Deszcz przyniósł jesienny chłód. Wilgoć usunęła ostatnie resztki dokuczliwego letniego upału. Przed główną salą ustawiono duży zbiornik na wodę, a nieustanne pluskanie kropel deszczu uderzających o powierzchnię tworzyło relaksujący dźwięk.
Kiedy Hualu przechodziła obok gabinetu, zobaczyła otwarte okno i światło w środku. Pomyślała, że panicz coś czyta, ale kiedy weszła, osobą siedzącą przy biurku okazał się młody markiz.
Hualu musiała to wielokrotnie potwierdzać, pocierając oczy kilka razy, żeby upewnić się, że nie ma zwidów.
– Co robisz w gabinecie, młody markizie?
Młody markiz normalnie przychodził do gabinetu tylko po to, by naprzykrzać się swojej żonie, ale teraz był sam.
– Rozwiązuję problem – powiedział zrozpaczony Lu Wancheng.
– Problem? – Hualu podeszła i zerknęła. Na papierze widniał tylko niezrozumiały napis. Wyciągnęła rękę, żeby zamknąć okno, ale Lu Wancheng ją powstrzymał.
– Mam zawroty głowy. Chcę poczuć wiatr.
– Nie możesz, młody markizie. – Hualu siłą zamknęła okno. – Panicz powiedział, że nie możesz przebywać w przeciągach.
Lu Wancheng rzucił pędzel i opadł na wózek inwalidzki.
– Boli mnie głowa, jestem zmęczony i rozdrażniony. Nie chcę już myśleć.
Rozmyślał nad tym już od godziny. Tak intensywne używanie mózgu naprawdę go wyczerpało i przypomniało mu tragiczne czasy szkolne, kiedy musiał tracić czas na byle jakie odrabianie prac domowych, mimo że nienawidził się uczyć.
Zamyślona Hualu odłożyła papier, tusz i pędzel.
– Jeśli jesteś zmęczony, proszę, prześpij się chwilę.
Lu Wancheng wyjrzał przez okno. Niebo zasnuły szare chmury, a jesienny deszcz padał bez przerwy. To była naprawdę idealna pogoda do snu. Pracował już ciężko przez godzinę, więc rzeczywiście nadszedł czas, żeby dać sobie spokój.
***
Lin Qingyu skończył kąpiel i właśnie zakładał bieliznę, gdy usłyszał otwarcie drzwi – skrzypnięciu towarzyszył wilgotny, zimny wiatr wpadający do środka. Lin Qingyu odwrócił się i napotkał wzrok osoby wchodzącej.
– Wróciłeś – powiedział neutralnie. Wysuszył tylko do połowy swoje długie włosy, które opadały mu na klatkę piersiową, mocząc bieliznę. Ubrania te były uszyte z jedwabiu dla wygody i dopasowania, a tkanina szybko stawała się przezroczysta po zwilżeniu.
Chociaż Lin Qingyu został zmuszony do małżeństwa, miał zaledwie osiemnaście lat. Jego czyste ciało, częściowo ukryte pod prześwitującym jedwabiem, było znacznie szczuplejsze i młodsze niż ciało w pełni dojrzałego mężczyzny.
Lu Wancheng spiął się, a potem odwrócił wzrok.
– Jest południe. Po co brać kąpiel?
Lin Qingyu wiedział, że jego strój w tym momencie nie był zbyt godny. Początkowo czuł się trochę niezręcznie, ale rozluźnił się, zauważając, że Lu Wancheng wygląda na jeszcze bardziej zakłopotanego.
– Czy w dworku obowiązują jakieś zasady zabraniające kąpieli w ciągu dnia?
– Nie, ale jeśli kąpiesz się w ciągu dnia, jest większa szansa, że ktoś cię zobaczy – zażartował Lu Wancheng. – Widziałem cię przed chwilą, prawda? Nie jesteś wściekły?
Lin Qingyu się uspokoił.
– Nie. Jesteśmy mężczyznami i zaprzysiężonymi braćmi. Nie mam nic przeciwko.
Lu Wancheng chwycił się za pierś.
– Przysięgam, że będę kaszlał krwią, jeśli jeszcze raz wymówisz słowa „zaprzysiężeni bracia”.
Oczy Lin Qingyu rozbłysły. Biorąc pod uwagę obecny stan Lu Wanchenga, gdyby rzeczywiście kaszlnął krwią, nadszedłby czas na przygotowanie ostatnich namaszczeń.
– Dobrze. Nie będę już o tym wspominał.
Lu Wancheng wyglądał na zaskoczonego.
Zauważywszy, że sprawiał wrażenie osłabionego, Lin Qingyu pomógł mu położyć się do łóżka i zbadał puls.
– Wygląda na to, że ostatnio nie sypiasz dobrze.
– Bo strasznie kaszlę. Gdybym dobrze spał, to byłby cud.
Lin Qingyu postanowił nie ujawniać kłamstwa. Powiedział tylko:
– Zmartwienia to najgorsza rzecz dla osoby przewlekle chorej. Nieważne, Wancheng, musisz dać sobie z tym spokój.
Lu Wancheng się uśmiechnął.
– Postaram się.
***
Po przejściu jesiennego deszczu niebo się rozpogodziło, powietrze stało się rześkie, a stan zdrowia Lu Wanchenga się poprawił. Daleka rodzina Lu przebywała na dworze przez prawie dwa tygodnie i teraz w końcu wyjeżdżała. Lu Baishuo przybył do pawilonu Lanfeng, aby pożegnać się z młodym markizem i jego żoną – powiedział, że wracają do Lin’an następnego dnia.
Lu Baishuo był nieco wzruszony. Kiedy odwiedził dwór w zeszłym roku, Lu Wancheng był w lepszym stanie i od czasu do czasu zapraszał go na wycieczki poza rezydencję. Na pożegnanie zabrał go nawet na posiłek w najsłynniejszej restauracji stolicy, Pawilonie Jinxiu.
Pawilon Jinxiu mieścił się w okazałym budynku nad rzeką. Ich specjalnością była jagnięcina, a tak konkretnie pieczona gęś nadziewana całym jagnięciem. Danie to całkowicie zachwyciło Lu Baishuo podczas jego pierwszej wizyty w stolicy. Po powrocie do Lin’an szukał wszędzie szefa kuchni z północy, który potrafiłby odtworzyć tę jagnięcinę, ale smakowi przygotowanych dań zawsze czegoś brakowało.
Lu Wancheng, słysząc to, poczuł rozbawienie.
– Szósty kuzynie, masz na twarzy napis „Proszę, zaproś mnie jeszcze raz do Pawilonu Jinxiu!”.
– Nie, nie, wspominam o tym tylko tak sobie – powiedział Lu Baishuo zawstydzony. – Prawdę mówiąc, wczoraj odwiedziłem Pawilon Jinxiu, ale obsługa restauracji poinformowała mnie, że wszystkie pokoje prywatne są zarezerwowane na najbliższe trzy dni. Niestety w stolicy można się tego spodziewać. Powinienem był pójść wcześniej.
– Powiedziałeś im, że jesteś gościem markiza? – zapytał Lin Qingyu.
– Cóż, nie. To była tylko restauracja. Czy musiałem ujawnić swoje pochodzenie? – zapytał zaskoczony Lu Baishuo.
– W mieście cesarza pełno jest wpływowych ludzi. Porównania i uprzedzenia są dość powszechne, zwłaszcza w miejscach takich jak Pawilon Jinxiu, gdzie gromadzą się urzędnicy i elity. Jeśli naprawdę chcesz tam wrócić, młody markiz może ci towarzyszyć – powiedział Lin Qingyu.
Lu Baishuo spojrzał wyczekująco na Lu Wanchenga.
– Czy moglibyśmy? Zdrowie Wanchenga…
– O ile będziemy uważać, wszystko będzie dobrze – powiedział Lin Qingyu. Lu Wancheng miał ostatnio dużo na głowie, przez co odpoczynek był bezcelowy. Spacer, żeby poprawić sobie humor, byłby dobrą alternatywą. Poza tym, jeśli teraz nie pójdzie… może już nigdy nie mieć okazji opuścić rezydencji.
Lu Wancheng zastanowił się przez chwilę, po czym się uśmiechnął.
– Qingyu, nigdy nie wychodziliśmy razem, prawda? – zapytał.
Lin Qingyu pokręcił głową. Po ślubie wyszedł z Lu Wanchengiem tylko dwa razy. Raz wrócili do rezydencji Lin, a drugi raz pojechali do świątyni Changsheng. Za każdym razem dotarli prosto do celu powozem i on też od dawna nie widział kwitnącej stolicy.
– Więc może zjemy razem obiad w Pawilonie Jinxiu? Możemy przynieść jagnięcinę i gęś również dla szóstego kuzyna.
– Jasne.
Lu Baishuo podziękował im, choć z jakiegoś powodu czuł, że coś jest nie tak.
Lin Qingyu wypchnął wózek inwalidzki Lu Wanchenga za drzwi, zabierając ze sobą Huantonga i kilku strażników z dworu. Pojechali powozem do wejścia na ulicę Yongxing, gdzie Lin Qingyu zatrzymał pojazd.
– Pawilon Jinxiu jest już niedaleko. Pójdziemy pieszo.
– Ale chodzenie jest męczące – zaprotestował Lu Wancheng.
Lin Qingyu był zdumiony.
– Czy powiedziałam, że musisz iść pieszo?
– Cóż, obawiam się, że znudzisz się ciągłym popychaniem mnie.
Lin Qingyu na chwilę się zatrzymał.
– Będzie dobrze. – Nawet jeśli to było męczące, zostały tylko dwa, może trzy miesiące.
– Ostatnio byłeś taki delikatny, Qingyu – zaśmiał się Lu Wancheng. – Prawie nie jestem do tego przyzwyczajony.
– Ja też ostatnio nie jestem przyzwyczajony do twojego milczenia – odpowiedział chłodno Lin Qingyu.
Lu Wancheng milczał przez chwilę, po czym się uśmiechnął.
– Milczałem?
Lin Qingyu nie powiedział nic więcej, tylko wepchnął Lu Wanchenga w tłum.
Było jeszcze za wcześnie na kolację. Nad każdym sklepem wisiały szyldy, a okrzyki sprzedawców na straganach przeplatały się w różnych tonach, wysokich i niskich. Na ulicach krążyli zwykli obywatele, a także mnóstwo dobrze ubranych bogaczy, ale ktokolwiek zobaczył tak boską piękność pchającą młodego szlachcica na wózku inwalidzkim, nie mógł się powstrzymać od kilku spojrzeń w tył.
Na szczęście obaj byli przyzwyczajeni do bycia w centrum uwagi, więc nie czuli się nieswojo.
Huantong głęboko pociągnął nosem.
– Czy czujesz słodycz pieczonych kasztanów, paniczu?
– Jeśli chcesz, to idź i kup parę – powiedział Lin Qingyu.
– Już idę! – wykrzyknął radośnie Huantong.
Lu Wancheng również powąchał.
– Czemu nic nie czuję?
Zmysły osób ciężko chorych często były otępiałe lub całkowicie zanikały. Lin Qingyu zawahał się, po czym zaproponował:
– Chodźmy tam.
Podeszli do ulicznego sprzedawcy oferującego różnorodne akcesoria. Towary były tanie, ale można było znaleźć wiele różnych stylów, w tym wiele nowych i unikatowych. Były też jadeitowe nakrycia głowy i spinki do włosów, którymi mężczyźni mogli stylizować swoje fryzury. Zakładając, że Lin Qingyu chce kupić kilka nakryć głowy, Lu Wancheng skrupulatnie wybrał dwa. Ignorując go, Lin Qingyu podniósł damską spinkę z wiszącymi ozdobami. Zważył ją krótko w dłoni, a następnie zapłacił.
– Czy planujesz przekazać to swojej matce? – zapytał Lu Wancheng.
– Nie. To dla ciebie.
– Dla mnie?
– Ta zwisająca spinka do włosów ma mniej więcej taką samą długość jak pędzel do kaligrafii. Od teraz, jeśli chcesz kręcić pędzlem w dłoni, możesz kręcić spinką. Nie chcę się budzić w środku nocy i znowu musieć się przebierać.
Lu Wancheng wziął spinkę do włosów ze śmiechem, po czym zaczął obracać ją w palcach.
– Nawet jeśli doktor Lin zachowuje się łagodnie, to jest równie małostkowy jak zawsze – zażartował.
Grupa ruszyła w stronę Pawilonu Jinxiu. Dowiedziawszy się, że to młody markiz i jego żona z posiadłości Nan’an, zarządca bez wahania zaprowadził ich do prywatnego pokoju.
Pawilon Jinxiu miał dwa piętra, a jego największym atutem było niewątpliwie okno na drugim piętrze – tuż za nim rozciągał się widok na rzekę i scenę operową. Na scenie grało kilka muzykantek. Metaliczny dźwięk qin był płynny i pełny – co więcej, kobieta grająca na instrumencie była piękna, młoda, czarująca i pełna wdzięku.
Huantong lubił słuchać muzyki, ale jeszcze bardziej lubił patrzeć na dziewczyny.
– Która dziewczyna jest ładniejsza, paniczu? Ta w niebieskim, czy ta w różowym?
Lu Wancheng nie sądził, że Lin Qingyu odpowie na tak nudne pytanie.
– Obie są ładne.
Przez chwilę Lu Wancheng nie wiedział, co powiedzieć.
Lin Qingyu dostrzegł nieco skomplikowany wyraz twarzy młodego markiza.
– Co?
– Nic – odparł ponuro Lu Wancheng. – Prawie zapomniałem, że lubisz dziewczyny.
– Co to ma wspólnego z lubieniem mężczyzn lub kobiet? Każdy ma zdolność doceniania piękna.
Lu Wancheng uniósł brew.
– Więc może podejdziemy bliżej, żeby je lepiej docenić?
– Jasne. – Lin Qingyu nie miał ochoty patrzeć na kobiety, ale skoro Lu Wancheng chciał, to nie miał nic przeciwko. Wypchnął wózek inwalidzki z ich prywatnego pokoju i zatrzymał się przy balustradzie.
Gdy tylko stanął na swoim miejscu, goście na drugim piętrze przestali słuchać muzyki i podziwiać dziewczyny, a zamiast tego wpatrywali się w niego. Na szczęście wiedzieli, że pozostali goście na drugim piętrze to sami arystokraci, więc bali się gapić zbyt śmiało.
Naprzeciwko Lin Qingyu i Lu Wanchenga siedział mężczyzna w czarnych szatach. Lin Qingyu spojrzał mu w oczy, a jego wzrok natychmiast stwardniał.
Lu Wancheng podążył za jego wzrokiem.
– Kto to? – zapytał.
– Następca tronu.
Zaspane oczy Lu Wanchenga nagle otworzyły się szeroko.
Następcą tronu był Xiao Cheng, najstarszy syn cesarza. Podobnie jak markiz Nan’an, cesarz miał niewiele dzieci. Chociaż utrzymywał w Pałacu Wewnętrznym mnóstwo pięknych konkubin, tylko nielicznym książętom udało się bezproblemowo dojrzeć do dorosłości. Po wielu latach i wielu pobożnych życzeniach cesarzowa w końcu urodziła syna, ale kto mógł przewidzieć, że będzie on upośledzony umysłowo?
Pomimo niewielkiej liczby książąt, walka o tron była nieunikniona. Xiao Cheng i jego matka knuli przez wiele lat i w końcu odnieśli zwycięstwo, wprowadzając się do Pałacu Wschodniego trzy lata temu.
Xiao Cheng bez skrępowania spojrzał na Lin Qingyu z pożądliwym uśmiechem. Jego usta wygięły się w górę, zdradzając ogromne zainteresowanie. Po prostu wpatrując się w niego w ten sposób, uniósł kubek, by napić się wina, po czym skinął na strażnika i coś mu powiedział.
Lin Qingyu odwrócił wzrok.
– Wracajmy do środka.
– Nie ma pośpiechu – powiedział Lu Wancheng. – Może po cichu popatrzymy, jak robi z siebie idiotę?
Strażnik Xiao Chenga podszedł do pary, trzymając ostrożnie użyty puchar wina księcia koronnego.
– Witaj, młody markizie, paniczu Lin. Jego Wysokość podarował paniczowi ten puchar wina, jeśli ten łaskawie go przyjmie.
Lin Qingyu rzucił okiem na kielich, ale poczuł się, jakby zabrudził sobie oczy.
– Nie ma potrzeby. Nie piję.
Wyraz twarzy strażnika skwaśniał.
– Proszę wybaczyć moją nieuprzejmość, paniczu Lin, ale czy wiesz, komu odmawiasz?
– Księciu koronnemu – prychnął Lu Wancheng. – A może masz na myśli, że to nektar bogów?
Wyraz twarzy strażnika stawał się coraz surowszy.
– Czy młody markiz i jego żona naprawdę odrzucają uprzejmość Jego Wysokości?
Lu Wancheng zaśmiał się krótko, a chłód w jego głosie przeszył strażnika dreszczem.
– Wróć do następcy tronu i zapytaj go: „Minęły już trzy lata, odkąd księżniczka Jingchun wyszła za mąż za króla Północnego Królestwa, prawda?”.
Księżniczka Jingchun? Lin Qingyu znał to imię. Księżniczka Jingchun pierwotnie była służącą w Urzędzie Etykiety. Jej uroda i dobroć sprawiły, że król państwa plemiennego, Królestwa Północnego, zakochał się w niej podczas wizyty trzy lata temu. Dla niego była to miłość od pierwszego wejrzenia i tego samego dnia poprosił cesarza o jej rękę.
Królestwo Północne było obszarem granicznym, który od lat toczył duże i małe bitwy z Wielkim Yu. Aby zapewnić stabilną granicę, Jego Wysokość osobiście zezwolił na ślub. Nadał Jingchun tytuł księżniczki i oddał ją królowi Północy, a nawet pozwolił następcy tronu odprawić ślub, aby okazać swoją szczerość.
Dlaczego Lu Wancheng miałby o nią pytać następcę tronu?
Strażnik mógł jedynie przekazać wiadomość. Słysząc te słowa, Xiao Cheng gwałtownie uniósł głowę, wpatrując się w Lu Wanchenga wzrokiem pełnym przerażenia. Książę chciał znaleźć lukę w twarzy młodego markiza, ale jakkolwiek by nie patrzył, widział jedynie chorowitego, bezużytecznego, ładnego chłopca z uśmiechem błąkającym się w kącikach ust.
Kiedy wrócili do swojego prywatnego pokoju, Huantong powiedział z niepokojem:
– Młody markizie, paniczu, to był następca tronu… przyszły cesarz. Czy za tę obrazę nie zetnie nam kiedyś głów?
– To bardzo możliwe – powiedział Lu Wancheng, celowo strasząc Huantonga. – Ale do tego czasu będę już dawno na wolności, więc nie urwą mi głowy.
Huantong był tak przerażony, że prawie się rozpłakał.
– Młody markizie…
– Racja – powiedział nagle Lin Qingyu. – Nie musisz się martwić tym konkretnym wydarzeniem.
Lu Wancheng milczał przez chwilę, po czym powiedział leniwie:
– Dobrze, posłucham cię, doktorze Lin.
Po takim incydencie żaden z mężczyzn nie miał ochoty na dalsze spacery. Szybko zjedli kolację, a potem przynieśli do dworu porcję jagnięciny z gęsiną.
Po spędzeniu pół dnia poza domem organizm Lu Wanchenga nie był już w stanie utrzymać przytomności na dłużej, więc młody markiz po umyciu się od razu poszedł spać.
Było jeszcze wcześnie. Lin Qingyu nie był senny, więc poszedł do gabinetu. Ostatnio zafascynowały go mieszanki kadzideł i próbował odtworzyć zapach kadzidła z Pałacu Fengyi.
W pewnym momencie znów zaczął padać deszcz. W ciemności Lin Qingyu nagle dostrzegł sylwetkę za oknem.
Otworzył okno tylko po to, by zobaczyć Lu Wanchenga opierającego się o parapet, w płaszczu owiniętym wokół ciała i z długimi włosami luźno opadającymi na ramiona. Dyszał, jakby zużył całą energię, żeby dotrzeć tu z sypialni.
Lin Qingyu był zszokowany.
– Dlaczego… Gdzie są służący?
Lu Wancheng nie odpowiedział na jego pytanie.
– Nie mogę tego zrobić.
– Co?
– Mogę zignorować wszystko inne, bo i tak jestem zbyt leniwy, żeby się tym przejmować. Ale tego… nie mogę zignorować. – Lu Wancheng spojrzał na niego, kontynuując cicho: – Urodziłeś się, by stać na szczytach gór. Nawet jeśli popełnisz całe zło świata, nie pozwolę, żebyś stał się zaledwie pyłkiem kurzu.
Oczy Lin Qingyu się rozszerzyły.
Zimno przeniknęło Lu Wanchenga do kości i zakaszlał rozdzierająco. Nie mogąc już ustać na nogach, powoli zsunął się po ścianie, o którą się opierał.
Lin Qingyu pospiesznie wyszedł z gabinetu, osłaniając własnym ciałem wiatr i deszcz.
– Nie gadaj już. Najpierw wróć do środka.
Lu Wancheng chwycił drugiego mężczyznę za ramiona i cicho wyszeptał:
– Muszę znaleźć najlepsze rozwiązanie tego problemu raz na zawsze.
Lin Qingyu milczał. Nigdy wcześniej nie widział Lu Wanchenga w takim stanie. Młody markiz wyglądał, jakby skuto go nierozerwalnymi kajdanami. Wydawał się zupełnie inną osobą niż beztroski, gwiżdżący młodzieniec.
Lin Qingyu zawsze irytowało to, że Lu Wancheng jest leniwy, nadmiernie wyrozumiały i że nigdy niczego nie traktuje poważnie. Teraz jednak życzył sobie, aby mógł przeżyć ostatnie dni swojego życia tak beztrosko, jak zawsze.
Po długim czasie Lu Wancheng gwałtownie zacisnął mocniej uścisk i przerwał ciszę.
– Qingyu?
– Jestem tutaj – powiedział Lin Qingyu.
– Ja… – Spojrzenie Lu Wanchenga było mroczne, ostre i głębokie. Mimo to wciąż był poważnie chory, jego twarz była blada jak śnieg, a usta poplamione szkarłatem od krwi. – Chcę śmierci Xiao Chenga.
Ciepło pulsowało w piersi Lin Qingyu. Ścisnął drżący nadgarstek Lu Wanchenga.
– W porządku – powiedział łagodnie. – Potrzebujesz pomocy?
Tłumaczenie: Ashi
Glosariusz
Postacie i instytucje
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38