Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 2512 min. lektury

Z okazji Święta Środka Jesieni część rodziny Lu, na której czele stał przyrodni brat markiza, przybyła z Lin’an do stolicy. Bracia, urodzeni z różnych matek, nie widzieli się od czasu, gdy ta gałąź rodziny się rozpadła. Niezależnie od tego, jak bliscy lub dalecy byli bracia, konieczne było zachowanie pozorów.

Wszyscy w rezydencji byli zajęci przygotowaniami do festiwalu i tylko dwaj gospodarze pawilonu Lanfeng mogli sobie pozwolić na relaks. Młody doktor nigdy nie przejmował się takimi błahymi sprawami, a stan zdrowia młodego markiza pogarszał się od początku jesieni. Choć wcześniej mógł chodzić przez krótki czas, teraz nie mógł wstać z wózka inwalidzkiego i wszędzie trzeba go było pchać.

Przed przybyciem gości otrzymali informację, o której godzinie dotrą na miejsce. Gdy ta godzina prawie nadeszła, Lin Qingyu, Lady Pan i markiz Nan’an czekali przed rezydencją, aby ich powitać. Z daleka widzieli sześć wystawnych powozów powoli zmierzających w ich stronę.

Ta gałąź rodu Lu była jedną z najbogatszych rodzin w Lin’an – krainie w pełnym rozkwicie – i dlatego przybyli w okazałym pochodzie. Mężczyzną na czele był oczywiście najstarszy brat markiza, wuj Lu Wanchenga. Bracia wymienili przywitania, raczej uprzejme niż serdeczne, po czym wspólnie weszli do rezydencji.

Gdy Lin Qingyu podążał za nimi, znudzony, podszedł do niego przystojny mężczyzna i próbował nawiązać z nim rozmowę.

Pewnie jesteś paniczem Lin.

Lin Qingyu nie odpowiedział.

Obok niego Lady Pan rzekła:

Paniczu, to jest siostrzeniec markiza, starszy kuzyn młodego markiza.

Jestem Lu Baishuo. Jeśli nie masz nic przeciwko, możesz mówić mi Lu Laoliu. Widzisz, jestem szóstym dzieckiem w rodzinie. – Mężczyzna uśmiechnął się uroczo. – Witaj, ciociu. Dziękuję, że o mnie pamiętałaś.

Czy ten Lu Baishuo nie jest trochę zbyt pochopny w poznawaniu się z nieznajomymi? Lin Qingyu nie chciał się z nim zadawać.

Dlaczego miałabym nie? – powiedziała Lady Pan z uśmiechem. – Szósty panicz zatrzymał się w naszym dworze na trzy miesiące, kiedy przyjechał do stolicy w interesach w zeszłym roku. Jest bardzo blisko z młodym markizem.

Lin Qingyu nie wiedział, że byli tak blisko. Myśl stopniowo zrodziła się w jego umyśle i skinął głową w stronę Lu Baishuo na powitanie.

Czy stan zdrowia Wanchenga się poprawił? – zapytał Lu Baishuo. – Tym razem przyjechałem do stolicy z mnóstwem produktów, które odżywiają organizm. Mam nadzieję, że okażą się pomocne.

Jeśli nie masz się czym zająć, szósty paniczu, możesz pójść ze mną odwiedzić go w rezydencji – powiedział Lin Qingyu.

Brzmi wspaniale.

Służący byli zajęci wnoszeniem rzeczy i prowadzeniem gości do ich komnat. Lu Baishuo odniósł bagaż do pokoju, po czym udał się z Lin Qingyu do pawilonu Lanfeng.

Zanim wszedł do holu, Lin Qingyu zapytał:

Czy mógłbyś mi wyświadczyć przysługę, szósty paniczu?

Oczywiście – rzekł uprzejmie Lu Baishuo.

Lu Wancheng był w dobrym humorze od kilku dni, ale chciał odstraszyć gości, więc uparcie twierdził, że znowu zachorował – i to tak poważnie, że przykuło go to do łóżka i zabiłoby, gdyby wstał. Zakładał, że uda mu się unikać tych przypadkowych krewnych i nie spodziewał się, że Lin Qingyu przyprowadzi któregoś do niego.

Twój kuzyn piątego stopnia przyjechał cię odwiedzić, młody markizie.

Lu Wancheng na chwilę porzucił swoją zwyczajową nonszalancką postawę, przybierając maniery i wdzięk młodego szlachcica.

Kuzynie piątego stopnia” chciał powiedzieć na powitanie, ale kątem oka zauważył, że mężczyzna obok Lin Qingyu wyglądał nieco niezręcznie. Nagle coś sobie przypomniał i się uśmiechnął.

Robisz sobie ze mnie żarty, żono. On nie jest kuzynem piątego stopnia, tylko szóstego.

Lin Qingyu lekko zmrużył oczy.

Naprawdę? – powiedział beznamiętnie. – W takim razie się myliłem.

Lu Baishuo roześmiał się serdecznie z ulgą.

Wiedziałem. W końcu spędziłem w pawilonie Lanfeng trzy miesiące w zeszłym roku. Wancheng byłby bardzo nieczuły, gdyby zapomniał o mnie tak szybko.

Lu Wancheng spojrzał na Lin Qingyu z napięciem, po czym powiedział poważnie:

Nie martw się, szósty kuzynie. Rozpoznałbym cię, nawet gdybyś obrócił się w popiół.

Kuzyni, obaj dość rozmowni, swobodnie paplali i nie wykryli niczego niezwykłego. To jednak nie przekonało Lin Qingyu. Lu Wancheng nigdy nie ujawniał swoich wad w obecności innych, a jedynie obniżał poziom swojej obrony i wspominał o swojej przeszłości ludziom, którym ufał.

Jeśli Lu Wancheng nie chciał rozmawiać o swojej przeszłości, Lin Qingyu mógł zawsze poczekać — przynajmniej do momentu, aż straci cierpliwość i wymusi na młodym markizie te słowa.

Kuzyni rozmawiali o swoim codziennym życiu przez chwilę, po czym usłyszeli hałasy dochodzące z zewnątrz. Hualu weszła i poinformowała, że wszyscy krewni, którzy dzisiaj przyjechali, teraz przybyli do pawilonu Lanfeng, aby odwiedzić chorego Lu Wanchenga.

Lin Qingyu bez trudu domyślił się, o co im chodzi – niewątpliwie przybyli po dziedzictwo markiza. Zamiast odwiedzić chorego Lu Wanchenga, chcieli wypromować własne potomstwo. Lu Wancheng ożenił się z mężczyzną i ze względu na słabą kondycję nie mógł mieć konkubiny, więc nie miał dzieci. Jeśli krewnym uda się przekonać Lu Wanchenga do adopcji najmłodszego syna z ich linii, z pewnością odniosą z tego korzyści.

Słysząc dzieci na podwórku, Lu Wancheng poczuł nadchodzący ból głowy. Przyłożył dłoń do czoła.

Nagle poczułem zawroty głowy, Qingyu, więc powitanie gości zostawię tobie…

Lin Qingyu udawał, że nic nie słyszał. Czasami zabawnie było patrzeć, jak solona ryba zmuszana jest do pływania.

Zaproś ich do środka.

Lu Wancheng oniemiał.

Tym razem odwiedziła ich dość liczna grupa – składała się z kuzynów Lu Wanchenga i ich dzieci. Lu Wancheng był dość starszy wiekiem w rodzinie, a niektórzy krewni nazywali go nawet pradziadkiem. Ci ludzie wypełnili hol, podczas gdy państwo młodzi zajęli honorowe miejsca.

Lin Qingyu pił herbatę beztrosko, nie odzywając się, chyba że było to konieczne. Był zdecydowany zmusić pewną osobę do ciężkiej pracy.

Ponieważ Lin Qingyu uparcie nic nie robił, Lu Wancheng był zmuszony zabawiać gości. Choć bardzo niechętny, potrafił to zrobić bezbłędnie, gdy zaszła taka potrzeba. Był niezwykle uprzejmy i grzeczny, a zarówno on, jak i goście wydawali się świetnie bawić.

Słyszałem, że nadal nie chce wyjść z pawilonu Qingdai.

Po tej upokarzającej porażce, oczywiście jest zbyt zawstydzony, żeby się z niej wychylić. W końcu jego matka jest drugą żoną markiza.

Starożytni uczeni twierdzili, że rozwiązłość zawsze przynosi nieszczęście. Nie kłamali w tej kwestii…

Widząc, jak Lu Wancheng uśmiecha się i stara ukryć niecierpliwość, Lin Qingyu nagle zdał sobie sprawę, jak świetną zabawą jest igraszka z leniuchem.

Jakby wyczuł wzrok żony, Lu Wancheng spojrzał na niego. Niecierpliwość w jego spojrzeniu natychmiast przygasła.

Wyglądasz całkiem dobrze, młody markizie – pochlebił mu jeden z kuzynów Lu Wanchenga. – Wierzę, że wkrótce wrócisz do zdrowia.

Dziękuję za życzenia – uśmiechnął się Lu Wancheng.

Skoro już jesteś w trakcie rekonwalescencji, powinieneś pomyśleć o dzieciach. Ciekawe, co planujecie?

To najstarszy syn i jednocześnie najstarszy brat Lu Baishuo, zadał to pytanie. Ta bezpośredniość sprawiła, że Lu Baishuo zmarszczył brwi i przypomniał mu:

To sprawa młodego markiza, bracie. Nie pytajmy o zbyt wiele.

Mężczyzna jednak najwyraźniej nie był zbyt bystry.

I co z tego, że pytam? To dotyczy rodziny Lu, a zatem i nas – upierał się. – Słyszałem, że planujesz wziąć konkubinę, młody markizie.

Lin Qingyu w końcu coś powiedział.

Gdzie to słyszałeś?

Najstarszy Brat Lu zaśmiał się serdecznie.

Nie zwracaj na to uwagi, paniczu. To normalne, że mężczyzna ma harem żon i konkubin. Młody markiz jest chory, ale mimo to jest mężczyzną, z pragnieniami i potrzebami…

Lu Wancheng wzruszył ramionami, unosząc dłonie.

Z tym moim wątłym ciałem, jakie pragnienia i potrzeby mógłbym mieć? Nawet jeśli je mam, poświęciłem je wszystkie Qingyu. – Odwrócił się, by spojrzeć Lin Qingyu w oczy, a jego spojrzenie pełne było czułości. – Qingyu skrywa całą moją miłość i pragnienia.

Lin Qingyu o mało się nie zakrztusił herbatą. Jakiego szaleństwa dopuścił się tym razem Lu Wancheng?

Wszyscy spojrzeli na siebie bez słowa, po czym ze zdumieniem wykrzyknęli:

Co ci mówiłem? Jak Wancheng mógłby spojrzeć na kogokolwiek innego, skoro ma tak piękną i utalentowaną żonę!

Wujku, ciociu, jesteście tak bardzo zakochani, idealna para! Strasznie wam zazdroszczę!

Dziadku, prababciu, mam nadzieję, że będziecie razem na zawsze, zakochani przez ponad wiek…

Czoło Lin Qingyu drgnęło, a sprawca, który to wszystko zaczął, zdawał się nie mieć odwagi, by spojrzeć mu w oczy, jakby czuł się winny. Lu Wancheng zakrył twarz filiżanką, udając, że nic nie słyszał.

W końcu Lin Qingyu przerwał długą przemowę wnuka.

Czas wziąć lekarstwo, młody markizie.

Każdy chciał z nimi dłużej porozmawiać, ale kiedy Lin Qingyu to powiedział, nie byli już tak bezwstydni, żeby zostać. Wstali i się pożegnali.

Po wyjściu gości Lu Wancheng syknął, zanim Lin Qingyu zdążył cokolwiek powiedzieć. Objął się ramionami i gorączkowo pocierał skórę.

Pomocy. Prawie ociekam tłuszczem.

Lin Qingyu nie wiedział, co to znaczy być „tłustym”, jak mawiał Lu Wancheng, ale po pokazaniu mu przykładu w pewnym sensie zrozumiał.

To prawda – zgodził się szczerze.

Tego wieczoru markiz wydał w rezydencji bankiet, aby powitać gości. Lu Wancheng nie pojawił się, twierdząc, że źle się czuje. Lin Qingyu również został w pawilonie Lanfeng, twierdząc, że musi się nim zaopiekować.

Niebo pociemniało całkowicie, a księżyc świecił jasno, ale gwiazd było niewiele. Na stole ustawionym na podwórku znajdowała się cała gama ciasteczek księżycowych, kasztanów wodnych, czerwonych daktyli i granatów, a także dzban miodu pitnego z osmantusem. Lu Wancheng nie mógł jednak spróbować ani jedzenia, ani wina – mógł jedynie na nie patrzeć, by zaspokoić swój apetyt.

Przez chwilę przyglądał się ciasteczkom księżycowym, po czym zwrócił wzrok w stronę Lin Qingyu. Obserwowanie pięknego mężczyzny pod nocnym niebem było wyjątkowym doświadczeniem. Długie włosy spływały mu kaskadami po ramionach, kontrastując z jego śnieżnobiałymi szatami. Pieprzyk w kąciku oka był szczególnie kuszący w świetle księżyca. Szkoda tylko, że jego brwi lekko się zmarszczyły, jakby miał coś na sumieniu.

O czym innym mógłby rozmyślać podczas Święta Środka Jesieni, jeśli nie o swoim domu?

W rezydencji jest teraz tłoczno od tych wszystkich gości – powiedział Lu Wancheng. – To strasznie denerwujące. Może moglibyśmy zostać w rezydencji Linów przez kilka dni, a potem wrócić, jak wyjadą?

Naprawdę myślisz o ucieczce, kiedy twoi goście wciąż tu są? – zapytał Lin Qingyu.

Dziś okazałem im mnóstwo uprzejmości. To mi wystarczyło.

Lin Qingyu nie skomentował tego. Spojrzał w dół, wciąż trzymając kubek.

Jak rozpoznałeś Lu Baishuo?

Zgadnij – powiedział Lu Wancheng nonszalancko. – Pamiętałem, że byłem z nim dość blisko. Przyprowadziłeś go, więc pomyślałem, że musimy się znać od dawna i że jest kuzynem szóstego stopnia. Stało się tak, jak się spodziewałem.

Lin Qingyu skinął głową i nalał sobie kubek miodu pitnego. Nie zadawał więcej pytań.

To nasze pierwsze i ostatnie wspólne Święto Środka Jesieni, Qingyu. – Lu Wancheng spojrzał w górę na księżyc świecący jasno na niebie, uśmiechając się lekko. – Kiedy ten dzień nadejdzie w przyszłym roku, czy… czy będziesz o mnie pamiętać?

Lin Qingyu spojrzał w górę na ten sam księżyc w pełni.

Chociaż powód, dla którego się poznaliśmy, był niefortunny, przeszliśmy razem całą tę drogę, a ja zacząłem postrzegać cię jako bliskiego przyjaciela. Tysiąc taeli złota to nic trudnego do znalezienia w porównaniu z trudnością spotkania bratniej duszy. Ja… zawsze będę pamiętał Lu Wanchenga.

Zawsze będzie pamiętał… Lu Wanchenga? Lu Wancheng milczał przez długi czas, zanim nagle powiedział:

W świątyni Changsheng pytałeś, czy mam inne imię. Powiedziałem, że nie.

Dłonie Lin Qingyu zacisnęły się w pięści.

Mhm.

Skłamałem. Mam inne imię – wyznał Lu Wancheng cicho. – Mam nadzieję, że je zapamiętasz.

W oczach Lin Qingyu pojawił się błysk nerwowości.

Lu Wancheng chciał rozluźnić atmosferę, więc pomimo poważnego wyrazu twarzy, powiedział coś bez sensu:

Jestem Zhu Dazhuang1. Oprócz „Wancheng” możesz nazywać mnie również „Dazhuang-ge”.

Wszelki ślad zdenerwowania zniknął z twarzy Lin Qingyu, gdy wstał i skierował się do wyjścia. Ktoś taki jak Lu Wancheng nigdy się nie zmieni, a mimo to próbował z tym człowiekiem poważnie porozmawiać? Musiał postradać zmysły.

Lu Wancheng, uśmiechając się szeroko, powstrzymał go.

Dobra, dobra. Przestanę cię drażnić. Szczerze mówiąc, jestem Jiang…

Zanim zdążył dokończyć, Hualu im przerwała.

Młody markizie! Paniczu! – zawołała zaniepokojona. – Przybył ktoś z pałacu!


 

1. Dazhuang – dosł. wielki i silny.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: