Married Thrice to a Salted Fish

Rozdział 1415 min. lektury

Gdy Lin Qingyu został jedną z dwóch osób odpowiedzialnych za sprawy domowe, codziennie przychodziły do niego tłumy ludzi.

Wieść o otruciu przez niego służących rozeszła się po rezydencji. Wszyscy stopniowo zaczęli rozumieć, do czego zdolna jest ta piękność – jadowita jak wąż czy skorpion – i patrzyli na niego z lękliwym szacunkiem. Zgłaszali mu wszystko, od ważnych spraw, takich jak podział miesięcznych wydatków, po bardziej błahe, jak to, jakie kwiaty zasadzą w ogrodzie, nie śmiąc samodzielnie podejmować żadnej decyzji.

To niezmiernie irytowało Lin Qingyu, ponieważ nigdy nie interesowały go przyziemne sprawy rezydencji. Błahostki, takie jak to, jakie kwiaty posadzić i jakie nocne posiłki przyrządzać, można było przekazać konkubinie Pan. Mimo to być może dobrze było mieć głos w ważnych sprawach.

Lin Qingyu zobaczył pewną osobę leżącą w bujanym fotelu i z zamkniętymi oczami wsłuchującą się w szum deszczu.

Niech kilku zaufanych zarządców zajmie się sprawami rezydencji razem ze mną – polecił.

Lu Wancheng otworzył oczy i powiedział żartobliwie:

Och? Nie zgadzasz się na takie postępowanie, jeśli dobrze pamiętam. Cytuję: „Nie możesz polegać na innych we wszystkim. W przyszłości, gdy będziesz zbyt leniwy, żeby jeść, spać, ożenić się lub mieć dzieci, czy pozwolisz innym robić to za ciebie?”.

Lin Qingyu zatrzymał się na chwilę.

Teraz wszystko jest inaczej – powiedział spokojnie.

Cóż, znalezienie stewardów będzie łatwe – zapewnił go Lu Wancheng, chichocząc. – Napiszę do dziadka kolejny list.

Lin Qingyu skinął głową.

Zrób to.

No to utrzyj dla mnie trochę atramentu – zażartował Lu Wancheng. Wyobrażał sobie, że Lin Qingyu znów go beznamiętnie odrzuci.

Jednak drugi mężczyzna zawahał się przez chwilę, zanim odpowiedział:

Jasne.

Lu Wancheng był wstrząśnięty, nieprzyzwyczajony do takiego zaszczytu. Stał przed oknem w swoim gabinecie z pędzlem w ręku, podczas gdy Lin Qingyu stał cicho u jego boku, osobiście trąc mu atrament.

Pomimo intensywnego zapachu tuszu, wciąż wyczuwał od Lin Qingyu delikatny aromat ziół. Poczuł się zmieszany. Kiedy jego węch stał się tak wyostrzony?

Wiosną deszcz padał częściej, a teraz, mimo że trwał już od kilku dni, wciąż nie ustawał. Niebo za oknem było zamglone, mżyło, a krople wirowały w splątanych jedwabnych wstążkach, przywodzących na myśl romans.

Lu Wancheng pisał powoli, jakby robił to rzadko, ale jego kaligrafia była znakomita. Listy były prywatne, więc Lin Qingyu nie próbował celowo czytać tego, co pisał, tylko zerkał nieobecnym wzrokiem na papier.

Mówiono, że kaligrafia zawsze przypominała człowieka. Pismo Lu Wanchenga było pełne witalności, nieskrępowane jak chmury na niebie, płynące swobodnie jak strumień. Trudno było sobie wyobrazić, że stworzył je człowiek dręczony przewlekłą chorobą.

Po napisaniu zaledwie kilku zdań Lu Wancheng znów miał ochotę odpocząć.

Boli mnie ręka. Jestem strasznie zmęczony.

Możesz pisać na siedząco – zasugerował Lin Qingyu.

Nie odważyłbym się. To nie byłoby wcale eleganckie ani wyrafinowane.

Huantong wszedł, by przynieść poczęstunek, ale zszokował go widok młodego markiza piszącego i panicza dotrzymującego mu towarzystwa. Dopiero po jakimś czasie w końcu przypomniał sobie, po co w ogóle przybył.

Paniczu, z kuchni przysłali paczkę ciast śliwkowych.

Zostaw je tam – powiedział Lin Qingyu.

Huantong położył ciastka na biurku. Zdziwiony widokiem pisma Lu Wanchenga, zauważył:

Pomimo lenistwa, twoja kaligrafia jest niesamowita, młody markizie!

– „Niesamowita” to za mocne określenie – powiedział skromnie Lu Wancheng. – Powiedziałbym, że wygląda równie pięknie, jak u kogoś innego.

Wygląda na to, że włożyłeś dużo wysiłku w ćwiczenie kaligrafii – powoli powiedział Lin Qingyu.

Tak.

Nauka kaligrafii nie była zajęciem na jeden dzień. Wyglądało na to, że Lu Wancheng ćwiczył ją co najmniej od kilku lat, więc Lin Qingyu nie mógł powstrzymać się od wątpliwości.

Narzekałeś na ból ręki po napisaniu zaledwie kilku znaków. Czy miałbyś kiedyś ochotę poćwiczyć kaligrafię?

Ach, byłem zmuszony to ćwiczyć. Byłem nadpobudliwy jako dziecko, a moja droga matka słyszała, że ćwiczenie kaligrafii może ukoić serce, więc zapłaciła mnóstwo pieniędzy, żeby załatwić mi korepetycje u znanego mistrza. Uczył mnie kaligrafii i czytania klasycznych tekstów. – Lu Wancheng spuścił wzrok, wyglądając jednocześnie na zbolałego i pełnego nostalgii. – Moja matka zawsze dążyła do tego, żeby być najlepsza. I nie tylko stosowała to wobec siebie, bo wymagała tego również ode mnie. Miałem opanować wszystko, od instrumentów muzycznych i szachów, po kaligrafię i rysunek. Musiałem być pierwszy we wszystkim. Jaka szkoda! Musiałem uczęszczać na tyle zajęć, kiedy byłem młody, że nigdy nie miałem dość snu…

Naprawdę miałeś ciężko, młody markizie! – powiedział Huantong ze współczuciem. – Musiałeś to wszystko robić, mimo że byłeś chory? Byłeś w gorszej sytuacji niż my, służący!

On bredzi – zauważył beznamiętnie Lin Qingyu.

Oczy Huantonga się rozszerzyły.

Co?

Czy słyszałaś kiedyś, żeby nazywał Lady Liang swoją „drogą matką”?

Huantong podrapał się po głowie

Trafna uwaga.

Pewnie mówi o kimś innym – domyślił się Lin Qingyu.

Lu Wancheng nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko.

Przejrzałeś mnie na wylot.

W połowie pisania listu Lu Wancheng nie był pewien, jak sformułować zdanie i się zatrzymał. Zamyślony, jego myśli odpłynęły, a wzrok stopniowo stał się pusty. Sposób, w jaki trzymał pędzel, również się zmienił. Trzymał go niedbale, ale energicznym ruchem obrócił go między palcami w serii płynnych ruchów.

W mgnieniu oka kropelki atramentu przeleciały przez powietrze, lądując na Lin Qingyu i Huantongu obok niego. Pierwszy z nich poradził sobie lepiej niż drugi – odsunął się i dotarło do niego tylko kilka kropel, ale połowa twarzy nieszczęsnego sługi została zbryzgana grubą smugą atramentu. Jego usta były otwarte z szoku, więc miał pecha i trochę spróbował. Zorientowawszy się, co się stało, wypluł go.

Bah!

Zrozumiawszy swój błąd, Lu Wancheng szybko odłożył pędzel i przeprosił ich.

Przepraszam. Zapomniałem, że na tym pędzlu jest tusz…

Nie możesz przez chwilę zachować się normalnie? – zapytał Lin Qingyu bez wyrazu.

Lu Wancheng chciał się roześmiać, ale nie byłoby to miłe, gdyby zrobił to w tej chwili, więc starał się powstrzymać.

To naprawdę nie było celowe… Wytrę ci to.

Uniósł rękę. Krople atramentu wylądowały pod okiem Lin Qingyu, mieszając się z jego pieprzykiem. Kiedy Lu Wancheng wyciągnął dłoń, mężczyzna mrugnął odruchowo, a jego długie rzęsy zatrzepotały niczym skrzydła motyla. Były miękkie w dotyku, sprawiając, że jego opuszki palców mrowiły.

Lu Wancheng zamarł. Na moment wstrzymał oddech, a jego ręka zawisła w powietrzu.

Lin Qingyu nic nie zauważył. Odepchnął dłoń Lu Wanchenga i powiedział chłodno:

Czy plamy z atramentu da się zetrzeć gołą ręką?

Och, racja. – Lu Wancheng oprzytomniał i powiedział: – Huantong, idź i weź mokrą chustkę, żeby wytrzeć panicza.

Jeszcze nie udało mi się wypluć całego atramentu! – krzyknął Huantong.

Hualu przyszła z miską ciepłej wody, a Lin Qingyu wytarł twarz wilgotną szmatką.

Tymczasem Hanqiao – osobista służąca Lady Pan – przyszła szukać Lin Qingyu.

Konkubina Pan prosi, żebyś udał się do holu, paniczu.

Zanotowano – odpowiedział Lin Qingyu.

Rozsądnie było, aby mężczyźni i kobiety zachowywali się wobec siebie powściągliwie, dlatego rzadko spotykał się z konkubiną Pan, mimo że wspólnie zarządzali majątkiem. Zamiast tego, w razie potrzeby, zazwyczaj przekazywali sobie wiadomości za pośrednictwem służby. Jednak nagłe zaproszenie musiało oznaczać, że potrzebowała porozmawiać z nim osobiście.

Wychodzę – powiedział Lu Wanchengowi. – Dokończ list i dostarcz go do majątku księcia tak szybko, jak to możliwe.

Lu Wancheng przystał na to z roztargnieniem. Wkrótce wrócił do okna. Przez nie spojrzał na sylwetkę Lin Qingyu trzymającego parasol w deszczu, a potem spojrzał na opuszki swoich palców.

Co to, do cholery, było? – mruknął do siebie, zmieszany.

***

Lady Pan pochodziła z rodziny urzędników. Sytuacja ekonomiczna jej rodziny niestety pogorszyła się, zmuszając ją do małżeństwa jako konkubina, aby zarobić na życie. Pomimo tego, że pochodziła z rodziny w stanie stopniowego upadku i nie miała dzieci, udało jej się zyskać przychylność markiza – nie tylko dzięki swojemu wyglądowi, ale także cichej osobowości. Nigdy o nic nie walczyła i nie odzywała się nieproszona w jego obecności. Sprawy dworskie były wystarczająco męczące, a kiedy markiz wracał do rezydencji, pragnął jedynie chwili wytchnienia. Lady Pan była niewątpliwie najlepszą osobą, do której można było się zwrócić w tej sprawie.

Aby uniknąć nieporozumień, zawsze spotykali się w towarzystwie kilku służących. Ta okazja nie była wyjątkiem. Lin Qingyu nie pałał szczególną sympatią do nikogo w rezydencji, ale Lady Pan dała im przemyślany prezent ślubny i przysłała kilka plastrów z maścią, gdy skręcił kostkę. Dlatego nie czuł do niej awersji i był wobec niej po prostu neutralny.

Pomimo niechęci do spotkania z Lady Pan, Lin Qingyu wymienił z nią kilka uprzejmości. Następnie powiedział:

Jeśli masz ważną sprawę do poruszenia, możesz mi o niej powiedzieć bezpośrednio.

Lady Pan skinęła głową.

Qingming jest za kilka dni, a nasza gałąź rodu Lu jest odpowiedzialna za ceremonię uhonorowania przodków w rodzinnym mieście Lu, Lin’an. W geście synowskim markiz zapalił dwie wieczne lampy dla swoich rodziców w świątyni Changsheng na wsi. Zwykle markiza odwiedzała tę świątynię, aby zapalić kadzidło i modlić się o błogosławieństwo i ochronę przodków w tym czasie. Jednak ona jeszcze nie wyzdrowiała z choroby, a markiz… – Lady Pan urwała.

Od czasu afery z prezentem urodzinowym dla szlachetnej małżonki Chen, Lady Liang prawie nie pojawiała się publicznie. Wszyscy mówili, że wraca do zdrowia po chorobie, ale w rzeczywistości była odizolowana. Markiz Nan’an – wpływowy mężczyzna o wysokim statusie – był arogancki i dumny, a upokorzenie związane z oszustwem było dla niego nie do zniesienia. Błąd Lady Liang nie był poważny, ale też niezbyt błahy. Złamała tabu, więc z pewnością będzie musiała ponieść konsekwencje.

Jeśli tak, to zostawimy to tobie – powiedział Lin Qingyu.

Lady Pan pokręciła głową.

Jestem tylko konkubiną, więc nie mogę palić kadzidła przodkom w zastępstwie markizy. Jako główna żona młodego markiza, jesteś jedyną osobą w rodzinie, oprócz niej, która może to zrobić.

Lin Qingyu początkowo jednak nie był zdecydowany. Gdyby ktoś chciał, żeby zapalił kadzidło za przodków rodziny Lu, mógłby zgasić wieczne lampy, które markiz podtrzymywał przez ponad dekadę. Mimo to miło byłoby skorzystać z okazji i odwiedzić świątynię Changsheng i pomodlić się za jego rodzinę.

Oczywiście – powiedział Lin Qingyu. – Zorganizuję tę podróż.

Drogi są śliskie, kiedy pada deszcz – przypomniała mu Lady Pan. – Możesz poczekać, aż przestanie padać, zanim wyruszysz.

Lin Qingyu skinął głową w odpowiedzi i pożegnał się z Lady Pan.

Patrzyła, jak odchodzi, a potem nagle powiedziała:

Proszę, zostań jeszcze chwilę, paniczu.

Czy jest coś jeszcze? – zapytał.

Lady Pan podeszła do Lin Qingyu i się skłoniła.

Dziesięć lat temu, kiedy jeszcze nie wyszłam za mąż za markiza, mieszkałam z matką i ledwo wiązałam koniec z końcem, zajmując się praniem i tkactwem. Zimy były tak srogie, że matka się przeziębiła. Jej stan utrzymywał się przez wiele dni, doprowadzając ją na skraj śmierci. Byliśmy biedni, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na jej leczenie ani zakup ziół. Mając przy sobie tylko kilka miedziaków, błagałam aptekarza Changxihe o pomoc, tylko po to, by zostać nękaną przez przechodzącego rozpustnika. Na szczęście lekarz Lin akurat był tam, wybierając zioła, i mi pomógł. Nie tylko przyszedł ze mną do domu, żeby leczyć moją matkę, ale także zapłacił za nasze zioła. On… uratował nam życie. – Zanim Pani Pan skończyła mówić, szlochała.

Lin Qingyu uśmiechnął się lekko.

Z pewnością tak zrobiłby mój ojciec.

Lady Pan odwróciła się na bok i otarła łzy, po czym nieśmiało kontynuowała:

Przepraszam za to żenujące zachowanie. Chciałam tylko powiedzieć, że jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował mojej pomocy, zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby odwdzięczyć się twojemu ojcu za uratowanie nam życia.

Dziękuję, konkubino Pan – powiedział Lin Qingyu, a w jego chłodnym głosie pojawiła się nuta ciepła.

Po powrocie do pawilonu Lanfeng Lin Qingyu nakazał rozpoczęcie przygotowań do podróży do Qingming. Jednak niebo wciąż się nie przejaśniło, a deszcz nie przestawał padać. Wilgoć w środku i wszechobecna woda na zewnątrz wywołały dziwne uczucie melancholii.

Lu Wancheng był ponury przez kilka dni, a kiedy Lin Qingyu zapytał, nie chciał ujawnić przyczyny. Westchnął tylko głęboko w odpowiedzi, patrząc na deszcz. Po nieudanej próbie uzyskania odpowiedzi nie zadał już kolejnego pytania. Lu Wancheng mógł robić, co chciał.

Dziś znów leniuchował w łóżku. Kiedy Hualu poprosiła go o przyjęcie lekarstwa, nie zareagował. Jego twarz była pusta, jakby jego życie było pozbawione sensu.

Hualu zwróciła się do niego z prośbą o pomoc.

Paniczu, eee…

Zajmę się tym – powiedział jej Lin Qingyu. – Możesz odejść.

Kiedy to zrobiła, podszedł do łóżka. Spojrzał na Lu Wanchenga i zapytał:

Co się z tobą dzieje?

Lu Wancheng odpowiedział jedynie milczeniem.

Jeśli nie zechcesz mi powiedzieć, każę Huantongowi zrywać z ciebie koce o świcie każdego ranka – zagroził zirytowany Lin Qingyu.

Już jestem w takim stanie – zaprotestował Lu Wancheng, a odpowiedź utknęła mu w gardle. – Nie możesz okazać choć odrobiny współczucia?

W jakim stanie?

Lu Wancheng zakrył twarz dłońmi.

Kurwa, chyba już nie działa – powiedział z bólem.

Lin Qingyu był zdezorientowany.

Co nie działa?

Chodzi mi o to, że to nie działa – odpowiedział z trudem Lu Wancheng. – Zwykle dzieje się to już, kiedy się budzę… Wiesz, o co mi chodzi.

Lin Qingyu zaniemówił.

Lu Wancheng spojrzał na obszar poniżej talii i dodał ze smutkiem:

Ale od kilku dni po prostu nie chce wstać.

Och. To normalne – powiedział mu Lin Qingyu.

Lu Wancheng gwałtownie podniósł głowę.

Normalne?

Ulepszając formułę twojego leku, dodałem sporo specjalnych ziół. – Lin Qingyu brzmiał nonszalancko, jakby zastanawiał się, co zjeść na obiad. – Mieszanka takich ziół wpływa na mężczyznę… – Urwał. – Wpływa na mężczyznę w pewnym stopniu, ale i tak nie masz z tego pożytku, więc nie musisz się tym przejmować.

Nie mam z tego pożytku? Nie muszę się tym przejmować?!

Lu Wancheng omal nie splunął krwią z przerażenia. Na chwilę zabrakło mu słów, by odeprzeć tak oburzającą wypowiedź. Gdyby się wkurzył na Lin Qingyu, tamten by się wkurzył na niego, a wtedy musiałby go nakłonić, żeby się uspokoił. A gdyby spróbował przemówić mu do rozsądku… Cóż, powszechnie wiadomo, że zwykły mężczyzna nie przemówi do rozsądku wielkiej piękności.

Lu Wancheng na chwilę stłumił w sobie emocje, ale w końcu powiedział:

Teraz już z pewnością nie mam dla niego zastosowania, ale to zupełnie co innego niż to, czy można go wykorzystać.

Lin Qingyu się nie zgodził.

To kwestia życia i śmierci. Czy potrafisz schować swoją bezużyteczną dumę? Przeżycie pełni życia przez kolejne sześć miesięcy jest ważniejsze niż cokolwiek innego.

Ale… – odważył się rzucić Lu Wancheng, mimo że jego próby okazały się daremne.

Żadnych ale – powiedział niecierpliwie Lin Qingyu. – Jako pacjent, młody markizie, jedyne, co powinieneś zrobić, to stosować się do zaleceń lekarza i przyjmować leki.

Lu Wancheng spojrzał na miskę z ciemnym płynem. Chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się, po czym znów otworzył usta. W końcu pokazał Lin Qingyu kciuk w górę i powiedział coś, czego młody lord nie zrozumiał:

Twardziel.

Tłumaczenie: Ashi

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

:błeee:  :płaku:  :WeiMądruś:  :zonk:  :NieNie: 
:AAAA:  :ależeco:  :blabla:  :ugh:  :cooo: 
:ekscytacja:  :facepalm:  :patriarcha:  :muahaha:  :złamaneserce: 
:szok:  :przestań:  :zachwyt:  :zachwyt2: