Kill the Lights

Rozdział 535 min. lektury

Bądź cicho. Bądź cicho. Bądź cicho. Cicho…

Noah spojrzał do góry ze względu na nieustannie dochodzący znad jego głowy głos. Nie, żeby mógł cokolwiek zobaczyć, ponieważ był ściśnięty w sporej walizce z zakneblowanymi ustami oraz związanymi rękami i nogami. Wstrzymał oddech, by zdusić wszystkie dźwięki. Niczego nawet nie mówił i wstrzymywał oddech, ale w dalszym ciągu słychać było „Bądź cicho. Bądź cicho”. Przez małą szparę przepuszczającą jedynie strumień światła szerokości igły, dobiegał głos kobiety.

Bądź cicho. Bądź cicho. Jeżeli zrobisz jakiś odgłos, wyrzucę tę torbę na drogę i cię zabiję. Bądź cicho. Bądź cicho. – Wiedziała, że Noah ją słyszy.

Walnięta suka… Noah uważał, że była walniętą suką. Nie jako wyzwisko. Ona naprawdę była szalona. Jeżeli byłaby zdrowa na umyśle, nie powtarzałaby siedzącemu cicho Noahowi, by siedział cicho, jak zepsuta płyta. Rzecz jasna, przede wszystkim nie porwałaby chłopca i nie wsadziła go do walizki.

Ziemia była dość wyboista, więc kółka torby często się odbijały. Uważał, że gdyby przez cały dzień nic nie jadł, to zwymiotowałby. Nie mógł nawet ruszyć palcem ze względu na chorobę lokomocyjną i odwodnienie. Nawet gdyby nie związała jego rąk, z pewnością nie byłby w stanie niczego zrobić. Teraz mógł robić tylko jedno – po cichu życzyć sobie, aby ktoś go znalazł, zanim ta walnięta suka go zabije.

Szanse były bardzo niskie. Nowy Jork to takie miejsce, w którym ludzie uważają, że przejmowanie się sprawami innych ludzi to powód do wstydu, a także nikt nie miałby wystarczająco bujnej wyobraźni, by pomyśleć, że młoda kobieta z podróżną walizką wiezie w niej dziecko. Zapewne, nawet jeśli ktoś pomyślałby, że to dziwne, osoba ta nie poprosiłaby przechodzącej kobiety o otworzenie walizki.

A jednak może ktoś mnie uratuje. Ludzie pewnie mnie szukają. Może ktoś pomyśli, że ta wariatka jest podejrzana, chwyci torbę i „tadam”, uratuje mnie. Nawet teraz. Nawet później…

Ach, nikt mnie nie uratuje… – Pomyślał po chwili. W tej ciemności. Przed tą kobietą. Myślał, że nikt nie uratuje go przed strachem umierania. Nigdy.

– …carlton. Panie Raycarlton? Wszystko w porządku?

Noah, który drzemał na tylnym siedzeniu samochodu, otworzył oczy, słysząc głos Phila. Jego ociężałe i zamglone oczy powoli stały się wyraźniejsze. Ciemny świat przypominający halucynację zniknął, a zimne powietrze dotykało jego policzka. Phil marszczył brwi za drzwiami pojazdu. Noah zamrugał lekko i uśmiechnął się, jakby to nie było nic takiego.

Ach. Ach… Jaki był następny punkt harmonogramu?

Phil westchnął i odpowiedział na powolne pytanie Noaha.

– …Nic. Pójść do domu i odpocząć.

Noah poczuł zimny pot na czole i uśmiechnął się, mówiąc:

Jutro będzie pracowity dzień.

Zadania, które zostały przesunięte na jutro, sprawią, że będzie to bardzo zajęty dzień i nie będzie mógł bezmyślnie spędzić nawet jednej sekundy. Jutro trzynaście minut na obiad nie będzie żartem, ale nic nie można na to poradzić. Tak jak myślał Phil, Noah nie znajdował się w stanie, w którym byłby zdolny pracować.

Nie musi pan iść do szpitala? A może powinienem wezwać Roberta? – Phil zaproponował, że zadzwoni po lekarza, a Noah potrząsnął głową.

Achhh, nie. Nawet jeżeli przyjdzie Robert, to czy znajdzie się jakiś lepszy sposób? Da mi prawdopodobnie silniejsze leki. To nic takiego. Nie martw się. Wszyscy współcześni ludzie to mają, prawda? – Pomachał niefrasobliwie ręką.

Ale panie Raycarlton, w tej chwili…

Uśmiechnął się promiennie do Phila, który próbował coś dodać.

Zachowujesz się arogancko, Phil.

Pod maską uśmiechu zielone oczy Noaha były zimne. Phil przełknął ślinę i się skłonił.

Przepraszam.

Idź do domu – Noah machnął ręką w stronę kłaniającego się Phila.

Phil spojrzał na budynek firmy, gdzie czekały sterty nieskończonej pracy, ale zamiast mu mówić, że nie może odejść z tego powodu, pożegnał się.

Skoro tak, zobaczymy się jutro.

Uprzejmie zamknął drzwi samochodu, a Noah uśmiechnął się i pomachał mu radośnie, tak jakby tego zimnego spojrzenia nigdy nie było. Phil skłonił głowę, a samochód Noaha pojechał w stronę jego domu.

Noah ponownie oparł się o siedzenie i zamknął oczy. Podniósł palec, aby poluzować krawat, ale poczuł, że jego palce drżą. Uśmiechnął się krzywo. Minęło już dwadzieścia lat, a jego ciało nadal na to reagowało. Co w tym takiego specjalnego? Zaśmiał się cicho i westchnął. Zrobili z tego film, lecz historia nie była aż tak dramatyczna. Po prostu jakaś kobieta oszalała z zazdrości wobec jego matki, Rebeki Kelly i porwała małego Noaha. Zabierała go wszędzie, aby uciec, ale przypadkowo został uratowany. Zazwyczaj uprowadzenie dziecka kończy się śmiercią, jednak on miał nadzwyczajne szczęście i był w stanie bezpiecznie wrócić do domu. Film miał szczęśliwe zakończenie i prawdziwa wersja wydarzeń była podobna do tej filmowej. To, co wydarzyło się potem, to szczegóły, o których publika nie musiała wiedzieć.

Noah włożył rękę do wnętrza marynarki i wyciągnął buteleczkę z tabletkami. Xanax. Brał to od długiego czasu, więc efekty były bardzo nieznaczne. Brał Xanax, ponieważ nie chciał zmieniać leku, ale jego lekarz, Robert, ciągle proponował mu inny antydepresant. Nawet Noah sądził, że powinien przestać się upierać i wziąć inny lek, ale dzisiaj nie miał wyjścia. Może ze względu na efekt placebo było to lepsze niż nie wzięcie niczego. Gdy usiłował otworzyć zakrętkę, spostrzegł mały ślad po błocie i się zatrzymał. Zamiast wziąć tabletkę, po prostu się w niego wpatrywał. Był to ślad, który powstał po upuszczeniu buteleczki.

Kiedy wszedł na plan filmowy, wszyscy milczeli. Patrzyli się na jednego mężczyznę. Noah myślał, że ten trzęsący się na deszczu mężczyzna był kimś innym, nie Haleyem. Kimś, kto nie mógł się tam znajdować. Podczas gdy wszyscy byli zszokowani, Noah oddychał ciężko i mrugał oczami. Jak mogę myśleć o tym człowieku, patrząc na Haleya? Nie było pomiędzy nimi żadnego podobieństwa. Haley jest najbardziej bezmyślną osobą, jaką znał, a tamten człowiek…

Noah pamiętał jak przez mgłę jego twarz i przymknął powieki, by przypomnieć ją sobie wyraźniej.

W tym samym momencie telefon zadzwonił głośno.

Trrrrrr. Dzwonił Phil. Noah zastanawiał się przez chwilę, po czym odebrał. Skoro Phil dzwoni do niego, chociaż zdaje sobie sprawę z tego, w jakim jest stanie, musi to być nagły wypadek. Westchnął, a zanim w ogóle zdążył spytać, o co chodzi, Phil już się odezwał.

Właśnie przybył nowy raport na temat Masona Taylora… Zgodnie z informacjami obecnie jest uznany za zaginionego w czasie misji. Przyślę szczegóły przez faks w twoim domu. Co powinienem zrobić? Chce pan go wyśledzić? – zapytał Phil ostrożnym głosem, a Noah, zamiast odpowiedzieć przeniósł wzrok na buteleczkę Xanaxu.

Z pewnością był to moment, w którym przydałby się mocniejszy środek uspokajający.

***

Co to ma być? – Mason usiadł na kanapie w oświetlonym promieniami słońca salonie i zapytał tak, jakby miał do czynienia z jakimś nonsensem.

To…nto dokumenty dotyczące stanu finansowego, o które prosiłeś wczoraj. Spytałem o nie twojego osobistego księgowego, Lorena, a on podał mi je i płakał, pytając, czy nareszcie się tym zainteresowałeś – zająknął się Tony.

Mason podrapał się po policzku i pomyślał „Mężczyźni w tej okolicy potrafią tak dobrze płakać”. Simon, Tony i teraz ten gościu o imieniu Loren, którego nawet nie znał. Płacząc, robili takie miny, że nie wiedział jak sobie z nimi poradzić. A wszystkie powody były głupie.

Nie… Rozumiem, że to jest raport dotyczący finansów, ale to, to, to i to, no i ta cała sprawa. Na co idą te pieniądze?

Bogactwo Haleya dzieliło się mniej więcej na dwa rodzaje – duże pieniądze, które zarabiał sam oraz małe pieniądze, które pozostawili jego rodzice wraz z domem. Pieniądze z obu źródeł znikały gdzieś w takich ilościach, że obecnie jego status był niemal na minusie. Właściwie, to nie licząc domu, już był na minusie. Znikające kwoty wynosiły od kilku do setek tysięcy, a Haley niczego za nie nie kupował. Oczywiście była też jakaś rozrzutność, lecz w większości pieniądze te były przelewane. Tony zrobił dziwną minę, usłyszawszy pytanie Masona.

Ach, to… Na samej górze są wydatki na życie twojej ciotki, Anny. Dawałeś jej cztery tysiące co miesiąc. Zaraz pod spodem są pieniądze, które wysyłałeś do swojego wujka i jego żony. Te cztery i dwadzieścia tysięcy to opłata za szpital Anny. Poniżej są pieniądze na życie twojej kuzynki Joy, opłata za nianię… Niżej pieniądze, które jej pożyczyłeś… – Tony wyjaśnił kwestie finansowe i stwierdził: – Zapewne nie pamiętałeś o tym nawet przed amnezją. To wydatki na życie Jordana, to sfinansowanie przeprowadzki Sandry, a to…

Dlaczego płacę za życie swoich krewnych? – zapytał Mason, patrząc na tę niekończącą się listę.

Czy Haley i ciotka Anna nie wyparli się siebie?

Mason nie był nawet w stanie skomentować faktu, że Haley wydawał dwadzieścia tysięcy dolarów miesięcznie na krewnych, którzy próbowali ściągnąć jego maskę tlenową.

Hę? Cóż… Powiedziałeś mi tylko, że musisz dać im pieniądze. Nie znam szczegółów…

Czy ci ludzie są niepełnosprawni? – zapytał Mason, chcąc wiedzieć, czy to dlatego nie mogą zarobić własnych pieniędzy, lecz po chwili dodał: – Nie, nawet jeżeli są niepełnosprawni, nie muszę ich wspierać.

Zajrzał do dokumentów. Niepełnosprawni czy biedni, zajmowanie się tymi ludźmi to zadanie państwa, a nie siostrzeńca, którego się wyparli.

Odtąd do tego miejsca. Odetnij wszystkie pieniądze, które idą na moich krewnych. Opiekunkę dla dziecka, rachunek za szpital, wszystko – powiedział stanowczo Mason.

Istnieje jakiś limit bycia popychadłem. Dawanie wszystkich swoich pieniędzy jakimś krewnym traktującym go jak śmiecia, aż konto w banku zaczyna być na minusie. W przeciwieństwie do Haleya Masonowi nawet nie przyszło do głowy, żeby zachowywać się w ten sposób.

Tony’ego zdziwiły słowa Masona.

Jesteś… jesteś pewny? Tak nagle… To znaczy, nie chcę, żebyś dawał swoje pieniądze tym śmieciom, ale jeśli odetniesz ich tak nagle, zrobią awanturę…

Jaką awanturę? – zapytał oniemiały Mason.

Będą dzwonić i przychodzić… Gadać, że rozpowiedzą plotki na twój temat albo cię pozwą – odpowiedział z przestrachem Tony.

Mason przyjrzał mu się od stóp do głów. On może wiedzieć coś o tym, dlaczego Haley wyrósł na kogoś takiego. Bez rodziców, ze wszystkimi krewnymi usiłującymi go oskubać, a jego jedyny pomocnik jest tak słaby. Każdego miesiąca wyrzucał dwadzieścia tysięcy do śmietnika jak idiota. A Tony zapytał się go, czy jest pewny tylko dlatego, że obawia się telefonów. Byłoby dziwne, gdyby dziecko w takim środowisku wyrosło na normalnego człowieka.

Myślę, że to ja powinienem ich pozwać. To. Pieniądze, które pożyczyłem. Termin zwrotu minął już dawno temu.

Właśnie po to jest księgowość. Całe szczęście, że są potwierdzenia notarialne. Małe kwoty poniżej trzech, czterech tysięcy nie mają potwierdzenia w dokumentach, ale nawet jeżeli nie zajmie się nimi wszystkimi, pozostałe ilości pieniędzy były stanowczo zbyt duże.

Mój księgowy… Loren? Powiedz mu, żeby wysłał do nich upomnienia. A jeżeli pieniądze nie wpłyną do następnego miesiąca, przejmij ich własność albo złóż pozew.

Czy-czy-czy naprawdę mogę? – zapytał Tony, tak jakby był równocześnie przestraszony i szczęśliwy.

Mason przerzucał strony grubych dokumentów z potwierdzeniami pożyczek.

Tak – odrzekł obojętnie. – Jeżeli moja pamięć powróci, no cóż, nie wiem, jak się zmienię, ale mimo wszystko zrób to w ten sposób.

Nie musiał przejmować się tym, czy Haley miał zamiar przejść przez życie jako popychadło. Dla niego byli obcy, a on nie lubił wścibskich ludzi. Mason po prostu nie chciał dać sobą pomiatać, gdy żył zamiast Haleya. Jego niewrażliwa postawa sprawiła, że Tony przygryzł wargę, jakby się wzruszył. Powtarzając „Lubię amnezję. Amnezja rządzi” wyciągnął telefon i zadzwonił do Lorena.

Ach, i… To jest twoja pensja?

Mason zobaczył 2400 dolarów wydawanych każdego miesiąca. Tony sapnął i ostrożnie pokiwał głową.

Dlaczego? Je-jest jakiś problem? – zapytał przezornie, a Mason się uśmiechnął.

Czy zajmujesz się jakimś innym celebrytą oprócz mnie?

Nie, nie. Nie lubisz, gdy zajmuję się innymi ludźmi…

Cztery dni temu normalne zadania typu rola drugoplanowa lub statystowanie całkowicie się zakończyły. Właściwie już wcześniej były znaki, które na to wskazywały, lecz incydent z Noahem stanowił ostateczny cios. Nikt nie chciał dać mu pracy, a nawet w miejscu, do którego wysyłano scenariusze, mówili „nie zatrudnimy Haleya”. Noah nie powiedział niczego Haleyowi, jednak wszyscy sami to zauważali. Uznawali, że Haley nie posiada nawet szczególnego uroku, więc nie chcieli ryzykować.

Teraz grafik jest dosyć wolny, ale kiedy scena, którą nagrałeś wczoraj, pokaże się w telewizji w przyszłym miesiącu, ludzie zaczną o tym mówić i wszyscy będą próbowali cię zatrudnić!

Tony był przekonany, lecz Mason odparł jedynie nieszczerze:

Poważnie?

Zapewne chwalił grę Masona, ponieważ obawiał się, że zrezygnuje on z aktorstwa, ale jak dobry może być amator? Nawet jeśli grał całkiem nieźle, ze względu na dotychczasowy tryb życia Haleya oczywiste było to, jak wszystko się zakończy. Mason słuchał jednym uchem i zapytał:

Tak czy inaczej, w tej chwili nie mam pracy, prawda?

To… Coś takiego… – odpowiedział Tony ze zniechęceniem.

Okej. – Mason pokiwał głową. – Ustalmy termin. Trzy miesiące od teraz.

Termin?

Tak. A to… – Mason wziął czek należący do Haleya i złożył na nim podpis, który ćwiczył od rana, po czym podał oszołomionemu Tony’emu.

Sześć, sześć tysięcy?

Oczy Tony’ego otworzyły się szeroko, a Mason pokiwał spokojnie głową.

Będę dawał ci tyle pieniędzy do sierpnia. Chociaż nie mam pracy, pomóż mi nieco od teraz przez trzy miesiące.

Potrzebuję przy sobie kogoś, kto opowie mi o mnie. Relacje Haleya z przyjaciółmi i relacje z rodziną, nawet najmniejszy sekret, który musi wiedzieć, by od tego momentu żyć jako Haley. Nie był na tyle głupi, by wybierać się na pole bitwy bez żadnej wiedzy. Usłyszawszy słowa Masona, Tony wyglądał na zaskoczonego.

Co, co będzie po trzech miesiącach?

Pomagać mu tylko przez trzy miesiące. Co zamierza zrobić później? Tony zamrugał, jakby go nie rozumiał i zapytał, a Mason podrapał się po policzku i uśmiechnął.

Cóż… Jeżeli nie będę miał pracy w ciągu trzech miesięcy, ciężko będzie żyć… Tak czy inaczej, nie jest lepiej dla ciebie, żebyś zaczął zajmować się inną gwiazdą? Nie kimś takim jak ja, kto upada.

Co, jakie upadanie… O czym ty mówisz…

Czy to nieprawda?

Tony wyglądał, jakby nie wiedział, jak zareagować na obojętną wypowiedź Masona. To była prawda, jednak Haley zawsze był zarozumiały, a teraz mówi „jestem przebrzmiałym celebrytą”. Nawet gdyby powiedział „jestem skończony!” i płakał, Tony byłby smutny. Lecz powiedział to apatycznie, co sprawiło, że był jeszcze smutniejszy. Czuł się tak, jakby łzy miały zaraz wypłynąć, ale przycisnął oczy rękawami i się powstrzymał. Uznał, że Haleyowi jest bardziej smutno mówić te słowa, więc nie mógł płakać.

Masona nie obchodziło to, czy Haley był upadającą, czy wznoszącą się gwiazdą. Patrzył właśnie na wynik swojego badania. Nie był aż tak zły, jak w przypadku statusu finansowego, lecz jego zdrowie było niemalże na skraju upadku. Pod niektórymi względami było gorsze niż stan finansów.

Tony odwrócił się, by ukryć swoje łzy i wytrzeć nos. Kiedy miał już wyrzucić chusteczkę, zatrzymał się.

Co to jest? – zapytał.

Kosz na śmieci wypełniony był białymi paczuszkami.

Ach, to…

Mason sprawdził na wynikach badania wszystkie substancje, od których był uzależniony Haley – alkohol, kokaina, marihuana, ekstazy i inne. Podrapał się po głowie.

Kiedy obudził się nad ranem, podniósł swoje ociężałe ciało i rozejrzał po domu. Poprzedniej nocy był zbyt zmęczony, więc po przyjeździe poszedł tylko prosto do pokoju, który wskazał mu Tony i spał jak zabity. Nie miał żadnej energii na rozglądanie się. Myślał, że umrze pod prysznicem, ale doczołgał się do łóżka. Jego kark oraz ramiona były zesztywniałe, nogi się trzęsły, miał niestrawność i bolała go głowa. Doszedł nawet do wniosku, że człowiek może umrzeć bez zostania dźgniętym albo postrzelonym. Spanie w miejscu, którego bezpieczeństwa w ogóle nie sprawdził, nie zdarzyło się Masonowi, który był najemnikiem, ani razu przez ponad dziesięć lat. Jednak nie potrafił kontrolować słabego ciała Haleya. Jego nogi drżały nawet po przebudzeniu się rano, ale wstał i rozejrzał się dookoła. Dom znajdował się pomiędzy kosztownymi rezydencjami na Beverly Hills. Rezydencja nie była zbyt duża, lecz wystrój wnętrza dobrze zrobiony. Mason wszedł z powrotem do środka, zadrżawszy pod wpływem atmosfery tej bardzo relaksującej i cichej okolicy, zupełnie odmiennej od miejsc, w których kiedyś musiał przejmować się bezpieczeństwem. Przed bramą, basenem oraz ogrodem znalazł małe, nieznanego rodzaju kamerki niezwiązane z monitoringiem, ale patrząc na sposób ich ukrycia, były zbyt nieszkodliwe i nie stanowiły zagrożenia. Odwrócił obiektywy kamer w nieco innym kierunku i wszedł do środka, by przeszukać dom. Rezydencja miała dwie sypialnie, jeden pokój gościnny, łazienkę z jacuzzi i małą toaletę tuż obok sypialni, a także zmodernizowaną, ładną kuchnię. Na drugim piętrze znajdowała się ogromna garderoba i siłownia. Ten piękny dom gwiazdy wyglądał tak, jakby zdrowy tryb życia był możliwy, lecz gdy się temu przyjrzeć był on niesprzyjający zdrowiu. Lodówka mogłaby pomieścić dwóch mężczyzn, a zawierała jedynie piwo i wodę Evian. Gablota wypełniona była winem, koniakiem i whiskey… nie miał nawet sera na zagrychę. Siłownia sprawiała wrażenie, jakby nigdy jej nawet nie otworzył, ponieważ wszystko pokrywał kurz. Miał mnóstwo różnego rodzaju maszyn, ale ze względu na brak użytkowania i zajmowania się nimi, wszystkie były nie do ruszenia, a nawet zardzewiały. Jedzenie oraz ćwiczenie były w tym domu problematyczne, jednak istniał ważniejszy problem.

Mason spojrzał na zdjęcia wiszące w salonie. Od tych wysokich na dwa metry po te rozmiaru dłoni, wszystkie przedstawiały Haleya, gdy był mały i ładny. Zamiast przyglądać się wizerunkom, które wszędzie roztaczały narcystyczną aurę, ściągnął niektóre ze zdjęć. Rzecz jasna zza ramek, które nie były pokryte kurzem, wypadły paczuszki wypełnione białym proszkiem. To było oczywiste. Nikt nie chowa za ramkami cukru.

Mason znalazł po opakowaniu pod schodami wiodącymi na drugie piętro i za klozetem. Niektóre z miejsc sprawiły, że zaczął się zastanawiać, czy Haley musiał chować je w ten sposób. Odnalazł więcej nad sufitem. Haley zrobił w nim małą dziurę, do której schował torebki z narkotykami i zasłonił wszystko kafelkiem. Dotyczyło to tylko kokainy. Marihuana znajdowała się w szafie, szufladzie, pod łóżkiem i w innych miejscach. Poważnie, narkotyki były wszędzie.

Dopiero co zaczął zbierać wszystkie dragi poukrywane w domu, a już kosz na śmieci wypełnił się nimi na tyle, że mógłby nawet otworzyć sklep. Kiedy Mason próbował udać się do piwnicy, którą podejrzewał najbardziej, przyszedł Tony z dokumentami finansowymi oraz wynikiem badania.

Gdzie pochowałeś wszystkie… Nie, czy pamiętasz, gdzie je pochowałeś? – zapytał z zaskoczeniem Tony, patrząc na stos kokainy i marihuany.

Ach… Pamiętałem o tych. – Mason uważał, że dziwnie będzie tłumaczyć jak znalazł każdą rzecz, więc tylko krótko odpowiedział.

Uniknął spojrzenia Tony’ego, które mówiło „naprawdę kochasz narkotyki” i sprawdził wyniki badania.

Ponieważ Haley był uzależniony od różnych narkotyków i alkoholu, a także prowadził bardzo nieregularny tryb życia, jego dwudziestoczteroletnie ciało było jak to należące do pięćdziesięciolatka. To już nawet nie czerwone światło, a zbliżanie się do wybuchu. Wyczerpał całą energię tylko dlatego, że rozejrzał się po domu.

Wstał, masując ramiona. Pomyślał, że powinien ćwiczyć w sposób dostosowany do tego słabego ciała. Jeżeli wykonałby jakieś ciężkie ćwiczenia, umarłby z powodu ataku serca.

Co chcesz zrobić? Czy-czy chodzi przypadkiem o ćwiczenia? – spytał głupio Tony, widząc, że Mason podniósł ręcznik i butelkę wody.

Tak. Ach, nie musisz się żegnać, kiedy będziesz wychodzić. Zadzwonię, jeśli będę czegoś potrzebował. Miłego dnia. – Mason pomachał do Tony’ego, który stał zdezorientowany, po czym poszedł do siłowni.

Ć-ćwiczyć? On ma zamiar ćwiczyć?

Tony przetarł oczy, patrząc na Haleya, który wchodził do pomieszczenia nieodwiedzanego przez siebie ani razu od czasu wprowadzenia się tutaj. Nienawidził się ruszać. Z wyjątkiem wychodzenia po kawę do miejsca, w którym kupowało ją wielu celebrytów, nigdy nawet nie próbował się ruszyć. Haley próbujący ćwiczyć…

O mój Boże…

Wchodzący do siłowni Haley wydawał się pokrywać z cieniem kogoś innego, tak samo, jak wczoraj, kiedy grał. Nawet jeśli ma amnezję, czy człowiek może zmienić się do tego stopnia? Wygląda, jakby stał się kimś zupełnie innym…

Och, właśnie.

Haley wrócił z pomieszczenia, a Tony przerwał swoje rozmyślania i spojrzał na niego, nadal zszokowany.

Nie zrobiłem niczego, przez co nie mógłbym latać samolotem, prawda? – zapytał Mason, ponieważ uznał, że w przypadku Haleya jest to całkiem prawdopodobne.

Samolotem? Dokąd się wybierasz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Tony. – Wszystkie linie są w porządku oprócz Malta Air. Ostatnio ty… Tak czy inaczej, nie – wymamrotał, a Mason uśmiechnął się krzywo.

Do Nowego Jorku.

Tony spojrzał na niego pytająco – dlaczego akurat Nowy Jork? Ale Mason niczego nie odpowiedział, jedynie pomachał do niego z uśmiechem i wrócił do siłowni.

Nowy Jork, 119. ulica. Tam znajdowało się prawdziwe miejsce zamieszkania Masona Taylora.

***

Noah spotkał ją po raz pierwszy tamtego dnia rano. Siedmioletni chłopiec, który przyszedł ze swoją matką, Rebeką Kelly, na plan filmowy, podążył za tamtą przygnębioną kobietą, ponieważ powiedziała, że jego matka go szuka. Zazwyczaj nie zachowywał się tak głupio, ale tamtego dnia naprawdę chciał wrócić do domu. Już dochodziła godzina, na którą się umówili.

Matka Noaha, która była urodzoną aktorką, cieszyła się uwagą innych ludzi. Lubiła chodzić dookoła z aniołkiem takim jak on i chwalić się faktem, że wydała na świat równie urocze dziecko. Noah nie przejmował się staniem przed kamerami, ponieważ miał z tym do czynienia, od kiedy był naprawdę mały. Jednak dla dziecka męczące było to, że ludzie podchodzili, by z nim porozmawiać, tak jak działo się na planie filmowym. Dlatego też Noah bardzo nie lubił siedzieć na planie i samemu rozmawiać z ludźmi, lecz Rebecca obiecała mu, że pojadą na dwutygodniowe wakacje, jeśli poczeka na nią przez dwie godziny. Nie sądził, że zajmie to tylko dwie godziny, ale tak długie czekanie było niezmiernie nudne, więc poszedł za kobietą, która powiedziała mu, że matka go szuka. Kobieta zabrała go na odosobniony parking, a kiedy zaczął myśleć, że to trochę dziwne, wyciągnęła z torebki paralizator i po chwili widział już jedynie ciemność.

Gdy otworzył oczy, znajdował się w jej piwnicy. Ocknął się w zimnym, ciemnym miejscu i na początku myślał, że jest martwy. Nie mógł niczego dojrzeć ani przesunąć się chociażby o centymetr. Ta kobieta związała całe jego ciało taśmą.

Jego twarz z wyjątkiem nosa, ramiona i nogi były obwiązane, więc nie był w stanie nawet ruszyć palcem. Jak długo trząsł się w tym mroku? Minęło bardzo dużo czasu. Noah zdążył zasnąć, obudzić się i zasnąć ponownie. Następnie przebudził się, usłyszawszy dźwięk otwierających się ciężkich drzwi. Ktoś wszedł do środka. Wstrzymał oddech i leżał bez najmniejszego drgnięcia. Osoba, która weszła, chodziła dookoła, jakby mu się przyglądając, więc wstrzymał oddech jeszcze mocniej. Miał wrażenie, że coś się do niego zbliża i poczuł ciepłe powietrze na swoim uchu.

Wiem, że nie śpisz.

Gorący oddech tuż przed jego nosem śmierdział odpychająco. Noah podniósł głowę i bardzo mocno uderzył podbródek kobiety, która upadła do tyłu, krzycząc głośno, a on… nie mógł zrobić już niczego więcej. Nie było tak jak w filmie, w którym głównemu bohaterowi udaje się uciec. Jego ręce oraz nogi były związane i nie był w stanie niczego zobaczyć. Kobieta nie ruszała się przez chwilę, ale w końcu chwyciła go za włosy i zaczęła raz za razem bić go po twarzy.

Ty bezczelny gówniarzu. Jesteś taki sam jak ta suka. Ona zachowuje się tak, jakby cały świat nie mógł cię nawet dotknąć.

Dzwoniło mu w uszach i krwawił z nosa. Wyczuwał również metaliczny posmak na języku. Jej chichot brzmiał jakby z oddali.

Ciekawe jak będzie wyglądała jej mina, jeśli umrzesz, co nie? – powiedziała to, trzęsąc się, co sprawiało wrażenie, że płacze. – Myślisz, że ktoś cię uratuje, prawda? Ponieważ jesteś głównym bohaterem. Ponieważ jesteś wyjątkową osobą, uważasz, że nie zginiesz w ten sposób.

Dyszała tak, jakby śmiała się zbyt długo. Mówiła do niego, ale przypominało to mówienie do siebie.

Przykro mi, ale policja już tutaj była. Udawałam, że jestem zmartwiona twoim zniknięciem i po prostu odeszli. Jestem dobra w graniu. Twoja matka nawet nie może mi dorównać – wymamrotała słabym, cichym głosem. – Jestem sto razy lepsza od niej. Wszystkie twarze są podobne po operacjach plastycznych. Dlaczego ja nie mogę tego zrobić? Dlaczego ja? To dlatego, że jest bogata… Bo jej rodzina jest zamożna. Nie, pewnie potrząsnęła tymi swoimi dużymi cyckami przed PD. Ta tandetna suka. Brudna, brudna, brudna. – Mówiła bardzo szybko. – To ja jestem główną bohaterką w tym filmie – wyszeptała, a jej gorący oddech cuchnął. – W filmie, w którym główna bohaterka niszczy tę patrzącą na innych z góry sukę i sprawia, że zwyczajni ludzie tacy jak ja czują się lepiej…

Powoli ściągnęła taśmę zasłaniającą oczy Noaha. Do środka wpadała smuga światła i mógł dostrzec jej twarz. Miała pospolite rysy, lecz nie był w stanie oderwać od niej wzroku. Jej oczy lśniły dziwacznie i uśmiechała się, mając szalone, jadowite spojrzenie. Zauważył, że w ręku trzyma duży, kuchenny nóż.

Trzęsiesz się? Trzęsiesz się, prawda? Haha, jestem taka szczęśliwa… – mruknęła, patrząc na drżące ciało chłopca. – Dobrze. Nawet ty, który urodziłeś się, mając wszystko, jesteś zwykłą osobą. Pokażmy światu, że każdy umiera, gdy zostanie dźgnięty – rzekła radośnie i uniosła nóż, który był wystarczająco duży i ostry, by przebić małe dziecko.

W tym momencie, gdy Noah wstrzymał oddech i przymknął powieki…

Ding dong. Ding dong. Ding dong. Zabrzmiał bezustanny dźwięk dzwonka. Po próbie dźgnięcia Noaha kobieta wściekła się i poszła schodami na górę. Weszła po nich, stąpając głośno i zniknęła, a Noah z całych sił próbował się poruszyć. Myślał, że przyciągnie uwagę ludzi, gdy coś rozbije, ale wróciła, zanim zdążył to zrobić. Wyglądała na poddenerwowaną. Wymamrotała „Dlaczego wrócili? Dlaczego?” i spojrzała przerażająco na chłopca. Z zewnątrz nadal dobiegało dzwonienie do drzwi. Prędko złapała Noaha i wepchnęła go do zakurzonej torby podróżnej. Próbował się sprzeciwiać, lecz nie mógł niczego zdziałać, ponieważ był obklejony taśmą. Przykucnął we wnętrzu walizki, a ona ją zamknęła. Przez sekundę pomiędzy kolejnymi sapnięciami słyszał, jak zastanawia się, czy zabicie go i wsadzenie do worka na śmieci nie będzie lepsze. Jednak prawdopodobnie przypomniała sobie o gorącej pogodzie i po prostu zamknęła wieko.

Czasami brała taksówkę, ale przez większość czasu szła. Wydawało się, że szuka miejsca, w którym mogłaby ukryć zwłoki. Noah był niespokojny za każdym razem, gdy przestawała ciągnąć walizkę. Czy dotarła do jakiegoś miejsca? Jeśli tak, mogę tym razem naprawdę umrzeć – taki strach go przygniatał.

Przez całe godziny targała go ze sobą. Leżał niczym martwy, zlany potem w torbie, w której powoli zaczynało się robić coraz cieplej. Nie mógł nawet za bardzo uchylić oczu. Od czasu do czasu słyszał odgłos syren, lecz nie potrafili go odnaleźć i przejeżdżali obok. Nawet kiedy gorące popołudnie zakończyło się i nastała nieco chłodna noc, mijały go sygnały. Przestał już odczuwać zawód i oddychał ciężko. Jego ręce oraz nogi były zdrętwiałe już od jakiegoś czasu. Był spragniony i kręciło mu się w głowie. Jego świadomość powoli znikała. Być może ta kobieta chciała zabić go w taki sposób. Noah poruszył związanymi z tyłu rękoma. Ze względu na brak przepływu krwi nie czuł niczego, lecz jego paznokieć w zetknięciu z torbą wywołał odgłos drapania. Drap, drap, drap. Nie miał nawet takiej intencji, ale udało mu się wytworzyć słaby dźwięk. Jednak po chwili doznał szoku. Wyglądało na to, że kopnęła walizkę. Umrzeć w taki lub inny sposób – Noah już o to nie dbał i podrapał torbę parę razy więcej.

Bam! Bam! Bam! Poczuł uderzenie na czubku głowy oraz od strony żeber. Walizka upadła na ziemię, a w jego uszach zadzwoniło. Jęknął słabo. Torba została podniesiona i szybko przewleczona po raz kolejny. Bang! Bang! Odbijała się o różne rzeczy, więc się trząsł. Zamknął oczy, drżąc na całym ciele. Przez szparę dostał się smród moczu. Ziiip! Walizka otworzyła się wreszcie z drażniącym odgłosem, lecz Noah nie spojrzał do góry. Nie miał siły, by podnieść głowę. Brudne kafelki i klozet. Doszedł do wniosku, że to kabina w WC.

Kurwa… czy to w ogóle ma sens? Skąd wzięło się tyle glin w Stanach? Kiedy zgłosiłam, że mój chłopak mnie bije, wiesz, ilu przyjechało? Żaden. Powiedzieli, że są zajęci… Najwidoczniej nie są zajęci, gdy ma to coś wspólnego z bogaczami. – Przygryzła paznokcie, wyglądając na nieco poruszoną. Prawdopodobnie uznała, że niebawem zostanie złapana. – Jeżeli mają mnie złapać, sądzę, że powinnam cię zabić, zanim to zrobią.

Gdy usłyszał jej głos, pomyślał: Rozumiem, zaraz umrę. Umrę teraz.

Przez cały ten czas w ciemnościach zastanawiał się, kiedy umrze, więc nie było to aż tak szokujące.

Ale… kobieta, która ma wszystko, myśląca o zmarłym synu. Kojarzy się to z jakąś główną bohaterką tragedii. – Noah powoli podniósł wzrok. Chwyciła jego twarz jedną dłonią i podniosła nóż. – A co z wiecznym zajmowaniem się niepełnosprawnym dzieckiem? Już nie takie romantyczne, prawda? – Roześmiała się, otwierając szeroko oczy. Kiedy się trzęsła, jej ręce również się trzęsły.

Widok tej przypartej do muru kobiety sprawił, że półprzymknięte powieki Noaha rozwarły się znacznie. Zobaczyła jak piękne, zielone oczy chłopca drżą, rozgniewała się i dźgnęła na wprost. Ostrze wycelowane w gałkę oczną ominęło cel dlatego, że za bardzo się telepała, albo dlatego, że Noah odwrócił głowę. Nóż naciął jedynie jego czoło. Krew polała się na jego powiekę i wszystko stało się czerwone. Dostrzegł, że ponownie podnosi nóż. I w tej chwili…

Przestała unosić ramię, usłyszawszy cichy dźwięk dobiegający z zewnątrz. Rozległy się kroki. Ktoś wszedł do środka. Przełknęła ślinę. Rozejrzała się przez chwilę, wsadziła Noaha z powrotem do walizki i zapięła ją na zamek. Myślała pewnie, że mógłby zrobić jakiś odgłos. Kroki zbliżyły się i wkrótce rozległo się pukanie. Puk, puk – ktoś zapukał do drzwi kabiny. Puk, puk – zapukała w odpowiedzi, mówiąc drugiej osobie, że kabina jest zajęta. Ale pukanie zabrzmiało ponownie.

Zajęte. – Jej ciało dygotało, ale głos był bardzo spokojny. Brzmiał nawet, jakby była lekko zirytowana. Coś w stylu „możesz skorzystać z innej kabiny”.

Noah przymknął powieki, słysząc jej głos. Ze względu na to, jak spokojnie brzmiała, ta osoba odejdzie. Nikt mnie nie uratuje, bo to nie jest film. W rzeczywistości nie było bohatera ani zasady szczęśliwego zakończenia. Miała rację, a Noah również zdawał sobie z tego sprawę.

Otworzył oczy. Ponieważ nie zamknęła torby do końca, widział brudny sufit. Oddychał i mrugał. Jeśli mogę, chciałbym umrzeć po prostu w ten sposób. Mrugając oczami i w końcu ch już nie otwierając. Nóż kojarzył się z bólem, a miejsce, w którym został lekko nacięty, było gorące, jakby płonęło. Jego linia wzroku i ciało się trzęsły. Umieranie było tak naprawdę bardzo przerażające.

Puk, puk. Ta osoba z jakiegoś powodu zapukała do drzwi jeszcze raz. Kobieta wstała, jakby była wściekła, a czyiś głos odezwał się:

Wiesz, że nie możesz zabić tutaj człowieka?

Głos dobiegał z góry. Spojrzała w tamtą stronę, zaskoczona. Ktoś patrzył na nią znad drzwi kabiny. Noah popatrzył na tę daleką głowę spomiędzy zamka błyskawicznego. Osobą, która znajdowała się naprzeciwko lampy, był czarnowłosy mężczyzna. Trochę za młody, by nazwać go mężczyzną. Ten gość, będący gdzieś pomiędzy chłopięcym a męskim wiekiem, zerknął do środka uchylonej walizki. Noahowi wydawało się, że nawiązali kontakt wzrokowy. Pozbawione wyrazu czarne oko wpatrywało się prosto w niego.

***

Mason Taylor? – Noah zamrugał i odpowiedział tak, jakby było to oczywiste. – Kto wie? Pewnie nie żyje?

Naprawdę pan tak uważa?

Phil, który powiedział „Mason Taylor zaginął. Jak pan sądzi, gdzie on jest?”, teraz zapytał o to nieco spanikowany. Noah odchylił głowę do tyłu, roześmiał się i odparł lekko:

Zaginięcie w Afganistanie podczas misji. To oznacza, że jest martwy – stwierdził to w bardzo prosty sposób, tak jakby było to jasne.

Ale to nie tak, że jego śmierć została zgłoszona. Nie mogli nawet odnaleźć ciała. Zgodnie z raportem szansa na to, że żyje, jest dosyć wysoka – sprzeczał się Phil.

Wiadomość, którą otrzymali od swojego informatora, wyglądała następująco:

1. Mason wszedł do bunkra należącego do handlarza bronią, Alty, wraz z dwoma członkami swojej drużyny. 2. Jakieś dziesięć minut po tym, jak weszli do środka, nastąpiła eksplozja w sypialni Alty. 3. Ze względu na eksplozję, miejsce stało się bardzo nieuporządkowane, ale znaleźli ciało prawdopodobnie należące do Alty. Znaleźli również inne zwłoki w tak złym stanie, że były nie do zidentyfikowania, ale wygląda na to, że był to Aaron Green, jeden z członków drużyny. 4. Sejf Alty zniknął.

Na podstawie tych informacji można było dojść do wniosku, że drugi zaginiony członek drużyny oraz Mason uciekli z sejfem.

Osoba, która pracowała w Zii przez ponad dziesięć lat, ucieka z sejfem, zdradzając członków drużyny? O, nie. Mówisz dzisiaj głupie rzeczy. – Noah skrytykował go lekceważąco zrelaksowanym tonem.

Zostanie zdradzonym przez pozostałych, zabitym i obarczonym winą brzmiało lepiej. Mason nie był lekkomyślnym mężczyzną.

Ale pięćdziesiąt milionów dolarów może skusić nawet świętego.

Noah uśmiechnął się ze znudzonym spojrzeniem, tak jakby odpowiedź Phila była nieco irytująca. Jednak pod jego zmrużoną w uśmiechu powieką znajdowało się idealnie chłodne spojrzenie. Założył nogę za nogę, położył dłoń na kolanie i odchylił się głęboko w fotelu.

Zakończmy rozmowę na ten temat. Zapewne i tak nie żyje – rzekł rozstrzygająco.

Jego zachowanie pokazywało, że Phil mówi o czymś bezsensownym, lecz mężczyzna zawahał się nieco i dodał:

Myślę, że… on żyje. Był nieustannie w niebezpieczeństwie, ale dawał radę przetrwać. Sądzę, że przetrwał i tym razem.

Nie podzielał zdania, że Mason zginął. Był on dosyć kompetentnym najemnikiem, który odniósł sukces nawet na trudniejszych misjach. Nie ma mowy, by umarł tak łatwo. Phil, który obserwował go od jakiegoś czasu, sądził, że musi on żyć w jakimś miejscu. Noah miał dosyć dobre wyczucie, jednak zawsze był nieco pesymistyczny odnośnie do takich kwestii. Zgodnie z oczekiwaniami, kiedy Phil oznajmił swoją opinię o tym, że Mason przetrwał, Noah uśmiechnął się i wyjrzał przez okno na błękitne niebo. Phil zerknął na twarz odbijającą się w szybie. Noah jaśniał jak zwykle, lecz wydawał się trochę zmęczony.

Jeżeli pan sądzi, że on już nie żyje, dlaczego podejmuje pan działanie?

Skoro chce sprawdzić, czy nie żyje, mógłby zatrudnić kogoś i czekać na raport. Phil zapytał, dlaczego Noah odwołał cały napięty plan zajęć i zaczął działać, ale blondyn nie odpowiedział, tylko spojrzał na niego jednym okiem. Phil uświadomił sobie, że zadał głupie pytanie.

Proszę wybaczyć – przeprosił natychmiast.

Noah przymknął powieki tak jakby spał, a Phil nie odzywał się już więcej. Po paru minutach dotarła wiadomość z kabiny pilota. „Dotarliśmy na miejsce. Wkrótce lądowanie. Będzie trochę trzęsło”. Phil wyjrzał za okno, słysząc pilota Luiso. Wynajęty przez Noaha samolot przymierzał się do lądowania na pasie lotniska JFK w Nowym Jorku. Spojrzał na mężczyznę, który miał zamknięte oczy. Niemożliwe było, by ten wrażliwy mężczyzna nie poczuł wibracji. Być może dlatego, że nie chciał uchylić powiek, albo naprawdę nie wiedział, jednak leżał nadal z zamkniętymi oczami.

Panie Raycarlton. Przybyliśmy do Nowego Jorku.

Phil obudził go ostrożnie, a Noah powoli otworzył oczy. Były one jeszcze zimniejsze niż zazwyczaj.

Tłumaczenie: Berenice96

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: