Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 3711 min. lektury

Lu Qiaosong przedawkował leki i nagle zmarł.

Wszystko wydarzyło się o wiele za szybko. W ciągu dnia wciąż był pełen energii i czuł się, jakby mógł przenosić góry gołymi rękami. Jednak tej nocy krew trysnęła ze wszystkich jego siedmiu otworów i stracił kontrolę nad zwieraczami. Zginął tragicznie w pawilonie Qingdai.

Lady Liang nie wytrzymała szoku i zemdlała, gdy tylko usłyszała tę wiadomość. Markiz Nan’an tylko raz spojrzał na ciało w pawilonie Qingdai, zanim powlókł się w stronę sali rodowej rodziny Lu. Jego włosy całkowicie posiwiały w ciągu jednej nocy, a następnego ranka nawet nie pojawił się na dworze królewskim. Ostatecznie Lady Pan zajęła się pogrzebem Lu Qiaosonga.

Lady Pan od dawna przygotowywała się do pogrzebu, ale Lu Wanchenga. Nikt nie mógł przewidzieć, że Lu Qiaosong umrze przed swoim starszym bratem, a tym bardziej w tak brutalny sposób. Oczywiście, przedmioty pogrzebowe przygotowane dla Lu Wanchenga nie nadawały się do użytku, więc Lady Pan musiała w pośpiechu wysłać kogoś na zakupy, pospiesznie składając kilka rzeczy.

W dworze markiza wisiały żałobne transparenty, a banknoty fruwały na wietrze. Trumna Lu Qiaosonga stała w holu. Pani Liang, ubrana na biało, klęczała przed trumną, jej wzrok był pusty, a twarz odrętwiała. Wyglądała, jakby płakała, aż wyschły jej łzy.

Choć śmierć Lu Qiaosonga była niegodna, wciąż był synem markiza. Miał mnóstwo koneksji i wszędzie, gdzie się pojawił, zdobywał przyjaciół, więc nie brakowało żałobników. Jeden z nich – nieznany mężczyzna – twierdził, że jest eunuchem z Pałacu Wschodniego, który miał pokłonić się trzeciemu paniczowi w imieniu konkubiny Lu.

Wyraz twarzy Lady Liang w końcu nieco się zmienił.

Konkubina Lu… – powiedziała ochrypłym, cichym głosem. – Czy… czy wszystko u niej w porządku?

Mężczyzna zawahał się, ale po wielokrotnych pytaniach Lady Liang powiedział jej, że Lu Niantao została wygnana do Zimnego Pałacu.

Lady Liang długo patrzyła na niego z otwartymi ustami, ale kiedy niespodziewanie dostrzegła Lin Qingyu, zaczęła krzyczeć. Trzęsąc się niekontrolowanie, wskazała na niego palcem.

Demonie! – wrzasnęła ochryple. – Demon wżenił się w dom markiza Nan’an!

Chyba żartujesz, Pani – powiedział chłodno Lin Qingyu. – Czy to nie ty mówiłaś wcześniej, że jestem dobrym talizmanem?

Lady Liang otworzyła szeroko oczy, jakby ktoś chwycił ją za gardło, i bez przerwy powtarzała jakieś dziwne bzdury. Zupełnie straciła rozum. Lekarz powiedział, że oszalała i może nigdy nie wyzdrowieć.

Po tych kolejnych wstrząsach markiz był całkowicie przytłoczony i ciężko zachorował. Nie miał już sił, by pytać o domowników, kazał tylko służbie pilnować markizy, żeby nie wychodziła na zewnątrz i nie narobiła rodzinie wstydu. Wszystko inne powierzył Lady Pan.

W dniach, w których odbywał się pogrzeb Lu Qiaosonga, Lu Wancheng odzyskał nieco zdrowia, ale tylko na tyle, że był przytomny przez nieco dłuższe okresy i mógł więcej mówić.

Dowiedziawszy się o nagłej śmierci Lu Qiaosonga, obłędzie Lady Liang i chorobie markiza, Lu Wancheng wcale nie był zaskoczony. Wręcz przeciwnie, spojrzał na Lin Qingyu z uznaniem.

Wygląda na to, że wyrosłeś jeszcze piękniejszy, Qingyu. – Był jak niezwykle trujący kwiat, który długo się ukrywał, ale w końcu miał szansę rozkwitnąć. Był piękny, a zarazem przerażający, przyprawiając o palpitacje serca już po pierwszym spojrzeniu.

Lin Qingyu pochylił głowę, by spojrzeć na swoje nieskazitelne dłonie. Kiedy się odezwał, jego głos brzmiał nieco oskarżycielsko.

To ty mnie w to zmieniłeś.

Lu Wancheng zaśmiał się cicho.

To był dla mnie zaszczyt.

