Ubrany na czarno mężczyzna zataczał się w deszczu. Lało, ale nie miał nawet parasola lub butów. Wyglądał, jakby postradał zmysły, rozglądając się za kimś i wołając „Amy”… Podniósł głowę, przemoczony do suchej nitki i blady jak ściana.
– Amy! – Rozejrzał się dookoła.
Nie widział niczego na tej mokrej, ciemnej ulicy. Miał neutralną minę, co kłóciło się z jego zachowaniem, a na jego twarzy widać było zaledwie jedną oznakę podenerwowania.
Ten gość, Dan Haihen, był bardzo racjonalną osobą. Tak jak ci genialni ludzie, nie mógł zrozumieć zbyt dobrze innych i był chłodny emocjonalnie. Był bystry, jeżeli chodziło o łapanie przestępców, ale zarazem bardzo głuchy na emocje sprawców bądź ich ofiar. Kiedy jego kolega z pracy został zabity, zamiast odczuwać smutek, skupił się na łapaniu mordercy, co sprawiło, że wszyscy dookoła zimno na niego spoglądali. Nieistotne z jak ważną sprawą mieli do czynienia, zawsze mówił „o co tyle krzyku” z poważnym wyrazem twarzy. Jednak ten sam racjonalny facet nie mógł zrobić niczego w tej sytuacji. Jego jedyna córka, Amy Haihen, zniknęła, kiedy morderca – Taken, pojawił się na ulicy. Żywił on wobec Dana osobistą urazę. Trzy miesiące temu córka Takena odkryła, że jej ojciec jest seryjnym mordercą i usiłowała popełnić samobójstwo, a on starał się ją powstrzymać. Dan, odczytawszy jego zamiary, aresztował go w międzyczasie i ze względu na to nie udało się zapobiec tragedii. Dan również starał się ją ocalić, lecz nieco się spóźnił i kiedy FBI dotarło do jej domu, jej ciało już stygło. Taken został skazany na trzysta dwadzieścia lat i podczas transportu uśmiechnął się do Dana. „Teraz się spóźniłem, ale następnym razem to będziesz ty”. Pozostawił za sobą marszczącego brwi detektywa, po czym wszedł do budynku więzienia. Dziesięć dni później w wiadomościach pojawiła się informacja o jego ucieczce.
Dan wiedział, co miał na myśli. Taken nie był w stanie uratować swojej córki i chciał, aby Dana spotkał ten sam los. Słyszał o tym, że morderca uciekł, lecz celowo to zignorował. Wracając do domu ze swoim dzieckiem, otworzył portfel, aby kupić trochę chleba do obiadu. W ciągu tej krótkiej chwili dziewczynka, która przyglądała się ciastkom, stojąc obok jego nogi, przepadła bez śladu. Stała tam jeszcze sekundę temu, lecz nikt nie widział, jak zniknęła i kto ją zabrał.
„Następnym razem to ty się spóźnisz” – głos mężczyzny rozbrzmiał w umyśle Dana. Logicznie na to patrząc, już był spóźniony. Wiedział, że Taken nie wahał się, dążąc do osiągnięcia celu i teraz zapewne było po wszystkim. Wiedział, że Amy nie żyje. Dan, który nigdy nie tracił rozsądku, nie mógł teraz niczego zdziałać. Nie mógł niczego zmienić.
„To niemożliwe, żeby coś się jej stało” – myślał jedynie w kółko.
– Amy… – Dan zmarszczył brwi po tym, jak wymamrotał jej imię. Jego zimne, silne oczy zaczęły drżeć.
I wkrótce je odnalazł – małe dziecięce buciki, które Taken pozostawił na widoku. Zobaczył buciki przesiąknięte deszczem, po czym jego dłonie zaczęły się trząść, a twarz wykrzywiła w straszny sposób. Rozumiał, że musi zaakceptować fakt śmierci swojego dziecka, lecz nie był w stanie. Jego beznamiętną twarz, na której nigdy nie dało się dostrzec oznak żadnej pasji, zniekształcał teraz przerażający ból. Klik – usłyszał zimny dźwięk nabijanego pistoletu i wkrótce po tym: Bang! Rozległ się odgłos wystrzału. Uniósł swoją przemoczoną głowę, aby spojrzeć na tę osobę. Od tej chwili wszystko zaczęło dziać się bardzo powoli. Zupełnie tak, jak w czasie umierania.
– Wybacz, tym razem to ja byłem szybszy. – Ten mężczyzna, Taken, uśmiechnął się.
Dan nie zauważył krwi wypływającej ze swojej klatki piersiowej. Jedynie wpatrywał się w Takena, którego pełna żądzy mordu twarz została powiększona w bliskim ujęciu.
– O mój… – Ashley, oglądająca serial Trop na małym, siedemnastocalowym ekranie telewizora, wymamrotała podświadomie, przysłaniając usta.
Nie lubiła za bardzo telewizji, ale od kiedy niespodziewanie stała się wolna, zaczęła oglądać seriale, które wcześniej śledziła nieregularnie. Akurat ten był nieco nudny, ale jednak dało się go jakoś obejrzeć i zgodnie z oczekiwaniami zapewniał umiarkowaną rozrywkę.
W tej chwili Ashley rozdziawiała usta, wgapiając się w ekran. Haley Lusk? Znała Haleya. Nawet ci, którzy za bardzo nie interesowali się plotkami, wiedzieli o nim. Będąc sławną dziwką Hollywood, nie radził sobie nawet z grą lub śpiewem, lecz w dalszym ciągu sprawiał mnóstwo problemów i korzystał z tego, by zarabiać pieniądze. Tyle właśnie o nim myślała. Tak naprawdę większość ludzi miała o nim taką opinię, a ostatnio wszyscy zaczęli myśleć: „ten gość nie może tak dalej…”.
Na ekranie pojawił się ponownie Haley Lusk. Przygryzł w deszczu swoje usta i wpatrywał się w drugą osobę, po czym wykrzywił się dramatycznie. Co jest, czy on zawsze był taki ładny i zajebisty? Ashley nie rozumiała, dlaczego uważa, że przemoczony Haley wygląda urodziwie, niewinnie i delikatnie. Jego twarz ukazana w ogromnym przybliżeniu wzbudzała emocje. Zawzięte spojrzenie skierowane w stronę mordercy, wilgotne oczy i krew pokrywająca całe jego usta… Przeszedł ją nagły dreszcz. Haley wykrztusił nieco krwi i odetchnął ciężko, zaczerpnął konwulsyjnie powietrza, po czym je wypuścił. Upadł do przodu i ekran zatrząsł się nieco, a następnie kamera zrobiła znaczne przybliżenie. Pod drżącymi powiekami mężczyzny zebrała się kropla deszczu albo łza, a jego oczy straciły swoją żywotność.
– Co jest, on…? – mruknęła Ashley.
Pomijając niesamowite umiejętności aktorskie, które nie mogły należeć do Haleya, odnosiła wrażenie, że widziała już wcześniej to spojrzenie… Klik. Zanim zdążyła się zorientować, gdzie je widziała, ekran ukazujący mroczną ulewę z poważną muzyką w tle, został wyłączony.
– Co? Oglądałam to! To była ważna scena! – wrzasnęła Ashley i wstała, aby spojrzeć na stojącego z tyłu mężczyznę, który wyłączył telewizor. Patrzył on na nią z niechęcią.
– Czy to jest pora na oglądanie serialu?
– Więc co powinniśmy zrobić? Wyjść i oddać się w ręce Zii? – zapytała chłodno, a Aaron zmarszczył brwi. – Tak pewnie byłoby lepiej, co nie? Jeżeli Zii znajdzie nas najpierw, sam strzał w głowę to będzie za mało.
– Zamknij się, Ashley.
– Więc dlaczego zabiłeś Masona, idioto! – odparła z urazą, a Aaron przygryzł usta.
– Kurwa! – krzyknął głośno. – Dlatego, że ten sukinsyn próbował zastrzelić Altę!
Aaron przyznał, że zachował się w szalony sposób. Zastrzelenie Masona było spontaniczną reakcją. Nie postąpił racjonalnie tak, jak powinien. Wszystko zdarzyło się bez udziału jego świadomości, a zaraz po tym uświadomił sobie, dlaczego tak się stało. Mason usiłował zabić Altę, a Aaron nacisnął spust,jakby ktoś kierował jego rękami. Uważał, że Mason Taylor był bardzo denerwującym człowiekiem. Gdy został przydzielony do jego drużyny, miał pewne oczekiwania. Oczywiście Mason był znany w Zii, a nawet w innych korporacjach, jako wybitny najemnik. Nadzwyczajny weteran, który przeprowadził wiele pozornie niemożliwych do wykonania misji i przetrwał. Jego drużyna była znana z powodu dostawania niebezpiecznych zadań, jednak Aaron miał pozytywne nastawienie na myśl o zobaczeniu takich wspaniałych umiejętności w działaniu.
Jednak Mason w rzeczywistości nie był taki cudowny. Kończył swoje misje niczym ćma lecąca do ognia. Aaron niczego by nie mówił, gdyby nie posiadał zdolności. Mimo że istniały bezpieczniejsze metody na wykonanie zadania, zachowywał się po ignorancku, wpędzając przeciwnika w nagłą panikę, wstrząsając nim i biegnąc ku niemu z nożem. Czy nie wystarczy mu narażanie samego siebie? – myślał. Tym, co irytowało go jeszcze bardziej, był fakt, że Mason nigdy nie zawodził, nawet korzystając z tak ryzykownych strategii. Tak jak wówczas, gdy wkroczyli do bunkra wojennego spekulanta, Alty. Tego typu idiotyczny ruch ponownie zadziałał, a w momencie gdy mieli już zakończyć misję, handlarz bronią powiedział, że da im pięćdziesiąt milionów. Pięćdziesiąt milionów dolarów! Taka ilość pieniędzy, że słysząc o niej, nie uświadamiasz sobie nawet jaka jest ogromna. Mason obojętnie wycelował broń w stronę Alty, mimo zaoferowanych pieniędzy, które nawet po podzieleniu między ich trójkę – a także ich wnuki oraz prawnuki – nadal stanowiłyby znaczną sumę. Zdenerwował się na niego. Skurwiel! Zachowywał się, jakby był tu jedynym niesamowitym gościem. Alta, wpatrując się w pewnie skierowaną ku niemu lufę, zaczął mówić hasło ze znieruchomiałą twarzą. 12, 36.5, 27… i właśnie gdy z jego ust miała wydostać się ostatnia liczba, kiedy Mason bez wahania nacisnął spust. W momencie, gdy pięćdziesiąt milionów zniknęło sprzed jego oczu, Aaron nie mógł powstrzymać się od zrobienia tego samego. Nie miał innego pomysłu na zatrzymanie Masona.
– Co ty wyprawiasz! Liderze…!
Zrozumiał, co zrobił, kiedy Ashley wrzasnęła. Ciemna, czerwona dziura pojawiła się w czole mężczyzny, a krew wytrysnęła z tyłu jego głowy. Przypatrywał mu się, myśląc „łał, żałosny drań” i wkrótce Mason upadł. Od tej chwili nie było już odwrotu. Alta trząsł się na podłodze z raną postrzałową w klatce piersiowej, a Aaron pociągnął go za włosy i podniósł.
– Chcesz zginąć, czy otworzyć sejf i być ze mną na tym samym wózku? – zapytał, celując w kierunku Ashley.
Kobieta wiedziała, że nie żartuje, mówiąc o zabiciu jej, więc powoli pokiwała głową. Zaciągnął dygocącego Altę do sejfu, po czym zmusił go do otworzenia zamka skanującego siatkówkę oraz odciski palców. 12, 36.5, 37… Jednak zanim zdążył powiedzieć ostatni numer, przestał oddychać. Sytuacja była gówniana. Jeżeli nacisnąłby przez przypadek zły numer i hasło zostałoby zresetowane, musiałby znowu zaczynać od skanowania. Nieważne, ile razy przystawiałby martwego Altę do skanera, hasło nigdy nie zostałoby rozwiązane. Nie było innego wyjścia. Razem z Ashley zniszczyli zwłoki Masona i sprawili, by wyglądały jak należące do Aarona. Całe szczęście ich wzrost oraz masa były podobne, a rozwalił jego twarz w takim stopniu, że nie mógłby zostać rozpoznany nawet z danymi dentystycznymi. Następnie umieścili ciało naprzeciwko fałszywego sejfu i strzelili do niego, tak żeby nastąpił wybuch. Sypialnia Alty miała parę tajnych przejść i ich dwójka uciekła z sejfem. Zatarli za sobą ślady i znaleźli schronienie we względnie bezpiecznym miejscu, ale to wszystko. Nadal nie byli w stanie otworzyć sejfu, a pościg Zii mógł ich dopaść w każdej chwili. Skontaktowali się z dosyć znanym specjalistą, ale zdobyli tylko gównianą informację, że w zamku ukryta jest bomba i jeśli nacisną zły numer kilka razy z rzędu, sejf wybuchnie. Tak jak powiedziała Ashley, jedyne co mogli teraz robić, to oglądać seriale albo zamawiać pizzę. Jednak nie będą mogli żyć w ten sposób przez długi czas, ponieważ nie zostało im zbyt dużo pieniędzy.
– Mówiłam ci, prawda? Lider nie był idiotą. Myślisz, że by o tym nie wiedział? – Ashley wyglądała, jakby miała tego serdecznie dosyć.
Pracowała z Masonem przez trzy lata. Przez większość czasu mężczyzna działał ryzykownie i czasami myślała, że był naprawdę szalony, ale po tych latach wiedziała, że był silny w chwilach zagrożenia, podejmował szybkie decyzje i posiadał naturalny dar przenikania do zamkniętych kręgów innych ludzi. Jeżeli wśród najemników istniało coś takiego jak geniusz oraz przeciętność, to on był geniuszem. Wydawał się niezręczny, ale jego osąd sytuacji nigdy nie zawodził. Nigdy nie nawalił, gdy mówił, że coś się uda, a rzeczy, które skazywał na porażkę, nigdy się nie udawały. Aaron narzekał, że Mason był idiotą, ale ona wiedziała, że to Aaron nim był. Miłość również była wrogiem. Ashley wiedziała, że ta jej osobowość doprowadzi ją kiedyś do śmierci.
– To pięćdziesiąt milionów dolarów! – Próbował przypomnieć samemu sobie Aaron.
– To tylko śmieć, jeśli nie możesz tego otworzyć! – wypaliła.
– Co powiedziałaś? – wypalił Aaron, wpatrując się w nią, ale Ashley nawet nie drgnęła.
– To może być śmieć, nawet jeśli to otworzymy – stwierdziła z zimnym wzrokiem.
Trafiła w samo sedno i Aaron nie mógł powstrzymać wściekłości. Rzucił w nią pilotem, który trzymał. Ponieważ kobieta odchyliła nieco głowę, aby go uniknąć, pilot przeleciał nad telewizorem, rozwalił się o róg i rozpadł.
– Ach, kurwa, teraz to miałabym ochotę się zabić, bo mi się nudzi… Zastanów się porządnie, idioto, jeśli nie chcesz zginąć. Wiesz jakim miejscem jest Zii?
Nawet gdyby z powodzeniem otworzyli sejf i położyli ręce na pięćdziesięciu milionach, nie było dla nich „szczęśliwego zakończenia”. Kiedykolwiek i jakkolwiek, Zii przyjdzie po zdrajców.
Aaron przygryzł usta i spojrzał na Ashley. Ich walka na spojrzenia zakończyła się, gdy zadzwonił jego schowany w kieszeni telefon. Pośpiesznie wyciągnął komórkę. Tylko jedna osoba znała aktualny numer telefonu Aarona. Fred Rector. Obaj byli członkami drużyny Masona. Kiedy zaproponował mu jeden milion z sejfu, od czasu do czasu dawał im informacje z zewnątrz. Odebrał, tym razem mając nadzieję na jakieś dobre wieści. Po drugiej stronie linii zabrzmiał zrelaksowany głos.
– Hej, żyjesz?
– Nie mów czegoś bezsensownego. Po prostu szybko mów, jaka jest sytuacja. Nie gadaj, że musimy przenieść naszą kryjówkę? – zapytał ostro Aaron, a Fred zaśmiał się cicho.
– Jesteś zbyt napięty. – Brzmiał, jakby nie było to nic specjalnego. – Zii nie szuka już Masona.
– …O czym ty mówisz?
Zii nie szuka już Masona? Czy odkryli, że zwłoki należą do niego, a nie do mnie? Ashley dosłyszała głos z telefonu i przełknęła głośno ślinę.
– Ludzie na samej górze wydali rozkaz i Zii nie będzie się już interesowało tym wypadkiem.
– Nie będą się interesowali?
– Nie obchodzi ich czy tym, kto zabrał sejf, byłeś ty, czy Mason. Będą traktować sprawę tak, jakby nigdy się nie wydarzyła.
Fred powiedział coś niewiarygodnego i Aaron odwrócił się, by spojrzeć na Ashley, która również wydawała się zaskoczona. Zii nie złapało nawet zdrajców, ale tym razem odpuszczą i uznają, że nigdy się to nie wydarzyło. Niemożliwe. Kobieta, która przysłuchiwała się rozmowie, zabrała telefon z rąk Aarona i włączyła tryb głośnomówiący.
– Dlaczego? – Jej pytanie było pełne podejrzliwości. – Chcesz, żebym uwierzyła w ten bezsens?
Może Fred zdradził i usiłował ich wywabić? Nawet jeśli, to było zbyt zauważalne. Fred brzmiał, jakby to rozumiał.
– Wiesz, to tylko plotka… Znasz Raycarltona? Mówi się, że Noah Raycarlton szuka Masona osobiście. Dlatego powiedział Zii, żeby odpuścili.
– Dlaczego miałby to zrobić? Mieli jakieś osobiste powiązania? – zapytała.
– Kto wie? Może jest zainteresowany sejfem? – odrzekł Fred, jakby stwierdzał coś oczywistego.
Jego ton sugerował: „jaki inny powód mógłby mieć?”. Tak. O co innego mogłoby chodzić? Mason zapewne nie miał z nim żadnych powiązań, a nawet jeżeli, nie ma mowy, by Raynoah użył swoich wpływów na Zii tylko z powodu tego związku. Ashley zerknęła na Aarona, którego oczy były szeroko rozwarte i pełne oczekiwań. Fred rozłączył się, życząc im powodzenia, a Ashley odłożyła komórkę na stół i spojrzała na Aarona. To może wyjść dużo lepiej, niż się spodziewali. Oczywiście przeżyją i mogą nawet być w stanie odsprzedać sejf.
– No, jeżeli jest aż tak zainteresowany, na pewno kupi sejf.
Nie musieli znać ostatniego numeru z szyfru. Raynoah był człowiekiem, który mógł wezwać twórców sejfu, aby go otworzyli. Nie wiedzieli, co znajdowało się w środku i mogło nie być to wcale pięćdziesiąt milionów, tak jak twierdził Alta.
– Widzisz. Nie myliłem się – mruknął Aaron, myśląc o martwym Masonie.
Cóż, tak czy inaczej facet nie żył i nie musiał udowadniać, że to on był w błędzie. Zaczęli szukać sposobu na to, by potajemnie spotkać Raynoaha.
Ashley przypomniała sobie na sekundę spojrzenie tego aktora z serialu, który oglądała, jednak wkrótce stała się bardzo zajęta i zapomniała o wszystkim, co widziała.
***
Stacja telewizyjna DBS transmitowała program W środku, który zazwyczaj prezentował najnowsze wieści i skandale na temat Hollywoodzkich gwiazd. W tym tygodniu ich pierwsza historia dotyczyła nowego filmu Vicka Proctera. Prowadząca programu, mająca na sobie wymyślną czerwoną sukienkę, zamachała ręką.
– Wow, co takiego zrobił Vick Procter, że wieści o jego nowym filmie są przedstawiane dzisiaj jako pierwsze, zamiast skandalów o sukach z Hollywood? Co to takiego, Danny? Czy ta wiadomość jest tak zaskakująca i prowokująca, że musi być pierwsza w kolejce? – zapytała.
Mężczyzna o imieniu Danny pokiwał dumnie głową.
– W rzeczy samej. To bardzo szokujące wieści. Posłuchaj tylko tego. – Lekko przysłonił usta, jakby szepcząc i powiedział – Najpierw Vick Procter doprowadził Melisę do płaczu.
– Kogo…? Tę Melisę Ain? O mój Boże, doprowadził do płaczu kogoś, kto jest teraz naprawdę na topie? Dlaczego?
– To… nie bądź zaskoczona. Łał. To ze względu na Haleya – oznajmił tonem sugerującym „czy to nie zaskakujące”, a prowadząca sprawiała wrażenie zatroskanej jego przejrzystością.
– Co? Haley? Czy mówisz właśnie o Haleyu?
– Tak, o „tym Haleyu”. Nie mogę w to uwierzyć – kontynuował Danny. – Wszyscy wiedzą, jak Vick ostatnio kręcił film? Chase Miller gra głównego bohatera, a Melisa Ain postać drugoplanową. Dlatego każdy oczekiwał kolejnego wielkiego hitu.
– Kto by nie oczekiwał? To znaczy, z Vickiem i Chasem mogłoby być parę znaków zapytania, ale jest też wschodząca gwiazda, Melisa!
– Tak, tak. Zgadza się. – Pomachał rękami, aby ją uspokoić. – Wszyscy spodziewali się fantastycznej potrójnej rozgrywki, ale niestety, Melisa odpadła z filmu. Ogłosiła, że od teraz nie chce nawet słyszeć nazwiska Vicka Proctera.
– Och, dlaczego to zrobiła? To byłaby zapewne wielka szansa, by dostać się na szczyt. Odejść z filmu Vicka, który miał zagwarantowany sukces i wartość kinową…
– Nie zdarzyłoby się to, o ile nie chodziłoby o coś ważnego, racja? – odparł Danny poufnym tonem. – Tak naprawdę, plotka krążąca po planie głosi, że nie odeszła, a została zwolniona! Jak już wspomniałem, reżyser doprowadził ją do łez.
– Odciąć Melisę? Dlaczego? Może…
– Tak, chodzi o to może – dopowiedział poważnie Danny, a prowadząca zakrzyknęła w szoku.
– Zwolnił Melisę z powodu Haleya?! – Kobieta odrzuciła głowę, jakby ktoś uderzył ją z pięści.
– Jest więcej zaskakujących wiadomości. Vick nie tylko odesłał Melisę i wyznaczył Haleya do grania najważniejszej roli drugoplanowej, ale również ma zamiar wyrzucić wszystkie nagrane do tej pory sceny i zacząć całą historię od początku.
– O mój Boże! – wymamrotała. – Czy Vick naprawdę oszalał? Przecież nie jest nawet gejem. Wiem, że bardzo kocha swoją żonę.
Dla prowadzącej miałoby to więcej sensu, gdyby Vick był gejem. Danny jedynie wzruszył ramionami.
– Zgodnie ze słowami Vicka, zakochał się w realistycznej grze aktorskiej Haleya.
– Proszę? Że co? Wybacz, Danny? Możesz powtórzyć jeszcze raz? – poprosiła. – Od jego debiutu minęło szesnaście lat, a nadal prezentuje bardzo nędzne umiejętności aktorskie i Vick stwierdził, że zakochał się w jego grze? Zwariował czy oślepł? Czy potrzebuje nowej pary okularów?
Danny pokiwał głową, widząc jej pełną niedowierzania minę.
– Twoja reakcja jest oczywista. Początkowo też tak uważałem, ale czy widziałaś zeszłotygodniowy odcinek serialu Trop?
– Ach, scena śmierci Dana. Też to widziałam. – Pomachała ręką na znak, że nie musi już nic dodawać. – Ta scena była głównym tematem całego tygodnia. Ludzie wkoło mnie robili taką aferę, że mam powyżej uszu słuchania na temat Dana.
– Dlaczego? Czy ta scena nie była dosyć dobra?
– Bez pewności. Nie chcę tego przyznać. To jest głośne tylko dlatego, że Haley zazwyczaj tak b-a-r-d-z-o kiepsko gra. To nawet nie było coś specjalnego.
Danny zaśmiał się cicho, słysząc jej uparte słowa.
– Achh, jesteś fanką Raynoaha, prawda?
– A kto nie jest? – odrzekła i wzruszyła ramionami.
– Wiesz, kto jest największym sponsorem najnowszego filmu Vicka? To NLC. Firma inwestycyjna Raynoaha.
– Hah? – Kobieta wykonała gest, jakby jej głowa miała zaraz wybuchnąć.
– Nieważne jak Vick bardzo chciałby użyć Haleya, nie byłoby to możliwe bez zgody Raynoaha. Reżyser był w stanie zorganizować tak zaskakujący zwrot wydarzeń, ponieważ miał na to zgodę tego pięknego mężczyzny.
Prowadząca dotknęła swojego czoła, jakby chciała powstrzymać zawroty głowy po usłyszeniu słów Danny’ego. Ta wiadomość to wielka sprawa. Pokręciła palcami, chyba nie wiedząc, w którą stronę skierować rozmowę.
– Naprawdę miał to na myśli w czasie ostatniego wywiadu, co nie? – powiedziała po chwili.
– Wywiadu… Tamtego pełnego współczucia? Masz na myśli wywiad, w którym stwierdził, że Haley jest nieszczęśnikiem?
– Tak… Tamtego… Moim zdaniem Noah na poważnie tak myślał… Jak może tak sądzić? Czy rzeczywiście jest aniołem? – zapytała ze wzruszeniem, a Danny uśmiechnął się do niej słabo.
***
Mason trzymał kubek z kawą, przechodząc obok sklepu z elektroniką, kiedy przystanął, aby popatrzeć na znajdujący się na wystawie ekran telewizora, który właśnie coś pokazywał. Następnie odwrócił głowę i kontynuował schodzenie wzdłuż ulicy. Spacerując, czuł spojrzenia ludzi, które śledziły go, gdziekolwiek nie poszedł, a których nie wcześniej nie byłó. Nieważne, czy Haley upadał, czy już upadł, zawsze znajdował się pod krytyczną obserwacją innych osób. Był czas, w którym cieszył się międzynarodową sławą, ale po tym, gdy stracił popularność, nadal udawało mu się brać udział w serialach i filmach, tylko po to, aby pokazać swoją twarz. Czy sprowadzał kłopoty? Oczywiście, że tak i dla tych, którzy mieszkali w Beverly Hills, trudno było go nie znać. Dlatego dokądkolwiek nie poszedł, nadal śledziły go jakieś spojrzenia, nie tylko dlatego, że był celebrytą, ale też ze względu na antypatię, nienawiść i zirytowanie. Czasami mężczyźni wyglądający na gejów wpatrywali się w niego z zainteresowaniem, ale większość społeczności homoseksualnej nienawidziła go. Ludzie nigdy nie ukrywali swojego niezadowolenia, a Mason przyjmował to ze spokojem. Intensywne spojrzenia, no i co z tego? Kiedy udawał się do miejsc, w których panowała wojna, wszyscy również się tak w siebie wpatrywali. Nawet pociski latały tam i z powrotem, a tylko wymiany spojrzeń właśnie czułe i ciepłe. Poza tym nie należał do tego typu osób, które by się przejmowały spojrzeniami innych. Był niewrażliwy i obojętny.
Jednak i on zaczął się przejmować rodzajem spojrzeń, które otrzymywał w ostatnich dniach. Cóż, może nie aż tak bardzo, jednak sposób, w jaki ludzie na niego patrzyli, z pewnością się zmienił. Nastąpiło to po transmisji serialu Trop, który nagrywał miesiąc temu. Tony przyniósł jakiś popcorn oraz pizzę, aby mogli go razem pooglądać, ale on nie był w stanie obejrzeć większości, bo drzemał po treningu. Mason martwił się tylko: Kiedy to ciało zacznie być zdrowe? A co jeśli zdrowie jest po prostu czymś, z czym się rodzisz i organizm Haleya nigdy nie wyzdrowieje? Czy będę musiał już zawsze żyć w tym ciele, które sprawia wrażenie, jakby miało umrzeć po ćwiczeniach? Uciął sobie drzemkę, lecz obudził się, gdy Tony zaczął głośno klaskać. Tony płakał i mamrotał „Boże, dziękuję. Dzięki ci!”. Poruszał rękoma w dziwny sposób, nieprzypominający ani modlitwy, ani wychwalania. Mason uznał, że jego menadżer jak zwykle przesadza, ale następnego dnia zadzwonił reżyser Tropu. Powiedział, że mu przykro i poprosił o pojawienie się w jego następnym serialu. Po zakończeniu rozmowy Mason dostał parę innych telefonów z miejsc, których nie znał. Ponieważ ich nie znał, nie odbierał, lecz znajomi Haleya, którzy nie odezwali się do niego nawet po jego powstaniu z martwych, przezornie przeczuwali coś w związku z wczorajszym serialem i zaczęli się z nim kontaktować. Reżyser filmu Real, Vick Procter, zaczął zachowywać się bardziej desperacko po zobaczeniu odcinka. Przynaglał Masona do podpisania nowego kontraktu, zupełnie jakby ktoś miał go wykraść.
– To ja cię znalazłem, czy reżyser Tropu już cię nie zwolnił? – wyciągał ręce, prawie jakby błagał i wręczył mu umowę.
Tony również zrzędził, stojąc obok i zapytał z niemal zapłakaną twarzą:
– Dlaczego nie chcesz tego zrobić?
– Czy nie mówiłeś, że będę nagrywać zaledwie przez dwa dni za pięćdziesiąt tysięcy dolarów? Nie twierdziłeś, że może to nawet zająć tylko jeden dzień?
Mason nie rozumiał, dlaczego musi zadawać tak oczywiste pytanie. Skoro filmowali więcej za umowę na pięćdziesiąt tysięcy, czy nie oznaczało to, że jest w gorszej sytuacji niż w przypadku poprzedniej transakcji? Zgodził się ze względu na kuszącą ofertę, ale teraz chcieli wydłużyć sceny. Dla Masona, który nie chciał stać się odnoszącym sukcesy celebrytą, wcale nie był to przyjemny interes. Czy Vick nie powiedział: „Ty zostaniesz znaną gwiazdą, a ja bogaczem”? Czy to w ogóle miało sens? Osobiście wolał być bogaczem niż znaną gwiazdą. Co możesz zrobić, będąc znaną gwiazdą?
– Czy dadzą mi więcej pieniędzy, jeśli więcej nagram? Ile więcej by zapłacili?
Brzmiał tak, jakby się czepiał. Na podstawie jego obliczeń, jeżeli nagrania potrwają miesiąc, dostanie siedemset pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Zarobienie takiej ilości pieniędzy było niemożliwe przy jakiejkolwiek pracy. Zgodnie z oczekiwaniami, twarze Tony’ego i reżysera nieco spochmurniały.
– No cóż… oczywiście nie możemy dać bardzo dużo…
– Liz, twoje imię nie jest… takie jak kiedyś…
Mason pomyślał: Oczywiście, co z tego, że nie jest takie jak kiedyś? Nie zapłacą mi przecież miliona dolarów?
Z drugiej strony, Vick liczył na swoich palcach, po czym zapytał:
– Ale jeśli tak to policzyć, czy milion też nie byłby w porządku? Pomyśl, jeżeli to pięćdziesiąt tysięcy za dwa dni i powiedzmy, że ściśniemy nagrania w obrębie miesiąca, to będzie siedemset pięćdziesiąt dolarów za miesiąc, racja? Ale jeśli chcesz miliona, wtedy… Nie. Przepraszam… Oczywiście obliczenia tego typu nie mają sensu… – Vick zrobił zawiedzioną minę, w przeciwieństwie do Masona.
– Dasz mi ile? – zapytał. Podejrzewał, że słuch go myli.
– Hm? – odparł Vick.
– Powiedziałeś jeden milion? W miesiąc? – spytał ponownie, a Vick podrapał się po policzku.
– Nie… To może być trochę więcej niż miesiąc. Ale mam nadzieję, że nie zajmie to aż tyle. W mój film została jednak zainwestowana ogromna ilość pieniędzy i dlatego, jeżeli skończenie nagrań zajmie dłużej, projekt pochłonie dodatkowe parę setek tysięcy za każdym przesunięciem.
– Więc wracając do tematu… Zapłacicie mi jeden milion za miesiąc? – Wyraz twarzy Masona wyglądał, jakby usłyszał właśnie nudny żart.
– Liz… – wymamrotał Tony. – Jeden milion to dla nas sporo.
Mason odwrócił się, by na niego popatrzeć.
– Jeden milion dolarów?
– Wybacz. Sponsorzy powiedzieli, że nie mogą zapłacić więcej… – Vick przybrał przepraszającą minę. – Dodam nawet swoje własne pieniądze, żeby wyrównać, więc podpiszmy najpierw kontrakt. Dobrze?
– …Naprawdę dacie mi milion dolarów?
Mason nie przywiązywał uwagi do tego, co mówił Vick i zerknął na kontrakt, który już przed nim leżał. $1 100 000.
Nie, to nie był jeden milion? To był milion i sto tysięcy. Stojący przed nim Vick oraz Tony mówili:
– Dostaniesz po tym więcej ofert reklamowych.
– Jeśli to będzie hit, za następny film możesz zarobić dziesięć milionów.
Jednak Mason nie mógł niczego dosłyszeć. Toczył się i czołgał, zostawał ranny na pustyni, sprzedawał i kupował życia. Przeszedł przez wszystkie rodzaje piekła, a najwyższa zapłata, którą otrzymał, wynosiła czterysta dwadzieścia tysięcy. Uważał, że dostawał sporo w Zii, lecz musiał pracować w bardziej brutalnych i niebezpiecznych warunkach niż inni, aby to zarobić. Ale milion i sto tysięcy w ciągu miesiąca – pomijając już nawet nierealną gadkę o dziesięciu milionach – duża liczba przed oczami Masona uderzyła jego serce. Chwycił długopis, po czym podpisał kontrakt, jakby został omamiony przez ten pochód zer. Dostrzegł desperację pozostałej dwójki i dlatego przybrał taką minę, jakby podpisywał umowę tylko dlatego, że został przymuszony, jednak w rzeczywistości jego dłoń lekko drżała. Jego dłonie nawet nie zatrzęsły się wtedy, kiedy podpisywał umowę o zrzeczeniu się praw do własnego ciała, ale cóż. Nie oparł się pięćdziesięciu tysiącom, a teraz był to milion dolarów za miesiąc. Byłoby dziwne, gdyby jego ręce nie drżały.
Poważnie, to życie było bardzo zaskakujące. Czuł się tak, jakby przebudził się w całkiem nowej rzeczywistości.
Mason odwrócił wzrok od telewizora i pomyślał o tym, ile razy jego nowe życie uległo zmianie w przeciągu nieco więcej niż miesiąca. Zanim zmarł był tylko zwykłym najemnikiem, ale po obudzeniu się został Hollywoodzką szują. To samo w sobie było znaczną zmianą, lecz na tym się nie skończyło. Miesiąc był krótkim okresem, lecz równocześnie mógł być całkiem sporym. Życie Masona uległo ogromnej zmianie i nadal się zmieniało. Po pierwsze zaczął akceptować fakt, że pojawiająca się w telewizji twarz należała do niego, a nie kogoś obcego. Rozumiał, że „to jest moja twarz”. Na początku odnosił wrażenie, że należy ona do kogoś nieznajomego i był zaskoczony za każdym razem, gdy spoglądał do lustra w łazience. W porównaniu do tego zmiana była wielka.
– Um, Haley? Czy możesz podpisać to dla nas?
Odwrócił się, usłyszawszy głos i zobaczył dwie młode dziewczyny, stojące z roziskrzonymi oczami. To była jedna z tych kwestii, które się zmieniły. Mason wziął zaoferowany długopis, po czym podpisał się na notatniku z lekkim uśmiechem. Oddał długopis oraz notatnik dwóm zarumienionym dziewczynom i się pożegnał. Słyszał, jak wołają za nim z aprobatą.
Nadal otrzymywał głównie zimne spojrzenia świadczące o zirytowaniu i nienawiści, ale z pewnością nastąpiła mała poprawa. Chociaż rzadko kiedy, zaczęło się jednak pojawiać paru fanów lub ludzi dobrej woli. Mimo że był obojętny wobec spojrzeń innych osób, oczywiście uważał „sympatię” za lepszą niż „antypatię”. Wcześniej nie było dla niego pracy, więc myślał o porzuceniu aktorstwa, lecz stał się aktorem przynaglanym do podpisania umowy przez reżysera oraz menadżera, podczas gdy proponowano mu milion dolarów. Kiedy ocknął się w ciele Haleya, w trakcie tego szokującego momentu, nawet Mason myślący optymistycznie: „Życie jest wszędzie takie samo. To nowa szansa”, poczuł się oszołomiony przez tę nagłą transformację rzeczywistości. Nie potrafił nawet przewidzieć, jak i w jakim stopniu zmieni się to życie.
Zakończył swój dzisiejszy harmonogram „wypicia po jednej filiżance kawy z każdej okolicznej kawiarni w połączeniu z oglądaniem wnętrz”. Kupił parę składników na obiad i zaczął wracać do domu. Pochodził trochę dookoła, by przyjrzeć się ulicom pomiędzy kawiarniami oraz przebywającym tam ludziom, jednak ponownie nie udało mu się odnaleźć miejsca, którego poszukiwał. Cóż, muszę najpierw nakręcić film, więc nie mogę nawet zbudować kawiarni… – pomyślał, spojrzał do przodu i zauważył kogoś kucającego pod jego rezydencją. Zdawało się, że ta osoba również go spostrzegła, bo wstała i pomachała ku niemu szeroko, zbliżając się.
– Liz!
Mason zmarszczył lekko brwi. To była Joy, kuzynka Haleya. Stała bez żadnego makijażu, wyglądając nieco szczuplej, niż gdy widział ją ostatnio.
– Liz, dobrze sobie radzisz? – zapytała, gdy podeszła do niego sztywno.
Zobaczył jej niezręczne spojrzenie i zamiast popatrzeć na nią chłodnym wzrokiem, uśmiechnął się promiennie.
– Tak. W czym rzecz?
Twarz Joy pojaśniała nieco, gdy się uśmiechnął. Tak jakby myślała: „Czy ten idiota wreszcie czuje się lepiej?”. Zbliżyła się ostrożnie i uśmiechnęła służalczo.
– Um, możemy porozmawiać w środku? Mam ci coś do powiedzenia…
– Po prostu powiedz to tutaj – powiedział stanowczo Mason, uśmiechając się.
Kobieta, która wydawała się przez chwilę bardziej ożywiona, drgnęła, a on kontynuował.
– Dlaczego przyszłaś? – Uśmiechał się, ale jego ton wyraźnie sugerował, że chce, aby przeszła do sedna.
– Liz… Poważnie, dlaczego się tak zachowujesz? Nadal jesteś wściekły? – Chlipnęła i zaczęła nagle płakać. – Powiedziałam ci, że jest mi przykro. Jak możesz nadal taki być?
– Wściekły? Nie jestem wściekły – odpowiedział spokojnie.
Nie miał powodu się wściekać. Rodzina Haleya, która go obrabiała, stanowiła tylko kolejną sprawę nieznajomego. Oczywiście uważał, że ci ludzie byli jak robaki, ponieważ nie zgadzało się to z jego zasadami.
– Liz… Proszę, wybacz mi. Wszystko to moja wina, hm? – Płakała z żałosną miną. Ładna twarz, nieco przypominająca Haleya, ale w nieładzie i pomarszczona. – To nie jest kwestia pieniędzy. Byłam zbyt przykra, prawda? Tylko zupełnie polegałam na pieniądzach, które mi dawałeś i nawet nie podziękowałam. Przepraszam. Jest mi naprawdę przykro. Jeśli możesz mi wybaczyć, zrobię wszystko. Proszę. Proszę, Liz… wybacz.
Upadła nagle na kolana i przywarła do nóg Masona. Łkała, pełna żalu i wyrzutów, mówiąc, że wszystko jest jej winą i żeby jej przebaczył. Mason spojrzał na dół.
– Potrzebujesz mojego przebaczenia? – zapytał, poklepując ją po ramionach, a ona podniosła wzrok, płacząc. – Rozumiem. Nie wiem, co muszę ci wybaczać, ale wybaczam wszystko, więc możesz odejść. Muszę zjeść obiad i przeczytać scenariusz.
Tony powiedział, że przyniesie go dzisiaj. Cztery dni po otrzymaniu nowej wersji zaczną nagrania. Dzień zakończy się po zjedzeniu, przeczytaniu scenariusza oraz godzinnych ćwiczeniach. Prawdopodobnie padnie zaraz po treningu. Mason potrząsnął nogą, aby uwolnić się z uchwytu Joy i zakurzył przy tym spodnie. Wyglądała na zszokowaną, że przebaczył jej tak łatwo.
– W-więc będziesz znowu opłacał moje wydatki na życie? Nie muszę zwracać ci długu?
– Dlaczego miałbym to zrobić?
– Cz-czy nie powiedziałeś, że mi wybaczasz?
Mason zastanawiał się przez sekundę, czy wszyscy w rodzinie Haleya, z nim samym włącznie, nie grzeszyli inteligencją.
– Przebaczam ci, bo o to poprosiłaś. Mówiłem, że nie robię tego ze złości. Wracaj do domu, Joy.
Pomachał ręką i powiedział, żeby odeszła, a ona przygryzła usta i zaczęła ryczeć jeszcze bardziej.
– Liz, naprawdę masz zamiar być taki? Już wystarczy. Zajęli moje rzeczy, bo nie oddałam twoich pieniędzy. Wyrzucą mnie w przyszłym tygodniu z domu! Jeżeli to zrobią, jak będę żyć ze swoim dzieckiem? Po rozwodzie nie mam nawet pieniędzy. Wiesz, że muszę jeść mniej, bo oszczędzam na jedzeniu? – wyłożyła swoją kiepską sytuację.
– Poważnie, co to ma ze mną wspólnego? – zapytał Mason, wzdychając.
– Co? Co to ma z tobą wspólnego? Ty, czy ty nawet nie masz współczucia? Jak możesz?
– Dlaczego miałbym współczuć ludziom, którzy próbowali mnie zabić? Zapomniałaś, że spojrzeliśmy sobie w oczy, kiedy usiłowałaś ściągnąć moją maskę tlenową?
Zawahała się przez chwilę, gdy to usłyszała.
– To były tylko takie… ża-żarty! – Ta wymówka nie była nawet bystra. Mason zaśmiał się z niedowierzaniem.
– Łał, co za dziwactwo? Osoba, której powinnaś być wdzięczna za płacenie pieniędzy na twoje życie, umiera tuż obok, a ty zabawiasz się jej maską tlenową?
– To, to tylko… Tak czy inaczej, przepraszam. – Chwyciła go za nogi, nie mając nic więcej do powiedzenia. – Nie masz dobrej relacji z innymi krewnymi, ale ze mną jest inaczej, prawda, Liz? Jeżeli to zbyt dużo płacić za życie wszystkich, możesz… Nie możesz oszczędzić chociaż mnie? Możesz, co nie? Pozostali są zadowoleni. Ja jako jedyna do ciebie przyszłam, czyż nie? Proszę, Liz. Jest mi bardzo ciężko… – powiedziała, wieszając się na nim, a Mason uśmiechnął w sposób sugerujący, że ma już tego dosyć.
– Nie mam pojęcia, jakim cudem wszyscy brzmicie tak samo. W rzeczy samej, krew nie woda, hm? Anna, Jason, Sandra, a nawet gość, którego nie rozpoznaję, skontaktowali się ze mną, prosząc, żebym pomógł przynajmniej im… Nie wiem, jak Anna się o tym dowiedziała, ale śledziła mnie aż na plan filmowy, przyczepiła się do mnie i zachowywała agresywnie, więc została aresztowana. Nie słyszałaś jeszcze wiadomości?
– Co, co…?
– Mówię, że przyszłaś jako ostatnia, idiotko – oznajmił Mason, wyszarpując swoją nogę z jej słabnącego uchwytu. – Facet, który mówił „dobrze, tym razem rozumiem, ale proszę, popraw się później”, żyjąc jak popychadło, kiedy płakałaś i przepraszałaś, jest martwy. Pamiętasz, prawda? Zdjęłaś maskę tlenową.
Mason pomyślał o tym, dlaczego nadal wisiała na nim w tak gorący dzień, jak dziś, wyminął ją i poszedł w stronę bramy.
– Liz! Liz! Lizzzzz! – Przyczepiła się do niego ze łzami, a Mason zignorował ją z obojętną miną.
Miał słabość do płaczących ludzi, ale tylko wtedy, gdy nie wykorzystywali swoich łez. Tak jak Tony albo Noah… Odepchnął ją, aby zamknąć bramę, a Joy chwyciła za nią, przygryzając usta i gapiąc się na niego. Zrozumiała, że płacz nie pomoże, więc powiedziała ze złośliwym spojrzeniem:
– Porzucasz swoją rodzinę, bo dobrze sobie radzisz? Myślisz, że ten jeden film reżysera Vicka zmieni twoje życie?
Mason przypatrywał się jej z obojętnością.
– Celebryta może zostać zrujnowany przez pojedynczy skandal. Sądzisz, że ile to potrwa?
Pierdolenie. Uśmiechnął się krzywo. Wpatrywał się w Joy, a ona wzdrygnęła się i zadrżała. Mason pozbył się jej i zamknął bramę.
– Czekaj tylko! Jeszcze tego pożałujesz! Jeszcze zobaczysz! – Jej wrzaski przelatywały przez bramę.
Tony, który znajdował się już wewnątrz, przybiegł, aby zobaczyć, co się dzieje, lecz Mason wszedł do środka z neutralnym wyrazem twarzy, jakby nie słyszał żadnego wyklinania.
– Ty puszczalska suko! Tylko czekaj!! – wykrzykiwała każde możliwe przekleństwo za jego oddalającymi się plecami, zaglądając przez pręty.
Wszedł do środka, nie racząc jej ani jednym spojrzeniem, więc zacisnęła zęby, a następnie zaczęła wrzeszczeć „Aaaaaaaa!”, jak wariatka.
***
Specjalnie kucała pod bramą, czekając na niego w tym upale, mając na sobie brudne ubrania i nawet nie zrobiwszy makijażu. Minęło dziesięć lat od śmierci rodziców Haleya. Żyła na jego koszt, myśląc, że jest jak bankomat wyrzucający gotówkę po jednym kliknięciu – ponieważ łatwo zarabiał te pieniądze z powrotem. Tylko za pozowanie przed kamerą dostawał dziesięć tysięcy dolarów, a jeden film sprawiał, że na jego konto z łatwością wpływał milion. Pojawił się w programie rozrywkowym i milczał jak niemy, a jednak następnego dnia fani wysłali mu markową torbę za ciężką pracę. Skoro zarabiał tak łatwo, powinno być dla niego naturalne pomaganie krewnym takim jak Joy, którzy wiedli ciężkie życie. Haley prawdopodobnie czułby się zawstydzony, gdyby jego rodzina była biedna.
Jej życie było naprawdę trudne. Zawsze musiała się męczyć z małą ilością pieniędzy od Haleya. Nie mogła nawet pomyśleć o kupieniu drogiej torebki Hermesa, więc używała tego, co zwykle. On zawsze robił niechętną minę, kiedy pytała o torebkę, chociaż sam kupował wszystkie torby i buty, jakie chciał. Kiedy kasa od niego się kończyła, czasami sprzedawała magazynom jego prywatne historie, żeby zarobić jakieś kieszonkowe. Ponieważ był głupi, kiedy tylko trochę go nakłoniła, zawsze w końcu wypaplał, kto z nim flirtował, kto mu się podobał albo że dildo, które kupił, miało zbyt duży rozmiar. Nie rozumiał, co jest skandaliczne i wiadomości tego typu stały się dla niej pewnego rodzaju wsparciem. Nie czuła się winna, gdyż celebryci byli stworzeni dla plotek. Nigdy nie sprzedała czegoś, co się nie wydarzyło. Haley płakał z rozgniewaną twarzą „Joy! Jak możesz być taka?”, kiedy tylko sprzedała go za kieszonkowe. Mówił, że nie da jej więcej pieniędzy, ale za każdym razem odnosiła sukces w ugłaskiwaniu go. Przepraszała i błagała, zapewniając, że więcej tego nie zrobi, przekonywała, że nie miała innego wyjścia, bo naprawdę chciała mieć te buty, wściekała się, że nigdy by do tego nie doszło, gdyby od razu je dla niej kupił. Jeśli poruszyłaby go łzami i pociąganiem nosem, przestałby się dąsać i ją zrozumiał. Myślała, że tym razem stanie się tak samo.
Coś wydawało się inne, kiedy wysłał przypomnienie, lecz uznała, że wściekł się bardziej niż zazwyczaj i wkrótce poczuje się lepiej, jeżeli powie mu parę słodkich słówek. Jednak Haley stwierdził zimnym tonem, że jest idiotką, co było zupełnie niepodobne do jego normalnego zachowania, wyciągnął z torby pistolet, skierował go w powietrze i uśmiechnął się przerażająco. Był wówczas bardzo straszny i denerwujący, więc wkurzyła się, dochodząc do wniosku, że może przetrwać bez otrzymywania zwyczajnych środków na życie. Jednak po tym, gdy dom został zajęty, a opiekunki dla dziecka zrezygnowały, bo nie otrzymały pensji, musiała wrócić. Doszła do wniosku, że słodka gadka oraz uśmiechanie się było błędem, więc tym razem rozpłakała się i przylgnęła do niego żałośnie, sądząc, że wywoła to w nim jakieś współczucie. Haley łatwo dawał się nabrać na odrobinę uczucia. Jednak pomyliła się. Nie rozgniewał się, ale zamiast tego miał obojętną i spokojną minę. Jego oczy nie ujawniały żadnych emocji.
„Facet, który mówił »dobrze, tym razem rozumiem, ale proszę, popraw się później«, żyjąc jak popychadło, kiedy płakałaś i przepraszałaś, jest martwy. Pamiętasz, prawda? Zdjęłaś maskę tlenową”. Dokładnie tak jak powiedział – prowadzący życie głupca Haley wydawał się przepaść w tym samym czasie, gdy została zdjęta maska tlenowa. Jeżeli tak będzie nadal, może zostać zmuszona do sprzedania wszystkich torebek i butów, jakie posiadała. To nie żart, że dokładnie w przyszłym tygodniu jej apartament oraz Ferrari miały zostać sprzedane na aukcji.
Joy przygryzła usta, wstrzymując swoją furię i ponownie wrzasnęła. Rzuciła przerażające spojrzenie na drzwi, za którymi zniknął Haley i się odwróciła.
– To nie skończy się tak łatwo, Haley. Tylko patrz – wymamrotała złośliwie i przygryzła paznokieć.
Tłumaczenie: Berenice96
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Tom II
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Dodatki
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6