Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 2117 min. lektury

Od tego czasu Lu Wancheng zaczął śledzić rozwój sytuacji w pawilonie Qingdai i codziennie prosił o aktualizacje. Kiedy Huantong wszedł dziś do pokoju, nie zdążył nawet otworzyć ust, zanim Lu Wancheng krzyknął:

Młody markizie! Młody lordzie! Coś w końcu się wydarzyło w pawilonie Qingdai!

Ten widok odebrał Lin Qingyu mowę. Huantong tymczasem wyglądał na zdezorientowanego.

Co…?

Lu Wancheng zaśmiał się cicho.

Domyślałem się, że to powiesz. Naśladowałem cię.

Po pierwsze, Huantong nie nazywa mnie młodym lordem. Jeśli chcesz go naśladować, zrób to lepiej – powiedział bezceremonialnie Lin Qingyu. – Po drugie, jeśli chcemy, żeby ten afrodyzjak poważnie zaszkodził zdrowiu Lu Qiaosonga, zajmie to więcej niż jeden dzień. – Lin Qingyu nie mógł powstrzymać podejrzeń. – Dlaczego jesteś tym bardziej podekscytowany niż ja?

Lu Wancheng odchrząknął.

Rekonwalescencja jest strasznie nudna. Kaszlę tak mocno, że nawet nie mogę zasnąć. – Rzeczywiście, Lu Wancheng nie spał dobrze od kilku dni i miał cienie pod oczami.

Po namyśle Lin Qingyu zapytał Huantonga:

O co chodzi?

Och. – Obserwując ich wymianę zdań, Huantong prawie zapomniał, po co przyszedł. – Steward Zhang jest tutaj.

Wprowadź go – powiedział Lin Qingyu.

Podczas swojej wizyty Zhang Shiquan opowiedział im o czymś dziwnym.

Połowa majątku i działalności biznesowej w gospodarstwie domowym to restauracje i sklepy w mieście. Drugą połowę stanowiły wiejskie posiadłości. Te ostatnie były uzależnione od pogody – susza lub powódź mogły prowadzić do długiego okresu braku wpływów. O dziwo jednak dochody posiadłości w prefekturze Xu wzrosły, mimo że region ten zmagał się z suszą od początku roku. Rachunki posiadłości wydawały się na pierwszy rzut oka w porządku i rzeczywiście dostarczały one zapasy zboża do spichlerzy rezydencji. To było absolutnie dezorientujące.

Widząc zmartwienie na twarzy Zhang Shiquana, Huantong wyraził zmieszanie.

Plony były bardziej obfite, a nie mniej, czyż to nie dobrze?

Martwię się, bo nie wiadomo, skąd pochodzi ich srebro – powiedział Zhang Shiquan. – Jeśli okaże się, że zostało zdobyte nielegalnie, obciąży to całą rodzinę.

Lin Qingyu zerknął na Lu Wanchenga kątem oka. Mężczyzna leżał w łóżku, sprawiając wrażenie spokojnego, pomimo choroby. Jego oczy były na wpół przymknięte, jakby to, o czym rozmawiali inni, nie było jego sprawą.

Czy powinniśmy zbadać tę sprawę, paniczu? – zapytał Zhang Shiquan.

Lin Qingyu wpadł na pomysł, ale zmienił zdanie.

Nie ma potrzeby. Ilość srebra się nie zmniejszyła, więc nie mam zamiaru się tym przejmować.

Oczy Lu Wanchenga się rozszerzyły. Lin Qingyu niemal zauważył, jak nastawił uszu, co wydało mu się zabawne.

Uważam, że tę sprawę należy traktować ostrożnie – powiedział Zhang Shiquan z wahaniem. – Sugeruję, żeby się temu przyjrzeć.

Porozmawiamy o tym później. – Lin Qingyu wstał. – Jestem zmęczony, więc wrócę do pokoju, żeby się zdrzemnąć. Możesz robić, co chcesz.

Wyszedł, pozostawiając zmartwionego zarządcę i leniwego młodego markiza, którzy patrzyli na siebie w milczeniu.

Powszechnie wiadomo było, że młody markiz był zdystansowany od spraw doczesnych i nigdy nie przejmował się problemami rodzinnymi, niezależnie od ich wagi czy znaczenia. Zarządcy tacy jak Zhang Shiquan musieli jedynie wykonywać polecenia panicza. Skoro więc Lin Qingyu powiedział, że nie chce się w to zagłębiać, Zhang Shiquan mógł jedynie się podporządkować, mimo że nie zgadzał się z tą decyzją.

Steward westchnął.

Pożegnam się, młody markizie.

Czekaj – rozkazał uroczyście Lu Wancheng. – Sprawa w prefekturze Xu musi zostać zbadana, i to przez ciebie. Podejrzewam, że… – Lu Wancheng zrobił pauzę. – Nie wolno tego opóźniać. Masz wyjechać jak najszybciej.

Odkąd Zhang Shiquan zaczął pracować w rezydencji markiza, młody Lu Wancheng wydał mu tylko jedno polecenie: miał ukoić zmartwienia panicza. Zaskoczony, że młody markiz nagle zaczął wydawać polecenia, Zhang Shiquan powiedział bez namysłu:

Ale panicz nakazał…

Jest zmęczony, więc błędna ocena sytuacji była nieunikniona – powiedział Lu Wancheng, po czym niechętnie dodał: – Dobrze… Znów będę się martwił o jego spadek.

Zhang Shiquan nie odważył się zwlekać i następnego dnia wyruszył do posiadłości w prefekturze Xu. Usłyszawszy o tym, Lin Qingyu spojrzał na Lu Wanchenga z mieszanką emocji.

Co należało zrobić? Czego nie należało robić? Co można było, a czego nie? Lu Wancheng dostrzegał wszystkie te możliwości wyraźniej niż ktokolwiek inny, a jednak nie miał ochoty się ruszyć i chciał tylko leniuchować. Dopiero gdy nie było nikogo, kto mógłby zająć się tym, co należało zrobić, Lu Wancheng niechętnie się do tego zmuszał.

Lu Wancheng powiedział kiedyś, że był najlepszy w klasie, mimo że nienawidził szkoły. Lin Qingyu zakładał, że bredzi, ale teraz… uwierzył w to.

***

Palący letni upał był nie do zniesienia. Po spędzeniu połowy dnia w łaźni, cienkie ubranie Lin Qingyu było przesiąknięte potem i nieprzyjemnie przylegało do skóry. Mężczyzna zanurzył dłoń w wodzie, uznał, że temperatura jest odpowiednia i kazał Huantongowi podstawić wózek inwalidzki Lu Wanchenga.

Pomimo lenistwa, Lu Wancheng bardzo dbał o higienę. Dopóki czuł się dobrze, latem kąpał się codziennie. Martwiąc się, że młody markiz się przeziębi, Lin Qingyu kazał mu kąpać się co dwa dni, ale Lu Wanchengowi się to nie spodobało i zaczął się awanturować. Lin Qingyu uznał to za irytujące, więc pozwolił mu kąpać się, kiedy tylko chciał. Na szczęście rezydencja markiza była wystarczająco duża, by zapewnić służbę, która skrupulatnie dbała o samopoczucie Lu Wanchenga.

Kiedy Lin Qingyu wsypywał proszek leczniczy do drewnianej wanny, usłyszał hałasy dochodzące zza drzwi.

Jesteś – powiedział, nie oglądając się za siebie.

To nieco zaskoczyło Lu Wanchenga.

Dlaczego…

Minęło sporo czasu, a ty nadal kaszlesz. Przeszkadza mi to w śnie. Jeśli zanurzysz się w tej leczniczej wodzie przed pójściem spać, może wyzdrowiejesz. – Lin Qingyu odwrócił się do Lu Wanchenga, zakładając za ucho przesiąknięty potem kosmyki włosów.

W łaźni, oświetlonej blaskiem świec i pełnej mgły, twarz Lin Qingyu była zaróżowiona od pary. Nawet jego usta zdawały się lśnić wodnistym połyskiem.

Och – powiedział Lu Wancheng. Cicho skierował wzrok gdzie indziej.

Huantong, zdejmij szaty młodego markiza – rozkazał Lin Qingyu.

Tak, paniczu – odpowiedział głośno Huantong.

Pozwalając Huantongowi się rozebrać, Lu Wancheng zapytał:

Zostajesz, żeby popatrzeć, jak się kąpię, Qingyu?

Nie. Temperatura leczniczej wody kąpielowej jest kluczowa. Jeśli będzie zbyt wysoka lub zbyt niska, może to wpłynąć negatywnie na skuteczność zabiegu. Muszę więc zostać i jej doglądać.

Lu Wancheng mrugnął.

Ale nadal będziesz mnie obserwował, jak się kąpię.

Ton Lin Qingyu stał się bardziej surowy.

Powiedziałem, że nie.

Ach – zaśmiał się Lu Wancheng. – Czuję się onieśmielony, co mam zrobić?

Lin Qingyu złagodził nieśmiałość Lu Wanchenga, wypowiadając po prostu cztery słowa:

Zaprzysiężeni bracia, dobrzy przyjaciele?

Wtedy Lu Wancheng doznał nagłego olśnienia.

Dobrzy przyjaciele! – powtórzył.

Rozebrali Lu Wanchenga do bielizny i pomogli mu wejść do wanny.

To ciało jest takie słabe. Nie ma nawet mięśni brzucha – poskarżył się. – To okropne.

Ponieważ Lu Wancheng spędzał większość dnia na rekonwalescencji w domu, jego skóra była jaśniejsza nawet niż u niektórych kobiet, a kończyny smukłe i szczupłe – ale jego sylwetka zdecydowanie nie była odrażająca. Lu Wancheng mógł po prostu uważać ją za brzydką, ponieważ wolał silniejsze, bardziej umięśnione ciała.

Wanna nie była zbyt duża, a lecznicza woda sięgała Lu Wanchengowi do dolnej części klatki piersiowej. Lin Qingyu i Huantong wylewali mu wodę za ramiona drewnianymi chochlami, tak aby całe ciało młodego markiza mogło się zanurzyć w leczniczej substancji.

Aromat ziół wypełnił pomieszczenie i zmieszał się z gorącą parą, przyspieszając oddechy.

Młody markizie – nagle powiedział Lin Qingyu.

Lu Wancheng ochlapywał się leczniczą wodą z kąpieli.

Hm?

Lin Qingyu podniósł jego podbródek i uważnie mu się przyjrzał pod światło.

Serce Lu Wanchenga zatrzepotało.

Czemu na mnie patrzysz? – zapytał głębokim głosem.

Lin Qingyu puścił go z uśmiechem.

Chyba cię rozgryzłem.

Widząc wyraz twarzy Lin Qingyu, Lu Wancheng nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.

Jak to?

Wyglądasz na leniwego, ale tak naprawdę chcesz się we wszystkim wyróżniać. Podobnie jak ja, nie znosisz poczucia bycia gorszym od kogoś. I dlatego zmuszałeś się do ciężkiej pracy i bycia najlepszym uczniem, mimo że nienawidziłeś nauki. Dlatego mimo to uczyłeś się wszystkiego jak należy, nawet po tym, jak twoja tak zwana matka nałożyła na ciebie tyle obowiązków, pozbawiając cię należytego odpoczynku. Dlatego też zostałeś zaangażowany w zarządzanie domem markiza, mimo że nie chciałeś się tym przejmować.

Lu Wancheng to dziwny człowiek, ten leniuch, który nienawidził przegrywać i który mimo obijania się ostatecznie wychodził z tego zwycięsko.

Oczy Lu Wanchenga błyszczały rozbawieniem.

Masz rację, ale nie do końca. Kiedy byłem studentem, inni rywalizowali ze mną o miano najlepszych, więc jeśli nie chciałem przegrać, nie miałem wyboru i musiałem się uczyć. Teraz jestem w rezydencji markiza, na progu śmierci. O co miałbym rywalizować? – Lu Wancheng również wydawał się teraz zdumiony. – Właśnie… Po co to wszystko robię?

Musisz sam się o to zapytać – odparł Lin Qingyu beznamiętnie.

Lu Wancheng przez chwilę rozważał odpowiedź. Spojrzał na Lin Qingyu, którego oczy były spowite mgłą, ale kryły w sobie nutę ciepła.

Bo młody markiz musi po prostu wydawać rozkazy, oczywiście. Ma kogoś innego do wykonywania swoich poleceń. To nie jest męczące – oświadczył Huantong.

Zaskoczony głosem służącego, Lu Wancheng zanurzył się w wannie, pozostawiając nad powierzchnią wody tylko głowę.

Dlaczego tu jesteś?

Huantong podrapał się po głowie.

Przecież cię tu przywiozłem, młody markizie.

Lu Wancheng nie miał na to nic do powiedzenia.

Po kąpieli leczniczej dobrze się wyspał. Następnego dnia był o wiele bardziej energiczny, a kaszel nieco osłabł. Młody markiz nie mógł powstrzymać się od domysłu:

Czy to ta „ostatnia chwila blasku przed zachodem słońca”, o której mówią ludzie?

Lin Qingyu skinął głową.

Tak. Możemy przygotować twój pogrzeb.

Pomyślę, co na siebie włożyć, żeby wyglądać fajnie, kiedy umrę – powiedział Lu Wancheng z uśmiechem.

Słysząc tyle żartów Lu Wanchenga o własnej śmierci, Lin Qingyu przestał je traktować poważnie. Ale teraz…

Spojrzał na bujną zieleń za oknem i powoli zacisnął pięści.

Po obiedzie Lu Wancheng poszedł uciąć sobie zwyczajową drzemkę, ale nie mógł zasnąć. Dźwięki muzyki go niepokoiły. Lin Qingyu kazał Hualu zobaczyć, co dzieje się na zewnątrz, i okazało się, że to kurtyzany Lu Qiaosonga grały na instrumentach.

Pawilon Qingdai znajdował się w pewnej odległości od pawilonu Lanfeng, więc zazwyczaj nie przeszkadzano im, gdy Lu Qiaosong się bawił. Co dziwne, dziś grał ktoś na pipie w altanie najbliżej pawilonu Lanfeng. Do tego od czasu do czasu dobiegały rozmowy i śmiechy kobiet.

Nie kryjąc swojej niechęci, Lin Qingyu zapytał:

Dlaczego on jeszcze nie umarł?

Czy twoja formuła nie działa? – zapytał Lu Wancheng.

Wątpię – odpowiedział chłodno Lin Qingyu. – Ale może nie śmie pić ani oddawać się przyjemnościom w takim stopniu jak wcześniej, bo wie, jaki jest słaby. Pójdę to sprawdzić.

Lu Wancheng westchnął i z trudem wstał.

Pójdę z tobą.

Lin Qingyu pchnął wózek inwalidzki Lu Wanchenga do altany. Nawet z daleka widzieli mnóstwo ludzi w środku. Młodzi mężczyźni byli przyjaciółmi Lu Qiaosonga, z którym lubił czytać poezję. Trzeci panicz, który uważał się za wybitnego i wyrafinowanego, często spotykał się z przyjaciółmi, by pić i wspólnie recytować wiersze – podobno. Czy robili cokolwiek innego, wiedzieli tylko oni.

Ponieważ Lu Qiaosong wciąż przebywał w odosobnieniu w rezydencji, odwiedzili go przyjaciele. Usiedli w kręgu w altanie, każdy z piękną kobietą w ramionach. Wokół grało też kilka kurtyzan.

Lu Qiaosong malował, a przyjaciele bili mu brawo. Kurtyzana opierała się o niego, machając okrągłym wachlarzem z uśmiechem na twarzy.

Kobiety grające na pipie najpierw zobaczyły Lin Qingyu i Lu Wanchenga. Nigdy wcześniej nie spotkały Lin Qingyu, mimo że mieszkały w tym samym dworze. Mimo to słyszały, że ten człowiek był groźną postacią. Jedna z dwóch kobiet, które wcześniej ukarał, stała się podrzędną służącą, która całymi dniami wykonywała brudną, niewdzięczną pracę, podczas gdy druga oszalała i została wygnana z rezydencji – a wcześniej była najbardziej zaufaną służącą markizy!

Widząc Lin Qingyu, kobiety szybko przestały grać. Muzyka nagle ucichła, zmuszając wszystkich do spojrzenia w ich stronę. Twarz Lu Qiaosonga pociemniała i rzucił pędzel na swój obraz – tusz powoli zaplamił papier.

Tymczasem spojrzenia, jakie jego przyjaciele rzucali dwóm przybywającym gościom, świadczyły o ich zainteresowaniu. Wszyscy, którzy dobrze znali Lu Qiaosonga, wiedzieli, że ma schorowanego starszego brata, któremu niewiele życia zostało – to pewnie ten na wózku inwalidzkim, pomyśleli.

Lu Wancheng rzeczywiście wyglądał jak najstarszy syn szlacheckiej rodziny. Nawet siedząc na wózku inwalidzkim, młody markiz Lu prezentował się dostojnie. A mężczyzna za nim… Jako wieloletni bywalcy domów publicznych, towarzysze Lu Qiaosonga widzieli już wszelkie piękności, ale wygląd mężczyzny i tak na chwilę ich zaskoczył.

Wymienili pełne uznania spojrzenia. Nie spodziewali się, że młody markiz Lu, pomimo swojej choroby, będzie miał tyle szczęścia w miłości. Jaka szkoda jednak, że nie miał szczęścia cieszyć się tym pięknem w pełni.

To pewnie młody markiz Lu – powiedział młody mężczyzna w szafirowo-niebieskiej brokatowej szacie. – Jestem Zeng Tianlei. Witaj, młody markizie.

Lu Wancheng oparł brodę na dłoni. Z entuzjazmem zapytał:

Dlaczego przestaliście grać? No dalej, puśćcie muzykę i wróćcie do tańca.

Wszyscy wymienili zdziwione spojrzenia. Zeng Tianlei, mimo że spostrzegawczy, zapytał z uśmiechem:

Czy przeszkodziliśmy ci naszą muzyką, młody markizie?

A jak myślisz? – warknął chłodno Lin Qingyu.

Kiedy przemówił, wszyscy wreszcie mogli spojrzeć mu prosto w oczy. Mężczyzna obok Lu Qiaosonga, najwyraźniej tak pijany, że nie mógł nawet ustać prosto, wpatrywał się intensywnie w Lin Qingyu.

Qiaosong, czy ta piękność to konkubina twojego brata?

Źrenice Lin Qingyu lekko się rozszerzyły, gdy gwałtownie zacisnął dłoń na rączce wózka inwalidzkiego.

Lu Qiaosong zaśmiał się serdecznie.

Nikt nie ma bystrzejszego wzroku niż ty, Huang. No, powiedz mi, dlaczego myślisz, że jest konkubiną, a nie żoną?

Jeśli… jeśli mężczyzna się żeni, powinien poślubić cnotliwą żonę. Taka żona zajmowałaby się utrzymaniem męża, wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu. Nigdy nie miałaby tak urzekającego oblicza.

Powinieneś przestać, Huang – powiedział cicho Zeng Tianlei.

Dlaczego? Ma rację! – Lu Qiaosong uniósł kubek. – Już za te słowa wypiję za ciebie toast!

Lin Qingyu miał właśnie coś powiedzieć, gdy ktoś szybko poklepał go po grzbiecie dłoni i usłyszał chichot Lu Wanchenga:

Moja żona jest elegancka i opanowana, ma ewidentnie maniery pełnoprawnej małżonki. Coś nie tak z twoimi oczami, przyjacielu?

Zeng Tianlei skłonił się, splatając dłonie na piersi.

Huang był niegrzeczny dla panicza, ale jest pijany i wszystkie jego słowa to jedynie pijackie bełkoty. Proszę, nie bierz ich sobie do serca, milordzie.

Przepraszam. Pijany czy nie, on już wypowiedział te słowa. Prawdę powiedziawszy, wszyscy jesteście gośćmi w tym domu, więc powinienem okazać wam trochę kurtuazji. – Lu Wancheng stuknął palcami w rączkę wózka inwalidzkiego. – A co powiecie na to… jeśli wypije dziesięć kielichów wina, puszczę jego słowa mimo uszu. Jak wam się to podoba?

Dziesięć kielichów? – zapytał Zeng Tianlei. Uznał to za trudne zadanie. – On już jest pijany. Jak on w ogóle mógł wypić dziesięć filiżanek?

Skoro tak ci na nim zależy, to może wypijesz je za niego? – zasugerował chłodno Lin Qingyu.

Eee…

Lu Qiaosong poczęstował swoich gości wyśmienitym, leżakowanym winem. Alkohol zawarty w trzech kieliszkach wystarczył, żeby komuś uderzyło do głowy, a pięć powodowało upojenie. Ktoś, kto wypiłby dziesięć, z pewnością straciłby przytomność i nie mógłby dojść do siebie przez kilka dni.

To tylko wino. Wypiję za niego – zaoferował się Lu Qiaosong. – Niech ktoś mi poda!

Zeng Tianlei go powstrzymał.

Nie, Qiaosong, nie możesz. Lekarz powiedział, że twoje zdrowie…

To tylko trochę wina. A ja, Lu Qiaosong, nigdy nikogo się nie bałem!

Nie mogąc go powstrzymać, Zeng Tianlei obserwował, jak Lu Qiaosong wypija kielich za kielichem. Nawet po ostatnim trzeci panicz był przytomny. Trzasnął kielichem o stół i otarł krople płynu z kącika ust, patrząc prowokacyjnie na Lu Wanchenga.

I co ty na to? Zadowolony?

Lu Wancheng uśmiechnął się i zaklaskał.

Naprawdę potrafisz pić, młodszy bracie.

Lu Qiaosong mruknął chłodno.

Wypiłem wino, jak chcieliście. Jeśli nie ma nic innego, starszy bracie i bratowo, wybaczcie mi, ale was nie odprowadzę.

Lu Wancheng zaśmiał się cicho.

Powinniśmy wracać, moja żono.

Na odchodne Lin Qingyu spojrzał na Lu Qiaosonga jak na martwego.

***

Tej nocy kobiecy krzyk zakłócił spokój rezydencji markiza i wywołał poruszenie. Kakofonia panicznych kroków i ukradkowych szeptów stopniowo rozprzestrzeniła się z pawilonu Qingdai do Lanfeng. Chwilę później wparował Huantong, tym razem mówiąc serio:

Paniczu! Młody markize! W końcu coś poszło nie tak w pawilonie Qingdai!

Lin Qingyu, stojący przed oknem, odwrócił się i uśmiechnął do Lu Wanchenga.

Wancheng, chciałbyś podejść i zobaczyć?

Chodźmy, chodźmy. – Ale po tych słowach Lu Wancheng zamilkł, bo miał nieodparte przeczucie, że coś jest nie tak. Dopiero po chwili uświadomił sobie coś, co sprawiło, że mimowolnie zachichotał. Okazało się, że ten piękny złoczyńca nazywał go Wanchengiem – pewnie dlatego, że pozwolił mu dokonać złego czynu. Dopóki Lin Qingyu był zadowolony, prawdopodobnie byłby skłonny nazywać Lu Wanchenga jakkolwiek.

Byłoby miło, gdyby nie wysoka cena: nerka. W każdym razie to nie była jego własna nerka, pomyślał Lu Wancheng, więc mógł na to przymknąć oko.

Spojrzał na swoją klatkę piersiową, tam, gdzie powinno znajdować się serce, i nagle pewna myśl przyszła mu do głowy.

A co, gdyby… co, gdyby Lin Qingyu nazwał go jego prawdziwym imieniem? Jak by się poczuł?

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: