Chang Yang został stałym bywalcem rezydencji markiza Nan’ana. Co trzy dni udawał się do pawilonu Qingdai, aby zbadać puls Lu Qiaosonga, a następnie do pawilonu Lanfeng na krótką wizytę. Od czasu do czasu przynosił nawet prezenty Lin Qingyu.
Oczywiście, Chang Yang był przepełniony radością, widząc tak często swojego shixionga. Jednak za każdym razem, gdy się spotykali, młody markiz Lu im towarzyszył, zachowując się tak, jakby łączyła go z Chang Yangiem głęboka więź. Wydawał się szczęśliwszy niż Lin Qingyu na jego widok, jakby to on był shixiongiem. Chang Yang nie miał nawet okazji porozmawiać ze swoim przyjacielem na osobności, nie mówiąc już o wyjaśnieniu mu swojego planu.
Przed dzisiejszą wizytą w rezydencji markiza, Chang Yang stał przez godzinę w kolejce przed najpopularniejszym sklepem cukierniczym stolicy, by kupić dwa pudełka ciast o smaku kwitnącej śliwy, ulubionego ciasta jego shixionga. Gdy tylko przekroczył bramę pawilonu Lanfeng, niosąc pudełka, usłyszał serdeczny śmiech Lu Wanchenga pośród kakofonii kurzych skrzeków.
– Znowu tu jesteś, shidi? Twoja obecność wystarczy, po co przynosić prezenty? Wejdź.
Zanim Chang Yang zdążył dobrze przyjrzeć się scenie na podwórku, przed jego oczami przemknęła kolorowa plama. Zamarł. Kiedy odzyskał przytomność, z nieba poleciało kurze pióro i wylądowało mu prosto na głowie. Z tym piórem we włosach wyglądał jak chłop sprzedający towar przy drodze, żeby zapłacić za pogrzeb ojca.
Chang Yang ponownie zamarł.
– Młody markizie, jesteś…
– Walki kogutów – powiedział Lu Wancheng z uśmiechem.
Dopiero teraz Chang Yang mógł dokładnie przyjrzeć się temu, co przeleciało obok – ospałemu kogutowi, któremu opadła połowa piór. Ten lot najwyraźniej był jego ostatnim aktem. Padł na podłogę, ledwo oddychając. Jego napastnik – kolejny kogut – stał dumnie u stóp Lu Wanchenga, z gracją odrzucając głowę do tyłu.
Patrząc na kurze pióra rozrzucone po całej ziemi, Chang Yang nie mógł powstrzymać gorzkiej urazy. O niebiosa… Dlaczego shixiong – człowiek porównywalny do boga lub nieśmiertelnego – musiał poślubić tego arystokratę-utracjusza, który nie miał nic do zaoferowania poza urodą?
Lekkomyślność Lu Wanchenga wzmocniła determinację Chang Yanga, by ocalić przyjaciela przed nieszczęściem.
– Witaj, młody markizie. Gdzie jest mój shixiong?
– Powiedział, że za bardzo hałasuję i wyszedł na spacer. Powinien wkrótce wrócić. – Lu Wancheng spojrzał na drzwi i się uśmiechnął. – Hm? Właśnie o tobie rozmawialiśmy!
Lin Qingyu zabrał Huantonga do ogrodu, żeby zakopać kilka słoików z ziołami pod drzewem, a teraz, po powrocie, był świadkiem zamieszania w pawilonie Lanfeng. Aż mu się oczy zaszkliły.
To była jego wina. Lek, który podał Lu Wanchengowi, zadziałał aż za dobrze. Z każdym dniem robiło się coraz cieplej, co pozwoliło mu odzyskać siły i bawić się w pawilonie Lanfeng, który zamienił się w istny chaos.
Lu Wancheng zrobił krok naprzód, napotykając lodowate spojrzenie Lin Qingyu.
– Wróciłeś w idealnym momencie – powiedział z uśmiechem. – Nasz mały shidi jest tutaj.
Po chwili Chang Yang powiedział:
– Shixiong.
Lin Qingyu spojrzał na czubek głowy Chang Yanga.
– Dlaczego włożyłeś sobie we włosy kurze pióro?
Lu Wancheng spojrzał na boki i wybuchnął bezceremonialnym śmiechem.
Chang Yang czuł się jeszcze bardziej niezręcznie. Szybko wyrwał pióro i powiedział, wciąż zawstydzony:
– Kupiłem ci dwa pudełka ciast o smaku kwiatu śliwy, shixiong. Możesz je zjeść później.
Lin Qingyu skinął głową.
– Dziękuję.
– Wróciłeś za późno, Qingyu. Lu Wancheng pochylił się i podniósł wielkiego koguta, który odniósł wiele zwycięstw. – Nie widziałeś, jak odważny był mój pisklak w bitwie.
– Nie chciałem – powiedział chłodno Lin Qingyu. – Skoro już się dobrze wybawiłeś, każ im posprzątać podwórko. Każdy by się uśmiał z tego okropnego bałaganu. – Lin Qingyu kątem oka zerknął na koguta w ramionach Lu Wanchenga, po czym zmienił temat. – Właściwie… ten kogut wygląda znajomo.
– Hm? Znasz go? – zapytał Lu Wancheng.
– Chyba tak. – Lin Qingyu zastanowił się przez chwilę. – Chyba to jemu się kłaniałem w dniu naszego ślubu.
– Pamiętasz to? – Lu Wancheng był zszokowany.
– Pamiętam wszystko, co widzą moje oczy.
Lu Wancheng, oniemiały, spojrzał na koguta w swoich ramionach, a na jego twarzy malowały się mieszane uczucia. Chang Yang również spojrzał na koguta, a w jego oczach niespodziewanie pojawił się cień… zazdrości?
Lu Wancheng podał ptaka Huantongowi.
– Rozpytaj się. Chcę wiedzieć, czy to ten kogut przeprowadził ceremonię z Qingyu – rozkazał.
Zgodnie z przewidywaniami Chang Yanga, dziś znów spędzili razem czas, a on nie znalazł okazji, by porozmawiać z Lin Qingyu sam na sam. Ponieważ jego przyjacielowi nie wolno było zbyt długo przebywać w towarzystwie mężczyzny spoza rodziny, Chang Yang nie mógł przedłużyć wizyty. Po krótkiej rozmowie był zmuszony się pożegnać.
W tak ograniczonym czasie nie był w stanie przedstawić shixiongowi swojego planu, więc wybrał najlepszą alternatywę, czyli opowiedział historie z podróży, którą odbył z Lin Qingyu i z shifu. Pływali łódkami po rzece w Jiangnan i spacerowali po wsiach Shu, delektując się autentycznymi smakołykami z lokalnych farm.
Pewnej zimy, po uratowaniu rannego myśliwego, mieli opóźnienie, przez co musieli zatrzymać się w zrujnowanej świątyni. W mroźną pogodę, w obliczu lodowatych wiatrów wiejących z północy, Chang Yang i Lin Qingyu – wraz ze swoim shifu, innym shixiongiem i służącym – tłoczyli się wokół ogniska, by się ogrzać. Serce shifu bolało z ich powodu, więc zdjął płaszcz i nim ich przykrył.
Opowiadając swoje historie, Chang Yang nieustannie obserwował wyraz twarzy Lu Wanchenga. Cokolwiek powiedział, młody markiz zawsze wydawał się zainteresowany. Z entuzjazmem pytał: „Co się stało potem?” i „Naprawdę?”. Albo lamentował: „Ach, przecież to ludzie”, albo wzdychał: „Takie jest życie”.
Lin Qingyu miał już dość.
– Jak się miewa Lu Qiaosong? – przerwał.
– Trzeci panicz jest na skraju wyzdrowienia, ale druga panienka powiedziała, że chce, aby wrócił do pełni zdrowia, więc poleciła mi przychodzić co trzy dni, aby zmierzyć mu puls. Na podstawie wyników przepiszę leki na zdrowie i dobre samopoczucie.
Lin Qingyu i Lu Wancheng wymienili spojrzenia. Każdy z nich wiedział, co myśli druga osoba, choć nie powiedział tego wprost.
– Robi się późno – powiedział Lin Qingyu. – Powinieneś wkrótce wracać, shidi.
Chang Yang był dość niechętny.
– W takim razie odwiedzę cię innym razem, shixiong.
Po odejściu Chang Yanga Lin Qingyu powiedział:
– Lu Niantao wie o mojej relacji z Chang Yangiem, a mimo to każe mu leczyć Lu Qiaosonga. Jestem pewny, że coś knuje.
Lu Wancheng otworzył pudełko ze słodyczami, które przyniósł Chang Yang.
– Prawdopodobnie planuje wykorzystać go na swoją korzyść.
Podczas gdy Lin Qingyu rozważał, jakie działania może podjąć Lu Niantao, pewna osoba parzyła herbatę, nie przejmując się niczym. Widząc to, zmrużył oczy.
– Dobrze się bawisz, jedząc ciastka, które przyniósł mi mój shidi.
– Nie powinieneś być taki skąpy, Qingyu. – Lu Wancheng wziął do ręki ciasto o smaku kwiatu śliwy i ugryzł je, popijając zieloną herbatą. Na jego twarzy powoli pojawił się szeroki uśmiech. – Kiedyś dzieliłem się z przyjaciółmi wszelkimi smakołykami, jakie dostałem. Zarówno tymi od mężczyzn, jak i kobiet. Dobrzy przyjaciele dzielą się ze sobą dobrymi rzeczami.
– A kim byli ci mężczyźni i kobiety? – zapytał Lin Qingyu.
Lu Wancheng uniósł brew.
– Hmm. Więc możesz mieć kolegów, ale ja nie?
Lin Qingyu od razu przeszedł do rzeczy.
– Wychowywałaś się w samotności od dzieciństwa, z nauczycielami, którzy uczyli cię czytania i kaligrafii w domu. Więc nie miałaś rówieśników. A nawet gdybyś miał, nie miałbyś rówieśniczek.
Wyraz twarzy Lu Wanchenga spochmurniał. Przez chwilę milczał, po czym powiedział powoli:
– Wygląda na to, że ma pan do mnie wiele pytań, doktorze Lin.
– O nic cię nie pytałam – powiedział spokojnie Lin Qingyu. – I nie proszę cię też, żebyś mi o czymkolwiek mówił, młody markizie.
Lu Wancheng oparł brodę na dłoniach.
– Możesz pytać. Może odpowiem szczerze na twoje pytania. – Trudno było wyczuć w jego tonie, czy mówił uczciwie.
Lin Qingyu zamilkł.
– Obejdzie się bez pytania. Nie jestem zainteresowany.
Zamiast poddawać Lu Wanchenga uporczywemu przesłuchaniu, Lin Qingyu wolał, żeby młody markiz sam wyjawił mu pewne fakty. Nawet gdyby zadał mu pytania, nie było gwarancji, że ten powie mu prawdę.
Lu Wancheng obserwował Lin Qingyu przez chwilę, po czym uśmiechnął się i zmienił temat.
– Zjemy dziś razem kolację, Qingyu? Kazałem kuchni ugotować koguta.
Lin Qingyu podchwycił temat i zapytał swobodnie:
– Którego?
– Tego, który dopełnił z tobą ceremonii ślubnej.
Lin Qingyu uznał to za dziwne.
– Czym cię uraził?
Lu Wancheng mrugnął.
– Zirytował mnie już na sam widok.
Lin Qingyu prychnął.
– Zabiłeś go w chwili, gdy przestał być przydatny. Skoro jesteś taki zdolny, dlaczego nie wstałeś i nie dokończyłeś ze mną ceremonii tamtego dnia?
Lu Wanchengowi na chwilę zabrakło słów.
– To była moja wina?
***
Trzy dni później Chang Yang, jak zwykle, odwiedził rezydencję markiza, aby zbadać puls Lu Qiaosongowi. Lu Qiaosong wydawał się niecierpliwy, ciągle przyspieszał procedurę i czym prędzej wyszedł, nawet nie pytając Chang Yanga o wyniki.
– Młodszy brat prawdopodobnie ma coś pilnego do załatwienia – powiedziała Lu Niantao. – Przepraszam za jego brak kultury, doktorze Chang.
– Nie martw się, druga panienko. Trzeci panicz czuje się już dobrze. Może wrócić do swojego normalnego harmonogramu.
Lu Niantao skinęła głową z uśmiechem.
– To wszystko dzięki pańskiej ciężkiej pracy, doktorze Chang. Jeśli brat ma się dobrze, od teraz nie będziemy pana kłopotać wizytami co trzy dni.
Chang Yang na chwilę zamilkł, po czym rzekł ze zniechęceniem:
– W takim razie pójdę już.
Po odejściu Chang Yanga Lu Niantao zawołała swoją najbardziej zaufaną służącą i wydała jej polecenie:
– Podążaj za doktorem Changiem, ale upewnij się, że nie zauważy, że go śledzisz. Jeśli wydarzy się coś niezwykłego, natychmiast daj mi znać.
Wejście do rezydencji tak zacnej rodziny jak markiz Nan’an nie było łatwe. Chang Yang doskonale wiedział, że to może być jego ostatnia szansa. Jeśli ją przegapi, kto wie, jak długo będzie musiał czekać na kolejną? Po długich namysłach podjął decyzję i napisał coś na kartce papieru, używając pędzelka, który zawsze nosił przy sobie. Martwiąc się, jak dostarczyć list Lin Qingyu, zobaczył Huantonga zmierzającego w stronę dziedzińca, niosącego dwa gliniane słoje z lekarstwami. Chang Yang zatrzymał go bez wahania.
Lin Qingyu często zabierał Huantonga ze sobą w podróż, więc Chang Yang znał sługę całkiem dobrze. Schował karteczkę, którą podał mu doktor, zapewniając, że na pewno ją dostarczy.
– Musisz zadbać o to, żeby nikt inny się o tym nie dowiedział, a zwłaszcza młody markiz – przypomniał mu Chang Yang.
Mimo pozornego wahania Huantong na to przystał.
– Yyy… jasne.
Kiedy Huantong wrócił do pawilonu Lanfeng, Lin Qingyu i Lu Wancheng siedzieli przy oknie – byli w trakcie gry w go. Lu Wancheng przegrał już siedem partii z rzędu, a Lin Qingyu kpił z niego, mówiąc, że nawet kurczak potrafi grać lepiej.
Lu Wancheng położył figurę na szachownicy.
– W dzieciństwie uczyłem się grać tylko przez chwilę. Byłem wtedy całkiem niezły.
– Ależ jesteś skromny – zadrwił Lin Qingyu.
Gra dopiero się rozkręcała, ale Chang Yang się spieszył, więc Huantong pochylił się i szepnął Lin Qingyu do ucha:
– Paniczu, mam ci coś do powiedzenia.
Lin Qingyu zmarszczył brwi.
– Możesz to po prostu powiedzieć.
Huantong spojrzał na Lu Wanchenga i niechętnie zaczął:
– Ale…
– Powiedz to.
Lin Qingyu i Lu Wancheng już dawno znaleźli się w tej samej sytuacji. Nie było niczego – niczego, co działo się w rezydencji markiza – o czym Lin Qingyu nie mógłby rozmawiać w obecności Lu Wanchenga.
Gdy jego panicz wydał ten rozkaz, Huantong powiedział głośno:
– Chang-gongzi kazał mi coś przekazać i upewnić się, że młody markiz tego nie zauważy!
Lin Qingyu nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
Lu Wancheng rzucił pionek na szachownicę.
– Dobra – powiedział przeciągle. – Teraz jestem trochę zły.
Gdyby Chang Yang próbował wykonać ruch na jego oczach, uznałby to za rozrywkę, ale takie podstępne, tajemnicze sztuczki były poważnie niestosowne.
– O co chodzi? – zapytał Lin Qingyu.
Huantong wyjął karteczkę, a Lin Qingyu rozłożył ją przed Lu Wanchengiem. Było na niej tylko kilka słów: „Spotkajmy się na podwórku”.
– Księżyc świeci znad wierzby, dwoje kochanków obiecuje spotkać się o zachodzie słońca – wyrecytował sarkastycznie Lu Wancheng. – Czy lekarz Lin spotka tam swojego małego shidi? Chcę wiedzieć! Siedzę jak na szpilkach!
Lin Qingyu domyślił się, dlaczego Chang Yang poprosił go o spotkanie na osobności – żeby mogli razem opuścić rezydencję markiza. Po namyśle powiedział:
– Jestem pewien, że Lu Niantao i pozostali wiedzą o wszystkim, co shidi powiedział i zrobił w rezydencji. Chyba już wiem, jakie są jej intencje.
– Nie wiedziałeś do tej pory? Ha. – Lu Wancheng zaśmiał się krótko. – Nawet ślepy zauważyłby, że on jest w tobie zakochany, więc oczywiście ktoś inny chciałby to wykorzystać.
– Czy możesz przestać się tak zachowywać? – warknął Lin Qingyu.
– Nie! On chce mi odebrać żonę, a ty chcesz, żebym zachowywał się, kurwa, grzecznie? – Lu Wancheng podniósł głos.
– Czyż nie jesteśmy po prostu zaprzysiężonymi braćmi? Dobrymi przyjaciółmi, którzy dzielą się posiłkami? Skąd wzięło się to twierdzenie, że próbuje ci odebrać żonę?
To odebrało Lu Wanchengowi mowę. Uspokoił się i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że – ku zaskoczeniu wszystkich – Lin Qingyu miał rację. No właśnie! Jak jego dobry przyjaciel, jego zaprzysiężony brat, mógł go zdradzać? Dopóki postrzegał swoją żonę jako dobrego przyjaciela, nigdy nie zostanie zdradzony.
Lu Wancheng znów rozparł się na krześle, mówiąc bezmyślnie:
– Masz rację. Udawaj, że nic nie powiedziałem.
Lin Qingyu prychnął.
– Odpowiedz na wiadomość Chang Yanga – polecił Huantongowi. – Powiedz mu, żeby opuścił rezydencję i nigdy nie wracał.
– Czekaj. – Spojrzenie Lu Wanchenga pociemniało, jakby coś knuł. Lin Qingyu zauważył, jak na jego twarzy nagle pojawia się psotny uśmiech. – Mój drogi przyjacielu, myślę, że jednak powinieneś spotkać się ze swoim shidi.
Lin Qingyu uniósł brew.
– Dlaczego?
***
Chwilę później Huantong i Hualu opuścili pawilon Lanfeng. Jedno udało się na spotkanie z Chang Yangiem, który czekał długo, a drugie udało się do pawilonu Mianyue.
Odnalazłszy Chang Yanga, Huantong powiedział mu, że Lin Qingyu już przeczytał jego notatkę. Jednak w ciągu dnia z rezydencji markiza przychodziło i odchodziło wiele osób, więc nie był to dobry moment na spotkanie. Jeśli Chang Yang mógłby poczekać jeszcze dwie godziny, będą mogli spotkać się po zmroku.
Chang Yang najwyraźniej nie miał nic przeciwko temu, więc Huantong zaprowadził go do niezamieszkanego budynku, który był częścią bocznego skrzydła rezydencji.
– Proszę tu zaczekać, Chang-gongzi. Panicz przyjdzie, gdy nadejdzie właściwy czas.
Chang Yang czekał od zmierzchu do zmroku. Huantong nawet dostarczył mu posiłek.
Równonoc letnia minęła niedawno i z dnia na dzień robiło się coraz goręcej. Po zapadnięciu zmroku resztki upału stopniowo ustąpiły, a od czasu do czasu wiał chłodny wietrzyk. Gdyby tylko Chang Yang mógł podziwiać rozświetlone księżycem kwiaty lotosu na podwórku i słuchać rechotu żab w towarzystwie pięknego mężczyzny… Tylko wtedy ta cudowna noc i jej krajobraz nie poszłyby na marne.
Niestety, dwaj przystojni mężczyźni w pawilonie Lanfeng z pewnością nie będą mieli dziś nastroju na takie spokojne przyjemności.
Lin Qingyu pchał wózek inwalidzki Lu Wanchenga, aż opuścili pawilon Lanfeng. Potem powierzył wózek Hualu.
– Pójdę już.
Lu Wancheng skinął głową.
– Idź.
Młody markiz patrzył, jak Lin Qingyu odchodzi. Gdy jego wzrok podążał za odległą sylwetką skąpaną w blasku księżyca, poczuł się nieco nieswojo. Przypisywał to uczucie zaborczości typowej dla mężczyzn – gdyby ją trochę okiełznał, wszystko byłoby w porządku. Czuł się jak wtedy, gdy ktoś pożyczył jego ulubione zabawki, gdy był dzieckiem. Zabawki te nieustannie zaprzątały jego myśli i martwił się, że się pobrudzą.
Poczekaj. Czy naiwny shidi w przypływie impulsu zwierzy się Lin Qingyu, a potem przyciśnie go do ściany, złapie w talii i zmusi do pocałunku?
Nie zrobiłby tego, prawda? Kurwa.
Gdy myśli Lu Wanchenga błądziły, Hualu zapytała:
– Młody markizie, dokąd idziemy?
Wiedząc, że powinien się skupić, Lu Wancheng przestał puszczać wodze fantazji.
– Podwórko – powiedział.
Podczas gdy księżyc wciąż jasno świecił na nocnym niebie, Lin Qingyu przeszedł przez podwórko, by dotrzeć do budynku, w którym czekał Chang Yang. Zapukał lekko do drzwi trzy razy i otworzyły się od środka.
– Shixiong! – zawołał podekscytowany Chang Yang.
– Porozmawiamy w środku – powiedział Lin Qingyu cicho.
Wewnątrz paliła się tylko lampa naftowa, której używali służący, i oświetlała ona jedynie niewielki obszar wokół nich. Chang Yang bez skrępowania wpatrywał się w mężczyznę naprzeciwko. W słabym świetle w oczach shixionga tańczyły migoczące płomienie. Wpatrując się w nie przez chwilę, poczuł, jak jego oddech robi się gorący, wręcz gorączkowy.
Zanim zadowolił się patrzeniem, Lin Qingyu ponaglił go, by przeszedł do rzeczy.
– Mów.
Patrząc na lekko rozchylone usta shixionga, Chang Yang na chwilę stracił wątek. Potem zebrał się na odwagę i jednym tchem powiedział:
– Opuść to miejsce ze mną, shixiong!
Tak myślałem. Lin Qingyu westchnął cicho, a potem spokojnie zapytał:
– Dokąd chcesz mnie zabrać?
– Gdziekolwiek, bylebyśmy byli z dala od rezydencji markiza i stolicy! – Oczy Chang Yanga błyszczały wielką nadzieją. – Możemy pojechać do shifu i zamieszkać z nim w odosobnieniu w górach. Czyż to nie byłoby wspaniałe?
Lin Qingyu pomasował czoło między brwiami.
– Moje małżeństwo z Lu Wanchengiem zostało zatwierdzone przez Jego Wysokość. Jeśli odejdę beztrosko, co stanie się z moją rodziną?
– Też o tym myślałem – powiedział Chang Yang. – Shixiong, pamiętasz, jak shifu ciągle próbował stworzyć pigułkę, która mogłaby sprawić wrażenie, że ktoś nie żyje?
To w końcu nieco rozbudziło zainteresowanie Lin Qingyu. Kiedy podróżował ze swoim shifu, natknęli się na młodą kobietę, która powiesiła się na drzewie. Po tym, jak ją uratowali, opowiedziała im – szlochając – o tym, co przeżyła. Jej ojciec, hazardzista, sprzedał ją lokalnemu szlachcicowi jako konkubinę i od tamtej pory codziennie była bita i upokarzana. Szlachcic powiedział jej również, że jeśli kiedykolwiek ucieknie, jej rodzina zapłaci za to życiem. Nie mając wyboru, mogła jedynie popełnić samobójstwo.
Od tego dnia ich shifu chciał stworzyć taką pigułkę.
– Czy shifu odniósł sukces? – zapytał Lin Qingyu.
Chang Yang skinął głową z entuzjazmem.
– Tak. Nazwał to „pigułka odejścia”. Przekazał mi też formułę. Niestety, chociaż mam ten przepis, nie jestem wystarczająco utalentowany, żeby zrobić tę pigułkę, ale wiem, że ty byś dał radę, shixiong.
– Więc chcesz, żebym wyrwał się z tej sytuacji, udając śmierć?
– Tak. Dopóki wszyscy będą myśleć, że nie żyjesz, nie będą sprawiać kłopotów twojej rodzinie.
– Trafna uwaga – powiedział spokojnie Lin Qingyu. – Ale jaki sens miałoby bycie martwym?
Chang Yang odpowiedział bez wahania:
– Jeśli odzyskasz wolność, będziesz mógł robić, co zechcesz. Czy to nie wystarczy?
– Wszystko, czego zechcę… Ha! – prychnął Lin Qingyu, jakby naiwność Chang Yanga wydawała mu się zabawna. – Mówiłeś, że mnie znasz, prawda? A jednak nie masz pojęcia, czego naprawdę chcę! Nie chcę być zwykłym lekarzem. Jeśli mam nim być, muszę być najlepszy. Muszę przejrzeć wszystkie medyczne książki świata i mieć do dyspozycji nieskończony zapas rzadkich, drogocennych ziół. Tylko Cesarska Akademia Medyczna może mi to zapewnić. Nie jestem przeciwny przepychowi i bogactwu, ani władzy i wpływom. Lubię widok ludzi klęczących przede mną i drżących ze strachu. Wiedziałeś o tym wszystkim?
Chang Yang wpatrywał się w Lin Qingyu oszołomiony, jakby jego shixiong był kimś obcym.
– Nic nie wiesz, a mimo to mówisz o zabraniu mnie ze sobą. Czy to nie jest absolutnie śmieszne? – Lin Qingyu wstał. – Powiem Huantongowi, żeby cię wyprowadził z rezydencji.
Odpowiedź Lin Qingyu całkowicie przerosła oczekiwania Chang Yanga. Uważał swojego shixionga za prawego człowieka o wielkiej cnocie i otwartym sercu. Bogactwo i władza absolutnie do niego nie pasowały. Chang Yang nie pogodził się jeszcze ze wszystkim, ale kiedy jego shixiong miał odejść, nie mógł powstrzymać się od wypowiedzenia swoich myśli.
– Czy zatem młody markiz Lu może dać ci wszystko, czego pragniesz, shixiong?
Lin Qingyu zamarł w miejscu.
– Młody markiz Lu nie ma już wiele życia – kontynuował Chang Yang. – Bez celu spędza czas, czekając na śmierć. Czym różni się od innych beztroskich synów bogatych rodzin? Biorąc pod uwagę jego brak cnót, jak może…
– Jak więc się spodziewasz, że się zachowa? – przerwał mu lodowato Lin Qingyu.
Chang Yang był oszołomiony.
– Shixiong?
– Dobrze wiesz, że Lu Wancheng cierpi na śmiertelną chorobę i jest bliski ostatniego tchnienia. Widziałeś, jak żartobliwie z tobą rozmawia, pozornie beztrosko, ale czy wiesz, ile leków musi brać i ile igieł wbija mu się w skórę dziennie? – zapytał Lin Qingyu. –Musi złapać oddech po krótkich spacerach, a lekkie przeziębienie może wpędzić go w głęboką śpiączkę, z której może się obudzić, a może nie. Kiedy ma atak kaszlu, nie śpi dobrze przez całą noc, a i tak tłumi kaszel, bo boi się, że mnie obudzi. Czego oczekujesz od kogoś takiego jak on? Żeby zdał egzaminy cesarskie? Żeby wstąpił do wojska i służył krajowi? Zostało mu tylko sześć miesięcy, dlaczego nie może wieść beztroskiego życia jako syn bogatej rodziny przez te ostatnie pół roku?
Lin Qingyu rzadko się odzywał. Oczywiście, dostrzegał lenistwo, nonszalancję i lekkomyślność Lu Wanchenga. Jemu również nie podobało się to, że Lu Wancheng miał wszystko gdzieś i dość często z tego powodu go ganił. Nie oznaczało to jednak, że inni mogli patrzeć na niego z góry.
Po długiej ciszy Chang Yang zapytał cicho:
– Shixiong, czy ty… coś do niego czujesz?
– Nie czuję szczególnego pociągu do mężczyzn – odpowiedział bez wahania Lin Qingyu. – On też nie. Jeśli mam zdefiniować, kim jesteśmy… – Lin Qingyu zaśmiał się lekko. – Może mógłbym powiedzieć, że jesteśmy bratnimi duszami, które zostały ze sobą siłą związane przez małżeństwo.
– Nie czujesz szczególnego pociągu do mężczyzn – powtórzył Chang Yang z gorzkim uśmiechem. – Rozumiem. To ja… cię niepokoję, shixiong.
Nie jesteś jeszcze na tyle ważny, żeby mnie niepokoić, chciał powiedzieć Lin Qingyu, lecz widząc przygnębioną twarz Chang Yanga, powstrzymał się przed wypowiedzeniem tych słów.
Chang Yang wziął głęboki oddech, zanim wyjął kartkę papieru ze swojej apteczki. Zmusił się do uśmiechu i powiedział:
– To formuła tej pigułki. Proszę ją wziąć, shixiong. Ja… ja już pójdę.
Lin Qingyu skinął lekko głową.
– Huantong, wyprowadź naszego gościa.
Wychodząc na zewnątrz, Chang Yang spojrzał w górę na księżyc świecący jasno na niebie i westchnął głęboko. Wyruszył w tę długą podróż do stolicy tylko dla dobra swojego przyjaciela. Ponieważ osoba, z którą się zmierzył, nie była już tym samym mężczyzną, w którym się zakochał, prawdopodobnie nadszedł czas, by odejść.
Nie – nigdy nie był mężczyzną, o którym marzył. Raczej stworzył sobie w myślach jego obraz według swoich pragnień. Shixiong miał rację, to było z jego strony absolutnie śmieszne.
Gdy Chang Yang kipiał z rozpaczy, Huantong powiedział:
– Głowa do góry, Chang-gongzi. Ktoś taki jak mój pan nigdy nie pozwoliłby się uwięzić na długo w rezydencji tego okropnego markiza.
Chang Yang zaśmiał się z autoironią.
– Miałem o sobie zbyt wysokie mniemanie.
Huantong poklepał Chang Yanga po ramieniu.
– Chodźmy, Chang-gongzi. Jeśli będziemy zwlekać dłużej, przegapimy to.
– Co przegapimy? – zapytał Chang Yang.
Huantong się roześmiał.
– Młody markiz wiedział, że prawdopodobnie będziesz dziś smutny, więc zaprosił cię na przedstawienie.
***
Noc stopniowo pogrążała się w mroku. Atramentowa chmura bezszelestnie przesłoniła światło księżyca, a lampy dworu, jedna po drugiej, gasły. Bez latarni w ręku, ścieżki pod wspaniałym baldachimem drzew na podwórku były kompletnie ciemne.
Lu Qiaosong i ciocia Qiu schowały się za drzewem, wpatrując się w dwie sylwetki obok stawu.
– Jesteś pewien, że to oni? – zapytał Lu Qiaosong.
– Oczywiście – powiedziała ciocia Qiu. – Lekarz Chang miał dziś na sobie ubranie w tym kolorze, a panicz był ubrany w biel.
– Idź! – warknął Lu Qiaosong. – Nie możemy pozwolić im uciec!
Ciotka Qiu wybiegła zza drzew. Była niekompetentna w większości rzeczy, ale miała donośny głos. Gdy krzyczała, słyszało ją pół domu.
– Ojej! Czy to nie nasz panicz? Z kim po kryjomu oglądasz księżyc w środku nocy, zamiast czekać u stóp łóżka chorowitego młodego markiza?
Jej donośny głos rozległ się niespodziewanie. Mężczyzna w bieli poślizgnął się, przestraszył i omal nie wpadł do wody. Na szczęście człowiek stojący obok niego, ubrany na niebiesko, szybko pomógł mu się uspokoić.
– Kto tam wygaduje bzdury? – warknął surowo mężczyzna w niebieskim.
Gdy ciocia Qiu usłyszała ten głos, nogi się pod nią ugięły.
Jak to możliwe, że to markiz? Ciotka Qiu, potykając się, próbowała uciec z powrotem tam, skąd wybiegła, ale nagłe pojawienie się Hualu ją zatrzymało.
– Po co ten pośpiech, ciociu Qiu? – zapytała głośno Hualu, która wyjrzała zza drzew. – Och… Trzeci panicz też tu jest. Młody markiz i jego żona obserwują księżyc. Chcecie do nich dołączyć?
Ta sugestia zmusiła Lu Qiaosonga do zatrzymania się w połowie próby ucieczki. Zaklął w duchu.
Głos Hualu nie był tak przenikliwy jak ciotki Qiu, ale markiz i tak ją słyszał.
Markiz, jak zwykle, nocował w pawilonie Mianyue. Lady Pan czekała na niego, aż przebierze się w codzienne ubranie. Widząc jasno świecący księżyc na zewnątrz, powiedziała mu, że lotosy w stawie również pięknie kwitną i zapytała, czy chciałby wybrać się na spacer wzdłuż brzegu i podziwiać przyrodę.
Markiz, uczony ceniący blask księżyca, nie mógł pozwolić, by malowniczy wieczór się zmarnował, więc udał się na podwórko z Lady Pan – tylko po to, by wpaść na najstarszego syna, który również przyszedł podziwiać niebo. Ojciec i syn nie mogli często ze sobą rozmawiać, więc Lady Pan w geście szacunku ich przeprosiła, mówiąc, że musi przygotować posiłek, po czym zostawiła ich samych.
Niespodziewanie Lu Wancheng zapytał o żonę cesarza. Cesarzowa, nieustannie troszcząca się o jedyne dziecko swojej siostry, często wysyłała eunuchów, aby sprawdzili, jak się miewa i dostarczyli mu pożywnego jedzenia i ziół. Markiz polecił Lu Wanchengowi odwiedzić pałac i osobiście podziękować cesarzowej, ponieważ jego stan zdrowia się poprawił.
Nagle ktoś krzyknął w oddali, wstrząsając Lu Wanchengiem tak bardzo, że omal nie wpadł do wody. Markiz wiedział, że jego najstarszy syn jest wątły i nie radzi sobie dobrze z nagłymi stresami; wręcz przeciwnie, najmniejszy błąd mógł go przykuć do łóżka na całe życie. Zauważywszy, jak chorobliwie blado wyglądał Lu Wancheng po potknięciu – nawet jego usta zbladły – markiz ryknął z wściekłością:
– Kto tam wygaduje bzdury?! Pokaż się!
Następnie uprzejma Hualu zmusiła Lu Qiaosonga i ciocię Liu, by podeszli.
– Co wy próbujecie osiągnąć, robiąc taki hałas w nocy na podwórku? – warknął markiz.
– Ja również jestem tu po to, by cieszyć się księżycem, ojcze – powiedział Lu Qiaosong, przygotowując się na konfrontację.
Lu Wancheng uśmiechnął się słabo.
– I zamiast którejś z kurtyzan przyprowadziłeś ciocię Qiu? Chyba naprawdę musisz być w nastroju.
Lu Qiaosong wiedział, że postępuje źle, więc mógł tylko znieść tę sarkastyczną uwagę.
Markiz spojrzał na ciocię Qiu.
– O czym przed chwilą krzyczałaś?
– Dotrzymując towarzystwa trzeciemu paniczowi, który cieszył się księżycem, markizie, dostrzegłam z daleka dwie osoby nad stawem. Myślałam, że to panicz i lekarz Chang. Nie mogę się obwiniać za moją pomyłkę. Wszyscy w domu wiedzą, że kiedyś studiowali medycynę u tego samego mentora, mają bliskie relacje i często się widują. Dlatego pomyliłam was z nimi.
– Czy to prawda? – zapytał surowo markiz.
– Lekarz Chang odwiedza pawilon Lanfeng, żeby się ze mną zobaczyć, a nie z Qingyu – odpowiedział spokojnie Lu Wancheng. – Od pierwszego spotkania szybko się zaprzyjaźniliśmy i zawsze prowadzimy przyjemne rozmowy. To ja poprosiłem go, żeby często odwiedzał pawilon Lanfeng, żebym się tak nie nudził.
– Zgadza się. Za każdym razem, gdy doktor Chang przybywa do pawilonu Lanfeng, to po to, żeby porozmawiać z młodym markizem. Czasami panicz nawet nie jest obecny.
Markiz nieco się rozluźnił.
– Kim jest ten lekarz Chang?
– Przybył tu, żeby leczyć niewydolność nerek młodszego brata – odpowiedział spokojnie Lu Wancheng.
– Nerek?! – Markiz dźgnął palcem nos Lu Qiaosonga. – Wyjaśnij!
Wiedział, że Lu Qiaosong zachorował, ale nie wiedział na co. A biorąc pod uwagę jego wcześniejsze zachowanie, oczywiście każdy powiązałby niewydolność nerek z jego seksualnymi eskapadami.
Lu Qiaosong poczerwieniał, ale nie mógł stracić panowania nad sobą, stojąc twarzą w twarz z markizem.
– Źle zrozumiałeś, ojcze. Dopadło mnie tylko lekkie przeziębienie…
Markiz, rzecz jasna, mu nie uwierzył. Mimo to nie mógł przesłuchiwać syna w tak nieprzyzwoitej sprawie w obecności służby.
– Chodź ze mną do gabinetu – rozkazał, po czym odwrócił się, by odejść, wściekły.
– Ojcze! – wykrzyknął Lu Qiaosong.
Lu Niantao skrupulatnie przypominała mu wcześniej, by podkreślał związek Lin Qingyu i Chang Yanga, niezależnie od tego, co mówili lub robili inni. Nawet jeśli ten związek nie był prawdziwy, Lu Qiaosong i tak musiał wzbudzić podejrzenia. Nie przypuszczał, że Lu Wancheng odwróci sytuację na swoją korzyść!
Lu Qiaosong bez wątpienia musiał się liczyć z ostrą reprymendą, więc chciał się upewnić, że Lu Wancheng również ucierpi. Podszedł i stanął przed bratem, szeroko się uśmiechając.
– Mężczyzna tak piękny jak bratowa musiał podbić wiele serc. Tym razem przymknąłeś na to oko, bracie, ale czy następnym razem też będziesz w stanie to zrobić? Jakkolwiek wspaniałomyślny byś nie był, nie sądzę, żebyś lubił, gdy wielu potajemnie podziwia twoją żonę, prawda?
– Więc wiesz, że to moja żona. Skoro tak jest, pozwólcie, że poproszę wszystkich… – Lu Wancheng uśmiechnął się, a jego wzrok przemknął po twarzach zgromadzonych. Potem spojrzał na Chang Yanga, jego ton nagle się zmienił, a słowa zabrzmiały jak ostrze noża: – Nie ważcie się go dotknąć. Nawet o tym nie śnijcie.
Tłumaczenie: Ashi
Glosariusz
Postacie i instytucje
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Rozdział 38