Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 714 min. lektury

Gdy wszystko było spakowane, pożegnali się z rodzicami Lin Qingyu i wrócili do dworu markiza.

Cała rodzina Linów odprowadziła ich do bramy. Lu Wancheng wsiadł pierwszy do powozu, aby Lin Qingyu i jego rodzina mogli się godnie pożegnać.

Chociaż rezydencja Lin i rezydencja markiza Nan’an znajdowały się w stolicy, Lin Qingyu nie miał łatwego powrotu do domu. Musiał uzyskać pozwolenie markizy i mógł wyjeżdżać tylko kilka razy w roku.

Matka nie chciała go puścić, jej oczy były czerwone. Lin Qinghe trzymał brata za rękę i nie chciał nawet zluzować uścisku. Jednak to Huantong – który z nim dorastał – był najbardziej wzruszony.

Kiedy Lin Qingyu wyszedł za mąż, Huantong chciał pójść za nim do posiadłości markiza, ale otrzymał rozkaz pozostania w domu Lin, aby jego przyszłość nie została zrujnowana. Huantong był sierotą i pamiętał jedynie, że został sprzedany do posiadłości Lin. Podążanie za paniczem i służenie mu było jedyną rzeczą, jaką potrafił robić. Odkąd Lin Qingyu nie było już w rezydencji, był zagubiony – przez cały dzień czuł się zagubiony, jakby stracił sens życia.

Teraz, gdy Lin Qingyu w końcu wrócił, Huantong płakał i pociągał nosem, pragnąc za wszelką cenę pójść za nim do rezydencji markiza. Błagał nawet jego matkę, żeby go przekonała.

Nie masz nikogo, komu mógłbyś zaufać w posiadłości markiza – powiedziała. – Powinieneś zabrać Huantonga. Twój ojciec i ja też czulibyśmy się spokojniej.

Lin Qingyu rozważył to jeszcze raz i w końcu skinął głową.

Huantong, spakuj swoje rzeczy i wsiadaj do powozu.

Dopiero wtedy łzy chłopaka zamieniły się w śmiech.

Lin Qingyu wsiadł do powozu i opowiedział Lu Wanchengowi o Huantongu. Lu Wancheng uśmiechnął się, rozluźniony.

To dobrze – powiedział. – W pawilonie Lanfeng są tylko dziewczyny. Będzie miło mieć jeszcze jednego chłopaka.

Lin Qingyu westchnął.

Wiesz, że to młody człowiek. Nie chcę, żeby był uwięziony w wewnętrznych komnatach tak jak ja.

Lu Wancheng zaprotestował.

Co jest złego w byciu w wewnętrznych komnatach? Dla kogoś takiego jak ty, kto ma wielkie ambicje, „uwięzienie” to problem. Ale dla mnie? Wewnętrzne komnaty są pełne jedzenia i picia, a ja nie muszę pracować. To raj.

Lin Qingyu nagle stracił zainteresowanie rozmową.

Ludzie na różnych ścieżkach życia nie mogą razem nic planować.

Powóz ruszył, a Lin Qingyu spojrzał przez okno, aby zobaczyć, jak jego rodzina powoli znika.

Żegnaj, Gege – powiedział Lin Qinghe, machając rączką. Na widok Lu Wanchenga zebrał się na odwagę i powiedział: – Żegnaj, Wancheng-gege.

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Żegnaj, młody Qinghe. – Zamykając okno powozu, powiedział do Lin Qingyu: – Twój brat chyba bardzo mnie lubi.

Mężczyzna skinął głową.

Qinghe ma zły nawyk oceniania innych po wyglądzie. Próbowałem go naprostować na wiele sposobów, ale on nadal woli towarzystwo atrakcyjnych osób.

Kącik ust Lu Wanchenga się uniósł.

Chyba słyszałem, jak ktoś chwalił mnie za urodę.

Lin Qingyu omiotł go wzrokiem.

Jesteś… w porządku. – Choć nie zgadzał się z jego sposobem działania, jego twarz nadrabiała kilka punktów.

Lu Wancheng był nieco zaskoczony. Nie sądził, że Lin Qingyu powie o nim cokolwiek dobrego, więc zaczął się zachowywać skromnie.

Przesadzasz, najpiękniejszy na świecie.

Nie chwalę cię, po prostu mówię prawdę. Kto jest „najpiękniejszy na świecie”?

Ty.

Lin Qingyu zmarszczył brwi.

To przechodzi ludzkie pojęcie. Świat jest ogromny i żyje w nim mnóstwo istot. Kto może zagwarantować, że widziałeś je wszystkie? Jeśli nie widziałeś ich wszystkich, to skąd wiesz, która jest najpiękniejsza?

Oczy Lu Wanchenga wygięły się w łuk, gdy się uśmiechnął.

Ktoś to wszystko widział i mi o tym powiedział.

Lin Qingyu oczywiście nie wierzył w takie bzdury.

Absurd.

Uśmiech Lu Wanchenga nie znikał. Pogłaskał się po brodzie.

Powiedziała mi nawet, że moja twarz plasuje się w pierwszej piątce w powieści… Ekhem, to znaczy w Wielkim Cesarstwie Yu. Jednak myślę, że jest po prostu przeciętna, gorsza od mojej starej…

Znów zaczął bredzić. Lin Qingyu zamknął oczy, żeby się zrelaksować, pozwalając Lu Wanchengowi paplać do woli.

Gdyby wszystko potoczyło się tak, jak wyobrażał sobie Lin Qingyu, Lady Liang wiedziałaby już, że Lu Wancheng przywiózł do rezydencji Lin dary warte pięć powozów. Co by pomyślała? Czy sprawiłaby kłopoty?

Logicznie rzecz biorąc, nie miało to nic wspólnego z Lin Qingyu, a jeśli Lady Liang chciała znaleźć kogoś, kogo można by winić, to powinien to być jej syn. Jednak zawsze zdawała się go rozpieszczać i prawdopodobnie nie zamierzała się z nim o to kłócić. Kiedy Lin Qingyu jutro przyjdzie ją powitać, prawdopodobnie pośrednio przypomni mu o prezentach.

Ta myśl go zirytowała.

Wróciwszy do rezydencji markiza Nan’ana, wciąż senny Lu Wancheng został wyniesiony z powozu. Huantong pchał jego wózek inwalidzki i podążał za Lin Qingyu, rozglądając się z zaciekawieniem. Zanim dotarli do pawilonu Lanfeng, Lu Wancheng był już prawie rozbudzony.

Chyba poszliśmy w złą stronę – powiedział, ziewając. To była ewidentnie droga powrotna do pawilonu Lanfeng.

Ignoruj go – powiedział Huantongowi Lin Qingyu. – Idź dalej.

Lu Wancheng położył łokieć na podłokietniku wózka inwalidzkiego i oparł głowę na dłoni.

Czy regulamin nie wymaga, żebyśmy przywitali się z mamą po powrocie z rezydencji Lin, zanim wrócimy do pokoju?

Lin Qingyu zatrzymał się na chwilę i odwrócił, żeby na niego spojrzeć.

Zasady nakazują ci wstawać wcześnie każdego dnia, żeby złożyć jej hołd. Zrobiłeś to dzisiaj?

Nie – powiedział Lu Wancheng, opierając się zmęczeniu. – Skoro już się obudziłem, powinniśmy pójść.

Lin Qingyu był podejrzliwy co do jego intencji. Zazwyczaj, gdy Lady Liang przychodziła do pawilonu Lanfeng, aby odwiedzić Lu Wanchenga, jej syn albo mówił kilka rzeczy bez przekonania, albo twierdził, że nie chce nikogo widzieć, bo źle się czuje. Nigdy też nie składał jej rano hołdu. Relacja łącząca tę matkę i syna była oczywista.

Lu Wancheng opuścił rezydencję na jeden dzień pomimo choroby i przez kilka godzin jechał powozem. Był wyraźnie wyczerpany, ale to on poruszył kwestię powitania Lady Liang. Czy to możliwe, że…?

Lin Qingyu miał mgliste przypuszczenie.

Chodźmy, skoro młody markiz chce spełnić swoją powinność.

Kiedy dotarli na dziedziniec Lady Liang, pani właśnie zjadła wieczorny posiłek. Kiedy jednak usłyszała, że przybyli złożyć jej hołd, kazała komuś przygotować herbatę i poczęstunek.

Lin Qingyu wepchnął Lu Wanchenga do środka, żeby ją powitać. Widząc zmęczenie syna, Lady Liang zaczęła narzekać.

Zwyczajowo mąż odprowadza żonę do domu, ale Wancheng wciąż choruje. Rodzina Lin powinna była to zrozumieć.

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Qingyu powiedział to samo. Żeby mnie powstrzymać od wyjazdu, wyjechał nawet bez uprzedzenia. Uważasz, że powinien zostać ukarany, matko?

Lin Qingyu uniósł brwi.

Lady Liang spojrzała na niego, zamilkła na chwilę, po czym cicho powiedziała:

Qingyu myślał o twojej chorobie. Za co go karać?

Lu Wancheng zaśmiał się i powiedział:

Jeśli tak mówisz, matko, to niechaj tak będzie, ale nie możesz mnie znowu zostawić, Qingyu.

Emocje Lin Qingyu były skomplikowane.

W porządku.

Lu Wancheng chwilę rozmawiał z Lady Liang o ich rodzinie, po czym mimochodem wspomniał o prezentach z okazji powrotu Lin Qingyu.

Wybrałem prezenty dla Qingyu z posagu mojej biologicznej matki. Dlatego nie powiedziałem ci o tym wcześniej, matko. Nie masz nic przeciwko, prawda?

Lady Liang uśmiechnęła się i upiła łyk herbaty.

Zostawiła te rzeczy dla ciebie, więc możesz z nimi zrobić, co zechcesz.

Lin Qingyu słyszał plotki, że Lady Liang nie była biologiczną matką Lu Wanchenga. Najwyraźniej jego biologiczną matką była pierwsza żona markiza Nan’ana, córka księcia Wena – najpotężniejszej osoby w stolicy. Książę miał dwie córki. Jedna wyszła za mąż za markiza dworu Nan’ana, a druga została cesarzową.

Urodzony w rodzinie markiza i ze znaczącej linii, Lu Wancheng miał obiecującą przyszłość. Niestety, jego matka zmarła z powodu utraty krwi podczas porodu, przez co urodził się słaby i chorowity. Lekarze orzekli wówczas, że nie przeżyje dwudziestu lat.

Markiz Nan’an litował się nad swoim najstarszym synem. Włożył mnóstwo wysiłku w wyleczenie jego choroby, ale nie śmiał wymagać od niego tyle, ile wymagałby od normalnego syna. Obawiał się, że Lu Wancheng nie zniesie trudów nauki. Później markiz poślubił Lady Liang, aby ktoś zajął się dworem, i mieli razem syna i córkę.

Pani Liang wychowywała Lu Wanchenga od dziecka i zawsze stawiała go na pierwszym miejscu. Nie była jego biologiczną matką, ale była jeszcze lepsza – a przynajmniej tak powiedziała swatka Lin Qingyu, zanim wżenił się w rodzinę.

Wracając od Lady Liang, Lu Wancheng osiągnął kres swoich możliwości. Położył się natychmiast po zażyciu lekarstwa. Lin Qingyu również odpoczywał, leżąc na miękkiej otomanie. Parawan z kaczkami mandaryńskimi igrającymi w wodzie wciąż ich rozdzielał.

Lin Qingyu rozmyślał o wszystkim, co wydarzyło się tego dnia i nie mógł się powstrzymać od pytania:

Młody markizie, śpisz?

Nie. – Głos Lu Wanchenga dobiegł zza parawanu. – A co, masz ochotę na pogawędkę przy świecach?

Naprawdę nie jesteś głupi – powiedział powoli Lin Qingyu.

Oczywiście, że nie – odparł rozbawiony Lu Wancheng. – O czym ty mówisz? Zawsze byłem najlepszy w klasie.

Lin Qingyu nie wierzył.

Ktoś tak leniwy jak ty?

Głos Lu Wanchenga nieco przycichł.

Yyy… niechęć do nauki może współistnieć z najlepszymi ocenami.

Jak to?

Cóż, nienawidzę robić niektórych rzeczy, ale wiem, że zrobienie ich wyjdzie mi na dobre. Więc mogę się do nich zmusić. Nauka jest jedną z nich, podobnie jak okazywanie szacunku rano.

Lin Qingyu się nad tym zastanowił.

Ale przecież chorowałeś od urodzenia, więc kiedy nadarzyła się okazja, żeby uczyć się z innymi?

Poczekał chwilę, ale nie otrzymał odpowiedzi, więc wiedział, że Lu Wancheng zasnął.

Kiedy skończył się pierwszy miesiąc roku, pogoda powoli zaczęła się ocieplać, a środek zimy – najtrudniejszy okres dla inwalidy – dobiegł końca. Gdy tylko dni się ociepliły, stan zdrowia Lu Wanchenga znacznie się poprawił i nie potrzebował już wózka, aby poruszać się po domu i na zewnątrz. Poza spaniem lubił spacerować ze swoim ptakiem, podziwiać kwiaty, grać w gry, oglądać przedstawienia… w zasadzie wszystko, co sprawiało mu radość i nie wymagało od niego zbytniego ruchu.

Dziś Lin Qingyu był w gabinecie, przygotowując lekarstwo zgodnie z receptą – tą, którą jego ojciec wypisał w dniu jego wizyty do domu. Chciał dowiedzieć się, co jest w nim cudownego, ale nie zdecydował jeszcze, czy podać je Lu Wanchengowi. Kilka toksycznych składników w recepcie mogło powodować u pacjenta dodatkowe cierpienie i zastanawiał się, czy nie ma łagodniejszych zamienników.

Ostre ćwierkanie ptaka, melodyjne i przyjemne dla ucha, przerwało jego myśli. Dźwięk ten był przyjemny, gdy się relaksował, ale irytował go, gdy próbował się skoncentrować.

Lin Qingyu początkowo próbował to zignorować, zamykając oczy, żeby się uspokoić. Jednak ćwierkanie nie miało końca, a towarzyszył mu śmiech. Nie mógł już tego znieść, więc wstał i otworzył okno, by lodowato zwrócić się do kogoś, kto spacerował z ptakiem.

Proszę, uspokój swojego ptaka, młody markizie.

Lu Wancheng spojrzał na niego, trzymając w dłoni złotą klatkę. Huantong był tuż obok i otaczała go również grupa pięknych dziewcząt. Wszystkie były pokojówkami z pawilonu Lanfeng, zwabionymi śpiewem sójki. Za Lu Wanchengiem rosło wspaniałe drzewo brzoskwiniowe, które właśnie zaczynało kwitnąć.

Doktorze Lin – powiedział Lu Wancheng przez okno, gdy wiosenny wiatr powiał. W jego słowach słychać było uśmiech. – Chcesz pobawić się z moim ptakiem?

Cera Lu Wanchenga wciąż była chorobliwie blada – był szczupły i przystojny, o leniwym, pobłażliwym spojrzeniu, niczym przystojny pijak. To sprawiło, że Lin Qingyu poczuł się dziwnie. Z jakiegoś powodu czuł, że mężczyzna nie powinien wyglądać tak krucho, a powinien być raczej krzepkim młodzieńcem, który jeździ konno tak dzielnie, że kobiety machają do niego z podziwu.

Jestem zajęty – powiedział Lin Qingyu. – Możesz być ciszej?

Przepraszam, ale większość dnia spędziłeś w gabinecie, więc czas na przerwę – odpowiedział Lu Wancheng.

Huantong się zgodził.

Tak, paniczu. Dziś jest piękny dzień, więc chodź z nami posłuchać śpiewu ptaków.

Zapomnę o swoich ambicjach, jeśli zacznę się bawić. Przepraszam, ale nie mogę dotrzymać wam towarzystwa. – Lin Qingyu z hukiem zamknął okno.

Lu Wancheng wyglądał na skruszonego.

Twój panicz jest taki nudny. Karci mnie za letarg, a przecież to on woli siedzieć w domu.

Chociaż Huantong dobrze się bawił z Lu Wanchengiem, nadal wspierał swojego pana.

To dlatego, że jesteśmy w rezydencji markiza. W rezydencji Lin panicz był inny.

Lu Wancheng przypomniał sobie, że Lin Qingyu przez lata podążał za swoim mistrzem, praktykując medycynę w całym imperium. Uśmiechnął się.

Masz rację. I nawet jeśli jest nieciekawy, myślę…

Zanim zdążył dokończyć, z gabinetu dobiegł głośny huk. Wszyscy rzucili się do drzwi. Otworzyli je tylko po to, by zobaczyć Lin Qingyu opartego o regał, przewrócony stołek i porozrzucane wokół niego książki medyczne.

Paniczu, wszystko w porządku? – zapytał zaniepokojony Huantong.

Nic mi nie jest – powiedział spokojnie Lin Qingyu. – Nie zauważyłem schodka, odkładając książkę. – Widząc grupę otaczającą drzwi, poczuł się nieco nieswojo. – Nie macie nic lepszego do roboty?

Lu Wancheng chwycił go za ramię, pomagając mu wstać, i się uśmiechnął.

Nie wstydź się. Piękność wciąż jest piękna, nawet po upadku.

Nie upadłem, ale coś skręciłem. – Lin Qingyu nie mógł stłumić jęku, czując ostry ból. – Pomóż mi dojść do sypialni. Tam są lekarstwa.

Jak zamierzasz tak chodzić? Poniosę cię – powiedział Lu Wancheng.

Lin Qingyu był zszokowany.

Ty… co?

Co mu było? Czy nagle zapomniał o swoim słabym ciele?

Kładąc dłoń na talii Lin Qingyu, Lu Wancheng próbował go podnieść. Wtedy jego wyraz twarzy nieco się zmienił, ciało gwałtownie się zachwiało i omal nie upadł wraz z mężczyzną w swoich ramionach. Na szczęście Huantong był przy nim, aby go ustabilizować.

Twarz Lin Qingyu zbladła z bólu.

Proszę, nie pogarszaj tego.

Lu Wancheng spojrzał na swoje dłonie, po raz pierwszy czując, że drżą.

Nie jestem…

Pozwól mi to zrobić, młody markizie! Jestem silny! – wykrzyknął Huantong.

Lu Wancheng patrzył, jak Huantong z łatwością posadził Lin Qingyu na plecach i pobiegł do sypialni. Nagle wybuchnął śmiechem.

Kurwa.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: