Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 215 min. lektury

Lin Qingyu nie do końca zrozumiał, co powiedział Lu Wancheng, ale mniej więcej pojął sens. Wspomniał o swojej zbliżającej się śmierci tak nonszalancko… Czy naprawdę się jej nie bał?

Lu Wancheng był już wyczerpany tą rozmową – w końcu nadal był chory. Położył się na łóżku i powiedział:

Piękny, jesteś…

Jak mnie nazywasz? – zapytał surowo Lin Qingyu.

W szkole często spotykał się z nękaniem ze strony zboczeńców. Gdy ktoś z kaprysu nazywał go „pięknym” lub „kochanieńkim”, miał ochotę jedynie wyjąć własnoręcznie stworzoną toksynę, która mogła uciszyć ludzi i wepchnąć im ją do gardła.

Mimo to, choć Lu Wancheng nazywał go „pięknym”, nie patrzył na niego z pożądliwością. Nie był więc całkowicie niepoprawny.

Ale jesteś zadziorny. Nie podoba ci się, że pochwaliłem twoją urodę? – zapytał z zamkniętymi oczami. – Dobrze. Muszę odpocząć, więc rób, jak uważasz.

Było już po północy. Nie pozostało nic innego, jak pójść spać.

Wcześniej służąca pomogła Lu Wanchengowi zdjąć szatę ślubną i wytarła mu dłonie i twarz. Lin Qingyu jednak nadal miał na sobie strój i nakrycie głowy z ceremonii, a na twarzy huadian1 i inne elementy makijażu.

Tak, miał makijaż, choć po jego protestach, druhna jedynie dorysowała mu brwi i dodała koloru ustom. Twarz Lin Qingyu była naturalnie kusząca, a zarazem powściągliwa, a po nałożeniu koloru jego usta były czerwone jak ogień, a brwi najpiękniejsze, jakie tylko można sobie wyobrazić. Inni obsypywali go komplementami, ale kosmetyki go przerażały. Wydawało się, że to, co nałożono mu na usta, to nie róż, ale kajdany, które go krępowały, kajdany nałożone przez cały dwór markiza… i rodzinę cesarską.

Lin Qingyu to zapamięta. Zapamięta też matronę, która nalegała, żeby użył maści, która powodowała dyskomfort w pewnej części ciała.

Jeśli chodzi o „męża”, którego Lin Qingyu opuszczał w ciemnościach… Gdyby to, co mówił Lu Wancheng, było prawdą – że następne sześć miesięcy minie bez większych wydarzeń i że byli mężem i żoną tylko z nazwy – Lin Qingyu mógłby niemal zostawić tę urazę za sobą.

Lu Wancheng był po prostu umierającym człowiekiem. Po co się nim przejmować?

W komnacie ślubnej oczywiście nie było dwóch łóżek, a Lu Wancheng zajmował jedyne dostępne, więc Lin Qingyu postanowił spędzić noc na miękkiej otomanie.

Święto Latarni właśnie się skończyło, a pogoda jeszcze nie była ciepła, więc bez wątpienia przeziębiłby się, gdyby spał bez przykrycia. Zauważył dodatkową kołdrę na łóżku małżeńskim – najprawdopodobniej specjalnie przygotowaną dla niego, ponieważ służba dworu obawiała się, że ich cenny młody markiz nie będzie przyzwyczajony do spania z kimś w jednym łóżku.

W świetle tego nie zamierzał być uprzejmy.

We śnie Lu Wancheng wciąż nie mógł uciec od bólu choroby. Jego czoło było lekko zmarszczone. Chociaż Lin Qingyu delikatnie chwycił kołdrę, on i tak się obudził.

Gdy otworzył oczy, Lin Qingyu pochylał się nad nim, jego włosy opadały na klatkę piersiową i lekko łaskotały policzek Lu Wanchenga.

Ich oczy się spotkały i zanim Lu Wancheng zdążył się odezwać, Lin Qingyu powiedział:

Wezmę kołdrę.

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Śmiało.

Lin Qingyu zaniósł kołdrę na otomanę i rozpostarł ją. Gdy już miał się położyć, Lu Wancheng zapytał:

Czy nie zdejmujesz ubrania do snu?

Choć szaty męskiej żony nie były tak skomplikowane ani krępujące jak damskie, to i tak składały się z kilku warstw luźnych szat i pasa – o wiele bardziej niewygodnych niż normalny strój. Lu Wancheng czuł się zmęczony samym widokiem swojej małżonki.

Oczywiście, że tak – odparł stanowczo Lin Qingyu.

Odwrócił się i uniósł rękę, by rozpiąć zewnętrzną warstwę guzików, pozwalając, by wierzchnia szata opadła mu do kostek. Chwilę później miał na sobie tylko jedną warstwę, tak jak Lu Wancheng.

Rozebrał się, odwrócił i spojrzał na łoże małżeńskie – jego mąż znów spał. Dobrze.

***

Następnego ranka lekki kaszel Lu Wanchenga obudził Lin Qingyu, ponieważ miał lekki sen. Chory mężczyzna leżał na boku na łożu małżeńskim, a jego długie, czarne włosy zasłaniały niemal całą twarz. Jego postawa była swobodna i rozluźniona.

Lin Qingyu właśnie wstał z miękkiej otomany, gdy ktoś zapukał do drzwi.

Czas wstawać, paniczu. Zgodnie z tradycją, musicie później podać herbatę markizowi i markizie.

Lu Wancheng nie okazywał żadnych oznak przebudzenia.

Lin Qingyu otworzył drzwi i wpuścił pokojówki. Przed nim stała Fengqin, osobista służąca Lu Wanchenga. Niosła gorącą wodę, a kiedy zauważyła kołdrę na otomanie, jej twarz drgnęła.

Połowa pokojówek, które weszły, pomogła mu umyć się i ubrać, a druga połowa ocuciła Lu Wanchenga. Lin Qingyu przebrał się w śnieżnoniebieską szatę i ułożył włosy w prosty kok z jadeitową ozdobą. Te zwykłe męskie szaty wciąż wyglądały na nim elegancko, ale były mniej kolorowe i bardziej dostojne niż jego strój z poprzedniego wieczoru.

Fengqin chciała go umalować.

Nie ma potrzeby – powiedział jej.

Ale widziałam, że wczoraj miałeś makijaż, paniczu.

Tak, wczoraj. – Wzrok Lin Qingyu powędrował na leżące na stole kosmetyki. Zirytowany powiedział: – Zabierz to wszystko.

Skończył się ubierać, ale Lu Wancheng wciąż spał. Przy łóżku stało kilka pokojówek, wołając go cicho.

Paniczu, powinniście podać herbatę markizowi i markizie.

Paniczu…

Lu Wancheng nie poruszył się, jego wyraz twarzy był spokojny. Dłonie miał splecione na piersi niczym posąg Buddy.

Czy młody markiz znów stracił przytomność? – zapytała zaniepokojona Fengqin.

Lin Qingyu podszedł do Lu Wanchenga i uważnie go zbadał.

Nie. On po prostu twardo śpi. Możesz go obudzić siłą.

Jak to obudzić go siłą? – zapytała Fengqin.

Podnieś głos albo zabierz mu kołdrę – odpowiedział. – Ale pamiętaj, że on nadal jest chory. Nie przeszkadzaj mu w odpoczynku, chyba że chcesz pogorszyć jego stan.

Fengqin wyglądała na zawstydzoną.

Ale markiz i markiza…

Lin Qingyu przerwał jej.

Chcesz, żeby podawał herbatę, mimo że jest tak chory? Czy tradycja jest ważniejsza od jego życia? – W Wielkim Cesarstwie Yu nowożeńcy podawali herbatę swoim rodzicom dzień po ceremonii, więc jeśli Lu Wancheng nie musiał iść, to Lin Qingyu prawdopodobnie też nie.

Zanim cesarzowa zainicjowała ceremonię zaślubin, markiza Nan’an – Lady Liang – wysłała kogoś z propozycją małżeństwa rodzin Lin i Lu. Lin Qingyu jednak stanowczo odmówił. Dopiero wtedy Lady Liang zwróciła się do cesarzowej o pomoc, stawiając rodzinę Lin w sytuacji, w której mogli jedynie wydać syna za mąż lub umrzeć. Lin Qingyu nie chciał zwracać uwagi na markiza i markizę, a tym bardziej traktować ich jak swoich teściów.

Fengqin nie odważyła się podjąć decyzji samodzielnie, więc wysłała służącą, aby doniosła o sytuacji Lady Liang. Wkrótce potem przyszła ciotka, która usługiwała markizie, i powiedziała:

Markiza mówi, że młody pan rzadko dobrze śpi, więc niech śpi. Herbata od panicza Lin jej wystarczy.

Tak jak myślałem, ta kobieta kocha swojego syna jak własne życie – zadrwił Lin Qingyu.

Musiał wykonywać rozkazy na dworze markiza. Choć nie miał na to ochoty, mógł tylko włożyć zimowy płaszcz i pójść za ciotką.

Po drodze kobieta bełkotała, wymieniając zasady panujące w wewnętrznych komnatach dworu. Lin Qingyu nie słuchał, zatapiając się w myślach. Wczoraj miał na głowie welon ślubny i przez to ograniczone pole widzenia. Dziś w końcu zobaczył, jak wygląda dwór markiza. Chociaż nigdy nie był w pałacu, odwiedził kiedyś dwór księcia ze swoim ojcem. Przepych dworu markiza był porównywalny – miał on kunsztownie rzeźbione belki i malowane krokwie. Status markiza na dworze był niewątpliwie bardzo wysoki.

W holu głównym markiz Nan’an i Lady Liang zajmowali honorowe miejsca. Markiz miał prawie czterdzieści lat i wyglądał na człowieka małomównego, o stanowczej twarzy. Lady Liang wciąż emanowała kobiecym urokiem, miała łagodne spojrzenie i rysy – wyglądała jak arystokratka, z którą łatwo się dogadać.

Biorąc herbatę, którą podała mu ciotka, Lin Qingyu wyobraził sobie, jak ją zatruwa. Jaka toksyna zmusiłaby markiza i markizę do zakosztowania utraty wolności?

Wypili jego napar. Uśmiechając się, Lady Liang zapytała:

Dobrze spałeś ostatniej nocy, Qingyu?

Lin Qingyu oprzytomniał.

Wystarczająco – powiedział.

Od teraz ten dwór jest twoim domem. Jeśli coś jest dla ciebie niejasne, możesz powiedzieć o tym mamie.

Dziękuję pani.

Ciotka wydawała się zirytowana.

Dlaczego wciąż nazywasz ją „panią”? Powinnaś nazywać ją „mamą”, tak jak młody markiz.

Ta kobieta uparcie domaga się, żebym zmienił sposób, w jaki zwracam się do innych. Czemu po prostu nie nazwę jej „ciotką czepialską”? Skoro tak bardzo jej zależy na tym, żeby nazywać ją „matką”, to dlaczego sama tego nie zrobi?

Lin Qingyu spojrzał w dół.

Trudno zmienić nawyki. Proszę, wybaczcie mi, markizie i markizo.

Markiz Nan’an wyglądał na niezadowolonego.

W porządku, masz mnóstwo czasu – odpowiedziała uprzejmie Lady Liang. – Przez pierwsze kilka miesięcy po ślubie z rodziną markiza też zapominałam zmienić sposób zwracania się do innych.

Ale powinieneś się do tego szybko przyzwyczaić, żebyś nie zrobił z nas wszystkich głupców – dodał markiz.

Myśląc o swoich rodzicach, Lin Qingyu powiedział stoicko:

Tak, markizie.

Lady Liang upiła kolejny łyk herbaty.

Twoje bazi idealnie pasuje do Wanchenga. Dlatego markiz i ja poprosiliśmy cesarzową o zgodę na to małżeństwo. W przyszłości, Qingyu, powinieneś stawiać męża na pierwszym miejscu. Ucz Wanchenga na łożu boleści i podziel się z nim odrobiną swojego szczęścia.

Lin Qingyu skinął głową.

A właśnie, jesteś synem naczelnego lekarza cesarskiego z Urzędu Lekarzy Cesarskich i uczniem słynnego mistrza – powiedział markiz. – Powinieneś być całkiem biegły w medycynie.

Lin Qingyu poczuł ucisk w piersi. Tak, był utalentowanym lekarzem. Powinien leczyć chorych i rannych, ale teraz został uwięziony na zapleczu dworu jako męska żona. A mężczyzna odpowiedzialny za uwięzienie go tutaj kontynuował:

Lekarz Zhang dba o zdrowie Wanchenga, ale ty też możesz się nim zająć. Nie marnuj swoich umiejętności medycznych.

Markiz Nan’an był również ministrem skarbu, więc miał wiele obowiązków. Po kilku słowach odszedł.

Lady Liang dała Lin Qingyu bransoletkę z nefrytu.

To część posagu, który przywiozłam z własnego domu. Chciałam ją w przyszłości podarować synowi Wanchenga, ale teraz… – przerwała i się uśmiechnęła. – Zapomnij o tym. Możesz ją sobie zatrzymać.

Lin Qingyu doskonale rozumiał, co miała na myśli. Włożyła ogromny wysiłek, aby dać Lu Wanchengowi żonę, ale wciąż pamiętała o żalu, że nie mógł urodzić dzieci jej syna. Zgodnie z jego przewidywaniami, każdy członek rodziny markiza Nan’ana był bardziej irytujący od poprzedniego. Tylko Lu Wancheng był w miarę znośny.

Wracając do pawilonu Lanfeng, gdzie mieszkał Lu Wancheng, Lin Qingyu nonszalancko rzucił Fengqin brokatowe pudełko zawierające bransoletkę z jadeitu.

Paniczu, młody markiz jeszcze się nie obudził – powiedziała mu. – Czy naprawdę nic mu nie jest? Tak długo śpi…

Lin Qingyu zatrzymał się w drodze do gabinetu.

Zajrzę.

Zamiast sprawdzać stan Lu Wanchenga, Lin Qingyu chciał sprawdzić puls chorego, który podobno rzadko był wyczuwalny. Wiedział co nieco o lekarzu Zhangu, który poprzedniej nocy obejrzał jego męża, słynął on bowiem z prawdziwego talentu i wiedzy. Szkoda by było, gdyby Lin Qingyu nie miał okazji wyczuć nowego, potężnego pulsu, którym zachwycił się nawet sam lekarz Zhang.

Lin Qingyu wszedł do pokoju, gdzie Lu Wancheng wciąż spał w tej samej pozycji co wcześniej. Stanął obok łóżka i spojrzał na niego z góry. Prawdę mówiąc, nie przypominał zbytnio swoich rodziców. Jego rysy twarzy były znacznie delikatniejsze niż rysy markiza i markizy.

Podwinął mu rękaw, wyciągając palec wskazujący i środkowy. Zanim jednak zdążył dotknąć skóry, ktoś złapał go za rękę.

Co ty robisz tak podstępnie, Lin Qingyu? – zapytał swobodny głos.

Dłoń Lin Qingyu zamarła.

Puść.

Obawiał się, że jeśli użyje choćby odrobiny siły, żeby się uwolnić, Lu Wancheng, którego ciało było w tak kruchym stanie, zemdleje.

Mężczyzna puścił. Jego oczy wciąż były zamknięte, ale kąciki ust uniosły się do góry.

Nie denerwuj się. Nie lubię facetów, więc nie musisz być taki czujny.

Oczy Lin Qingyu się rozszerzyły.

Nie lubisz mężczyzn?

Nie. Wiem, że homoseksualizm jest popularny w Wielkim Cesarstwie Yu, ale nie każdy jest obcinaczem rękawów. – Lu Wancheng otworzył oczy. – A ty? Lubisz mężczyzn?

Głos Lin Qingyu uwiązł w gardle. Minął miesiąc, odkąd nakazano mu to małżeństwo, a nikt nigdy nie zadał mu tego pytania. I tak będzie zmuszony poślubić tego mężczyznę, więc jakie znaczenie miała jego orientacja seksualna?

Ja… oczywiście, że nie.

Lu Wancheng zakrył usta i kilka razy kaszlnął.

W takim razie musisz czuć się niesamowicie skrzywdzony, wchodząc w związek małżeński z przymusu – powiedział ze współczuciem.

Wyraz twarzy Lin Qingyu spochmurniał.

Oczywiście. Czy ty też nie czułbyś się skrzywdzony, gdybyś był mną?

Właśnie dlatego powiedziałem, że ci to zrekompensuję.

Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Czym mi to wynagrodzisz?

Moim dziedzictwem.

Lin Qingyu prychnął.

A jednak muszę o nie walczyć.

Jakiej jeszcze rekompensaty chcesz? – zapytał Lu Wancheng. – Jeśli nie będzie to zbyt kłopotliwe, to spełnię twoje życzenie.

Lin Qingyu chciał przystąpić do egzaminu na Cesarską Akademię Medyczną. Chciał opuścić rezydencję markiza Nan’ana. Chciał robić, co mu się podoba. Wiedział jednak, że to prawie niemożliwe. Cesarz zezwolił na ich małżeństwo, więc nawet jeśli Lu Wancheng zgodzi się na rozwód, cesarz również będzie musiał go zatwierdzić.

Lin Qingyu zamilkł na chwilę, po czym powiedział:

Daj mi rękę.

Lu Wancheng zakrył nadgarstek drugą dłonią.

Hm? Co zamierzasz zrobić?

Sprawdzić twój puls – odpowiedział niecierpliwie Lin Qingyu.

Powinieneś był to powiedzieć od razu. – Lu Wancheng uniósł rękę, częściowo odsłaniając nadgarstek. – Proszę bardzo, doktorze Lin.

W kominku palił się węgiel drzewny, a Lu Wancheng był owinięty kołdrą – mimo to jego dłoń była zimna. Lin Qingyu zmarszczył brwi, badając puls.

Ogólny stan zdrowia mężczyzny poprawił się, ale przyczyna jego choroby nie została wyleczona. Rzeczywiście poczuł nagły oddech życia, o którym wspominał lekarz Zhang, ale ciało Lu Wanchenga było jak bezdenna otchłań, powoli pochłaniająca ten oddech. Dopóki przyczyna choroby nie zostanie wyeliminowana, to i tak nie przeżyje dłużej niż pół roku.

A przyczyna była nieuleczalna.

Czy jest dla mnie nadzieja? – zapytał Lu Wancheng, zauważając ponury wyraz twarzy Lin Qingyu.

Dlaczego tak myślisz? – zapytał Lin Qingyu.

Bo wyglądasz na nieszczęśliwego – powiedział Lu Wancheng, sprawiając wrażenie obojętnego. – Na twoim miejscu miałabym nadzieję, że śmierć mojego męża nastąpi szybciej.

Lin Qingyu nie mógł się powstrzymać od zapytania:

Czy życie i śmierć w ogóle cię nie interesują?

Nie ma się czym przejmować – odpowiedział Lu Wancheng z uśmiechem. – To niebiosa decydują o moim losie, nie ja. Nie martw się, moja wdowo. To się wkrótce stanie.

Doktor nie wiedział, co odpowiedzieć.


1. Huadian – tradycyjna chińska ozdoba czoła. Huadiany występują w różnych kształtach i wzorach, między innymi jako kwiaty, motyle, feniksy czy inne zwierzęta. Zazwyczaj są czerwone, ale można je znaleźć również w innych kolorach, takich jak zielony i złoty.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: