Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 114 min. lektury

W posiadłości markiza Nan’ana odbywała się noc poślubna.

Dwie druhny honorowe miały za zadanie asystować pannie młodej w tym wydarzeniu. Po skończeniu pracy wyprowadziły pokojówki z wewnętrznych pomieszczeń dworu markiza. Zanim jeszcze kobiety wyszły przez drzwi, szeptały do siebie gorączkowo.

Nigdy nie widziałam tak pięknego mężczyzny.

Och, jaka szkoda, że wyszedł za inwalidę.

Czego tu żałować? On jest teraz młodym panem w majątku markiza. Gdyby nie jego bazi1, które może przynieść fortunę ich następcy, czy markiz i markiza byliby zainteresowani synem naczelnego lekarza cesarskiego z Urzędu Lekarzy Cesarskich, czyli synem urzędnika piątej rangi?

Trafna uwaga. Tylko czas pokaże, czy to błogosławieństwo, czy przekleństwo.

Podczas gdy rozmawiali, druhny panny młodej wyszły na zewnątrz, zajrzały ostatni raz do środka i zamknęły drzwi. Wśród odświętnych, czerwonych dekoracji siedział świeżo poślubiony młody pan z welonem na głowie. Wyglądał jak rzeźba z jadeitu, siedząc w milczeniu na łożu małżeńskim.

Drzwi powoli się zamknęły, a w pokoju pozostali tylko nowożeńcy.

Wszystko ucichło. Plecy Lin Qingyu, które przez cały dzień były sztywne, w końcu się rozluźniły. Poruszył się lekko, a frędzle na jego welonie zakołysały się w rytm jego ruchów.

Noszenie welonu było bardzo niewygodne. Kiedy kobieta wychodziła za mąż, jej mąż miał zdjąć jej welon – prawdopodobnie to samo dotyczyło mężczyzny.

Jednak jego mąż może nie być w stanie tego zrobić.

Jego… „mąż”.

Lin Qingyu zdjął welon, co w końcu poszerzyło jego pole widzenia. Rozejrzał się po siateczkowych zasłonach, czerwonych firankach i pościeli. W końcu skierował wzrok na śpiącego na łóżku mężczyznę – Lu Wanchenga, dziedzica majątku markiza Nan’an.

W świetle świecy Lin Qingyu przyglądał mu się bez wyrazu.

Lu Wancheng był ubrany w jaskrawoczerwoną szatę ślubną, ale jego oczy były ciemne jak odległe góry. Rzęsy miał długie, kości policzkowe wyraźnie zaznaczone, a usta blade jak papier. Choć miał zamknięte powieki i wyglądał na słabego i wątłego, wciąż był wyraźnie przystojny.

Od tej pory ten mężczyzna będzie mężem Lin Qingyu.

Lin Qingyu został żoną mężczyzny, mimo że sam był mężczyzną. Mało tego, był pierwszym mężczyzną w Wielkim Cesarstwie Yu, który zawarł legalny homoseksualny związek małżeński.

Naprawdę komiczne.

Lin Qingyu przygotowywał się do egzaminu wstępnego do Cesarskiej Akademii Medycznej od trzech lat. Gdyby zdał, mógłby zostać urzędnikiem medycznym, tak jak jego ojciec. Nawet gdyby nie dołączył do personelu pałacowego, nadal mógłby otworzyć aptekę w stolicy i zostać zwykłym lekarzem.

Niestety, gdy jego plany miały się ziścić, cesarzowa wezwała jego ojca i powiedziała: „Słyszałam, że urodził ci się syn w godzinie shen2, jedenastego dnia trzeciego miesiąca roku guiwei3. Czy to prawda?”

Po potwierdzeniu przez jego ojca cesarzowa zwróciła się do cesarza z prośbą o zezwolenie na małżeństwo członka rodziny Lin, zaręczając Lin Qingyu z Lu Wanchengiem, markizem najstarszego syna Nan’ana.

Urzędnicy w stolicy doskonale wiedzieli, że Lu Wancheng urodził się chorowity i od wielu lat leżał w łóżku. Po jego narodzinach markiz Nan’an zaprosił cesarskiego lekarza, aby zbadał niemowlę. Lekarz potwierdził, że Lu Wancheng nie dożyje dwudziestego roku życia.

Lu Wancheng skończył w tym roku dziewiętnaście lat, a jego stan zdrowia pogarszał się z dnia na dzień. Widząc, jak podupada, zbliżając się do kresu życia, markiz Nan’an mógł jedynie napisać list z prośbą o pomoc do cesarskiego nauczyciela Wielkiego Cesarstwa Yu, o którym plotkowano, że rozumiał świat, duchy i bogów. Odpowiedź zawierała tylko jedną linijkę – bazi. Godzina shen jedenastego dnia trzeciego miesiąca roku guiwei.

Nieposłuszeństwo rozkazom cesarza było przestępstwem karanym śmiercią. Lin Qingyu nie żałowałby śmierci w samotności, ale musiał chronić starzejących się rodziców i młodszego brata. Dlatego został żoną Lu Wanchenga, aby uchronić narzeczonego przed chorobą.

Ponad dziesięć lat intensywnej nauki stało się niczym więcej niż żartem.

Noc robiła się późna, a pokojówka stojąca na straży na zewnątrz przypomniała mu:

Paniczu, czas obsłużyć młodego markiza w łóżku.

Lin Qingyu zacisnął pięść w stronę śpiącego męża. On miałby służyć Lu Wanchengowi? Czy ona żartowała?

Zasady szlacheckiego małżeństwa zawsze były uciążliwe. Chociaż ten ślub odbył się w pośpiechu, markiz Nan’an wysłał do dworu Lin instruktorkę etykiety, aby nauczyła go tego, co Lin Qingyu nazywał „zasadami męskiej żony”. Przed ślubem umyli mu całe ciało od wewnątrz i zewnątrz, a nawet wysmarowali go czymś w rodzaju tłuszczu.

Lin Qingyu nie był homoseksualistą i nigdy dotąd nie doświadczył takiego upokorzenia. Gdyby nie chęć ochrony dziesiątek członków rodziny Lin, wolałby umrzeć razem z Lu Wanchengiem.

Nie widząc żadnego ruchu w komnacie weselnej, służąca nalegała:

Paniczu, czas iść spać.

Lin Qingyu zamknął oczy i stłumił narastającą w nim złość. Zdmuchnął wszystkie świece oprócz jednej czerwonej u stóp łóżka.

Lu Wancheng leżał na kołdrze, wciąż ubrany w swój luksusowy ślubny strój. Spanie w takiej pozycji prawdopodobnie było niewygodne. Jednak co to miało wspólnego z Lin Qingyu? Miał nadzieję, że Lu Wancheng nigdy się nie obudzi.

Gdy podszedł do boku łóżka, jego wzrok padł na skrzyżowane na piersi dłonie Lu Wanchenga.

Linowie byli rodziną lekarzy – Lin Qingyu od dzieciństwa studiował medycynę u ojca. W młodości opuścił dom, aby uczyć się od uznanych nauczycieli, a jego techniki medyczne znacznie przewyższały te stosowane przez jego rówieśników. Patrząc na twarz Lu Wanchenga, wiedział, że tego człowieka nie da się wyleczyć. Musiał cierpieć na poważną, przewlekłą chorobę.

Aby potwierdzić to podejrzenie, Lin Qingyu raczył zbadać puls chorego. Nadgarstek Lu Wanchenga był przerażająco zimny, jakby dopiero co wyjęto go z zimnej wody.

Było dokładnie tak, jak Lin Qingyu przewidział – tracił siły witalne i był bliski śmierci. Jeśli jakiś cudowny lekarz nagle nie pojawi się na tym świecie, Lu Wancheng nie przeżyje dłużej niż sześć miesięcy.

Oznaczało to, że świeżo upieczony mąż Lu Wanchenga będzie musiał się z tym zmagać tylko przez pół roku. Kiedy młody szlachcic umrze z powodu choroby, Lin Qingyu odzyska wolność.

Badając puls chorego mężczyzny, nieświadomie użył pewnej siły, pozostawiając dwa płytkie ślady na nadgarstku Lu Wanchenga.

Nagle blade, śmiertelnie ostre palce chorego się poruszyły.

Lin Qingyu instynktownie puścił dłoń, która opadła z powrotem na łóżko. Oczy leżącego przewróciły się pod zamkniętymi powiekami, a długie rzęsy zatrzepotały.

Czy Lu Wancheng zaraz się obudzi?

Lin Qingyu z poważną miną wpatrywał się w Lu Wanchenga bez mrugnięcia okiem. Pod czujnym spojrzeniem swojego męża, Lu Wancheng powoli otworzył powieki.

Zdawał się mieć mgłę przed oczami i najwyraźniej nie widział zbyt wyraźnie. Nawet gdy mgła zdawała się rozproszyć, wydawał się zdezorientowany.

Hę…? Skąd się wzięła ta piękność na wzór starożytnych bogiń…? – zapytał schorowany mężczyzna.

Fuj. Co za zboczeniec. Lu Wancheng był bliski śmierci, ale wciąż pamiętał, żeby nazwać Lin Qingyu pięknością.

Nie śpisz? – odpowiedział chłodno Lin Qingyu.

Lu Wancheng przez chwilę wydawał się oszołomiony. Potem zapytał ochryple:

Kim jesteś?

W oczach Lin Qingyu błysnęło zaskoczenie.

Nie wiesz, kim jestem?

To było ich pierwsze spotkanie na żywo. Jednak gdyby Lu Wancheng miał rozum, to od razu by się domyślił, gdy tylko zobaczył suknię ślubną na ciele Lin Qingyu.

Lu Wancheng pokręcił głową, kaszlnął dwa razy i powiedział:

To trochę banalne, ale nadal chcę zapytać… Gdzie jestem i co tu robię?

Lin Qingyu nie odpowiedział. Czy ta choroba była tak poważna, że go ogłupiała, czy też w ogóle nie wiedział o tym małżeństwie?

Przed ślubem słyszał, jak jego ojciec wspominał o chorobie Lu Wanchenga. Mówiono, że przez ostatni miesiąc był w stanie otępienia i majaczenia. Jeśli tak było, mógł nie być świadomy ślubu.

Wyraz twarzy Lin Qingyu złagodniał.

Moje nazwisko rodowe to Lin, a moje imię to Qingyu.

Lin Qingyu? Lin… Qing… yu… – powtórzył Lu Wancheng, jakby coś sobie przypomniał. – Piękny cesarski lekarz, który zmarł we Wschodnim Pałacu?

Lin Qingyu zmarszczył brwi.

Co?

Lu Wancheng patrzył na niego bez mrugnięcia okiem, a jego wyraz twarzy był zaskoczony, po czym nagle z trudem się podniósł.

Z zawodowego nawyku Lin Qingyu przycisnął go z powrotem.

Co robisz?

Lustro. – Zakrywając pierś jedną ręką, Lu Wancheng drugą wskazał na brązowe lustro na szafce. Zakaszlał. – Podaj mi lustro.

Lustro?

Lin Qingyu spełnił prośbę i zapytał:

Czy coś z nim nie tak?

Kiedy Lu Wancheng zobaczył siebie w lustrze, jego oczy rozszerzyły się, jakby zobaczył ducha. Jego wyraz twarzy wyrażał tysiąc słów, ale po chwili zadyszki wypowiedział tylko jedno:

– …Kurwa.

Służąca pełniąca nocną wartę usłyszała zamieszanie w pokoju i zapukała, pytając:

Paniczu, czy coś się stało?

Lin Qingyu spojrzał na Lu Wanchenga, który wyglądał, jakby został porażony piorunem, po czym spokojnie powiedział:

Powiedz markizowi i jego żonie, że panicz Lu się obudził.

Służąca natychmiast wysłała kogoś, by przekazał tę nowinę państwu Nan’an, a następnie wezwała lekarza. Wkrótce komnata ślubna zapełniła się ludźmi. Lin Qingyu stał niczym obcy na skraju pokoju.

Lekarz Zhang – który nie był lekarzem cesarskim, ale cieszył się w stolicy sławą – sprawdził puls Lu Wanchenga. Pogłaskał brodę, mówiąc z niedowierzaniem:

Praktykuję medycynę od dziesięcioleci, ale po raz pierwszy widzę taką poprawę.

Doktorze Zhang – powiedziała markiza z niepokojem – czy Wancheng…?

Proszę się nie martwić. Przebudzenie młodego markiza jest szczęśliwym zbiegiem okoliczności. A jego puls… Zmierzyłem go wczoraj. Był słaby i o krok od śmierci, ale teraz jest jakby innym człowiekiem. – Zhang cmoknął językiem w zachwycie. – To cud, jakby tchnięto w niego nowe życie.

Lin Qingyu rozważał to w milczeniu. O dziwo, Lu Wancheng nagle poczuł się lepiej i nie był to nagły przypływ energii przed śmiercią. Nigdy nie spotkał się z czymś podobnym w literaturze medycznej.

Markiza zatrzymała się na chwilę, zanim zapytała:

Czy wyzdrowieje?

Lekarz nie odważył się obiecać zbyt wiele. Zamiast tego powiedział:

Teraz ma przynajmniej promyk nadziei.

To wzruszyło markizę do łez.

Dobrze, dobrze… Wancheng, słyszałeś to? Czujesz się lepiej.

Jednak Lu Wancheng nie zareagował zbytnim entuzjazmem.

Słyszałem go.

Markizo, panicz dopiero się obudził – powiedział jej lekarz. – Nadal potrzebuje odpoczynku.

Markiza otarła łzy.

Więc nie będę cię już więcej niepokoić, Wancheng. Gdzie jest Qingyu? Dokąd poszedł twój mąż?

Wszyscy się rozejrzeli, a Lin Qingyu zrobił krok naprzód.

Markizo?

Kobieta wzięła go za rękę i się uśmiechnęła.

Qingyu, stan Wanchenga poprawił się, gdy tylko wżeniłeś się w naszą rodzinę. Cesarski nauczyciel jest prawdziwym cudotwórcą, a ty wybawicielem Wanchenga. W przyszłości będzie pod twoją opieką.

Lu Wancheng podniósł głowę i spojrzał na Lin Qingyu.

Lin Qingyu uśmiechnął się lekko.

Proszę się nie martwić. Dobrze zaopiekuję się paniczem.

Ach, nie nazywaj go „paniczem” jak my – zażartowała ciotka stojąca obok markizy. – Powinieneś nazywać go swoim mężem.

Wszyscy się roześmiali, nie zauważając, jak pięści Lin Qingyu zaciskają się w rękawach jego ślubnej szaty. Potem tłum się rozproszył, a w komnacie panny młodej znów zapanował spokój. Czerwona świeca była bliska wypalenia.

Lu Wancheng leżał w milczeniu na łóżku. Jego brwi co jakiś czas się marszczyły, jakby próbował sobie coś przypomnieć. Lin Qingyu nie zwracał na niego uwagi. Stał przy oknie, wpatrując się w światło księżyca padające na jego ciało.

Po chwili Lu Wancheng westchnął głęboko.

Bracie… czekaj, nie. Piękności, chodź tu.

Do kogo mówisz? – zapytał chłodno Lin Qingyu.

Lu Wancheng się uśmiechnął.

Czy jest tu ktoś jeszcze?

Lin Qingyu odwrócił się, a migoczące światło świecy oblało jego policzki przypominającą rumieniec czerwienią. Pieprzyk w kąciku jego oka wyglądał w tym świetle jeszcze bardziej uroczo – niczym kwiat piwonii.

Mężczyzna był piękny, ale wydawał się porywczy.

Lu Wancheng kaszlnął kilka razy, po czym gestem nakazał Lin Qingyu usiąść. Ten i tak po prostu stał obok łóżka, trzymając się na odległość wyciągniętej ręki.

Po prostu przemyślałem pewne sprawy – powiedział Lu Wancheng. Jego ton był spokojny, co stanowiło jaskrawy kontrast z jego zdenerwowaną postawą tuż po przebudzeniu.

To, o czym myślałeś, nie ma nic wspólnego ze mną – odparł neutralnie Lin Qingyu.

Trochę tak, bo myślałem o tobie. – Po zaledwie kilku zdaniach Lu Wancheng wyglądał już na wyczerpanego i bladego. – Gdybym ocknął się kilka dni wcześniej, nie zgodziłbym się na to małżeństwo i żebyś został wdową po tym, jak się mną zaopiekujesz.

Lin Qingyu nic nie czuł.

Po co mówić to teraz?

Masz rację. Teraz, kiedy jesteśmy małżeństwem i nawet pokłoniliśmy się niebu i ziemi, cała stolica wie, że jesteśmy mężem i żoną.

Nie – zadrwił Lin Qingyu.

Co?

Nie padliśmy na twarz przed niebem i ziemią. Byłeś nieprzytomny przez cały czas, więc zastąpił cię kogut.

Zmusili cię do takiej farsy? – prychnął Lu Wancheng. – Zapomnij o tym. No cóż, dobrze, że nie uklęknąłem. Nie musisz traktować małżeństwa poważnie. Nie przeżyję więcej niż pół roku, więc będziesz musiał mnie przez jakiś czas znieść. Po mojej śmierci możesz zabrać spadek po mnie z powrotem do rezydencji Lin i być wolnym. Nie jest tak źle.

Lin Qingyu był zaskoczony.

Zawrzesz tak hojną umowę? – zapytał podejrzliwie.

Tak, ale to, ile zarobisz, zależy od ciebie – powiedział Lu Wancheng swobodnym tonem, opierając się o miękką poduszkę. – Nie będę walczył o twój spadek z moim słabym ciałem. Wody tej posiadłości są zbyt głębokie i nie potrafię kontrolować przypływu. Chcę po prostu płynąć i leżeć jak solona ryba.


1. Bazi – znane jako Cztery Filary Przeznaczenia. Jest to system chińskiej astrologii analizujący osiem znaków (cztery pary) opartych na dacie i godzinie urodzenia. Obejmuje rok, miesiąc, dzień i godzinę, opierając się na Niebiańskich Pniach i Ziemskich Gałęziach, aby określić charakter, potencjał i los człowieka.

2. Godzina shen – to tradycyjna jednostka czasu trwająca 120 minut. W ciągu doby przypada 12 takich godzin, a każda jest przypisana do jednego ze zwierząt zodiaku. Godzina shen (smoka) to czas od 07:00 do 09:00 rano.

3. Rok guiwei – dwudziestym rok w 60-letnim cyklu kalendarza chińskiego. Dla przykładu poprzedni trwał od 1 lutego 2003 do 21 stycznia 2004, a następny będzie dopiero w 2063 roku. Jest to rok wodnej (– gui) kozy/owcy (– wei).

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: