebie barierę izolującą, ustawiając znaki ostrzegające przed promieniowaniem.

Bomby używane przez wojsko zawierały zubożony uran. Cechowały się silną penetracją i słabym promieniowaniem. Mimo to narażenie się na nie i tak mogło doprowadzić do uszkodzenia ciała i konieczności specjalistycznego leczenia.

Większość ludzi z wnętrza budynku ewakuowano poza obszar miejskiej stacji obronnej. W międzyczasie szef Shaw, Poeta i inni więźniowie zostali umieszczeni w prowizorycznych namiotach w atrium pod nadzorem pięciu uzbrojonych żołnierzy. An Zhe ich widział.

W tym momencie Lu Feng wstał i podszedł do okna. Na niebie rozpościerała się olśniewająca zielona zorza. Sędzia stał przy oknie, a jego postać rozmyła się w czarny kontur. Odwrócił się, by spojrzeć na drugą stronę atrium. Chłopak podążył za jego wzrokiem. Znajdowało się tam ogromne urządzenie, wyglądające jak okrągły czarny dysk pokryty warstwą ośmiokątnych cewek. Dysk miał delikatne zagłębienie przy krawędzi, a w jego centrum umieszczono gruby czarny obiekt w kształcie stożka. Promieniście rozłożone ostre linie łączyły stożek z cewkami. Cała ta konstrukcja była większa niż dwa budynki. Gdyby stanął pod dyskiem i rozejrzał się, patrząc w górę, to nie zobaczyłby nieba.

Wytwory ludzkich rąk zawsze wydawały mu się ogromne i dziwne. Kątem oka dostrzegł, że Lu Feng wyjął komunikator i wybrał numer. Jego głos był zimny jak śnieg w środku zimy.

Sąd Procesowy, Lu Feng. Proszę mnie połączyć z Latarnią.

Stali blisko siebie, więc dźwięk dobiegający ze słuchawki docierał do uszu An Zhe.

Łączenie w toku, proszę czekać.

Dwadzieścia sekund później rozległ się męski głos.

Co się tam dzieje w mieście?

Doszło do podziemnej inwazji dużych robaków – poinformował Lu Feng. – Podejrzewamy, że występują w chmarach. Aktualnie miejska stacja obronna jest bezpieczna.

Rozumiem – odpowiedział jego rozmówca. – Grupa robaków może być olbrzymia. Natychmiast wyślemy zespół badawczy do stacji obronnej. A ty zwróć uwagę na bezpieczeństwo rozpraszacza.

Okej.

Lu Feng ledwo zdążył odłożyć słuchawkę, gdy komunikator znowu zadzwonił. Tym razem była to rozmowa przychodząca.

Howard? – zapytał pułkownik.

Piwnic budynku nr 3 nie można już wysadzić w powietrze. Moi ludzie znaleźli pełzające gąsienice i walczą z potworami pod ziemią – wyjaśnił Howard. – Niektórzy zostali ranni. Poważnie ranni zostali zabici, a tych lżej kontuzjowanych odesłano. Musisz to zobaczyć.

Widzę. – Mężczyzna spojrzał w dół. – Robaki są niebezpieczne – dodał jeszcze. – Ludzi powinno się odsyłać już w momencie kontaktu ze śluzem.

Howard zaklął, lecz ton Lu Fenga pozostał niezmieniony.

Uważaj na rozpraszacz.

Nie ma gąsienic ani żadnych śladów wiodących w kierunku rozpraszacza. – W głosie Howarda pobrzmiewała wściekłość. – Fundamenty pod nim są mocniejsze niż pod innymi budynkami. Pułkowniku Lu, powinieneś skupić się na własnej pracy.

Dziękuję za pomoc – odrzekł lekko Lu Feng.

Rozłączył się. Wnioskując z tonu jego głosu, to nie była przyjemna rozmowa, lecz mężczyzna zdawał się o to nie dbać. Oparł się leniwie o ścianę przy oknie, obserwując żołnierzy kręcących się po atrium. An Zhe wiedział, że pułkownik kontrolował, czy żołnierze byli bezpieczni.

Nie było nic do roboty. Chłopak nadal patrzył na ogromne urządzenie w atrium. Na podstawie rozmów Lu Fenga z innymi domyślił się, że był to rozpraszacz ultradźwiękowy.

Znał ten termin, ponieważ często się on pojawiał w Podstawach życia w bazie. W Mieście Zewnętrznym znajdowało się łącznie dziesięć urządzeń rozpraszających, którymi zarządzało centrum rozpraszania zlokalizowane w Dzielnicy Pierwszej. Wcześniej w sklepie szefa Shaw chłopak słyszał w radiu bazy informację, że nadszedł sezon lęgowy stawonogów i pasożytniczych potworów. Aby zapobiec inwazji z powietrza, baza zwiększyła intensywność pracy rozpraszaczy do poziomu trzeciego.

Zatem funkcją tego instrumentu była ochrona całej bazy przed inwazją potworów powietrznych, takich jak owady czy ptaki. An Zhe nie wiedział, jak to działało, ale czuł, że to było niesamowite.

Po przyjrzeniu się wszystkim szczegółom rozpraszacza skierował swoją uwagę na pokój. Biuro nie było duże i nie znajdowało się w nim nic poza dwoma kompletami stolików i krzeseł, stojakami na broń i paroma regałami na dokumenty. W szafach było mnóstwo różnych schludnie poukładanych rzeczy, takich jak stosy kartek z danymi oraz skoroszyty o nieznanej zawartości. Stało tam też kilka egzemplarzy Podstaw życia w bazie, instrukcje obsługi jakichś urządzeń oraz grube na cztery palce Prawo konstytucyjne bazy. W Podstawach życia w bazie część dotycząca prawa została mocno skrócona.

Wzrok An Zhe nadal wędrował po pomieszczeniu. Na kolejnej półce szafy stało kilka szklanych słoików. Większość z nich była pusta, ale jeden z samego brzegu wydawał się wypełniony dziesiątkami nasion roślin. Obok leżał woreczek z próbkami gleby, a na nim biała etykieta: „bezpieczna”.

Chłopak znowu pomyślał o swoim zarodniku. Prawdopodobnie był czymś w rodzaju nasiona. Czy odebrany mu zarodnik również został umieszczony w szklanym słoju albo jakimś innym pojemniku? Narastał w nim instynktowny dyskomfort, kiedy wyobraził sobie tę scenę. Wydawało mu się, że on sam jest zamknięty w hermetycznym pojemniku. Zarodnik był jego najważniejszą częścią, a on nadal nie wiedział, gdzie się znajduje. Wszystkie tropy zostały zatarte przez pułkownika.

Aby odnaleźć zarodnik, musiał dowiedzieć się czegoś więcej o Lu Fengu. Jednak był tylko grzybem. Wiedział, że nie był taki jak człowiek. Wiedział również, że zdolność Lu Fenga do obserwacji była przerażająca i prawdopodobnie samo odezwanie się sprowadziłoby na niego podejrzenia.

Albo może to on powinien obserwować pułkownika przez jakiś czas.

Gdy o tym pomyślał, nagle wstąpiła w niego nadzieja. Odwrócił głowę i przypadkowo napotkał wzrok Lu Fenga. W panującym w pomieszczeniu świetle jego oczy były ciemnozielone, a wyraz twarzy rozluźniony. Nie wiadomo, od jakiego czasu przyglądał się chłopakowi.

An Zhe pomyślał, że znowu narazi się na podejrzenia, ale musiał przez to przejść. Mrugnął do pułkownika. Wyraz twarzy mężczyzny nie uległ zmianie.

Możesz iść – oznajmił tonem bez wyrazu.

Okres buforowy minął.

Muszę tam wracać? – zapytał chłopak.

Więźniowie mieszkali w prowizorycznych namiotach w atrium.

Tak – odparł lekko mężczyzna.

An Zhe przez moment przygryzał dolną wargę. Jego pragnienie odzyskania zarodnika pokonało lęk przed pułkownikiem.

Tam jest zimno – powiedział.

Lu Feng spojrzał na niego.

Jesteś więźniem.

Jednak nie popełniłem nieobyczajnej napaści.

Mężczyzna wpatrywał się w niego i nagle się uśmiechnął.

Okej – stwierdził. – Istnieje przestępstwo polegające na nielegalnym pozyskaniu danych sędziego i twoja kara zostaje podwojona.

Nie ukradłem ich. Po prostu robiłem z nich użytek.

O. Przestępstwo nielegalnego wykorzystania danych sędziego dla zysku. Wyrok ponownie się podwoił.

Zysku też z tego nie miałem – zaoponował chłopak.

Lu Feng przyglądał mu się z założonymi rękami.

Skoro nie dla zysku, to było to na twój własny użytek?

– …

An Zhe nie potrafił na to nic odpowiedzieć.

Pułkownik obserwował go z lekko uniesionymi brwiami.

Jaki miał być zarobek?

Nie wiem – przyznał się młodzieniec.

Ile zarabiasz?

60 R.

Żałosne. Szef cię oszukał. Po wyjściu z więzienia pamiętaj, aby go odszukać, żeby ci podniósł pensję.

An Zhe czuł, że znowu stał się obiektem szyderstwa. To był już trzeci raz tego dnia i chłopak uznał, że Lu Feng był najgorszym bydlakiem w tej bazie. Zanim wymyślił jakąś odpowiedź, Sędzia zerknął na zegarek.

Jest wczesny ranek. – W jego głosie pobrzmiewał znajomy rozkazujący ton. – Zejdź na dół i się prześpij.

W tym momencie przez okno wdarł się podmuch zimnego powietrza, wiejąc prosto w twarz An Zhe. Różnica temperatur w dzień i w nocy była w bazie bardzo duża. Chłopak kichnął i zobaczył, jak stojący naprzeciwko niego pułkownik zmarszczył brwi wyraźnie zdegustowany.

Delikatny. – Ton Lu Fenga był chłodny.

Młodzieniec czuł jego pogardę, ale wiatr był tak zimny, że nie mógł powstrzymać kolejnego kichnięcia.

Naprawdę obawiał się chłodu, a poza tym chciał się dowiedzieć czegoś o tym mężczyźnie. Jednak widząc jego minę, uznał, że jeśli nie wyjdzie, to zostanie wyrzucony przez okno. Jedyne, co mu pozostało to opuścić głowę, ścisnąć w garści luźny dekolt, wstać i się odwrócić. Właśnie zdążył dojść do drzwi, kiedy usłyszał za sobą głos Lu Fenga.

Stój.

Chłopak obejrzał się oszołomiony.

Sędzia nadal opierał się o framugę okna, spoglądając na prawą stronę pokoju.

Możesz iść tam.

An Zhe podążył za jego spojrzeniem i zobaczył drzwi na prawej ścianie. Podszedł i otworzył je. Za nimi był salonik ze stołem i prostym łóżkiem. Przy drzwiach stał wieszak, na którym wisiał czarny mundur. Chłopak zdał sobie sprawę, czyj to był pokój.

A ty… – wymamrotał.

Nie mogę dzisiaj iść spać – odparł mężczyzna. – Możesz spać tutaj albo na zewnątrz.

An Zhe rozważył obie opcje.

Dziękuję – powiedział zdecydowanie.

Lu Feng nie odpowiedział. Odwrócił się do okna i znów zaczął patrzeć w dół. Na zewnątrz nieprzerwanie panowały hałas i zamieszanie. Chłopak wszedł do pokoju. Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po pomieszczeniu. Pokój był bezosobowy i nie zdradzał wielu oznak ludzkiego zamieszkania. Jedynie kilka skoroszytów piętrzyło się w nogach łóżka.

Na drewnianym stole leżało kilka magazynków, a obok nich krótki, srebrny nóż wojskowy. Jednak to nie one przyciągnęły uwagę An Zhe. Na środku stołu znajdowała się otwarta książka wypełniona czarnym odręcznym pismem.

16 czerwca: Normalny

15 czerwca: Normalny

14 czerwca: Normalny

Zdał sobie sprawę, co to było. Miał przed sobą raporty z pracy Sędziego. W tamtym czasie protesty przeciwko Sądowi Procesowemu zawierały postulat nakazujący upublicznienie raportów. Jednak biorąc pod uwagę jak pobieżne były notatki Lu Fenga, byłyby one bezużyteczne, nawet gdyby zostały ujawnione. Cofnął się do maja. W szeregu „normalnych” wyróżniała się jedna pozycja.

17 maja: Inwazja pasożytnicza, opanowana. Raport w przygotowaniu.

18 maja: Normalny. Raport z 17 maja przedłożony.

Czytał dalej.

11 maja: Nieprawidłowy, podejrzany obiekt, ID3261170514 (bardzo niski poziom ryzyka), testy genetyczne zaliczone, pozwolenie na wejście do miasta.

Wyglądało na to, że tamtego dnia przy bramie miejskiej Lu Feng nie tylko odkrył, że An Zhe nie jest normalny, ale także przejrzał jego słabość.

Jednak chłopak nie poprzestał na tym. Jakieś przeczucie kazało mu czytać dalej.

Szef Shaw powiedział, że cały personel armii, nawet członkowie Sądu Procesowego, musieli brać udział w misjach.

A w miejscu, gdzie An Zhe stracił swój zarodnik, leżały łuski od nabojów Sądu Procesowego.

Serce mu waliło, gdy przewracał dziesiątki stron, aż wreszcie przed jego oczami pojawił się wyróżniający się wpis.

20 lutego: Powrót do miasta. Próbki przekazane Latarni.

Jego oczy zatrzymały się na tym zdaniu. Potem przeszedł dalej i nagle notatki na stronie stały się gęsto upakowane.

12 lutego: Dzicz, Otchłań. Skompletowano cztery dodatkowe mapy, zebrano siedem próbek roślinnych, cztery próbki zwierzęce, siedem próbek wydzielin oraz nagrano trzy filmy na temat zachowań polimorficznych potworów mieszanych.

13 lutego: Dzicz, Otchłań. Zebrano trzynaście próbek roślinnych, trzy próbki zwierzęce, czternaście próbek wydzielin oraz nagrano sześć filmów na temat zachowań polimorficznych potworów mieszanych.

Sędzia był w Otchłani. Oczy An Zhe rozszerzyły się, zatrzymując się na ostatnim zapisie na stronie.

14 lutego: Dzicz, podróż powrotna. Pobrano nietypową próbkę grzyba (zarodnik).

W głowie chłopaka pojawiła się na moment pustka, zaś ręka trzymająca papier drżała.

Tłumaczenie: Dianthus

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: