Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 3513 min. lektury

Recepta ojca Lin Qingyu opierała się na zwalczaniu trucizny trucizną. Używano toksycznych składników, aby aktywować resztki sił witalnych pacjenta i przedłużyć jego życie. Lek był jednak niezwykle zabójczy. Po wniknięciu do organizmu trucizna powodowała nieznośny ból i niekontrolowane skutki uboczne. Zaledwie trzy dni po rozpoczęciu kuracji Lu Wancheng stopniowo tracił czucie w nogach.

Pomimo szkodliwości leku, ilość czasu, jaką mógł on zyskać, była ograniczona. Każdy dzień po nadejściu zimy mógł być ostatnim dniem życia Lu Wanchenga. Dopóki jednak młody markiz żył, Xiao Cheng nie był na tyle głupi, by zadzierać z jego żoną. Jak powiedział sam książę – czekał. Gdy Lu Wancheng umrze, wszystko się skończy.

W połowie dziesiątego miesiąca Zhang Shiquan – który przebywał poza miastem od miesięcy – w końcu powrócił do dworu. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił po powrocie, była wizyta u swoich dwóch panów.

Ostatnio Lu Wancheng spędzał większość czasu w głębokim śnie, więc Zhang Shiquan mógł odwiedzić tylko Lin Qingyu.

Zbadałem wszystko, paniczu – powiedział Zhang Shiquan niezwykle cicho. – Ten dodatkowy dochód ze sklepu w prefekturze Xu w rzeczywistości pochodził z prywatnego biznesu solnego.

Oczy Lin Qingyu pociemniały i się roześmiał.

Nie można nazwać Lady Liang zdolną, bo ona nie potrafi nawet ochronić własnych dzieci. Ale czy można nazwać ją niezdolną? Z pewnością ma odwagę, by zajmować się tym biznesem i to takim, za który grozi kara śmierci, gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział. Co za dziwna kobieta.

Za panowania poprzedniego cesarza w Wielkim Yu mnożyły się prywatne przedsiębiorstwa solne, których wykorzenienie było praktycznie niemożliwe. Miały one ogromny wpływ na dochody dworu królewskiego, więc gdy obecny cesarz objął tron, surowo ukarał prywaciarzy, a nawet wprowadził nowe przepisy dotyczące soli. Zarobienie więcej niż ustaloną kwotę na prywatnej sprzedaży soli było karane śmiercią. Pomimo presji, jaką to stwarzało, prywatne przedsiębiorstwa solne były tak dochodowe, że wiele osób i tak podejmowało ryzyko. Lin Qingyu nigdy nie pomyślałaby, że Lady Liang jest jedną z nich.

Jak na prywatne przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją soli, dochody w księgach rachunkowych nie są zbyt duże – powiedział po namyśle.

Panicz jest genialny. Sklep stacjonarny był jedynie fikcją. Większość zysku trafiała do rodziców damy.

Nic dziwnego. W porównaniu z rodziną markiza, rodzina Lady Liang wcale nie była bogata. Wierzyli jednak, że świat jest tak ogromny, a cesarz tak daleko, że mogą potajemnie wykorzystać nazwisko markiza, aby prowadzić interesy w prefekturze Xu i po cichu gromadzić ogromne bogactwo. Nawet jeśli lokalne władze coś dostrzegły, tylko przymykały oko, nie chcąc urazić markiza Nan’an.

Biorąc pod uwagę ostrożną osobowość markiza, najpewniej nie angażowałby się w tego typu interesy, więc prawdopodobnie nie był tego świadomy. Gdyby ta tajemnica wyszła na jaw, cesarz mógłby sobie przypomnieć, że markiz był lojalny wobec dworu królewskiego przez całe życie, więc być może nie zabiłby całej jego rodziny. Mimo to markiz z pewnością zostałby pozbawiony tytułu i poddany śledztwu.

Paniczu, czy mam powiedzieć o tym młodemu markizowi? – zapytał Zhang Shiquan.

Nie ma potrzeby. – Lu Wancheng wciąż żył. Z imienia i nazwiska pochodził z posiadłości markiza Nan’ana. Gdyby sprawa wyszła na jaw, on również byłby w to zamieszany. Lin Qingyu wyjrzał przez okno i powiedział chłodno: – Po jego śmierci naturalnie zajmę się… wszystkimi.

Obaj jeszcze przez chwilę omawiali szczegóły dowodów. Nagle Lin Qingyu przypomniał sobie, że prefektury Xu i Hong nie są od siebie aż tak odległe.

Czy natknąłeś się na epidemię, wracając z południa?

Ta epidemia rzeczywiście nadeszła z impetem – powiedział Zhang Shiquan z ponurym wyrazem twarzy. – Następnego dnia po zakażeniu chorobą pojawia się gorączka i ból brzucha, a do tego czyraki na całym ciele. Osoby o słabej kondycji nie wytrzymują nawet trzech dni. Mieszkańcy prefektury Hong umierali wioska po wiosce, a wielu zdesperowanych ludzi migrowało na północ, więc mieszkańcy tego regionu również zaczęli wykazywać objawy choroby. Nie wiem, kiedy spustoszy stolicę, ale słyszałem, że znani lekarze z całego imperium zebrali się w Cesarskiej Akademii Medycznej, aby jak najszybciej znaleźć lekarstwo.

A w tym pełnym wrażeń okresie na zewnątrz szalał wiatr i deszcz, co sprawiło, że zima w Wielkim Yu mogła okazać się najzimniejszą od dekady.

Z pokoju wewnątrz dobiegał cichy kaszel. Lu Wancheng się obudził.

Paniczu – powiedział Zhang Shiquan – Chciałbym złożyć wyrazy szacunku młodemu markizowi. Nie wiem, czy…

Zhang Shiquan przybył do dworu tylko dlatego, że zaprosił go Lu Wancheng. Lin Qingyu rozumiał jego lojalność.

Idź, ale nie siedź długo.

Lu Wancheng musiał wziąć lekarstwo, gdy tylko się obudzi. Dzisiejsza dawka jeszcze nie dotarła, choć minęło sporo czasu, a Lin Qingyu planował osobiście odwiedzić aptekarza, aby dowiedzieć się dlaczego.

Zhang Shiquan poszedł za Hualu do pokoju w głębi, tylko po to, by zobaczyć Lu Wanchenga leżącego na dolnej pryczy łóżka piętrowego. Cera młodego markiza była blada i potrzebował pomocy nawet przy siadaniu. Choć nie był lekarzem, Zhang Shiquan wiedział, że stan zdrowia młodzieńca jest już zbyt poważny i może on w każdej chwili umrzeć.

Wróciłeś. – Głos Lu Wanchenga również był słaby.

Serce Zhang Shiquana zabiło mocniej z bólu.

Z wyrazami szacunku, młody markizie.

Lu Wancheng odprawił Hualu, po czym zapytał:

Czy zrobiłeś to, co kazał ci panicz?

Przypominając sobie, że nie chciał zdradzać zbyt wielu szczegółów, Zhang Shiquan odpowiedział:

Nie martw się, młody markizie. Wszystko jest pod kontrolą.

Lu Wancheng skinął lekko głową.

A co z moją prośbą? Znalazłeś?

Tak. – Zhang Shiquan sięgnął pod szatę i wyjął coś zawiniętego w chusteczkę. – To jest ten żeton, o który prosiłeś.

Palec Lu Wanchenga drgnął, dając znak Zhang Shiquanowi, aby rozwinął papier.

Czy powinienem powiedzieć o tym paniczowi? – zapytał Zhang Shiquan.

Lu Wancheng pokręcił głową.

To nie jest odpowiedni moment. – Zastanowił się przez chwilę, po czym polecił: – Przyprowadźcie cieślę.

Po drugiej stronie dworu Lin Qingyu, nie zdążywszy nawet wejść do apteki, usłyszał kłótnię. Wśród głosów był głos Huantonga:

Pawilon Lanfeng musi codziennie używać tego rodzaju korzenia! Wszyscy o tym wiedzą!

Najstarszy panicz może być chory, ale co z trzecim paniczem? W aptece nie ma za dużo korzenia włócznika, a jak dotąd cały został wykorzystany przez pawilon Lanfeng. Co w tym złego, żebyśmy wzięli trochę dzisiaj?

Czy choroba trzeciego panicza może równać się chorobie młodego markiza?! – ryknął Huantong.

Lin Qingyu przerwał im.

Co się dzieje?

Na jego widok wszyscy natychmiast zamilkli, ale było oczywiste, że aptekarze nadal nie zamierzają ustąpić. Lady Liang ostatnio odzyskiwała władzę, a młody markiz był bliski śmierci. Służba nie darzyła już tak wielkim szacunkiem Lin Qingyu, który wkrótce miał owdowieć.

Paniczu! – Huantong podbiegł do niego i wściekle zaczął wyjaśniać, co się stało.

Dzięki zachęcie matki i starszej siostry Lu Qiaosong odzyskał zapał i odwiedził niezliczonych lekarzy. Zażył tyle leków, że stracił rachubę, ale żaden nie pomógł mu w najmniejszym stopniu. Nie śmiał liczyć na to, że wyzdrowieje na tyle, by móc znowu zaliczyć siedem rund w ciągu jednej nocy – chciał po prostu być w stanie spłodzić potomka.

Kilka dni wcześniej wędrowny lekarz polecił się dworowi, twierdząc, że ma dobrą receptę, która może pomóc mu odzyskać dawną świetność. Lu Qiaosong był zdesperowany. Nie obchodziło go, kim był ten wędrowny lekarz ani skąd pochodził, i natychmiast nakazał służbie zrealizować receptę. Jednym ze składników był korzeń włócznika. To było niezwykle rzadkie zioło lecznicze, którego nie dało się kupić za żadne pieniądze. Nawet markiz z dworu Nan’ana miał pod ręką jedynie skromne zapasy.

Lekarstwo Lu Wanchenga również wymagało korzenia włócznika. Lin Qingyu wydał sporo pieniędzy, aby znaleźć choć odrobinę i przechować ją w aptece na lekarstwo dla Lu Wanchenga. Dziś Huantong przyszedł po nie jak zwykle, tylko po to, by natknąć się na służących z pawilonu Qingdai, którzy prosili o korzeń z zapasów pawilonu Lanfeng. Huantong zdecydowanie rzucił się, by ich powstrzymać, a obie strony starły się głowami, niemal dochodząc do rękoczynów.

W przyszłości pawilon Lanfeng nie będzie już przechowywał składników leczniczych w aptece. Huantong, zabierz składniki do lekarstwa młodego markiza. Zrobimy je sami.

Odważna ciotka z pawilonu Qingdai wystąpiła.

Paniczu, młody markiz i trzeci panicz są braćmi. Trzeci panicz potrzebuje tego lekarstwa, więc czy młody markiz nie mógłby pójść na kompromis, jako jego starszy brat?

Nie – odparł chłodno Lin Qingyu. – Powiedz trzeciemu paniczowi, że jego choroba będzie nieuleczalna do końca życia. Zawsze będzie bezużyteczny.

Ciotka zazgrzytała zębami, odpowiadając niejasno groźnym tonem:

Jeśli tak ma być, paniczu, to mogę tylko przekazać twoje słowa dosłownie trzeciemu paniczowi i jego matce. Kiedy lady wejdzie do pałacu, przekaże to również konkubinie Lu.

Lin Qingyu zaśmiał się zimno.

W takim razie lepiej pamiętaj, żeby powtórzyć jej każde słowo.

Po powrocie do pawilonu Lanfeng Huantong poszedł do małej kuchni, aby zaparzyć lekarstwo. Kiedy Lin Qingyu wszedł do sypialni, jego pacjent już siedział.

W tej chwili Lu Wanchengowi trudno było nawet wstać z łóżka. Kazał stolarzowi zbudować mały, kwadratowy stolik, który mógłby postawić na łóżku, i teraz pochylał się nad nim, rysując coś. Jego dłonie drżały gwałtownie i musiał ustabilizować prawy nadgarstek lewą ręką, żeby móc kontynuować.

Widząc powrót Lin Qingyu, Lu Wancheng odłożył pędzel i się uśmiechnął.

Ach, mój laopo wrócił.

Lin Qingyu nie wiedział, co powiedzieć.

W Wielkim Yu „laopo” odnosiło się do starszej kobiety. Lin Qingyu naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego Lu Wancheng chciał go tak nazywać, ale wiedział, że nie miał na myśli nic złego. Wręcz przeciwnie, wydawał się dziwnie szczęśliwy za każdym razem, gdy używał tego określenia, więc być może „laopo” miało inne znaczenie w jego ojczyźnie – coś w rodzaju „dobrego przyjaciela”.

Pamiętając, jak wyglądał na wpół martwy Lu Wancheng, gdy trucizna w jego lekarstwie zaczęła działać, Lin Qingyu potajemnie postanowił pozwolić mu od czasu do czasu nazywać go „laopo”.

Widziałeś już Zhang Shiquana?

Tak, wszedł.

Co ci powiedział?

Lu Wancheng stłumił kaszel.

Po prostu się przywitał.

Siedząc przy łóżku, Lin Qingyu zobaczył, że Lu Wancheng narysował dziwny symbol na kartce papieru: okrąg z zakrzywionym wnętrzem i kolejny mały okrąg w tym zakrzywieniu, przypominający oko.

Co to jest?

Zamiast odpowiedzieć, Lu Wancheng zapytał:

Qingyu, czy wiesz, co łączy ludzi próbujących kogoś zastąpić?

Lu Wancheng mówił mu to już wcześniej.

Są tandetni.

To jedno – zgodził się Lu Wancheng. – Poza tym, wszyscy ci ludzie w końcu zakochują się w jednym z zastępców. Będą chorzy z miłości, ale ponieważ ta druga osoba będzie nieosiągalna, będą za nią rozpaczliwie gonić, błagając o wybaczenie. Ci zastępcy często noszą nazwiska takie jak Shen, Chu, Bai, Xie…

Lin Qingyu cieszył się, że Lu Wancheng go poznał. Kto poza samym Lin Qingyu zrozumiałby te przypadkowe słowa?

Więc Xiao Cheng naprawdę zakocha się w jednym ze swoich „zastępców”?

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Jesteś taki mądry.

Shen, Chu, Bai… Shen Huaishi? – przypomniał sobie Lin Qingyu.

Skąd wiedziałeś? – zapytał zszokowany Lu Wancheng.

Już wcześniej napisałeś to imię.

Lu Wancheng jęknął.

Naprawdę jesteś za mądry! – wykrzyknął.

Kim więc jest Shen Huaishi? – zapytał Lin Qingyu. – Dama dworu w Pałacu Wschodnim?

Nie. To mężczyzna, jeden z cieni Xiao Chenga. – Lu Wancheng wpatrywał się w symbol, a jego usta były białe jak papier, na którym go narysował. – Często czuwa przy Xiao Chengu, ale w ukryciu. Właściwie mógł już nas zauważyć.

Zauważywszy oznaki działania toksycznego leku na Lu Wanchenga, Lin Qingyu powiedział spokojnie:

Nie rozmawiajmy o tym teraz. Połóż się i odpocznij.

W tym momencie na zewnątrz wybuchła gwałtowna kłótnia.

Młody markiz potrzebuje spokoju. Proszę, odejdź, trzeci paniczu.

Odsuń się!

Jeśli upierasz się na wtargnięciu, trzeci paniczu, ten pokorny sługa może tylko… ach!

Lin Qingyu wstał.

To Lu Qiaosong. Pewnie przyszedł po korzeń.

Lu Wancheng nadal kaszlał, a jego cera stała się jeszcze bledsza.

Lin Qingyu miał właśnie zawołać kogoś, żeby przepędzi Lu Qiaosonga, ale ten już wparował do środka. Z oczami pociemniałymi ze złości, Lin Qingyu zasłonił mu widok na łóżko Lu Wanchenga.

Wyjdź.

Niezdrowo wykrzywiona twarz mężczyzny nie zdradzała śladu dawnej beztroski. Nawet jego osobowość uległa wypaczeniu. Wskazał na Lu Wanchenga z zimnym uśmiechem, oznajmiając:

W jego stanie medycyna jest bezużyteczna, bez względu na to, ile tego wypije! Jakie ma prawo się ze mną kłócić? Niech odda wszystko rodzinie dziedzica!

Lin Qingyu nie chciał już zwracać na niego uwagi.

Słudzy! – zawołał.

Huantong pospiesznie wszedł z kilkoma służącymi.

Paniczu!

Wywleczcie go stąd.

Lu Qiaosong był trzymany za obie ręce, ale mimo to nie chciał odejść, wpatrując się w Lin Qingyu.

Lu Wancheng to półżywy trup. Jak długo jeszcze będziesz tak arogancki? Kiedy on umrze, jaką władzę będziesz mieć jako owdowiała żona? Kiedy to się stanie, sprzedam cię do Urzędu Rozrywki i pozwolę wszystkim mężczyznom w cesarstwie się z tobą bawić. Wtedy przynajmniej nie zmarnujesz swojej ślicznej buzi!

Lin Qingyu ze wszystkich sił starał się stłumić złość, która wybuchała w jego sercu. Musiał pozbyć się tej osoby, ponieważ Lu Wancheng potrzebował odpoczynku. Gdy zaśnie, będzie mógł znaleźć czas na załatwienie wszystkich spraw z Lu Qiaosongiem.

Qingyu, nie czuję się dobrze. Qingyu… – Lu Wancheng słabo zawołał jego imię. Nagle stęknął, a z jego ust wypłynęła szkarłatna krew.

Młody markizie! – krzyknął Huantong.

W tej samej chwili gniew Lin Qingyu eksplodował. Chwycił gwałtownie Lu Qiaosonga za kołnierz i rzucił nim o filar.

Jesteś martwy.

Tłumaczenie: Ashi

1 Comments

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: