Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 1215 min. lektury

Lin Qingyu nie wiedział dokładnie, dlaczego Lu Wancheng go przeprosił.

Bo nie umarł? Nie zdążył umrzeć przed egzaminem wstępnym do Cesarskiej Akademii Medycznej?

Do egzaminu pozostały jeszcze ponad trzy miesiące. Gdyby Lu Wancheng zmarł w tym czasie, Lin Qingyu nadal miałby szansę do niego przystąpić. Właściwie powinien był mieć nadzieję, że umrze wcześniej, tak jak tuż po ślubie. Jednak ponieważ Lu Wancheng nic nie wiedział o planowanym małżeństwie, Lin Qingyu mógł mu wybaczyć. W końcu nie skrzywdziłby nikogo niewinnego – musiał tylko uzbroić się w cierpliwość i czekać na jego śmierć.

Jednak co ostatnio robił? Otrzymał tę receptę od ojca, a następnie niestrudzenie pracował nad jej udoskonaleniem i przygotowaniem do wyrobu lekarstwa. To prawda, że zrobił to z ciekawości, ale czy naprawdę nigdy nie pomyślał o uratowaniu Lu Wanchenga?

Prawdę mówiąc, nawet gdyby medycyna miała go „uratować”, nie można by tego nawet nazwać „uratowaniem”. Pozwoliłaby Lu Wanchengowi przeżyć najwyżej kolejne sześć miesięcy. Skoro nie dbał o życie ani śmierć, jaką to robiło dla niego różnicę?

Jeśli naprawdę chcesz umrzeć, to… – Lin Qingyu przełknął ślinę i zamarł.

Lu Wancheng zdawał się domyślać, co powie.

Nie, doktorze Lin – odparł bez przekonania. – Popełnienie samobójstwa oznaczałoby, że trafiłbym do piekła. Nie tylko nie odrodziłbym się, ale zostałbym zniewolony przez duchy i zmuszony do ciężkiej pracy każdego dnia. Znasz mnie, nie boję się śmierci, ale boję się zmęczenia.

Bzdury Lu Wanchenga w jakiś sposób uspokoiły Lin Qingyu.

Nonsens.

Choć Lu Wancheng się obudził, wciąż był skrajnie osłabiony. Po wypowiedzeniu zaledwie kilku zdań jego twarz już bladła. Jeśli zjadał coś stałego, wymiotował, więc żywił się tylko płynami, nie mogąc tknąć nawet mięsa.

Na polecenie Lu Wanchenga, Huantong kupił kilka nowel w księgarni na ulicy Yongxing. Kiedy nie spał, czytał, podpierając się w połowie miękką poduszką. Kładąc się spać, zmuszał Lin Qingyu do słuchania jego „opowiadania”, aż zasnął.

Później tego samego dnia Lu Wancheng czytał nowelę, gdy zauważył służących pawilonu Lanfeng przeszukujących wszystko wokół.

Co oni robią? – zapytał.

Szukają czegoś.

Oczywiście wiem, że czegoś szukają, nie jestem ślepy. Czego szukają?

Brakującej strony z księgi rachunkowej – odpowiedział Lin Qingyu.

Osoby wracające do zdrowia po chorobie powinny unikać stresu, więc Lin Qingyu początkowo nie chciał mówić Lu Wanchengowi o księdze rachunkowej. Jednak kiedy się nad tym zastanowił, dlaczego miałby się martwić tak błahą rzeczą, skoro nawet nie obchodziła go jego śmierć? Opowiedział mu o wydarzeniach tego dnia.

Reakcja Lu Wanchenga była żywsza, niż się spodziewał. W jego oczach nawet błysnęła radość, gdy powiedział:

Ona nie może winić innych za obronę i kontrataki, sama sobie robi problemy. To dla ciebie wspaniała okazja, by walczyć o to dziedzictwo, doktorze Lin.

Gdy tylko to usłyszał, Lin Qingyu od razu zrozumiał, że Lu Wancheng wpadł na ten sam pomysł co on.

Wiem. A dlaczego inaczej kazałbym im szukać tej nieistniejącej, brakującej strony?

Lu Wancheng udał westchnienie.

Skoro tak dobrze się dogadujemy, to czemu… nie zostaniemy zaprzysiężonymi braćmi?

Lin Qingyu niemal oniemiał.

Nie.

Lu Wancheng kaszlnął zszokowany.

Dlaczego nie?!

Już się z tobą ożeniłem. Nie chcę też zostać zaprzysiężonym bratem – odpowiedział chłodno Lin Qingyu. – I nie sądzę, żebyśmy się dobrze dogadywali.

To był dla Lu Wanchenga nie lada cios.

Dlaczego tak trudno cię zmusić, żebyś powiedział „Wancheng-gege”? – mruknął.

Myślisz, że cię nie słyszę?

Służący nie omieszkali zajrzeć do pawilonu Lanfeng, ale nie znaleźli brakującej strony. Kiedy Lin Qingyu powiedział o tym pani Liang, steward Wang wyglądał, jakby spadło mu na głowę niebo.

Co mam zrobić?! Księgi rachunkowe są poufne, a biuro ma tylko jeden egzemplarz. Jeśli coś się stanie, ponieważ nie będziemy mieli tej strony…

Pani Liang również zmarszczyła brwi.

Jesteś pewien, że przeszukałeś cały pawilon Lanfeng? – naciskała. – Czy służba przeszukała go niedbale?

Szukaliśmy wszędzie. Nie ma jej w pawilonie Lanfeng.

Ciotka Liu w końcu uniosła brwi i westchnęła.

Paniczu, zdradziłeś zaufanie damy, tracąc tak ważną stronę. Co więcej, zgodnie z zasadami dworu, musisz teraz udać się do sali przodków i w odosobnieniu zastanowić się nad sobą!

Lin Qingyu zwrócił się do Lady Liang, pytając:

Dlaczego jesteś pewna, że strona zaginęła w pawilonie Lanfeng, Lady?

Ciocia Liu mu przerwała.

Kiedy księga rachunkowa została wysłana do pawilonu Lanfeng, wszystko tam było, ale tej strony brakowało, kiedy księgę przyniesiono z powrotem! Gdzie więc mogła się zawieruszyć?

Lady Liang myślała, że Lin Qingyu będzie bardziej się opierać, ale on tylko skinął głową.

Rozumiem.

Poddał się tak szybko, że Lady Liang nie zareagowała przez chwilę.

Jesteś…

Jeśli tak jest – powiedział powoli Lin Qingyu – zawiniłem. Proszę, wybacz mi, pani.

Wszyscy wymienili spojrzenia i gdy już się otrząsnęli, byli gotowi narobić jeszcze więcej zamieszania.

Lady Liang zacisnęła usta, czując, że coś jest nie tak.

Starałeś się, jak mogłeś, żeby to znaleźć, Qingyu. A jeśli się nie uda, nic nie możemy zrobić. – Zachowywała się jak miła, hojna markiza.

Pani, czy powinniśmy powiedzieć o tym markizowi? – zapytała ciocia Liu.

Lin Qingyu lekko uniósł wzrok. Zgubienie strony z księgi rachunkowej stanowiło wielkie wydarzenie w komnatach wewnętrznych, ale dla markiza nie miało to większego znaczenia. Markiz Nan’an służył obecnemu cesarzowi jeszcze przed jego wstąpieniem na tron. Co więcej, jego pierwsza żona była siostrą cesarzowej. Zatem markiza można było uważać za głowę wszystkich dworskich urzędników. Rzadko pytał o sprawy haremu, a Lin Qingyu widział go zaledwie kilka razy od czasu, gdy dołączył do domu. Markiza należało informować tylko o sprawach, na które Lady Liang nie miała wpływu.

Jedno niedopatrzenie ze strony panicza nie miało żadnego znaczenia. Gdyby Lady Liang wspomniała o tym markizowi, pomyślałby tylko, że robi z igły widły i nie zwróciłby na to uwagi. Jednak gdyby Lin Qingyu nadal popełniał błędy, a Lady Liang wytknęłaby je markizowi, osoba, która je popełniła, byłaby powodem jego niezadowolenia.

Lady Liang zastanowiła się chwilę.

Markiz ma dużo obowiązków na dworze. Nie powinien się martwić sprawami domu.

Steward Wang pokręcił głową i westchnął.

Panicz po raz pierwszy zajmuje się sprawami domowymi. Jakież to niepokojące.

Aby zapobiec zawstydzeniu Lin Qingyu przez stewarda Wanga, Lady Liang „uprzejmie” mu przerwała.

Chociaż Qingyu jest mężczyzną, to wciąż jest najstarszą synową w domu markiza. Kto podzieliłby ze mną mój ciężar, jeśli nie on? Zostawmy to tak. Jeśli w przyszłości będzie sprawiał jeszcze więcej kłopotów, wezmę za niego odpowiedzialność.

Lin Qingyu spuścił wzrok.

Dziękuję.

Wzdychając, Lady Liang kazała pokojówce podać mu kolejny stos ksiąg rachunkowych.

To zimowe księgi dworu. Zabierz je i uporządkuj, Qingyu. Tym razem nie możesz niczego zgubić.

***

Lin Qingyu polecił Zhang Shiquanowi, aby starannie dbał o księgi rachunkowe, a ten nie śmiał ich zaniedbać. Jeśli był w pobliżu, księgi rachunkowe były na wierzchu – ale jeśli go nie było, zamykał je w szafie. Kiedy nadszedł czas, aby Lin Qingyu zdał raport Pani Liang, Zhang Shiquan dokładnie przeliczył strony ksiąg – upewniając się, że niczego nie brakuje – zanim mu je wręczył.

Lin Qingyu zaniósł je do holu, aby spotkać się z Lady Liang. Ta kazała podać herbatę, a następnie poprosiła go, aby poczekał, podczas gdy ona je przejrzy.

Dziwne. Czemu nie widzę zeszłorocznych zapisków węglowych? Stewardzie Wang, czy tego nie zanotowałeś?

Nie, zapisałem to – powiedział pospiesznie steward Wang. – Powinno być na stronie dwudziestej szóstej.

Lin Qingyu przytaknął.

Istnieje taka strona. Widziałem ją.

Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć… dwadzieścia siedem? – Lady Liang szeroko otworzyła oczy, przeglądając księgę. – Dlaczego… brakuje jeszcze jednej strony?

Lin Qingyu zmarszczył brwi.

To niemożliwe.

Nie ma jej – potwierdziła Lady Liang.

Proszę spojrzeć jeszcze raz.

Twarz Lady Liang pociemniała. Rzuciła księgą rachunkową w ciocię Liu – ale każdy widział, że chciała cisnąć nią w Lin Qingyu.

Nie sprawiała już wrażenia miłej i hojnej jak zwykle.

Skoro mi nie wierzysz… – powiedziała chłodno. – Ciociu Liu, pomóż paniczowi liczyć.

Ciocia Liu szybko przekartkowała księgę rachunkową.

Nie ma dwudziestej szóstej strony. Stewardzie Wang, ile stron mieści się w jednej księdze rachunkowej?

Sto dwadzieścia – odpowiedział.

Ciocia Liu przeliczyła strony od deski do deski.

Ta ma tylko sto dziewiętnaście. Czemu kolejna strona miałaby zniknąć?!

Zawsze zimny wyraz twarzy Lin Qingyu w końcu zdradził niepokój, który inni chcieli zobaczyć.

Kolejna strona? Jak to możliwe? Nie zaginęła w pawilonie Lanfeng.

Znowu tak twierdzisz? – zapytała Lady Liang. – Qingyu, mogę cię ochronić raz, ale nie za każdym razem.

W tym momencie Lin Qingyu pozostał cicho, z przymkniętymi oczami.

Usta Lady Liang wygięły się w delikatnym uśmiechu, a ciocia Liu nie mogła powstrzymać uśmieszku.

Steward Wang był jednak równie zdenerwowany jak poprzednio.

Pani, proszę się nad tym jeszcze zastanowić, dla dobra rodziny! Pani!

Lady Liang potarła skronie.

Może nie powinnam wiązać z tobą wielkich nadziei – powiedziała do Lin Qingyu. – Wancheng jest tak chory! Powinieneś zostać przy nim i się nim opiekować.

Lin Qingyu w końcu skinął głową.

Młody markiz ma własną służbę, która się nim opiekuje. Nadal chciałbym zarządzać sprawami domowymi. Mam nadzieję… że dacie mi jeszcze jedną szansę.

Coś błysnęło w oczach Lady Liang. Miała rację – Lin Qingyu dążył do odziedziczenia posiadłości. Kto by pomyślał, że tak piękny mężczyzna, który wyglądał na opanowanego i powściągliwego, jest tak chciwy i złowrogi? Co by się stało, gdyby w pewnym momencie zdobył władzę i mógł zarządzać domem?

Lady Liang długo się nad tym zastanawiała. Potem, jakby idąc na kompromis, powiedziała:

Nie powinieneś już zajmować się prowadzeniem ksiąg rachunkowych. Ale co powiesz na to? Matka następcy tronu, szlachetna małżonka Chen, wkrótce skończy czterdzieści lat. Możesz zająć się jej prezentem urodzinowym.

Wręczanie prezentów między urzędnikami było bardzo szczególne – wymagało uwzględnienia zarówno uprzejmości i wzajemności, jak i powiązań towarzyskich osób zaangażowanych. Wszystkie prezenty, które otrzymywała rodzina markiza, były rejestrowane. Zapisy te obejmowały również to, kto wręczył prezent i co zawierał. Prezenty przygotowywane w zamian musiały być zgodne z formalnymi pozycjami i relacjami między markizem Nan’an a drugim urzędnikiem. Jeśli coś było nie tak, mogło to prowadzić do plotek. Dotyczyło to nawet wręczania prezentu zwykłemu urzędnikowi, nie mówiąc już o wręczaniu prezentów matce następcy tronu.

Lady Liang miała już wszystko przygotowane. W końcu nadszedł czas na realizację jej większego planu.

Lin Qingyu zawahał się, po czym odpowiedział:

Nigdy nie miałem kontaktu z Pałacem Wschodnim i nie wiem, co podoba się szlachetnej małżonce Chen.

Mam księgę z zapisem wszystkich darów, jakie Jego Wysokość Książę i szlachetna małżonka Chen przekazali markizowi na przestrzeni lat. Możesz się z nią zapoznać, aby przygotować prezent – powiedziała Lady Liang. – Pamiętaj, Jego Wysokość nie lubi, aby jego konkubiny były zbyt ekstrawaganckie, ani nie chce, aby książę następca tronu przyjaźnił się z wpływowymi urzędnikami. Dar, który przygotujesz dla szlachetnej małżonki Chen, powinien po prostu mieć taką samą wartość, jak dary, które nam dali.

W porządku – zgodził się Lin Qingyu.

W pawilonie Lanfeng Lu Wancheng powoli przyjmował lekarstwo — tak powoli, że wypicie połowy zajęło mu sporo czasu, co tak zdenerwowało Huantonga, że sam chciał je wypić.

Gdy usłyszał: „panicz wrócił!”, Lu Wancheng spojrzał w stronę drzwi, by zobaczyć wchodzącego Lin Qingyu. Jednym haustem dopił resztę swojego lekarstwa.

Huantong był zdezorientowany.

Dlaczego tak chętnie zacząłeś pić lekarstwo, kiedy zobaczyłeś panicza?

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Nie chciałem, żeby lekarz mnie zrugał.

Lin Qingyu zignorował go.

Huantong, niech przyjdzie steward Zhang.

Kiedy usłyszał, że z księgi rachunkowej zniknęła kolejna strona, Zhang Shiquan był poruszony.

Jak to możliwe?! Sprawdzałem to wiele razy!

To proste – powiedział Lin Qingyu. – Ktoś z Pawilonu Lanfeng, pracujący dla Lady Liang, wyjął stronę w ostatniej chwili.

To może być Fengqin – powiedział Lu Wancheng nonszalancko. – Jest bardzo lojalna wobec Lady Liang.

Kiedy to powiedział, wszyscy zaczęli się na niego gapić.

Lu Wancheng uznał to za zabawne.

Czemu wszyscy się na mnie gapicie?

Skąd to wiesz? – zapytał Lin Qingyu.

Obserwacja.

Huantong był zszokowany.

Jak mogłeś nam powiedzieć coś tak ważnego tak późno, młody markizie?!

Lu Wancheng również był zaskoczony.

Lady Liang sprawuje tu władzę od lat. Poza Hualu, którą przysłał mój dziadek, Lady Liang osobiście wybrała wszystkich służących w pawilonie Lanfeng. Więc wszyscy mniej więcej słuchają Lady Liang, nie wiedzieliście o tym?

Pozostali przez chwilę stali bez wyrazu. Potem Lin Qingyu spokojnie powiedział:

Dziękuję za przypomnienie, młody markizie. Teraz już wiemy.

Skonfrontuję się z nią natychmiast! – krzyknął Huantong ze złością.

Nie ma potrzeby – przerwał mu Lin Qingyu. – Pozwól jej robić, co chce.

Paniczu…? Dlaczego? – zapytał Huantong z niedowierzaniem.

Niechaj zgadnę – uśmiechnął się Lu Wancheng. – Czy ktoś chce zrobić coś złego?

Lin Qingyu nie zaprzeczył.

To ona zaczęła.

Lu Wancheng patrzył na Lin Qingyu z rozbawieniem w oczach.

Nie martw się, doktorze Lin. Jesteś piękny, nawet robiąc złe rzeczy.

Możesz spać, ile chcesz, młody markizie, ale nie możesz mówić, co chcesz – powiedział mu Huantong ponuro. – Mój panicz jest dobry i hojny i nigdy nie zrobiłby nic złego!

Lin Qingyu zupełnie nie wiedział, jak na te słowa zareagować.

Lu Wancheng uśmiechnął się lekko.

Jeszcze nie zrobił nic złego, ale na pewno o tym myślał. Może się źle zachowywać w przyszłości.

Lin Qingyu poczuł ucisk w piersi. Huantong dorastał z nim i – nie znając jego niektórych ukrytych myśli – uważał go za życzliwego człowieka. Jednak Lu Wancheng, który znał go zaledwie od kilku miesięcy, przejrzał go na wylot.

Myślał, że kiedy wżeni się w tę bogatą rodzinę, będzie musiał znosić upokorzenia i zmagać się z przegniciem. Jednak nigdy nie przypuszczał, że spotka kogoś w rodzaju… powiernika.

Lin Qingyu spojrzał na mężczyznę leżącego na łóżku – poważnie chorego, a jednak wciąż leniwego – z czymś ukrytym w oczach. Uśmiechnął się lekko.

Mylisz się.

Lu Wancheng nie przejmował się tym zbytnio.

W takim razie chyba się mylę.

***

Lu Wancheng znów zaczął kaszleć. Kaszlał niezależnie od tego, czy spał, czy nie. Budził się nawet z powodu kaszlu.

Obudziwszy się, odruchowo spojrzał w stronę parawanu. Nie widząc nikogo za nim, zmusił się do wstania i dostrzegł Lin Qingyu stojącego przy oknie.

Jego postać stała wysoka i smukła, sprawiając wrażenie osamotnionej i zimnej, jakby była pozłocona światłem.

Lu Wancheng patrzył na niego przez długi czas, oczarowany. Zanim się zorientował, powiedział:

Qingyu?

Tak?

Dlaczego jeszcze nie śpisz?

Lin Qingyu milczał przez dłuższą chwilę, po czym odpowiedział:

Powiedziałeś, że jestem piękny, kiedy robię złe rzeczy.

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Hej. Jeśli o tym wspomnisz, to już nie będę spał.

Lin Qingyu odwrócił się, żeby na niego spojrzeć.

Gdybym zrobił coś „złego”, otruł kogoś, a nawet… odebrał komuś życie, czy nadal uważałbyś mnie za pięknego? – zapytał cicho.

Lu Wancheng lekko się wzdrygnął, a w jego oddechu słychać było nutę podniecenia i oczekiwania. Uśmiechnął się powoli.

Oczywiście. Uwielbiam, jak wyglądasz, kiedy używasz trucizny.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: