Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 3812 min. lektury

Lin Qingyu zbliżył się do sypialni. Jej drzwi były uchylone.

Kiedy dziś wrócił do rodzinnego dworu, nie zabrał ze sobą Huantonga. Dlatego w tej chwili służący klęczał przy wózku inwalidzkim Lu Wanchenga, nakrywając kocem nogi młodego markiza. Huantong spędził lata z Lin Qingyu i wiele widział, więc kiedy zauważył, że Lu Wancheng wydaje się niezwykle energiczny, nie był tak zachwycony jak Hualu. Zamiast tego, zmusił się do udawania radości, gdy z nim rozmawiał.

Co chcesz dziś na kolację, młody markizie? Powiem kuchni, żeby to przygotowała wcześniej.

Lu Wancheng pomyślał o tym, po czym powiedział:

Chciałbym ciasto o smaku śliwki.

Dobrze – powiedział Huantong ochryple. – Pójdę im teraz powiedzieć.

Która godzina? – zapytał Lu Wancheng, patrząc w stronę szafy.

Lin Qingyu podążył za jego wzrokiem, ale nie zauważył tam nic szczególnego.

Już prawie piąta – powiedział Huantong.

Dlaczego twój panicz jeszcze nie wrócił?

Panicz powinien wkrótce przyjść. Powiedział, że wróci na obiad.

Lu Wancheng nadal z lekkim zaniepokojeniem przyglądał się szafie.

Powinien się pospieszyć.

Lin Qingyu się wycofał.

W ogrodzie Hualu wciąż nuciła, jej melodia była lekka i zwiewna. Odwróciła się i zobaczyła Lin Qingyu stojącego przed drzwiami. Zapytała z zaciekawieniem:

Dlaczego nie wchodzisz do środka, paniczu?

Lin Qingyu odzyskał przytomność.

Hualu, pożycz mi swoją kosmetyczkę.

Miał na sobie makijaż tylko raz w życiu, w dniu ślubu z Lu Wanchengiem. Ponieważ mocny makijaż nie pasował mężczyznom, a Lin Qingyu i tak stanowczo się temu sprzeciwiał, druhna jedynie pomalowała mu brwi i usta, a między brwiami umieściła huadian.

Lu Wanchengowi nie zależało na tym, by Lin Qingyu pomalował brwi, czy usta. Wyglądało na to, że chciał go tylko zobaczyć w szacie ślubnej z huadianem.

Patrząc na swoje odbicie w miedzianym lustrze, Lin Qingyu nagle odkrył, że ostatnio również znacznie schudł. Sięgnął po pędzel i starannie, z rozmysłem odtworzył huadian, który nosił tamtego dnia. Miał prosty, symetryczny wzór, nie więcej niż trzy pociągnięcia pędzlem, a jednak całkowicie odmienił jego wygląd. Nie wyglądał już jak on sam, ale jak żona, która polegała na swojej urodzie, by uszczęśliwić męża.

Nigdy nie przypuszczał, że mężczyzna może wykorzystać swój wygląd, by uszczęśliwić bliskiego przyjaciela.

Następnie zdjął swoje skromne ubranie i włożył każdą część skomplikowanej ślubnej szaty, przytrzymując ją nefrytowym pasem, po czym okrył się welonem. Zdjął podtrzymująca włosy spinkę, pozwalając ciemnym pasmom rozlać się wokół niego niczym wodospad, po czym podniósł ślubne nakrycie głowy. Po chwili wahania odłożył je z powrotem.

To wystarczyło. Żegnał go, a nie żenił się z nim po raz drugi.

Paniczu. – Głos Huantonga dobiegł z zewnątrz. – Paniczu, wróciłeś?

Lin Qingyu nie zdążył odpowiedzieć, gdy Huantong wpadł do środka. Sługa natychmiast zamarł na jego widok.

Gdy Lin Qingyu wstał, zwisające kawałki materiału ślubnej szaty zamiotły podłogę. Nie związał długich włosów, pozwalając im swobodnie opadać na ramiona. Kiedy opuścił głowę, zasłaniały mu połowę twarzy.

Huantong nigdy wcześniej nie widział swojego panicza w takim stroju. Był tak piękny, że nikt inny nie mógł się z nim równać, jego ruchy były proste, a zarazem pełne gracji. Służący stał oszołomiony, dopóki Lin Qingyu nie podszedł do niego.

Paniczu, dlaczego…?

Gdzie jest teraz młody markiz?

Młody markiz myślał, że panicz jeszcze nie wrócił, więc powiedział, że chce poczekać w ogrodzie. – Huantong przypomniał sobie, dlaczego wszedł, i kiedy znów się odezwał, jego głos się załamał. – Paniczu, młody markiz… on…

Wiem. – Lin Qingyu był dziwnie spokojny. – Powiedz służbie, żeby przygotowała obiad i go zostawiła. Dziś wieczorem nikt nie musi nam usługiwać.

Suknie ślubne były ciężkie i niewygodne – niezwykle łatwo było nadepnąć na spódnice i się potknąć. Aby szybko dotrzeć do Lu Wanchenga, Lin Qingyu musiał unosić spódnicę jak kobieta, przechodząc przez ciche korytarze i biegnąc na dziedziniec…

Lu Wancheng, ubrany w jaskrawoczerwone ubranie i śnieżnobiały szalik z lisa, siedział na wózku inwalidzkim, który do niedawna stał pusty. Wpadł w pole widzenia Lin Qingyu majestatycznie niczym czerwony kwiat śliwy na śniegu.

Dziś wieczorem był w świetnym humorze. Jego policzki i usta odzyskały kolor, a oczy błyszczały młodzieńczo, jakby wróciły do ciepłej wiosny z poprzedniego roku. Wtedy nawet nie potrzebował wózka inwalidzkiego. Zignorował nawet swój stan, próbując unieść Lin Qingyu w powietrze.

Gdyby… gdyby koszula Lu Wanchenga nie była za duża, gdyby jego nogi nadal były sprawne, Lin Qingyu mógłby pomyśleć, że być może – tylko być może – naprawdę czuje się lepiej.

Młody markiz siedział spokojnie, czekając na jego przybycie.

Lin Qingyu otworzył usta.

Wancheng.

Reakcja Lu Wanchenga była nieco opóźniona. Najpierw drgnął, a potem powoli odwrócił głowę, by spojrzeć na Lin Qingyu, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Wróciłeś. – Jego odpowiedź niczym nie różniła się od zwykłej.

Lin Qingyu poczuł ucisk w piersi.

Lu Wancheng tyle razy powtarzał, że chciałby zobaczyć Lin Qingyu w szatach ślubnych i huadianie. Dlaczego, kiedy w końcu je założył, nie zareagował w żaden szczególny sposób?

Lin Qingyu uniósł dłoń, próbując dotknąć oczu Lu Wanchenga. Jego opuszki palców znalazły się tuż przy rzęsach młodego szlachcica. Jednak oczy były wciąż otwarte, patrząc na niego bez mrugnięcia, a kąciki ust mężczyzny uniosły się w pięknym uśmiechu.

Czy jadłeś domowe ciasto śliwkowe teściowej, kiedy odwiedzałeś rodzinę? A, racja i czy Qinghe już wyrosły przednie zęby?

Dłoń Lin Qingyu zamarła w powietrzu i powoli opadła.

Tak i tak.

Jak mógł zapomnieć? Ciało Lu Wanchenga było pełne trucizny. Wszystko, co zrobił, uznawano by za normalne. Jak mógł zapomnieć?

Powiedziałem Huantongowi, żeby przygotował też ciasta z kwiatem śliwy – powiedział Lu Wancheng. – Czy mógłbyś zjeść je ze mną jeszcze raz?

Lin Qingyu skinął głową. Kiedy Lu Wancheng ponownie zawołał jego imię, odpowiedział:

W porządku. Na dworze jest zimno. Pozwól, że wepchnę cię z powrotem do środka.

Lin Qingyu zaprowadził Lu Wanchenga do głównej sali. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w rodzinach szlacheckich, każdy posiłek powinien być spożywany właśnie tutaj. W przeszłości Lu Wancheng był leniwy, więc kazał służbie przynosić mu posiłki. Później, w miarę postępu choroby, nie mógł jeść zbyt wiele, nawet jeśli przynoszono mu jedzenie prosto do łóżka.

Huantong kazał kuchni przygotować dania na cały stół. Kiedy skończył je podawać, z zaczerwienionymi oczami, Lu Wancheng zawołał do niego:

Czy jest wino?

Lin Qingyu nie pozwalał swoim pacjentom pić alkoholu. Byli małżeństwem od tak dawna, a mimo to nigdy nie pili razem.

Ze względu na zdrowie nie powinieneś pić wina.

Ale ja już mam osiemnaście lat – powiedział Lu Wancheng.

To ma… – Lin Qingyu wziął głęboki oddech i przybrał swój zwykły ton. – To nie ma nic wspólnego z twoim wiekiem.

Jak to możliwe? Osiemnaście lat oznaczało, że mogłem robić, co chciałem. Ale w końcu doszedłem do osiemnastki i nic nie mogę… – Lu Wancheng zrobił pauzę, po czym się roześmiał. – Daj mi tylko jedną czarkę, doktorze Lin.

Lin Qingyu uspokoił oddech i powiedział do Huantonga:

Przynieś wino.

Huantong nalał parze wina, po czym powiedział cicho:

Jeśli nie potrzebujecie niczego więcej, pójdę już. – Bał się, że zacznie płakać, jeśli zostanie dłużej.

Jeśli odejdziesz, kto pomoże mi jeść? – zapytał Lu Wancheng.

Huantong spojrzał na Lin Qingyu, niepewny, co zrobić.

Ja – odpowiedział mu Lin Qingyu.

Lu Wancheng był zaskoczony i odpowiedział zszokowany:

Zrobiłbyś dla mnie aż tyle?

Lin Qingyu podniósł miskę zupy do ust Lu Wanchenga.

Otwórz usta.

Lu Wancheng posłusznie to uczynił, ostrożnie popijając łyk zupy, opierając głowę o dłoń Lin Qingyu.

Jeszcze jeden – powiedział z zadowoloną miną.

Nie zjadł wiele, gdy nagle stwierdził, że chce się napić. Huantong starannie wybrał delikatne wino z kwiatu gruszy, wcześniej podgrzane. Pierwszy łyk nie wywołał pieczenia, a aromat wina utrzymywał się długo. Lu Wancheng wziął łyk, po czym wydał z siebie zadowolony odgłos.

To dobre wino. – Ale tuż przedtem nie czuł już nawet goryczy swojego lekarstwa.

Lin Qingyu odchylił głowę, nie mogąc znieść jego spojrzenia. Usłyszał, jak Lu Wancheng pyta:

Qingyu, kiedy się pobraliśmy i piliśmy nasze wino weselne, czy było takie? – Zanim Lin Qingyu zdążył odpowiedzieć, dodał: – Czekaj, nie piłeś wina weselnego z kogutem, prawda?

Lin Qingyu zamknął oczy.

Ja… nie pamiętam.

Założę więc, że piłeś ze mną – powiedział Lu Wancheng.

Opanowawszy emocje, Lin Qingyu ponownie otworzył oczy. Za oknem szybko zbliżała się noc. Śnieg zaczął padać cicho i szybko, czysty i biały jak światło księżyca.

To był pierwszy śnieg w tym roku.

Serce Lin Qingyu zadrżało z radości. Przypomniał sobie, jak Lu Wancheng powiedział, że chce zobaczyć Lin Qingyu stojącego na śniegu z parasolem, by jego szaty podkreślały rumieniec na policzkach.

Wancheng, pada śnieg. Chcesz iść… – Ale słowo „zobaczyć” utknęło mu w gardle i nie mógł go wypowiedzieć.

Pada śnieg? – Lu Wancheng wciąż mówił lekkim tonem, jakby nie dostrzegał nietypowego zachowania Lin Qingyu. – W takim razie mam szczęście. Chodźmy zobaczyć śnieg.

Lin Qingyu kazał już służbie zostać w swoich pokojach tej nocy. Nikt nie widział go ubranego w jaskrawoczerwone szaty ślubne i trzymającego parasol, z włosami opadającymi swobodnie, gdy stał na śniegu.

Nikt… nie mógł zobaczyć.

Lu Wancheng wyciągnął rękę, pozwalając, by miękkie płatki śniegu opadły mu na dłoń. Z dala od światła w pokoju, jego skóra szybko zbladła, a usta straciły czerwień. Tylko jego oczy pozostały jasne, jakby był ulotnym kwiatem, który szybko więdnie po rozkwitnięciu z całym wysiłkiem.

Rozkwitał zbyt krótko – tak krótko, że Lin Qingyu się przestraszył. Jednak nie wiedział, jak pomóc Lu Wanchengowi rozkwitać dłużej. Na próżno mógł jedynie ściskać jego lodowatą dłoń.

Zimno ci?

Lu Wancheng pokręcił głową, a potem nagle zapytał:

Qingyu, nadal lubisz dziewczyny, prawda?

Lin Qingyu przełknął ślinę.

Naturalnie.

Lu Wancheng skinął głową i się uśmiechnął.

To dobrze. – Wpatrywał się w śnieg jeszcze przez chwilę, z opadającymi powiekami. – Qingyu, czuję się zmęczony.

Serce Lin Qingyu wydawało się puste.

Jeśli jesteś zmęczony, to idź spać – powiedział cicho.

Gdy zaśnie, będzie wolny. Nie będzie już musiał cierpieć męki zatrutego lekarstwa.

Jednak Lu Wancheng go nie słuchał. Nadal uparcie trzymał oczy szeroko otwarte, choć uśmiechał się przepraszająco.

Przepraszam, Qingyu. Chyba nie dam rady… wytrzymać. Ale bardzo się starałem, więc nie bądź na mnie zły, dobrze?

Oczywiście, że nie będę. – Lin Qingyu klęczał na śniegu, jedną ręką trzymając parasol, a drugą głaszcząc policzek Lu Wanchenga. Jego głos był łagodny jak woda. – Nie jestem na ciebie zły.

Lu Wancheng prawdopodobnie już zdał sobie sprawę, że wydarzenia w Pałacu Wschodnim nie potoczyły się tak gładko, jak sobie tego życzyli. No właśnie – Lu Wancheng był taki mądry. Wiedział wszystko. Jak mógł nie zdawać sobie z tego sprawy?

Mężczyzna uśmiechnął się pod parasolem i rzucił ostatni żart:

W dniu, w którym Xiao Cheng umrze tragicznie, proszę, nie zapomnij opowiedzieć o tym zdjęciu swojego męża.

Lin Qingyu nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.

Lu Wancheng zdawał się wyczuwać jego uśmiech. Spojrzał na Lin Qingyu i patrzył na niego, aż w końcu nie wytrzymał i zamknął oczy.

W takim razie zdrzemnę się chwilę. Pamiętaj, żeby mnie obudzić.

W porządku – powiedział Lin Qingyu.

Śnieg padał coraz mocniej.

Choć dłoń Lin Qingyu była ciepła, dłoń drugiego mężczyzny powoli, powoli stawała się zimna — zimna i sztywna do szpiku kości.

Światło księżyca padało na nich, zimne i nieubłagane jak wiatr i śnieg, tłumiące dźwięki świata.

Lin Qingyu miał na sobie szatę ślubną i huadian, tak samo, jak w dniu, w którym poznał Lu Wanchenga.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: