Little Mushroom

Rozdział 128 min. lektury

Trzy albo cztery sekundy później palce Lu Fenga odsunęły się od jego twarzy, a wrażenie ciepła szybko się ulotniło wraz z wieczornym wiatrem.

An Zhe otworzył oczy i zobaczył, jak Sędzia odchodzi, tak samo, jak tamtego dnia przy bramie bazy.

W tym momencie plac rozświetliły nagle białe światła. Chłopak zmrużył oczy. Sylwetka Lu Fenga się rozmazała, a kiedy znów zaczął widzieć wyraźnie, czarna postać zdążyła się już rozpłynąć w morzu ludzi. Żołnierze z miejskiej stacji obronnej podeszli i zabrali ciało Du Sai. Jej długie brązowe włosy lśniły w świetle jak płynny miód. Miała zamknięte oczy, a na jej twarzy zastygł wyraz niezwykłego spokoju. Nie wiadomo, o czym myślała w ostatniej chwili życia. An Zhe nie miał pojęcia i możliwe, że nawet ona sama nie wiedziała.

Sporo osób patrzyło w ich stronę. Kiedy żołnierze odeszli, zaczęły się szepty. An Zhe miał dobry słuch i udało mu się złowić kilka słów. Wielu ludzi znało panią trzeciego piętra czarnego rynku. Niektórzy z nich ubolewali z powodu odejścia pięknej kobiety, inni się bali, że też zostali zainfekowani przez potwora.

Wkrótce wszyscy usłyszeli komunikaty wygłaszane przez mechaniczny żeński głos:

Proszę o pozostanie w dotychczasowym miejscu. Za 30 minut rozpocznie się badanie wszystkich osób przez Sąd Procesowy.

Głos był delikatny, ale nikt nie zwracał na to uwagi. Ludzie obrzucili się nawzajem przelotnymi spojrzeniami, po czym zdali sobie sprawę, że nie mają pewności, czy osoba stojąca obok wciąż jest prawdziwym człowiekiem. Tłum zaczął się skręcać jak kolonia mrówek, podczas gdy każdy próbował się odseparować od pozostałych, bez względu na to, czy ich znał, czy nie. W końcu chaotyczny tłum rozproszył się luźno po placu. Na jego skraju, obok plamy krwi pozostawionej przez Du Sai, stał An Zhe. Jego oczy utkwione były w twarzach otaczających go drżących ludzi. Baza nie różniła się zasadniczo od Otchłani.

Wtem w oddali rozległ się przenikliwy głos:

On coś ma na twarzy!

Dało się słyszeć odgłosy jakiegoś zamieszania. Ktoś kogoś uderzył. Następnie doszło do głośnej kłótni, a 30 sekund później, po wystrzale, wszystko ucichło.

Zapadła martwa cisza. Na całym placu zapanował nastrój milczenia, niezakłócony nawet dźwiękiem oddechu. Gdyby ktoś powiedział, że znajdują się na cmentarzu, a ludzie wokół to nagrobki, An Zhe uwierzyłby w to bez wahania.

Rozejrzał się, zastanawiając się, gdzie jest Lu Feng, jednak nie mógł go wypatrzeć w tłumie. W końcu odwrócił wzrok i spojrzał na oświetloną białym światłem marmurową posadzkę placu.

Nagle jego spojrzenie się zatrzymało.

Pięć metrów dalej, u stóp jakiegoś mężczyzny, dostrzegł błysk mosiądzu.

Jego pierwszą myślą było, że upadła mu łuska, którą miał zawieszoną na szyi. Uniósł szybko rękę do dekoltu i przez warstwę materiału koszulki wyczuł mały cylindryczny przedmiot. Nie zgubił jej.

Patrząc na ziemię, zrobił kilka kroków naprzód. Mężczyzna obok niego zaklął i odsunął się na bezpieczny dystans.

Przepraszam, coś mi upadło – wyjaśnił An Zhe.

Po ominięciu kilku osób dotarł na miejsce. Przykucnął i podniósł z ziemi mosiężną, cylindryczną łuskę od naboju. Kiedy po nią sięgał, jego ręka lekko drżała. Znał ten przedmiot. Znał jego wagę, wzór i rozmiar. Nie byłby w stanie odróżnić go od tego, który wisiał na jego szyi. Serce zabiło mu mocno kilka razy. Ścisnął łuskę w dłoni i wstał.

Przypomniał sobie, jak pięć minut temu Du Sai dotknęła pęcherza spowodowanego przez pasożyta na swoim czole. Uświadomiła sobie, że nie było dla niej ratunku i że zostanie stracona przez Sędziego. Jednak pomimo przerażenia zdawała się pragnąć bliskości mężczyzny, robiąc parę kroków w jego kierunku. Zanim zdążyła do niego podejść, kula przebiła jej ciało.

Gdzie był wtedy Lu Feng? Chłopak spojrzał na ciemną plamę krwi na ziemi niedaleko niego. W tamtym czasie Lu Feng musiał stać w miejscu, w którym znajdował się teraz An Zhe lub gdzieś obok i strzelał.

Czym była łuska od naboju? Wiedział, że była to osłona pocisku. Podobną wiedzę dostrzegał we wspomnieniach An Ze. Kiedy kula opuściła lufę i wystrzeliła, łuska została odrzucona do tyłu i wylądowała na ziemi.

Nie ulegało wątpliwości, że łuska, którą podniósł przed chwilą, należała do Lu Fenga, naczelnika Sądu Procesowego. A co z identyczną sztuką, którą podniósł na pustyni, gdy odebrano mu jego zarodnik? Czy ona też miała coś wspólnego z Sądem Procesowym?

Niewysłowione uczucie pojawiło się w sercu An Zhe. Poczuł strach, którego nawet nie potrafił dokładnie opisać. Jeżeli zarodnik był jakoś powiązany z Sądem Procesowym, to można sobie tylko wyobrazić, jak trudno będzie go odzyskać. Nie mógł o niego zapytać wprost. Równie dobrze mógłby się od razu przyznać, że był grzybem. Jednocześnie poczuł też jakiś ślad stabilności. W końcu miał jakąś wskazówkę.

Wśród takich rozmyślań upłynęło 30 minut. Ponownie dało się słyszeć mechaniczny głos:

Czas buforowania zakończony. Proszę ustawić się w kolejce do badania przesiewowego. Po zakończeniu badania proszę opuścić teren.

Zapętlona instrukcja powtarzała się raz po raz. Po przeciwnej stronie placu zapalono reflektor i ludzie zaczęli kierować się w tamtą stronę, aby poddać się badaniu.

Para stojąca obok An Zhe wyglądała jak ojciec i syn: pierwszy z nich był starszy i nosił brodę, a drugi mógł mieć dopiero trzynaście lub czternaście lat.

Dlaczego trzeba czekać 30 minut? – zapytał chłopiec.

Sędziowie to nie maszyny. Nie widzą, że właśnie zostałeś ugryziony przez robaka – wyszeptał jego ojciec. – Dopiero po 30 minutach od zarażenia będą w stanie to stwierdzić. Nie byłeś nigdy przy bramie miasta, ale tam też czeka się w kolejce pół godziny.

Och – rzekł chłopiec. Po chwili zapytał: – A jak to się objawia?

Mnie nie pytaj – odpowiedział mężczyzna. – Nie mam pojęcia, po czym oni to rozpoznają.

Słyszałem, że chcą po prostu zabić…

Zamknij się! – Głos ojca był przepełniony strachem. – Chcesz, żeby cię zastrzelili?

Jakby na potwierdzenie jego słów z drugiego końca placu dobiegł odgłos wystrzału. Natychmiast zamilkli.

Sędziowie błyskawicznie przeczesywali tłum, a oczekujący ludzie szczękali zębami. Przerwy pomiędzy strzałami były dosyć równomierne. Kolejny następował przynajmniej po dziesięciu minutach, czasami nawet częściej. Po którejś serii wystrzałów nastąpiła długa cisza. Ojciec stojący obok An Zhe stwierdził:

Już prawie po wszystkim.

Nie skończył nawet zdania, gdy salwa rozbrzmiała ponownie i chłopiec zadrżał.

Ludzi, których sędziowie uznali za zarażonych, zabijano na miejscu, zaś pozostałych wypuszczano. Na placu pozostawało coraz mniej osób, które spontanicznie zbierały się w luźne gromadki i posuwały się do przodu. Za każdym razem, kiedy padał strzał, An Zhe liczył. Kiedy zbliżał się do wyjścia, liczba zabitych osiągnęła 73. Młodzieniec ujrzał kamienny słup przy wyjściu i opartego o niego Lu Fenga. Reflektor oświetlał jego szczupłą sylwetkę. U jego boku stało dwóch sędziów, a trochę dalej znajdowali się żołnierze z miejskiej stacji obronnej. Ziemię przed nimi pokrywały plamy krwi.

Nie, oprócz krwi było tam coś jeszcze. Leżały tam porozrzucane mosiężne łuski od pocisków.

Wkrótce ojciec z synem przeszli przez wyjście bezpieczeństwa. Nadeszła kolej An Zhe. Zrobił kilka kroków do przodu i zatrzymał się przed Lu Fengiem. Sędzia był wyższy od niego i An Zhe musiał zadrzeć głowę, aby spojrzeć mu w oczy. Poczuł, jak mężczyzna taksuje go spojrzeniem od góry do dołu.

Co masz w dłoni? – zapytał.

Chłopak nie spodziewał się, że nawet taki drobiazg zostanie odkryty. Pod zimnym wzrokiem Sędziego mógł jedynie podnieść rękę i rozłożyć palce, ukazując łuskę leżącą w jego dłoni. Wyglądała tak samo jak te porozrzucane na ziemi, z których każda reprezentowała jednego zabitego człowieka.

Przez chwilę żaden się nie odzywał.

Po dłuższym czasie An Zhe usłyszał głos Lu Fenga.

Idź.

Był środek nocy i wiał silny wiatr, który porwał słowa Sędziego. Jego głos, który dotarł do uszu chłopaka, wydawał się niższy niż zwykle. An Zhe cicho odwrócił się i wyszedł w ciemną noc.

Tłumaczenie: Dianthus

2 Comments

  1. Avatar YueDream

    Coraz bardziej jestem przekonana, że łuska An Zhe należy do Sędziego. Oczywiście wszystkie wyglądają identycznie, ale mam wrażenie, że ta konkretna została wystrzelona przez Lu Fenga. Tylko pytanie, co on robiłby w Otchłani?
    Sam rozdział był dosyć przygnębiający przez to, co się stało. Ich świat jest okrutny i nigdy nie wiesz, kiedy dosięgnie cię kula Sędziego. Dziwne jednak, że An Zhe nie został jeszcze zdemaskowany.

    Odpowiedz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: