Little Mushroom

Rozdział 508 min. lektury

Lily uniosła głowę znad ramion pani Lu, wpatrując się w An Zhe ciemnymi oczami. Jej źrenice zawsze miały specyficzny, mglisty odcień, który przypominał mu stworzenia w Otchłani. Właściwie to wszystkie kobiety i dziewczynki na 22 piętrze odznaczały się niezwykłym wyglądem. Gdyby trafili tutaj sędziowie, mogliby dość do wniosku, że te kobiety nie były istotami ludzkimi. Jeśli ktoś rodził się w Ogrodzie Edenu i nie opuszczał go przez całe życie, musiał się różnić od ludzi z zewnątrz.

Młodzieniec poczuł nagle delikatny ból głowy. W jego umyśle pojawił się ten sam rodzaj fluktuacji, co wcześniej, lecz nie był tak przytłaczający i przerażający jak w nocy. Wydawał się bliższy i bardziej konkretny, jakby jego źródło znajdowało się tuż obok.

Wpatrywał się w panią Lu. Światło się zmieniło i w jej oczach dostrzegł opalizujące błyski.

Ty… – An Zhe cofnął się o parę kroków. Za jego plecami w każdym pokoju znajdowały się czerwone guziki dzwonków alarmowych. – Nie chcesz być człowiekiem?

Pani Lu patrzyła na niego, a z oczu spływały jej łzy.

Dla ludzkości nie ma już nadziei – powiedziała.

Poczekaj, aż wróci Lu Feng. – Nie skończył mówić, gdy kobieta nagle się roześmiała. Jednocześnie łzy płynęły z jej oczu. Całe jej ciało drżało jak liść na jesiennym wietrze, a prawą ręką zakrywała usta, tak że słychać było jedynie jej przerywany śmiech.

Ludzie… sprawili mnie i moim dzieciom zbyt wiele bólu. – Chłopak w końcu usłyszał jej słowa. Kobieta może i współczuła Lu Fengowi, lecz już w następnej chwili jej głos stał się przerażająco szorstki.

On może poświęcić wszystko dla dobra rodzaju ludzkiego, ale nigdy nie dostanie tego, co chce. – Pani Lu wyciągnęła rękę, by zgnieść jaskrawoczerwoną różę. Kolce przebiły jej skórę, a ból spowodował, że jej głos stał się jeszcze bardziej chrapliwy. Rzekła spokojnie: – Wszystko, co pragnie chronić, zostanie zniszczone. Jego wiara jest jak zamki na piasku… że nie może umrzeć. Jedyne, czego żałuję, to że nie zobaczę dnia, w którym popadnie w obłęd.

Przepełniająca jej głos beznadziejna, smutna nienawiść sprawiła, że oczy An Zhe się rozszerzyły. Patrzył na nią z niedowierzaniem, nie mając pojęcia, co się dzieje. Płatki róży wyślizgnęły się z dłoni kobiety, a jej głos złagodniał: – Pragnę opuścić to miejsce. Jaki jest powód twojego przyjścia do ludzkiej bazy i zbliżenia się do niego, heterogeniczna istotko?

Młodzieniec wpatrywał się w nią, nie będąc w stanie wydusić słowa. Jednak pani Lu nie wydawała się czekać na jego odpowiedź. Jej szyja stawała się coraz dłuższa, a całe ciało się zmieniało. Rozciągała się i wyginała w dziwny łuk, coraz bardziej pęczniejąc.

Na jej ciele pojawiły się ciemne linie. Jej sylwetka przybrała eliptyczny kształt, a ramiona przeobraziły się w smukłe odnóża stawonoga. Część przezroczystych skrzydeł wynurzyła się zza jej pleców, rozdzierając sukienkę. W ciągu zaledwie jednej minuty stała się pół-człowiekiem, pół-pszczołą.

Dziwne fluktuacje przybierały na sile, ale obejmowały tylko Lily. Wkrótce ciało dziewczynki zmieniło się w taki sam sposób.

Nadchodzi czas. Ludzkie geny są zbyt słabe, aby uświadamiać sobie, co się dzieje ze światem. Nie potrafią się przeciwstawić mutacjom i zmianom, ale inne stworzenia też nie są silne – wyszeptała cicho. – Wszyscy umrzemy. Nie czuję nienawiści do ludzi. Pracowałam dla bazy przez 35 lat, łagodząc ból wielu kobiet i pozwalając rodzić bazie coraz więcej dzieci. – Uśmiechnęła się. – Jednak w obliczu tej katastrofy wszelka praca jest daremna. To tylko dowodzi, jak nieistotne i bezsilne są istoty ludzkie. W ostatnim momencie panującego pokoju chcę jedynie spróbować tego, czego nigdy nie doświadczyłam.

Jej skrzydła iskrzyły się w świetle księżyca. Ciało pszczoły było duże, smukłe i piękne.

Przemiana Lily dokonała się pierwsza. Stała się nieco mniejszą pszczołą, fruwającą u boku pani Lu. Latała tak zręcznie, jakby urodziła się owadem, a nie człowiekiem. W ogóle nie przypominała ludzkiej istoty.

An Zhe spojrzał na kobietę, która przymknęła oczy, delikatnie marszcząc brwi. Jej twarz przybrała lekko zbolały wyraz. Wtem jej głowa zaczęła ulegać niezwykłej metamorfozie. Wyrosły na niej złożone, opalizujące oczy oraz owadzie czułki. Ludzkie kości uległy zniekształceniu i zastygły w postaci twardego pancerza o barwie miodu. Wielkość i piękno tego stworzenia biły na głowę owadopodobne potwory, które An Zhe widział wcześniej. W tym heksagonalnym ulu była jak królowa pszczół.

Rozległ się szelest wibrujących skrzydeł. Przezroczyste pszczele skrzydełka zadrżały jak płynąca biała gaza, a ciało owada uniosło się w górę, powoli wzlatując w kierunku kopuły i przyśpieszając w miarę zbliżania się do niej.

Solidna szklana kopuła zadrżała i pojawiły się na niej przypominające pajęczynę pęknięcia. Chłopak pomyślał, że materiał, z którego została zbudowana, powinien być bardzo wytrzymały, ale po drugim i trzecim uderzeniu niezliczone drobne odłamki szkła spadły jak krople rosy na ziemię i płatki róż.

Uruchomił się alarm. Całe pomieszczenie wypełniło się czerwonym światłem i ogłuszającym rykiem syreny. Rozległ się tupot kroków i przez drzwi wpadli ubrani na biało członkowie personelu. Zamarli na widok rozgrywającej się sceny.

W kopule ziała ogromna dziura. Wyleciała przez nią pszczoła Lily, a jej sylwetka szybko zniknęła w ciemnościach.

Królowa pszczół była wolniejsza. Uniosła się nad kopułą, schyliła głowę i spojrzała w dół. Być może wciąż odczuwała sentyment do tego miejsca. Potem podniosła głowę, a jej skrzydła poruszyły się lekko, jakby postanowiła polecieć wyżej.

Jednak w następnej chwili brzęk skrzydeł ustał i nastała cisza. Skrzydła przestały się poruszać, wywołując u obecnych niepokojące uczucie. Skąpana w księżycowym świetle ogromna królowa pszczół powoli się odwróciła, a jej jasne, fasetkowe oczy wpatrywały się w An Zhe i cały Ogród Edenu.

Prawe przednie odnóże owada drgnęło. Jego ostry czubek połyskiwał zimnym srebrzystym blaskiem. Punkt światła stopniowo się powiększał, gdy obie przednie kończyny oraz ogromna czaszka wcisnęły się z powrotem przez otwór.

W sercu młodzieńca narastało dziwne uczucie. To było bardzo dziwne zachowanie jak na kogoś, kto pragnął opuścić to miejsce. Pani Lu, będąc już wolna, nie wracałaby tutaj. Chyba że władająca jej ciałem królowa pszczół nie była już panią Lu. Nie doszłoby do tego, gdyby nie fakt, że instynkty potwora z łatwością pokonały ludzkiego ducha.

Co by zrobiła istota całkowicie heterogeniczna stojąca naprzeciw Ogrodu Edenu?

Wszystko wydarzyło się w ciągu kilku sekund. An Zhe wpatrywał się w członków personelu, stojących jak sparaliżowani.

Wyjdźcie stąd – powiedział ochrypłym głosem.

Jednak w chwili, kiedy się odezwał, królowa pszczół podniosła głowę. Wypłynęła z niej nieopisanie potężna fala i przetoczyła się wokół. Głowa chłopaka zaczęła pulsować z bólu, a przed jego oczami pojawiły się rozmazane obrazy.

Kiedy umarł An Ze, An Zhe wchłonął jego krew i tkanki, a wspomnienia ich właściciela pojawiły się w jego umyśle. W Mieście Zewnętrznym podczas inwazji owadów został przez jednego ugryziony. Tej nocy śnił o insektach latających w dziczy.

W tym momencie w myślach chłopaka wyświetliły się strzępki jakichś wspomnień i nagle zdał sobie sprawę, co to oznacza. Królowa pszczół zarażała ich na odległość.

Tłumaczenie: Dianthus

One Comment

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: