Lin Qingyu nie chciał wyciągać prawdy z Lu Wanchenga. Często zdarzało się, że ktoś miał sekret, którego nie mógł nikomu wyjawić. Jeśli nie chciał o tym mówić, nie było powodu, by to wiedział, tak jak nikt inny nie wiedział o jego nikczemnych myślach, które go od czasu do czasu nawiedzały… poza oczywiście Lu Wanchengiem, który najwyraźniej wiedział wszystko, nie tylko o Lin Qingyu. Czuł, że ten mężczyzna przejrzał wszystkich na wylot. Mimo to zawsze prezentował się jako leniuch, który po prostu brnie przez życie, czekając na śmierć. Wydawał się szczery i zdystansowany do spraw światowych, jednak w pewnych kluczowych momentach rozwiązywał problemy, niezauważony przez nikogo. Był dość nieprzewidywalny.
Jakie miał prawo być taki? Wiedzieć wszystko o Lin Qingyu, skoro on sam widział tylko wierzchołek góry lodowej, jaką był Lu Wancheng?
Lin Qingyu długo się wahał, zanim zawołał Hualu, argumentując, że chce posprzątać gabinet. Kazał jej odkopać wszystkie kaligrafie i rysunki Lu Wanchenga, by ponownie je przejrzeć.
Nie wiedział, skąd wzięła się jego niechęć ani dlaczego. Tak czy inaczej, skoro zadawał Lu Wanchengowi jakieś pytania, to normalne, że szukał odpowiedzi. Nikt nie lubił, gdy coś się przed nim ukrywało.
Hualu została wysłana przez dwór księcia Wena. Księżna martwiła się, że jej wnuk znudzi się opieką nad swoim zdrowiem przez cały rok, więc wybrała młodszą służącą, prostą i bezpretensjonalną. Hualu była nie tylko szybka, ale i umiała czytać, więc błyskawicznie ułożyła wszystko, czego potrzebował Lin Qingyu, w porządku chronologicznym.
Te próbki pisma Lu Wanchenga pochodziły z czasów, gdy zaczynał uczyć się czytać i pisać. Widać było na nich, jak jego pismo zmieniało się na przestrzeni lat, aż do szesnastego roku życia, kiedy to jego forma i istota się ukształtowały.
Przełom nastąpił, gdy choroba zaczęła zbierać żniwo. W tym czasie zapadł w śpiączkę i nie mógł pisać. Trwało to miesiąc – aż do nocy poślubnej.
Od tego czasu jego charakter pisma uległ zmianie.
Lin Qingyu przeglądał książkę, którą Lu Wancheng niedawno przeczytał.
– Kiedy przybyłaś do rezydencji markiza? – zapytał Hualu.
– Jestem tu już trzy lata, paniczu – powiedziała.
– Jaki młody markiz był wcześniej?
Hualu przypomniała sobie.
– Mniej mówił i się tyle nie uśmiechał, nie lubił spacerów z ptakami ani zabaw. – Zaśmiała się. – Po tym, jak wżeniłeś się w ten dom, a stan zdrowia młodego markiza się poprawił, podniósł się na duchu. Naprawdę jesteś jego talizmanem, paniczu.
Lin Qingyu nie pozwolił, by jego wyraz twarzy się zmienił.
– Co wcześniej robił?
– Lubił czytać reportaże podróżnicze. Z powodu swojej kruchości utknął w rezydencji i bardzo chciał się stąd wydostać. Zawsze powtarzał, że jeśli kiedykolwiek odwiedzi Lin’an w tym życiu, umrze szczęśliwy… Bah! – Hualu uderzyła się w policzek. – Ależ ja mam język! Jakież to okropne, pechowe słowa właśnie wypowiedziałam!
Ta leniwa, solona ryba pragnęła wydostać się z dworu, co?
Lin Qingyu szyderczo zapytał:
– Był dość blisko zarówno z markizą, jak i z siostrą, prawda?
– Tak, tak. Był oddany markizie i rozpieszczał panienkę. Ilekroć rezydencja księcia przysyłała coś miłego, on o tym myślał w pierwszej kolejności.
Drastyczna zmiana w osobowości Lu Wanchenga mogła być spowodowana incydentem zagrażającym życiu i śmierci, który odmienił jego stan umysłu. Jednak co ze zmianą w jego traktowaniu Lady Liang i Lu Niantao? Czy ktoś przekazał mu wiadomość we śnie i powiedział, że ani matka, ani córka nie są dobrymi ludźmi?
Książka, którą Lin Qingyu przeglądał, była zbiorem kryminałów. Kiedyś cieszyła się popularnością, a jego koledzy ze studiów byli nią zafascynowani, co doprowadziło do zaniedbania nauki. Jego shifu srogo ich za to zrugał.
Lin Qingyu przejrzał dwie strony. Zgodnie z oczekiwaniami, książka była interesująca i z łatwością wciągnęła czytelnika. Przerzucił ją na trzecią stronę, gdzie zobaczył zakreślone nazwisko. Obok wyróżniał się adnotacja napisana niechlujnym pismem: Ta postać jest zabójcą.
Lin Qingyu stał tam bez słowa.
Było całkiem oczywiste, że Lu Wancheng napisał te słowa od niechcenia, bez intencjonalnego naśladowania kogokolwiek. Jego charakter pisma sugerował lenistwo, ale jednocześnie zawierał w sobie pomysłowość, której nie dało się stłumić – zupełnie jak Lu Wancheng jako człowiek.
– Paniczu? – Głos Huantonga przerwał tok jego myśli. – Czas na posiłek. Młody markiz zaprosił cię na kolację.
– Jasne – odpowiedział Lin Qingyu. Uniósł pędzel, zanurzył go w atramencie i napisał obok adnotacji jedno słowo: Spadaj.
Piąty miesiąc roku, po tym jak minęły wiosenne deszcze, był idealnym czasem na delektowanie się rybami rzecznymi. Dzisiejsza zupa z posiekanego imbiru i karpia była dobrze przygotowana, ryba miękka, a bulion aromatyczny. Lin Qingyu zazwyczaj nie przepadał za jedzeniem, ale nawet on nie mógł się powstrzymać od nałożenia sobie jeszcze jednej porcji. Lu Wancheng natomiast nawet jej nie tknął.
– Nie lubisz ryb? – zapytał Lin Qingyu.
– Lubię.
– To dlaczego nie jesz?
Lu Wancheng się uśmiechnął.
– W karpiu jest za dużo ości, więc jedzenie go to kłopot. Jest w porządku, inne dania też są smaczne.
Lin Qingyu nie odpowiedział.
Hualu zrobiła krok naprzód.
– Wybiorę ości, młody markizie.
– Nie musisz – przerwał jej chłodno Lin Qingyu. – Nie rozpieszczaj go.
Lu Wancheng zakrył usta dłonią.
– Co za temperament – powiedział do Hualu.
– Czy znów zakładasz, że cię nie słyszę? – zapytał chłodno Lin Qingyu.
Prawie skończyli posiłek, gdy służący doniósł z zewnątrz:
– Przybył steward Zhang.
Lin Qingyu odłożył pałeczki.
– Niech wejdzie.
W czwartym miesiącu Zhang Shiquan przedstawił parze raport na temat dochodów i wydatków gospodarstwa domowego, wymieniając imię i nazwisko jednego z panów rezydencji — trzeciego panicza, Lu Qiaosonga.
Lu Qiaosong, biologiczny syn Lady Liang, był najmłodszym panem w rodzinie. Co najważniejsze, cieszył się dobrym zdrowiem. Wszyscy w rezydencji wiedzieli, że tytuł markiza Nan’an ostatecznie przypadnie właśnie jemu.
Lin Qingyu spotkał go kilka razy w rezydencji, ale nie powiedziałby, że wiedział o nim wiele. Wiedział jedynie, że Lu Qiaosong był biegły w poezji, szczególnie w stylu szkoły Wanyue. Był również czarujący i nieskrępowany, obiekt westchnień wielu prostytutek. Nie brakowało mu talentu, ale nie uzyskał wysokiego miejsca w cesarskich egzaminach cywilnych, co spotkało się z reprymendą markiza. Po tym, jak ojciec zabronił mu igraszek z prostytutkami, Lu Qiaosong zdawał się znacznie panować nad sobą, ale nikt nie wiedział, co robił w tajemnicy.
Według Zhang Shiquana, służący Lu Qiaosonga urządził awanturę w sali księgowości, twierdząc, że księgowi przywłaszczyli sobie ich miesięczne kieszonkowe i sumę przeznaczoną na codzienne wydatki. W poprzednich latach pawilon Qingdai – w którym mieszkał Lu Qiaosong – otrzymywał kieszonkowe w wysokości pięciuset taeli srebra, ale teraz otrzymywał tylko trzysta. Dotychczas paniczowi podawano również pięć dań i zupę przy każdym posiłku, ale ich liczba została zmniejszona do czterech dań i zupy.
– Zawsze rozdzielałem dodatek dla każdego pawilonu zgodnie z regulaminem rezydencji. Nigdy nie obniżyłem kwoty z dodatku. A jednak ten służący z pawilonu Qingdai brzmiał tak pewnie – prawdopodobnie nie dlatego, że dajemy im mniej, ale dlatego, że w przeszłości otrzymywali więcej.
Lin Qingyu prychnął.
– Czy Lu Qiaosong boi się, że markiz zbyt wcześnie uwolni jego matkę?
Lu Wancheng chwycił pałeczkami kawałek karpia i powoli wydłubywał ości, wzdychając przeciągle.
– Ciągle łapiemy demony, a one wszystkie są takimi szkodnikami! Dlaczego tak wiele z nich nas stresuje?
Lin Qingyu zmarszczył brwi.
– Nie mów z pełnymi ustami.
– Och, okej.
Powstrzymując rozbawienie, Zhang Shiquan zapytał Lin Qingyu o opinię.
– Nie sądzę, żeby pawilon Qingdai po prostu to zignorował. Co twoim zdaniem powinniśmy z tym zrobić, paniczu?
– Oczywiście, przestrzegajcie zasad – powiedział Lin Qingyu. – Jeśli chcą się awanturować, niech to robią. Im większe zamieszanie, tym lepiej, żeby sprawa dotarła do markiza.
Jak można było przewidzieć, ciotka Qiu – mamka Lu Qiaosonga – kilka dni później ponownie urządziła awanturę w sali rachunkowej. Tym razem wywołała niemałe zamieszanie, tarzając się po ziemi i wrzeszcząc o tym, jak konkubina Pan i panicz Lin zemścili się na nich, maltretując prawowitego syna rodziny i nadużywając ich praw, podczas gdy matriarcha domu chorowała, całkowicie lekceważąc rodzinne zasady. Płakała, błagając markiza, by stanął w ich obronie.
Kiedy Lin Qingyu dotarł do sali księgowości, konkubina Pan już tam była i usłyszała całe zamieszanie. Spojrzała na ciocię Qiu, która wściekała się jak szalona wieśniaczka, i powiedziała bezradnie:
– Paniczu, eee…
Lin Qingyu podszedł do cioci Qiu. Krzyki kobiety się nasiliły.
– Tak mi szkoda naszej pani! Nie tylko ona zachorowała, ale i trzeci panicz! Rezydencja markiza, choć okazała, odmawia nawet wezwania lekarza, żeby zbadał trzeciego panicza! Widziałaś, że jest silniejszy fizycznie od młodego markiza, więc chciałaś przeciągać chorobę trzeciego panicza, aż się pogorszy!
– Trzeci panicz zachorował? – zapytał Lin Qingyu.
– Tak – powiedział Zhang Shiquan. – Ciocia Qiu powiedziała, że ich pawilon nie stać na wezwanie lekarza i chce, żebyśmy dostarczyli im dwieście taeli srebra. Powiedziałem, że wezwiemy lekarza, a potem odliczymy koszt od całkowitych wydatków gospodarstwa, a ona zaczęła się tak zachowywać.
– Trzeci panicz jest o wiele zdrowszy niż młody markiz. Jak mógł nagle zachorować? Jego słudzy musieli mu nie służyć dobrze.
Głos uwiązł w gardle cioci Qiu. Spojrzała gniewnie na Lin Qingyu.
– To dlatego, że księgowi obcięli nam kieszonkowe! Trzeci panicz nie mógł jeść ani spać, oczywiście, że zachorował!
– Przyczyna choroby trzeciego panicza będzie jasna po konsultacji lekarskiej. Jeśli kieszonkowe rzeczywiście jest niewystarczające, nie widzę powodu, dla którego nie moglibyśmy go zwiększyć, ale jeśli to z jakiegoś innego powodu… – Spojrzenie Lin Qingyu przesunęło się po twarzy cioci Qiu. – Zajmiemy się tym zupełnie inaczej. Chodźmy. Udamy się do pawilonu Qingdai.
Ciotka Qiu zacisnęła zęby.
– Trzeci panicz jest chory i musi odpocząć. Pawilon Qingdai nie może cię przyjąć, paniczu Lin.
Zhang Shiquan się uśmiechnął.
– Zapomniałaś, ciociu? Ten człowiek jest najlepszym lekarzem w okolicy.
W pawilonie Qingdai Lu Qiaosong pochylał się nad krawędzią łóżka, bez przerwy wymiotując. Zimny pot spływał mu po ciele, gdy dreszcze i osłabienie mu dokuczały. Lu Niantao była przy nim, pomagając mu pić wodę i klepiąc go po plecach. Kiedy zobaczył Lin Qingyu wchodzącego z grupą ludzi, Lu Qiaosong skwasił się, ale musiał się przywitać, zgodnie z etykietą.
– Bratowo.
Lu Qiaosong mógł być uważany za przystojnego mężczyznę, w przeciwnym razie nie zdobyłby serc tych wszystkich prostytutek. Lu Niantao wstała.
– Co cię tu sprowadza, bratowo?
– Słyszałem, że trzeci panicz źle się czuje – odpowiedział Lin Qingyu. – Stąd nasza wizyta.
Lu Qiaosong, podobnie jak ojciec, bardzo cenił swoją godność. Fakt, że tak wielu ludzi było teraz świadkami jego schorowanego stanu, tak go rozgniewał, że znów zwymiotował.
– Nie powinieneś się mną przejmować.
– Skończmy z tymi uprzejmościami, trzeci paniczu – powiedział Lin Qingyu. Chwycił Lu Qiaosong za nadgarstek i to wystarczyło, żeby zorientować się w sytuacji. – Lekkie naciśnięcie niczego nie wykrywa i puls można zmierzyć dopiero po przyłożeniu większej siły. Krótko mówiąc, trzeci panicz ma opadające tętno… co jest oznaką niewydolności nerek.
Lu Qiaosong szarpnął rękę do tyłu, a uszy mu poczerwieniały.
– Co ty wygadujesz? – krzyknął. Wtedy zauważył, że wszyscy wymieniają zaskoczone spojrzenia, w tym kilku służących, którzy z trudem powstrzymywali się od śmiechu. Lu Qiaosong mocno ścisnął koce, rycząc: – Wynoście się! Wynoście się stąd wszyscy!
– Trzeci paniczu, oddałeś się tak wielkiej rozkoszy zmysłów, że osłabiłeś nerki – powiedział Lin Qingyu beznamiętnie. – Powinieneś oddawać się takim zajęciom z większym umiarem.
Spojrzenie Lu Qiaosonga wbiło się w twarz Lin Qingyu.
– Może mój chorowity starszy brat nie potrafi cię zadowolić i dlatego tu jesteś, gadając o bzdurach! – warknął cicho, gwałtownie.
Spojrzenie Lin Qingyu pociemniało, gdy jadowite pragnienia nieustannie wzbierały w jego piersi, niepohamowane. Ktoś taki jak Lu Qiaosong nie musi przeżyć, pomyślał.
Słysząc słowa Lu Qiaosonga, Lu Niantao rzuciła ostro:
– Powinieneś przestać.
W końcu była wciąż niezamężną młodą kobietą, tak dobitne słowa nie były dla niej zbyt komfortowe.
Jakby Lu Qiaosong chciał słuchać siostry, gdy jego wściekłość sięgała zenitu. Z grymasem na twarzy kontynuował:
– Wrobiłaś moją matkę, ale to ci wciąż nie wystarczy. Dlatego teraz mnie obrałeś sobie za cel, prawda?
– Tak. – Lin Qingyu się uśmiechnął. – A teraz… nie zamierzam ci odpuścić.
Służący sprowadził lekarza spoza rezydencji do pawilonu.
– Resztę zostawiam temu lekarzowi. Mam nadzieję, że jest biegły w leczeniu problemów tam na dole – zauważył drwiąco Lin Qingyu.
Kiedy wyszedł z pokoju, przypadkiem wpadł na lekarza. Był mniej więcej w jego wieku, miał przystojne rysy twarzy i dostojną postawę. Przypominał raczej młodego generała armii niż lekarza. Na widok Lin Qingyu jego oczy rozbłysły i z ekscytacją krzyknął:
– Shixiong!
Lin Qingyu na chwilę oniemiał, po czym ze zdziwieniem powiedział:
– Shidi?
Tym lekarzem był Chang Yang, jego kolega ze studiów. Lin Qingyu ukończył praktykę rok wcześniej od niego i wrócił do stolicy, aby przygotować się do egzaminu, podczas gdy chłopak kontynuował podróżowanie po kraju i naukę pod okiem swojego mentora. Lin Qingyu nie miał pojęcia, kiedy wrócił.
– Słyszałem, że wyszedłeś za mąż za markiza z domu Nan’an – powiedział Chang Yang. – Zastanawiałem się, czy natknę się dzisiaj na ciebie…
Lin Qingyu kątem oka zauważył, że Lu Niantao uważnie im się przygląda, więc przerwał koledze.
– Zbadanie pacjenta to twój priorytet. Idź. Porozmawiamy później.
Chang Yang był nieco rozczarowany, ale powiedział z uśmiechem:
– Zrobię, jak mówisz.
Kiedy Lin Qingyu wrócił do pawilonu Lanfeng, Lu Wancheng zjadł już obiad i miał zamiar zdrzemnąć się w łóżku. Hualu opowiedziała mu już o niektórych wydarzeniach tego dnia, więc zapytał, zakopując się pod kocem:
– Słyszałem, że Lu Qiaosong zachorował. Na co?
– Nie wiesz wszystkiego? – zapytał Lin Qingyu, myjąc ręce. – Zgadnij.
– Sądząc po jego charakterze, to prawdopodobnie niewydolność nerek – rzekł Lu Wancheng bez namysłu.
Lin Qingyu zaniemówił.
– Dobrze wywnioskowałem? Ach… jest taki typ idioty, który nie zna umiaru, nawet gdyby uderzył go w głowę. Robią to siedem razy w ciągu nocy, często aż do wschodu słońca. Lu Qiaosong jest jednym z nich. Książę koronny też. – Lu Wancheng pokręcił głową z dezaprobatą. – To tacy ludzie jak oni, którzy nie dbają o swoje zdrowie, narzucili nam całą tę toksyczną konkurencję. Przez nich, jeśli nie potrafisz tego robić siedem razy w nocy, czujesz, że nie masz prawa być protagonistą.
– Czemu ciągle wspominasz o następcy tronu? I skąd znasz te sekrety? – Lin Qingyu zmrużył oczy. – Czy ty i książę…?
– Przestań. – Lu Wancheng zdawał się odczuwać autentyczną odrazę. – Zaraz zwymiotuję.
Lin Qingyu skinął głową.
– Tak. Nie lubisz mężczyzn.
Lu Wancheng zawahał się przez chwilę.
– Właśnie.
Nie chcąc kontynuować rozmowy na tak niegodny temat, Lin Qingyu powiedział:
– A tak przy okazji, przed chwilą spotkałem mojego shidi w rezydencji.
– Shidi? – Lu Wancheng nastawił uszu. – Kolega ze studiów medycznych?
– Tak. – W głosie Lin Qingyu słychać było nostalgię. – Przemierzaliśmy kraj z naszym mentorem przez sześć lat. Nie widziałem go od nieco ponad dwóch lat. On… on znacznie urósł.
– Ach, shidi doktora Lin urósł – uśmiechnął się Lu Wancheng. – Może od teraz powinniśmy nazywać go Wysoki-shidi.
Lin Qingyu nie zadał sobie trudu, żeby odpowiedzieć. Po chwili namysłu powiedział:
– Skoro już mowa o moim shidi, jego rodzinne miasto to Lin’an. Tak samo jak twoje.
Lu Wancheng uniósł brwi.
– I co z tego?
– Chcesz wybrać się na wycieczkę do Lin’an, gdy twój stan się poprawi?
– Nie – odpowiedział stanowczo Lu Wancheng. – Wyjazd oznaczałby długą, wyczerpującą podróż, podczas której nie mógłbym ani jeść, ani spać. Musiałbym oszaleć, by zdecydować się na coś takiego.
Spojrzenie Lin Qingyu lekko pociemniało.
– Naprawdę?
Tłumaczenie: Ashi
Glosariusz
Postacie i instytucje
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38