– Ha… Haha. O mój Boże, Liz. – Kuzynka Haleya, Joy, śmiała się, jakby zabrakło jej słów.
Na ekranie aparatu widniał obraz Haleya, siłą wciągającego Noaha za ramię do pokoju hotelowego. Przybliżyła scenę przy pomocy palców i zimny wyraz twarzy drugiego mężczyzny był ewidentny.
– Czy powinnam trochę to poprawić? Żeby wyglądało to na bardziej zszokowaną i spanikowaną minę? Nie. To już jest idealne, więc nie muszę tego poprawiać i wpędzać się w kłopoty – wymamrotała cicho i się zaśmiała.
Początkowo sądziła, że nie zdobędzie niczego użytecznego. Haley ani nie pił, tak jak robił to zazwyczaj, ani nie flirtował z innymi aktorami. Zachowywał się, jakby dobrze wiedział, że Joy po cichu celuje w niego obiektyw aparatu. Czekała parę godzin, lecz nie było niczego do uchwycenia. Kiedy w połowie imprezy pojawił się Raynoah, pomyślała, że wreszcie coś zdobędzie, ale znowu nic się nie wydarzyło. Ci dwaj rozmawiali, jakby ich relacja nie była zła, a Raynoah nie wydawał się niezadowolony. Wyglądało raczej na to, że sytuacja go satysfakcjonuje.
Niech to. Joy przeklęła, ubolewając nad faktem, że traci swój czas. Sala bankietowa była głośna i chaotyczna, a Haley był widocznie jedyną trzeźwą osobą. Dzisiaj się nie udało. Doszła do wniosku, że tak samo może być za każdym razem i poczuła się wykończona. Włożyła aparat z powrotem do torby, po czym przygotowała się, aby wrócić, lecz została zaalarmowana widokiem Haleya prowadzącego Vicka do windy i się zawahała. Oczywiście, ze względu na ostatnie zachowanie reżysera krążyła ta słaba plotka, że coś się między nimi dzieje. Pogłoska rozchodziła się w ten sposób – skoro Haley był ekstrawaganckim gejem flirtującym z każdym facetem, obciągnął reżyserowi, żeby dostać rolę. Dziesięć lat temu jeszcze za życia rodziców Haleya również istniała taka plotka. W rzeczy samej wieść znowu się rozniosła, ale nie było aż tak źle, jak zazwyczaj. Jednym z powodów był fakt, że Vick był bez wątpienia hetero i bardzo kochał swoją żonę, lecz chodziło głównie o to, że zyskał już sławę za stworzenie paru wielkich hitów. Bez względu na to, jak dobry jesteś w fellatio, jeśli możesz zostać wybrany do głównej roli tylko dlatego, że potrafisz świetnie ssać kutasa, to dlaczego Melisa została nagle zwolniona? W końcu też była z tego dosyć dobrze znana. Tak czy inaczej, zdjęcie przedstawiające jedynie wpychanie pijanego reżysera do pokoju hotelowego oraz wyjście z pokoju byłoby bezużyteczne, nieważne jak bardzo mylącego ujęcia by nie zrobiono. Poza tym z tak wieloma świadkami następnego dnia po opublikowaniu zdjęcia niezliczona ilość członków personelu zeznałaby, jak bardzo pijany był reżyser i kto był jedyną niepijącą osobą. Powstrzymanie się od alkoholu na tego typu imprezie tylko poprawiłoby wizerunek Haleya. Joy przygryzła paznokieć, wahając się, czy powinna ich śledzić, czy też nie. Uznała, że o ile ci dwaj nie pocałują się pod drzwiami, zdjęcie będzie do niczego. Ruszyła, aby poszukać czegoś w zamian, skoro jej cała dzisiejsza praca poszła na marne. Dowiedziała się już, jaki był numer karty do pokoju hotelowego, którą Tony dał Haleyowi. Pokój 1218. Joy pojechała inną windą obok tej, do której wsiadł Haley, dotarła na trzynaste piętro i zeszła na niższą kondygnację schodami. Rozglądała się za jakąś kryjówką obok pokoju 1218. Zapewne zajmie to trochę czasu, zanim przytarga schlanego Vicka. Ukryła się za doniczką i ziewnęła. Po tym, jak ustawiła aparat, ujrzała Haleya biegnącego korytarzem z przerażającą miną. Co zaskakujące, osobą ciągniętą za jego plecami nie był wcale Vick. Mężczyzna i kobieta biegli za nimi i usiłowali otworzyć drzwi, lecz nie dali rady. Joy po prostu przyglądała im się przez sekundę, pomyślała, że to jacyś inni paparazzi, a następnie odeszła. Nie mieli ze sobą aparatu i ona była jedyną osobą, która uwieczniła ten perfekcyjny moment. Wyłączyła zdjęcie z Raynoahem. Wciągać tego przystojniaka do pokoju hotelowego, ty przebiegły draniu. Czy zapamięta tę noc nawet po tym, jak jego życie zostanie zniszczone? Nie – może Raynoah, który pójdzie po rozum do głowy, wyjdzie z powrotem i nic się nie wydarzy. Jednak liczyło się to, że zrobiła ujęcie warte wiele kasy. Było to również zdjęcie mogące wrzucić życie Haleya do śmietnika.
– Haha… Powiedziałam, żebyś uważał, prawda? – uśmiechnęła się złośliwie, wyciągnęła telefon i zadzwoniła do paru znajomych reporterów.
***
Noah miał ostatnio pewne pozytywne odczucia wobec Haleya. Nadal były jakieś nierozsądne i przykre wrażenia, a także istniało trochę nieprzyjemności, lecz działo się tak ze względu na jego déjà vu, nie zaś przez samego aktora. Nowy Haley był dosyć zadowalający, bez żadnych wad. Stale otrzymywał od Phila raporty, że prowadzi bardzo regularny tryb życia, przez co trudno było w ogóle uwierzyć, iż to ta sama osoba, co wcześniej.
Każdego ranka wstaje wcześnie i wybiera się na spacer po okolicy. Idzie do przyzwoicie wyglądającej kawiarni, kupuje magazyn plotkarski albo gazetę i czyta je pilnie, tak jakby się uczył. Po takim krążeniu przez dwie godziny, przez kolejne dwie robi kurs na baristę, następnie je lunch w rozsądnym miejscu i wraca do domu, aby wziąć udział w lekcjach gry aktorskiej od nauczyciela, którego zatrudnił. Całe popołudnie spędza ucząc się i ćwicząc grę aktorską. Później je kolację i albo ponownie udaje się na spacer, albo trenuje na siłowni w swojej rezydencji. Na koniec ogląda film albo znowu się uczy i idzie wcześnie spać. Nie udawał się do żadnych klubów i nie brał udziału w spotkaniach, nie było także oznak picia lub brania narkotyków.
Był również raport o poprzednim życiu Haleya.
Wstawał około czwartej lub piątej po południu, jadł jakieś fast-foody kupione przez menedżera albo po prostu głodował i pił puszkę piwa. Następnie oglądał bezmyślnie telewizję, a gdy zaczynał się przebudzać, mył się i wchodził do garderoby, gdzie spędzał jedną lub więcej godzin wybierając ubrania. Zanim ubrał się oraz ozdobił, mijała już dziewiąta. Mniej więcej w tym czasie wciągał kokainę i wychodził z domu. Czasami wychodził po tym, jak ktoś zadzwonił, jednak zazwyczaj nie miał żadnego celu. Chodził po barach oraz klubach, żeby zabawić się i napić, a niekiedy udawał się do swojego domu albo hotelu z jakimś poznanym mężczyzną. Następnego dnia powtórka – wstawał o czwartej lub piątej, zwracał wypity zeszłej nocy alkohol i zaczynał kolejny dzień. Od czasu do czasu spotykał przyjaciół i kobietę, prawdopodobnie swoją kuzynkę, ale nie miał nikogo użytecznego. Było to raczej coś w stylu „śmieć przyciąga jeszcze więcej śmieci”.
Noah spędził sporo czasu nad raportem z wcześniejszego okresu, który wywołał w nim nienawiść i zirytowanie, lecz z drugiej strony był ten najnowszy…
Ostatni raport oraz poprzedni. Po długim namyśle umieścił pomiędzy nimi raport na temat Masona. Zauważył zgodność daty i przybliżonego czasu zaginięcia Masona z datą przebudzenia się Haleya, który był zdecydowanie martwy przez godzinę albo dwie. Informacje znajdowały się tuż przed jego oczami, lecz ich nie połączył. Pomijając zdrowy rozsądek, nadal było to niemożliwe. Ta myśl nie miała nawet sensu. Jednakże nie mógł jej całkowicie zignorować. Haley, którego znał Mason. Haley i Mason. Jedyne, co łączyło tych dwóch, to data oraz czas, nic więcej. Ignorując swój napięty grafik, Noah wpatrywał się w raporty przez bardzo długi czas, aż Phil zaczął martwić się o następny punkt jego harmonogramu. Zostawił je na stole tak jak leżały, po czym udał się do hotelu Wilshire. Pierwotnie spotkanie miało odbyć się w innym miejscu, lecz zmienił lokalizację. Poszedł na imprezę, chociaż wiedział, że reżyser zrobi minę typu „dlaczego tu jesteś?”.
Nie mógł zrozumieć, dlaczego to robi, lecz uświadomił coś sobie, gdy zobaczył Haleya, przyglądającego mu się z obojętnym wyrazem twarzy. Chciał go spotkać – człowieka mającego takie samo spojrzenie jak Mason. Powoli przyjrzał się aktorowi od góry do dołu. O ile posiadałeś oczy oraz zdolność rozumowania, mogłeś natychmiast określić ze szczegółami, jak bardzo różnili się ci dwaj. Ich wzrost, twarze, rozmiar, ubrania, a nawet wielkość buta były inne. Tak jak Haleya i Masona w raportach, Masona i Haleya zapamiętanego przez Noaha nic nie łączyło. Jednak wbrew wszystkiemu, Noah myślał o Masonie, kiedy patrzył na niego. Sądził, że jego spokojna mina i uśmiech, kiedy tylko lekko panikował, były bardzo podobne. Miał taki sam wyraz twarzy po ich rozejściu się dziesięć dni wcześniej.
Noah doszedł do wniosku, że zaczyna wariować i postanowił opuścić salę bankietową. Nadal miał nieco czasu przed spotkaniem, ale czuł, że jeśli będzie się wpatrywać w Haleya chociaż chwilę dłużej, może poważnie krzyknąć coś szalonego w stylu „Haley to tak naprawdę Mason”. Poszedł na imprezę, ponieważ chciał go zobaczyć, lecz zawrócił z obawą, że jego uczucie stanie się głębsze. Noah śmiał się w myślach przez cały czas spotkania z klientem, uznając za zabawne, że zachowuje się, jakby był zakochany. Emocje, jakie żywił wobec Haleya, z pewnością nie były negatywne. W windzie i potem kiedy spotkali rabusiów na ulicy, Haley był wścibski, ale uratował go. Zupełnie jak Mason. Przez umysł Noaha przemknęła nikła myśl „może”. Może…
Gdy wyszedł z pomieszczenia biznesowego i poszedł w stronę windy, aby spotkać się z Philem, który obiecał czekać na niego na dole, Haley, mocno zalatujący tanim szampanem, pojawił się ponownie i go złapał. Został wzięty z zaskoczenia przez zdesperowaną minę aktora i zanim zdążył mu się oprzeć, stali już w środku pokoju hotelowego. Noah oddychał ciężko, wpatrując się w Haleya, który mocno ściskał klamkę. Brakowało mu słów. Wcześniej uśmiechał się niczym Mason, trzymając kieliszek czerwonego ponczu, tak jakby nie pił alkoholu, po czym nie minęły choćby dwie godziny i roznosił na tyle intensywną woń szampana, że nawet Noaha zaczęła boleć głowa.
Jeszcze zanim Mason wpadł do pokoju, jego ubrania były rozchełstane, kark zlany potem, a policzki pokrywał rumieniec.
Noah przygryzł usta, patrząc na Haleya, który wydzielał w pełni erotyczną aurę. Sądził, że tego typu mężczyzna „może być” Masonem. Wiedział, że myśli o jakiś bezsensownych rzeczach, ale myślenie w ten sposób było możliwe, ponieważ Haley bardzo się ostatnio zmienił. Człowiek, który odwrócił się, by spotkać zimne spojrzenie Noaha, był „tamym” Haleyem. Dokładnie tym, który pojawił się przed nim pewnego razu, śmierdząc alkoholem i zachowując się w stylu „tylko seks mi w głowie”.
…
Mason napotkał zimne spojrzenie Noaha i uśmiechnął się niezręcznie. Chociaż opanował nonszalanckie zachowanie w niepokojących sytuacjach, w tym momencie nie mógł się powstrzymać od panikowania.
– Chcę usłyszeć wyjaśnienie. – Nie tylko wzrok mężczyzny był zimny, głos również.
Mason poruszył ustami, lecz nie wiedział, co powiedzieć.
– Um… Gdybym powiedział „myślałem, że ktoś próbuje pana skrzywdzić i dlatego to zrobiłem…” nie uwierzyłby mi pan, prawda?
Kiedy Noah usłyszał te słowa, chłód w jego oczach jeszcze się pogłębił.
– Ktoś próbował mnie skrzywdzić. Kto? – zapytał, jakby chciał przynajmniej posłuchać, a Mason uśmiechnął się z zażenowaniem.
Byłoby dobrze, gdyby mógł szczerze odpowiedzieć, że to „Aaron i Ashley”, ale jednak nie. Nie mógł wyjaśnić mu, kim oni byli. Przymknął usta, uśmiechając się zakłopotany i Noah oszacował go lodowato, jakby próbując odgadnąć „czy ten sukinsyn wziął narkotyki, czy wypił alkohol”.
Dlaczego nie istnieje żadna idealna wymówka na taką okazję? W istocie nie ma mowy, aby istniała wymówka, która wyjaśni mu nagłe wciąganie kogoś do pokoju hotelowego. Jeżeli by taka istniała, nikt nie byłby aresztowany za usiłowanie gwałtu.
Mason przewrócił oczami.
– To jest… – wybełkotał, a mężczyzna zmrużył oczy.
Wiedział doskonale, jak musi wyglądać dla Noaha. Nie minęło zbyt wiele czasu, od kiedy stał się „lepszym śmieciem, niż za jakiego uważał”. Facet, który stwierdził, że już go nie lubi, przez cały czas wtrącał się w jego sprawy, a także niespodziewanie przeszedł samego siebie i wepchnął go do pokoju w hotelu, nie mogąc nawet tego odpowiednio uzasadnić. Mason zawahał się, a Noah uśmiechnął zimno.
– Jeśli nie ma pan nic do powiedzenia, będę myślał, co chcę – oznajmił oschłym tonem i obrzuciwszy stojącego naprzeciwko drzwi Masona wrogim spojrzeniem, przeszedł obok, po czym spróbował je otworzyć.
– Czekaj, proszę poczekać, panie Raycarlton. – Mason odciągnął go z desperacją i przytrzymał.
Aaron i Ashley mogli nadal czekać na zewnątrz. Nie usłyszał żadnych oddalających się kroków. Noah wpatrywał się w niego lodowato, jakby pytając „dlaczego mnie trzymasz”, a Mason westchnął. Wzdychanie w takiej sytuacji nie było dobre, lecz nie potrafił się powstrzymać.
– Ma pan rację. Myślę, że jestem napalony – odrzekł zawiłym tonem, a na twarzy Noaha dało się dostrzec pytanie „czy ten sukinsyn sobie żartuje?”. – Wiem, że popełniłem błąd, ale proszę tylko ze mną zostać. Dziesięć minut… nie, pięć minut wystarczy…
Uważnie przysłuchiwał się dźwiękom zza drzwi. Z pewnością usłyszał, że coś się poruszyło. Aaron i Ashley nadal stali na zewnątrz. Podniósł wzrok na Noaha, będącego przyczyną ich oczekiwania, a jasnowłosy zwrócił się do niego powoli bardzo nieprzyjemnym tonem.
– Haley. Nie, panie Lusk. – Ponieważ czuł się z nim nieco bliżej, zaczął nazywać go po imieniu, ale teraz naprawił swoją pomyłkę i się uśmiechnął.
Mason był zaskoczony tym promiennym uśmiechem.
– Woń taniego szampana jest odrażająca. Wziął pan narkotyki? Na pewno, prawda? – zapytał chłodno i się wykrzywił. Jego wyraz twarzy dokładnie pokazywał, jak bardzo jest niezadowolony. – W tej chwili czuję się bardzo nieprzyjemnie z tym, że się oszukiwałem i sama pańska obecność mnie zniesmacza.
Ton Noaha wyrażał, że ma go naprawdę dosyć. Mason rozchylił usta. Chciał coś odpowiedzieć, ale nie wiedział co. Wyraźnie widział zawód i pretensję w tych uśmiechniętych oczach, lecz nie miał pojęcia, skąd się to wzięło.
Czego on po mnie oczekuje, nie, po Haleyu?
Noah zerknął pogardliwie na jego rozpiętą koszulę, odepchnął go od drzwi i ponownie złapał za klamkę. Tak naprawdę Mason chciał wypuścić mężczyznę. Nie lubił nienawiści ze strony Noaha, a ta niewytłumaczalna pretensja była dla niego męcząca. Jednak nie mógł tego zrobić. Wiedział dokładnie, kto stoi na zewnątrz, więc jak miałby go wypuścić? Złapał go za ramiona i zacisnął zęby. Noah odwrócił się, powstrzymując irytację. Oczy Masona zetknęły się z pięknymi, zielonymi oczami, po czym przełknął, zwilżając wyschnięte gardło. Nie płakał, lecz czuł się bliski płaczu, a powodem było to, że miał słabość do tego mężczyzny.
Nie był pewien, czy to, co planował mu powiedzieć, zadziała, ale nie miał innego wyjścia.
– Pięć minut, nie, jeżeli zostanie pan ze mną przez dziesięć minut, powiem panu o Masonie. Więc, panie Raycarlton…
Nie zdążył powiedzieć „niech pan nie wychodzi przez chwilę”, bo Noah kopnął go prosto w brzuch. Poleciał na środek pokoju, a blondyn złapał się za czoło, jakby jego temperatura skoczyła w górę i głośno wypuścił z siebie oddech.
– Ugh…
Patrząc na zwijającego się z jękiem Masona, Noah zaśmiał się, a następnie podniósł palce do zawiązanego krawata, aby go poluzować.
– Achhh. Kurwa, poważnie… – mruknął niskim głosem, ściągnął marynarkę i rzucił ją na ziemię, po czym podszedł do niego.
Mason zasłonił brzuch i zamarł. Podniósł wzrok, by spojrzeć na Noaha, który chwycił go za włosy, zmuszając do wstania i rzucił na łóżko, gdzie leżała czysta pościel. Materac ugiął się, gdy na niego upadł. Natychmiast spróbował wstać, lecz mężczyzna okazał się szybszy. Przy pomocy swoich silnych rąk przycisnął tył jego głowy do łóżka i się odezwał.
– Panie Lusk. – Niski ton głosu Noaha brzmiał bardzo niebezpiecznie. Mason przełknął ślinę, nie mogąc ruszyć się nawet o centymetr, podczas gdy głos blondyna zbliżał się powoli do jego karku. Gorący oddech dotknął tylnej części jego szyi i wkrótce usłyszał, jak mężczyzna mówi zimno: – Naprawdę… Aż tak nie możesz zapanować nad swoją rują?
– Ray, ugh…
Dłoń Noaha wdarła się pod jego pachę i złapała za lekko rozchylony kołnierz. Natychmiast rozerwał koszulę. Guziki odpadły, szwy puściły i rozdarta koszula leżała chaotycznie po obu stronach. Usta Noaha znajdowały się bardzo blisko, niemal dotykając karku Masona, gdy wyszeptał:
– W porządku. Zobaczmy to pieprzenie, w którym jesteś taki dobry.
***
Aaron oniemiał, gdy drzwi zatrzasnęły się tuż przed jego twarzą. Co to miało być?
– C-co to właśnie było?
Ashley, która przybiegła za nim, zachichotała, a on przymknął usta i gapił się na drzwi. Oczywiście nie otworzyły się ponownie, a oni nie mogli ich tak po prostu wyważyć. Nie wiedzieli, jak do tego doszło, ale sytuacja była prosta. Stracili Noaha tuż sprzed nosa. Ich jedyna nadzieja, aby pozbyć się sejfu i uratować własne życia, została im przez kogoś skradziona.
– Co to?! – wrzasnęła Ashley, a Aaron zmarszczył brwi.
Niepokoił się, że coś poszło źle. I tak ryzykowali opuszczeniem swojej kryjówki, aby go odnaleźć. Wyglądało na to, że Raycarlton był bardzo ostrożny, ponieważ nigdzie nie ruszał się bez ochroniarzy. Rzecz jasna nie mogli odnaleźć jego osobistych danych kontaktowych. O hotelu dowiedzieli się poprzez harmonogram jego partnera biznesowego. Nie wiedzieli, kiedy znowu nadarzy się taka okazja, więc opuścili w pośpiechu swoje schronienie. Ponieważ wyszli z ukrycia, byli świadomi, że są w ogromnym niebezpieczeństwie, jednak sądzili, że jeśli pójdzie dobrze z Noahem, to się ostatecznie uda. Tak naprawdę już mieli rozmówić się z Raycarltonem, który pojawił się bez ochroniarzy, na temat układu. Nagle wyskoczył znikąd jakiś blondyn, chwycił Noaha i pociągnął go, nie mówiąc ani słowa. Wlokąc go, odwrócił się i nawiązał kontakt wzrokowy z Aaronem. Patrzył na niego tak, jakby wiedział, co zamierzali zrobić. Serce Aarona zabiło nerwowo i instynktownie zaczął biec, by schwytać blondyna. Gdy chciał wyciągnąć rękę, aby złapać jednego albo drugiego, jasnowłosy gość skręcił za róg i otworzył drzwi. Wepchnął Noaha do środka, wszedł za nim i je zatrzasnął. Przypominając sobie tę parę oczu, na którą natknął się, zanim pokój został zamknięty, poczuł, jak przechodzi go dreszcz.
– Nie sądzisz, że widzieliśmy go wcześniej?
Ashley spojrzała na niego podejrzliwie.
– O czym ty mówisz? To był Haley Lusk. Ta szmata, która próbowała się zabić, bo lubiła Noaha – wymamrotała kobieta, przygryzając paznokcie, a Aaron zamrugał parę razy i ponownie zaczął wpatrywać się w zamknięte drzwi.
W tym rzecz? Jestem do niego przyzwyczajony, bo to celebryta?
Nadal uważał, że to nieco dziwne, lecz nie mógł znaleźć innej przyczyny.
Podczas włóczenia się dookoła na wypadek wyjścia Noaha z pomieszczenia, zadzwonił do nich Fred – ich informator z Zii.
– Co wy tam robicie? Członkowie drużyny się tutaj zbierają, więc wynoście się szybko. Nawet jeśli Zii wam odpuściło, to… – sykął z irytacją Fred.
Aaron i Ashley pobledli i pognali do wyjścia. Musieli zorganizować kolejny plan spotkania z Noahem na jakiś inny dzień.
***
Noah czuł gorąco napływające do twarzy, gdy patrzył w dół na leżącego pod nim Haleya. Jego blady kark drżał i zaczynał się nieco pocić.
Ten mężczyzna wie doskonale, jak mnie skrajnie rozwścieczyć – pomyślał. Zupełnie jakby ktoś go poinstruował: „jeśli to zrobisz, Noah wścieknie się jak szalony”. Powie mu o Masonie, jeżeli zostanie z nim przez dziesięć minut? Miał wrażenie, że jego głowa zaraz wybuchnie, tak jakby była w niej jakaś bomba. Noah już cierpiał z powodu bólu głowy przez zirytowanie oraz nienawiść wobec samego siebie za wrażenie, że Haley przypominał Masona, a także ze względu na poczucie wrogości wobec aktora. Dziesięć minut. Oczywiście dziesięć minut, o których mówiła dziwka taka jak Haley, nie dotyczyło jedynie trzymania się za ręce i przyjacielskiej pogawędki. Gdyby tak było, nie musiałby wpychać Noaha do tego cholernego pokoju. Achhh. Naprawdę nienawidził tego bezwartościowego mężczyzny. Czuł się jeszcze bardziej zirytowany tym, że przez krótką chwilę uważał, że jest on dosyć w porządku. Haley bardzo dobrze znał jego słabość i wykorzystał ją, kiedy nadarzyła się okazja. Nie mógł wypuścić z rąk tej ordynarnej oferty. Spędziłby nie tylko dziesięć minut, ale nawet dziesięć dni. Chętnie przystąpiłby do działania, gdyby oznaczało to usłyszenie pojedynczej wskazówki na temat Masona. Rzecz jasna Haley nie spędzi tego czasu tak przyjemnie, jakby oczekiwał.
– …Hm. – Spojrzał zimno w dół na kark Haleya, trzęsący się ze strachu lub wyczekiwania, po czym opuścił niżej jego granatową marynarkę, trzymając tył kołnierza.
– Przepraszam, proszę poczekać, cze… – Aktor usiłował podnieść głowę, lecz został ponownie wepchnięty w pościel.
Noah przysunął go za kołnierz koszuli i niespiesznie przybliżył usta do spoconego karku. Mężczyzna wciągnął powietrze, a Noah odsłonił powoli zęby.
Rozległ się okropny dźwięk skóry oraz mięśni przebijanych przez zęby, a ramię Haleya całkowicie zamarło. Noah uśmiechnął się okrutnie, wyciągnął język i polizał krew na swoich wargach.
Mason przygryzł usta, starając się pohamować ból, co sprawiło, że w jego głowie nastąpiła pustka. Czuł ciepły płyn ściekający wzdłuż karku. Był przyzwyczajony do znoszenia dużej ilości bólu, lecz prawdopodobnie dlatego, że to ciało należało do Haleya, wydawało się ono wrażliwsze i cały się spiął.
– Cze, kh…
Ze względu na to przerażające wrażenie, usiłował wyrwać się z uchwytu mężczyzny przy pomocy całej siły, lecz tym razem było inaczej, niż podczas ich spotkania w mieszkaniu Masona. Noah był wówczas nieco nieswój i chociaż bił go mocno po policzkach, a także potrząsał, trzymając za kołnierz, nie potrafił się jednak odpowiednio na tym skupić. Nie wspominając nawet ich krótkiego epizodu z windą. Jasnowłosy nie mógł wówczas nawet zebrać siły, bo dygotał podczas ataku paniki. Jednakże teraz był inny. Silne mięśnie dociskające ramiona oraz kark Masona nie pozwalały mu na podniesienie rąk, nawet gdy starał się z całą mocą.
– Cóż, dobrze… Tak. Naprawdę cię nienawidzę, ale… – wymamrotał ze śmiechem Noah w pobliżu jego ucha. Miękkie usta były tak blisko, jakby miał go zaraz ugryźć. – Jestem trochę ciekaw. Jak dobry możesz być? Pamiętasz, co powiedziałeś mi na dzień przed atakiem serca? Że jesteś w tym dobry? – zapytał, liżąc dolną część ucha Masona i sprawiając wrażenie, że chce zatopić w niej zęby.
Wstrzymał oddech. Nie mógł zrozumieć, jak do tego doszło. Chociaż rzeczywiście powiedział „chyba jestem napalony” albo „niech pan zostanie ze mną tylko na dziesięć minut”, nie wyobrażał sobie, że sprawy się tak potoczą. Uważał jedynie, że najpierw wyraźnie będzie się męczył, próbując coś z siebie wydusić, spędzi trochę czasu, udając zdezorientowanego, a gdy odgłos kroków zniknie za drzwiami, przeprosi Noaha, zasugeruje mu chodzenie z ochroniarzami i wreszcie odejdzie. Przygryzł usta i odetchnął głęboko, gdy Noah ściągnął z niego marynarkę i mocno związał jego nadgarstki podartą koszulą.
„Proszę poczekać, nie miałem tego na myśli. Panie Raycarlton, proszę przestać” – chciał wyrzucić z siebie coś takiego, lecz nie był w stanie. Zimna dłoń mężczyzny dotknęła pępka Masona, a następnie powędrowała w stronę klatki piersiowej. Dotknął jego sutka, a po chwili ścisnął go i się roześmiał.
– Achh. Racja. Byłeś tego typu szmatą – mruknął oniemiały Noah, kiedy wyczuł, że oba sutki już stoją, chociaż jeszcze niczego nie zrobił.
Mason poczuł, że czerwienieją mu uszy i przygryzł wargę. Jego pogryziony kark bolał i cały spływał zimnym potem. Ta sytuacja leżenia pod Noahem i odbierania jego dotyku sprawiła, że panikował jak szalony. Ale tym, co spanikowało go jeszcze mocniej, był sposób, w jaki reagował na ten dotyk. „Byłeś tego typu szmatą”. Nie mógł niczego powiedzieć, gdy Noah brzmiał, jakby miał go dosyć. Bardzo się pocił od samych prób zapanowania nad swoim wysoce wrażliwym ciałem i jęczał za każdym razem, gdy usta blondyna dotykały jego skóry.
– …Hmph! – Wstrzymał oddech.
Noah dotknął dolnej części jego ciała, jakby sprawdzając, czy tam również ma erekcję. Chwycił dłonią stojącego penisa. Zaczął ssać ucho Masona, wyczuwając twardość na dole nawet przez ubranie.
– Może mam szczęście, że jesteś tego typu mężczyzną… – wyszeptał cicho do jego ucha.
Mason się wzdrygnął, a Noah go przekręcił na plecy. Zarumienił się, zmuszony nagle, by znaleźć się z nim twarzą w twarz.
– Nie, um…
Myślał, że zobaczy mężczyznę obdarzającego go zimnym i pogardliwym spojrzeniem, a tymczasem jego oczy ujawniały nieoczekiwany żar. Jasnowłosy popatrzył na czerwieniący się kark Masona i polizał nadal zabarwione krwią wargi. Mason przełknął ślinę, wgapiając się w usta Noaha jak zaczarowany. Wpatrując się w te podniecone oczy, przypomniał sobie swój wcześniejszy sen.
Guziki oraz zamek błyskawiczny zostały rozpięte i jego spodnie bardzo prędko znalazły się niżej. Jego uda zadrżały w nagłym zetknięciu z zimnych powietrzem.
– Cze-czekaj… – powiedział, żeby zatrzymać Noaha, lecz miał nadgarstki związane koszulą, a także nie mógł poruszać nogami, gdyż spodnie opuszczono jedynie do połowy.
Noah chwycił jego klatkę piersiową, używając paznokci i go podrapał. Ugryzł go w okolicach pachy. Wyglądało na to, że lubi pozostawiać po sobie ślady. Zrobił na jego ciele już parę ugryzień i malinek.
Od pachy po klatkę piersiową, nawet sutki zostały dotknięte przez usta Noaha i Mason wstrzymał oddech, kuląc się. Te ładne, miękkie wargi oraz twarde, czyste zęby – gryzienie i ssanie wywoływały napięcie w rejonach jego pępka. Chciał powstrzymać swoje uda przed szerokim rozchyleniem się, lecz Noah ściągnął spodnie do końca i stanął między jego nogami. Dotyk wślizgnął się pomiędzy kolana Masona, po czym mężczyzna podniósł je i sięgnął, aby zdjąć jego bieliznę. Wyprężony członek już wydzielał nasienie, mocząc slipki.
– Ugh…
Zastanawiał się, czy to tylko sen. Ten wcześniejszy był przerażająco realny. Bardzo żywy. Kark, który Noah lizał i ssał w trakcie snu, po przebudzeniu okazał się obolały. Chociaż ten żywy dotyk i wilgotność, to erotyczne wrażenie było dużo bardziej wyraźne, lepsze niż tamte ze snu, ale jednak, jednak nadal mógł śnić. To rzeczywistość? Mason był oszołomiony. Noah ściągnął z niego lepką, mokrą bieliznę i włożył palec do jego ust.
– Proszę to ssać – powiedział dosyć głębokim głosem.
Mason usiłował wypluć zimny palec, jednak ten przesuwał się uparcie w wypełnionym śliną wnętrzu i rozgrzewał jego język. Zamknął usta, próbując przełknąć wypływającą ze środka ślinę. Noah wpatrywał się w niego z uśmiechem mówiącym „oczywiście, że to zrobisz”. Ponieważ jego oczy sprawiały tak erotyczne wrażenie, Masonowi zaparło dech. Mężczyzna wyciągnął swój mokry palec, dotknął obszaru pomiędzy nogami Masona i zaczął pocierać jego odbyt. Podczas gdy masował tę okolicę, natrafił na coś. Klik. Mason wzdrygnął się, słysząc odgłos zahaczającego o coś paznokcia. Noah również drgnął. Jego spojrzenie przesunęło się na dół i zatrzymało pomiędzy nogami.
– Cze-czekaj…
Jasnowłosy popchnął Masona, który usiłował wstać i podciągnął go za tylną część kolan. Jego nogi były szeroko rozwarte. Przyjrzał się miejscu pomiędzy jądrami a odbytem i zaśmiał cicho.
Twarz Masona zaczerwieniła się intensywnie. Mina patrzącego na niego Noaha wyglądała tak samo, jak we śnie.
– Ty dziwko… – wymamrotał mężczyzna, któremu brakowało słów.
Złapał mały, diamentowy kolczyk znajdujący się za jądrami.
– Wydaje się, że bardzo lubisz ból – mruknął Noah, oblizawszy spierzchnięte usta.
Twarz Haleya stała się jaskrawoczerwona, tak jakby nie mogła się już mocniej zaczerwienić. Zarumienił się aż po klatkę piersiową i sprawiało to wrażenie, jakby był zawstydzony. Noah wstrzymał oddech.
Haley, ten rozpustny mężczyzna, był jeszcze bardziej wyuzdany i erotyczny, niż przypuszczał. Noah pomyślał, by nie zawracać sobie głowy pieszczotami, tylko wedrzeć się do środka i wbijać aż dojdzie, jak w jakąś dmuchaną lalkę. Jednak zerknąwszy na blady i spocony kark, impulsywnie go ugryzł. Rana zaczęła krwawić, a on ssał ją bezlitośnie i rozdarł jego ubrania. Polizał linię szczęki mężczyzny, który wzdrygnął się pod wpływem dotyku, przygryzł jego usta, po czym zostawił ślad na bladej skórze – wystarczający, by przyciągnąć wzrok. Gdy ich oczy się spotkały, twarz Haleya spurpurowiała. Zupełnie jak dziewica, chociaż był szmatą, która przespała się z niezliczoną rzeszą facetów. Zachowywał się absurdalnie nieśmiało, lecz załzawione, zmysłowe oczy zwróciły uwagę Noaha. Aktor wbijał białe zęby we własną wargę, ponieważ nie wiedział, co zrobić ze swoimi jękami, a jego wilgotny kark drżał. Noah poczuł, że ma dziwnie wyschnięte gardło. Jego oczy płonęły, a usta były coraz mocniej spieczone.
– Nie, to nie ja… – wyjąkał wymówkę Haley, kiedy Noah wyraźnie chwycił i pociągnął za diamentowy kolczyk w okolicy jego odbytu.
Zmrużył powieki i zaczął kreślić ósemkę przy pomocy paznokcia, dookoła kolczyka oraz otworu.
– Och, tak też przypuszczam. Aby przekłuć tego typu miejsce, rzecz jasna musiał to zrobić ktoś inny. Jak to zrobił? Wsadził kutasa w tę lubieżną dziurę i przekłuwał, wbijając się?
– Och, nie – Haley zrobił przerażoną minę, usłyszawszy te słowa, a jego nogi ugięły się w udręce.
Wyglądało na to, że powstrzymywanie się od rozchylenia ud kosztowało go dosyć sporo energii. Jednak jego ciało było tak bezwstydne, że gdy tylko Noah chwycił go za tyłek, natychmiast stracił całą siłę, a jego tylna część ciała zadygotała.
– Proszę, przestań… tak? – powiedział, jakby zaraz miał się rozpłakać, a Noah syknął cicho.
Nie był pewien, czy miał na myśli „przestań to robić”, czy „przestań doprowadzać mnie do ostateczności i go włóż”. Biorąc pod uwagę to, jak jego nogi usiłowały się ścisnąć, prawdopodobnie chodziło o pierwszą wersję. Jednak widząc również, jak poruszał swoimi nieprzyzwoitymi wargami, mógł próbować wpędzić go w desperację. Zahaczył paznokieć o kolczyk, lekko za niego pociągnął i złapał jądra Haleya.
– Euh, prze…! Noah… – Haley powstrzymał jęk i zawołał jego imię podnieconym głosem.
Noah z jakiegoś powodu poczuł gorąco napływające do uszu, po czym przełknął ślinę. Potarł parę razy członek Haleya, a ten prędko doszedł w jego dłoni. Twarz mężczyzny wykrzywiła się, jakby był bliski łez, a Noah wyciągnął rękę, aby przytrzymać lekko tył jego głowy. Aktor rozchylił nieco usta, które przygryzał, a Noah zaczął delikatnie ssać dolną wargę. Haley wpatrywał się w niego z szeroko rozwartymi oczami, wydając się zaskoczony. Widząc to spojrzenie, poczuł skrajną żądzę. Tak jak myślałem, przypomina go. Żywił wobec mężczyzny wrogość w związku z tym skojarzeniem, lecz kiedy ich oczy się spotkały, nadal wspominał Masona. Gdy przywołał w myślach ich podobieństwo, w jego spojrzeniu nagle zapłonął żar. Przyssał się do ust Haleya tak mocno, jakby zamierzał je odgryźć i splótł ze sobą ich języki. Poczuł, że mężczyzna wzdryga się, a następnie wstrzymuje oddech pod wpływem namiętnego pocałunku, lecz kontynuował przygryzanie i przełknął jego ślinę.
– Hht… – Liżąc, Noah tłumił ciche pojękiwania.
– …Imię, zawołaj moje imię – mruknął, przywierając do jego warg. – Moje imię – powiedział, w dalszym ciągu całując Haleya i ugryzł go delikatnie.
Poruszał powoli językiem, dręcząc jego wnętrze. Pomasował klatkę piersiową przy pomocy wysmarowanej spermą dłoni, pociągnął za sutki mężczyzny i ponownie go pocałował. Haley wstrzymał oddech i zamknął oczy.
– …ach, Noah…
Noah zaśmiał się cicho, słysząc swoje imię wypływające pomiędzy nieregularnymi oddechami. Ugryzł jego szyję i zlizał krew spływającą wzdłuż obojczyka. Ugryzł klatkę piersiową, która była tak chuda, że dało się dostrzec kości. Kiedy wsunął język do jego pępka, Haley zadygotał i uchwycił się go. Gdy z kolei pozostawił ciemny ślad zębów na udzie aktora, ten zatrząsł się i złapał go za ramiona. Jego jądra drżały, jakby miał zaraz dojść. Noah oblizał erotyczny, diamentowy kolczyk i potarł czerwonawy już odbyt. Próbował lekko wsunąć palec do środka.
– Cze, czekaj, Noah… hnn! – Haley usiłował wstać, poczuwszy coś dziwnego w swoim wnętrzu.
Noah włożył palec głębiej i przycisnął wewnętrzną część piercingu.
– Czekaj? Nie powinienem tego robić? – zapytał, naciskając lubieżnie, a talia mężczyzny zadrżała.
Jego oczy poruszały się nerwowo, a wargi drżały. Raycarlton uśmiechnął się, przenosząc spojrzenie niżej, wysunął palec i oblizał usta. Zauważył, że powieki Haleya rozchyliły się szeroko po tym, jak rozpiął spodnie i wydobył swojego stojącego penisa.
– Cze-cze-czekaj, um to… To jest zbyt du…
Noah potarł członka o wejście aktora, a ten zamilknął i gwałtownie wciągnął powietrze. Wbił zęby w kark mężczyzny, po czym zaczął wpychać się w otwór, a w tej samej chwili…
TRRR…!
W pokoju hotelowym, do tej pory wypełnionym lepkimi odgłosami, rozległ się dźwięk dzwonka. Dzięki temu Mason powrócił do zdrowych zmysłów. Przerażony, próbował odepchnąć Noaha ramionami. Co ja takiego robiłem?
– Odbierz tele… – Nie zdołał dokończyć zdania i wciągnął raptownie powietrze, ponieważ Noah, który – jak sądził – na pewno się wycofa, zaczął siłą wciskać główkę swojego dużego członka do jego wnętrza.
Przez pas Masona przeszedł dużo ostrzejszy ból niż wówczas, gdy Noah wgryzał się w jego ramię.
– Prze… prze… – przygryzł wargi.
TRRR…! Telefon dzwonił jak szalony.
Mason, już cały zlany zimnym potem, odpychał Noaha, który ze względu na uporczywe dzwonienie, zerknął w stronę rzuconej na podłogę marynarki.
Dyszał, wpatrując się w mężczyznę. Spiął się na myśl, że może zignorować telefon albo dzwoniący się rozłączy. Noah przyjrzał się powoli jego napiętym policzkom i oczom, a po chwili wstał.
Mason przesunął talię i stęknął, czując, jak ciężki obiekt wysuwa się z niego. Noah syknął cicho, pochylił się i wyciągnął telefon z wewnętrznej kieszeni marynarki. Zauważywszy, że blondyn podnosi komórkę, wstał pośpiesznie. Noah nawet nie wdarł się w niego w całości, a już czuł się tak, jakby dolna część jego ciała miała odpaść. Jego nogi się telepały i oswobodzenie związanych z tyłu rąk zajęło mu trochę czasu, lecz nadal zrobił to w szybkim tempie. Wciągnął bieliznę i naprędce założył przełożone na lewą stronę spodnie. Strzepnął gwałtownie pozbawioną guzików koszulę. Podniósł wygniecioną marynarkę i wsunął buty, leżące w znaczny oddaleniu od siebie. Zerknął na Noaha, który rozmawiał o czymś przez telefon, ze zrelaksowaną po odbyciu stosunku twarzą.
Co ja z nim właśnie zrobiłem…? Mason poczuł, jak jego uszy się czerwienią i złapał za klamkę. Chciał prędko wrócić do domu, wziąć gorący prysznic i zapomnieć o wszystkim. Dlaczego się dzisiaj nie upiłem? Pożałował mocno, a następnie otworzył drzwi.
W tym momencie inna dłoń przykryła jego ściskające klamkę palce i zamknęła drzwi z trzaskiem. Podniósł głowę, widząc zbliżający się nagle cień. Noah stał tam, trzymając telefon.
– Uciekasz jak szczur?
– Wydawałeś się zajęty – odparł Mason, unikając jego spojrzenia.
Noah położył rękę na ścianie i przesunął się, odgradzając mu przejście.
– Minęło już więcej niż dziesięć minut, od kiedy weszliśmy do tego pokoju. Zatem nie twierdziłeś, że zaczniesz mówić o Masonie?
Jęknął, przypominając sobie tę sprawę, o której kompletnie zapomniał i przywarł do drzwi.
– Ostatnim razem powiedziałeś, że on żyje. Więc dlaczego nie powiesz, gdzie jest i co takiego teraz robi?
– Nie, to trochę…
O czym ja myślałem, kiedy wypaplałem tę wymówkę? – Skarcił się w myślach i spojrzał na Noaha.
– Trudno jest powiedzieć, gdzie przebywa. Radzi sobie średnio, ale jego życie jest dużo szczęśliwsze niż wcześniej. Rzecz jasna, czasami nadal ma kłopoty… – oznajmił, przytrzymując kołnierz koszuli blisko obolałego karku.
Jasnowłosy zmrużył powieki, wpatrując się w niego.
To chyba nie zadziała… Noah nie jest głupi. Nie ma mowy, że powie „ach, więc to tak” i odpuści po usłyszeniu tego. Jednak mężczyzna, który wyglądał, jakby miał zaraz zmieszać go z błotem, przez jakiś czas nic nie odpowiedział. Nie było nawet „o to chodzi” albo „żartujesz?”. Przyglądał mu się lekko przymkniętymi oczami i po chwili Mason poruszył ustami, czując się przytłoczony.
– Przepraszam. Um, on prowadzi teraz nowe życie, więc…
– Nie masz ani jednej rzeczy do powiedzenia, tylko blefowałeś. – Noah zaśmiał się nisko. – Nowe życie… – mruknął pytająco.
– Jeśli go szukasz, powinieneś przestać. Prawdopodobnie… nie będziesz w stanie go odnaleźć – odrzekł Mason, drapiąc się po policzku.
– Nie będę w stanie go odnaleźć, to właśnie chcesz powiedzieć?
Podniósł głowę, słysząc ten niski, niebezpiecznie brzmiący głos. Noah patrzył się na niego z dziwnym wyrazem.
– Prawdopodobnie – odpowiedział, wgapiając się w jego czerwone usta.
Blondyn uśmiechnął się lekko.
– Mniejsza o resztę, ale uzgodnijmy jedno. … Czy on naprawdę żyje?
Mason spojrzał na niego i przytaknął słabo.
– Dobrze. – Mężczyzna odsunął rękę od drzwi.
Spojrzał na wycofującego się Noaha. Wyprostował ubrania i otworzył drzwi. Kiedy chciał już wyjść, odwrócił się nagle. Noah nadal mu się przypatrywał.
– Przepraszam… – odezwał się. – Tak poza tym… Dlaczego szukasz Masona?
Ostatnim razem w windzie zadał podobne pytanie, lecz Noah nie odpowiedział. Tylko panikował i płakał. Usłyszawszy to, Noah jedynie mierzył go przez chwilę wzrokiem, nic nie mówiąc.
– Zapytaj go sam. Skoro jesteś w stanie się z nim skontaktować, możesz zapytać bezpośrednio o naszą relację, prawda? – Uśmiechnął się, a Mason przełknął ślinę.
Pytam się właśnie dlatego, że nie wiem – pomyślał i po prostu pokiwał głową. Odniósł wrażenie, że nigdy się nie dowie, dlaczego Noah go szuka.
– Racja. Kiedy wrócisz, spróbuj zadzwonić do swojego sekretarza i ochroniarzy. Świat jest niebezpieczny w dzisiejszych czasach – dodał Mason, skłaniając się.
Zamknął drzwi i wyszedł.
…
Klank. Drzwi się zamknęły.
Noah wpatrywał się w nie przez dłuższy czas po wyjściu Haleya. Podniósł trzymany przez siebie telefon do ucha.
– Powiedz mi jeszcze raz to, co mówiłeś wcześniej, Phil.
– Wszystko w porządku? – zapytał ostrożnie sekretarz.
– Achhh. – Noah odpowiedział coś ogólnikowo i usiadł na łóżku, nad którym unosiła się lepka woń.
– To jest… Aaron Green i Ashley Sui byli widziani niedaleko Wilshire Grand Hotel. – Głos Phila nie brzmiał zbyt dobrze.
Aaron Green i Ashley Sui. Ashley była należącą do drużyny kobietą, o której wiedziano, że zniknęła razem z Masonem, a Aaron Green był znany jako właściciel zwłok znalezionych w bunkrze. Noah ponownie zerknął na drzwi, przez które wyszedł Haley.
– Co to oznacza? – zapytał. Wiedział, ale zadał to pytanie mimo wszystko.
Phil przełknął ślinę i kontynuował, jakby mamrocząc do samego siebie.
– Aaron Green tak naprawdę żyje, w związku z tym zwłoki mężczyzny znalezione w bunkrze Alty należą… przypuszczalnie należą do Masona Taylora. Śmierć Masona Taylora została potwierdzona – stwierdził Phil, oddychając nieco ciężko, tak jakby każde słowo było trudne do wymówienia.
– …W porządku – odparł Noah, pokiwawszy lekko głową.
– Dobrze się pan czuje?
Słysząc pełen zmartwienia głos Phila, Noah odrzekł „mm” i roześmiał się głęboko.
– Kto wie… Na razie. – Gdy to powiedział, zamilknął.
Phil dowiedział się, że Noah jest w pokoju hotelowym. Oznajmił, że go stamtąd odbierze i się rozłączył.
Noah odrzucił telefon na bok i znowu zaczął wpatrywać się w drzwi.
„Prawdopodobnie… nie będziesz w stanie go odnaleźć”.
Prawdopodobnie – Noah pomyślał o tym, co powiedział Haley i zaśmiał się cicho.
– Co masz na myśli, mówiąc „prawdopodobnie”? …Prawie go mam. Jesteś beztroski, co nie? – mruknął cicho.
Tłumaczenie: Berenice96
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Tom II
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Dodatki
Ekstra 1
Ekstra 2
Ekstra 3
Ekstra 4
Ekstra 5
Ekstra 6