– Hm? Nie, robili to przede mną, jakby chcieli, żebym to zobaczyła. – Joy ponownie wyjaśniła sytuację swojemu wujowi, Jasonowi, który jej nie wierzył i pytał „jak to możliwe?”. – Była też jakaś para, która próbowała zrobić zdjęcie tego samego. Ale wydawali się nowi, nie mogli złapać porządnego ujęcia, kręcąc się wkoło drzwi.
Joy śmiała się z nich przez długi czas.
– Więc? Gdzie masz zamiar je sprzedać?
– Nadal się targuję. Zapytałam w The Sunday i INSIDER, czy chcieliby kupić je na wyłączność i wszyscy dali pozytywne odpowiedzi. Pozostaje tylko określenie ceny – oznajmiła triumfalnym tonem.
Oczywiście tak właśnie powinno być. Fotki, które zrobiła, były wartościowe i pożądane przez każdą gazetę. Ludzie chcieli zobaczyć, jak Hollywoodzki dziecięcy aktor, który kiedyś błyszczał, upada. Mogą uważać się za lepszych, ale artykuły o nim uciekającym z ośrodka odwykowego sprzedały się znacznie lepiej, niż te o nim udającym się na odwyk. Ten artykuł z pewnością stanie się wielkim hitem. Drugą stroną biorącą w tym udział był Noah Raycarlton, który publicznie okazał mu litość. Wykorzystując to, Haley próbował powrócić. Kiedy to zostanie wydane, ludzie zaatakują go bezlitośnie jak śmiecia. Jason, Anna i pozostali byli bardzo podekscytowani, czekając na ukazanie się artykułu. Joy pochwaliła samą siebie za to, że wtedy nie odjechała i parsknęła.
– Ach, mam połączenie. The Sunday dzwoni jako pierwszy. – Sprawdziła telefon i zawiesiła rozmowę z Jasonem. – Halo. Zastanowiliście się nad ceną? – zapytała aroganckim głosem.
– Ach, to… – odrzekła osoba po drugiej stronie linii. – Nie sądzę, żeby nasza gazeta mogła kupić te zdjęcia.
– Co? – Joy oczekiwała usłyszeć o stu lub dwustu tysiącach dolarów, ale została zbita z tropu przez nieoczekiwaną odpowiedź. – Co pani powiedziała?
– Proszę wybaczyć. Myślę, że powinna pani poszukać innej gazety – odparła nieco zakłopotanym i naglącym tonem reporterka, która zawsze dotychczas podawała jej dobrą cenę. Rozłączyła się, zanim Joy zdążyła cokolwiek dodać.
– Ha? – Joy wykrzywiła się i spojrzała na telefon. – C-co to ma znaczyć? Sądzą, że nie mam innych opcji poza nimi?
Była zirytowana, gdy rozległ się następny dzwonek. Tym razem INSIDER.
– Ach, pan reporter? Przemyśleliście cenę? – zapytała nieco łagodniejszym tonem niż poprzednio.
– Cenę? Nie. Zadzwoniłem powiedzieć, że nie zamierzamy ich kupić.
– Co pan mówi? Nie kupicie tych zdjęć? Nie kupicie tego niewiarygodnego artykułu, który sprzeda wszystkie wasze magazyny w dwie godziny? Artykuł jest o Raynoahu, którego ludzie lubią i o upadku Haleya. Myśli pan, że tego nie kupią?
– Joy, powinnaś wziąć się w garść. Przestań myśleć o wyciskaniu wszystkiego ze swojego młodszego kuzyna, który opłacał twoje wydatki życiowe i kupił ci Ferrari. Nie sądzisz, że jest godny politowania?
– C-co pan powiedział? – zapytała oniemiała Joy.
Co on powiedział? Kiedy zadzwoniła do tego samego reportera godzinę temu, powiedział „Łał, Haley? Ach, ten śmieć… W ogóle się nie zmienia”. Nagle zaczął wygłaszać morały? Poczuła, jak jej ciśnienie skacze.
– Tak czy inaczej, nie żyj w ten sposób. – Powiedziawszy to, rozłączył się.
Joy trzymała komórkę i stała przez chwilę, cała czerwona na twarzy. Co się dzieje? Przygryzła usta, myśląc o absurdalności tej sytuacji, która kompletnie się zmieniła.
– Ile płacą? Sto tysięcy? Sto dwadzieścia? …Nie mów, że dwieście? – zapytał z ekscytacją Jason, którego połączenie było zawieszone, gdy odebrała.
– Nie. Ani The Sunday, ani INSIDER nie chcą kupić zdjęć! Jak mogą…?
– Co? – odrzekł z niedowierzaniem Jason, a Joy podrapała się po głowie. – Dlaczego? Haley zrobił coś tak szalonego… i drugą stroną był Raynoah!
– Wiesz, prawda? Wszyscy umierają z ciekawości, żeby dowiedzieć się o prywatnym życiu tego mężczyzny. – Głos Joy był ostry.
– Czy to ma w ogóle sens? Nie zażądałaś zbyt wiele? – Zaczął obwiniać Joy, jednak nie ona była winna.
– Nie dałam rady nawet wspomnieć o cenie. Wszyscy stwierdzili, że ich nie kupią, zaraz po odebraniu telefonu.
– Co? Czy to ma sens?
– Redaktor naczelny INSIDERa powiedział mi nawet, żebym nie żyła w taki sposób – wymamrotała Joy, jakby nie mogła w to uwierzyć.
– Żeby nie kupić „odkrycia prywatnego życia Raynoaha”, czy oni wszyscy poszaleli? – krzyknął Jason.
– Tak, to Raynoah… Czy to możliwe, że… być może jego strona to zablokowała? – mruknęła Joy, wzdrygnąwszy się.
– Czy to ma sens? – spytał ponownie Jason, a ona przewróciła oczami.
Jeśli się nad tym zastanowić, cały świat był ciekaw prywatnego życia Raynoaha. Co jada, z kim się spotyka, jakie są jego preferencje seksualne – wszyscy byli skupieni na każdym jego ruchu. Gdyby jakiś magazyn napisał o jego preferencjach seksualnych, nawet ona by go kupiła.
Hollywood kupi i sprzeda wszystko, nawet włos gwiazdy, która krzyknęła „naprawdę oszaleję!” i go sobie wyrwała. Raynoah nie był celebrytą, ale kimś, kto cieszył się większą popularnością niż celebryta i oczywiście artykuły na jego temat musiały wypływać każdego dnia. A jednak wszystkie wieści na temat tego mężczyzny dotyczyły jego publicznych pojawień się albo zdarzeń, które miały miejsce w obecności innych ludzi. Joy wiedziała, jak podli są paparazzi. Byli walniętymi draniami, gotowymi, by codziennie wskoczyć pod samochód, żeby tylko zrobić zdjęcie. Więc dlaczego żaden z tych drani nie zrobił zdjęcia Raynoahowi?
– Ha…? – Zmarszczyła brwi.
Możliwe, ale to nie ma w ogóle… Nie ma na świecie niczego, co mogłoby zatkać usta tym draniom. Jeśli byłoby inaczej, dlaczego księżna Diana nie mogła zatrzymać swojego samochodu na wolnej drodze?
– Joy?
– …Czy to ma sens?
Raczej niż denerwować się tym, że The Sunday i INSIDER odrzuciły jej nadzwyczajne zdjęcia, Joy była bardziej zszokowana faktem, że nigdy nie zobaczyła chociażby jednego zdjęcia Noaha zrobionego przez paparazzi. Jak to możliwe? Nie był przecież buddyjskim mnichem. Nie ma mowy, żeby nigdy nie spotkał kogoś w tym wieku. Nie, nawet gdyby się z nikim nie widywał, normalne byłoby mieć przynajmniej jeden wstydliwy artykuł zatytułowany „Dlaczego Noah się z nikim nie spotyka?”. Bo w końcu społeczeństwo chciało wiedzieć takie rzeczy!
– Czy skontaktowałaś się z jakąś inną gazetą? Powinienem spróbować? Prawdopodobnie dlatego, że podałaś zbyt wysoką…
Zirytowana Joy rozłączyła połączenie z Jasonem, który nadal nie potrafił pojąć tego nieprawdopodobnego faktu i gadał o głupotach. Przygryzła paznokcie. Sprawdziła zdjęcie Haleya z Noahem, które zapisała na telefonie. Myślała, że to będzie hit, a znalazła się w sytuacji, w której nie mogła zarobić złamanego grosza.
Nie, bardziej niż o pieniądzach myślałam o tym, że będę mogła zupełnie pogrzebać Haleya, powiedzieć mu prosto w tą obojętną twarz „Mówiłam, żebyś uważał, prawda?” i uśmiechnąć się arogancko…
Przewróciła oczami, przygryzając usta. Nie mogła zaakceptować w ten sposób porażki. Nie chciała. Zrobiła tak nadzwyczajne zdjęcia, a jednak nie mogła załatwić Haleya. On sam był szmatą, a gdy poprosiła o pieniądze na życie, to patrzył na nią jak na robaka. Chciała mu powiedzieć, że jeśli nie będzie dawał jej pieniędzy, to będzie taki na zawsze. Zostanie znienawidzony przez cały świat jako walnięty sukinsyn, który nie tylko flirtował z Raynoahem, ale też zaciągnął go do pokoju hotelowego. Dotknęła telefonu. Dokładnie w tym momencie…
Ding dong. Ding dong. Ding dong. Ktoś przyszedł do jej mieszkania, żeby się z nią spotkać. Joy zmarszczyła brwi i sprawdziła zegarek. Jedenasta. To nie był czas na codzienną wizytę.
– Kto tam? – zapytała nieco nerwowo.
Czy to może być Haley? W zeszłym miesiącu, kiedy poszła do niego skarżyć się na wezwanie do zapłaty, rzeczywiście wyglądał na trochę obłąkanego. Z groźnym spojrzeniem, wycelował do niej z pistoletu i uśmiechnął się podle. Ta przerażająca mina, którą zrobił, gdy powiedział „jeśli chcecie zniszczyć mi życie, zatrudnijcie najpierw ochroniarza”, parę razy pojawiła się w jej snach i przyprawiła ją o dreszcze. To nie może naprawdę być Haley, prawda? Zdenerwowana uchyliła lekko drzwi. W przerwie pojawił się bardzo wysoki mężczyzna.
– Proszę wybaczyć tak późną porę. Jestem Phil Hepson. – Wręczył jej wizytówkę przez szparę.
Na jednej stronie tej gustownej i luksusowej karty widniał napis „Raycarlton” wykonany elegancką czcionką. Kiedy odwróciła ją na drugą stronę, zobaczyła nazwisko i stanowisko: „Osobisty Sekretarz, Phil Hepson”.
– Jestem osobistym sekretarzem pana Raycarltona. Przyszedłem tutaj, aby porozmawiać o zdjęciu, które chciała pani sprzedać gazetom The Sunday i INSIDER.
Joy przełknęła głośno ślinę. Odhaczyła łańcuch i otworzyła drzwi. W rzeczy samej był to ten sławny sekretarz, zawsze stojący za Raynoahem. Przyszedł porozmawiać o zdjęciu?
– Proszę wejść. – Joy dała mu pozwolenie, a on skinął głową i wszedł do środka.
Zrobiła mu miejsce na kanapie.
– Przyszedł pan tutaj, aby kupić zdjęcie? Ile pan proponuje? – zapytała, ukrywając swoje podekscytowanie.
Myślała, że nie dotknie żadnych pieniędzy przez to, że gazety w ogóle nie chciały tego kupić, lecz skoro strona Raycarltona była zainteresowana, uznała, że prawdopodobnie jednak coś zyska. Oczywiście w takim przypadku nie może pogrzebać Haleya, ale w razie czego zrobi mu nowe zdjęcie. Na pewno znowu popełni błąd. Jednakże Phil powiedział coś zupełnie innego, niż się spodziewała.
– My nie negocjujemy. Oferujemy, że za odzyskanie danych niczego pani nie zrobimy.
– Co pan mówi? Odzyskanie?
Nic nie zrobią? Joy oniemiała, gdy usłyszała jego zimne słowa.
– Tak, pani Joy Clank. Nie będzie pani w stanie sprzedać tego zdjęcia do żadnej gazety. Żadna gazeta nie kupi, nie sprzeda, ani nawet nie wspomni prywatnego życia Raycarltona. Taka jest zasada – odrzekł spokojnie Phil i wyciągnął dokument.
– Kontrolujecie media? Robicie coś takiego?
– Tak. Ale tylko odnośnie do jego prywatnego życia.
Mówił tak, jakby mogli zrobić więcej, lecz z tego nie korzystali. Joy wykrzywiła usta i wpatrywała się w niego. Phil popchnął do przodu wyciągnięty wcześniej dokument.
– To jest zapłata za przekazanie wszystkich danych oraz zachowanie milczenia.
„Zapłata za przekazanie wszystkich danych oraz zachowanie milczenia: Joy Clank nie zostanie wyrządzona żadna szkoda”. Tak brzmiało jedyne zdanie zapisane na kartce.
Joy zatrzęsła się, patrząc na Phila.
– Mówisz, że zabierzesz dane bez żadnej korzyści dla mnie? Nie pochlebiaj sobie, to jest moje zdjęcie!
– Pani Clank. – Mężczyzna zerknął na zegarek. – Nie przyszedłem tutaj, żeby negocjować. Przyszedłem, żeby pani grozić.
Jego spojrzenie było szczere. Joy przyglądała mu się przez chwilę, wykrzywiła się i cofnęła.
– Hah… Ha ha! Nie mogę powiedzieć ani słowa… – wymamrotała. Ociągając się, chwyciła telefon, który trzymała obok biurka z komputerem. – Jesteście aż tacy wspaniali…
Phil zmarszczył lekko brwi. Wstał i obserwował, jak śmieje się niczym szalona suka, trzymając w dłoni komórkę. Usiłował ją zatrzymać, ale uśmiechająca się słabo kobieta była szybsza. Oparła się o biurko, jakby chciała na nim usiąść i pokazała Philowi listę z wysłanymi wiadomościami.
– Ostatnimi czasy moi krewni są dosyć wściekli na Haleya. Skoro nie mogę sprzedać zdjęcia do gazety, chyba w porządku będzie oglądanie go i cieszenie się nim w naszych kręgach, prawda? To moje prywatne życie.
Na jej liście wysłanych wiadomości znajdowały się numery około siedmiu osób, które nie mogły dostać od Haleya swoich zwyczajnych pieniędzy na życie. Zwłaszcza Anna, która została aresztowana za agresywne zachowanie, znajdowała się na samej górze listy. Phil zmarszczył brwi. Joy zaśmiała się, widząc jego nieco zdumiony wzrok.
– Ci dwoje do obrzydzenia lubią pisać w internecie o swoich prywatnych sprawach.
– Pani Clank.
– Och. Sandra już wstawiła post na Twitterze – zakrzyknęła z ekscytacją Joy po sprawdzeniu telefonu. Jeden, dwa… wiadomość już się rozniosła. – Poddajcie się. Nawet jeśli macie wpływy, żeby zablokować wszystkie media na świecie, będzie to bezużyteczne. Sam Bóg nie może tego zatrzymać.
Poprzez jej wiadomości oraz portale społecznościowe już ponad dwadzieścia osób udostępniło zdjęcie na swoich kontach. Joy wiedziała z pewnością, że rozejdzie się w mgnieniu oka po całym świecie. Zamknęła z trzaskiem klapkę telefonu, zobaczywszy obojętną minę Phila.
– I czy nie jest to niezła sytuacja dla Raynoaha? Pewnie jest zirytowany Haleyem. Korzystając z tej szansy, może się go całkowicie pozbyć. – Przekrzywiła usta i uśmiechnęła się.
Phil wyciągnął swój telefon i zadzwonił do kogoś.
– Tak. Nie. Tak. Dobrze, rozumiem. – Porozmawiał z kimś, otrzymał jakieś rozkazy i ostatecznie zakończył połączenie. Następnie spojrzał na Joy.
– Miała pani rację, pani Clank – zgodził się z nią Phil.
Portale społecznościowe były miejscem, do którego mogły natychmiast zajrzeć setki i tysiące ludzi i nawet Noah nie mógł tego kontrolować. Co prawda czasami zdarzało mu się robić rzeczy, których nie mógł zrobić nawet Bóg, lecz jednak nadal było to niemożliwe.
– Ale proszę lepiej zapamiętać, że Bóg nie może również powstrzymać pani życia przed zrujnowaniem. Więc nie ma potrzeby się gorliwie modlić. – Włożył dokument do swojej teczki, po czym wstał. – Pani oraz krewni, którzy dostali pani wiadomość, wszyscy wiele stracą za marny zysk. Mogłoby być lepiej, gdyby znała pani powód, dlaczego media zachowywały milczenie. Nie dlatego, że kochają Noaha, ale dlatego, że się go boją.
– Co…
– Jeśli myśli pani, że nie ma nic do stracenia, wkrótce się pani dowie. Że ma pani aż tyle.
Przyjaciele, rodzina, majątek i oczywiście rzeczy takie jak status, duma, współczucie, od wszelkiego rodzaju ludzkich spraw do człowieczeństwa – nawet najbardziej podstawową świadomość bycia człowiekiem. Ostatecznie stracą wszystko. Włącznie z wolą życia…
Phil, po raz pierwszy podczas swojej wizyty, uśmiechnął się powoli do Joy, która zamarła. Była to drwina z kogoś, kto dokonał najgorszego możliwego wyboru znanego człowiekowi.
***
Mason wiedział, że to sen. Sny i rzeczywistość były wyraźnie odmienne. Dlatego, że nieważne ile razy w czasie snów nie powiedział do siebie „to wydaje się takie prawdziwe”, rzeczywistość była dużo bardziej alarmująca. Prawdziwe uczucie zimnych, twardych palców Noaha gładzących jego talię oraz miękkich, ładnych ust ssących jego sutki… Kiedy przeżył to naprawdę, jedynie wyobrażanie sobie tego doprowadzało go do drżenia. Było to tak wspaniałe, że mózg Masona naprawdę zamieniał się w galaretę. Nie, żeby nie potrafił odróżnić snu od jawy – rzeczywistość w rzecz samej była dużo wspanialsza. Ale jednak nie mógł powstrzymać się od przygryzienia ust.
– Uch… Ugh. – Spomiędzy jego warg wyślizgnął się cichy jęk, zawstydzająco podobny do kobiecego.
Nawet kiedy przygryzał wargi i zasłaniał usta, uciekał z nich jękliwy odgłos. Wszystko z powodu Noaha, który wepchnął palce do jego odbytu i stale naciskał wnętrze. Mężczyzna przyciskał miejsce, w którym mógł wyczuć piercing i to pulsujące wrażenie za każdym razem sprawiało, że Mason drżał. Jego penis już znajdował się w stanie erekcji.
Noah, leżący pomiędzy szeroko rozchylonymi nogami Masona, od czasu do czasu lizał okolice jego wejścia, a Mason trząsł się i chwytał go za włosy. Miękkość jasnych włosów pod jego rękami sprawiała, że przypominał sobie moment, gdy naprawdę ich dotykał. Niewinna chwila zaczynała być splamiona pożądaniem. Ruchy palców zawiniętych dookoła włosów Noaha nie były miłe i delikatne – były to ruchy człowieka niezdolnego do zapanowania nad swymi żądzami.
– Uch, nie, ach, ach…
Liczba palców rozszerzających jego wnętrze wzrosła od jednego do dwóch, a teraz w środku znajdowały się cztery. Ten, który włożył w niego parę palców, aby go rozepchać, teraz chwycił wytryskującego już członka.
– Nie masz cierpliwości.
Ścisnął go, jakby chcąc powstrzymać wytrysk, a ruch ten sprawił, że Mason doszedł, nie pozostawiając nawet kropli. Noah zmarszczył brwi i uśmiechnął się pięknie. To była urodziwa twarz. Miał mokre od potu włosy oraz lekko zarumienione policzki. Spojrzenie mężczyzny wypełniał ognisty żar, natomiast jego usta były erotycznie czerwone. Wilgotne i miękko wyglądające wargi były nieco bardziej nabrzmiałe niż zazwyczaj. Noah zazwyczaj miał ładną twarz, lecz w czasie seksu był niezaprzeczalnie piękny i zmysłowy.
Mason poczuł, że się rumieni i przygryzł usta, a Noah zmusił go do leżenia na łóżku. Następnie rozpiął swoje spodnie i wydobył członka ze slipów.
– Nie, nie, czekaj…
Mason wstał, chociaż był całkiem przygotowany, by to zrobić. Ta część różniła się od lepkiego i wyuzdanego seksu, o którym wcześniej śnił. Miała nowe odbicie w rzeczywistości, więc była bardzo kłopotliwa. Piękna twarz oraz ciało Noaha, a także jego niebezpiecznie wyglądający penis, nie zniknęły.
– Nie, to się nie uda. Nie podoba mi się to – wymamrotał Mason, po czym cofnął się, lecz mężczyzna złapał go za kostki i przyciągnął z powrotem. I wepchnął swojego członka w szeroko rozwarte wnętrze Masona.
– Hah… – Rozchylił swoje kształtne usta i wypuścił powietrze.
Mason wstrzymał oddech i uchwycił się jego ramienia. Spory penis jasnowłosego wtłaczał się ciężko do środka.
– Teraz cały wejdzie do środka, więc przestań się zaciskać, hm? – wyszeptał erotycznie Noah, który przyssał się do jego ucha.
Zadrżał i jęknął. Chciał pokręcić głową i powiedzieć „nie, proszę to wyjąć”, ale z jego ust uciekł jedynie pożądliwy jęk. Nawet on sam uważał, że brzmi, jakby błagał o więcej.
– Ach, uuch…
– Kurwa, jaki seksowny… – wymamrotał. Potarł członek Masona, który już wysoko sterczał, chociaż Noah wsunął się dopiero w połowie.
Mason trzymał się teraz jego ramion, równocześnie przygryzając wargę, ponieważ nie wiedział, co chce zrobić. Z jednej strony chciał przestać, a z drugiej pojawiała się powierzchowna myśl, że to, tak czy inaczej, tylko sen. Podczas gdy on się wahał, Noah rozłożył szerzej jego nogi i wcisnął się głęboko. Nieustannie w niego wchodził. Gdy twardy penis wbił się do samego końca, a włosy łonowe oraz jądra Noaha zetknęły się z jego pośladkami, całe ciało Masona pokrywał pot i jego stojący członek już wylewał z siebie nasienie.
– Haaa…
Trząsł się z powodu odczucia przechodzącego przez jego talię i obejmował plecy blondyna. Noah powoli napierał swoimi biodrami. Wydając z siebie lubieżny odgłos, Mason zacisnął mocno powieki, ponieważ miał wrażenie, że zaraz upadnie – tak po prostu. Mężczyzna gryzł jego usta i poruszał biodrami, a Mason dyszał, krzyczał, jęczał i trzymał się go.
– Aaach, ach...
Słyszał niski śmiech pomiędzy własnymi pojękiwaniami.
– Aż tak ci się to podoba? Czy ten kutas jest taki smaczny, Mason? – zapytał Noah z rozbawieniem.
Mason otworzył szeroko oczy, usłyszawszy własne imię i wpatrywał się w Noaha. Te zielone oczy błyszczały i również się w niego wpatrywały, jakby były zdumione.
…
Siedział na łóżku z bezmyślną miną.
Za oknem śpiewały ptaki. Był ranek. Z twarzą pozbawioną wyrazu zerknął na dolną część swojego ciała, która nie była mokra, a przesiąknięta. Przetarł twarz dłonią, nie potrafiąc rozeznać się, czy bardziej nienawidzi rzeczywistości, czy snu. Zdążył już mieć dwa mokre sny o Noahu.
– Dlaczego to musi być ten facet? – wymamrotał i wkrótce powiedział do siebie: – Nie, to może się wydarzyć.
Zeszłej nocy Noah był naprawdę nieprzyzwoity. Zastanawiał się, co takiego robił, że jego umiejętne pieszczoty i pocałunki doprowadziły – pomimo bycia w ciele Haleya – zwykłego, heteroseksualnego gościa do drżenia. A wyobrażanie sobie tej pięknej twarzy na łóżku już sprawiało wrażenie oszukiwania, hetero czy nie.
…
Mason, który wypróbował wymówkę „to nie moja wina”, wkrótce zapytał siebie samego: ale dlaczego Noah? Przymknął usta i spojrzał na dolną część swojego ciała. Zaraz po mokrym śnie myślał, że będzie przebudzony, gdy to zrobi, ale to, to było naprawdę…
Mason śnił przez chwilę na jawie, rozmyślając o ludzkich żądzach, duszy i ciele. Nie wiedział nawet, o czym myśli. Wstał powoli. Nie miał już czasu na zamoczenie pościeli w wodzie przed przyjazdem Tony’ego.
Dzisiaj był pierwszy dzień nagrań do filmu Real.
***
– Proszę wybaczyć – przeprosił Phil, pochylając głowę.
– Twitter, tak? Ostatnimi czasy się tego używa – mruknął cicho Noah i przejrzał stertę porannych gazet oraz internetowych artykułów na swoim biurku.
Wypuszczonych ujęć było łącznie pięć. Zdjęcia zostały zrobione raz za razem. Przedstawiały Haleya chwytającego jego rękę i pośpiesznie otwierającego drzwi pokoju, wpychającego go do środka, a następnie wchodzącego za nim i zamykającego drzwi. Było zdjęcie przybliżone i powiększone. Wszystkie nagłówki miały krytyczną treść oraz wykrzykniki.
Haley znowu to zrobił!
Haley Lusk powinien przeprosić Noaha!
Stał się najgorszą suką. Jak mógł?
Poważnie, nieopanowany! Czy odpadnie z filmu „Real”, na którego imprezie był ostatnio?
Noah zaśmiał się nisko, widząc prowokacyjne nagłówki o Haleyu. Zbyt przestraszeni, aby rozdmuchać sprawę, bo dotyczyła prywatnego życia Noaha, ale wystarczająco rozsądni, by nie zignorować dwuznacznego zdjęcia na Twitterze. Więc wyglądało na to, że wszyscy wycelowali w Haleya, pisząc swoje artykuły.
– Jestem nieco zawiedziony. Nie mogłeś zablokować nawet tego?
– Przepraszam.
Zamiast wymyślać wymówki, Phil pochylił się jeszcze niżej, a Noah usiadł naprzeciwko biurka i pokiwał palcem.
– Nie, cóż. Może to wyjść na dobre… – wymamrotał cicho, a Phil podniósł głowę, usłyszawszy te słowa. – Hm. Jak wygląda dzisiaj nasz grafik? – zapytał, spychając gazety na jedną stronę i chwycił leżący pod nimi harmonogram.
Jego pytanie nie dotyczyło rodzaju pracy zarezerwowanej na najbliższą przyszłość. Ponieważ zawsze rzetelnie obchodził się z całym swoim harmonogramem, nigdy o to nie pytał. Miał na myśli to, czy może pozbyć się dzisiejszej pracy.
– Nie ma pan na dzisiaj niczego specjalnie ważnego.
– Naprawdę? Więc odwołaj wszystko do wieczora.
Phil sądził, że Noah powie tylko o odwołaniu zadań na około dwie godziny, jednakże przytaknął i zapytał:
– Co pan planuje zrobić?
Gdy Noah usłyszał pytanie sekretarza, uśmiechnął się promiennie, jakby tego oczekiwał.
– Mam zamiar złapać motyla?
– Proszę?
Że jak? Phil uznał, że musiał źle usłyszeć, więc powtórzył pytanie. Jednak jasnowłosy po prostu odłożył harmonogram.
– To metafora – odparł. – Myślę, że najpierw będę trzymał go blisko siebie i rozmawiał. Powolne przeprowadzenie ostatecznego potwierdzenia będzie w porządku – Dodał coś jeszcze bardziej bezsensownego, uśmiechając się przy tym jasno.
Phil, który ogłosił dzień wcześniej śmierć Masona, wpatrywał się teraz w Noaha, wydającego się w dziwnie pełnym werwy nastroju. Podejrzane…
Przewidywał, że Noah będzie miał odległy uśmiech i opętańczą aurę, wyglądając tak, że jego śmierć tego samego dnia nie byłaby zaskakująca. Jednak wcale nie wyglądał on inaczej niż zazwyczaj. Nie, wyglądał lepiej niż zwykle.
Noah, który zerknął ponownie na zdjęcie Haleya, odwrócił swój fotel i spojrzał przez okno.
– Och, zdaje się, że dzisiejsza pogoda będzie dobra. Czy powinniśmy wypłynąć jachtem? – powiedział zrelaksowanym tonem.
***
– Haaaaaa…
– Dużo wczoraj wypiłeś? – zapytał Tony, po tym, jak Mason wydobył z siebie długie ziewnięcie i zamrugał, patrząc na mocno zakorkowaną drogę.
Mason podrapał się po policzku.
– Gdybym tylko naprawdę spożył alkohol…
Gdyby zachowali się w ten sposób pod wpływem alkoholu, byłoby w porządku. Ale w związku z tym, że obie strony były zupełnie trzeźwe, wszystko było bardziej niewygodne. Cóż, z jednej strony próbował przekonywać samego siebie „takie rzeczy się zdarzają, to ludzka sprawa”. Jednak czegokolwiek sobie nie powtarzał, miał wrażenie, że jeśli znowu zobaczy twarz Noaha, będzie myślał jedynie o ostatniej nocy.
– Nie, możemy się już nie zobaczyć.
Właściwie, będąc w takiej relacji, nie musieli się martwić spotkaniem ze sobą.
– Co? Co zobaczyć? – zapytał Tony, gdy usłyszał jego mamrotanie, a Mason potrząsnął głową.
– To nic. Ach, ale czy nie jesteśmy spóźnieni? Słyszałem, że nagrania zaczynają się o dziewiątej – zapytał, patrząc się na zegarek, który już pokazywał 8:52, a Tony odpowiedział, patrząc na ogromny korek:
– Myślę, że spóźnimy się parę minut… Nie wiem, czy ktokolwiek przyjedzie równo o dziewiątej. Czy wszyscy nie upili się zeszłej nocy? Reżyser w ogóle się obudził? – zapytał podejrzliwie Tony.
Mason zaczął się martwić, czy Vick dotarł bezpiecznie do domu. Ponieważ nie był ładną dziewczyną, nic by się nie stało, gdyby zasnął na zewnątrz. Jednak wczoraj wepchnął reżysera do windy tylko dlatego, że chciał uratować Noaha, nacisnął losowy guzik i go odesłał.
– Och, cóż, sponsor jest ważniejszy niż reżyser, sam wiesz – wymamrotał pod nosem wymówkę i dokładnie we właściwym czasie jego telefon zabrzęczał.
To był Vick, jedna z niewielu osób zapisanych w telefonie, który Tony kupił mu w zeszłym tygodniu.
Co to za miejsce?
Mason wpisał odpowiedź.
Skąd mam wiedzieć?
Biip, biip. Vick wkrótce odpisał.
Wyrzuciłeś mnie wczoraj, prawda?
Myślę, że się to panu przyśniło.
Druga strona zamilkła na jakiś czas po nieszczerej wiadomości Masona. Jednak nadszedł kolejny sms:
Śniło mi się, że biłeś mnie po twarzy i powiedziałeś, że nie mogę tutaj sikać.
Mason przymknął usta na krótką chwilę i wpatrywał się w wiadomość. Wyłączył ekran i schował telefon do kieszeni. Doszły z niej kolejne dźwięki zawiadamiające o otrzymaniu nowej wiadomości, lecz udawał, że tego nie słyszy.
– O co chodzi? Coś się stało?
– …To nic. Jest coś, przez co mogę stracić pracę przy tym filmie.
Nie ma mowy, żeby wywalili go tylko za coś takiego, ale skoro nie był stuprocentowo przekonany, powiedział o tym Tony’emu, a mężczyzna zadrżał.
– Co? Spowodowałeś jakieś kłopoty?
– To naprawdę nic takiego. Nie powiesz, że ktoś spowodował kłopoty przez wrzucenie reżysera do windy, prawda? Jak tutaj nazywają coś takiego? – wybełkotał Mason, zastanawiając się nad funkcjonowaniem Hollywood, z którym nie był zaznajomiony.
– Wrzuciłeś reżysera do windy? Vicka? – zapytał Tony z zaskoczeniem. – Jak… Dlaczego to zrobiłeś, Liz?
– …To… Próbował sikać w miejscu publicznym – odparł ogólnikowo.
– Uch… – odparł Tony i przymknął usta. Jego twarz wyrażała „Naprawdę? W takim razie nie mogłeś zbyt wiele zrobić”. Po chwili z syknięciem dodał: – Jednak…
Około 9:20, po przejechaniu przez zakorkowane ulice, wreszcie dojrzeli wejście na plan filmowy.
– …Uch? Skąd tutaj tylu ludzi? – Tony zakręcił lekko.
Miał minę, jakby uważał, że to musi być jakaś pomyłka. A wszyscy wrzeszczący ludzie, stojący pod wejściem na plan, odwrócili się, by spojrzeć w ich stronę. Ni z tego, ni z owego, wszystkie lampy błyskowe zaczęły migać jak szalone.
– Haley! Haley!
– Powiedz nam jedno! Haley? Haley!
– Co ty sobie myślałeś, robiąc coś takiego? Byłeś pijany? A może tym razem znowu kokaina?
Wpychali obiektywy tuż pod ich twarze, błyskając bez opanowania i podtykali im swoje mikrofony. Grzebiąc się, Mason wyciągnął parę okularów przeciwsłonecznych ze schowka w samochodzie i je założył. Jednak nawet w okularach, światła nadal były zbyt jasne i oślepiały go.
– Li-Liz, co takiego wczoraj zrobiłeś…? – zapytał Tony z przestrachem.
Mason zmarszczył lekko brwi. Chociaż Hollywood było dziwnym miejscem, raczej nie działo się to tylko dlatego, że porzucił reżysera w windzie. Może plan udawania, że reżyser miał zamiar wysikać się publicznie, było czymś, co ludzie krytykowali?
– Czy możemy w ogóle dostać się na plan? – zapytał, wskazując na Chase’a i ekipę, którzy machali rękami.
– Jeśli reporterzy wyglądają na tak zdeterminowanych, nie możemy się ruszyć nawet o centymetr – odparł Tony z ponurą miną. – Wyglądają, jakby chcieli zrobić artykuł, nawet jeżeli zostaną potrąceni przez samochód.
Mason syknął. Dokładnie w tym momencie jego telefon zadzwonił i chociaż chciał to zignorować, zobaczył jak Gloria do niego macha, po czym odebrał połączenie.
– Haley? Co się dzieje?
– Odebrałem, bo sam też chciałbym wiedzieć.
– O, Boże. Stoisz tam, nawet niczego nie wiedząc? Czy masz internet w telefonie? Szybko, sprawdź to!
Rozłączył się i włączył internet. Gdy wpisał w Google „Haley Lusk”, po krótkim ładowaniu wyskoczyła ogromna ilość artykułów. Były nawet robione na bieżąco zdjęcia tego, jak przegląda właśnie internet.
– …Achhh. O to chodzi – wymamrotał, widząc wszystkie nagłówki i zdjęcia.
– C-co? Co to jest? – zapytał Tony z szokiem wypisanym na twarzy, a Mason podrapał się po policzku. – To jest fotomontaż, prawda? Racja? Nie mów, że naprawdę wciągnąłeś siłą Noaha do pokoju hotelowego?
– Ach, to… To nie jest fotomontaż – odrzekł, starając się unikać wzroku menadżera.
– Zaraz po tym wyszedłeś, prawda? Zdjęcie może zostało tak zrobione, ale wszedłeś tam, bo coś się stało i wyszedłeś od razu, a nic się nie wydarzyło, racja?
Zamiast odpowiedzieć, Mason podrapał się po policzku. Ujęcia rzeczywiście były bardzo wyraźne. Od razu, gdy się na nie popatrzyło, naprawdę wyglądało to tak, jakby siłą wlókł Noaha i brutalnie wpychał go do pomieszczenia. Mógł przewidzieć, kto opublikował to w mediach społecznościowych. Wiedział, że Joy chodziła za nim wszędzie zeszłej nocy. Wiedział o tym, ale… Pamiętał do czasu, gdy odprowadzał Vicka do pokoju, a następnie zobaczył Aarona i już w ogóle nie miał czasu na myślenie. To, co wydarzyło się później z Noahem, pozbawiło go zdolności rozumowania w jeszcze większym stopniu, jednak mimo wszystko nie zapomniał o sprawie tak do końca. Ale szczerze mówiąc, nie przypuszczał, że wyjdzie z tego aż taka afera.
– Cóż, po prostu weszliśmy do pokoju hotelowego, dlaczego robią takie zamieszanie?
– Wleczenie siłą jest problemem!
– Cóż, wiesz, jak mocno potrafi uderzyć ten mężczyzna? – Miał na myśli, że zaciągnął go siłą, ale nie zgwałcił ani nic podobnego, lecz Tony spojrzał na niego zszokowanym wzrokiem.
– Zostałeś uderzony przez Noaha? Co ty najlepszego zrobiłeś? Co takiego musiałeś zrobić, żeby ten anielski mężczyzna uderzył człowieka? – Tony trząsł się, a Mason zamilknął.
Mimo to atmosfera była zbyt poważna. Noah nie był cnotliwym, młodym dwudziestolatkiem. Rzeczywiście wyglądał, jakby wleczono go siłą, ale Mason nie miał przecież pistoletu albo noża. Poza tym to właśnie on został zaatakowany.
Rozmyślał, pocierając swój nadal obolały kark, a nagle flesze zaczęły błyskać z jeszcze większą częstotliwością. Gdy się odwrócił, z taksówki stojącej naprzeciwko planu wychodził wyglądający na skacowanego reżyser Vick.
Vick, który wydawał się mieć zamiar podbiec zaraz do Masona i wykłócać o to, że został porzucony, teraz robił zdezorientowaną minę, stojąc naprzeciwko tłumu reporterów. Zbliżył się do Masona z przerażonym wyrazem twarzy, naprawdę wierząc w to, że posikał się zeszłej nocy, a reporterzy rozdzielili się, robiąc nieco miejsca dla Tony’ego. Menedżer wyczuł swoją szansę i nacisnął na pedał gazu, chcąc dojechać na plan, jednak samochód nadal nie mógł dotrzeć zbyt daleko i musiał się zatrzymać. Gromada ludzi ponownie otoczyła pojazd. Uznali zapewne, że lepiej będzie mieć wiadomości od strony Haleya niż Vicka. Mason westchnął i rozejrzał się, a w tym momencie pojawiła się jedyna osoba mogąca zmusić ich do odejścia. Z oddali nadjeżdżał biały Mercedes-Benz SLR McLaren. Ktoś wybełkotał „To Noah!” i wszyscy reporterzy, którzy blokowali ulicę jak szaleni, nagle oderwali się niczym odpływająca fala. Tony uznał, że teraz ma okazję i dodał gazu, a samochód szarpnął się nieco do przodu, nadal nie mogąc uniknąć uderzenia pojedynczych przybłęd. Dochodziła dziesiąta.
– Jeśli tak nadal pójdzie, to słońce zajdzie, zanim dotrzemy na miejsce. – Mason westchnął, pomyślał naprędce i wyszedł z pojazdu.
– Liz! – wrzasnął w panice Tony, ale Mason zamknął drzwi i pomachał do niego, jakby chciał pokazać, że będzie dobrze.
To było trochę niesprawiedliwe, ale nie mógł zostawić nagrań tylko ze względu na problem, który spowodował. Rzecz jasna czuł się źle wobec Noaha za skierowanie na niego tych diabelskich reporterów.
– Haley. Z jakiej racji naprzykrzasz się Noahowi?
– Haley! Haley?
– Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, że zachowałeś się wobec niego skandalicznie?
Mason rozważał odpowiedź „to nie było naprawdę aż tak skandaliczne”, lecz jedynie podrapał się po twarzy, wpatrując się w ludzi otaczających samochód Noaha. Drzwi Mercedesa otworzyły się i jako pierwszy wyszedł Phil, który następnie otworzył te znajdujące się z tyłu. Podczas gdy flesze nadal błyskały jak szalone, Noah jedynie siedział tam z nieodgadnioną miną. Nie, wyglądał tak naprawdę na nieco niezadowolonego.
Ponieważ pozostał w takiej pozycji przez dłuższy czas, w pewnym momencie błyski zaczęły się trochę uspokajać. Dokładnie w tej chwili Noah wyszedł z samochodu. Ze względu na to, że opuścił pojazd i wpatrywał się w Masona, reporterzy zrobili dla niego przejście niczym rozstępujące się Morze Czerwone.
– Panie Raycarlton, czy wreszcie ma pan zamiar powiedzieć coś Haleyowi?
– Czy może pan powiedzieć słowo na temat wczorajszego wydarzenia do publiki, która jest ciekawa?
– Jak się pan czuje? Czy nie uważa pan, że to Haley rozprowadził zdjęcia?
– Co ma pan zamiar powiedzieć najpierw? Zgodnie z oczekiwaniami przyjechał pan tutaj, żeby się na niego wściec?
Wszyscy uważali, że Noah wścieknie się na Haleya albo go publicznie upokorzy. Nieważne, jakich spokojnych słów by nie użył, byli gotowi wymyślić prowokacyjną scenę albo dodać jakieś słowa, aby to zrobić. Szykował się bardzo gorący artykuł. Reporterzy układali już treść artykułów w swoich głowach, rozpoczynając od „Noah, który pojawił się na planie filmowym, od samego początku miał bardzo niezadowolony wyraz twarzy”. Nękali jasnowłosego, aby udzielił odpowiedzi. Noah westchnął.
– Proszę wybaczyć. To prywatna sprawa – odpowiedział, odprawiając wszystkie mikrofony, które się przed nim znajdowały i poszedł w stronę Masona.
Mason wgapiał się w stojącego tuż przed nim Noaha, po czym powiedział „Mm” z oszołomionym wyrazem twarzy. Po pierwsze powinien przeprosić. Tak czy inaczej, osobą odpowiedzialną za zrobienie i rozprowadzenie zdjęć była kuzynka Haleya. Formalnie nadal była jego kuzynką, a sława Haleya nie istniała tak naprawdę od samego początku. Jednak wyglądało na to, że ta sprawa mocno uderzyła w Noaha. Prawdą było również to, że właśnie on zaciągnął go do pokoju hotelowego. Chociaż chciał uratować mu życie, mimo wszystko nie była to decyzja, którą sam mógłby podjąć, więc nie powinien przerzucać winy na kogoś innego.
W każdym razie, czy zostanę wyrzucony z filmu? Nie mam żadnych tęsknych żali co do bycia aktorem, ale milion i sto tysięcy to za dużo do stracenia.
– Uch… – próbował przeprosić Noaha, który stał tuż przed nim, ale ten uśmiechnął się promiennie, mrużąc oczy.
– Haley – odezwał się do niego łagodnie, chwycił go za rękę i dodał: – Przyjechałem tutaj, by cię odebrać.
– …Hę?
Mason zamrugał, słysząc słowa, które mężczyzna wypowiedział po zbliżeniu się do niego, jakby miał zamiar go przekląć, a otaczające ich pomruki nagle ucichły. Odebrać go? Noah Haleya? Zabiera go do sądu czy na posterunek? Miny wszystkich dookoła to sugerowały, a nawet sam Mason odnosił takie wrażenie. W środku całego tego zamieszania Noah, który jako jedyny promiennie się uśmiechał, odwrócił się w stronę odtrąconego niezręcznie na bok Vicka.
– Wygląda na to, że dzisiejsze nagrania się nie odbędą. Mogę go zabrać, prawda, Vick? – zapytał, trzymając rękę Masona, którą chwycił.
Po przyjrzeniu się spojrzeniom ludzi i tej sytuacji, Vick zaczął dociekać z dezorientacją:
– Hę? Hęęę? Dlaczego Haley?
– Ze względu na dobry wiatr wypuściłem swój jacht na morze.
„Więc?” pomyśleli wszyscy, gdy Vick zapytał:
– Więc?
Noah wyglądał, jakby myślał „co chcesz przez to powiedzieć?”, „Dlaczego pytasz o coś tak oczywistego?”.
– Oczywiście dlatego, że chcę zjeść lunch na jachcie razem z Haleyem. Co o tym sądzisz, Haley? Może nie lubisz przebywać na jachtach? Zarezerwowałem stolik w restauracji, ale skoro pogoda jest przyjemna…
„Chodzi o to, dlaczego chcesz zjeść lunch z Haleyem? Dlaczego w ogóle się starasz? Nie tylko na jachcie, ale zarezerwować też restaurację, to wszystko, żeby Haley cię lubił?” – Wszyscy wgapiali się w niego bezmyślnie, zupełnie jakby mieli do rozwiązania przerażające zadanie matematyczne, którego nikt nie rozumie.
– Haha – roześmiał się niezręcznie Vick. – Jeść posiłek na jachcie, to… jest jak randka?
Noah zaśmiał się.
– Mówisz coś dziwnego.
Wszyscy zrelaksowali się, gdy to usłyszeli. Myśleli, że mogli popełnić błąd, ponieważ Noah zaczął mówić nagle o jachtach i restauracjach takim słodkim tonem. Ale Noah jeszcze nie skończył.
– Oczywiście, to jest randka. Nie „jest jak randka”, ale „to jest randka”. – Złapał mocno rękę Masona i się uśmiechnął.
Randka z Haleyem… Wszyscy przeżuwali to przez chwilę.
Osobą, która w największym stopniu nie mogła zrozumieć słów Noaha, był sam Mason. Noah odwrócił się ku niemu, uśmiechając tak słodko, jakby miód miał zaraz zacząć skapywać. Mason zmarszczył lekko brwi, wpatrując się w jego oczy. Widok był jeszcze bardziej oślepiający niż w przypadku stania naprzeciwko migających fleszy.
– Skoro tak, wydaje się, że wszystko jest w porządku. Powinniśmy iść?
…
„Co? Co jest w porządku? Co wy wyprawiacie?” – nikt nie mógł się odezwać.
Mason, trzymany przez Noaha za rękę, został zaciągnięty do Mercedesa.
Nawet profesjonalni reporterzy oraz paparazzi, którzy nigdy nie zapominali nacisnąć przycisku aparatu, zostali pozostawieni niczym wmurowani, podczas gdy tych dwoje opuszczało plan.
Tłumaczenie: Berenice96
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Tom II
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Dodatki
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6
Oh, co siem tu stałło???