Na zewnątrz rozległ się przenikliwy dźwięk suony. To pracownicy zakładu pogrzebowego żegnali Lu Qiaosonga.

Milczeli przez chwilę. Nagle Lu Wancheng zapytał:

Qingyu, dokąd twoim zdaniem pójdzie Lu Qiaosong?

Po śmierci ludzi nic z nich nie zostaje. Gdzie indziej mogliby pójść?

Wiesz więc, jak się tu znalazłem?

Lin Qingyu zamarł na chwilę.

Jeśli mi nie powiesz, to skąd mam wiedzieć?

Pewnego dnia wracałem ze szkoły i uratowałem ciężarną kobietę, ale sam umarłem. Jestem takim dobrym człowiekiem! – wykrzyknął Lu Wancheng.

Oczy Lin Qingyu szeroko się otworzyły.

Masz na myśli, że już… raz umarłeś?

Lu Wancheng skinął głową.

Przejechała mnie kompletnie załadowana ciężarówka. Naprawdę bardzo bolało. – Zaśmiał się. – Wszyscy mówią, że dobroć rodzi dobroć. Uratowałem dwa życia, więc czy to znaczy, że będę żył dwa razy? Xu Junyuan obliczył moje życie i powiedział, że… może nie jest mi pisane umrzeć.

Lin Qingyu gwałtownie wstał i wyrzucił z siebie:

Co masz na myśli, mówiąc „może”?!

Lu Wancheng nie mógł dłużej udawać rozluźnienia.

To znaczy… może – powiedział z trudem. – Jeśli umrę, to naprawdę mogę umrzeć i stracić wszystko. Nawet jeśli będę miał szczęście się obudzić, mogę nie być w Wielkim Yu, ani w ogóle w tym świecie. Rozumiesz?

Lin Qingyu wpatrywał się w Lu Wanchenga zszokowany. Po chwili zapytał:

Jak bardzo jesteś tego pewien?

Lu Wancheng milczał przez dłuższą chwilę, po czym powiedział cicho:

Nie wiem.

Lin Qingyu rozpaczliwie próbował stłumić emocje.

Co to wszystko, do cholery, ma znaczyć?

Lu Wancheng zdawał się przewidywać jego reakcję.

Przepraszam – powiedział cicho. – Długo się wahałem, ale uznałem, że mimo wszystko powinienem ci powiedzieć.

Dlaczego miałbyś mi mówić coś, co nie jest pewne?! – Lin Qingyu nie mógł już tego znieść. Już był gotowy stracić Lu Wanchenga na zawsze, ale teraz powiedział mu, że „może” żyć.

Czego od niego chciał? Żeby nic nie robił przez cały dzień, tylko zastanawiał się, czy naprawdę umarł, i czekał na odpowiedź, która może nawet nie istnieć?!

Gdyby… gdyby Lu Wancheng ostatecznie miał tylko jedną szansę, Lin Qingyu wolałby, żeby ta szansa w ogóle nie istniała.

Poczekaj na mnie rok – powiedział Lu Wancheng, ale potem pomyślał, że rok to może być za długo. Znali się zaledwie rok, więc jak mógł prosić Lin Qingyu, żeby poczekał kolejne dwanaście miesięcy? – Nie rok… – Lu Wancheng urwał, kaszląc, po czym kontynuował z rozpaczą: – Pół roku… Nie, tylko sto dni. – Wciąż bał się, że Lin Qingyu odrzuci jego prośbę, uznając ją za zbyt wygórowaną. – Jeśli nie przyjdę w ciągu stu dni, załóż, że jestem martwy. Możemy stworzyć sekretny kod i jeśli nie umrę, jeśli moja dusza przeniesie się do kogoś innego, będziemy mogli się odnaleźć za jego pomocą, dobrze?

W ustach Lin Qingyu czuć było gorzki smak, a jego emocje były splątane.

Lu Wancheng, nie jesteś lepszy od świni – wycedził przez zęby.

Lu Wancheng wymusił uśmiech.

Każda piękność obraża swojego męża, nazywając go bękartem. Wtedy pojawia się lekarz Lin i od razu nazywa mnie świnią. Tak jak się spodziewałam po moim laopo.

Odpieprz się.

Nie mogę, Qingyu – jęknął bezwstydnie Lu Wancheng. – Moje nogi są bezużyteczne.

Nie dość, że nogi Lu Wanchenga były bezużyteczne, to jeszcze wszystkie jego narządy wewnętrzne uległy uszkodzeniu. Z każdym dniem toksyczne lekarstwo działało i każdego dnia popadał w majaczenie z bólu, wiedząc jedynie, jak zawołać imię Lin Qingyu.

Lin Qingyu zamknął oczy.

No to powiedz.

Lu Wancheng mrugnął.

Co takiego?

Tajny kod.

Na twarzy Lu Wanchenga powoli pojawił się uśmiech.

Daj mi pomyśleć. – Ten sekretny kod musiał być łatwy do wymówienia, łatwy do zapamiętania i nieznany nikomu innemu. Po chwili głębokiego namysłu Lu Wancheng powiedział: – W porządku… „Jeśli nieparzyste, zmień; jeśli parzyste, pozostaw bez zmian; a znak zależy od znaku ćwiartki”.

Co to właściwie znaczy – zapytał chłodno Lin Qingyu. – Nie możesz wymyślić czegoś, co zrozumiem?

Jeśli nie rozumiesz, możesz zapytać, co to znaczy. Powiem ci.

Lin Qingyu zapytał więc:

Co oznaczało to, co właśnie powiedziałeś? Co masz na myśli, mówiąc „laopo”? I co to jest „zboczenie”?

Lu Wancheng automatycznie zignorował dwa ostatnie pytania.

Musimy zacząć od podstawowych definicji funkcji trygonometrycznych…

Gdy ożywił się, wyjaśniając, nagle zmarszczył brwi i przygryzł wargę. To był znak, że trujący lek zaczął działać.

Przyniosę igły – powiedział Lin Qingyu.

Akupunktura mogła nieznacznie złagodzić ból Lu Wanchenga. Jej efekty były minimalne, ale lepsze to niż nic.

Mężczyzna złapał Lin Qingyu za rękaw i pokręcił głową.

Nie, nie potrzebuję tego. Po prostu zostań tutaj i bądź ze mną.

Lin Qingyu usiadł na skraju łóżka, pozwalając Lu Wanchengowi leżeć w swoich ramionach.

Lu Wancheng otworzył oczy tak szeroko, jak tylko mógł, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, a jego palce wbiły się w ramię Lin Qingyu, mimo że się uśmiechał.

Qingyu, tajny kod… Zapamiętałeś go?

Dłoń Lin Qingyu zakryła oczy Lu Wanchenga.

Tak.

Naprawdę musisz poczekać tylko sto dni… – Lu Wancheng zamknął oczy pod dłonią Lin Qingyu. – Nie czekaj za długo. Martwiłbym się o ciebie.

***

Po pierwszym dniu zimy nastąpił Dzień Mniejszego Śniegu1. W tym roku śnieg spadł znacznie później niż zwykle, ale niebo było zawsze szare i zachmurzone, jakby nie było pewne, czy powinno zacząć padać.

Lu Wancheng budził się coraz rzadziej, a nawet jego krótkie chwile przytomności były spowodowane bólem wywołanym toksycznym lekiem. Wcześniej mógł siedzieć na wózku inwalidzkim i cieszyć się słońcem na podwórku, ale teraz nie mógł nawet usiąść w łóżku. Nie mógł też nigdzie wyjść.

Pod koniec miesiąca matka Lin Qingyu skończyła czterdzieści lat, a jej najstarszy syn złożył wizytę w rodzinnym dworze. Widząc go przybywającego samotnie, Lady Lin wiedziała, że stan Lu Wanchenga nie jest obiecujący. Obawiała się, że syn będzie smutny, więc nie pytała o wiele. Zamiast tego, to Lin Qinghe zapytał, dlaczego Wancheng-gege nie przyszedł. Lin Qingyu po prostu pogłaskał go po głowie i powiedział, że przyjedzie następnym razem.

Lady Lin wolała ciszę i spokój od hałaśliwego świętowania, poza tym jej mąż był nieobecny, dlatego po prostu kazała służbie przygotować potrawy, które lubią jej synowie, i spędziła z nimi spokojne urodziny. Patrząc na ponure niebo za oknem, powiedziała im:

Kiedy spadnie pierwszy śnieg, wasz ojciec powinien wrócić do domu.

Lin Qingyu obawiał się opuszczać dwór markiza na zbyt długo, więc wrócił po obiedzie. W pawilonie Lanfeng Lin Qingyu zobaczył Hualu podlewającą nagie drzewo osmantusa, nucąc przy tym melodię.

Co cię tak uszczęśliwiło?

Odkąd Lu Wancheng zwymiotował krwią, nad pawilonem Lanfeng unosiły się niepokój i smutek. Minęło dużo czasu, odkąd widział Hualu w tak dobrym nastroju.

Młody markiz właśnie się obudził! – wykrzyknęła zachwycona Hualu. – Jest dziś w świetnym humorze i potrafi nawet samodzielnie siedzieć. Zjadł sam pół miski owsianki i w dodatku poprosił mnie, żebym przebrała go w szczęśliwy czerwony strój. Czy to oznacza, że wraca do zdrowia, paniczu?

Lin Qingyu znieruchomiał, a jego serce zamarło w piersi.


1. Pierwszy dzień okresu solarnego Xiǎoxuě. Zaczyna się około 22 listopada i trwa do 6 grudnia.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: