Kill the Lights

Rozdział 1139 min. lektury

Mason pomyślał, że świat jest bardzo mały, drapiąc się równocześnie po głowie. To nie tak, że ten gość pokazywał się, gdziekolwiek by nie poszedł, ale spotkał go już parę razy w ciągu miesiąca i to w najbardziej nieoczekiwanych miejscach. Bardziej sensowne byłoby, gdyby natknął się na niego w Beverly Hills. Czy Noah miał w tej okolicy pracę, do której musiał często przyjeżdżać, a następnie wracać? Jednak nigdy nie spotkał go pod swoim starym domem, żyjąc tam przez ostatnie dziesięć lat. Wpatrywał się w niego przez chwilę, mamrocząc: „nie, po prostu go zignoruj”. Nawet gdyby do niego zagadał, mężczyzna powiedziałby chłodno: „Czy nie powiedziałeś, że po tym, jak wyjdziemy z windy, już nigdy się do mnie nie odezwiesz?”. Noah nie był już małym siedmiolatkiem albo niestabilnym siedemnastolatkiem. Otaczający go goście wyglądali dosyć niebezpiecznie, ale nie mogli tak po prostu dotknąć „tego Raycarltona”, a tym bardziej błagać o pieniądze lub coś zrobić. Ten człowiek miał wystarczająco dużo pieniędzy, by wsypać je do basenu i w nich pływać, więc prawdopodobnie wszystko będzie dobrze. Jednak zaraz po tym, gdy to pomyślał, Mason sapnął ze zdziwienia. Musiał przyznać, że nie docenił ulicznych rabusiów, ponieważ w tej chwili jeden z nich wyciągnął pistolet i wycelował go w stronę Noaha.

***

Tak, tak. Był zbyt ostry – powiedział beznamiętnie reżyser filmu Real, Vick Procter, podrapawszy się po uchu.

Melisa Ain była ostatnio jedną z najgorętszych aktorek w Hollywood. Nie tak dawno temu podjęła się roli głuchego medium w serialu, który na końcu nagrań uczynił ją dosyć znaną postać z pięcioma mocnymi komercyjnymi filmami na koncie. Ludzie mówili, że to zasługa odgrywanej przez nią roli. Jednak to było Hollywood, gdzie nieważne jak wspaniała byłaby rola, jeżeli aktorka nie potrafiłaby jej dobrze zagrać, zniknęłaby tak samo, jak wiele innych przed nią. Bądź co bądź Melisa złapała okazję i stała się nową, popularną aktorką. Jak długo uda jej się utrzymać tę pozycję będzie już zależało od jej umiejętności, ale istniało wiele miejsc chętnych do zatrudnienia jej. Vick wybrał ją z listy propozycji przedstawionej przez kampanię produkcyjną. Melisa nie była taka zła i uważał, że jej wizerunek będzie w sam raz pasował. Tak naprawdę, aktorka nie liczyła się za bardzo dla tego filmu. Vick musiał jej tylko nieco dogodzić i nakręcić dobrą scenę.

Jak się okazało, za bardzo nie kochał Melisy. W istocie jej nie lubił, lecz to była jego praca, a on jest profesjonalistą. O ile dobrze zagra, mogłaby być i morderczynią. Niezliczona ilość aktorek miała kiepskie osobowości, a te z przyjemnymi charakterami były bardzo nieliczne. To nie tak, że Vick wybierał tych rzadko spotykanych, miłych aktorów. Tak czy inaczej, jaki pożytek ma aktor z dobrej osobowości? Nie liczyło się czy byli szmatami, ćpunami, czy wariatami. Jeśli tylko błyszczeli w obiektywie kamery, Vick mógł filmować każdego. Sęk tkwił w tym, że w rzeczywistości Melisa szczególnie nie błyszczała. Wszyscy na planie mieli podobne wrażenie. Chase, który był niezwykle radosny i łagodny jak na Hollywoodzkiego aktora, miał jej już dosyć, a ponieważ nie mógł zrujnować nastroju na planie, z cierpliwością wysłuchiwał wszystkich narzekań kobiety. Członkowie personelu dyskretnie jej unikali albo całkowicie ją ignorowali. Jedyną osobą niemającą o niczym pojęcia była Melisa, która stała się sławna w ciągu jednej nocy niczym Kopciuszek i straciła rozsądek, zagłębiając się w narcyzmie.

Nie chodzi o to, że ludzie mnie lubią. Bardziej prawdopodobne jest, że nienawidzą ciebie. Jesteś idiotką, jeśli do tej pory sobie tego nie uświadomiłaś. Nie mów, że tego nie wiesz? Kiedy Haley powiedział to do niej z obojętną miną, Vick, który podniósł się z krzesła i się im przyglądał, wybuchnął głośnym śmiechem. Śmiał się tak głośno, że wkrótce wszyscy się na niego gapili.

Uch… Reżyserze, poważnie to ta szmata, uggggh…

Hm? Co powiedziałaś? – zapytał Vick, udając, że jej nie zrozumiał.

Melisa powstrzymała się od płaczu i powiedziała, pochlipując:

Reżyserze, pan też bardziej lubi tę szmatę, prawda?

Hm? Ja?

Dlatego się śmiałeś, hughhh… – stwierdziła, wypłakując oczy, a Vick potarł się po policzku obolałym od zbyt mocnego śmiechu.

Po prawdzie wybór Haleya nie był jego decyzją. Parę tygodni temu największy sponsor zapytał o rolę gangstera i Vick próbował trochę walczyć, ale rzucił rolę, którą mógłby zagrać każdy nieznany aktor. Kiedy następnego dnia usłyszał od Glorii, że obsadzoną osobą jest Haley Lusk, był dosyć zaskoczony. Haley Lusk? Nigdy nie spotkał Haleya, ale pojawiał się on tak często w trzeciorzędnych magazynach, które Vick lubił czytać, że rzecz jasna go znał. Większość artykułów zawierających jego imię była obsceniczna albo głupia i kiedykolwiek Vick je widział, wzdychał i zastanawiał się: łał, ciekawe, co po tym zrobi. Gdy przeczytał o ostatnim incydencie z Raynoahem oraz próbie samobójczej, mruknął pod nosem: „tym razem już naprawdę po nim”. I bez specjalnego zaskoczenia, Haley został zwolniony z serialu telewizyjnego, w którym brał udział przez ostatnie dziesięć lat. Nigdy nie chciałby go filmować. Gej z opinią szmaty? Vick nie reżyserował filmów eksperymentalnych, a komercyjne. Ludzie nie lubili Haleya… a on sam również nie uważał go za atrakcyjnego. To tylko dodatkowa rola, powinienem dać temu szansę – myślał, ale niezbyt entuzjastycznie. Czuł, że Haley splamił jego film, więc szczerze mówiąc, był nieco zmartwiony. Zabójca o takim wizerunku? Co to ma znaczyć? – zastanawiał się. Czy próbują zamienić mój film w pośmiewisko? W związku z tym nie miał za bardzo ochoty, by jechać tego dnia na plan. Obudził się na czas i kiedy nie mógł przeciągnąć tego ani trochę dłużej, dotarł na miejsce, nadal się ociągając. Postać zabójcy odgrywana przez rozwiązłego geja? Rozmyślał, czy nie było jakiejś innej roli, po czym wszedł do łazienki tylko po to, by zastać tam Haleya Luska. Haley, teraz kiedy spotkali się osobiście, był… Cóż. Bardzo różnił się od tego, co sobie wcześniej wyobrażał. Parę zdjęć, które widział, przedstawiały właściwie zwykłego ćpuna, na którego można wpaść, przechodząc uliczką. Wychudzony, nędzny, z oczami zamglonymi jak u martwej ryby. Jednak Haley na żywo był zupełnie inny. Po pierwsze, wyglądał, jakby trochę ćwiczył i jego skóra wydawała się podejrzanie czysta. Ćwiczenia oraz pielęgnacja skóry. Rozumiał do tego momentu, lecz nie mógł odgadnąć kolejnego. Czy zrobił jakąś operację plastyczną? Botoks? Wypełniacz? Przyszło mu na myśl parę innych rzeczy, lecz zmiana w wyglądzie Haleya nie dotyczyła w szczególności jego rysów twarzy. Co zrobił, aby całkowicie zmienić swoją aurę? – myślał Vick. Skoro Haley był osobą tego pokroju, da mu szansę w tej dodatkowej roli. Wyobrażał sobie gościa, któremu słowo „spluwa” przywodziło na myśl wizję kutasa, jednak nieoczekiwanie, bardzo nieoczekiwanie, Haleyowi udało się pobudzić twórczą ciekawość Vicka. Jak wyglądałby ten mężczyzna, trzymając broń? Miał wyobrażenie wyłaniającego się obrazu. Z bijącym sercem powiedział aktorowi, żeby wziął pistolet. A kiedy Lusk chwycił go obiema dłońmi i wycelował w jakieś odległe miejsce…

O mój Boże, panie reżyserze, to… – wybełkotał Chase, stojący po cichu obok niego, a Vick w zupełności zrozumiał, o co mu chodzi.

To było inne. Zupełnie inne niż przewidywał. Mężczyzna, o którym myślał, że nie będzie w ogóle odpowiedni, zamienił się w zupełnego profesjonalistę, kiedy trzymał broń. Kąt, pod jakim trzymał pistolet, jego spojrzenie, uniesienie podbródka, a także cała roztaczająca się wokół niego atmosfera, która stała się nagle wyraźniejsza. Haley różnił się od wszystkich tych aktorów, którzy trzymali broń, jakby był to uroczy rekwizyt i zachowywali się słodko, gdy tylko mówił, aby przyjęli jakąś pozę z pistoletem. Jak będzie wyglądał w obiektywie kamery? Czy ta rozsiana jasność ujawni się również na filmie? Vick poczuł, że robi się coraz bardziej niecierpliwy, chcąc filmować go jak najprędzej. Wiedział, że to trochę zbyt wiele, ale jednak powiedział Haleyowi, aby złożył karabin i nacisnął spust, celując na zewnątrz. Tak naprawdę Vicka nie obchodziło, czy broń była składana naprawdę, czy też nie, o ile tylko uzyskał dosyć dobre ujęcie. Haley mógł po prostu udawać eksperta, bo zawsze istniała możliwość późniejszej edycji, aby coś z tego wyszło. Jednak dłonie aktora składające karabin przyciągnęły uwagę ludzi od samego początku. Poruszały się nieco wolno, lecz zarazem płynnie. Nie zawahał się ani nic podobnego i poprawnie zmontował wszystkie fragmenty, wkręcił śruby i połączył części, aż stały się one spójną bronią. Przypominało to oglądanie filmu dokumentalnego. Vick potajemnie dał znać członkom ekipy, aby włączyli kamerę.

Pociągnij za spust, Haley. – Kiedy to wyszeptał, również nie był przy zdrowych zmysłach. Bang! Ze względu na tłumik, wystrzał zadźwięczał cicho w pomieszczeniu i wszyscy w milczeniu wpatrywali się w Haleya. Musieli sprawdzić ujęcie, które właśnie nagrali. Wiedzieli, że przed chwilą narodziła się wspaniała scena. Powinienem był dać mu większą rolę – Vick, który jeszcze tego dnia rano nie chciał zatrudnić go nawet do dodatkowej roli, już zaczął żałować swojej decyzji. Tak naprawdę rola zabójcy nie była zbyt ważna, a ponieważ szkoda byłoby nie użyć tej sceny, nadal trafi ona do filmu, jednak będzie sprawiała wrażenie wyjętej z kontekstu. Ci idiotyczni producenci, którzy nawet nie mają oczu, mogą spróbować ją wyciąć, nie zdając sobie sprawy z faktu, że to jedyna dobra rzecz w całym filmie. Podczas kręcenia innych scen później tego popołudnia, Vick powtarzał sobie w myślach: Jaka szkoda. Jaka szkoda. Scena, którą chciał nakręcić oraz scena, która wyszła lepiej niż się spodziewał, nie mogły zostać wykorzystane: co za przeklęta sytuacja. Kiedy kontynuował nagrania, rozproszony i rozmyślający o Haleyu, po drugiej stronie planu wybuchła awantura. Mężczyzna, przemoczony od głowy do ramion, stał z twarzą pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu. Naprzeciwko niego znajdowała się Melisa, a obok stał Chase z gniewną miną. Wiedział, że posiadająca ostre szpony Melisa w końcu mu coś zrobi, ale tym, czego nie przewidział, była jego reakcja. Nie wściekł się, nie zaczął płakać ani przeklinać. Po prostu dał jej radę, jakby stwierdzając coś oczywistego: „Nie chodzi o to, że ludzie mnie lubią. Bardziej prawdopodobne jest, że nienawidzą ciebie”. Vick wiedział, że nie robi dobrze, ale wybuchnął śmiechem, kiedy Haley zapytał „jesteś idiotką?”. Miał wrażenie, że ogląda komediodramat.

Nie powinienem śmiać się w ten sposób dla dobra pozostałych scen – Vick później trochę tego żałował, lecz gdy przypominał sobie ów incydent, to nie był pewien, czy nie zaśmiałby się po raz kolejny.

Jak mógł tak po prostu to powiedzieć? Czy on nie jest tylko dodatkiem, a ja główną bohaterką? Gdyby ludzie mnie nie lubili, dlaczego zatrudnialiby mnie do głównej roli? – Melisa już nawet nie płakała, tylko mówiła ciągle, jakby była bardzo smutna.

Vick w kółko powtarzał: „tak, tak, ty jesteś najlepsza, a on nie jest aż tak dobry”.

Ach, naprawdę mam ochotę teraz uciec – zerknął na Chase’a, ale aktor wyglądał tym razem na naprawdę wściekłego i nawet na niego nie patrzył.

Nawet Chase wziął stronę tej szmaty. Czy to nie oczywiste, że jestem smutna? Nie uważa pan tak, panie reżyserze?

Tak naprawdę Melisa była dosyć zadurzona w Chase’ie. Jeżeli Chase by mu pomógł, łatwiej byłoby ją uspokoić. Posłał mężczyźnie kolejny sygnał, aby powiedział „przepraszam”, ale zamiast przeprosić, ten odwrócił się i odszedł. O Boże, moja głowa!

H… ugggh, reżyserze!

Westchnął cicho, kiedy Melisa znowu zaczęła płakać. Przecież nawet jej nie lubił, więc zastanawiał się, czy naprawdę musi przez to przechodzić.

Tak, tak. Wszystko rozumiem. Chase jest teraz pewnie trochę onieśmielony, a nie wściekły. Później, kiedy nieco ochłoniecie, prawdopodobne wróci i cię przeprosi. Wiesz, wygląda w ten sposób, ale jest bardzo nieśmiałym gościem, więc nie może powiedzieć tego, co ma na myśli.

Vick ciągle mówił, ale nawet nie miał zamiaru jej uspokajać, a ona wytarła swoje łzy i smarki, po czym oznajmiła:

Poważnie, moja duma jest zraniona i jestem tak zdenerwowana, że nie mogę robić swoich scen. Jak może mi to robić? Co z tego, że wylałam trochę lemoniady? Wiesz, co on wylał na mnie ostatnim razem?

Łkała żałośnie i wyklinała Haleya, ile wlezie.

Pewnie ćwiczył przez parę dni i nocy, a potem udawał, że o niczym nie ma pojęcia tylko po to, aby później szybko się poruszać, jak lis. Tylko patrząc, widać było, że ta suka jest przerażająca i podstępna – wyżywała się przez chwilę, aż w końcu dodała: – Nie może pan go odciąć?

Hę?

Nie jest nawet aż tak ważny, prawda? To nieważne, kto gra tę rolę, racja? Nie zgadza się pan? W mojej agencji jest wielu dobrych początkujących, dobrze będzie, jeśli jeden z nich zostanie…

W tym momencie właściwą odpowiedzią byłoby „och, powinniśmy?” albo „oczywiście, zrobimy tak, jak mówisz”. Jednak Vick powiedział podświadomie „co?” zaskoczonym tonem. Melisa otworzyła szeroko oczy.

Dlaczego? Niech mi pan nie mówi, że nie chce pan go odciąć? Mówię, że nie mogę brać udziału w tym filmie, jeśli on gra!

Ach, to… – zawahał się, a aktorka wstała z rozgniewaną miną.

Boże! On albo ja? Niech pan wybierze! Jeśli tak pan go lubi, dlaczego po prostu nie zrobić z niego głównego bohatera i nagrywać!

Vick nie mógł wydusić z siebie „oczywiście, że wolę ciebie!”, ponieważ zaczął myśleć: Haley jako główny bohater, to dopiero dobry pomysł. Jego nieszczera reakcja sprawiła, że kobieta przygryzła usta. Odwróciła się z czerwoną twarzą i wrzasnęła do swojej menadżerki:

Ellie!!

Zabrała menadżerkę i trzęsąc się, opuściła plan, nie dając nikomu czasu na to, by ją zatrzymał.

Melisa. Melisa! – zawołał za nią Vick.

Haley jako główny bohater? Oczywiście filmowanie go okazało się lepszą zabawą, niż oczekiwał, a film miałby szansę dobrze wyjść, lecz nie mógł sobie pozwolić na coś takiego. To nie był aktor, który pomógłby produkcji pod względem zysków. Taka decyzja byłaby nie tylko niepomocna, ale ludzie mogliby również zacząć bojkotować film i inwestorzy zapewne by go znienawidzili. Cóż, oczywiście tym, który go popchnął, był w istocie największy sponsor, NLC, ale jednak… Vick nie rozumiał, dlaczego nadal zbierał swoje myśli wokół zrobienia z Haleya głównego bohatera. Czego się nie da zrobić, tego się nie da zrobić. Poza tym, co ze scenami, które już nagrali? Użycie popularnego aktora takiego jak Chase, głównej aktorki oraz przodującego aktora? Historia oraz jej przebieg musiałyby się zupełnie zmienić.

Hej, Melisa? Melisa! – Vick myślał desperacko o powodach, dlaczego nie może użyć Haleya. Nie musiał za bardzo główkować. Ich długa lista rozwinęła się w jego głowie niczym rolka papieru toaletowego.

Melisa…

Kroczyła w zdumiewającym jak na kogoś noszącego szpilki tempie i Vick złapał jej ramiona, aby ją zatrzymać. Płakała tak bardzo, że jej twarz była w kompletnym nieładzie. Vick usiłował wydusić: „Jak mógłbym użyć Haleya zamiast ciebie? Czy to ma w ogóle sens? Jedyna osoba, która sprawi, że Chase będzie lśnił w tym filmie, to ty”. Rzecz jasna musiał coś powiedzieć, aby uspokoić ją i zabrać z powrotem na plan. Taki jest obowiązek profesjonalnego reżysera. Ale nie zrobił tego, a przyczyną była sytuacja mająca miejsce dokładnie po drugiej stronie ulicy. Haley biegł w stronę jakichś bandytów, trzymając pistolet, a na końcu tego wszystkiego znajdował się Raynoah.

***

Cóż, nie sądzę, żebym musiał się w to mieszać. Mason z pewnością tak pomyślał, jednak kiedy usłyszał złowrogi odgłos odbezpieczanego pistoletu, zerwał się podświadomie do biegu. Co ja do diabła robię? Dlaczego Noah tak często musi doświadczać groźnych sytuacji? Czemu? Dlaczego tak się dzieje? Jak niebezpieczne musi b jego życie, skoro incydenty takie jak te dzieją się, nawet gdy jestem w pobliżu? – rozmyślając, Mason mknął jak wiatr i zanim bandyci zdążyli w ogóle zareagować, już kopnął nadgarstek gościa trzymającego broń.

Kim jesteś, sukinsynu? – wrzasnął drań z pistoletem.

Mason prędko złapał pistolet, który wyleciał z jego ręki i przyłożył mu lufę do głowy, stając bliżej Noaha. Klik. Słysząc dźwięk załadowanej broni, napastnicy, którzy szykowali się do ataku, zawahali się.

– …Haley? – Stojący pomiędzy nimi Noah popatrzył na niego z lekkim zdumieniem, a Mason, zamiast odwzajemnić spojrzenie, odwrócił się i powoli rozejrzał się dookoła.

Trzech mężczyzn. Wszyscy byli młodymi i zdrowymi Latynosami, ale gość przygryzający usta po tym, jak oberwał w nadgarstek, był gruby, a ten, który podnosił ręce, stojąc przed lufą, trochę wychudzony. Najwyższy i najgroźniej wyglądający z nich zapytał, krzywiąc się:

Co z tobą?

Wyglądał, jakby w każdej chwili był gotowy zadać cios. Mason, usiłując sapać w niedostrzegalny sposób, zmarszczył brwi. Słabe ciało Haleya już złapało zadyszkę zaledwie po takim krótkim biegu nawet w takiej sytuacji.

Hej, nie sądzicie, że to ja tu powinienem zadawać pytania? Kurwa, jak jacyś rabusie śmią pytać o moją tożsamość?

Co, sukinsynu?

Jesteście ze sobą blisko? – zapytał nagle Mason.

Tamci spojrzeli na niego wzrokiem pytającym „o czym ten skurwiel gada?”, więc uprzejmie wyjaśnił sytuację.

Chcecie, żebym zabił tego drania? – zapytał, nieprzyjemnie poklepując głowę chudego lufą.

Wymienili się sygnałem, a najwyższy z nich zaśmiał się cicho, jakby go zatkało.

O czym on gada…

Hej, ty jesteś Haley Lusk, nie? Ja pierdolę, jak taka kurwa może się wcinać, kiedy my, mężczyźni, tutaj rozmawiamy? Pierdolenie, hugh!

Mason podniósł rękę z pistoletem i walnął głowę paplającego chudzielca. Bam! Ten upadł na kolana z głośnym odgłosem i wstrzymał oddech, a Mason wycelował w jego stronę.

Co? – zapytał zimno i chwycił za włosy leżącego rabusia, zmuszając go do podniesienia głowy.

Pozostali dwaj zaczęli robić się czerwoni.

Kurwa, ty nawet nie umiesz strzelać, suko… Gdzieś coś oglądałeś i teraz masz jaja, żeby z nami zaczynać?

Chcesz sprawdzić, czy umiem strzelać, czy nie?

Uśmieszek Masona doprowadzał ich do szaleństwa. Najwyższy gość zawahał się przez sekundę, aż w końcu odpowiedział drwiąco:

No, patrzcie! Hej, próbujesz teraz udawać? Bo pistolet, który trzymasz, jest pusty, wiesz?

Próbował przekonać go, że broń nie jest załadowana, a Mason spojrzał na nich z szyderczym zaskoczeniem.

Naprawdę? Więc mogę strzelić?

Udawał, że naciska na spust, mierząc w chudego kolesia, a pozostali wyglądali na przestraszonych. Uśmiechnął się, przewrócił lekko oczami i wystrzelił. Ale nie w jego głowę. Tym, co zostało przestrzelone, był rękaw grubasa, który usiłował wyciągnąć z kieszeni nóż. Napastnik, mający zamiar wziąć Noaha za zakładnika, złapał się za poparzony przez proch nadgarstek i upadł na ziemię. Nóż wyleciał z jego dłoni, po czym potoczył się na chodnik, a zanim wysoki gość zdążył go podnieść, pistolet ponownie wystrzelił, tym razem odrzucając nóż dalej. Załadowanie i wystrzał nastąpiły nagle. Bang! W tym samym czasie, gdy broń wystrzeliła, trzonek noża obrócił się i całość poleciała.

Och, nie. Mówiłeś, że nie ma w tym pocisków? – powiedział spokojnie Mason i się zaśmiał.

Oczywiście wiedział, że w pistolecie były pociski od razu, kiedy go wziął do ręki. Broń bez pocisków była lżejsza.

C-co ty?

Mason zerknął na Noaha, który przyglądał mu się z dziwnym wyrazem twarzy. Nie wygląda na rannego… Podczas gdy oceniał jego stan, kształtne czoło mężczyzny zmarszczyło się lekko. W samym środku rozmyślań usłyszał dobiegający z dołu odgłos odbezpieczanej broni. Przeniósł spojrzenie na chudego, który klęcząc, celował w jego stronę. Wygląda na to, że on również ukrywał spluwę. Co za ulga. Naprawdę uważał, że to ulga, iż ten facet celował w niego, a nie Noaha. Bo gdyby było na odwrót, nieważne czy tylko grałby lub gadał, Mason natychmiast odrzuciłby swój pistolet i podniósł ręce do góry.

Rzuć to, dziwko! – krzyknął arogancko chudzielec, a Mason zaśmiał się gorzko.

Ostentacyjnie powoli załadował broń, którą mierzył w jego głowę. Nie dbał o to, czy może zostać postrzelony w brzuch, czy nie – zbliżył do niego lufę i pochylił się, aż obaj znaleźli się na tym samym poziomie. Na jego ustach błąkał się uśmiech.

Hej – powiedział.

C-co? St-strzelę! – Rabuś wykrzywił się, a Mason spojrzał mu prosto w oczy.

Nigdy nie zabiłeś człowieka, prawda? – zapytał szeptem, patrząc na niego wesoło, a ten zamknął usta, nic nie odpowiedziawszy. – Ja zabiłem. Całkiem sporo.

Zauważył, że jego źrenice się powiększyły. Mógł dostrzec w nich wyraźne odbicie swojego okrutnego wyrazu twarzy. Podniósł się powoli, po czym zaczął mu się przypatrywać zimno z dystansu. Spostrzegł, że jego nieruchome ciało zaczęło się trząść. Nie był w stanie nawet otworzyć ust i nie przestawał drżeć. Jego wysoki wspólnik prychnął z niedowierzaniem.

Ha, ha, ha…? Co ten sukinsyn gada? Mówisz, że zabiłeś jakichś ludzi w serialach? – Zdążył już wyciągnąć własny nóż i trzymał go w gotowości, by zadać cios.

Mason przyglądał mu się z lekkim uśmiechem.

Pell, przestań! – krzyknął do niego chudzielec, a wysoki się zawahał.

Jednak spust Masona się nie zatrzymał. Bang!! Na ulicy ponownie rozbrzmiał głośny wystrzał.

Ten wa-walnięty…

Klang. Wysoki gość upuścił nóż i niepewnie cofnął się o krok. Mason popatrzył w dół na chudego, który dygotał i osłaniał się obiema rękami. Na jego skroni nadal było widać ślady po prochu. Skinął w stronę grubasa, nadal siedzącego na ziemi i tylko obserwującego scenę z szeroko otwartymi oczami.

Zabierz ich stąd – powiedział Mason chłodno.

Gruby gość chwycił chudego, który trochę posikał się w spodnie oraz wysokiego, po czym wszyscy trzej pobiegli w stronę zaułku na następnej ulicy. Obserwował ich, dopóki całkiem nie zniknęli i odwrócił się do Noaha. Nie przypominając w ogóle kogoś, kto był właśnie w samym środku zagrażającej życiu sytuacji, mężczyzna przyglądał mu się ze spokojnym, opanowanym wyrazem twarzy. Mason podał mu pistolet.

Nie sądzisz, że szwędanie się samemu po tej okolicy jest niebezpieczne? Ten wyraźnie drogi zegarek, buty, marynarka i cała reszta przyciągają uwagę.

Noah zamrugał, usłyszawszy jego uwagę i uśmiechnął się pod nosem.

Oczywiście, trochę. Ale nie sądzisz, że wtrąciłeś się bez powodu?

Spojrzał za niego, a Mason również odwrócił się do tyłu. Stali tam mężczyźni w czarnych garniturach, gotowi by wyskoczyć z każdego miejsca.

Wszyscy moi ochroniarze są dosyć wkurzeni przez twoje strzelanie.

Nie kłamał, wszyscy ci napięci kolesie patrzyli na niego z przerażającymi minami.

– …Przepr… – Mason skinął lekko w stronę tych zdenerwowanych facetów.

Nie uważał się za wścibskiego, ale zastanawiał się, co jeśli jednak tak było. Co, jeśli… Gdy tak się nad tym zastanowić, Noah zapewne nie przyszedłby sam w to miejsce, a poza tym, nieważne jak szaleni nie byliby ci rabusie, jeżeli cenili sobie swoje życia, wzięliby tylko trochę pieniędzy, a nie próbowali go postrzelić lub zabić. Więc nie mógł zrozumieć, dlaczego poleciał w te pędy i się wmieszał. Kim on niby był, obrońcą sprawiedliwości…?

Noah mierzył wzrokiem zakłopotanego Masona, zamilknąwszy na chwilę, gdy przypatrywał się jego wilgotnemu karkowi.

Cóż, właściwie miałem do ciebie pewną sprawę… – oznajmił.

Sprawę? Noah, do mnie? Zamrugał parę razy i już miał zapytać, jakiego rodzaju to sprawa, gdy usłyszał jak ktoś rzuca z tyłu przekleństwami.

Kurwa, co tu się…

Odwrócił się i zobaczył, że jakieś dziesięć metrów za nim stoi reżyser Vick, wyglądający jakby miał zaraz zwariować oraz poszarzała na twarzy Melisa, która przygryzała wargę.

Kurwa, o mój… Boże. Jak mogli coś takiego zrobić… – Vick Procter sapał, jakby miał zaraz zemdleć.

– …Panie reżyserze? – Mason zawołał ostrożnie w stronę łapiącego oddech mężczyzny, który zamiast mu odpowiedzieć, popatrzył się na Melisę.

Melisa.

Aktorka zdziwiła się i spojrzała na niego.

Nie mam mowy, pan… – Cofnęła się niezdecydowanie.

Nie mówiłaś, że wracasz do domu? – zapytał reżyser.

W c-co pan pogrywa?

Patrzyła na niego, jakby myślała „ten sukinsyn oszalał!”. Zawahała się i dostrzegła coś innego w minie Vicka, wpatrującego się w nią obłąkanymi oczyma. Vick poklepał ją po drżącym ramieniu.

Tak, jeśli chcesz wracać, to wracaj. Oczywiście – powiedział.

Nie musiał zatrzymywać kogoś, kto nie będzie już związany z filmem. Pomachał ręką.

Bezpiecznej drogi. Szybko, rusz się.

Co…! Oszalał pan?! – wrzasnęła Melisa.

Nie słuchał jej już dłużej.

Okej, okej, rozumiem. Skontaktuję się z tobą później – odrzekł nieszczerze i zrobił krok w stronę Masona, który jedynie stał w bezruchu.

Reżyserze! Reży… Hej!!! – Melisa darła się jak oszalała, lecz w uszach Vicka rozlegały się tylko coraz głośniejsze dźwięki anielskich trąb.

***

O mój Boże, jak możesz mi to robić?

Myślał, że Bóg zawsze stał po jego stronie, ale tym razem próbował go zdradzić. Nie, nie. Tym, który zdradził, był on sam. Nie rozpoznając dobrych boskich intencji, rozczarował go w swojej arogancji. Czy jest możliwe, że w związku z jednym planów boskich wobec jego osoby, stał tutaj w tej chwili? Tak, tak może być. Nie, z pewnością tak jest. W innym razie nie byłoby szansy na to, by wyszedł w środku nagrywania i ostatecznie stał się świadkiem takiej sceny na środku ulicy. Gdy Vick ujrzał Haleya przebiegającego przez ulicę w stronę rabusiów, miał przeczucie.

Coś. Zobaczę coś wspaniałego. Wszystkie zmysły jego ciała zamarły. Niczym szósty zmysł, który mogą odczuwać jedynie geniusze. Tak jak oczekiwał. Haley dokładnie kopnął rękę napastnika i chwycił pistolet, który poleciał w powietrze. O, kurwa! Poczuł ciarki przechodzące wzdłuż kręgosłupa. Klik. Haley wymierzył lufę w kierunku małego, chudego gościa i mówił niskim głosem, śmiejąc się. To było dosyć imponujące, widzieć jak uderza w tył głowy tego paplającego kolesia. Jego idealnie precyzyjne ruchy były niespotykane – coś, czego nie widział nigdy nawet wśród adeptów sztuk walki. Co to takiego? Ramiona Vicka zadrżały w przypływie dreszczu emocji. Spojrzał strasznym wzrokiem ku wrzeszczącej Melisie, mając nadzieję, że się zamknie, po czym przeniósł spojrzenie z powrotem na Haleya. Kiedy jeden z tych facetów uśmiechnął się i stwierdził „ten pistolet jest pusty”, Vick przełknął ślinę. Jeden przeciwko trzem. Nawet gdyby pomógl mu Raynoah, stojący na boku z zimnym wyrazem twarzy, nadal byłoby dwóch przeciwko trzem. To sytuacja, w której powinien im pomóc lub wezwać kogoś innego, jednak nie ruszył się ani o centymetr. Wstrzymując oddech, był ciekaw, jak Haley wykręci się z tej sytuacji. Co masz zamiar zrobić, trzymając ten nienabity pistolet, Haley? Kontynuował obserwację, jakby była to ekscytująca scena w filmie, zaciskając mocno swoje spocone dłonie. Haley powiedział z uśmiechem „naprawdę?” i zaraz bang! – usłyszał huk wystrzału. Vick otworzył szeroko oczy ze zdumieniem, przyglądając im się. Haley przestrzelił rękaw grubego gościa, który usiłował wyjąć nóż z kieszeni. Nie miał pewności czy zrobił to celowo, ale Haley nie tylko trafił dokładnie w rękaw, ale natychmiast ponownie załadował broń i strzelił w trzonek leżącego na ziemi noża. Nóż poleciał niczym wirujący sztylet i upadł nieopodal stopy Vicka. Haley nie wzdrygnął się ani razu. Natychmiast załadował broń i wycelował w głowę chudego jak gdyby nigdy nic.

Boże… – Miał wrażenie, że słowo to wypłynęło mimowolnie z jego ust. Przeszywające. Chwycił się za ramiona i zadygotał.

Haley uśmiechnął się krzywo do kolesia, który w niego celował. Uśmiechał się z tą ładną twarzą jak najbardziej podły drań świata. Vick patrzył się na niego z szeroko otwartymi oczami. „Ja zabiłem. Całkiem sporo”. Mina szepczącego Haleya nie była widoczna, jednak gość, który to usłyszał, drżał i się trząsł. Mógł sobie jedynie wyobrazić jego minę na podstawie tego przerażonego wzroku i wizja ta wywołała w nim podekscytowanie. To była scena w jego filmie. To był Real – film, który miał stworzyć. Odniósł wrażenie, że tytuł Real wymyślony przez niego bez specjalnego rozmyślania, w istocie stanowił część boskiego planu. Och, Boże. Czuł, że to przeznaczenie. Podszedł do Haleya. W górze krążyły małe aniołki. „Gratulacje”, „najlepszy film jego życia” oraz „strzał w dziesiątkę” – wygrywały fanfary radości. Wyczuwał aureolę, jedynie stojąc za Haleyem. To jest moje. Był zdesperowany, myśląc, że inni reżyserzy mogą się o nim dowiedzieć i go wykraść. Powody, dlaczego nie powinien wykorzystać go do głównej roli, rozwinęły się jak papier toaletowy, lecz on zwinął je ponownie, wsadził do śmietnika i spalił. Usiłował wyglądać na mniej szalonego oraz opanować swój wyraz twarzy, zanim chwycił dłonie stojącego tam zwyczajnie aktora, po czym zaciągnął go na bok.

Haley! Och, Haley… – Reżyser odezwał się do niego drżącym głosem.

Mason zmarszczył nieco brwi i cofnął o pół kroku. Coś było dziwnie nieprzyjemne, ale reżyser stale się przybliżał i ponownie wypowiedział imię „Haley”, sprawiając, że wszystko stało się jeszcze bardziej uciążliwe. Jego mina była bardzo podniecona, niczym u oświadczającego się mężczyzny, a Mason poczuł dreszcz i wzruszył ramionami. Ach, chyba jednak nie jestem gejem. Podczas gdy w głowie Masona pojawiła się ta bardzo zatrważająca myśl, Vick Procter mocno złapał jego obie dłonie.

Czy nie chcesz zrobić ze mną hitu? – zapytał z przejęciem, jakby miał na myśli „nie chcesz zrobić ze mną dziecka?”.

Co proszę? – odparł zbity z tropu Mason.

Melisa stojąca w nieopodal płakała i rzucała się wściekle, jakby chciała przypuścić na nich atak, lecz jej menadżerka zaciągnęła ją do samochodu. Nawet w trakcie tego wszystkiego reżyser ciągle wpatrywał się jedynie w niego.

Nagrajmy film. Jak myślisz? Fajnie, prawda? – powiedział z roziskrzonymi oczami, a Mason rzucił mu spojrzenie z ukosa.

Co jest nie tak z tym facetem? Zjadł coś nieświeżego?

O czym pan mówi? Czy właśnie nie skończyliśmy?

Ach, tak. Tak. W istocie robiliśmy nagrania. Mam na myśli, skoro już bierzesz w tym udział, czemu by nie zrobić dłuższych scen? – Był pełen ekscytacji. – Zrobimy dłuższe sceny i postawimy na bardziej odjechane postaci, jak myślisz?

– …Dlaczego? Czemu miałbym to zrobić? – spytał Mason z niezadowoloną miną.

Wydłużenie scen oznaczało, że zajmie to więcej niż jeden dzień, a on dobrze znał tę metodę. Jego przełożony w Zii, ten sukinsyn Beretta, zawsze działał w ten sposób. „Mason, jest robota, która będzie skończona w ciągu tygodnia, chcesz ją? Mason, tym razem jest to bardzo proste. Mason? Ufasz mi, prawda, Mason?”. Vick był przerażająco podobny do tego odrażającego drania. Wkrótce Mason zostałby przekonany do wyrażenia zgody, a potem pomyślałby „ach, kurwa, znowu to samo”.

Dlaczego? Nie chcesz? Spodoba ci się, z wykorzystaniem zajebistych postaci zrobimy z ciebie wielką gwiazdę, a ze mnie bogacza. Tak?

Popularny aktor? Bogaty? – Mason zmrużył powieki i wpatrywał się w Vicka, który nawijał dokładnie jak Beretta.

Tak! – zakrzyknął reżyser pewnym tonem, a następnie wyciągnął telefon. – Och, czekaj. Gdzie jest twój menadżer? Ten gruby gość, który wgapia się we mnie błyszczącymi oczami? Nie, to zadziała, jeśli pogadam z twoją agencją? Jaki jest numer?

Hej, poczekaj chwilę.

W agencji Haleya to on był szefem, a Tony jedynym pracownikiem. Mason poczuł mdłości, a reżyser zadzwonił gdzie indziej.

Cześć, Gloria? Przyślij tu natychmiast menadżera Haleya. Jesteśmy zaraz naprzeciwko… Tak. Zatrzymajcie nagrania. – Vick płonął pasją, by coś zrobić, więc od razu przystąpił do działania.

Panie reżyserze? Halo? Przepraszam? – Mason próbował mu przerwać.

To, co pomyśli Tony, było oczywiste. Samo wyobrażenie sobie tego biedaka, ostrożnie rozglądającego się po okolicy i biegnącego w ich stronę, przyprawiło go o ból głowy. Reżyser rozłączył się i włożył komórkę do kieszeni. Zaczął rozmawiać na poważnie.

A teraz, skoro największy inwestor jest tutaj, przedyskutujmy to należycie, w porządku? – rzekł, spoglądając na Noaha, stojącego obok z obojętnym spojrzeniem.

Mężczyzna obserwował z rozbawieniem ich rozmowę, a gdy uwaga reżysera przeniosła się na niego, uśmiechnął się.

Nie wiem. Nie przyjechałem tu, by o tym rozmawiać. – Zerknął na swój elegancki, skórzany zegarek. – Jeśli chce pan ze mną pomówić, proszę umówić się na spotkanie, panie Procter.

Pomimo swojego łagodnego uśmiechu powiedział to stanowczo do reżysera, który wykrzywił się w odpowiedzi, zupełnie jakby został oblany wiadrem zimnej wody, gdy miał dobry nastrój.

Hej, proszę wybaczyć. Mówimy o osobie, która uratowała panu życie?

Nie, um, panie reżyserze. Nie uratowałem mu życia… – Mason wkroczył, aby mu przerwać.

Raczej w mniejszym lub większym stopniu wmieszał się w sprawy innej osoby, zamiast uratować jej życie. Noah uśmiechnął się drwiąco na wzmiankę o „ratowaniu życia”.

Tak czy inaczej, jeśli chodzi o film, proszę napisać nowy raport i wysłać go do mojego sekretarza. Proszę opisać, jak ma pan zamiar stworzyć film, w którym Haley Lusk dostaje większą rolę oraz jakim sposobem ów film odniesie sukces i zwróci koszty produkcji.

Ach… Napisać raport? – zapytał z uśmiechem Vick, a Noah odwzajemnił się tym samym.

Kto wie? Szczerze mówiąc, uważam, że to szaleństwo, ale mogę przynajmniej o tym posłuchać.

Reżyser wyszczerzył zęby do Noaha, który miał na ustach bardzo uprzejmy uśmiech. Jego mina sugerowała, że skoro Noah przynajmniej zdaje sobie sprawę z tego, jak szaloną rzecz ma zamiar zrobić i to rozumie, był to bardzo pozytywny rezultat.

Rozmawiali o nim, ale jakimś dziwnym trafem nie mógł znaleźć sposobu, by się włączyć. Mason zerknął w stronę Tony’ego, biegnącego ku nim z oddali z przerażonym wyrazem twarzy. Wydawał się myśleć: „Co do diabła teraz narobił? Oczywiście, znowu wmieszał się w kłopoty. Amnezja to tylko choroba, a nie cudowny lek, który wszystko naprawia. Miałem dobry sen, ale krótkotrwały”. Vick zbliżył się do menadżera, gotowego, aby upaść na twarz i błagać o przebaczenie, chociaż nie wiedział, co takiego Mason zrobił.

Widział, jak rozprawiał dosyć poważnie z Tonym, trzymając go za ramiona, po czym odwrócił się, by popatrzeć na Noaha, który z unikał do tej pory jego spojrzenia.

Um, mówił pan, że ma do mnie jakąś sprawę?

Jaką sprawę mógłby mieć do mnie Noah? Mason zapytał ostrożnie, a Noah uśmiechnął się ze spuszczonym wzrokiem. Odnosił wrażenie, że kryjące się pod powiekami oczy wyglądały chłodno. Spojrzenie Raycarltona wędrowało powoli od czubka głowy do stóp Masona, który przewrócił oczami.

Rzeczywiście miałem pewną sprawę… – Mężczyzna zamilknął na chwilę, przekrzywiając głowę i przyglądając mu się.

Spojrzał mu w oczy, jakby czegoś szukając, co sprawiło z kolei, że Mason zmarszczył brwi. Blondyn uśmiechnął się tajemniczo.

To wszystko na dzisiaj. Obawiam się, że zbyt wiele czasu uciekło z powodu tego niepotrzebnego zamieszania – oznajmił, spoglądając na swój zegarek i wkrótce obok chodnika zatrzymała się czarna limuzyna, tak jakby tylko czekała.

Drzwi pojazdu otworzyły się, a Phil, mający na sobie ciemnoniebieską marynarkę, wyłonił się ze środka i stanął nieopodal. Noah zmrużył powieki ze zmęczeniem i zaśmiał się, a Mason prędko uciekł spojrzeniem po tym, jak zerknął na wargi mężczyzny. Zebrana wewnątrz jego ust ślina ześlizgnęła się wzdłuż gardła.

Do zobaczenia… następnym razem.

Hę?

Zobaczą się następnym razem? Mason zamrugał, słysząc to banalne pożegnanie, a Noah uśmiechnął się z na wpół przymkniętymi oczami. Zaraz po tym poszedł w stronę Phila, który na niego czekał i wsiadł do samochodu.

Mason wpatrywał się w jego plecy jak zaczarowany. Do czasu, gdy Tony poleciał zemdlony na przód, odbywszy rozmowę z reżyserem, a on musiał go łapać.

***

Noah wdrapał się do samochodu i odważył zerknąć na Haleya, który nadal wpatrywał się w niego głupawo poprzez szybę.

Phil, czy naprawdę jestem szalony? Nie, trochę jestem, wiem… – wymamrotał, uśmiechając się, po czym zmarszczył brwi, jakby naprawdę tego nie rozumiał.

Gdy Phil usłyszał jego słowa, spojrzał na niego dziwnie.

Pan Raycarlton jest bardzo racjonalną osobą. Przynajmniej z tego, co wiem – stwierdził.

Haha, z tego, co wiesz? – Noah uśmiechnął się nieco pytająco w odpowiedzi. – Zgadza się. Rozumiem, że jestem nieco psychotyczny z więcej niż dziesięcioma różnymi diagnozami, ale wiesz, że jednak uważałem się za zasadniczo racjonalnego człowieka?

Przechyliwszy głowę, przypatrywał się przez moment Haleyowi, którego sylwetka już stała się mała, a następnie uśmiechnął się lekko, opuszczając wzrok.

Tak uważałem, ale… – mruknął ogólnikowo.

Sądził, że jest dosyć rozsądną osobą. Cóż, miał po prawdzie kilka problemów ze zdrowiem psychicznym, jednak poza tym tak naprawdę nie tracił kontroli nad oceną okoliczności oraz rozumowaniem. Jako stojący najwyżej wśród innych wysoko stojących, otrzymał odpowiednią edukację wkrótce po urodzeniu i odpowiadało to nawet jego zdolnościom, a zatem nie miał nigdy problemów z kwestiami tego typu. Incydent z porwaniem, który wydarzył się, gdy był siedmiolatkiem, odcisnął najgłębsze piętno na życiu Noaha, lecz nie zmienił biegu jego życia. Nieważne, czy porwanie nastąpiłoby, czy też nie, Noah wiedział, iż nadal nosiłby maskę zadowolenia i obojętnie kontynuował swoją pracę. Nigdy nie popełnił błędu w ocenie okoliczności. Był zimny wobec innych, ale również wobec siebie samego. Zgodnie ze słowami Phila, ogólnie był racjonalną osobą. Z całą pewnością, ale…

Dlaczego odnosił wrażenie, że ten gość był jak Mason? Zmrużył powieki, wyraźnie przeżywając uczucie déjà vu. Wiedział, że to dziwna myśl, ale stale nakładał obraz Masona na Haleya. Po wysłaniu tych scenariuszy nie przestawał o nim myśleć. Szczerze mówiąc, nie pamiętał zbyt dobrze tego, jak Haley z nim flirtował. Rzecz jasna wiedział, co powiedział i zrobił, ale nie pamiętał jego wyrazu twarzy albo tonu głosu. Dlatego, że nigdy nie zawracał sobie głowy tym, by uważnie mu się przyjrzeć. Nie był typem osoby, która przyciągała uwagę Noaha. Tak jak w przypadku kopanego po ziemi kamienia, czego szczegółami nikt się nie przejmuje, Noah w ogóle nie pamiętał Haleya. Jednak wtedy, gdy spotkali się na planie, zapamiętał go wyraźnie. Jego minę, to wykrzywienie twarzy w deszczu oraz to spojrzenie i ton głosu w toalecie. Dziwnym trafem, Noah wszystko dobrze zapamiętał. Tak samo, gdy spotkali się ponownie. Rzecz jasna był to zaskakujący moment, lecz nawet biorąc to pod uwagę, wszystko było zadziwiająco pamiętne. Zdarzyły się chwile, w których panikował i miał atak, jednak mimo wszystko każda rzecz, którą Haley powiedział lub zrobił, została wyraźnie przez niego zapamiętana. Oczy, które wpatrywały się w niego… To spojrzenie, które wywołało znajomy dreszcz, a nawet poczucie własnego „ja” w tym spojrzeniu – wszystko było żywo wyryte w mózgu Noaha. To było znajome wrażenie. Podobne do wszystkich tych momentów, gdy spotykał Masona. Dla tego człowieka może być to zapewne tylko rozmyty, niewyraźny incydent, który miał miejsce dziesięć lat temu, ale dla Noaha był on tak wyraźny, jakby wydarzył się przed krótką chwilą. Niebywałe, że pamiętał wszystko na temat Haleya, tak samo, jak w przypadku Masona. Rozwodził się nad tym już od dwóch tygodni. W czasie których Haley od czasu do czasu nakładał się z Masonem. Nie tylko w paru intensywnych przypadkach – nawet pomniejsza mimika twarzy, nawyki dotyczące sposobu mówienia i akcent ciągle nakładały się ze sobą. Chociaż sądził, że to szalona iluzja, Haley wypływający bezustannie w jego wizjach zaczął wyglądać jak Mason, mimo że nie byli do siebie w ogóle podobni. Chciał zbadać to złudzenie. Może zwariował, zmęczony tęsknotą za Masonem, popadł w rozpacz na wieść o jego przedwczesnej śmierci i nadal był nerwowy na myśl o tym. Może jego instynkt obronny poszukiwał substytutu, co doprowadziło do tego nieporozumienia. Mason i Haley? Z całą pewnością to złudzenie. Jednakże niepokojące uczucie, nawiedzające go za każdym razem, gdy myślał o Lusku, nie uległo zmianie. Postanowił zweryfikować swoje wspomnienia przez kolejne spotkanie. Usłyszał o dzisiejszych nagraniach z udziałem Haleya i zorganizował trochę czasu. Nie miał pojęcia, co takiego powie, gdy się już spotkają, lecz odczuwał przymus, by to zrobić.

– …Panie Raycarlton? Wszystko w porządku?

Ponieważ wypowiedział się ogólnikowo w swoim ostatnim zdaniu i wydawał się zagubiony w rozmyślaniach, Phil zagadał do niego ostrożnie. Noah uśmiechnął się promiennie i machnął ręką.

Czy poszło dobrze? Ta sprawa, którą chciał pan potwierdzić.

Achh. Z pewnością – odrzekł Noah.

Był w stanie zdobyć dokładniejsze potwierdzenie dzięki temu nieprzewidzianemu wypadkowi. Czy Haley był w stanie grozić osobie, trzymając broń? Bardziej przypominało to Masona. Wyglądał dokładnie jak on. W bardzo krótkim czasie doszedł do wniosku, że jednak się nie oszukiwał.

Ale to był głupi ruch. – Przymknął oczy, narzekając na własne działania.

Zrobiłem dzisiaj coś głupiego. Nawet jeżeli niczego sobie nie wmawiał, przecież Haley nie mógł stać się Masonem. W rzeczy samej, co takiego właściwie potwierdził? Nieważne jak bardzo nie wyglądał lub przypominał Masona, Haley nim nie był. Noah nie rozważał nawet znalezienia kogoś zamiast Masona, a już zwłaszcza nie kogoś takiego. Upomniał samego siebie za zrobienie czegoś bezsensownego i syknął. Gdy zamknął oczy, widział wizerunek Haleya, przeplatający się z wizerunkiem Masona, lecz nie wiedział, co miałby w związku z tym zrobić.

Tłumaczenie: Berenice96

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: