Lin Qingyu początkowo myślał, że Lu Wancheng żartuje, ale naprawdę zaczął planować własny pogrzeb. Uznał, że ubrania oferowane przez zakład pogrzebowy są brzydkie i powiedział, że chce założyć własny strój do trumny. Potem doszedł do wniosku, że śnieżnobiałe ubrania uczestników pogrzebu są zbyt proste i zapytał, czy może ubrać ich w kolorowe stroje. Kiedy dowiedział się, że nie może wyryć wybranego epitafium na swoim nagrobku, pokłócił się o to nawet z Lin Qingyu.
– Dlaczego nie? – powiedział gniewnie Lu Wancheng. – To moje własne epitafium! Nie mam prawa wyboru?
– „Tu leży solona ryba, która po śmierci wreszcie może zasnąć”? Jak myślisz, jak pokolenia za sto czy tysiąc lat będą na ciebie patrzeć? – Lin Qingyu zażartował z niego.
Lu Wancheng zaśmiał się leniwie.
– Pewnie pomyśleliby, że jestem geniuszem wyprzedzającym swoje czasy. A potem umieściliby mnie na liście „Ośmiu szlachetnych rodzin Wielkiego Yu” albo coś w tym stylu…
– Nawet sny powinny być realistyczne – przerwał mu bezlitośnie Lin Qingyu.
Lu Wancheng wydawał się przygnębiony, że jego przemyślana i twórcza poezja nie mogła zostać wyryta na jego nagrobku. Siedział na wózku inwalidzkim i wzdychał, co pobudzało macierzyński instynkt Hualu. Z drugiej strony, Lin Qingyu nie zwracał na niego uwagi, idąc do gabinetu, żeby pracować.
Wkrótce Hualu przyszła go znaleźć, trzymając w ręku talerz świeżo umytych głożyn.
– Paniczu, chcesz głożynę? – zapytała, wyglądając, jakby chciała dodać coś więcej.
– Powiedz, po co przyszłaś – odpowiedział Lin Qingyu.
Hualu wahał się przez dłuższą chwilę.
– Młodemu markizowi został tylko miesiąc. Myślę, że powinieneś być dla niego dobry i spełniać jego życzenia.
Lin Qingyu uśmiechnął się lekko.
– Ale on nie chce, żebym mu uległ.
Hualu była zaskoczona.
– Co?
– Używa wszelkich możliwych środków, żeby nas uspokoić, więc jak mógłbym tak sprzeciwić się jego woli? – W głosie Lin Qingyu pobrzmiewała ledwo zauważalna nuta łagodności. – Powiedz wszystkim w pawilonie Lanfeng, że przez te ostatnie dni powinniśmy robić wszystko, co konieczne tak jak zwykle.
Hualu nie do końca rozumiała, co miał na myśli, ale mu ufała. Była u boku młodego markiza tak długo, a jednak nie śmiała twierdzić, że go rozumie. A przecież panicz Lin, który wżenił się w dom zaledwie rok temu, już zdążył go przejrzeć.
Być może byli tym, co naukowcy nazywali „bratnimi duszami”.
***
Trumna była miejscem wiecznego spoczynku zmarłego. Ze wszystkich przedmiotów pogrzebowych była niewątpliwie najważniejsza. Pamiętając słowa Lu Wanchenga, Lin Qingyu zadbał o to, by zabrać go ze sobą, gdy nadszedł czas wyboru. Zakład pogrzebowy nie mógł przywieźć wszystkich trumien do dworu, by mogli je obejrzeć, więc musieli osobiście odwiedzić sklep.
Specjalistyczne sklepy, takie jak zakłady pogrzebowe, znajdowały się zazwyczaj w ciemnych, sekretnych zaułkach. Właściwie każdy przybytek na całej tej ulicy zajmował się zmarłymi. Zakład pogrzebowy Wuwang, który wynajął Lin Qingyu, był największy.
Lin Qingyu szedł przodem, popychając Lu Wanchenga, a Huantong nieśmiało podążał za nimi, pocierając ramiona. Ta ulica wydawała mu się znacznie zimniejsza niż inne i nawet gwizd wiatru przypominał jęki duchów. Kiedy od czasu do czasu mijali sklep z papierowymi lalkami przed wejściem, dostawał gęsiej skórki.
Mężczyzna z Wuwang wiedział, że przybędzie panicz z dworu markiza, więc czekał przy drzwiach przez długi czas.
– Twój uniżony sługa wita cię, paniczu. – Kiedy pracownik zobaczył Lu Wanchenga na wózku inwalidzkim, ze zdziwieniem kontynuował: – To niemożliwe…
– Tak, to młody markiz – powiedział Huantong.
Lu Wancheng uśmiechnął się, witając pracownika, który wyglądał na zszokowanego. Pracował w tym zawodzie od dawna, ale nigdy nie widział, żeby ktoś osobiście odwiedzał zakład pogrzebowy, żeby wybrać sobie trumnę.
– Gdzie są trumny? – zapytał Lin Qingyu.
Pracownik zareagował niezwykle szybko, uśmiechając się.
– Są gotowe do przejrzenia. Młody markizie, paniczu, proszę za mną.
Chociaż drzwi wejściowe do Wuwang były małe, w środku sklep krył zupełnie inny świat. Na podwórku starannie ustawiono nowe trumny, wszystkie w różnych stylach, a pracownik zadbał o to, by każda z nich została odpowiednio przedstawiona.
– To jest z drewna katalpy, a to z nanmu. Katalpa jest odporna na gnicie i dobrze odpycha wilgoć. Nanmu natomiast ma gęste usłojenie i nie wypacza się łatwo… Paniczu, młody markizie, które dwie trumny najbardziej wam odpowiadają?
Lu Wancheng zauważył coś dziwnego w tym stwierdzeniu.
– Dwie?
– Skoro jesteś żonaty, młody markizie, twoja żona naturalnie zostanie później pochowany razem z tobą. To właśnie mamy na myśli, mówiąc, że mąż i żona są razem za życia i po śmierci. Za sto lat pozostaniecie razem pochowani, aby wasz romans mógł trwać w przyszłości.
Obaj mężczyźni nagle zamilkli.
Lin Qingyu nigdy nie myślał o tym, żeby zostać pochowanym obok Lu Wanchenga. Dopiero gdy pracownik mu o tym przypomniał, zrozumiał znaczenie słów „mąż i żona”.
Chociaż sprzeciwiał się ich małżeństwu, a Lu Wancheng nawet o tym nie wiedział, ich ceremonia ślubna przebiegła należycie, z zachowaniem wszystkich niezbędnych rytuałów, takich jak oddanie czci niebiosom, ziemi i rodzicom. To było zupełnie inne niż ślub Xiao Chenga i Lu Niantao.
Mąż i żona, w miłości i zaufaniu. W życiu wracam do ciebie na zawsze. W śmierci myślę o tobie na zawsze.
Słowa „mąż i żona” były zbyt ważkie.
Lu Wancheng uśmiechnął się do Lin Qingyu.
– Wspólny pochówek… Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Poza tym jestem przyzwyczajony do spania samotnie. Nie mam nic przeciwko temu, żebyśmy zostali pochowani razem, ale nie chcę, żebyś czuł się jak obcy w grobie rodziny Lu.
Gdyby to był grób rodziny Jiang, mógłby to rozważyć.
Pracownik, zaskoczony, spojrzał na Lin Qingyu.
– Paniczu, to…
– Posłuchaj młodego markiza – powiedział chłodno Lin Qingyu.
Pracownik nie odważył się sprzeciwić.
– Mamy więcej nowego towaru na zapleczu. Młody markizie, paniczu, proszę za mną.
Nagle do ich uszu dotarł cichy kobiecy głos. Huantong wystraszył się tak bardzo, że o mało nie skoczył na Lin Qingyu.
– Paniczu, słyszałeś czyjś płacz?
– Proszę się nie obawiać. To kolejny gość szukający trumny – wyjaśnił pracownik.
Podążyli za pracownikiem przez rzędy trumien i rzeczywiście zobaczyli kobietę. Była ubrana na biało, w kolorze żałoby. Jej oczy były zamglone, a twarz mizerna. Wyglądała na bardzo kruchą, jakby najmniejszy podmuch wiatru mógł ją przewrócić. Mimo to jednak łatwo było dostrzec, że kiedyś była piękna.
– To pani Huo – wyszeptał pracownik. – Jej mąż zaraził się gruźlicą trzy lata temu i zmarł wczoraj w domu.
Pani Huo pierwotnie była utalentowaną tancerką z Urzędu Rozrywki. Kiedy przypadkiem poznała i zakochała się w uczonym, uciekli. Mężczyzna uwolnił ją, sprzedając wszystko, co posiadał, i wydrenował wszystkie oszczędności. Myśleli, że będą mogli być razem, dopóki oboje nie osiwieją, ale ich sielankowe życie trwało zaledwie kilka lat, zanim rozstali się na zawsze.
– Pani Huo to słaba kobieta, która mimo to doświadczyła okrucieństw świata. – Pracownik nie mogła powstrzymać się od plotek. – Nie ma rodziców, owdowiała tak młodo, a wciąż jest taka piękna. Obawiam się, że jej przyszłość rysuje się w ciemnych barwach.
Stali bardzo blisko pani Huo, ale ona zdawała się ich nie widzieć ani słyszeć. Jej dłoń delikatnie musnęła trumnę nanmu, mrucząc:
– Chcę być południowo-zachodnim wiatrem, zanurzającym się w twoich objęciach…
Łza spłynęła z kącika jej oka i spadła.
Lin Qingyu odwrócił wzrok.
– Chodźmy.
Lu Wancheng milczał przez długi czas. Potem się uśmiechnął.
– Myślę, że ta trumna nanmu wygląda całkiem nieźle. Czy są jakieś inne style, które mógłbym zobaczyć?
***
Jak można było się spodziewać, Wuwang Parlor był najlepszy w swojej dziedzinie. Jego ludzie pracowali szybko i sprawnie – zaledwie kilka dni później przygotowali już trumnę nanmu dla Lu Wanchenga i inne przedmioty pogrzebowe. Jak sam Lu Wancheng powiedział, „może pożegnać się ze wszystkimi w każdej chwili”.
Gdy wszystko było gotowe, pracownik przyszedł do dworu w sprawie rachunku. Lin Qingyu osobiście dał mu napiwek za tak dobrą pracę. Mężczyzna przyjął napiwek i się uśmiechnął.
– W salonie jest jeszcze wiele do zrobienia – powiedział – więc twój pokorny sługa przestanie niepokoić młodego markiza i panicza.
– Czy w Wuwang jest większy ruch zimą? – zapytał od niechcenia Lu Wancheng.
– Oczywiście – odpowiedział pracownik. – Co roku zdarzają się starsi, którzy nie są w stanie przetrwać surowej pogody, ale dziś zmarła młoda kobieta… Może ją pan pamięta. To pani Huo, którą widział pan w salonie zaledwie kilka dni temu.
Lu Wancheng był oszołomiony.
– Tego dnia wszystko było w porządku. Dlaczego odeszła tak nagle?
Pracownik westchnęła.
– Pani Huo nie mogła znieść bólu po stracie męża. Po zakończeniu ceremonii pogrzebowej rzuciła się do jeziora, żeby za nim podążyć.
Kiedy Hualu to usłyszała, jej oczy napełniły się łzami i zakryła usta. Nawet Huantong wyglądał na zszokowanego.
Lin Qingyu spojrzał na Lu Wanchenga, po czym powiedział pracownikowi zakładu pogrzebowego:
– Dziękuję. Może pan już iść.
Po odejściu mężczyzny Lu Wancheng znacząco się uspokoił. Lin Qingyu mniej więcej domyślił się, o czym myśli. Niewątpliwie miało to wiele wspólnego z panią Huo.
Tak jak Lin Qingyu przypuszczał, po wypiciu lekarstwa Lu Wancheng nagle zapytał:
– Qingyu, nie uważasz mnie jeszcze za swojego męża, prawda?
– Mówiłem ci – powiedział Lin Qingyu – uważam cię za przyjaciela, bliskiego przyjaciela.
Och, to dobrze – to po prostu bliski przyjaciel. Jednak jeśli bliskiego przyjaciela już nie będzie, on też będzie smutny i zmartwiony.
– Nie. Nawet nie myśl o mnie jak o bliskim przyjacielu. – Lu Wancheng był teraz nieco spanikowany. – Postrzegaj mnie jako… narzędzie.
Narzędzie… Takie jednorazowe? Niegodne jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania? Lu Wancheng miał nadzieję, że Lin Qingyu tak go odbierze? Lin Qingyu zaśmiał się pusto.
– Za kogo mnie masz, Lu Wancheng?
Lu Wancheng był zszokowany.
– Qingyu…?
– Myślisz, że po twojej śmierci będę się zachowywać jak inne wdowy, płakać całymi dniami i z utęsknieniem wyczekiwać śmierci? – Głos Lin Qingyu był zimny jak dumny zimowy śnieg. – Myślisz, że zrezygnuję z życia, popadnę w stagnację, będę żyć wspomnieniami o tobie? Mylisz się, Lu Wancheng. Gdybym była tak łatwy do złamania, tak niezdecydowany i słaby, popełniłbym samobójstwo w dniu naszego ślubu. – Lin Qingyu spojrzał na Lu Wanchenga. Przełknął ślinę, po czym powiedział spokojnie: – Nie musisz się martwić. Będę patrzył, jak odchodzisz, a potem… będę żył dalej.
Lu Wancheng patrzył na niego długo, jego oczy przypominały falującą jesienną wodę, po czym niemal westchnął:
– Co mam zrobić, Qingyu? Naprawdę… idealnie pasujesz do wszystkich moich zboczeń.
Tłumaczenie: Ashi
Glosariusz
Postacie i instytucje
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38