Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 514 min. lektury

Po kilku dniach opieki Lu Wancheng zdawał się czuć lepiej, pomimo tego, co działo się w jego wnętrzu. Lin Qingyu zasugerował, żeby wstał z łóżka i spróbował trochę pochodzić. Mężczyzna posłuchał jego rady i wstał, robiąc dwa mozolne kroki, zanim poczuł, że jego kończyny osłabły. Położył się z powrotem i powiedział bezczelnie:

Nic na świecie nie jest trudne, dopóki jesteś gotów się poddać. Ja wybieram poddanie się.

Chcesz leżeć w łóżku do końca życia? – zapytał Lin Qingyu.

Co w tym złego?

– …Nic. To leż tam.

Lin Qingyu, który wierzył w ciężką pracę i wytrwałość, nie mógł znieść postawy Lu Wanchenga, który nie wyszedł z pokoju przez cały dzień – co z oczu, to z serca.

Dziś nadszedł dzień, w którym panna młoda miała wrócić do domu.

Lin Qingyu niechętnie postrzegał siebie jako nowożeńca, „pannę młodą”, ale tęsknił za rodziną. Był z dala od bliskich zaledwie kilka dni, ale wydawało mu się, że minęły lata.

Wczesnym rankiem Lady Liang wysłała stewarda do pawilonu Lanfeng. Steward polecił służbie przynieść dwie skrzynie z prezentami od markizy, które Lin Qingyu miał zabrać do domu.

Hualu była młoda i powiedziała bez ogródek:

Co? Tylko dwie skrzynie? Zazwyczaj wysyłała więcej, nawet jeśli była to służąca, która wyszła za mąż.

Zarządca uśmiechnął się.

Panno Hualu, nie rozumie pani. Liczba prezentów, które panna młoda zabiera do domu, zależy od posagu, jaki wniosła. Ponieważ panicz nie przywiózł ze sobą dużego posagu, naturalnie niewiele prezentów otrzymuje w zamian.

To była prawda. Kiedy rodzice Lin Qingyu przygotowywali mu posag, błagał, żeby był jak najskromniejszy – najlepiej byłoby, gdyby nie dali nic. Nie zabrał żadnych antyków ani porcelanowych kosztowności, które przygotował ojciec, ani złotej i srebrnej biżuterii, ani aktów własności ziemi, które przygotowała matka. Zabranie dobytku rodziny Lin do rezydencji markiza Nan’ana tylko by go zhańbiło.

Lin Qingyu wiedział, że jego rodzice nie byli materialistami, a ich jedynym pragnieniem było jego bezpieczeństwo.

Nie muszę zabierać tych dwóch skrzyń – powiedział.

Steward był oszołomiony, myśląc, że się przesłyszał.

Paniczu, masz na myśli…

Zostaw je markizowi i markizie.

Chociaż Hualu była niezamężna, wiedziała, że powrót do domu z prezentami to kwestia szacunku. Próbowała go przekonać.

Powinieneś coś wziąć, paniczu. Nowożeniec, który wróciłby do domu rodziców bez prezentów, z pewnością byłby obiektem plotek i obelg.

O rodzinie Lin już plotkowano – powiedział chłodno Lin Qingyu. – Niech kontynuują.

Homoseksualizm był popularny w Wielkim Cesarstwie Yu. Rodziny wysokich rangą urzędników i dygnitarzy miały po kilka męskich konkubin, a nawet cesarz miał jedną lub dwie. Mężczyzna nie mógł jednak mieć dzieci, a zatem nie mógł być czyjąś główną żoną.

Zgodnie z prawem Yu, małżeństwo zawierane było między jednym mężczyzną a jedną kobietą lub jednym mężczyzną, jedną kobietą i kilkoma konkubinami. Gdyby nie posłuszeństwo wobec poleceń cesarskiego nauczyciela i ratowanie życia Lu Wanchenga, cesarz nie złamałby starożytnego prawa i nie udzieliłby ślubu dwóm mężczyznom.

Lin Qingyu był pierwszym, który ożenił się za zgodą cesarza, co wystarczyło, aby rodzina Lin zyskała złą sławę w stolicy. Byli gorącym tematem wśród miejskich dygnitarzy.

Kiedy steward mruczał pod nosem, Lin Qingyu zapytał:

Czy powóz jest gotowy?

Steward odchrząknął.

Tak, proszę pana. Jest jeszcze jedna rzecz. Lady prosiła mnie, żebym panu powiedział, że najstarszy panicz jeszcze nie doszedł do siebie, więc nie będzie panu towarzyszył. Jego ciało może nie wytrzymać zimna na zewnątrz.

Nie martw się – powiedział spokojnie Lin Qingyu. – Nie planowałem zabierać go ze sobą.

Lin Qingyu wsiadł do powozu sam. Rezydencja markiza Nan’ana i rezydencja Lin znajdowały się niemal na przeciwległych krańcach miasta, więc podróż w obie strony zajęłaby większość dnia.

Mijając ulicę Yongxing, Lin Qingyu kazał kierowcy się zatrzymać.

Proszę tu zaczekać.

Ulica Yongxing była najbogatszą arterią stolicy. Sklepy po obu stronach drogi sprzedawały jedwab, tkaniny, porcelanę, wino, herbatę i wiele innych. Lin Qingyu wszedł do sklepu z winami i kupił dwa słoje wykwintnego wina, a następnie poszedł do sąsiedniego sklepu z przekąskami, aby zamówić kilka funtów kandyzowanych owoców i napoje. To wystarczyło.

Rodzina Lin wiedziała, że wróci dziś do domu, więc wcześnie rano otworzyli drzwi. Gdy zbliżał się czas jego przybycia, matka zabrała młodszego syna i służącego, który towarzyszył Lin Qingyu od dzieciństwa, i stanęła w drzwiach, czekając.

Tuż przed przyjazdem otworzył okno powozu. Z oddali zobaczył małego chłopca podskakującego i machającego w jego stronę.

To był Lin Qinghe, jego sześcioletni brat. Serce Lin Qingyu, które od wielu dni było napięte, w końcu trochę się uspokoiło.

Gdy tylko wysiadł z powozu, jego brat rzucił mu się w ramiona, krzycząc. Był w wieku, w którym wypadały mu mleczne zęby, brakowało mu więc dwóch jedynek. To nieco zniekształcało jego wymowę.

Paniczu! – Huantong, osobisty sługa Lin Qingyu, był tak uradowany, jakby wrócił z pola bitwy, a nie z rezydencji markiza.

Lin Qingyu pogłaskał młodszego brata po głowie i spojrzał na łagodną kobietę obok nich.

Mamo.

W jej oczach pojawiły się łzy.

Dobrze, że wróciłeś. – Lekko zdenerwowana, spojrzała na powóz. – Czy młody markiz wciąż tam jest?

Młody markiz jest przykuty do łóżka i nie może wychodzić. Powiedział, żeby traktować go jak martwego – powiedział Lin Qingyu, relacjonując słowa Lu Wanchenga.

Jego matka była zszokowana.

To…

Lin Qingyu uśmiechnął się do niej pocieszająco.

Nie wspominajmy o innych ludziach, skoro już jestem w domu. Gdzie jest ojciec?

Dziś odwiedził go jeden z jego uczniów. Jest z nim na korytarzu.

Kto?

Tan Qizhi.

Uśmiech Lin Qingyu nieco zbladł.

Naprawdę wie, jak wybrać odpowiedni dzień na wizytę.

Czy musiał przyjechać tego samego dnia, co Lin Qingyu?

Rodzina Tan prowadziła największą aptekę w stolicy, a Lin Qingyu był serdeczny wobec Tan Qizhi, ucznia swojego ojca. Mimo to nie chciał z nim zbytnio rozmawiać. Tan Qizhi zawsze był stronniczy i rywalizował z innymi, co z czasem stało się irytujące. W porównaniu z nim nawet Lu Wancheng był uroczy.

W każdym razie matka Lin Qingyu poczuła ulgę, że Lu Wancheng nie przyjechał. Razem z mężem tęsknili tylko za synem i poczuliby się niezręcznie, gdyby towarzyszył mu zięć.

Nie stójmy w drzwiach. Wejdź, upiekłam twoje ulubione ciasto śliwkowe.

Sama je zrobiłaś, mamo?

Uśmiechnęła się.

Oczywiście. Nie lubisz, kiedy ktoś inny je robi.

Lin Qingyu uśmiechnął się do niej lekko, a jego lodowata aura zdawała się rozgrzewać niczym wiosenny wiatr. Kierowca z rezydencji markiza był oszołomiony – czy to ten sam młody lord, który nieustannie ignorował wszystkich, a jego wyraz twarzy był obojętny?

Gdy tylko Lin Qingyu wszedł, zobaczył zbliżającego się do niego Tan Qizhiego.

Qingyu-xiong, w końcu tu jesteś!

Tan Qizhi był przystojny i miał temperament uczonego. Na pierwszy rzut oka wyglądał na utalentowanego młodzieńca.

Lin Qingyu skinął mu głową, po czym powitał mężczyznę siedzącego na honorowym miejscu.

Ojcze.

Jego ojciec nie okazywał emocji tak jak jego matka, ale jego oczy błyszczały, gdy mówił:

Wróciłeś.

Tan Qizhi wyjrzał na zewnątrz.

Tylko ty? Gdzie jest młody markiz?

Nie przyszedł – rzekł chłodno Lin Qingyu.

Tan Qizhi był zaskoczony.

Nigdy nie widziałem, żeby panna młoda wróciła bez męża.

Nie? No cóż, teraz widzisz – odpowiedział Lin Qingyu.

Być może młody markiz nadal jest chory i nie może wychodzić – zauważył jego ojciec.

Nawet jeśli, to jak Lu Wancheng mógł nie wysłać chociaż kartki z pozdrowieniami?

Tan Qizhi bezceremonialnie zmierzył go wzrokiem od góry do dołu, nawet nie próbując tego ukryć. Lin Qingyu miał dziś na sobie prostą białą szatę. Był szczupły, więc jego talia wyglądała elegancko, gdy stał prosto. Może i był piękny, ale zbyt pretensjonalny, a przynajmniej tak uważał Tan Qizhi. Czy mąż Lin Qingyu polubiłby żonę, która zawsze zachowuje się wyniośle? Wątpił, by piękność Lin cieszył się sympatią męża i teściów.

Qingyu-xiong jest wciąż tak samo atrakcyjny jak zawsze. Wyglądasz jeszcze ładniej niż kobieta – powiedział Tan Qizhi z uśmiechem. – Ale dlaczego wciąż ubierasz się tak skromnie, jak na młodego pana rezydencji markiza?

Lin Qingyu spojrzał na Tan Qizhiego z tą samą szczerością.

Oczywiście, nie dorównuję tobie. Masz na sobie fioletowe szaty, na dłoniach pierścionki i wisiorki na szyi – jakie to dostojne. Nikt nie wygląda bardziej na żonę szlacheckiej rodziny niż ty.

Twarz Tan Qizhiego wykrzywiła się, ale szybko wróciła do normy.

Chyba żartujesz, Qingyu-xiong. A tak przy okazji… gdzie są twoje prezenty? Przynieś je, żebym mógł doświadczyć bogactwa markiza.

Lin Qingyu uniósł dwa dzbany wina.

Proszę.

Jego ojciec uśmiechnął się do niego.

Tan Qizhi tylko się gapił.

Yyy…

Lin Qingyu, faworyzowany czy nie, wciąż był żoną markiza. Jak jego prezent mógł być tak żałosny?

Przyniosłem też kilka kilogramów kandyzowanych owoców – powiedział Lin Qingyu lekkim tonem. – Chcesz spróbować, Tan-xiong?

Słysząc, że są kandyzowane owoce, Lin Qinghe powiedział z podekscytowaniem:

Chcę je zjeść! Dzięki, Gege.

Czy schowałeś wszystkie dobre prezenty, bo nie chciałeś dać ich swoim rodzicom, Qingyu-xiong? – zapytał żartobliwie Tan Qizhi.

Nie opowiadaj takich bzdur – wtrącił ojciec Lin Qingyu. –Proszę, podgrzej wino, żono. Wypiję później kilka kieliszków z Qingyu i Qizhim.

Nauczycielu, obawiam się, że zasady na to nie pozwalają – powiedział zaniepokojony Tan Qizhi.

W jaki sposób łamie to zasady?

Tan Qizhi się zawahał.

Qingyu-xiong jest teraz żonaty. Jak mógłby pić ze mną, niespokrewnionym mężczyzną?

Ojciec Lin Qingyu spojrzał na niego ponuro. Chociaż Lin Qingyu był atrakcyjny i dołączył do rodziny markiza jako żona, mężczyzna nadal uważał go za syna. Mimo to inni mogli postrzegać go inaczej. W domu markiza Nan’ana panowały surowe zasady, więc kwestia, czy żona mogła wchodzić w interakcje z obcymi mężczyznami – nie mówiąc już o piciu przy tym samym stole – była kwestią dyskusyjną.

To rzeczywiście łamie zasady. W końcu, jak mogliśmy pozwolić komuś z zewnątrz uczestniczyć w rodzinnym posiłku? – Lin Qingyu wydawał się opanowany, ale już zastanawiał się, jaką truciznę podać Tan Qizhiemu. – Po co tu jeszcze jesteś, Tan-xiong? Możesz odejść.

Tan Qizhi oniemiał. Wyraźnie nie chciał wychodzić – nie zobaczył jeszcze niczego ciekawego – więc zaśmiał się sucho i powiedział:

Szczerze mówiąc, przyszedłem dziś nie tylko po to, żeby powitać mojego shifu, ale też o coś poprosić…

Zanim zdążył dokończyć, podbiegł steward.

Panie! Pani! Wasz zięć jest tutaj!

Kto tu jest? Nie szufladkuj ludzi – powiedział lodowato Lin Qingyu.

To młody markiz! – upierał się Huantong, który poszedł za zarządcą. – Młody markiz z domu markiza Nan’ana!

Dlaczego Lu Wancheng zamiast spać, przebywał teraz w rezydencji Lin?

Lin Qingyu zachował spokój.

Pójdę zobaczyć.

My też pójdziemy – powiedział jego ojciec cicho.

W końcu Lu Wancheng był człowiekiem o wysokim statusie. Gdyby nie powitali go, ktoś o złych intencjach mógłby zacząć rozsiewać plotki. Jeśli takie plotki dotarłyby do rezydencji markiza Nan’ana, sytuacja Lin Qingyu stałaby się jeszcze bardziej tragiczna.

Tan Qizhi przewrócił oczami i poszedł za nimi.

Gdy Lin Qingyu dotarł na dziedziniec, zobaczył Lu Wanchenga siedzącego na wózku inwalidzkim, pchanym przez służącego.

Ich oczy się spotkały.

Lu Wancheng uśmiechnął się, wyglądając jak prawdziwy dżentelmen.

Qingyu, nie zabrałeś mnie ze sobą, kiedy wracałeś do domu? – Widząc niewzruszoną minę Lin Qingyu, wyszeptał: – Niemożliwe. Czemu znowu się wściekasz? O co tu się wściekać we własnym domu?

Twarz Lu Wanchenga odzyskała nieco koloru, ale jego cera nadal była blada. W jednej ręce trzymał elegancki przenośny grzejnik. Ubrany był w ciemnoczerwoną szatę, zwieńczoną zimową peleryną, a na nogach miał śnieżnobiałe futro z lisa. Nawet w tylu warstwach stroju nie wyglądał na napuszonego. Wręcz przeciwnie, prezentował się elegancko i przystojnie – wręcz idealnie.

Leżąc w łóżku, Lu Wancheng wyglądał jak solona ryba. Jednak poza łóżkiem… prezentował się o wiele korzystniej.

Zanim Lin Qingyu zdążył cokolwiek powiedzieć, wyszli jego rodzice. Lu Wancheng zerknął w bok, a służący za nim bez słowa zrozumiał. Wziął grzejnik i lisią skórę w jedną rękę, a drugą pomógł Lu Wanchengowi wstać. Gdy Lu Wancheng stał już pewnie, skłonił się rodzicom Lin Qingyu.

Witajcie, teściu, teściowo. Przepraszam za opóźnienie. – Był pełen wdzięku, dokładnie tak, jak oczekiwano od młodego pana bogatej rodziny.

Lin Qinghe schował się za bratem, wpatrując się w Lu Wanchenga szeroko otwartymi oczami.

Gege, jaki on przystojny.

Lin Qingyu chłodno obserwował Lu Wanchenga.

Masz przywidzenia – powiedział do Lin Qinghe.

Nie musisz być taki uprzejmy, młody markizie – powiedział ojciec Lin Qingyu. – Skoro jesteś chory, proszę, usiądź.

Lu Wancheng usiadł z powrotem na wózku inwalidzkim, a jego wzrok padł na Tan Qizhi.

A to jest…?

Witaj, młody markizie – powiedział Tan Qizhi z szacunkiem, podchodząc bliżej. – Nazywam się Tan Qizhi. Jestem uczniem naczelnego lekarza cesarskiego Lin. Moja rodzina jest właścicielem apteki Changxihe w stolicy.

Lu Wancheng uśmiechnął się lekko.

Hmm? Chang-co?

Changxihe – powiedział pospiesznie Tan Qizhi.

Co-xihe?

Tan Qizhi miał niejasne wrażenie, że ktoś się z nim bawi, ale status drugiego mężczyzny był tak wysoki, że mógł się tylko uśmiechać.

To Changxihe.

Changxi-co?

Co się dzieje…? Lin Qingyu im przerwał.

Wiatr jest zimny. Ojcze, Matko, proszę, wróćcie do środka. Zajmę się młodym markizem.

Jego matka wyciągnęła rękę do Lin Qinghe.

Nie trzymaj się tak blisko brata, Qinghe. Chodź tu.

Kiedy jego rodzina opuściła dziedziniec, Lin Qingyu szepnął do Lu Wanchenga:

Co ci się dzisiaj przytrafiło?

Sam na sam z Lin Qingyu, Lu Wancheng nie miał już ochoty udawać. Spojrzał w dół, wyglądając na wyczerpanego.

Przyszedłem cię wesprzeć.

Nie ma potrzeby. – To było niezwykłe i Lin Qingyu czuł, że coś musi być na rzeczy. Zmarszczył brwi. – Normalnie śpisz o tej porze.

To prawda. Wstanie wymagało kilku prób – powiedział Lu Wancheng z uśmiechem. – A zrobiłem to wszystko, żeby ci się odwdzięczyć za lekarstwa i akupunkturę. Co o tym myślisz, czy nie jesteś wzruszony?

Nie do końca – odpowiedział chłodno Lin Qingyu.

Lu Wancheng uniósł brwi.

Więc chcesz, żebym poszedł?

Lin Qingyu zastanowił się chwilę.

Jasne. Znajdziesz pretekst, żeby wrócić do dworu.

Lu Wancheng zakrztusił się, nagle czując, że życie nie jest warte tego cierpienia.

– …To trochę zbyt wiele, kolego.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: