Kill the Lights

Rozdział 1832 min. lektury

Wszyscy członkowie ekipy produkcyjnej obserwowali Masona, wstrzymując oddech.

Haley, który wkroczył do magazynu, wyglądał zupełnie odmiennie – czarna marynarka, ciemne włosy oraz oczy, a także przerażająco obojętna mina. Stwierdzenie, że to prawdziwy agent pracujący dla tajnej organizacji, nie sprawiało dziwnego wrażenia. W środku rozległ się szelest, a jego przenikliwy wzrok przeskanował okolicę. Ukrywający się we wnętrzu Chase wstrzymał oddech, gdy usłyszał zbliżający się odgłos kroków. Dźwięk obcasów stykających się z podłogą był wyjątkowo donośny. Kroki roznosiły się echem z miejsca nieopodal jego kryjówki i w tym momencie…

Krótka wibracja rozbrzmiała w cichym magazynie. Haley zmarszczył brwi i wyciągnął telefon, aby odebrać połączenie.

Nie, poczekaj jeszcze chwilę na zewnątrz. Myślę, że wkradł się szczur – powiedział powoli i przeszedł jeszcze parę kroków. – Nie wiem, gdzie jest, ale nadal się tutaj znajduje.

Chase zamarł i przełknął ślinę, słysząc stukot bardzo blisko siebie. Przez głośnik w komórce dało się słyszeć głos kobiety: „Potrzebujesz wsparcia?”. Haley roześmiał się lekko.

Nie.

Chase przewrócił oczami, jakby myśląc „czy powinienem teraz wyskoczyć i zaatakować przeciwnika?”, ale nagle jego oczy znieruchomiały.

Klik. Zimny odgłos przeciął powietrze.

Powoli obrócił głowę. Haley patrzył na niego z góry z zimnym wyrazem twarzy.

– …Czy widziałaś, żebym kiedykolwiek przeoczył jakiegoś gryzonia? – odparł apatycznie i się rozłączył.

Chase wgapiał się w Haleya nawet po wstrzymaniu oddechu.

***

CIĘCIE! – krzyknął Vick z bardzo usatysfakcjonowaną miną.

Mason podniósł głowę, a Chase otarł pot i sapnął. Wyciągnął rękę w stronę aktora, aby łatwiej mu było wstać.

Przygotujcie się od razu do następnej sceny! Zaczynamy za pięć minut!

Gloria oraz ekipa przygotowali kolejną scenę i poradzili sobie z serią awarii.

Ach, naprawdę czuję się tak, jakbym został złapany podczas ukrywania się. – Chase pokazał gęsią skórkę na ramieniu, a Mason stosownie zareagował śmiechem. Chase wypił coś, co podał mu Tony i dodał ostrożnie: – Wczoraj… Naprawdę przepraszam. Nie wiedziałem, że wybierasz się do domu pana Raycarltona i postąpiłem lekkomyślnie.

Ach. Nie, dziękuję… że w ogóle to powiedziałeś.

Gdyby nie zaproponował oglądania wszystkich części Szklanej pułapki po kolei, Mason zapewne by się do niego wybrał. Tak naprawdę, nieco teraz żałował.

***

Jeśli wiem, że nie jesteś Haleyem Luskiem… Co takiego zrobisz?

Kiedy Noah to wyszeptał, mózg Masona zatrzymał się na chwilę. Pytając „dlaczego mi to robisz” nie miał pojęcia, że otrzyma w odpowiedzi jedynie „wiem, kim jesteś”.

Oszalał pan? – zapytał, ukrywając swoje zagmatwane myśli.

Noah przekrzywił głowę, jakby był zaskoczony, cofnął się o krok i uśmiechnął.

Pytasz tak, jakbyś jeszcze o tym nie wiedział. Nie widziałeś mnie trzęsącego się w windzie? – odrzekł Noah, niby żartując.

Panie Raycarlton – odezwał się do niego Mason. – Nie mówi pan poważnie, prawda? Nie jestem Haleyem Luskiem?

Wskazał na siebie palcem. Gdziekolwiek by nie popatrzeć, był nim i nie można temu zaprzeczyć. Co prawda pofarbował na jakiś czas włosy, więc nie były już jasne, ale ta blada twarz, kształtna linia brwi, chuda i wysoka sylwetka, a także piękne dłonie – nie istniało miejsce, w którym nie był Haleyem.

Jednak Noah odpowiedział, jakby się nad tym zastanawiał.

Dlaczego? Czyżbyś sam nie uważał, że ukrywasz to odpowiednio? Nawet nie starasz się szczególnie ukrywać, prawda? – Noah wskazał, by to on na siebie popatrzył.

To, co powiedział Noah, nie było błędne. Osobiście uważał, że zupełnie różni się od Haleya. Nie chodził do klubów, nie brał narkotyków ani nie pił alkoholu. Nosił ubrania, na które Haley nawet by nie spojrzał, a również wykopał jego krewnych i odciął zaprzyjaźnionych ćpunów. W rzeczywistości nie planował żyć jako Haley Lusk. Od początku założył, że zacznie nowe życie i nie będzie taki niepohamowany jak on. Może przypadkowo wylądował w filmie, ale nadal marzył o otwarciu własnej kawiarni oraz o spokojnym funkcjonowaniu.

Ukrywać czy nie… Naprawdę nie mam pojęcia, o czym pan mówi – odrzekł Mason, wyglądając na nieco zirytowanego. – Czy zazwyczaj ludzie nie myślą, że zmieniła się czyjaś osobowość? Ma pan bardzo bujną wyobraźnię. Cóż, twierdzi pan, że zabiłem Haleya, przeszedłem operację plastyczną i teraz go udaję? Tak jak w filmie?

Gdy Mason o to zapytał, Noah uśmiechnął się dziwnie, zamiast odpowiedzieć.

Wczoraj i dzisiaj zachowywał się pan nietypowo ze względu na to? Ponieważ wydawałem się inną osobą? Naprawdę nie rozumiem, co się dzieje – oznajmił Mason, drapiąc się po głowie. – Naprawdę nie rozumiem, jak to może być przyczyną. Mam tylko amnezję. Od kiedy umarłem i wróciłem, starałem się tylko właściwie żyć.

Mason brzmiał na zdumionego, a Noah uśmiechał się tak, jakby oczekiwał tej odpowiedzi.

Mówisz zbyt wiele. Chociaż nie ma powodu. – Odwrócił się i poszedł w stronę helikoptera. – Nie bój się. Nie powiedziałem tego, żeby cię przestraszyć. Odpowiedziałem jedynie, bo byłeś ciekaw powodu mojego zachowania – odparł beztrosko, tak jakby nic się nie wydarzyło. – Nie myśl zbyt wiele. W rzeczy samej byłoby miło nadal udawać, że nie rozumiesz.

Mason wgapiał się w plecy mężczyzny. Parędziesiąt kroków dalej, Phil czekał na nich wewnątrz helikoptera. Noah podszedł do maszyny, po czym odwrócił się, by spojrzeć na Masona nadal stojącego w tym samym miejscu.

Mason wpatrywał się w Noaha. Łuna była ciemniejsza niż chwilę wcześniej. Zerknął za siebie w kierunku planu. Był przekonany, że Noah o czymś wie. Nie miał pewności ile, lecz nie byłoby dziwne, gdyby wiedział wszystko. Spotkał go już kiedyś w jego domu i czasami robił z siebie dupka.

Pracując jako najemnik i wkraczając w kryzysowe, zagrażające życiu sytuacje nauczył się, że jeśli miał w stosunku do czegoś złe przeczucie, najlepiej było natychmiast odciąć się i uciekać. Nic nie mogło pójść źle, lecz doszedł do wniosku, że odwrót oraz ucieczka w tym momencie mogą być jego ostatnią szansą na spokojne życie.

Kiedy spojrzał ponownie w drugą stronę, przyłapał przyglądającego mu się Noaha. Mężczyzna nie powiedział „chodź tutaj” albo „pośpiesz się”, po prostu zacisnął usta i patrzył się na niego. Dokładnie jak wówczas, gdy dziesięć lat wcześniej Mason porzucił pracę ochroniarza.

Nie powinienem był pójść w tamtą stronę… – wymamrotał Mason.

Proszę? – zapytał Chase, a on pomachał ręką na znak, że to nic takiego.

Wczoraj pomyślał, że podążenie za Noahem okaże się dla niego niebezpieczne, ale i tak wsiadł do helikoptera. Jeszcze niczego nie wiedział, a porzucenie wszystkiego i ucieczka w takiej sytuacji nie należały do prostych. Zwłaszcza że przebicie się przez wszystkich otaczających teren paparazzi było niemal niewykonalne. Nie chodziło o to, że nie mógłby tego zrobić, gdyby chciał, lecz nie poszłoby łatwo. I… jego stopy nie ruszyły się przez sekundę. Tak jak dziesięć lat temu, kiedy pozostawił za sobą Noaha oraz rezydencję.

Dziesięć lat temu Mason nie był przy zdrowych zmysłach. Działo się to niedługo po tym, jak stracił żonę i córkę, a także posiekał na kawałki mordercę, który je zabił. Stracił wszystko, a zemsta zakończyła się zbyt prędko. Jedyne, co mógł zrobić w tamtym czasie, to zniszczyć samego siebie albo zniszczyć kogoś innego. Miał już wyjeżdżać do Afganistanu, ale dostał możliwość, by przez miesiąc pracować jako ochroniarz. Właśnie w ten sposób spotkał ponownie Noaha – małe dziecko, które uratował niegdyś w brudnej toalecie. Miesiąc upłynął bardzo szybko. Zii i rodzice Noaha zaproponowali mu przedłużenie, lecz on stanowczo to odrzucił. Dlatego, że w czasie jednego miesiąca zajmowania się Noahem, zapomniał o swojej zmarłej żonie i córce. Mason zaczął czuć słabość wobec tego pięknego chłopaka. Nie był jego krewnym ani kochankiem, ale chciał dbać o niego i go głaskać. Gdy widział, jak poci się podczas nocnych koszmarów, ręka Masona podświadomie sięgała w jego kierunku. Kiedy ocierał jego pot i gładził po włosach, Noah otwierał w ciszy oczy, po czym z ulgą wracał do spania, co sprawiało Masonowi przyjemność. Fakt, że może być czyjąś pociechą, pocieszył również jego samego, jednak wkrótce zmieniło się to w poczucie winy. Później zostawi za sobą swoją żonę oraz dziecko i pójdzie naprzód, lecz wtedy było na to za wcześnie. Miał wrażenie, że powinien być bardziej smutny i czuć większy ból.

Podjęcie decyzji o rzuceniu pracy okazało się łatwe, lecz pożegnanie z Noahem w odpowiednim czasie już nie. Pożegnał się i wyszedł z pokoju, a przy schodzeniu schodami drugiego oraz pierwszego piętra, opuszczaniu rezydencji i przechodzeniu przez ogród, jego kroki stawały się coraz cięższe i trudniejsze do stawiania. Nie tylko on mógł ochronić Noaha. Zapewne znajdowało się wystarczająco wiele osób pragnących go chronić. Pojmował to rozumowo, lecz czuł się tak, jakby siedemnastoletni Noah nadal był siedmiolatkiem, trzymającym go za ubranie i proszącym, aby nie odchodził.

Byt, który może umrzeć po jego odejściu”. Cóż, Noah mógłby nie tylko wyśmiać tę myśl, ale również zdenerwować się, jakby ją poznał, ale wtedy Mason tak właśnie się czuł. Teraz Noah miał nie siedemnaście, a dwadzieścia siedem lat, był zdrowy, a na dodatek zagrażał jego spokojowi i szczęściu. Jednakże wczoraj pod helikopterem Mason odniósł wrażenie, że cofnął się w czasie o dziesięć lub dwadzieścia lat.

To spojrzenie zapewne nie kryło tak głębokiego znaczenia – mruknął bezbarwnie.

Nie wiedział, jak wyglądało to dwadzieścia lat temu, lecz to nie Noah zatrzymał go dziesięć lat temu albo wczoraj. Nie było sensownego powodu ani drażliwej sytuacji, ale z jakiegoś powodu poczuł pewność i zaczął żałować Noaha. Nie mógł zrozumieć, skąd wzięła się tak absurdalna myśl w tamtym momencie.

Haley? Wszystko w porządku? – Chase uważał zapewne, że zachowywał się dziwacznie, mamrocząc do siebie.

Ach, nie czuję się dzisiaj dobrze. Myślę, że poprawi mi się, jeśli zrobię chwilę przerwy.

Chciał jedynie pomyśleć cicho w samotności, lecz Chase wyglądał na zmartwionego.

Może… Jest ci ciężko z powodu tych ludzi? – zapytał łagodnie, rozejrzawszy się dookoła.

Hm?

Ci antyfani lub uprzedzeni ludzie, którzy lubią pana Raycarltona… Wszyscy robią aferę, więc to oczywiste, że jest ci ciężko. Jednak wkrótce się to uspokoi. Prawda zawsze działa – oświadczył z powagą Chase.

Mason jedynie wpatrywał się w niego, tak jakby zastanawiał się, o czym ten facet opowiada, a w tej chwili jego telefon zadzwonił.

Giń, ty suko – 666. Gdy sprawdził powiadomienie, w skrzynce odbiorczej czekało wyzwisko wysłane przez anonimowy numer. Natychmiast zerwij z Noahem. Suka taka jak ty przespałaby się nawet z jego ojcem. Wiadomości napływały tak prędko, że nie dawał rady nadążyć.

Och, och, mój Boże. Jak to się może dziać! Haley, od razu je usuń! Nie, wyśledźmy numery i je zgłośmy! – Chase, który przeczytał smsy razem z nim, bardzo się zdenerwował, a Mason zaśmiał się cicho i wyłączył komórkę.

666”, to było tak urocze, że aż idiotyczne. Fragment mówiący o Haleyu śpiącym z ojcem Noaha był na tyle wrażliwy, że brał pod uwagę jego orientację seksualną.

Nieważne. Po co posuwać się tak daleko, by szukać ich tylko za coś takiego.

Mógł zmienić numer telefonu albo przez jakiś czas radzić sobie bez niego. Informacje na temat filmów otrzymywał, tak czy inaczej, od Tony’ego, a nie miał w końcu żadnych przyjaciół. Mason rozejrzał się i zauważył swojego menadżera, skulonego w kącie z komórką w dłoni. Ponieważ Tony nie potrafił przyzwyczaić się do wygodnego życia wywołanego amnezją Haleya, zgłaszał się, aby pomagać ekipie filmowej. Wydawało się, że nawet dzisiaj niósł coś w pudle leżącym przy jego kolanach. Jednak mina Tony’ego wyglądała dziwnie, a kiedy Mason do niego podszedł, mężczyzna zaczął czkać z pobladłą twarzą. Z trzymanego przez niego telefonu dobiegały przekleństwa.

Wyciągnął komórkę ze spoconej dłoni menadżera i nacisnął przycisk kończący połączenie.

Li-Liz?

Dlaczego tego słuchałeś? Mogłeś się po prostu rozłączyć. – Mason spojrzał na niego z rozdrażnieniem, podczas gdy Tony ocierał swój zimny pot.

W-wszystko ze mną dobrze!

Oczywiście, że wszystko z tobą dobrze. Nie masz żadnych urazów.

Ach, ra-racja…? – ponieważ Mason brzmiał normalnie, Tony powiedział to, wycierając pot i uśmiechając się niezręcznie.

Bał się tak bardzo, że niemal dostał zawału, lecz skoro Haley zachowywał się obojętnie, poczuł teraz wstyd i zarazem trochę ulgi.

Mason wręczył Tony’emu napój, który ze sobą nosił, a mężczyzna był tak spragniony, że zaczął pić jednym haustem.

Otrzymałeś sporo tych telefonów? – Mason trzymał komórkę, która znowu zaczęła dzwonić.

Tony, który pił, jakby coś utknęło mu w gardle, zerknął na niego ostrożnie.

Ach, od wczoraj ni z tego, ni z owego… Miałeś wcześniej wielu antyfanów, ale nie wyzywali cię ani nie grozili ci bezpośrednio tak jak teraz… uch, co powinniśmy zrobić? Zadzwonić na policję? Liz, powtarzali ciągle, że będą cię terroryzować… – Wziął kolejny łyk, gdy jego usta wyschły.

Groźba terroru, czy nie lepiej ją zgłosić? – zapytał Chase z poważną miną, a Mason sam zastanowił się nad tym przez chwilę.

Grożenie terroryzowaniem z całą pewnością jest czymś, czego nie powinien ignorować. To nie pole walki, gdzie wkoło latają pociski i bomby, ale człowiek może zostać łatwo zabity zaledwie przy pomocy noża. Wielu celebrytów zostało zamordowanych przez antyfanów czy stalkerów.

Czy to tylko jeden prześladowca? Podejrzewasz kogoś, kto mógł wyjawić twój numer?

Bez pewności, używamy tego numeru jako numeru firmowego… Umieściliśmy go na Facebooku… – oznajmił z wahaniem Tony, a Mason zmarszczył lekko brwi, wpatrując się w komórkę.

Odebrał telefon, który nie przestawał dzwonić.

Liz! – wyrzucił z siebie zaskoczony mężczyzna.

Dobrze przekazałeś moje słowa? Mogę, kurwa mać, w każdej chwili zakopać taką sukę jak Haley. Mason wykrzywił się, słysząc dochodzący z głośnika głos. Był to młody głos, należący może do gimnazjalisty albo licealisty. Rozłączył się, a gdy odebrał kolejne połączenie, które przyszło natychmiast, głos był cienki i kobiecy. Czy to agencja Haleya? Jestem kochanką Noaha. Przez Haleya jestem teraz w trudnej sytuacji, wiedzieliście?

Następny był rodzic narzekający, że skandal Noaha i Haleya szkodzi wychowaniu dzieci. Mason rozłączył trzecie połączenie i popatrzył na Tony’ego.

Po pierwsze, zmień numer.

Zmienić numer? A co jeżeli przyjdą jakieś oferty pracy, na przykład reklamowe? Co jeżeli stracimy okazję, bo nie dadzą rady się z nami skontaktować?

Kto wie? Myślisz, że dostaniemy nową pracę w tej sytuacji? Ja nie sądzę – przerwał mu Mason stanowczo.

Za każdym razem, gdy przybywał na plan, roiło się tu od reporterów i paparazzi. Udawanie się do pracy i z powrotem było możliwe jedynie w helikopterze. Zapomnij o dostaniu nowej pracy – jako nielubiany celebryta otrzymujący groźby, może zostać zwolniony i z tej obecnej.

A-ale, dostawałem telefony również od reporterów. Jeśli nie odbiorę, mogą się wściec i napisać jakieś dziwne artykuły.

Nie przejmuj się. Napiszą dziwne artykuły, nawet jeśli odbierzesz. – Machnął ręką, mówiąc mu, aby się nie martwił.

Tony nadal wydawał się nerwowy, a Mason poklepał go po ramieniu.

Jak już będziesz miał nowy numer, wyślij mi smsa – powiedział. – Nie denerwuj się, przeszukując internet i nie przejmuj się, jeśli usłyszysz jakieś przekleństwa. W końcu uszy nie zaczną cię boleć od słuchania tego.

Wyglądał na lękliwego człowieka, więc jeżeli przejmie się za bardzo każdym pojedynczym incydentem, jutro może pojawić się nagłówek „Tak samo, jak wcześniej Haley Lusk, jego menadżer został dzisiaj zawieziony do szpitala z powodu zawału serca…”.

Jasne, tak zrobię – odparł Tony z posępną i apatyczną miną.

Tak powtarza zawsze mój menadżer – rzekł Chase, uśmiechając się gorzko.

Och, nie. Pan Chase Viller ma antyfanów? – zapytał Tony, będący jego największym fanem.

To… Tak. Twierdzą, że mój uśmiech jest dla nich nieprzyjemny…

Czy to prawda? – zapytał wewnętrznie Chase.

Nie ma mowy! – rzekł Tony i podskoczył.

Mason, który podczas pierwszego spotkania z aktorem początkowo myślał, że jego uśmiech sprawia trochę nieprzyjemne wrażenie, odwrócił nieco wzrok.

Tak czy inaczej, nie sądzę, żeby aktualne groźby coś znaczyły, ale też nie śpieszmy się z kwestiami typu składanie raportu na policji albo zatrudnianie ochroniarza.

Skoro latał tam i z powrotem wraz z Noahem, nie potrzebował koniecznie większej ochrony. A złożenie doniesienia na policji oznaczałoby wypaplanie mediom, że otrzymuje pogróżki, co nie byłoby zabawne.

Wszystko w porządku, Liz? – zapytał Tony, zastanawiając się, jak to możliwe, że Haley wygląda tak obojętnie, skoro wcześniej wpadał w szał i płakał przez każdy złośliwy komentarz.

Chase również wydawał się zmartwiony, a Mason rzucił okiem dookoła.

Cóż…

Z całą pewnością spojrzenia innych ludzi poza Vickiem, Glorią i Chase’m nie były sympatyczne. Zupełnie jak wtedy, gdy został wciągnięty na plan serialu Trop. Oczywiście w porównaniu do tamtego czasu, teraz dostrzegał bardziej złożone i wyszukane, lecz niebezpieczne emocje takie jak zazdrość czy zawiść.

Wszystko w porządku. Zresztą i tak nie mogę niczego zrobić.

Osobą, która rozpoczęła tę grę, był Noah, on również poruszał pionkami. Mason nie wiedział, do czego zmierza i jedyne, co mógł zrobić, to starać się jak najlepiej w czasie nagrywania filmu. Możliwie najskuteczniejsze przetrwanie w grze rozpoczętej przez kogoś innego bardzo przypominało to, co robił w przeszłości.

Jesteś odważny, naprawdę – stwierdził Chase w osłupieniu, a Mason wzruszył tylko ramionami.

Zamiast odwagi, był raczej zbyt leniwy, aby przemyśleć to dogłębnie, lecz nie powiedział tego głośno.

Ale Haley, czy ty też masz zamiar zmienić numer? Jaki będzie twój nowy numer? – zapytał nerwowo Chase, tak jakby oczekiwał, że Mason mu go poda.

Ach. Nie. Zamierzam go zmienić, ale czekam na telefon od kogoś, więc nie… A skoro już o tym pamiętam…

Wyciągnął swoją komórkę i ją włączył. Zalały go nowe wiadomości oraz nieodebrane połączenia, a Mason pomyślał bez sensu: czuję się teraz popularny, po czym sprawdził listę kontaktów. 666, 0000, 13 – pośród anonimowego przeklinania odnalazł numer, którego poszukiwał. Był to numer jego starego znajomego i zarazem prywatnego detektywa, Pitzroya.

***

Parę dni temu, gdy Mason opuścił jacht Noaha, udał się do Westwood Village, gdzie nadal padał deszcz. Mieszkała tam kuzynka Haleya, Joy. To ona zrobiła zdjęcie Masona wchodzącego do pokoju hotelowego z Noahem, a Sandra jako pierwsza udostępniła je na Twitterze. Następnie Anna, Jason, Colin i pozostali udostępniali zdjęcie między sobą z dopiskiem „pierdol się”. Gdyby Noah nie wyciągnął pomocnej dłoni i nie zrobił czegoś równie szalonego, jak zaproszenie go na randkę tamtego rana, Mason miałby poważnie przejebane. Rzeczywiście obwiniał samego siebie za bycie nieostrożnym, chociaż wiedział, że Joy go śledzi, lecz nie zakończy się to owacjami z jego strony i powiedzeniem: „Udało ci się mi dojebać, wspaniale!”. Wszedł do dużego centrum handlowego, gdzie kupił nowe ciuchy i czapkę, parę rękawic i płaszcz przeciwdeszczowy, a także strasznie wyglądający nóż kuchenny. Zabicie człowieka było łatwiejsze przy pomocy pistoletu, lecz nic nie sprawdzało się lepiej niż nóż, kiedy chciałeś wywołać w kimś strach. Założył czarne ubrania i czapkę pod płaszcz przeciwdeszczowy i poszedł do domu Joy. W związku z tym, że było to dosyć porządne osiedle, monitoring został zamontowany w wielu różnych miejscach. Jednakże zdawało się, że nie zrobił tego profesjonalista, ponieważ pozostało wiele martwych stref. Nacisnął dzwonek i czekał, lecz ze środka przez długi czas nie dotarł żaden dźwięk. Czy wiedziała już wcześniej, że przyjdzie i ukryła się albo udawała, że jej nie ma? Joy nie może być taka bystra – mruknął, po czym bezmyślnie nacisnął klamkę. Drzwi uchyliły się z łatwością i Mason zmarszczył brwi. Coś takiego nie występowało w jego programie działania. Ostrożnie zerknął przez szparę, a następnie otworzył je szeroko tylko po to, aby zastać chaos. Powoli zbadał wnętrze wzrokiem. Mogło być to dzieło złodzieja bądź rabusia, ale wiedział, że nie jest. Po pierwsze – nigdzie nie dostrzegał plam krwi ani śladu po nożu czy pocisku. Opróżnione szafy, otworzony sejf i zaginione torby podróżne. Był bałagan, jednak nikt nie przeszedł przez to miejsce.

Uciekła. Mason zamrugał z zaskoczeniem i oblizał usta. Zapewne przestraszyła się wywołania problemu, ale zamiast zatrudnić ochroniarza, po prostu zwiała? To dziwne, że spakowała rzeczy w takim pośpiechu i odeszła. Opuścił rezydencję Joy z dokuczliwym przeczuciem, udając się do domu ciotki Anny oddalonego o cztery budynki. Sytuacja się powtórzyła. Wuj Jason, Jordan, Sandra i wszyscy pozostali. Nikt nie odebrał telefonu od Masona, a tak dokładniej – numery ich telefonów zniknęły. Zastanowił się nad tym nieco i zadzwonił do Pitzroya Greenhama, który trzy lata wcześniej pracował z nim w Zii, a teraz był prywatnym detektywem w LA.

Co? – Mason ponownie zapytał Pitzroya.

Mężczyzna cierpliwie powtórzył informację.

Joy Clank na początku udała się do domu przyjaciółki w Santa Monica. Około dwóch godzin później została stamtąd przez kogoś wyrzucona, udała się do małego motelu i porzuciła tam swoje dzieci. Ach, dzieci są jutro wysyłane do sierocińca… Po porzuceniu dzieci widziano, jak opuszcza motel i podąża za grupą ubranych na czarno ludzi, a potem zniknęła bez śladu. Może znajdować się gdziekolwiek.

Mason zmarszczył brwi. Zatrudnił go, aby odnalazł Joy, Jasona, Annę i pozostałych.

Co to oznacza?

Masz zamiar nadal mnie o to pytać? Jeśli tak, przyniosę dyktafon. Będzie ci opowiadać w zamian.

Mężczyzna brzmiał na zirytowanego, a Mason uświadomił sobie, że to nie było porównanie albo przenośnia. Wszystkie ślady zostały wymazane – „zniknęły”, więc Pitzroy nie mógł ich wyśledzić.

Wszystkie?

Nareszcie, zaczęliśmy rozmawiać. Czy to dobrzy ludzie? Wyczuwam coś bardzo niebezpiecznego. Będziesz miał duże problemy z odnalezieniem ich. Musisz dać mi za to więcej pieniędzy.

Mason przemyślał to krótko.

Nie, tak jest w porządku – odrzekł prosto.

W porządku? Nie masz zamiaru ich szukać?

Nie, nie mam. Nie poszukiwałem ich dlatego, że jestem z nimi blisko.

Chciał jedynie sprawdzić, czy planowali wywołać jakiś nowy problem lub czy posiadali coś, przez co mogli sprawić więcej kłopotów.

Wow, jak zimno – stwierdził Pitzroy i zagwizdał. – Ci ludzie mogą być martwi.

Więc? – zapytał obojętnie Mason. – Dlaczego miałbym się przejmować?

Nie byli jego krewnymi, a nawet gdyby łączyły ich więzy krwi, nadal by o to nie dbał.

Mężczyzna po drugiej stronie linii polizał usta, wiedząc, że stracił możliwość zarobienia większej ilości pieniędzy.

Prawda. Ja też czułem się zagrożony w czasie tej roboty. Dobrze jest zatrzymać się w tym momencie, ale…

Bla, bla. Pitzroy wydawał się wahać, tak jakby czuł, że powinien dokończyć zaczętą pracę, mamrotał i zachowywał się denerwująco.

Ach. Ale ty… Od kogo dostałeś rekomendację, zanim się ze mną skontaktowałeś? To był Mason, prawda? Twój sposób mówienia jest taki sam jak tego sukinsy…

Dobra robota. Przeleję pieniądze na numer konta, który znam – Mason przerwał mu stanowczo i rozłączył się po wypluciu z siebie tych słów.

Ten drań zawsze był zbyt szybki. Oczywiście, gdyby nie był, to miałby trudności z zarabianiem przez potajemne śledzenie innych ludzi. Zawsze dużo gadał, ale znał się na swojej pracy i nadal wydawał się taki sam, jak kiedyś.

Mason wpatrywał się przez chwilę w słuchawkę publicznego telefonu, po czym westchnął i się odwrócił.

Skończył pan swoją sprawę? – zapytał Phil, czekający parę kroków z tyłu.

Przyjrzał się, jak mężczyzna sprawdza zegarek z obojętną miną. Miał niewyraźną koncepcję, lecz zdawało się, że prawdopodobnie przyczyną zniknięcia ich wszystkich były jego słowa. Albo, żeby być dokładnym, słowa Noaha.

Doprowadzenie do zniknięcia człowieka bez żadnego śladu nie jest proste, a tym bardziej w przypadku więcej niż dwóch osób. Ktoś, kto mógłby tego dokonać, był wpływowy albo miał wiele pieniędzy. Jednak zakładając, że posiada i jedno, i drugie, zadanie stałoby się bardzo łatwe.

Nie ma dzisiaj pana Raycarltona. – Zamiast zagadać „co zrobiliście moim krewnym?”, Mason zapytał: – Jest zajęty?

Zawsze jest zajęty – odrzekł zimno Phil i podniósł głowę.

Zobaczywszy jego przeszywające spojrzenie, Mason wydobył z siebie zduszony śmiech.

Nie wydaje się, żeby pan za mną przepadał.

Każdy miał prawo go nie lubić, lecz Phil był bardzo kiepski w kontrolowaniu mimiki, zwłaszcza jak na sekretarza „tego Noaha”. Rzecz jasna mógł uważać, że sytuacja nie jest warta ukrywania swojego wyrazu twarzy. Wyglądał, jakby nie spodziewał się takiego pytania z jego strony i zmarszczył brwi.

Ja tylko… zastanawiam się, o czym myśli sobie pan Raycarlton. Nie mogę tego odgadnąć.

Ach, tak samo, jak ja. Kto nie byłby ciekaw – odparł Mason słodko, a Phil westchnął.

Poszedł otworzyć drzwi samochodu, jakby mówił „zamknij się i wsiadaj”.

Gdy Mason zamilknął, a następnie wsiadł do środka, Phil zamknął drzwi i usiadł na miejscu pasażera. Pojazd wystartował gładko, a samochody należące do agencji ochroniarskiej otoczyły okolicę. Oczywiście paparazzi, którzy tam czekali, podążyli za nimi. Ziewnął przeciągle i wyjrzał za okno. Paparazzi trąbili klaksonami, niebezpiecznie zmieniali pasy, a czasami rzucali puszkami, żeby popatrzył w ich stronę. Cierpiał dopiero od trzech dni, ale już doszedł do wniosku, że nienawidzi ich tak bardzo, jak swojego szefa z Zii, Beretty. Już miał się odwrócić, gdy…

Bang! Zaskoczony Mason spróbował wstać, ale ostatecznie uderzył się o sufit samochodu. Chwycił się za głowę, lecz mimo tego wyjrzał na zewnątrz.

Co się dzieje? Wszystko w porządku? – zapytał zaskoczony Phil.

Zatrzymaj samochód! Szybko! – odkrzyknął, zamiast odpowiedzieć.

Pojazd zatrzymał się, gdy Phil skinął ręką, a Mason otworzył drzwi i skierował wzrok w kierunku, gdzie wcześniej spoglądał.

Haley? Co się dzieje? – zawołał mężczyzna, widząc jego poważną minę, ale Mason przygryzł usta i wpatrywał się w ulicę zapełnioną reporterami.

Nie przewidziało mi się. Na pewno tych dwoje stało w świetle lampy, trzymając aparaty. Aaron i Ashley.

Ukrywali się między reporterami, wypatrując kogoś.

***

Mason zauważalnie wpatrywał się w Noaha, który siedział po przeciwnej stronie stołu i elegancko kroił stek. Tak jak u kulturalnego, zamożnego panicza, w jego manierach nie było żadnego uchybienia. Używał w odpowiedniej kolejności noża oraz widelca, zgrabnie trzymał kieliszek, rozkrajał mięso, po czym je przeżuwał. Te ruchy nie wydawały się wymuszone. Byłby bardzo naturalne i roztaczały słodki wdzięk typowy dla Noaha Raycarltona. Mason, będąc jedynie najemnikiem, po prostu rozerwał mięso na kawałki, tak jak mu pasowało i je zjadł, w tym samym czasie oglądając spożywającego posiłek mężczyznę niczym film.

Patrzysz na małpę w zoo jedzącą banana? – Noah odłożył widelec na talerz, podniósł głowę i zapytał o to z apatyczną miną.

Proszę zjeść więcej – odparł i popchnął w jego stronę sałatkę, zamiast temu zaprzeczyć.

Noah uśmiechnął się pod nosem i złapał szczypce leżące w misie z sałatką.

Był pan dziś zajęty? – zapytał Mason, przeżuwając stek.

Gdy Noah wrócił do domu, było już po jedenastej i ze względu na to jedli niemal o północy. Mężczyzna, który nalewał właśnie sos, przechylił głowę, jakby był ciekaw i się uśmiechnął.

Dlaczego pytasz? Byłeś zawiedziony, że przysłałem w zamian Phila?

Hm? Ach, jasne, cóż – odrzekł wymijająco Mason, podczas gdy Noah ciągle się uroczo uśmiechał, niczym prawdziwy kochanek.

Jasnowłosy zaśmiał się cicho.

Nie było to coś pilnego, ale zadzwonili do mnie rodzice. Nie widziałem ich też przez jakiś czas. – Wyzywająco oparł łokcie o stół i potrząsnął widelcem, mówiąc: – Udawanie syna jest bardzo męczące.

– …Mogę zrozumieć dlaczego. – Mason pokiwał głową, współczując panu i pani Raycarlton, którzy prawdopodobnie byli zszokowani przez skandal ich syna.

Skoro media niezwiązane bezpośrednio ze sprawą zachowywały się w tak szalony sposób, jak mieli czuć się rodzice? Ich ukochany syn zadawał się z niesławnym, wulgarnym ćpunem.

Powiedzieli, że chcieliby cię kiedyś spotkać.

– …Mnie? Dlaczego? – zapytał Mason ze zdezorientowanym wyrazem twarzy.

Pewnie dlatego, że jesteś osobą, z którą się spotykam? – odpowiedział pytaniem na pytanie Noah i powrócił do jedzenia sałatki.

Mason wykrzywił wargi, wgapiając się w usta gryzącego sałatę blondyna.

Więc wyjaśnił im pan odpowiednio, że to nieprawda?

Powiedziałem, że przedstawię cię później. Możesz podać mi dzień, kiedy nie będziesz miał nagrań? – zapytał Noah, uśmiechając się słodko.

– …Ach, dzisiejsza sałatka jest bardzo świeża. – Zmienił temat Mason.

Noah wzruszył ramionami i podniósł kieliszek, aby upić trochę wina. Przy stole dało się słyszeć jedynie brzęk naczyń.

Mason ponownie przeniósł wzrok wyżej i zerknął na niego, przeżuwającego mięso z nieśmiałą miną.

Nie tak dawno temu w drodze do rezydencji widział na ulicy Aarona i Ashley. Byli wmieszani w tłum paparazzi, kręcąc się z jednej strony, jakby kogoś wypatrywali, a potem prędko przepadli. Wydawało się oczywiste, że poszukiwali Noaha. Całe szczęście dziś się tak nie stało, lecz co mogłoby się wydarzyć, gdyby przyszedł go odebrać, tak jak robił to przez parę dni? Zapewne nie zdziałaliby wiele wśród ochroniarzy i dziesiątek kamer. Jednak nikt nie wiedział, co takiego zamierzali, ponieważ znajdowali się w beznadziejnej sytuacji. Już samo ich pojawienie się w tym miejscu było niecodzienne.

Ale… czy ostatnio też zabiera pan ze sobą ochroniarzy? – zapytał Mason, jakby dopiero wpadło mu to do głowy, wpatrując się w gładkie policzki Noaha.

Zazwyczaj tak. Dlaczego pytasz? Ktoś znowu usiłuje mnie skrzywdzić? – wspomniał tę samą wymówkę, która padła parę dni wcześniej w pokoju hotelowym.

Mason przełknął odpowiedź „tak, o to właśnie chodzi” i przeciął ziemniaka z beznamiętną miną.

Chodzi o to, że paparazzi są ostatnimi czasy bardzo złośliwi.

To prawda – Noah syknął, jakby Mason zamartwiał się bez powodu.

Dostaję nawet pogróżki. Zachowanie ostrożności nie jest błędne – dodał, pijąc wodę.

Chciał, żeby wydawało się to jedynie zwyczajną wzmianką, lecz był dosyć zmartwiony.

– …Martwisz się o mnie? – spytał Noah, przekrzywiając głowę, gdy przełknął łyk wina.

To… – zaczął mówić.

To? – Noah zachęcił go, mrużąc oczy, ponieważ znowu usiłował wyminąć temat.

Pyta, czy się martwię, co on opowiada? Ma zdrowe ciało, ma pieniądze i władzę, które mogą nawet doprowadzić do zniknięcia paru osób. Nie mam się czym martwić, ale…

Mason uważał, że to niedorzeczne i frustrujące, ale zaskakująco był zmartwiony. Nie na niepokojącym poziomie, lecz od czasu do czasu odrzucał własny spokój umysłu oraz dobre samopoczucie do rynsztoku na rzecz martwienia się o niego. Sądził, że tylko idiota zachowywałby się w ten sposób i starał się przestać o tym rozmyślać, ale nie mógł zaprzeczać prawdzie. W windzie, w slumsach obok planu filmowego, w hotelu, a nawet teraz, Mason był głupio zatroskany o Noaha. Czy powinien poważnie zastanowić się nad przyczyną swojego zachowania?

– …Bardzo martwię się o siebie – mruknął i upił nieco wody.

Noah zaśmiał się cicho i napił wina.

O co chodzi? – Mason zapytał, co go tak rozbawiło.

Mężczyzna potrząsnął lekko kieliszkiem.

Po prostu… Jakby to ująć? Pomyślałem, że byłoby miło, gdybyś się o mnie martwił.

Potrzebuje pan moich zmartwień? – zapytał Mason, który ze względu na swoje niepotrzebne obawy powątpiewał we własne zdrowie psychiczne.

Ach, oczywiście. Oczywiście! Bardzo ich potrzebuję – rzekł Noah i dopił resztę wina. – Martwienie się o kogoś oznacza, że są w tym uczucia.

Martwienie się o kogoś oznacza, że są w tym uczucia”. Mason poruszył ustami, usłyszawszy te słowa.

Taa, cóż… żądanie czegoś takiego jest nieco przesadne.

Mówię tylko, że byłoby miło, gdyby tak to wyglądało – wymamrotał Noah, uśmiechnął się i podniósł butelkę.

Oblizał swoje nieco wilgotne wargi, a następnie nalał niewielką ilość świeżego wina do pustego kieliszka. Mason przyjrzał się czerwonemu płynowi wpływającemu do szkła.

– …Myślę, że wypił pan odrobinę za dużo.

Wydaje mi się, że słyszałem coś o jego słabej głowie.

Hm? – odpowiedział jasnowłosy i sprawdził niemalże pustą butelkę. – Ach, to prawda. Sądziłem, że napijemy się wspólnie, ale w końcu sam wszystko wypiłem. Jedna butelka to dla mnie trochę zbyt wiele. Ty nie pijesz wina? Czy nie piłeś wczoraj? – zapytał, a Mason przymknął usta.

Dlaczego nie wypijesz kieliszka? Masz nagrania wcześnie rano? – dodał, potrząsając butelką.

Nie, nie o to chodzi, ale alkohol jest nieco… – spanikował i pomachał ręką.

Tylko odrobinę? – zaproponował blondyn i zapytał, co chciał wcześniej powiedzieć.

Mason zaczął dobierać słowa.

To znaczy, uważałem, że kieliszek wina będzie w porządku, ale zmieniłem zdanie po napiciu się wczoraj.

Dlaczego? – Widząc jego spanikowaną minę, Noah wydawał się nabrać ochoty na dokuczanie mu. Oblizał usta. – …Dlatego, że zrobiłeś się napalony?

Wzrok mężczyzny opadł na kraniec stołu, gdzie znajdowały się uda Masona. Zaśmiał się cicho, jakby przypominając sobie coś, co się pomiędzy nimi znajdowało, a Mason upuścił nóż i widelec na blat.

Panie Raycarlton.

Na dźwięk jego stanowczego głosu, Noah uniósł obie ręce do góry. Oznaczało to: „wiem, że czujesz się niezręcznie, jednak skoro to tylko żart, nie musisz być taki poważny”.

Ale mimo wszystko, chcesz się teraz napić? – Uśmiechał się, stukając w kieliszek Masona przy pomocy butelki, tak jakby był gotowy do nalania.

Mason przygryzł usta i wstał ze swojego miejsca. Mężczyzna wydawał się nieco zaskoczony.

Skoro tak… wygląda na to, że obaj skończyliśmy jeść, więc już pójdę – oznajmił, uniknąwszy jego spojrzenia.

Skończyliśmy jeść… i to nie żadne „pójdę”, już idziesz? – odparł Noah w reakcji na te stanowcze słowa, zamrugał i zaczął się w niego wpatrywać. Następnie wypomniał mu, że nie była to właściwa etykieta w żadnym mieście.

Nagle się zmęczyłem. Dobrej nocy.

Nie czekał na odpowiedź i wyszedł z kafeterii, tak jakby uciekał. Noah ze zdziwionym wyrazem twarzy przyglądał się drzwiom, przez które wyszedł Mason. Mrugając, przeniósł wzrok na stół, gdzie leżał talerz z niedojedzonym daniem oraz niewypite wino.

– …Ach.

Wypił wino z apatyczną miną, a następnie wlał resztkę do swojego kieliszka. Całkiem sporo wpłynęło do środka i mężczyzna oblizał usta.

Powiedziałem ci, jednak butelka to dla mnie za wiele – wybełkotał i zaśmiał się cicho, dopijając pozostałości.

Tłumaczenie: Berenice96

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: