Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 1515 min. lektury

Atmosfera w pawilonie Lanfeng ostatnio się zmieniła. Drozd przestał śpiewać, majna przestała wołać doktora Lin, a młody markiz… zwiądł.

Nie tylko jego dolne partie ciała zwiędły; nastrój również mu się pogorszył. Nie wyprowadzał już ptaków na spacery, nie cieszył się widokiem kwiatów ani nie grał ze służącymi. Zamknął oczy i osunął się na łóżko, niewzruszony żadnym ziemskim pragnieniem.

Wszyscy służący mieszkający w pawilonie Lanfeng bardzo lubili swoich panów. Młody markiz był dowcipny i otwarty; często znajdował sposoby na rozrywkę zarówno dla siebie, jak i dla służby. Kiedy wiądł, podwórze pogrążyło się w mroku, bez śladu radosnego śmiechu.

Hualu i Huantong, słudzy najbliżsi swoim panom, odczuwali to najgłębiej. Zgadzali się całkowicie, że młody markiz i panicz musieli się pokłócić – obaj mężczyźni nie chcieli ze sobą rozmawiać.

Młody markiz musiał rozgniewać mojego panicza – powiedział Huantong z przekonaniem. Zauważył, że młody markiz od czasu do czasu oblizuje usta przed swoją żoną, co sprawiało, że ten patrzył na niego gniewnie. Wtedy młody markiz ciągnął go za rękaw i przepraszał, uśmiechając się szeroko. Huantong często zastanawiał się, co chciał z tego wszystkiego uzyskać.

Hualu westchnęła.

Wszyscy mówią, że nieporozumienia między małżonkami nigdy nie trwają wiecznie. Kłócą się u wezgłowia łóżka, a potem idą na kompromis u jego stóp. Mam nadzieję, że wkrótce się pogodzą.

Jednak Huantong w jednym oświadczeniu obnażył prawdę:

Chodzi o to, że nigdy wcześniej nie spali w tym samym łóżku.

Lin Qingyu wiedział, że Lu Wancheng jest przygnębiony, ale nie mógł pojąć, dlaczego jest tak ponury. Niepoinformowanie go o skutkach ubocznych leku było błędem z jego strony, ale gdyby zdecydował się na rezygnację z ziół na rzecz przepisanego przez ojca leku, Lu Wancheng odczuwałby nieznośny ból po zażyciu. W porównaniu z tą męką, zaburzenia erekcji to nic. Co najważniejsze, nawet gdyby Lu Wanchengowi stanął i tak by mu się nie przydał – sam twierdził, że jest zbyt leniwy, żeby się ruszyć. Lin Qingyu miał nadzieję, że to przemyśli i wkrótce się ożywi.

Mżawka nie ustawała przez prawie pół miesiąca. Gabinet wypełnił zapach pleśni, tłumiąc chęć Lin Qingyu do czytania. Kazał służbie spalić zioła osuszające powietrze we wszystkich pomieszczeniach, a kilku innych zawołał, żeby rozłożyli spleśniałe książki w szafkach, żeby mogły wyschnąć.

W całym tym zamieszaniu w gabinecie Lin Qingyu nie mógł skupić się na czytaniu, więc postanowił uporządkować książki ze służbą. Otwierając przypadkowo tom zatytułowany Podróże po Lin’an, zauważył adnotację napisaną pędzlem.

Czy to książka młodego markiza? – zapytał.

Hualu wyciągnęła szyję, żeby na nią spojrzeć, po czym powiedziała:

Tak. Często czytał tę książkę w zeszłym roku. Powiedział mi, że chce pojechać do Lin’an, żeby podziwiać krajobrazy Jiangnan.

Lin Qingyu zmarszczył brwi.

Czy to on napisał tę notatkę?

Zdecydowanie.

Lin Qingyu uważnie przyjrzał się adnotacji. Im dłużej się jej przyglądał, tym bardziej czuł, że coś jest nie tak.

W liście do księcia Wen pismo Lu Wanchenga przypominało jego charakter pisma z poprzedniego roku – ale tylko pod względem formy, nie istoty. Wyglądało to tak, jakby… jakby powstało w wyniku celowej imitacji. Można naśladować pismo innej osoby, ale istota odzwierciedlała jej nastawienie i cnoty. Choć forma była podobna, istota zawsze w pewnym stopniu się różniła.

Lin Qingyu przez dłuższą chwilę rozważał adnotację, po czym zapytał:

Czy młody markiz już się obudził?

Obudził się godzinę temu – odpowiedziała Hualu. – Książę przysłał kilka pokojówek i stewardów, a młody markiz rozmawia z nimi w głównej sali.

Lin Qingyu skierował się w tamtą stronę. Już miał wejść, gdy usłyszał głos Lu Wanchenga.

Dziadek was tu wszystkich przysłał, więc ufam wam. Jestem pewien, że nie potrzebujecie, żebym wam mówił, co macie robić.

Nie musisz się martwić, młody markizie – powiedział nieznany głos. – Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby ulżyć ci w cierpieniu.

Właśnie tu się mylisz. Nie uwalniasz mnie od ciężarów, tylko panicza Lin – powiedział Lu Wancheng nonszalancko. – I tak nie przeżyję następnej zimy. Kiedy umrę, on wróci do rezydencji Lin. Chcę, żeby odszedł z większością spadku z tej rezydencji bez żadnej interwencji markizy, rozumiesz?

Po krótkiej ciszy wszyscy powiedzieli chórem:

Będziemy wykonywać wszystkie wasze rozkazy, młody markizie.

Gdy to zrobicie, zostaniecie nagrodzeni. – W głosie Lu Wanchenga słychać było zadowolenie.

Lin Qingyu nie mógł powstrzymać się od zamknięcia oczu i lekkiego westchnienia, czując ciężar na sercu.

***

Lu Wancheng odesłał służbę. Właśnie upił łyk herbaty, gdy ktoś na zewnątrz zawołał:

Witaj, paniczu.

Lu Wancheng na chwilę zamilkł, po czym udał, że nic nie słyszał, beztrosko delektując się naparem.

Lin Qingyu wszedł i przywitał się.

Młody markizie.

Mhm – odparł powściągliwie Lu Wancheng.

Powitawszy go, Lin Qingyu nie powiedział już nic więcej, jakby składał w całość słowa, które chciał powiedzieć.

Ta sprawa dotyczyła godności Lu Wanchenga jako mężczyzny, więc młody markiz nie chciał tak szybko iść na kompromis. Sam fakt, że nie mógł unieść tego mężczyzny w ramionach, był już niewiarygodnie upokarzający, nie mówiąc już o tym, że wspomniana piękność osobiście odebrała Lu Wanchengowi męską godność. Jakby w ogóle mógł to tolerować!

Nie winił Lin Qingyu – wiedział, że zrobił to wszystko, żeby go uratować. Ale czy nie mógł go ostrzec? To był ogromny szok! Jasne, Lu Wancheng potrafił być zbyt leniwy, ale wciąż był mężczyzną! Jak mógł nie zareagować na coś takiego?

Ha. Był już impotentem, więc jaki sens miałoby uszczęśliwianie tej piękności? Powinien zostawić coś takiego krzepkim mężczyznom, którzy mogliby uprawiać seks siedem razy dziennie, podczas gdy on leżałby na wznak, czekając na śmierć.

Lu Wancheng odstawił filiżankę.

Jeśli przyszedłeś przeprosić, to sobie daruj.

Nie martw się – powiedział Lin Qingyu. – Nie przyszedłem tu, żeby przepraszać.

Lu Wancheng na chwilę zaniemówił.

Jaka władczość. Jestem pod wrażeniem.

Po namyśle Lin Qingyu zasugerował:

Może powinniśmy złożyć przysięgę braterstwa.

Lu Wancheng zamarł, a potem parsknął wściekłym śmiechem.

Och… to dopiero! Złożyć przysięgę z tobą – z człowiekiem, który mnie wykastrował? Czy uważasz, że naprawdę tak nisko upadłem?

Lin Qingyu starał się zachować cierpliwość.

Nie wykastrowałem cię. Lek powoduje twoją impotencję i kilka igieł do akupunktury może to naprawić.

Lu Wancheng poczuł się uspokojony, ale nie było tego widać na jego twarzy, gdy prychnął:

Nie ma potrzeby modyfikowania mojego planu i myślę, że jest w porządku. I tak nie miałem pożytku ze swojej męskości, więc nie muszę się tym przejmować, prawda?

Przestań dramatyzować. – Lin Qingyu pochylił się bliżej i zapytał cicho i łagodnie: – Czy nie chciałeś zawsze, żebyśmy nazywali się braćmi?

Wizja bycia nazwanym przez Lin Qingyu „gege” sprawiła, że Lu Wancheng spojrzał w górę na piękność przed sobą. Wyglądał dumnie i zdystansowanie, przywodząc na myśl kwitnące śliwy na śniegu. Gdyby to skłoniło Lin Qingyu do nazywania go „gege”, Lu Wancheng nie miałby nic przeciwko poniżeniu samego siebie.

Oparł brodę na dłoni i uniósł brew.

Mówisz poważnie?

Lin Qingyu skinął głową.

Nigdy nie łamię obietnic.

Lu Wancheng zasłonił usta i zakaszlał.

W takim razie… zróbmy to tym razem jak należy.

Żaden z nich nie przechodził wcześniej przez ten proces, więc Lu Wancheng postawił na to, co przeczytał w książce. Kazał Huantongowi przygotować kadzielnicę, sztylet, wino z kwiatu moreli i kilka poduszek. Następnie kazał ustawić kwadratowy stół pod daszkiem i starannie ułożyć na nim wszystko.

Hualu nigdy wcześniej nie była świadkiem tak doniosłego wydarzenia.

Co oni robią? – zapytała z ciekawością.

Nie widzisz? Będą zaprzysiężonymi braćmi – powiedział Huantong radośnie.

Oczy Hualu szeroko się otworzyły, gdy zszokowana powiedziała:

Zaprzy co?

Zaprzysiężeni bracia. Bracia, którzy będą razem na dobre i na złe po wypiciu tego kielicha wina.

Hualu wydawała się bardziej zagubiona niż wcześniej, jej wielkie oczy wciąż były szeroko otwarte.

Ale oni już są mężem i żoną!

Lu Wancheng podniósł sztylet.

W książce jest napisane, że aby zostać zaprzysiężonymi braćmi, musimy posmarować sobie nawzajem usta krwią w ramach przysięgi sojuszu… – powiedział niepewnie.

Lin Qingyu podchodził do tego rytuału, jakby bawił się w udawanie z młodszym bratem.

Każda część naszego ciała jest błogosławieństwem od naszych rodziców. Dopóki jesteśmy szczerzy, nie ma znaczenia, czy rozmazujemy krew na ustach, czy nie.

Masz rację. – Lu Wancheng zapalił trzy kadzidełka i włożył je do palnika. – No to zaczynajmy.

Obaj mężczyźni, klękając na poduszkach, trzymali w dłoniach kielichy wina.

Niech czcigodne niebiosa i ziemia będą świadkami naszej więzi! – wykrzyknął z przekonaniem Lu Wancheng. – Dzisiaj ja, Lu Wancheng, formalnie zostanę zaprzysiężonym bratem Lin Qingyu. Nie dążymy do tego, by urodzić się tego samego dnia, miesiąca i roku, ale… – Lu Wancheng zrobił pauzę, po czym zmienił zdanie z uśmiechem. – Przed nami wiele dni, będziemy się wspierać w trudnych chwilach, nawet jeśli będziemy musieli chrupać kamienie jak gotowane na parze pierożki. Nawet jeśli zostanie nam tylko woda do picia, dopóki będziemy razem, będziemy szczęśliwi.

Lin Qingyu zasłonił usta i się zaśmiał.

Mężczyźni wypili wino, które miało przypieczętować przysięgę. Następnie Lin Qingyu skinął na Huantonga i pomógł Lu Wanchengowi wstać. Widząc wesołość w jego oczach, zapytał:

Zadowolony?

Lu Wancheng uśmiechnął się złośliwie.

Mam teraz zaprzysiężonego brata, oczywiście, że się cieszę. A ty, Qingyu-didi? – Spojrzał na Lin Qingyu z oczekiwaniem.

Jest w porządku, Wancheng-xiong – powiedziała od niechcenia Lin Qingyu.

Uśmiech Lu Wanchenga zamarł na jego twarzy.

Nie, nie. Nazwałem cię Qingyu-didi, więc ty powinieneś nazywać mnie Wancheng-gege. To sprawiedliwe.

Mieliśmy nazywać siebie braćmi1, więc jak mam się do ciebie zwracać, jeśli nie „xiong”?

Lu Wancheng nagle zdał sobie sprawę, że został oszukany. To odkrycie uderzyło go jak błyskawica.

Jesteś bez serca.

Lin Qingyu uznała go za zabawnego.

Narobiłeś sporo zamieszania, więc zrób sobie przerwę. Wypij swoje lekarstwo, a ja później zrobię ci akupunkturę, żebyś odzyskał swoją męską godność.


***

W połowie czwartego miesiąca roku deszcz w końcu ustał i na słonecznym niebie nie było widać żadnych chmur. Rękawy szat powiewały na delikatnym wietrze. To był dobry dzień na rozpoczęcie podróży, więc Lin Qingyu nie zwlekał dłużej. Natychmiast przygotował się, by wyruszyć do świątyni Changsheng.

Przed wyjazdem odwiedził Lu Wanchenga. Ku jego zaskoczeniu, młody markiz już się obudził. Rozciągnął się na brzuchu, pogrążony w myślach, i wydawał się w dobrym humorze, gdy leniwie powitał Lin Qingyu.

Dzień dobry.

Lin Qingyu wiedział, dlaczego Lu Wancheng był taki szczęśliwy. Bez uśmiechu powiedział:

Jesteś taki radosny, że musiało się wydarzyć coś dobrego, młody markizie. Zakładam, że akupunktura zadziałała.

Lu Wancheng wahał się z odpowiedzią.

Yyy…

Skoro tu jestem, pozwól mi obejrzeć.

Oszołomiony Lu Wancheng owinął się szczelnie kocem.

Co chcesz sprawdzić?

A jak myślisz? – zapytał nonszalancko Lin Qingyu. – Zobaczyłam wszystko, co się da, studiując medycynę. Nie musisz się wstydzić.

Qingyu, wydaje mi się, że jesteś coraz bardziej podły – powiedział słabo Lu Wancheng.

Lin Qingyu się uśmiechnął.

Czyż nie mówiłeś, że lubisz, kiedy robię złe rzeczy, młody markizie?

Spojrzenie Lu Wanchenga pociemniało, ale zaśmiał się cicho.

Prawda. Jeśli chcesz na to spojrzeć, doktorze Lin, oczywiście, że będę musiał się zgodzić. Nie chce mi się jednak ruszać, więc będziesz musiał zrobić to sam.

W takim razie spasuję. I tak ci się to nie przyda, więc na co tu patrzeć? – zapytał żartobliwie Lin Qingyu.

Lu Wancheng chciał odpowiedzieć, ale Huantong im przerwał:

Paniczu, powóz jest gotowy.

Lin Qingyu wyjrzał przez okno na słoneczny, wiosenny dzień.

Chcesz wybrać się na wycieczkę, żeby zabić nudę, młody markizie? – zapytał.

Dokąd?

Świątynia Changsheng.

Lu Wancheng zastanowił się, po czym się uśmiechnął.

Jasne.

Tak się złożyło, że rzeczywiście chciał poznać pewną osobę.

Lin Qingyu, Lu Wancheng i Huantong wsiedli do powozu i pojechali do świątyni Changsheng na wsi.

Świątynia ta była najbardziej czczoną świątynią w imperium. Ciche i uroczyste, niepozorne miejsce przyciągało nieustanny strumień pielgrzymów. Zwykli ludzie mogli palić kadzidło i oddawać cześć Buddzie jedynie w przedniej sali, podczas gdy w tylnej sali przebywali tylko arystokraci i zamożni. Jeden z wrogów Lin Qingyu – cesarski nauczyciel, który zapisał bazi dla dworu markiza – praktykował tu, choć nie jako mnich.

Lin Qingyu zawsze chciał zapytać cesarskiego nauczyciela, jak jego obliczenia wykazały, że jego data i godzina urodzenia odpowiadały Lu Wanchengowi – czy to przeznaczenie, czy też małżeństwo zostało celowo zaaranżowane? Chciał również zapytać, czy wiedział, że jeden jego wyrok praktycznie zrujnował życie niewinnego człowieka.

Niestety, cesarski nauczyciel medytował w odosobnieniu przez cały rok i rzadko widywał kogokolwiek poza cesarzem. Nawet cesarzowej i następcy tronu nie było łatwo się z nim spotkać, a Lin Qingyu była jedynie męską żoną syna markiza.

Kiedy mnich, który podszedł, by ich powitać, dowiedział się, kim są, powiedział z szacunkiem:

Ach, młody markizie Lu i młody panie. Proszę, chodźcie ze mną. Wieczne lampy, które markiz zapalił, znajdują się w bocznej sali.

Młody markiz może sam obejrzeć lampy. Zapalę kadzidło i pomodlę się w przedsionku – powiedział Lin Qingyu.

Lu Wanchengowi to nie przeszkadzało.

Jasne.

Stan zdrowia Lu Wanchenga poprawił się na chwilę, jednak nadal był osłabiony. Potrzebował kogoś, kto będzie mu towarzyszył, więc Lin Qingyu poprosił Huantonga, aby z nim poszedł.

Tymczasem Lin Qingyu podszedł do posągu Buddy i poprosił innego mnicha o trzy kadzidełka. Zapalił je, uklęknął na poduszce i modlił się w skupieniu w ciszy, myśląc tylko o swojej rodzinie.

Wkładając kadzidełka do palnika, nagle przypomniał sobie żart z ceremonii sprzed kilku dni, podczas której on i Lu Wancheng zaprzysięgli sobie braterstwo, i miał ochotę się roześmiać.

Cokolwiek Lu Wancheng robił z lampami, najwyraźniej zajmie to trochę czasu. Ponieważ przednia sala nieustannie witała strumień gości, mnich poprosił Lin Qingyu, aby poczekał w tylnej sali.

Podążył za młodym mnichem do budowli na tyłach świątyni. Ta okolica była cichsza niż front, z krętymi ścieżkami i elegancką atmosferą. Jako osoba preferująca ciszę, Lin Qingyu od razu zapragnął wybrać się na samotny spacer w nadziei na chwilę spokoju. Kazał mnichowi odejść, po czym ruszył bez celu ścieżką, nie spodziewając się ujrzeć na jej końcu kwitnącego sadu brzoskwiniowego.

W cieniu kwiatów stał kamienny stół, przy którym siedzieli naprzeciw siebie dwaj mężczyźni. Przystojny młodzieniec, ubrany od stóp do głów w jaskrawą czerwień, to Lu Wancheng, a naprzeciwko niego siedział eteryczny mężczyzna w niebieskim stroju. Lin Qingyu przeczuwał, że to cesarski nauczyciel Xu Junyuan z Wielkiego Yu.

Xu Junyuan był niezwykle przystojny – jego uroda była ledwo dostrzegalna. Ale Lu Wancheng nie bladł w porównaniu z nim i miał nawet lekką przewagę nad tamtym mężczyzną.

Lu Wancheng siedział swobodnie pod kwiatami brzoskwini, a za nim opadały płatki. Wyglądał jak elegancki kawaler, tak piękny i majestatyczny jak drzewo jadeitowe na wietrze. Pomyśleć, że zaledwie dwie godziny temu leżał rozwalony w łóżku niczym ryba wyrzucona na brzeg…

Rzeczywiście był mistrzem w robieniu show. Ilekroć ktoś był obecny, Lu Wancheng zawsze był najbardziej rzucającą się w oczy postacią. Był jak lśniący klejnot, przy którym wszyscy inni wyglądali na nudnych i nijakich.

Jednak gdy był sam z Lin Qingyu, był zawsze taki głupiutki i frywolny!

Lin Qingyu nie mógł się powstrzymać od myśli, że byłoby mu o wiele łatwiej, gdyby Lu Wancheng zachował choć jedną dziesiątą swojego zachowania w codziennym życiu.

Odgarniając rękaw szaty, Xu Junyuan nalał Lu Wanchengowi herbaty.

Czy mogę wiedzieć, dlaczego mimo choroby przebyłeś tę drogę, młody markizie Lu?

Lu Wancheng lekko skinął głową, uśmiechając się uprzejmie i z dystansem.

Muszę cię o coś zapytać, cesarski nauczycielu.

Xu Junyuan się uśmiechnął.

Proszę pytać, młody markizie.

Czy w tym świecie – powiedział powoli Lu Wancheng – zdarzały się przypadki, że ludzie powracali do życia po śmierci, albo… że ktoś budził się w innym ciele?


1. Przyp. tłum. shixiong.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: