Kill the Lights

Rozdział 741 min. lektury

Kiedy Mason zjeżdżał windą z Noahem, zerknął na niego z ukosa. Mężczyzna miał nieco ospałą twarz i odgarniał włosy do tyłu. Jego zielone oczy wydawały się nieprzytomne.

Nie możesz zabić człowieka w takim miejscu.

Kiedy Mason to powiedział, czuł się trochę niejasno. Noah celował w niego z pistoletu, świadomie lub nie, a broń się trzęsła. Jego ładne oczy płonęły. Położył swój blady palec na spuście i Mason pomyślał, że to już nie jest pusta groźba – on naprawdę strzeli. Uznał, że powiedzenie czegoś poprawi sytuację, jednak kiedy wspomniał o miejscu, twarz Noaha wykrzywiła się w okropny sposób. Ze względu na jego zesztywniałą twarz, która wyglądała, jakby usłyszał coś nadzwyczaj przerażającego, Mason musiał podać jakąś wymówkę.

Ściany są cienkie. Ten wystrzał przed chwilą, za ścianą pewnie to usłyszeli, a ty jesteś znaną osobą, więc… I ktoś mógł widzieć, jak tu wchodzisz… W-więc możesz mnie oszczędzić? – zapytał Mason uniżonym tonem.

Kiedy Mason popatrzył na Noaha wzrokiem sugerującym, że odpowie na każde pytanie, jeżeli zada je po raz drugi, ten powoli zamrugał. Mrugnął tak parę razy, jakby obserwował inną osobę.

Ach… Ach. Ach… Nie ma mowy – wymamrotał do siebie, lecz z jakiegoś powodu pobladł.

Mason rzucił spojrzeniem na obszar poniżej. Siła napierająca na jego ramiona osłabła i wreszcie udało mu się dosięgnąć Colta przy pomocy stopy. Leżąc, rozluźnił swoje ciało, a następnie z całą mocą popchnął Noaha. Bang! Kula z Glocka, którego trzymał Noah, zrobiła dziurę w suficie. Łał, kurwa. Naprawdę miał zamiar strzelić. Zadrżał, podniósł Colta leżącego obok jasnowłosego i skierował lufę na jego skroń. Oddychał ciężko, trzymając pistolet. Ponieważ był słaby fizycznie, już zdążył dostać zadyszki. Noah usiadł w rogu i wpatrywał się w podłogę ze zobojętniałą miną, tak jakby nic go nie obchodziło.

Odłóż ten pistolet – rzekł Mason i postukał go w skroń, ale Noah się nie poruszył. – Przepraszam? Mogę cię zastrzelić? Nie słyszysz? – zapytał ponownie, a Noah powoli podniósł i przechylił głowę.

Więc po prostu strzel – powiedział z apatycznym wzrokiem.

Że co, proszę? Co…? – zapytał Mason głupio, a Noah przesunął dłonią po swojej twarzy, wzdychając, jakby był zmęczony.

Mruczał coś cicho. Masonowi wydawało się, że to coś w stylu „dlaczego, kurwa, znowu mnie o to pyta, irytujące”.

Pa-panie Raycarlton? – zawołał go nieco spanikowany, a Noah odrzucił pistolet i wstał z bardzo zirytowaną, zmęczoną i rozdrażnioną miną, po czym zapytał:

Dlaczego nie strzelasz?

Mason nie wiedział, co odpowiedzieć, więc zamilknął. Tak czy inaczej, nie planował strzelać, ale jednak powiedzenie „nie mam zamiaru strzelić” było nieco dziwne. Noah spojrzał na niego jak na kogoś żałosnego, a następnie podniósł zdjęcie spomiędzy odłamków szkła na podłodze.

Zadam ci jedno pytanie… Muszę się upewnić. Mason jest martwy czy żyje? – zapytał powoli trochę zdenerwowanym tonem. – Wygląda na to, że wiesz.

Usta Masona drgnęły, gdy usłyszał Noaha.

Dlaczego o to pytasz? Dlaczego pytasz się o mnie z takim wyrazem twarzy? Miał te słowa na końcu języka. Przełknął ślinę, patrząc w oczy mężczyzny czekającego na potwierdzenie informacji o jego śmierci. „Nie wiem”. „Nie musisz wiedzieć”. Albo „słyszałem, że nie żyje”. Tak wyglądały odpowiedzi, które przygotował, a wszystkie z nich były negatywne. Cokolwiek nie powie, z pewnością nie będzie to „żyje”. Nie mógł tego powiedzieć. Nie było to prawdą, a życie w ciele Haleya mogłoby zostać zagrożone. Osoba znająca miejsce pobytu Masona – Zii, które próbowało go namierzyć, zaczęłoby toczyć ślinę.

Ustalił już, co powie, lecz nie był w stanie wydobyć głosu i poruszył tylko ustami.

Ach, cóż… Mniejsza z tym. Myślę, że rozumiem. – Noah zobaczył zakłopotaną minę Masona i mu przerwał. – Taa, wiedziałem, że tak będzie – mruknął.

Zerknął przez okno, położył zdjęcie na stole i wyszedł z sypialni, jakby nic się nie stało. Mason wpatrywał się przez chwilę w jego plecy, po czym spakował zdjęcie i resztę swoich rzeczy. Gdy to zrobił, zamknął torbę. Wstał, dostrzegł krwawy ślad na podłodze i podrapał się po głowie. Poważnie, jaką sprawę miał Noah do załatwienia w tym domu? Z pewnością przyszedł tutaj, wiedząc, że to mieszkanie Masona. O co mogło mu chodzić? I co z tym dziwnym spojrzeniem i wyrazem twarzy?

Byłem ciekaw wielu rzeczy, ale nie wyglądał na chętnego, by powiedzieć mi cokolwiek, gdy jestem w ciele Haleya.

Coś wywoływało w nim nieprzyjemne odczucie, lecz skoro nie mógł zapytać go wprost, musiał o tym zapomnieć. Jednak ciągle przypominały mu się te zobojętniałe oczy.

Tak czy inaczej, jest on tamtym młodym paniczem, który przykuł moją uwagę… W ogóle nie mieszam się w sprawy innych ludzi, ale jeżeli chodzi o tego mężczyznę, to myślałem o nim od czasu do czasu. Sądzę, że dziesięć lat temu było tak samo… – Mason przywołał w pamięci tamten czas, westchnął głęboko i wyszedł z mieszkania. Skierował się w stronę holu i zobaczył, że przed czerwonymi drzwiami windy stoi wysoki mężczyzna.

?

Pomyślał, że winda jest zepsuta, ale znajdowała się już na siódmym piętrze. Wyglądało na to, że nikt do niej nie wszedł, ani z niej nie wyszedł. Po prostu stała. Dlaczego nie wchodzi do środka?

Nie masz zamiaru wejść? – zapytał, nacisnąwszy guzik, a mężczyzna podniósł powoli głowę i spojrzał na niego.

Nie odpowiedział, tylko odwrócił się, przeniósł wzrok na otwartą windę i po prostu wszedł bez słowa do środka.

Mason przyjrzał się stojącemu w kącie Noahowi, który nawet nie wybrał piętra. Poszedł za nim. Po naciśnięciu przycisku z numerem jeden popatrzył na mijane kondygnacje i następnie zerknął na blondyna. Noah odgarniał do tyłu włosy i oddychał cicho, wyglądając bardzo krucho i jakby na krawędzi. Czy to nie trochę niebezpieczne, jeżeli będzie chodzić tak otumaniony? Nie wygląda na osobę tego typu. Co z nim nie tak? – Mason ciągle na niego zerkał. – Wszystko będzie w porządku, jeżeli na dole jest jego sekretarz albo ochroniarz, ale jeśli jest sam… Nie, czy to bezsensowne wtrącanie się? Kiedy o tym rozmyślał…

Klang. Winda zatrzymała się nagle, wydając ciężki odgłos, po czym zgasło światło. Psssh. Rozległ się również dźwięk zatrzymanej klimatyzacji.

Ach, znowu to pierdolenie. Mason podsumował westchnieniem typowe usterki windy, które zdarzały się regularnie za jego życia. Nie wracał do tego domu nawet na dwadzieścia dni w roku, a jednak w czasie tych wizyt zawsze zdarzało się to raz czy dwa. Sprawdził kieszenie i uświadomił sobie, że nie ma telefonu ani zapalniczki. Uznał, że jeżeli będzie palić w tym ciele, to umrze przez samo oddychanie, więc postanowił rzucić, skoro narodził się na nowo, jednak teraz trochę żałował swojej decyzji. Ach, jakie to powierzchowne. Mason syknął i spojrzał w stronę Noaha. Nie widział go, ponieważ nie przywykł do ciemności, ale wiedział, że tam jest.

Przepraszam, masz może telefon albo zapalniczkę?

Nie wyglądał na palacza, jednak Mason poprosił go, żeby włączył cokolwiek, co się nada do oświetlenia. Noah nie odpowiedział.

Kiedy Mason widział Noaha, uznawał, że mężczyzna mimo wszystko go słyszy, ponieważ robił zirytowaną minę, lecz teraz w ciemności pomyślał, że równie dobrze mógłby mówić do muru. Mason dotknął ściany i podążył palcami w stronę przycisku. To było gdzieś tutaj… Wyczuł coś wystającego i nacisnął, po czym rozległ się dźwięk nawiązywania połączenia.

Wyglądało na to, że zarządca Jordan opuścił swoje stanowisko. Nikt nie odbierał telefonu. Wkrótce miała nadejść pora obiadowa. Mason westchnął cicho, wrócił na swoje miejsce, dotykając ściany i usiadł na podłodze. Siedział w milczeniu, a jego wzrok powoli przyzwyczajał się do mroku. Popatrzył w stronę Noaha, zastanowił się, czy powinien w ogóle się przejmować, czy nie, a następnie powiedział:

Nie wiem, jak długo tutaj będziemy… Powinieneś usiąść.

Jordan jadł niewiarygodnie powoli. O ile, od kiedy poszedł jeść, nie minęło dużo czasu, mogli zostać zmuszeni, by czekać co najmniej godzinę lub dwie. Jednakże uprzejme słowa Masona także nie spotkały się z odpowiedzią.

A co tam. To twoja noga będzie boleć, nie moja – pomyślał apatycznie i podrapał się po policzku.

Miejsce, w które został uderzony, wciąż było podrażnione i swędzące. Haley nawet skórę miał słabą. Dlaczego ten gość jest mężczyzną? Nie, gdyby to ciało należało do kobiety, miałbym problem… Mason nie miał nic do zrobienia, więc po prostu myślał o głupotach, aby zabić czas. Niespodziewanie odwrócił się w prawo, w kierunku stojącego Noaha. Usłyszał jego oddech i podniósł głowę.

?

Nie wiedział, kiedy się to rozpoczęło, ale odgłos oddechu Noaha stawał się coraz bardziej chrapliwy. Mason wstał z wahaniem. Mężczyzna pochylał się nieco, trzymając się obiema rękami za klatkę piersiową.

Panie Raycarlton?

Tym razem również zabrakło odpowiedzi, lecz Mason zbliżył się do niego ostrożnie. Przywykł do ciemności, lecz nie widział zbyt dobrze. Bliżej. Kiedy znalazł się tuż przed jego twarzą, był w stanie go dojrzeć. Oczy Noaha były szeroko otwarte. Wydawał się na coś patrzeć, lecz w ogóle nie skupiał wzroku. Jego czoło, policzki oraz kark były wilgotne od potu, tak jakby przemoczył go deszcz. Sapał, a jego oddech załamywał się jak przed krzykiem.

Noah?

Mason zdziwił się i go zawołał. Normalnie ten mężczyzna powiedziałby „nie jesteśmy wystarczająco blisko, by zwracać się do siebie po imieniu”, ale w ogóle nie odpowiedział. Wyglądało na to, że nie może nawet usłyszeć głosu Masona.

– …hugh.

Tak naprawdę Noah nie był sobą nawet przed wejściem do windy. Mason nie żyje. Już wcześniej wiedział, że tak jest, ale kiedy to przyznał i wyszedł z mieszkania, coś wydawało się dalekie. Kiedy myślał o tym, jak absurdalne było odczuwanie déjà vu w obecności Haleya, powiedział sobie „Mason naprawdę nie żyje”. Po tej myśli zaczął mieć wrażenie, że relacja pomiędzy Haleyem a Masonem nie jest dłużej istotna. Wszystko wydawało się irytujące i bezcelowe. Kogo to obchodziło? Mason był już martwy. Haley zabierał prawdopodobnie wszystkie pamiątki po nim. I co z tego, jeżeli to zwyczajna kradzież?

Kiedy opuścił mieszkanie i szedł w stronę windy, jego umysł z pewnością funkcjonował racjonalnie. Nie mógł po prostu wiecznie trzymać się Masona, a kiedy tylko słyszał, że jedzie do gównianego miejsca jak Afganistan albo Jemen, przygotowywał się na taki rozwój wydarzeń. Towarzyszyły mu rozsądne myśli takie jak: Więc to nic specjalnego, a skoro tak się stało, żyj beztrosko. Jest w porządku. Jest w porządku. Sądzę, że trzymam się lepiej, niż bym przypuszczał – Noah bezustannie mamrotał do siebie. Jest w porządku. Jest w porządku.

Jak przypuszczał, myślenie ten sposób nie sprawi, że będzie się dobrze czuł. Jego ciało sprawiało tak ciężkie wrażenie, jakby tonęło w oceanie, ale uważał, że wszystko z nim w porządku.

Jednak kiedy winda zatrzymała się, a światło zgasło, Noah zaczął drżeć. To było niczym powrót do czasu, gdy miał siedem lat i został wepchnięty do walizki. Nie mógł oddychać, było mu na przemian zimno i gorąco. Czuł, że zaraz oszaleje. Jego spływające zimnym potem ciało trzęsło się i oddychał z trudem. Pragnął, żeby ktoś go ocalił, lecz nie było nikogo. Mason nie żyje. Teraz nikt nie wyciągnie mnie z tej walizki. Nie wyjdę z niej już nigdy. Chciał wykrzyczeć, że jego jedyny wybawca zginął, ale nie mógł poruszyć ustami, zupełnie jakby ktoś je zaszył. Duszę się, nie mogę oddychać i boli tak, że wkrótce zwariuję, ale nikogo nie ma. Nikt ani nic mnie nie uratuje. Nikt mnie nie uratuje. I tak bez przerwy. Bez przerwy. Aż umrę.

Przez ten gwałtowny napad strachu wstrzymał oddech. W momencie, w którym jego świadomość zaczęła zanikać…

Powietrze poruszyło się lekko, po czym Noah zobaczył parę wpatrujących się w niego oczu. I… Plask! Pojawił się błysk. Plask! Plask! Plask!

Odgłos uderzeń nie ustawał. Twarz Haleya przybierająca obojętną minę znajdowała się tuż przed nosem Noaha. Mężczyzna uderzył jego oba policzki niezliczoną ilość razy.

– …Jestem przytomny… hej… – Noah usiłował mówić, mając nieruchome usta. Nadal widział błyski.

Haley wiedział, że Noah oprzytomniał, ale bezustannie bił go po twarzy, tak jakby mścił się za wydarzenia z mieszkania.

Dobrze się czujesz? Hę? Cóż, wygląda na to, że nadal nie do końca.

Mason patrzył się bezpośrednio w oczy Noaha, które odzyskiwały skupienie, lecz zignorował to i nadal go policzkował.

Ten skurwiel… – wymamrotał blondyn, po czym siłą ruszył swoje odrętwiałe ramię i gwałtownie odepchnął jego rękę.

Ach… Teraz widać, że z tobą lepiej.

Dłoń Masona została raptownie odrzucona, a on uśmiechał się jakby nigdy nic, podnosząc ją do góry. Noah wpatrywał się w niego wzrokiem mówiącym „czy ten sukinsyn sobie pogrywa”, a Mason jedynie zapytał z szeroko otwartymi oczami:

Dlaczego to zrobiłem? Cóż, ja też byłem zaskoczony. Nagle zacząłeś się trzymać za klatkę piersiową i sapać. Nie mogłem cię nawet wyprowadzić na zewnątrz, więc aby cię ocucić, podświadomie… Nie masz chyba astmy czy czegoś takiego, prawda?

Kiedy Mason go bił, zrobił to parę razy w dosyć mocny sposób. Podkreślił, że był to „nieunikniony wybór” i udawał niewiniątko. Noah znał prawdę, ale nie mógł w tej sytuacji narzekać. Przygryzł pobladłą wargę i przzynał:

– …Po prostu mam lekki lęk przed przebywaniem w ciasnych i ciemnych miejscach.

Serio? Chociaż nie wygląda to wcale tak lekko. Klaustrofobia? To coś takiego? – Mason celowo powiedział to w obojętny sposób, a Noah zmarszczył brwi i spojrzał na niego krzywo. Jego oczy wyrażały pytanie „co jest z tym dupkiem?”. Jednakże w tego typu sytuacji nie potrzebował drobiazgowego amatora, a jedynie niezaangażowanego idioty, więc Mason zapytał, udając niewiedzę:

Nie masz swojego leku?

Próbowałem zmienić lek, który biorę…

Xanax? Nie bierzesz go już?

Tym razem nie odpowiedział. Wyglądał, jakby myślał o tym, dlaczego w ogóle rozmawia z nim o czymś tak bezsensownym. Miał zmarszczone brwi i przygryzał usta. Najwidoczniej poprzednio odezwał się, bo nie myślał jasno. Mason podrapał się po policzku. Mina Noaha wyglądała lepiej, a oba jego napuchnięte policzki wydawały się mieć jakieś rumieńce, lecz nadal nie było tak jak normalnie. Chociaż jego stan się poprawił, chodziło jedynie o porównanie z poprzednią sytuacją, gdy nie mógł oddychać. Nadal oddychał z trudem i spływał potem.

Powinienem potrzymać cię za rękę?

Nie mieli ze sobą żadnego leku i nie wiadomo było, kiedy stąd wyjdą. Mason wiedział, że mu się to nie spodoba, ale i tak zapytał. Noah spojrzał na niego tak, jakby usłyszał coś szalonego.

Jeżeli się czegoś trzymasz, jest mniej przerażająco.

Tylko wtedy, kiedy druga osoba jest godna zaufania. Miałbym polegać na tobie? – Noah odwrócił głowę w sposób sugerujący „nie odzywaj się do mnie, bo to irytujące”, a Mason wzruszył ramionami.

Nie, ja również… szczerze mówiąc, nie proponuję tego z sympatii wobec kogoś, kto bezlitośnie mnie policzkował i przystawił mi pistolet do głowy.

Policzek… Nie, nieważne. Skoro nic dobrego z tego nie wyjdzie, nie odzywaj się do mnie – Noah uchylił usta, aby spierać się, że też został uderzony, ale wkrótce przerwał ostro dialog, jakby w ogóle nie chciał z nim rozmawiać.

Mason wpatrywał się w spuchnięty policzek Noaha. Następnie przeniósł wzrok na jego pokryty potem kark. Ramiona mężczyzny lekko drżały i były całkiem spięte, tak samo, jak szyja. Potarł się po ustach. Powiedział mi, żebym się nie wtrącał, więc dlaczego na siłę się przejmuję? Odwrócił się, myśląc: Będę udawał, że nie widzę.

Nastąpiła chwila ciszy i minęło parę minut. Mason zerknął na Noaha. Tak naprawdę podglądał go od czasu do czasu. Noah, którego stan poprawił się nieco po zostaniu spoliczkowanym, wyglądał, jakby znowu mu się pogarszało. Dyszał ciężko i opierał głowę o ścianę windy, zamykając oczy. Nawet w tak ciemnym miejscu było wyraźnie widać, jak bardzo jest blady i w jak ryzykownym stanie się właśnie znajduje. Mason podrapał się chwilę po głowie i westchnął cicho. Zbliżył się i, nic nie mówiąc, objął jego ramiona. Poczuł, że Noah się wzdryga.

Poczekaj chwilę – powiedział prędko, zanim ten zdążył się odezwać. – Nie lubię cię i wiem, że ty również mnie nie lubisz. Wiem… Ratuję osobę na polu bitwy… nie, mniejsza z tym. Kiedy wyjdziemy, będę zachowywał się tak, jakbyśmy się nie znali, więc po prostu myśl o mnie jak o żywej poduszce i trzymaj się mnie przez chwilę. Poważnie, wyglądasz, jakbyś miał zaraz umrzeć. – Po oznajmieniu tego Mason uścisnął Noaha nieco mocniej, tak aby mężczyzna nie mógł go odepchnąć.

Noah usiłował wstać, bo mu się to nie podobało, lecz nie miał nawet takiej ilości energii. Wkrótce wymamrotał „kurwa…” i oparł się o niego.

Kiedy wyjdziemy, pozwę cię o napaść na tle seksualnym – stwierdził Noah, oddychając ciężko w jego objęciach, a Mason się zaśmiał.

Myślisz, że wyjdziesz stąd żywy?

A kto umiera od zostania zamkniętym w windzie?

Gadane to on ma, chociaż trzęsie się, jakby miał zaraz wyzionąć ducha. Mason westchnął, widząc wilgotne włosy Noaha na swoim ramieniu, jego spocony kark i bezustannie drżące ramię. Ponieważ go tak obejmuję, czuję się zupełnie, jakbym powrócił dziesięć lat w przeszłość.

Wówczas działo się to na porządku dziennym. Zazwyczaj Noah wyglądał normalnie, ale od czasu do czasu siadywał gdzieś nieprzytomnie, albo budził się ze snu z krzykiem i pobladły rozglądał dookoła. Przez chwilę oglądał otoczenie ze strachem w oczach, a kiedy nawiązywał kontakt wzrokowy z drzemiącym obok łóżka Masonem, uspokajał się i wracał do snu.

Czasami Mason uważał, że przesadza, ale niekiedy przyglądał się śpiącemu Noahowi i gładził jego włosy. Jednak nie trwało to aż tak długo…

To… Włosy… Nie rób tego.

Uniósł głowę, słysząc głos dobiegający spomiędzy swoich ramion. Noah marszczył brwi, mając przymknięte powieki. Mason, który podświadomie głaskał jego wilgotne włosy, zapytał ostrożnie:

Czy to nieprzyjemne?

Za tamtych czasów myślałem, że dobrze mu się spało, kiedy to robiłem…

Noah nie odpowiedział. Mason nie miał pewności, czy nie podobało mu się to, ale nie miał siły, by coś powiedzieć, czy może nie był do tego źle nastawiony. Słyszał, że blondyn wzdycha cicho.

Hej, panie Raycarlton. – Mason bawił się jego włosami przez dłuższy czas, zanim się do niego odezwał. Noah nie powiedział niczego w odpowiedzi ani nie podniósł głowy, ale Mason kontynuował: – Poważnie, dlaczego tu przyszedłeś?

Skąd wiedział o tym mieszkaniu, dlaczego tutaj przyszedł i dlaczego jest dla niego ważne to, czy żyję, czy nie. Jestem ciekaw.

Tak naprawdę, skoro żył w ciele Haleya, lepiej byłoby mu zapomnieć o tego typu ciekawości. Musiał jedynie się stąd wydostać, nie pytając o nic i pójść do banku. Po zdobyciu pieniędzy życie jako „Mason” zakończyłoby się całkowicie. Towarzyszył mu pewien smutek i tęsknota, ale nie miał złudzeń. Był martwy. Jego głowa została przestrzelona, a wraz z tym jego życie całkowicie się zakończyło. To nie jest jakaś zwykła reinkarnacja. Mam wielkie szczęście, że żyję w tym samym czasie, co wcześniej i w związku z tym mogę zabrać swój sejf.

Mason rozumiał to w zupełności i nieważne, jak dziwna nie byłaby sytuacja, gdyby nie chodziło o Noaha, mógłby sobie odpuścić dopytywanie się.

Może… Masz jakiś interes z Masonem?

Noah pojawił się przed moimi oczami zbyt wiele razy, bym mógł go zignorować. Nie sądzę, żeby zatrzaśnięcie w windzie było jakimś przeznaczeniem, ale to jednak prawda, że widzę słabości tego mężczyzny wyjątkowo często. Właśnie tak było, gdy spotkałem go po raz pierwszy.

Nie była to historia sprzed dziesięciu lat.

Kiedy Mason po raz pierwszy spotkał Noaha, zdarzyło się to w miejscu, które w ogóle do niego nie pasowało. Była to śmierdząca, stara toaleta dla kobiet. Mason nie mieszkał wówczas obok slumsów, a w slumsach. Na tej ulicy żyło wielu Latynosów, a nagle pokazała się biała kobieta z dziwnym wyrazem twarzy, ciągnąca za sobą dużą walizkę. Gdyby było tak jak zawsze, nie przejmowałby się tym, czy ktoś niesie, czy ciągnie bagaż, ale ona sprawiała nieco dziwne wrażenie. Kobieta, której mina była zupełnie nieobecna, reagowała bardzo nerwowo na dźwięki syren i szła szybko, rozglądając się dookoła. Postanowił ją śledzić pod wpływem czystego impulsu. Tego dnia wyjątkowo się nudził, a także miał czas wolny przed swoją pracą na pół etatu. Postanowił, że jeżeli pójdzie zbyt daleko, nie będzie dłużej o tym myślał, ale nieoczekiwanie weszła do toalety w pobliskim budynku. WC było bardzo stare i cuchnęło zgnilizną. Nieco wcześniej przedawkowało tam i zmarło dwóch transwestytów. Po tym wydarzeniu właściciel budynku trzymał drzwi zamknięte i pilnował ludzi, więc niewielu korzystało z tego miejsca.

Ze środka dało się usłyszeć szelest oraz mamrotanie. Powinienem wejść czy nie? Stojący na zewnątrz Mason zastanawiał się nad tym przez chwilę. Osoba posiadająca nóż jest niebezpieczna, nieważne czy to kobieta, czy ktoś stary. Nie mam zamiaru dać się w to wciągnąć, ale…

Cichy odgłos, który usłyszał, gdy za nią podążał, nadal dźwięczał w jego uszach. Słabe drapanie dobiegające z wnętrza torby. Wyglądało na to, że jako jedyny je usłyszał i gdyby to zignorował, nie dałby rady spać spokojnie w nocy. Kiedy wszedł do toalety, ostatnia z trzech kabin była zamknięta. Mason zapukał bez wahania.

Zajęte. – Oprócz szelestu, z wnętrza dobiegł również bardzo spokojny głos. Brzmiał tak naturalnie, że gdyby go usłyszał, nie wiedząc o niczym, to uznałby, że popełnił błąd.

Łał. Ta kobieta jest niesamowita. Uśmiechnął się pod nosem i zapukał ponownie, ona zaś odpukała i powiedziała:

Mówiłam, że jest zajęte. – Jej głos zadrżał nieco, gdy wypowiadała ostatnie słowo.

Po krótkim namyśle wszedł do kabiny obok. Stanął na desce klozetowej i zajrzał z góry. Zlana potem kobieta zakryła torbę i spojrzała na niego. Mason prychnął. Jeżeli próbujesz to ukryć, powinnaś najpierw schować nóż.

Wiesz, że nie możesz zabić tutaj człowieka?

Mason zerknął na nóż oraz walizkę. Przez małą szparę było widać, że w środku torby coś się poruszyło. Czy to tylko moja wyobraźnia, czy zobaczyłem zapłakane oczy dziecka?

Kobieta wrzasnęła i uniosła nóż, a Mason cofnął ręce. Próbowała otworzyć kabinę, w której znajdował się Mason, a kiedy zorientowała się, że nie może tego zrobić, pobiegła prędko do wyjścia.

Co za amatorka. Powinna albo zabić świadka, albo w ogóle nie próbować – mruknął Mason, ale nie poszedł za nią.

Zamiast tego zeskoczył z deski, wyszedł ze swojej kabiny i wszedł do wnętrza tej, w której się przed chwilą znajdowała. Pod klozetem stała ogromna waliza. Czuł, że jego serce nieco przyspiesza. Jak to nazywają? Strach? Dreszczyk emocji? Nie wiedział nawet, co to było, ale powoli zaczął otwierać torbę z tym dziwnym uczuciem. Kiedy została już na wpół otworzona, Mason powstrzymał okrzyk zaskoczenia i poczuł zaniepokojenie. W środku znajdował się ładny chłopiec, drżący i wpatrujący się w niego. Sześć? Nie, wyglądał, jakby miał siedem lat. Jego włosy o barwie czystego blondu były wilgotne od potu oraz odrobiny krwi. Opuchnięta i zabrudzona twarz dziecka sprawiała wrażenie obitej, lecz Mason uważał, że chłopiec był najładniejszą osobą, jaką kiedykolwiek widział.

Czy porwała go dlatego, że jest ładny? Jeśli tak, to sądzę, że mógłbym zrozumieć. Dziecko było tak olśniewające, że aż zaczął myśleć o czymś głupim. Gdyby nie miało na sobie butów marki Gucci, prawdopodobnie naprawdę doszedłby do wniosku, że to anioł, który spadł z nieba. Ostrożnie zerwał zieloną taśmę z jego warg. Po wyciągnięciu kawałka materiału z buzi dziecko odetchnęło i wysunęło język.

Wszystko w porządku?

Mason uznał, że zapytał o coś bezsensownego. Jego twarz w ogóle nie wyglądała „w porządku”. Wyciągnął z walizki chłopca, który był tak odwodniony, że nie mógł nawet płakać i tylko gwałtownie dyszał, a następnie uwolnił jego ręce i nogi. Ściągnął swoją koszulkę, po czym zawinął ją wkoło niego. Dziecko uniosło drżące ramię, jakby chciało go chwycić, a Mason objął je po krótkim wahaniu. Czuł zapach dziecka oraz słoność jego łez. Miał dziwne wrażenie, przytulając ciepłego, lepiącego się chłopca.

Czy to dlatego, że uratowałem człowieka?

Uspokoił swoje bijące serce i powiedział:

Już wszystko w porządku. Już wszystko w porządku. Wszystko jest w porządku. – Poklepał dziecko, mamrocząc niezręcznie, a ono przylgnęło do niego mocniej, oddychając ciężko. Nie było nawet w stanie zebrać sił, jednak starało się jak najbardziej do niego przytulić.

Mason zastanawiał się nad tym przez chwilę, a następnie postawił chłopca na posadzce. Szpital był zbyt daleko, aby iść pieszo. Pomyślał, że lepiej byłoby pójść do budki telefonicznej i zadzwonić po karetkę albo policję. Jednak kiedy odsunął dziecko i powiedział, aby chwilę zaczekało, a on pójdzie po kogoś zadzwonić, nie mógł się ruszyć.

– …Nie… tutaj. Nie zostawiaj mnie tutaj.

Wszystko dlatego, że chłopiec uchwycił się go, mówiąc zachrypniętym głosem. Z desperacją trzymał Masona za spodnie i bezustannie płakał. Mason poruszył ustami, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego ponownie go objął. Ciało dziecka było niezwykle rozgrzane i trzęsło się, jakby miał zaraz umrzeć. Wiedział, że musi jak najprędzej zadzwonić do szpitala, lecz nie mógł go tam zostawić i odejść. Myślał, że jeśli położy chłopca, to ten niebawem umrze, więc nie mógł tak postąpić.

Stracić tak ładne dziecko. Ciekawe, jak musi czuć się teraz jego matka.

Będąc sierotą, Mason nie wierzył w matczyną miłość, lecz w przypadku utraty tego typu dziecka – pomijając nawet tę kwestię – każdy czułby się nieszczęśliwy.

Takie drogie buty dla dziecka. Istnieją ludzie, którzy wydają pieniądze w podobnie szalony sposób? Powinni oddać mi tę kasę. Zawsze miał tego typu poglądy, ale ponieważ buty na nodze chłopca bardzo dobrze wyglądały i pasowały do niego, uznał, że są warte wydanych środków.

Chłopiec był tak odwodniony, że nie wytrzymał zbyt długo i zasnął. Mason odłożył go na podłogę, po czym wstał ostrożnie. Prawdopodobnie zostawienie go na krótko będzie w porządku. Nie mógł pobiec z dzieckiem do budki telefonicznej. Znajdowała się ona zbyt daleko, a w czasie biegu by nim potrząsał. Byłby problem, gdyby mu się pogorszyło.

Zaraz wrócę.

Wahał się nieco, lecz wstał i pomknął do budki. Odległość była dosyć znaczna, lecz pobiegł tak szybko, jak tylko potrafił i przekazał zgłoszenie. Kiedy wrócił do budynku, nie upłynęły nawet trzy minuty. Trzy minuty. To bardzo krótki czas, ale nie zdołał ponownie potrzymać ręki dziecka. Policja złapała już porywaczkę, a je zaniosła do ambulansu. Dopiero znacznie później dowiedział się, że chłopiec ma na imię Noah. Przez pewien czas na świecie było dosyć głośno ze względu na ten incydent. Mason był wtedy zainteresowany sprawą, więc kupił parę gazet, ale kiedy odkrył, że dziecko prędko dochodziło do siebie i straciło pamięć ze względu na wielki szok, nie przejmował się tym dłużej.

Lepiej zapomnieć o czymś tak strasznym. To dobrze. Mam nadzieję, że będzie dobrze żył – myślał.

Potem w ogóle się z nim nie kontaktował. Jedynie, kiedy miał dwadzieścia siedem lat, a Noah siedemnaście, ochraniał go przez około miesiąc i to wszystko. Tak wyglądało całe ich powiązanie. To nie był nawet miesiąc. Dziesięć lat i kolejne dziesięć lat, w ciągu tych dwudziestu lat Mason czasami o nim rozmyślał. Noah zajmował aż tyle miejsca w jego umyśle.

Noah uchylił nieco powieki. Mason czuł się dziwnie, widząc, jak jego długie rzęsy unoszą się powoli, a następnie ukazują się wilgotne, piękne oczy.

Mówisz tak, jakbyś był z nim bardzo blisko.

Noah spojrzał na niego wzrokiem mówiącym „kim ty jesteś” i poruszył suchymi wargami.

Co, jeśli miałbym z nim jakiś interes? Czy przekażesz mu to, co powiem?

Nie spierał się o to, zupełnie jakby brakowało mu energii. Westchnął jedynie i uśmiechnął się słabo.

On i tak nie żyje, ten człowiek.

Mason zamilkł, a Noah zaśmiał się tylko, patrząc na niego. Pochylił głowę i chwycił go za ramiona. Mason wzdrygnął się.

Um, panie, panie Raycarlton…?

Co? – zapytał jasnowłosy spokojnym głosem, a Mason zaczął odczuwać zdenerwowanie.

Nie, cóż, wygląda na to, że płaczesz… – nie wiedział jak to powiedzieć i po prostu odwrócił wzrok.

Ach…

Noah dopiero teraz uświadomił sobie, że spod jego powiek wypływają łzy i puścił ramię Masona. Najwidoczniej wydostawały się bez jego kontroli. Obserwował ze zdumieniem, jak opadają mu na ręce, a następnie westchnął cicho.

Łzy na tej pięknej twarzy wyglądały nierealnie. Mason przyglądał się przez chwilę, jak płyną po gładkich policzkach, po czym otarł je wierzchem dłoni.

Wszystko w porządku?

Noah nie odpowiedział na to niezręczne pytanie. Na widok jego niekończącego się płaczu. Mason odczuwał złożone emocje. Mężczyzna wyglądał, jakby miał się zaraz odwodnić.

Tak wiele potu, a nawet łez.

Żartowali sobie, twierdząc, że nikt nie umiera od bycia zamkniętym w windzie, ale tej osobie w istocie mogłoby się to przydarzyć. Wizerunek Noaha, płaczącego w jego objęciach z twarzą pozbawioną wyrazu, nakładał się z wizerunkiem małego dziecka, które przylgnęło do niego dawno temu w ciasnej kabinie.

Nie wiem, co jest nie tak, ale… – powiedział po chwili wahania.

Nie miał pojęcia, dlaczego Noah tutaj przyszedł, ale nie wyglądał, jakby chciał spowodować jakąś szkodę albo kłopot. Właściwie to mógłby coś takiego zrobić, ale Mason pomyślał z ulgą: Jeżeli taka sytuacja naprawdę by nastąpiła, może mi to ujść na sucho. Kto w końcu zorientowałby się, że Haley to ja? Tak czy inaczej, ci, o których się martwię i tak mnie nie zauważą. Chodzi raczej o tych, którzy mogą zburzyć moje spokojne życie, pytając „Wiesz, gdzie jest Mason, prawda?”.

Więc jeśli chodzi o Masona, myślę, że on żyje.

Kto przejmowałby się odrobiną kłamstwa, jeśli można dzięki temu powstrzymać płacz dziecka? Noah znieruchomiał z szeroko otwartymi, wilgotnymi oczami.

Rzecz jasna przez pewne problemy nie żyje jako Mason – dodał niejasno.

Jeśli tak to ujmie, nie będzie nawet kłamał.

On nie jest… martwy? – Noah zamrugał powiekami. Przy każdym mrugnięciu opadała kolejna łza przypominająca dzieło sztuki.

Tak. Więc jeśli martwisz się o niego… – Mason przełknął swoje słowa.

Jeżeli płacze ze względu na to, że jego klaustrofobia się pogorszyła, a nie dlatego, że martwi się o moje bezpieczeństwo, wtedy to ja mogę być zagrożony. Tak naprawdę ten mężczyzna nie ma powodu, by się mną przejmować. Zmarszczył brwi, unikając powrotu do tematu.

Noah, który uspokajał swoje łzy z bezbarwną miną, nagle wyciągnął rękę w jego stronę, jakby chciał go złapać. Gdy Mason podniósł wzrok, by na niego spojrzeć, uśmiechnął się lekko.

Haley – wypowiedział przyjacielsko to imię, chociaż zawsze mówił chłodno „panie Lusk”. – Ty… ty wiesz, gdzie jest Mason? Brzmisz, jakbyś wiedział… Czy możesz mi powiedzieć?

Uśmiechnął się tak słodko, że mógłby roztopić człowieka. Miał załzawione, niewinne oczy, lecz tym razem Mason nie dał się nabrać. Jeszcze chwilę temu Noah wyglądał na zaskoczonego, ponieważ nie zdołał skutecznie zaatakować. Gdyby Mason nie zrobił uniku, z pewnością znowu by go chwycił i przesłuchiwał, uderzając po twarzy.

To trochę skomplikowane.

Dlaczego? Myślisz, że mogę go skrzywdzić? – Noah roześmiał się, jakby uważał, że Haley mówi od rzeczy.

Zamiast odpowiedzieć, Mason poruszył się niespokojnie i pozostał w pewnej odległości. Noah przybliżył się o krok. Niestety ta mała winda nie pozostawiała zbyt wiele miejsca na ucieczkę.

Na pewno bym go nie skrzywdził. Ja tylko… Rozumiesz? Haley? Ja tylko… chcę wiedzieć, gdzie przebywa i co robi…

Nie, właśnie próbujesz go skrzywdzić” – Mason powstrzymał się od powiedzenia tych słów i przycisnął mocno do ściany. Słaby, zapłakany mężczyzna cierpiący na klaustrofobię zniknął, a zamiast tego pojawił się przed nim człowiek z brutalnym spojrzeniem. Słowa „Mason żyje” musiały zadziałać jak magiczne zaklęcie. Noah położył ręce obok niego, zapędzając go w kozi róg. Przybliżył się bardzo i zapytał:

Czy to możliwe, że kłamałeś?

Powinienem powiedzieć, że to kłamstwo? Mason rozmyślał o tym przez krótki moment i doszedł do wniosku, że jeśli miałby mu to oznajmić, powinien poczekać, aż wyjdą na zewnątrz. O ile problem zdrowotny Noaha był na drugim miejscu, o tyle najbardziej martwił się o swoje własne bezpieczeństwo. Oczy mężczyzny błyszczały niebezpiecznie. Zapewne wyglądały tak ze względu na wcześniejsze łzy, lecz Mason wypatrywał jego pięści zupełnie jakby miały w każdej chwili ku niemu nadciągnąć.

To nie kłamstwo. A czy ty nie twierdziłeś, że masz klaustrofobię?

Powiedziałem, że to lekki lęk.

W oczach Noaha nie było widać uśmiechu. Mason zerknął ponownie na jego ramię. Rzeczywiście polepszyło mu się na tyle, że mogło to wyglądać na lekki lęk…

A ja powiedziałem, że wcale nie wydaje się taki lekki.

Blondyn wyglądał przez ułamek sekundy na zaciekawionego, po czym spróbował chwycić kołnierz Masona.

Zmieniasz temat – stwierdził.

Zanim jednak zdążył złapać Masona, ten przybliżył się i popchnął go mocno głową Bang! Noah wpadł na ścianę, a winda zatrzęsła się gwałtownie. Masonowi nie umknął fakt, że jego ramię nieco drżało. Krzywił się, a Mason go za nie trzymał. Chociaż Haley jest słaby, zrobienie czegoś temu przestraszonemu i trzęsącemu się mężczyźnie może jakimś sposobem…

Ugh!

Przestał uważać, że to „może być możliwe”. Ze słabą siłą wątłej ręki Haleya nie byłby w stanie zablokować nawet siedmiolatka. Noah łatwo odepchnął Masona i wyprowadził cios, a ten zrobił niezręczny unik i złapał jego ramię. Mimo że wisiał na nim tak mocno, jak tylko potrafił, zrzucenie go zajęło jasnowłosemu zaledwie parę sekund. Nie miał pojęcia, że walka w słabym ciele jest tak męcząca. Noah pchnął Masona, jakby był zirytowany tym ciągłym uciekaniem, a on wyrwał się, upadł na podłogę, po czym wstał prędko. Jeżeli Noah znajdzie się w tej sytuacji na górze, nie zdoła mu umknąć i będzie przez niego bity, dopóki jego policzki nie wybuchną.

Noah upadł, uderzając głową w drzwi windy, a Mason stanął nad nim, chwycił go za kołnierz i przygwoździł do podłogi tak, żeby nie mógł się podnieść. Po tak krótkim czasie był cały pokryty warstwą zimnego potu. Ciało znajdującego się na górze Masona zadrżało. Noah użył swoich długich rąk, aby chwycić go za szyję i ścisnąć ją z niewiarygodną siłą. Szczupły kark Haleya pasował idealnie do dłoni mężczyzny, więc już po chwili nie był w stanie oddychać. Wycisnął z siebie siódme poty i mocniej przycisnął Noaha, jednak ten uśmiechnął się tylko, zamiast stracić siłę. Mason przełknął nerwowo ślinę. Jego piękne oczy naprawdę lśniły niebezpiecznym blaskiem, jakby mówiły „co tam klaustrofobia, po prostu zabiję tę wnerwiającą sukę”.

Czekaj, Noah, panie Raycarlton! – Mason zawołał z desperacją, napierając na niego z całą mocą.

W czasie walki siła nie była najważniejsza, ale gdy już zostaniesz złapany, stawała się wszystkim. Noah złapał Masona za nadgarstki, którymi były dociskane jego ramiona. W tym samym momencie…

Bang! Bang! Coś uderzyło w windę, a następnie rozległ się syk ulatującego powietrza. Mason podniósł głowę i wraz ze zgrzytliwym odgłosem do ciemnego wnętrza wpadło światło.

Panie Raycarlton, czy pan… Haley?

Sekretarz Noaha, Phil, oraz jego menedżer Floke, stali pod drzwiami windy i gapili się ze zdumieniem w zastałą scenę.

O mój Boże – wymamrotał ktoś.

Mason patrzył się na nich chwilę z głupim wyrazem twarzy, po czym pochylił głowę. Leżący pod nim Noah uśmiechał się dziwnie. Mason jęknął cicho, siedząc na przepoconym i słabo wyglądającym mężczyźnie.

Prawdopodobnie wyglądało, jak miejsce, w którym niemal doszło do przestępstwa. Tak naprawdę Mason również uważał, że uderzył Noaha zbyt mocno, ponieważ jego policzki były spuchnięte, a ubrania całkowicie potargane. On sam także miał nabrzmiałą twarz i rozciętą wargę, ale nie wywoływało to takiego wrażenia, jak wyraźny ślad po dłoni na nieskazitelnej skórze blondyna. Napaść na Raynoaha oraz próba nękania? Mason pomyślał, że otworzył właśnie bramy piekieł gorsze niż w swoim poprzednim życiu, ale jednak to nie nastąpiło. Noah, uśmiechający się w podejrzany sposób i sprawiający wrażenie, jakby zamierzał oskarżyć go o napastowanie, niczego nie powiedział. Chwycił dłoń Phila, wstał i zaprezentował uśmiech dżentelmena.

Dzięki tej osobie byłem w stanie się ocknąć. Oczywiście, trochę bolało – stwierdził żartobliwie, a Mason udawał, że jest mu przykro.

Spanikowałem… Myślę, że włożyłem w to nieco zbyt dużo siły.

Noah uśmiechał się nadal i Mason wzruszył ramionami. Phil oraz Floke przybrali podejrzliwe miny, ale ponieważ ich szef miał normalny wyraz twarzy, po prostu wpatrywali się, nie robiąc niczego więcej.

Mason potarł swój dość obolały kark i wstał z torbą w ręce. Wycieczka okazała się trudniejsza, niż zakładał. Przybył z lekkim sercem do Nowego Jorku, zamierzając obrobić sejf, który stracił właściciela i następnie spokojnie powrócić. Rzecz jasna w porównaniu do niekończących się misji, przez które przeszedł, było to jak dziecięca igraszka, jednak czuł się wyjątkowo zmęczony – zapewne z powodu stanu zdrowia Haleya. Zerknął na Noaha, będącego źródłem jego zmęczenia. Mężczyzna poprawiał swoje włosy oraz ubrania i wyglądał już znacznie lepiej. Przyglądał mu się jakiś czas, po czym odwrócił się, niosąc torbę. Nie muszę się z nimi żegnać. Nie mamy nawet dobrych relacji – pomyślał, a gdy oddalił się o parę kroków, usłyszał za sobą głos.

Panie Lusk.

Noah, który stał naprzeciwko windy, podszedł i zatrzymał się tuż przed nim.

To, co mi pan wcześniej powiedział… To nie kłamstwo, prawda? – zapytał spokojnym tonem.

Czy mówi o „jeśli chodzi o Masona, myślę, że żyje”?

Cóż, to nie kłamstwo… – Mason podniósł powoli wzrok, by na niego spojrzeć.

Chyba popełniłem błąd, myśląc, że te łzy były z mojego powodu. Dlaczego miałby płakać z powodu osoby, z którą spędził miesiąc dziesięć lat temu? Zgaduję, że pyta ze względu na Zii albo tamtego handlarza bronią, Altę.

Nie znam szczegółów.

Noah uśmiechnął się krzywo w reakcji na niezręczne zachowanie Masona, rzucił okiem w stronę torby i mruknął:

W porządku. Tyle wystarczy. – Przypatrzył się niespiesznie jego policzkom i obrzękłej szyi, po czym wyciągnął ku niemu rękę.

O co chodzi? – Mason popatrzył na rękę i zapytał oschle.

Noah zareagował uśmiechem, który wyglądał jak wyciągnięty z obrazu.

Jestem wdzięczny za wiele rzeczy, które się dzisiaj wydarzyły. Nie jest pan… aż takim śmieciem jak sądziłem. Uważałem, że nie ma dla pana nadziei.

Powiedział mu w twarz, że uważał go za śmiecia i poprosił o uścisk ręki. Mason przenosił wzrok tam i z powrotem z twarzy Noaha na jego ładną, jasną dłoń, więc ostatecznie uścisnął ją z lekkim opóźnieniem.

Pyta pan o uścisk dłoni w dziwny sposób.

Nie aż tak dziwny, jak pańskie oświadczyny.

Noah przywołał wyznanie, w którego czasie Haley oznajmił, że „jest w tym naprawdę dobry”. W gruncie rzeczy, gdy Mason czytał o jego wystąpieniu, sam uznał, że takie wyznanie ostudziłoby nawet miłość trwającą tysiąc lat. Lekko potrząsnął wyciągniętą dłoń i się odwrócił. Poczuł, że Noah robi to samo. Przystanął na sekundę i zerknął na niego ukradkiem. Zapewne będzie mu się dobrze żyło. Wkrótce rzucę aktorstwo i nasze kolejne spotkanie będzie może za następne dziesięć lat. Bo wygląda na to, że właśnie w takich odstępach czasu widuję tego mężczyznę.

Cóż, rzecz jasna, to może być ostatni…

Przypadki nie będą zdarzały się wiecznie, więc najprawdopodobniej to jest ostatni raz. Jednak jeśli kiedyś spotkam go ponownie, mam nadzieję, że będzie wystarczająco silny, by nie potrzebować niczyjej pomocy, albo będzie miał przy sobie kogoś innego, kto może go uratować.

Mason wpatrywał się w plecy tego dorosłego mężczyzny, który przez krótki moment wyglądał nieco żałośnie. Ponownie zwrócił się w przeciwnym kierunku i zaczął iść.

Noah wyczuł, że ciężar spojrzenia na jego plecach zniknął i odwrócił się powoli, by spojrzeć na tył sylwetki Haleya. Kroczący beztrosko mężczyzna wyciągnął bejsbolówkę i ją założył. Spod czapki wystawał kawałek bladego karku z odciśniętym śladem palców.

Hm. – Noah uśmiechnął się chłodno.

Czy naprawdę wszystko w porządku? Pańskie policzki… – zapytał Phil, spojrzawszy na poobijaną twarz blondyna.

Wiedział, że Noah nie jest typem osoby, która po cichu daje się okładać, jednak ciemne, zamknięte przestrzenie stanowiły wyjątek. Haley uderzył Noaha w lokalizacji, która zamieniała go w siedmioletnie dziecko, a nawet siedział na nim, kiedy drzwi się otworzyły. Biorąc pod uwagę dobrze znany charakter Luska, nie byłoby nic dziwnego w przypuszczeniu, że właśnie usiłował zgwałcić Noaha.

Ach… Uderzyłem go pierwszy – zaśmiał się Noah.

Phil pomyślał, że Haley zapewne sam się o to prosił, lecz jego szef wzruszył ramionami.

Nie przejmuj się tym. Jeżeli by mnie nie uderzył, mogłem umrzeć.

Proszę…? – zapytał Phil, tak jakby nie rozumiał, jednak Noah nie odpowiedział i wpatrywał się tylko w plecy oddalającego się Haleya.

W ciemnej, zamkniętej windzie było jak w tamtej małej walizce, w której został uwięziony, mając siedem lat. Nie miał czasu, by myśleć, że miejsce oraz sytuacja zupełnie się różniły. Po prostu miał duszności i czuł się tak, jakby prawie umierał. Fakt, iż Mason – jego jedyny wybawca – zginął, był dla niego niczym wyrok śmierci. Odczuwał takie przerażenie, że niemal postradał zmysły. Zaraz umrę. Kiedy tylko to pomyślał, nadszedł lekki powiew. Tuż przed jego twarzą znalazła się para oczu. Odzyskał przytomność, jeszcze zanim został uderzony przez Haleya.

Panie Raycarlton? – Phil zwrócił się do Noaha, który wpatrywał się w miejsce zniknięcia Haleya z dziwnym wyrazem twarzy.

Wygląda na to, że Mason żyje. Nie jestem pewien, czy to prawda, czy nie… Ale na razie skontaktuj się z Zii – odrzekł Noah, nie patrząc na niego.

Mason? Rozumiem. W porządku.

Załatw, żeby Zii przestało mieszać się w kwestię Masona i zatrudnij kogoś innego do odnalezienia go, żeby nie czuł się zagrożony. Powiedz, że jeśli go znajdą, mają nie robić niczego, tylko zdać mi raport i zapewnić mu bezpieczeństwo.

Tak zrobię. – Phil przypomniał sobie parę innych organizacji, mogących przeprowadzać akcje bardziej poufnie niż Zii i skinął głową.

W razie potrzeby może skorzystać z sił rządowych. Nazwisko Raycarlton wystarczy, by to zrobić.

Noah, który dotychczas spoglądał jedynie w kierunku, w którym zniknął Haley, odwrócił się.

I… – przeniósł wzrok na Phila. – Przeprowadź śledztwo na temat Haleya Luska. Od tego, co wydarzyło się parę lat temu i to ze wszystkimi szczegółami.

Phil miał pytający wyraz twarzy, lecz zaraz przytaknął. Noah ponownie spojrzał w tamtą stronę. Skąd ten mężczyzna zna Masona, z jakiego powodu tutaj przyszedł, dlaczego się tak po prostu zmienił i jest jak zupełnie inna osoba… Co to za znajome wrażenie? Wkrótce się tego dowiem.

Zmarszczył brwi, ponieważ czuł się trochę niejasno, ale po chwili przybrał swoją zwyczajną minę.

Zachodziło słońce.

Tłumaczenie: Berenice96

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: