Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 2010 min. lektury

Gdy Chang Yang odszedł, Lin Qingyu wrócił do pawilonu Lanfeng. To Hualu opowiedziała mu, co wydarzyło się na podwórku. Chwilę później pawilon Mianyue przekazał również wiadomość, że markiz przesłuchiwał Lu Qiaosonga.

Początkowo Lu Qiaosong odmawiał przyznania się do czegokolwiek. Markiz wezwał więc służącego, który zawsze towarzyszył Lu Qiaosongowi, i również go przesłuchał. Okazało się, że przez ostatni miesiąc jego syn spędzał większość nocy z prostytutkami.

Po ujawnieniu Lu Qiaosong twierdził, że korzystał wyłącznie z usług kobiet, które sprzedawały swoje umiejętności, a nie ciała. Powiedział, że zajmował się jedynie recytacją poezji, delektowaniem się winem czy muzyką qin – nigdy nie przekroczył z nimi granicy.

Jednak usłyszenie, że było ich wiele, rozwścieczyło markiza do szpiku kości. Uderzył Lu Qiaosonga w twarz i nakazał mu jeden dzień w sali przodków, aby zastanowił się nad swoimi przewinieniami. Co więcej, za karę, miał zostać odizolowany na miesiąc. Markiz wyładował również swoją furię na Lady Liang, zarzucając jej, że nie wywiązała się ze swojego obowiązku wychowywania syna. Jak miałaby zarządzać rozległą rezydencją markiza, skoro nie potrafiła nawet okiełznać własnego dziecka?

To wszystko? – zapytał Lin Qingyu. – Czy było coś jeszcze?

Huantong pokręcił głową.

Nie.

Lin Qingyu prychnął.

Zawsze są albo zmuszeni do refleksji, albo odizolowani. Jakież to nudne.

Paniczu, paniczu! – Hualu wybiegła z sypialni. – Młody markiz znowu choruje!

Był już szczyt lata. Lu Wancheng, chcąc się ochłodzić, pochłonął kilka czerwonych winogron namoczonych w wodzie studziennej. Pół dnia później dostał gorączki. Na szczęście była niska, więc wciąż był przytomny – choć przerażająco blady.

Lin Qingyu zbadał mu puls i zapytał:

Czy te winogrona były dobre?

Lu Wancheng leżał wtulony w koce, a w jego spojrzeniu malowała się nuta urazy.

Były. Więc nie mogłem się powstrzymać.

Oczy Lin Qingyu się zwęziły.

Nie wściekaj się. – Lu Wancheng pociągnął Lin Qingyu za rękaw z całej siły, jaka mu pozostała. – Wiem, że spieprzyłem… – Zakaszlał.

Lin Qingyu spojrzał na kościstą dłoń Lu Wanchenga i ślad irytacji, który w nim pozostał, zniknął.

Następnym razem, gdy zjesz coś, czego nie powinieneś, przestanę się tobą przejmować.

Lu Wancheng zaśmiał się ze zmęczeniem.

Co za przerażający szantaż. Strasznie się boję.

Lin Qingyu nie zawracał sobie głowy kłótnią z chorym. Usiadł przy stole i wypisał receptę dla Lu Wanchenga.

Chory westchnął.

Dlaczego za każdym razem, gdy próbuję być groźny, robię się chory? Czy to niebiosa mówią mi, że nadaję się tylko do kłamania?

Nie – odparł bezlitośnie Lin Qingyu. – Niebiosa mówią ci, żebyś nie jadł niczego zimnego.

Choroba Lu Wanchenga przyniosła okres spokoju w pawilonie Lanfeng.

Pewnego dnia Lady Pan odwiedziła chorego młodego markiza. Lu Wancheng właśnie zażył lekarstwo i zaczął odpoczywać, więc nie mógł przyjąć żadnych gości. Lin Qingyu poprosił Lady Pan, by została w przedpokoju na herbatę, gdzie rozmawiali o sprawach domowych.

Lu Qiaosong utrzymywał sporo kurtyzan, aby mogły go zabawiać, kiedy tylko zechciał. Kiedy został odizolowany i nie mógł opuszczać rezydencji, by zaznać rozrywki, nie miał innego wyboru, jak szukać przyjemności u tych kobiet.

Niestety, Pawilon Qingdai już dawno wydał więcej, niż mógł sobie pozwolić, i pomimo pieśni, które śpiewały, i melodii, które grały, kobiety nie otrzymały ani jednego taela. Kilka osób słyszało, że sprawami rezydencji zarządzają teraz Lady Pan i Lin Qingyu, więc zwróciły się do konkubiny i poprosiły o miesięczne kieszonkowe.

W domu nigdy nie płacono kurtyzanom miesięcznego kieszonkowego – powiedziała bezradnie Lady Pan. – Wiązały koniec z końcem dzięki prezentom od trzeciego panicza. Teraz, gdy on również ma mało pieniędzy, skąd miałby wziąć dodatkowe, żeby je wynagrodzić?

Dlaczego nie przyszły do mnie? – zapytał nonszalancko Lin Qingyu.

Służąca Lady Pan się nadąsała.

Jakby się odważyły! Zrobiły scenę w pawilonie Mianyue tylko dlatego, że uznały konkubinę Pan za bardziej przystępną.

Lin Qingyu rozważał to w milczeniu. Pani Pan nic nie powiedziała, bojąc się go zaniepokoić. Po chwili Lin Qingyu zapytał:

Jeśli im nie zapłacimy, co się stanie?

Pawilon Qingdai nie jest w stanie zapewnić opieki tak dużej liczbie osób, więc można je jedynie odesłać.

Ale jeśli je wyrzucimy, kto inny będzie mógł zabawiać Qiaosonga? – Lin Qingyu uśmiechnął się spokojnie, wręcz życzliwie. – Skoro mu się podobają, to ja – jego bratowa – powinienem go uszczęśliwić, prawda?

Pani Pan nie była pewna, co do punktu widzenia Lin Qingyu w tej sprawie. Odważyła się niepewnie zapytać:

Młody Lordzie, czy zamierzasz…

Powiedz im, że dom markiza nie utrzymuje nikogo, kto nie może być przydatny. Miesięczne wydatki pawilonu Qingdai znacznie przekroczyły przyznane im pieniądze, a markiz wpadł w furię z powodu niewydolności nerek trzeciego panicza. Krótko mówiąc, dom nie jest już w stanie utrzymać ich wszystkich. Co najwyżej… połowa może zostać. Same mogą zdecydować.

Lady Pan nie odważyła się zbyt głęboko zastanowić nad tą decyzją i zgodziła się cichym głosem.

Kurtyzany, które wspierał pawilon Qingdai, to głównie sieroty. Skoro w końcu znalazły hojnego mecenasa, który pozwolił im wygodnie mieszkać w rezydencji markiza, która z nich chciałaby odejść, gdyby nie została do tego zmuszona?

Pomimo rozwiązłości Lu Qiaosong był dość wybredny i nie przyjmował byle kogo. Zazwyczaj słuchał muzyki kurtyzan albo pozwalał im obsługiwać siebie i swoich gości – to sprawiało, że dobrze wyglądał w oczach innych. Tylko od czasu do czasu wybierał sobie jedną do spania, dlatego markiz i markiza mogli je tolerować w rezydencji.

Ponieważ kobiety były kurtyzanami Lu Qiaosonga, polegały wyłącznie na jego względach. Teraz, gdy połowa z nich miała zostać odesłana, zmuszone były rywalizować ze sobą o jego względy.

Następnego dnia Lin Qingyu poprosił Huantonga o wykopanie słoików z ziołami spod drzewa. Zioła miały zostać wysuszone na słońcu przez trzy dni, a następnie zmielone na proszek i umieszczone w kadzielnicy, którą dostarczono Zhang Shiquanowi. Kadzidło miało intensywny zapach, który ulatniał się dopiero po długim czasie. Kiedy Lin Qingyu skończył je przygotowywać, poszedł się wykąpać, przebrał się w świeże ubranie i wrócił do swojego pokoju.

Lu Wancheng czytał w łóżku. Tym razem jego niemoc nie była aż tak poważna, ale i tak dawała mu się we znaki. Nie wykazywał oznak powrotu do zdrowia, ale jego stan też się nie pogorszył. Po zaledwie kilku dniach tej letniej dolegliwości, jego witalność – efekt poprzedniego miesiąca odżywiania i odpoczynku – została niemal całkowicie wyczerpana. Jego usta i twarz były blade i pozbawione rumieńców. Jedynie jego wesołe oczy pozostały nietknięte.

Codziennie, zanim Lu Wancheng poszedł spać, Lin Qingyu badał mu puls. Dziś nie było inaczej. Kiedy mężczyzna wyczuł ulotny zapach perfum na Lin Qingyu, zapytał:

Czy pracowałeś z czymś aromatycznym?

Lin Qingyu cofnął rękę.

Nie.

Czyli tak. – Lu Wancheng pochylił się bliżej, a jego nos lekko drgnął. – Co to jest? Pachnie naprawdę ładnie.

Lin Qingyu zmarszczył brwi i odepchnął go.

To nie jest coś, co powinieneś wdychać.

Lu Wancheng zaśmiał się ze zrozumieniem.

Rozumiem. To trujące.

Lin Qingyu zawahał się na chwilę, ale nie zaprzeczył.

A teraz mam problem. Na kim planujesz to wykorzystać? Na kimś, kto cię ostatnio obraził. – Lu Wancheng kaszlnął dwa razy. – Lu Qiaosong?

Lin Qingyu również nie odpowiedział na to pytanie.

Jakiś czas temu wypisałeś receptę, a kiedy zapytałem, na co ona jest, powiedziałeś, że to afrodyzjak. Nie skłamałeś, jak sądzę. Przypominam sobie, że kurtyzany nie mogą opuszczać domu bez pozwolenia, więc jeśli muszą coś kupić poza domem, proszą o pomoc służącego, którego dobrze znają.

Lin Qingyu nadal nic nie powiedział.

Podsumowując, chcesz, żeby Lu Qiaosong umarł najbardziej upokarzającą śmiercią, na kobiecie, w trakcie stosunku, tylko dlatego, że cię znieważył.

Lin Qingyu przełknął ślinę. Patrząc przed siebie, powiedział spokojnie:

Tak. I co z tego? Uważasz, że nie powinien umrzeć? Że jestem przesadnie okrutny?

Lu Wancheng zaśmiał się cicho.

Może… tylko trochę? – powiedział z namysłem.

Ha. Możesz o tym myśleć, co chcesz – odparł Lin Qingyu, zachowując spokój. – Upokarzające słowa Lu Qiaosonga o tym, że nie mogłeś mnie zadowolić, również znieważyły ciebie. Poza tym chciał zniszczyć moją reputację przez Chang Yanga. Nawet jeśli jego przewinienia nie uzasadniają śmierci, i tak będę się cieszył, gdy umrze, więc to zaaranżuję. Chcę być szczęśliwy. To takie proste.

Ta strona Lin Qingyu przeczyła jego wyglądowi i nigdy nikomu jej nie pokazywał. Jego rodzice byli łagodni i dobroduszni – nigdy nie zrobili nikomu krzywdy, nawet gdyby przyniosło im to korzyści. Przed ślubem spędzał czas z rodzicami lub mentorem i kolegami z klasy, czytając książki mędrców, co ułatwiało mu tłumienie mrocznej strony. Jednak po ślubie z markizem rodziny Nan’an, złośliwość, której nie mógł nikomu ujawnić, wypłynęła niekontrolowanie, niczym woda wylewająca się z przerwanej tamy. Na szczęście zachował rozsądek i wiedział, że nieostrożne działanie w jego sytuacji doprowadzi go do śmierci.

Był w tym stanie, dopóki Lu Wancheng nie powiedział, że podoba mu się, gdy Lin Qingyu robi złe rzeczy. Młody markiz wręcz go do tego zachęcał i podżegał. To Lu Wancheng pozwolił mu się wymknąć spod kontroli, doprowadzając go do tego punktu. Jakie miał prawo oskarżać go o nadmierne okrucieństwo?

Lu Wancheng nic nie powiedział. Po prostu obserwował go w milczeniu.

Lin Qingyu poczuł narastającą irytację. Zamknął oczy i powiedział:

Jeśli zastosuje się do zaleceń lekarza i powstrzyma się od dotykania którejkolwiek z tych kobiet, może nie umrzeć.

W końcu Lu Wancheng parsknął śmiechem.

Qingyu, niczego innego się po tobie nie spodziewałem…

Słowa Lu Wanchenga brzmiały jak pochwała. Wydawał się podekscytowany, zahipnotyzowany. Jego lekko głęboki głos sprawił, że coś w piersi Lin Qingyu się rozluźniło.

Ale… – kontynuował Lu Wancheng.

Twarz Lin Qingyu, która już się rozjaśniła, znów pociemniała. Jak Lu Wancheng śmie mieć jakieś „ale”?

Następnym razem, gdy będziesz robił coś złego, pozwól, że się do ciebie przyłączę, dobrze? – poprosił z uśmiechem.

Oczy Lin Qingyu się rozszerzyły.

Mówiłem ci, że sprawia mi przyjemność, kiedy to robisz.

Gdy Lin Qingyu w milczeniu spuścił wzrok, jego trzepoczące rzęsy zdawały się wyrażać to, o czym myślał.

W porządku, Qingyu?

Lin Qingyu powoli podniósł głowę, wbił wzrok w Lu Wanchenga i wyszeptał:

W porządku.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: