Kill the Lights

Rozdział 628 min. lektury

Z samolotu należącego do krajowych linii lotniczych Jetblue, który przyleciał z LA do Nowego Jorku, wysiadało mnóstwo ludzi. Stewardessa Jaime przemieszczała się dosyć prędko pomiędzy nimi. Wszystko dlatego, że jeden z pasażerów zostawił swoje okulary przeciwsłoneczne. Chodzenie w nowych szpilkach było wystarczająco irytujące, a ze względu na tę cholerną obsługę i dlatego, że była nowa w pracy, musiała go szukać. Idiota, który zostawił te nowe okulary Gucci S/S to mężczyzna, który siedział na samym końcu przy oknie. Spał z pochyloną głową i głęboko założoną czapką. Jaime pamiętała jego bardzo blady profil. Jak wyglądał? Miał na sobie jedynie zwyczajne dżinsy i białą koszulkę. Ze względu na roztaczaną przez niego atmosferę przeciętności nie mogła w ogóle przypomnieć sobie jego twarzy.

Dosyć dobrze zapamiętuję twarze ludzi… Nie myślała o tym zbyt wiele i rozglądała się za mężczyzną w czapce.

Proszę zaczekać! – krzyknęła z oddali Jaime. Facet nie zatrzymał się, więc krzyknęła głośniej: – Proszę zaczekać! Pana okulary!

Kiedy pomyślała, że jest nie tylko głupi, ale też głuchy, odwrócił się. Wyglądał na zdezorientowanego, ale wkrótce zauważył okulary w ręce Jaime i uśmiechnął się lekko.

Ach. Ups, przepraszam. Zapomniałem o nich – przeprosił żywym tonem, lecz Jaime zamarła, z zaskoczeniem patrząc na to, jak odbiera okulary. Po prostu się na niego gapiła.

Ty jesteś tą dziwką, nie, Haleyem… – wymamrotała zszokowana, a ten człowiek nawet nie wściekł się na nią za nazwanie go w ten sposób. Zaśmiał się zaledwie pod nosem, machnął do niej ręką i odszedł.

Stała tam tylko przez chwilę z głupim wyrazem twarzy, wpatrując się w jego plecy, dopóki jej koleżanka nie wyniosła bagażu i nie zapytała:

O co chodzi? Nie znalazłaś go?

Wiedziałaś, że ten gość to Haley?

Haley? Ta kłopotliwa dziwka? Czy cię zwyzywał? Walnięta suka. Nieźle sobie pozwala, jak na to, co zrobił. – Jej współpracownica przeklinała Haleya. – Jaki był? Nieprzyjemny, prawda? Kiedy był mały, wyglądał ładnie, ale teraz jest taki paskudny.

Oczekiwała chyba, że Jamie powie „Zgadza się. Był naprawdę okropny. Wyglądał tak, jakby przesiąknął narkotykami!”, ale ona w dalszym ciągu mając głupkowatą minę, zająknęła się nieco i odpowiedziała:

Nie, no cóż… To zaskakujące, ale nadal…

Hę?

Nie, cóż, ja… Pomyślałam, że on nadal jest celebrytą… Kiedy się uśmiechnął, coś zabłyszczało… – Jamie zasłoniła dłonią zaczerwieniony koniuszek ucha i zerknęła w stronę miejsca, w którym zniknął Haley.

Haley” miał nałożone ciemne okulary, kiedy wydostawał się z tłumu. Zazwyczaj nie nosił ich, dopóki nie było zbyt słonecznie, ale zrozumiał, dlaczego Tony je dla niego przyszykował. Doprawdy, nazwanie kogoś „dziwką” prosto w twarz… Łapiąc taksówkę pod lotniskiem, Mason myślał o tym, że nie jest pewien, czy to wina Haleya i jego bezwstydnego stylu życia, czy też chamstwa publiki.

Poproszę na 119. ulicę.

Zamiast natychmiast ruszyć, kierowca spojrzał na Masona przez boczne lusterko.

Mam wrażenie, że już cię gdzieś widziałem… Jesteś może celebrytą?

Słyszałem, że jestem podobny do Simona Wayne – powiedział żartobliwie Mason, uśmiechnąwszy się, a kierowca się zaśmiał.

Simon? Jesteś dużo młodszy i przystojniejszy, o czym ty mówisz?

Mężczyzna pokręcił głową i opuścił lotnisko z radosnym samopoczuciem. Nieustannie zerkał na Masona, prawdopodobnie dlatego, że wyglądał on znajomo, lecz nie mógł tego rozwikłać ze względu na okulary i wkrótce przestał się interesować.

Mason opuścił szybę i poczuł powiew wiatru. Ciepła bryza Nowego Jorku łagodnie przepłynęła po jego policzkach. Gdy samochód przejeżdżał nad mostem, poczuł wilgoć wody. Ze względu na słońce woda się iskrzyła. Piosenka z radia delikatnie docierała do jego uszu. „Nie pytaj mnie, dlaczego płaczę… Bo kiedy upadam, ty wiesz jak mnie rozweselić. Uratujesz mnie przed samą sobą. Przed samą sobą, tak…” (Christina Aguilera, Save Me from Myself).

Oparł się o okno, myśląc, że dosyć dobrze jest być żywym. Czując się dobrze, odgarnął do tyłu swoje rozwiane włosy i poczuł czyjś wzrok. Gdy podniósł głowę, patrzący w jego stronę taksówkarz wydał się zaskoczony, a następnie się roześmiał.

Ze względu na twoją spokojną aurę, nawet nie zdawałem sobie sprawy… Naprawdę jesteś gwiazdą? – przekrzywił się i zapytał, a Mason założył swoje okulary przeciwsłoneczne i tylko się uśmiechnął.

Taksówka dowiozła go na początek 119. ulicy. Zapłacił gotówką i wyszedł z pojazdu. Przeszedł przez aleję i spojrzał na budynek, w którym znajdowało się jego mieszkanie. Dom był położony dwa bloki od Harlemu, a niewielka kawalerka mieściła się na siódmym piętrze. Obiekt powstał mniej więcej, gdy urodził się Haley, więc był stary, ale też tani, a zarządca był do dupy. Dla Masona, który rzadko kiedy wracał do domu, było to całkiem dobre miejsce.

Wyciągnął wszystkie listy ze skrzynki przy wejściu i nacisnął guzik windy, która zjechała na dół z głośnym, mechanicznym odgłosem. Wjeżdżając na siódme piętro, rozejrzał się nieco w środku. Gdy sprawdzał, czy nie zainstalowano tu żadnych nowych kamer, przechylił głowę, myśląc: Chyba nie muszę już tego robić? Uświadomił sobie, że nie było nikogo, kto miałby porwać lub zabić Haleya, a Mason, który już nie żył, również nie miał tych problemów.

To życie jest zbyt wygodne. Nie mogę do tego przywyknąć… – mruknął pod nosem.

Czuł się przestraszony faktem, że życie Haleya było zbyt spokojne w porównaniu do czasów, gdy musiał walczyć o przetrwanie. Kogo to obchodzi, że ktoś nieznajomy nazywa go „dziwką”. Jest w porządku, nawet jeżeli ludzie go nie lubią. Tak czy inaczej, są dla niego obcy… Winda zatrzymała się ze zgrzytem, a on wysiadł, mamrocząc:

Co takiego zrobiłem w swoim poprzednim życiu, że moje życie stało się nagle tak wygodne?

Nie, jeżeli to obecne życie było życiem Haleya, to poprzednie było życiem Masona? Z całą pewnością nie należało do tych usłanych różami… Mason czuł się jak żony, które są przez cały czas bite. Szedł do swojego mieszkania zaniepokojony tą niespodziewanie spokojną i wygodną sytuacją.

Mieszkanie numer 719, znajdujące się na końcu korytarza w kształcie litery „L”. Stojąc naprzeciwko szarych drzwi, dotknął wąskiej przerwy pomiędzy górną częścią futryny a ścianą. Całe szczęście Haley nie był taki znowu niski, więc wyczuł końcem palca coś zimnego. Klik. Od razu po uchyleniu drzwi zobaczył znajome, wypełnione chłodem pomieszczenie.

Wszedł do środka, mając dziwne wrażenie. Tak samo, jak wtedy, gdy spotkał Noaha, ale w tej chwili déjà vu było silniejsze. Patrzył na miejsce, w którym żył do tej pory, poprzez ciało innego człowieka… Zapalił światło i podrapał się po głowie. Miał złą opinię na temat trybu życia Haleya, ale ta strona również nie była zbyt wspaniała. Ponieważ wrócił tu po raz pierwszy od dwóch miesięcy, wszystko pokrywała warstwa kurzu. Przejrzał korespondencję i wyrzucił całość do śmieci, a następnie otworzył szufladę. Spomiędzy pordzewiałych kluczy wybrał jeden, mały, po czym poszedł do sypialni i otworzył sejf znajdujący się pod stołem. W sejfie leżała garść małych kluczyków, spośród których wyciągnął dwa. Jednym z nich otworzył ostatni sejf umieszczony w szafie. W środku było parę fałszywych paszportów, których używał w czasie misji, trochę złota, dolarów, euro, jenów i tak dalej. Miał po pliku banknotów z każdego kraju. Był tam również kolejny klucz. Tamten klucz, który wyciągnął spod stołu oraz ten mały, otwierały sejf w Banku J.P. Morgana Chase’a w Nowym Jorku. Tam znajdowały się rzeczy, które naprawdę miały jakąś wartość.

Mimo że mieszkał w tego typu miejscu, wcale nie zarabiał marnych pieniędzy. Najemnicy stanowią przykład ludzi zajmujących się niezwykle niebezpieczną i nadzwyczaj dobrze opłacaną pracą, a on był weteranem pracującym przez ponad dziesięć lat. Zarabiał więcej, niż całkiem dobrze prosperujący prawnik, a ponieważ tak naprawdę nie używał pieniędzy, posiadał na koncie wygórowane kwoty.

Mason od jakiegoś czasu marzył o tym, że gdyby urodził się ponownie, otworzyłby małą kawiarnię. Kiedy przechodził przez swój najgorszy okres, była pewna mała kawiarnia, której właściciel oraz jego żona wyglądali bardzo szczęśliwie i łagodnie. Sprzeczali się nieco ze sobą od czasu do czasu, ale wyraźnie było widać, że troszczą się o siebie, kochają i szanują. Był taki zazdrosny.

Jako najemnik doczekał się całej zgrai wrogów, więc spokojne życie naprawdę przypominało sen. Nie mógł powiedzieć o tym ludziom, ale sądził, że byłby w stanie osiągnąć to z życiem Haleya. Rzecz jasna nie tak, jak tamta para… Potarł z goryczą usta. Myślał, że prawdopodobnie spędzi resztę życia sam. Gdy się ożenił, był naprawdę szczęśliwy, a także czuł się spełniony i usatysfakcjonowany, mając dziecko. Jednak kiedy stracił to wszystko, szok był nie do zniesienia, więc nie myślał nawet o spotkaniu kogoś nowego. Rzecz jasna mógł zmienić zdanie, jeżeli spotka kobietę, którą polubi. Niewielkie i słabe kobiety, wyglądające jakby mogły się złamać, były w jego typie. Taka kobieta, którą może chronić i bronić…

Wyciągnął schowane pod łóżkiem magazyny i DVD. Były z jego ulubioną gwiazdą porno. Pieniądze, porno, a spomiędzy włożonych do szuflady pistoletów wybrał Glocka 17, który nie nadwyręży słabego nadgarstka Haleya oraz Colta M1911, którego lubił używać od jakiegoś czasu.

Czy spakowałem wszystko… – Mason rozejrzał się dookoła i uświadomił sobie, że zapomniał o czymś bardzo istotnym, więc wrócił do salonu. Spakował zdjęcie swojej żony i dziecka, które stało na stole naprzeciwko kanapy. Po raz ostatni obejrzał to miejsce obojętnym wzrokiem. Nie tracił zbyt dużo i czasu otworzył drzwi, czując się lekko na sercu.

Kiedy Mason bez wahania próbował przekroczyć próg, zamarł, trzymając otwarte drzwi. Stało się tak dlatego, że znajdował się przed nimi ktoś nieoczekiwany.

Błyszczące blond włosy i piękna twarz. Wysoki jak model, mający idealne ciało i doskonale dopasowaną marynarkę. Posiadający jaśniejącą aurę, tak jakby urodził się, żeby definiować sobą słowo „wspaniały”. Stał tutaj mężczyzna, który sprawiał wrażenie, że do tej pory nigdy nawet nie widział na oczy tak starego mieszkania.

To był Noah Raycarlton.

***

Dlaczego ten mężczyzna tutaj stoi…? Mason wpatrywał się w niego pusto, a on również patrzył się na Masona z tym samym wyrazem twarzy.

– …Uch.

Zawisła pomiędzy nimi długa cisza, a kiedy spróbował coś powiedzieć, twarz Noaha stała się bardzo zimna. Pomyślał głupio, że to zdumiewające, że jego ładna twarz może się tak zmienić, ale w tej samej chwili mężczyzna chwycił go za kołnierz i gwałtownie popchnął na ścianę. Ponieważ było to zbyt niespodziewane, wpadł na nią, unikając zderzenia połową ciała.

Przepraszam…

Co ty…

Twarz Noaha znalazła się bardzo blisko jego własnej. Noah był taki wściekły, że jego oczy zdawały się płonąć błękitnym ogniem. Mason tylko bezmyślnie zamrugał, słysząc te gniewne słowa. Co miał na myśli? Nie mógł zrozumieć, co takiego usiłował przez to powiedzieć. Zna już Haleya i pewnie nie pyta, kim jestem, a skoro tak, to prawdopodobnie chce wiedzieć, dlaczego tutaj jestem. Dokładnie takie pytanie powinien zadać Noahowi. W momencie, kiedy już otwierał usta, aby zapytać „Więc co ty tutaj robisz?”…

Nie jest taki głupi. Nie ma mowy, żeby przyszedł do tego mieszkania, co nie? – Razem z odgłosami kroków dało się usłyszeć czyjąś opryskliwą rozmowę.

Wiem. Ale kurwa, czemu do diabła mieszka w takim miejscu, z całą tą kasą, którą zarabia?

Mason z zaskoczeniem wpatrywał się w drzwi, słysząc znajome głosy.

Uch…

Ktoś szedł w tę stronę, a Mason wiedział kto – najemnicy z Zii. Skąd ci goście się tutaj wzięli? O co im chodziło, gdy mówili, że nie ma mowy, żebym tutaj przyszedł? Czy uważają, że nadal żyję? rozmyślał gorączkowo, a Noah odezwał się, mówiąc:

Kim oni…

Mason prędko zasłonił jego usta dłonią i zamknął bezgłośnie drzwi. Nie był pewien, co się dzieje, ale nie miał w związku z tym dobrego przeczucia. Miał bardzo złe. Chwycił Noaha za ramię, po czym wbiegł do środka, zanim ten zdążył krzyknąć, co takiego robi. Złapał torbę, którą upuścił, a następnie rozejrzał się za miejscem do ukrycia w tym małym mieszkaniu. Usłyszał odgłos wojskowych butów i oblał go zimny pot. Noah dał się bezwiednie wlec ze względu na dziwne zachowanie Masona, ale wkrótce jego świadomość powróciła. Wyrwał rękę, złapał go za kark i popchnął na łóżko. Ponieważ Mason był zajęty szukaniem kryjówki, ten nagły atak sprawił, że zabrakło mu tchu.

To… Co ty do cholery wyprawiasz? – Rozległ się głos, który brzmiał, jakby w każdej chwili na jego głowę mogły opaść sople lodu.

Cze-czekaj, przeproszę później, więc…

Nie był w stanie odepchnąć ramienia mężczyzny przez słabe mięśnie Haleya. Rzecz jasna mógłby uderzyć go w nadgarstek i nadłamać kość. Nie chciał mu tego zrobić, ale… Nie mamy na to czasu! Spojrzał szybko dookoła i usłyszał kroki tuż za drzwiami mieszkania. Najemnicy szukali klucza, więc na zewnątrz było dosyć głośno. Nagle do jego uszu dotarły słowa: „Po prostu je wyważymy?”. Poczuł, że serce wali mu jak szalone i popatrzył na Noaha, który usłyszał dźwięk z zewnątrz i również wpatrywał się w drzwi sypialni. W tym momencie jego siła nieco osłabła. Mason nie przegapił okazji – w tej samej chwili odepchnął go, złapał i zasłonił mu usta, po czym zaciągnął na taras. Drzwi naprzeciwko otworzyły się natychmiast po zaciągnięciu zasłony.

Co do… Były otwarte?

Myślę, że ktoś już tutaj przyszedł… Czy nie wydaje ci się, że ten facet nie umawiał się z żadną kobietą?

Nie ma mowy, żeby miał jakąś. Tyle pracował. Pewnie wracał do mieszkania jakieś dziesięć razy na rok? Jeżeli umawiał się w tej sytuacji z jakąś kobietą… Naprawdę zacznę go podziwiać, tego sukinsyna.

Mason wstrzymał oddech, słysząc, jak śmieją się i żartują. Jego serce biło bardzo prędko w tej nieoczekiwanej sytuacji, ale starał się zachować zimną krew. Trzech mężczyzn. Nie wyciągnęli broni i o ile nie są idiotami, nie skrzywdzą Noaha. Problem tkwi we mnie. Nie wiem, co jest grane, ale myślę, że dam radę uciec nawet w najgorszej sytuacji, jeżeli opuszczą gardę. Dobrze, że spakowałem pistolety…

Mason uświadomił sobie, że nie ma ze sobą torby i zamarł. Spojrzał za zasłonę. Leżała pod łóżkiem na podłodze. Zapewne upuścił ją, kiedy Noah złapał go za kark i rzucił na łóżko. Ach… Mason przygryzł wargę i przełknął ślinę.

Z salonu dobiegł głos:

Co… Ten sukinsyn przyszedł do domu?

Hej, jego sejf też jest otwarty. Wow, to naprawdę walnięty facet. Zwiał z pięćdziesięcioma milionami i wrócił do mieszkania, by obrobić własne sejfy? Jaką obsesję na punkcie kasy trzeba mieć, żeby zrobić coś takiego? – powiedzieli to ze śmiechem.

Obsesja na punkcie kasy? Zwiał z pięćdziesięcioma milionami? Kto? Ja? Mason przewrócił oczami, słuchając ich rozmowy.

A jednak, jeżeli to pięćdziesiąt milionów, można zaryzykować życiem. Kurwa, jaka to ilość. Nawet ja bym zwariował – stwierdził jeden z nich, ale inny z najemników prychnął.

Chcesz zginąć? Był w stanie się tak wywinąć, bo to Mason. Gdybyś był na jego miejscu, złapaliby cię tego samego dnia i miałbyś kulkę w głowie.

Cóż, to swoją drogą, ale ten drań jest zbyt zachłanny. Beretta powiedział, że nie ma mowy, by Mason zrobił coś takiego, a skoro ciało Aarona wygląda w ten sposób, być może to on zniknął. Jeżeli tak się sprawy mają, to on zabrał pieniądze.

Mason przełknął ślinę w zaschniętym gardle. W ułamku sekundy zrozumiał sytuację. Więc ten skurwysyn, Aaron, zabił mnie i nawet obwinił o wszystko, a następnie uciekł z sejfem. Jeżeli o niego chodzi, nie miał innego wyjścia. Gdyby po prostu zniknął z sejfem, ograniczyłoby to zasięg jego ruchów i zostałby wkrótce złapany.

Po tym, jak Mason zmarł, tak naprawdę nie myślał zbyt wiele o Aaronie. Po pierwsze dlatego, że funkcjonowanie jako Haley było dosyć pracowite, a także myślał, że Zii go pomści.

Gdy Mason był pogrążony głęboko w rozmyślaniach, zorientował się, że trzymany przez niego Noah, któremu zasłaniał usta, podnosi rękę. Natychmiast go puścił.

Noah wstał z niewygodnej pozycji i potarł wargi, wpatrując się w Masona ze zirytowaną miną. Jego twarz wyrażała, że nie rozumie, co się tutaj wyprawia, więc będzie cicho, ale również rozważa wydanie go tym facetom. Mason uśmiechnął się niezręcznie i poświęcił uwagę wydarzeniom na zewnątrz. Upewnił się, że intruzi wyszli, a następnie wyciągnął rękę zza werandy. Jego ramię prawie dosięgnęło torby.

Wygląda na to, że się dosyć śpieszył. Nie jest typem, który zostawiłby coś takiego.

Mason słyszał, jak przegrzebują korespondencję leżącą w koszu.

Może ktoś zostawił to celowo. Czy to nie dziwne, wrócić do tego miejsca?

To… Wydaje się, że nie minęło zbyt dużo czasu, od kiedy tutaj był – stwierdził następny, prawdopodobnie sprawdziwszy ślady kurzu w miejscu, gdzie stały ramki.

Jeden z nich odbezpieczył pistolet.

Heh. Może jest w okolicy?

Może nadal być w budynku.

Patrzeć na otworzone drzwi i gadać te wszystkie rzeczy…

Ze względu na dochodzące z zewnątrz odgłosy, Mason wstrzymał oddech i wyciągnął ramię jeszcze dalej. Któryś z mężczyzn wszedł ponownie do sypialni. Mason prędko cofnął rękę i przełknął głośno ślinę. Zastanawiał się intensywnie, co takiego powie, jeśli zostanie złapany. Nie może powiedzieć, że „zna skądś Masona”. Ci goście nie zawahaliby się przed zamknięciem go, żeby dowiedzieć się, gdzie przebywa. Jeżeli może powiedzieć im wszystko, to jeszcze lepiej. Nie mógł oznajmić tym facetom, którzy mieli mięśnie zamiast mózgów: „Moje ciało jest martwe, ale dusza weszła do tego ciała”. Nawet gdyby to wyznał, nie uwierzyliby mu.

Mężczyzna obejrzał szafę oraz łazienkę obok sypialni, zerknął pod łóżko i wreszcie chwycił zasłonę, aby sprawdzić werandę. Na Masona opadł ciemny cień.

Kiedy zasłona się odchyli, pobiegnij, popchnij tego gościa, podnieś torbę i… – Jego głowa pracowała na szalonych obrotach.

Hej. Na zewnątrz są ślady butów. Pył jest nadal świeży. – Dobiegł z oddali głos.

Mężczyzna stojący przed zasłoną zawahał się nieco, po czym wyszedł z pomieszczenia. Za drzwiami słychać było, jak rozmawiają. Prawdopodobnie doszli do wniosku, że Mason opuścił już budynek. Wyszli z mieszkania, szeleszcząc.

Mason sprawdził dźwięk zamykanych drzwi oraz oddalających się kroków, a następnie wypuścił oddech, który wstrzymał. Achh, kurwa, ten Aaron, sukinsyn do samego końca…

Miałby spory problem, gdyby był beztroski, myśląc, że zajęli się już jego śmiercią. Tym razem miał dużo szczęścia. Jeśli ukryłby się trochę zbyt późno albo ci najemnicy byliby nieco bardziej dociekliwi, zapewne nie wywinąłby się tak łatwo. Skoro jego ciało jest już martwe, nic mu do tego, że Aaron i Zii coś robią. To, czy Zii oraz jego przełożony, Beretta, przechodzą przez gównianą sytuację albo nie są w stanie złapać Aarona, stało się dla Masona sprawą zupełnie z nim niezwiązaną. Rzecz jasna Aaron jest odrażającym typem, no i szkoda mu było kolegów, którzy węszyli nie tam, gdzie powinni. Poza tym czuł się trochę zakłopotany faktem, że w oczach tych gości, z którymi był dosyć blisko, stał się idiotą uciekającym ze względu na forsę. Jednak biorąc pod uwagę sytuację oraz słabe ciało Haleya, nie może tak po prostu wyskoczyć z zemstą, a powiedzenie Zii, że to Aaron jest żywy, a nie Mason byłoby kiepskim posunięciem. To jak wyrzucenie do śmieci jedynej szansy na spokojne życie. Dlaczego miałbym zrobić coś tak głupiego?

To możliwość, którą zdobył, umierając. Jedyne, co musi zrobić, to opuścić ten dom, pójść prosto do banku, zabrać pieniądze i nigdy nie pojawiać się w okolicy. Gdy spokojnie zbierał myśli, Noah wstał. Mason zauważył to i odwrócił głowę w jego stronę. Mężczyzna wyszedł z werandy, po czym podniósł torbę z zimnym wyrazem twarzy. Zerknął na Masona zrelaksowanym spojrzeniem i wysypał jej zawartość.

Uh… Nie!

Pliki pieniędzy, złoto, paszporty, broń, nieocenzurowane porno oraz zdjęcia wyleciały na podłogę.

Ach, cholera, co ty…

Mason od razu wstał i pochylił się, aby wyciągnąć zdjęcie spomiędzy fragmentów połamanej ramki, a stojący za nim Noah złapał go za kark. Nie, tym razem nie dał rady. Raz przed drzwiami, raz na łóżku, a teraz ten atak. Nie był na tyle naiwny, by dać się nabrać trzy razy. Mason uniknął ofensywy, a następnie ciągnąc go mocno za ramię, przy pomocy siły odpychania sprawił, że Noah wylądował na podłodze. Leżał na posadzce, a Mason tym razem wstał. Próbował dopytać się, dlaczego go atakuje, ale zamarł. Stało się tak, ponieważ biała ręka Noaha krwawiła, zraniona odłamkiem szkła.

Przepraszam. – Odruchowo przeprosił, widząc kapiącą krew.

Kiedy nawiązał kontakt wzrokowy z krzywiącym się Noahem, poczuł się jeszcze bardziej niejasno. Jego łagodnie wyglądające oczy wydawały się nieco zaskoczone i wyglądał blado. Mason miał wrażenie, że dręczy kogoś słabego, patrząc jak ta gładka, pozbawiona wszelkich zgrubień dłoń krwawi. W rzeczywistości to on sam był słaby, tkwiąc wewnątrz wynędzniałego i kruchego ciała Haleya… Nie, przecież był profesjonalistą, który krzywdził ludzi od ponad dziesięciu lat. Chociaż nie zrobił tego celowo, jednak… Mason spanikował, dosyć nietypowo jak na niego i uklęknął.

No, więc po co mnie zaata… Wszystko w porządku? Musi być tutaj apteczka. Prędko, twoja rana…

Gdzie ja ją schowałem? Do szuflady w salonie? Rozmyślając o swojej zakurzonej apteczce, próbował przyjrzeć się ranie Noaha, lecz upadł do tyłu.

Bang!

Noah, wyglądający tak słabo, że chyba mógłby w każdej chwili zemdleć, popchnął mocno Masona, zupełnie jakby wcale nie był ranny i usiadł na nim, przyciskając go za ramiona.

Ugh. – Mason jęknął boleśnie i przygryzł wargę.

Przez jego plecy przeszedł ostry ból ze względu na połamane szkło. Wkrótce zobaczył gwiazdy przed oczami.

Plask!

Noah spoliczkował go mocno, patrząc na niego jak na plik papieru. Raz, dwa… został uderzony tak wiele razy, że stracił rachubę. Kiedy ręka Noaha się zatrzymała, poczuł metaliczny smak własnej krwi i przeklął w myślach, a jasnowłosy dyszał tak, jakby to on został pobity. Uderzenie to on ma. Jak na cios wymierzony przez wątłego panicza z dawnych wspomnień, było to dosyć bolesne.

Proszę wybaczyć, panie Haley Lusk.

Mason uchylił powieki i spojrzał na niego, słysząc przez dzwonienie w uszach, jak go woła. Piękna twarz Noaha znajdowała się tuż przed nim. Jego oczy były lekko otworzone, miał dziwną minę i oddychał ciężko, aby powstrzymać złość.

Sądzę, że musisz dobrze odpowiedzieć na moje pytania. Jeśli skłamiesz albo wypaplasz coś, czego nie zrozumiem… Nie jestem pewny, co takiego zrobię. Z tą twoją głupią głową, prawdopodobnie nie jesteś w stanie sobie tego wyobrazić. Jestem w tym amatorem, więc nie umiem tego kontrolować – Noah uśmiechnął się słabo, a Mason pokiwał głową, myśląc: Najpierw pobicie, a potem zadawanie pytań, jesteś absolutnie profesjonalny…

Mający zimne spojrzenie Noah zastanawiał się, co takiego powiedzieć. Jego wyraz twarzy sugerował, że nie wie jakie pytanie najpierw zadać.

To mieszkanie… Skąd znasz Masona? – zapytał powoli.

Przyszedł do tego domu, aby sprawdzić, czy Mason naprawdę nie żyje. Jeżeli to był Mason, którego znał, musiał z pewnością być martwy, jednak jeżeli jakimś cudem by przeżył, jeden przedmiot zniknąłby z tego miejsca – zdjęcie jego żony i dziecka. Jeśli rzeczywiście uciekł z sejfem zawierającym pięćdziesiąt milionów dolarów, obojętnie, czy działał pod wpływem impulsu, czy też w zaplanowany sposób, zdjęcia by tutaj nie było. Gdyby to planował, prawdopodobnie zabrałby zdjęcie ze sobą jeszcze przed misją, a nawet jeżeli zrobiłby to impulsywnie, zapewne wróciłby po nie do domu.

Tak naprawdę, kiedy Noah przybył do Nowego Jorku i stanął pod drzwiami mieszkania Masona, był nieco nieprzytomny. Myślał, że Mason nie żyje, a teraz nadeszła pora, żeby się upewnić. To było proste zadanie, sprawdzić, czy zdjęcie jest w domu. Pojmował to rozumem, ale jednak stał przez chwilę, wpatrując się w drzwi. Czy on naprawdę zginął…? Pewnie jest martwy. Co się stanie, kiedy to sprawdzę? Będę płakać? A może po prostu pomyślę tak jak zwykle: „No widzisz. Oczywiście, w prawdziwym świecie nic nigdy nie działa tak jak w filmie”, pokiwam głową i nadal będę normalnie żył? A może… – Noah rozmyślał o głupich rzeczach, a jego umysł stawał się coraz bardziej pusty. Zimny wiatr ogarnął jego klatkę piersiową. Oddychał coraz płycej, tak jakby ktoś go dusił. Pomyślał obojętnie, że umrze. Chciał, żeby ktoś go ocalił, ale teraz już naprawdę nie było nikogo, kto mógłby to zrobić. Właśnie uświadomił to sobie po raz kolejny.

Drzwi otworzyły się od wewnątrz, po czym pojawiła się twarz, której widoku nie był w stanie przewidzieć. Zapomniał zupełnie o myśleniu na temat swojej śmierci i otworzył usta jak idiota. Byłby mniej zaskoczony, gdyby wyskoczył stamtąd duch Masona. Haley Lusk. Noah przyjrzał się gruntownie mężczyźnie, który wyszedł z mieszkania.

Skąd się wziąłeś w tym mieszkaniu?

Na początku pomyślał, że Haley musiał wiedzieć o jego planowanej wizycie już wcześniej i przyszedł tutaj jako pierwszy. Wydawało się, że ta opcja jest oczywista. To typ osoby, która mogłaby zrobić coś takiego i Noah nie był w stanie wpaść na żaden inny powód. Jednak kiedy zobaczył go ukrywającego się przed agentami z Zii, pomyślał chłodno: Skąd ten sukinsyn ma informacje na temat Masona? Gdyby go śledził, nie znalazłby się tutaj przed nim. Z kolei, gdyby otrzymał jakieś informacje, jedynym źródłem byłby Phil, ale niemożliwe, żeby jego sekretarz zrobił coś podobnego. Poza tym Haley nie stał pod drzwiami, a wyszedł ze środka. Oznaczało to, że miał klucz albo wiedział, gdzie jest schowany. Oprócz tego, po tym, jak Noah zobaczył przedmioty schowane w torbie, musiał dowiedzieć się, o co chodzi.

Przygniótł ramiona Haleya do podłogi i usiadł na nim. Przechylił głowę i spojrzał na niego. Pod jego ramieniem było widać krew – małą ilość, ale jednak. Poza tym jego wargi były rozcięte i zakrwawione. Gdyby to był znany mu Haley, z pewnością zacząłby wrzeszczeć lub płakać, zachowując się jak szalony, jednak miał spokojną twarz i przymknięte usta. To Noah czuł się wstrząśnięty. Trochę. Jego mina nie zmieniła się specjalnie, lecz jego oczy nieco drżały.

Co oznaczało to wrażenie déjà vu? Coś wewnątrz nie dawało mu spokoju. Noah na wpół uchylił powieki i powoli uniósł rękę. Kiedy miał już uderzyć tego kłopotliwego mężczyznę po raz kolejny, ten spytał go z obojętną miną i szeroko otwartymi oczami:

Więc co z tobą? Dlaczego jesteś w tym mieszkaniu? Jaką masz tutaj sprawę?

Noah zmarszczył brwi. Mocno chwycił i pociągnął za kołnierz Haleya, po czym stwierdził, uśmiechając się:

Nie powiedziałem, że możesz zadawać pytania.

Policzek Haleya drgnął, tak jakby ktoś go połaskotał i mężczyzna westchnął.

Mm… Ale ja nie mogę ci niczego powiedzieć, dopóki mi nie wyjaśnisz, dlaczego tutaj przyszedłeś – oznajmił spokojnie.

Noah podniósł z podłogi pistolet, słysząc jego zuchwałe słowa. Glock 17. Wycelował go w palec Haleya.

To niedobrze, że czujesz się zbyt komfortowo, posiadając dziesięć palców.

Odbezpieczył i załadował broń. Przycisnął w połowie spust i obserwował wyraz twarzy Haleya, który wyglądał jedynie na nieco zdumionego – nie była to reakcja, której się spodziewał. Co jest grane z tym nieprzyjemnym odczuciem dysonansu? Noah przygryzł wargę i nacisnął spust. Bang! Pocisk wylądował pomiędzy palcem wskazującym i środkowym, jednak Haley nawet nie drgnął. Nie dlatego, że był przestraszony. Opanowane niebieskie oczy wpatrywały się prosto w Noaha. Te oczy, wpatrujące się bezpośrednio w niego… Noah czuł, że jego serce bije bardzo szybko.

Co z tobą.

Klik. Ponownie załadował broń i wymierzył ją w głowę mężczyzny.

Co do diabła jest z tobą…

W rzeczywistości Noah nie znał zbyt dobrze Haleya. Rzecz jasna było tak dlatego, że nie przejmował się nim, albo nie chciał się nim przejmować. Jednak mimo wszystko wiedział, że ten mężczyzna jest inny niż tamten, który wówczas upił się i wywołał zamieszanie. To ma być Haley Lusk? Zdzirowaty ćpun? Noah czuł gęsią skórkę na policzku i również się w niego wpatrywał. Sam nie wiedział, dlaczego myśli o Masonie, patrząc się na tego kretyna, ale przeżył już parokrotnie déjà vu. Ugryzł się w usta. Przysunął lufę bliżej i położył palec na spuście. Nie wiedział, co takiego robi, ale o to nie dbał. Perspektywa naciśnięcia spustu wydawała się bardzo naturalna.

Przepraszam. – Mason zmarszczył nieco brwi, ponieważ niepokoiła go lufa przystawiona do czoła. – Nie możesz zabić człowieka w takim miejscu.

Głos, który przeszedł przez uszy Noaha, sprawił, że zaparło mu dech. Zakręciło mu się w głowie, zupełnie jakby cofnął się do jakiegoś momentu z przeszłości.

Tłumaczenie: Berenice96

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: